Otrzymane komantarze

Do wpisu: Mądrość króla Salomona
Data Autor
Pani Izabelo,zgadzam się z Panią we wszystkim,o czym Pani pisze.Raz,że pracując przez trzydzieści lat z dziećmi,dwa - znam sposób "przydzielania" dzieci danemu rodzicowi po rozwodzie w latach osiemdziesiątych.Niestety nie wiem,kiedy te zasady się zmieniły. Sędzia wcale nie pytał,kto "chce" dzieci.Oznajmił tylko,że wkrótce (żadnego uzgadniania daty),pojawi się w domu psycholog-kobieta i ma być przyjęta jako ktoś znajomy,a dawno nie widziany.Chodziło o to,żeby obecność obcej osoby nie wzbudziła w dzieciach ewentualnego strachu. Pani psycholog,miła i sympatyczna piła kawę rozmawiając o codziennych sprawach,ale kątem oka bacznie obserwowała dzieci.Czasem rzucała im krótkie pytanie - niby bez związku z sytuacją domową. Na kolejnej rozprawie był już werdykt:pod czyją opiekę trafiają dzieci. Wtedy nikt nie tworzył sztucznych sytuacji w nieznanych dziecku pokojach i tak jak dzisiaj,z psychologiem z nadętym ego,albo przekupionym ... Dorośli tworzą dzisiaj dzieciom koszmarny świat,a przecież one są takie jak kiedyś.Chciałby się bawić,śmiać,lizać lizaki i -co najważniejsze- nie bać się dorosłych.
Ale, czy alternatywa polegajaca na wyalienowaniu jednego z rodzicow, z reguly przy akceptacji partnera drugiego jest na pewno lepsza? Ja rozumiem, ze relacje podobne do opisanych przez Pania sa czesto efektem rozstan. Jednak takie resentymenty nie rosna bez udzialu zainteresowanych. Patrzac na takie sytuacje z podobnego, pesymistycznego punktu widzenia, jasniej i klarowniej moze byc dla dziecka nienawidziec ojczyma, lub macochy, bo zastapili ukochanego rodzica. Ale, czy to rzeczywiscie lepiej? Natomiast, to, co u mnie nazywaja "shared custody" pozwala dzieciom utrzymac wiez z obojgiem rodzicow, i twierdza tu, ze takie rozwiazanie jest najlepsze.
Izabela Brodacka Falzmann
Jako zawodowa nauczycielka wiele razy zmuszona byłam wysłuchiwać zwierzeń dzieci i młodzieży, często już ludzi dorosłych, ktore znalazły się w takiej sytuacji. Pewien student SGH wioząc mnie na Mazury opowiadał jak podczas Świąt spotykają się jego rozwiedzeni rodzice, ich nowi partnerzy, dzieci tych partnerów z ich poprzednich związków. " Matka myśli, że to jest bardzo fajne, taka rodzina z klasą, tolerancyjna, otwarta. Nie widzi, że my się nienawidzimy, każdy patrzy w talerz i modli się żeby ta stypa się już skończyła" . Słyszałam podobne zwierzenia wiele razy. Dlatego uważam, że taka rodzina (nie wiem jak się ona nazywa) to w najlepszym wypadku nieporozumienie towarzyskie. Dzieci są zazdrosne o siebie nawzajem w jednej rodzinie.  Taki kalejdoskop relacji jest dla nich trudny do zniesienia.
Zwrocila Pani uwage na oczywista roznice miedzy podejsciem biologicznej matki, a matkami "zawodowymi". Ale "matki zawodowe" to chyba jednak nie ta sama kategoria, co biologiczni ojcowie. Skad wiadomo, ktore z rozstajacych sie rodzicow jest lepszym wyborem do opieki nad dziecmi? Skad wiadomo, ze dzieci chca mieszkac tylko u jednego z rodzicow, albo chocby, ze powinny tylko u jednego mieszkac? Czy typowe dzieci nie kochaja obojga rodzicow i nie chca z obojgiem przebywac? ...a karykature "takiego samego biureczka z takimi samymi ksiazkami" mozna przeciez zalatwic kupujac inne biureczko. Zatem, jesli dzieci maja sie przyzwyczajac do do nowego partnera matki, dlaczego nie moga sie przyzwyczic do nowej partnerki ojca? I wreszcie, kto powiedzial, ze w takich sytuacjach jest jakakolwiek niejasnosc? Dzieci dobrze rozumieja kto jest ich rodzicem, a kto nie. Nie rozumiem, dlaczego przy calym Pani sprzeciwie wobec zbyt czestego uzycia "rodzin zastepczych" nie zauwaza Pani, ze emocjonalna alienacja jednego z rodzicow nie jest pozadanym dla dziecka skutkiem rozstania rodzicow. Ja to wszystko pisze nie tylko w celu skrytykowania Pani pogladow, ale i z zawodowego zainteresowania; mam na ten temat dokladnie odwrotne zdanie.
Do wpisu: Wyspa Utoya i jej lekcja
Data Autor
Ale nadal wiedzieli co i jak, to nie było tak, że nagle ktoś ich obudził i powiedział im "Wokół są Niemcy, róbcie mały sabotaż". A tu kluczowy był doskonale wykorzystany element zaskoczenia i chaosu. Kosmetyki i inne takie nic z tym nie mają wspólnego. Co w tym złego, że ludzie chcą dbać o swoje zdrowie? Przypomnę, że większość mieszkańców Warszawy podczas powstania też nie pchała się do walki, ale chowała się, chcąc po prostu przeżyć.
Valdi
"A stosunek strat w powstaniu warszawskim pokazuje, jak to w praktyce wyglądało." Nie douczyli cię szanowna osobodeidaro ! Okazuje się, że nic nie wiesz też o Powstaniu Warszawskim ! Straty wśród powstańców i walczących z nimi Niemców były porównywalne. Mimo przewagi technicznej NIemców. Masowo ginęli cywile, ale nie w walce, tylko w wyniku pacyfikacji .
Izabela Brodacka Falzmann
Mały sabotaż robili harcerze. Nie byli to żadni komandosi lecz też dzieciaki. Tyle, że inaczej wychowywane. Dziś uczniowie przed zimowiskiem pytają czy każdy pokój będzie miał osobną łazienkę. A chłopcy zabierają ze sobą kuferek kosmetyków. Kremy na po nartach i przed nartami. Nie wiem zresztą dokładnie co zabierają przecież nikt ich nie rewiduje. Wystarczy zobaczyć rozmiar tego pakunku.
Izabela Brodacka Falzmann
Przepraszam oczywiście. W polemicznym zapale przestawiło mi się. Jak w radio Radio Erewań. Nie samochody a rowery, nie rozdają a kradną ale poza tym wszystko się zgadza:) Dziękuję za erratę i pozdrawiam serdecznie wraz z życzeniami oczywiście.
Ale zamiast racjonalnie uciec i sie schowac, chowali sie w namiotach. Zeby ich znalezc, morderca musial do namiotow wchodzic. To nie natura (bo wtedy byloby (fight or flight). To "wyuczona bezradnosc" jak sami Norwegowie potem przyznali. Nie tylko tam w interesie panstwa wychowuje sie ludzi zabierajac im czesc autonomii, po to, zeby byli latwiejsi do pokierowania.
Z całym szacunkiem dla Pani i słuszności tez zawartych w Pani artykule, pozwalam sobie zauważyć, iż u H.G.Wellsa (może bufetowa po nim odziedziczyła inicjały) to Elojowie byli hodowani i następnie spożywani przez tych paskudnych Morloków. Eee tam, czepiam się! Pozdrawiam Świątecznie i Bożo-Narodzeniowo!
Do AK szli ludzie, którzy wiedzieli, co mają robić, z pełną świadomością tego, z czym to się wiąże, z odpowiednim nastawieniem do wroga. A stosunek strat w powstaniu warszawskim pokazuje, jak to w praktyce wyglądało. Po raz kolejny przypominam - ci ludzie na Utoyi nie wiedzieli, że to jest jeden człowiek. Nagle, wczesnym rankiem ktoś zaczął ich zabijać. Nie wiedzieli, kto to, ilu jest napastników i co się dokładnie dzieje. Nie mieli czasu ani możliwości zorganizowania się - atak był nagły, dobrze przygotowany i precyzyjnie przeprowadzony. Nie pojechali tam walczyć, ale się spotkać ze znajomymi. To nie byli żadni komandosi ani nawet wyszkoleni do walki ludzie, a dzieciaki. Ich zachowanie było zupełnie naturalne. Co więcej, teren w niczym nie pomagał - w otartym terenie typu plac/ulica/pole widać napastnika i nie jest mu tak łatwo działać z zaskoczenia. Breivik dzięki terenowi miał przewagę - mógł strzelać z ukrycia, zmieniać bez trudu położenie i nikt go nawet nie widział. Posługiwał się karabinkiem o wystarczająco dużym zasięgu. To nie był zanoszący się szaleńczym śmiechem wariat, który idzie przez ulicę i puszcza serię za serią, po czym po kilku minutach kończy mu się amunicja.
Czesław2
Rozumiem , że z zachodu, lecz na zachodzie skąś ta ideologia i atomizowanie społeczeństwa sie wzięły. Ktoś za tym stoi, wyłożył ciężkie miliardy.
Izabela Brodacka Falzmann
Obawiam się, że kontynuacja sieje większe spustoszenia w dziedzinie wychowania. Miękki totalitaryzm okazuje się skuteczniejszy od twardego.
Izabela Brodacka Falzmann
Dla niezbyt mądrej kobiety jest to być może typowy odruch. Ale to nie dotyczy mlodych mężczyzn, którzy byli na wyspie. Takie wychowanie daje jak widać rezultaty. Czyni z młodych ludzi Morloków opisywanych przez Herberta George'a Wellsa, którzy bezmyślnie pozwalają mordować się Elojom.
Izabela Brodacka Falzmann
Chowanie głowy pod poduszką w namiocie nie uratuje życia. Słyszałam wywiad z chłopcem pochodzenia polskiego, ale wychowywanym w Norwegii w "świadomej bezradności". Mówił że postrzelony pierwszy raz leżał na plaży i czekał aż napastnik dokończy dzieła.Czekał przeszło godzinę zamiast schronić się w lesie. Ostatecznie -jak twierdził -Breivik darował mu życie. Jeszcze raz przypominam, że chłopcy z AK rozbrajali Niemców gołymi rękami, żeby zdobyć broń. Jeden człowiek nie może mieć przewagi nad przeszło pięćsetką młodych ludzi w lesistym, terenie. W Oświęcimiu półnagich więźniów pilnowały na placu dziesiątki esesmanów z psami. Gdyby było ich mniej zostaliby rozerwani gołymi rekami. 
Nie zgodzę się o tyle, że Breivik był dobrze przygotowany, atakował z zaskoczenia i miał każdą możliwą przewagę nad zaatakowanymi. To nie jest tak, że on wyszedł sam jeden na przeciwko tłumu i zaczął strzelać, ale atakował pojedyncze, mniejsze grupy lub osoby, zaś nikt nie wiedział na wyspie, co się dzieje, ilu jest napastników itd. Łatwo wydawać takie sądy z za ekranu komputera. Naturalnym było, że ludzie najpierw chcieli chronić swoje życie, bo mieli świadomość, że wobec napastnika/ów uzbrojonych w broń palną, nie mają żadnych szans.
Tak to wygląda, ciężka praca i celowe, długodystansowe działania, a nie żadna nieudolność, za którą niekiedy naiwni domagają się przeprosin.
Przecież to co Pani opisała to CREDO KOPACZki...Zapowiedziała przecież, że w razie ZGAROŻENIA PAŃSTWA spiep... przed agresorem do kuchni, zamknie drzwi i będzie udawała, że jej NIE MA... Sorry. Taką mamy PREMIRkę.
stokolesny
Szanowna Pani Izabelo! poprzednia niesłuszna już władza, w swej obecnej kontynuacji zniszczyła ogromne połacie świadomości obywatelskiej, która dzisiaj niesie spustoszenie moralne i prowadzi do samounicestwienia się Narodu Polskiego, który poddaje się manipulacji odbierając sobie i przyszłym pokoleniom wszelkie prawa do życia w godności z poważaniem stokolesny
Izabela Brodacka Falzmann
I już nie stawia.
Izabela Brodacka Falzmann
Ten styl przyszedł do nas z Zachodu. Nie oznacza to oczywiście, że jako środek zaradczy mamy widzieć kagiebesznika z jego sowiecką moralnością. Ale myślę, że cześć popularność Putina w Rosji bierze się stąd, ze zachowuje się jak facet. Jeździ konno, boksuje się i nie wiem co jeszcze tam robi ale jest tak postrzegany. Ludzie mają dość metroseksualnych przebierańców.
Izabela Brodacka Falzmann
Dokładnie tak. Jestem pewna, że ludzie nie pomagają nikomu zaatakowanemu na ulicy nie dlatego, że się boją agresora lecz boją się, że wylądują w areszcie. Zresztą władze popierają idiotyczne "białe marsze" z kwiatami dla upamiętnienia ofiar, którym nikt nie chciał pomóc.  W Norwegii też zorganizowano taki marsz z białymi tulipanami. Nawet jeżeli jak chcą zwolennicy teorii spiskowych napastników było dwóch to nic nie zmienia. Powstańcy rozbrajali Niemców gołymi rękami. A na wyspie Utoya było kilkuset młodych ludzi. Ale chyba byli to sami mężczyźni metroseksualni.
NASZ_HENRY
Te gender przebieranki chłopców w sukienki mają na celu wychowanie POkolenia które nie będzie stawiało oporu totalitarnym najeźdzcom. Howgh ;-)
Czesław2
Ponieważ taki styl wychowania i totalny zamordyzm "państwa" dociera do wiekszosci europejskich krajów, a nie jest on normalny w tej kulturze, nasuwa się pytanie o źrodło tej zarazy i jej mocodawcow.
Mikołaj Kwibuzda
A potem ci sami pedagodzy i inne mądrale od "monopol na przemoc ma państwo" zawodzą o "znieczulicy", gdy bydlaki skopią kogoś na oczach tłumu.