Otrzymane komantarze

Do wpisu: Pudrowanie gangreny
Data Autor
Izabela Brodacka Falzmann
Tak , na przykład trygonometria pierwszy raz pojawia się w gimnazjum.Jest to jednak temat fakultatywny i nie wszyscy nauczyciele chcą poświęcać jej czas.Potem pojawia się w pierwszej klasie liceum ale nauczyciele przekonani, że była przerobiona w gimnazjum nie chcą powtarzać definicji funkcji trygonometrycznych w trójkącie prostokątnym. Niektórzy uczniowie samodzielnie nie są w stanie tego nadrobić. Kolejny raz trygonometria pojawia się w drugiej klasie liceum. Wtedy rozwiązuje się równania i nierówności trygonometryczne. Uczniowie na ogół zapomnieli już to czego nauczyli się w pierwszej klasie, ale nie ma czasu na powtarzanie. Takich nonsensów jest wiele. Może usunie je nowa podstawa programowa.
Izabela Brodacka Falzmann
Przede wszystkim w wielu zawodach wymagania formalne są nieadekwatne do realnych potrzeb. Po co na przykład listonoszowi matura? Wystarczyłaby umiejętność czytania i pisania. Po co kasjerce w banku wyższe studia? Ukończy jakąś płatną wyższą szkołę gotowania na gazie i dostanie upragniony dyplom, za którym nic nie stoi.Stąd zapotrzebowanie na te wszystkie szkoły tańca i różańca. Wykładowcy mogą również w takiej szkole dorobić i kółko się kręci.Produkcja wykształceńców ma swoje zalety dla rządzących. W wieku największej mobilności są uwikłani w zdobywanie papierków.Potem idą pracować do jakiegoś Mordoru, biorą kredyt na mieszkanie, który będą spłacać do końca życia i jest z nimi spokój.
Dark Regis
Mój komentarz jest taki, że należy przeczytać najpierw to: mitynauki.pl Tu jest inny ciekawy popularyzator nauki:) youtube.com . Pod koniec filmu gość się już rozkręca na dobre. Po 56 minucie dowiadujemy się, że możliwa jest na Ziemi temperatura zera absolutnego z powodu chmur (poglądy Zecharii Sitchina). :D Warto to obejrzeć jako memento. A co do Nassima, to wygląda na to, że on kompletnie nie rozumie pojęcia i roli renormalizacji. Uczepił się po prostu tego, bo tą metodą skutecznie usunięto paradoksy z równań elektrodynamiki kwantowej (całki dające nieskończoność w wyniku, ponieważ cząstki traktuje się jak punkty; pisałem już o czymś podobnym - dystrybucjach). Niektórzy nie cierpią skuteczności. Elektrodynamika kwantowa ma dziś przewidywalność, czyli zgodność modelu z doświadczeniem rzędu ... no nie będę teraz szukał dokładnej liczby, ale jest ogromna. Przykładem niech będzie policzenie, za pomocą równań na potencjał, dokładnego kształtu nie tylko orbitali (tego co my zwykliśmy nazywać "krążącymi" elektronami) w pojedynczych atomach, ale zobaczono wreszcie wiązania chemiczne w działaniu. Śmieszna sprawa, ale do tego momentu chemia tylko mówiła o wiązaniach cząsteczkowych, ale nikt nie wiedział co to dokładnie jest. Teraz naukowcy potrafią zobaczyć tą metodą nawet znacznie dziwniejsze twory. Nassim się myli, a dowód na to jest na tym portalu: phys.org Słyszał Pan kiedyś o tzw. kropkach kwantowych, których jest dziś pełno nawet w oświetleniu? Albo o spintronice, czyli współczesnym zapisie informacji na twardzielu komputera? To są właśnie osiągnięcia elektrodynamiki kwantowej po zrobieniu renormalizacji w równaniach. Twarde fakty. A jakimi osiągnięciami może pochwalić się pan Nassim?
Izabela Brodacka Falzmann
Zgadzam się że szkoła niszczy talenty. Do matematyki jest jednak autentycznie uzdolniony niewielki procent populacji. Reszta musi jakoś sobie z nią poradzić.Złe szkoły nie uczą i nie wymagają. Uczeń wychodzi z takiej szkoły nie umiejąc obliczyć sobie podatku. Dobre szkoły nie uczą lecz wymagają. Ambitni uczniowie walczą o utrzymanie się w takiej szkole dzięki korepetycjom. Ważne jest dla nich wizerunkowo logo szkoły. Bardzo dobre szkoły uczą i wymagają pozwalając uczniom rozwijać się indywidualnie.Takim liceum w Warszawie jest Staszic. Gorąco polecam to liceum tyle, że bardzo trudno się do niego dostać. Są jednak ludzie tacy jak Pan, którzy sami wiedzą czego chcą. Są ludzie, którym nie zaszkodzi najgorszy nauczyciel i nie pomoże najlepszy. Ale to są wyjątki.
Izabela Brodacka Falzmann
Matematyka jest systemem analitycznym. Rozwinięta teoria jest redukowalna do zbioru jej aksjomatów.Zmieniając układ aksjomatów otrzymujemy inną teorię. Tak się dziwnie składa, że matematyka opisuje rzeczywistość fizyczną. Geometria euklidesowa opisuje nasz trójwymiarowy świat. Do kosmosu lepiej nadaje się geometria nieeuklidesowa. Liczby zespolone, uważane początkowo za intelektualną zabawkę okazały się niezwykle przydatne choćby przy rozwiązywaniu równań różniczkowych. Pojęcie dogmatu nie ma zastosowania do matematyki.
Przepraszam uprzejmie, dla pewności. Nauczanie spiralne wprowadzono do matematyki?! Przecież to jakiś absurd niemożebny. Ta koncepcja świetnie się sprawdza w nauczaniu języków obcych, całkiem nieźle w przedmiotach przyrodniczych ale matematyka?
a propos atomu to mnie zirytowałeś/aś , a jak inaczej nauczyć kogoś co to jest atom niż podając najprostszą definicję? jak ci napiszę ,że atom zbudowany jest z jądra i poruszających wokół niego elektronów , to też nazwiesz to regułką ? bo ja powiem,że to najprostszy opis atomu ,a człowiek pretendujący do miana w miarę inteligentnego powinien wieddzieć co to atom, i wiedzieć co to jądro atomowe , potrafisz podać jakiś opis jądra atomu bez guglowania ?
za moich młodych lat maturę zdawało ok 20% populacji a studia ok. 7% , skoro teraz maturę zdaje 80% populacji a studia 50% , to średni poziom musi być niższy , dla zdolnych powinny być elitarne licea elitarne studia , albo wracamy do 20% i 7% . Przykładowo jak byłem w szkole sredniej to rachunek prawdopodobieństwa kumały dwie osoby w klasie ,dla pozostałych 20 kilku była to czarna magia , moim zdaniem próba nauczenia WSZYSTKICH licealistów podstaw rachunku prawdopodobieństwa to marnotrawstwo sił i środków :) trzeba uczyć tych którzy są w stanie się nauczyć
Mind Service
Problemem polskiego nauczania jest funkcjonujący schemat 4 x Z, czyli: Zakuć, Zdać, Zapomnieć, Zapić. Innymi słowy ciągle istnieje mniemanie, że istotą nauczania jest wtłaczanie określonego zbioru informacji, którą uczeń / student ma zapamiętać. W efekcie czego u nauczycieli nie ma przekonania, że najważniejsze jest kreatywne myślenie, rozwijanie zainteresowań już od najmłodszych lat i umiejętność samemu wyszukiwania informacji na określony temat. Efektem tego jest zanik indywidualnego podejścia nauczyciela do ucznia i powszechna unifikacja - wszyscy mają reprezentować ten sam poziom (na poziomie klasy, klas pierwszych, gimnazjum, matur w skali kraju). Przeciętny nauczyciel ma za zadanie zrealizować określony program tak, aby przeciętna wiedza uczniów na koniec semestru była zadowalająca. Tymczasem dzieci są różne, mają różne predyspozycje, zainteresowania i różny poziom rozwoju biologicznego i emocjonalnego. Powszechne u nauczycieli klas pierwszych jest przekonanie, że dziewczynki są inteligentniejsze od chłopców, a ci ostatni zazwyczaj mają siano w głowie, nie chcą się uczyć bo są leniwi i wolą się wygłupiać. I jakoś nikomu nie przyjdzie do głowy, że program nauczania jest dostosowany do dziewczynek, a nie chłopców. Program jest przeładowany informacją a dzieci / młodzież zmusza się do uczenia rzeczy zupełnie niepotrzebnych. Tak było zawsze, ja pamiętam, że musiałem wykuć regułkę iż "atom to jest najmniejsza, niepodzielna cząstka materii", a metr to jest "wzorzec przechowywany w Sevres pod Paryżem". I dzisiaj wielu nauczycieli nie przyjmuje do wiadomości, że już jutro to czego uczą i wymagają może okazać się nieaktualne i bezużyteczne. Matematyka wbrew pozorom nie jest nauką ścisłą i może być tak, że poziom bzdur i dogmatów tam funkcjonujących jest nawet większy niż gdzie indziej. Wystarczy posłuchać np. Nassima Harameina w jego wykładach pt. "Przekroczyć Horyzont Zdarzeń". Trudno przesądzić, że we wszystkim ma rację, ale warto złapać inną perspektywę: youtu.be
Dark Regis
Proszę Pani, głównym problemem współczesnej szkoły jest to, że nauczyciele nie uczą, ale wymagają znajomości tematu. Zadawanie czytanki do domu, a nawet zrobienia prezentacji w PP na podstawie materiałów z Internetu, to nie jest uczenie. Ja to raczej porównuję do prac programowalnego robota kuchennego. Jak powinno wyglądać uczenie, pokazał mi mój Ś.P. ojciec, nauczyciel matematyki po UW z prowincjonalnego liceum (dlaczego prowincjonalnego, to już mroczna historia PRL), gdzieś na skraju Polski. Nie zrobił tego jednak z własnej woli, ale go do tego zmusiłem (przynajmniej tak mi się wtedy wydawało). Mianowicie będąc w szkole podstawowej rozpocząłem samodzielne robienie zadań o kilka roczników wyżej. Początkowo były to idiotyczne rachunki na liczbach, ułamkach, procentach, nawiasy i kreski - mnemotechnika. To właśnie zawierały stare licealne zbiory zadań (w części po rosyjsku). Ponieważ w całym domu walały się setki tych zbiorów zadań i podręczników matematyki, przejście fazowe od budowania zamków z książek do ich czytania było nieuniknione. To mnie zainteresowało bardziej niż turlanie gały. Kiedy ojciec wreszcie zobaczył, że mi to jakoś idzie, dokonał odpowiednich korekt i pomógł mi ułożyć mój własny program nauczania. Była to klasa 4-ta podstawówki. W ósmej potrafiłem różniczkować. Liczby zespolone i całki Riemanna, to pierwsza klasa ogólniaka. W trzeciej startowałem w olimpiadzie. Długo nie miałem pojęcia skąd on miał tyle niesamowitych pomysłów, aż wreszcie kiedyś, będąc już w liceum, znalazłem na półce książkę "Lilavati". Wtedy stało się dla mnie jasne dlaczego uczył mnie tabliczki mnożenia za pomocą rzutów dwiema kostkami do gry w Chińczyka, dlaczego torturował mnie problemami w rodzaju "ile waży cegła, jeśli waży kilo i pół cegły", pytał jak rozpoznać jedną kulę cięższą wśród 5-ciu za pomocą ważenia, dlaczego opowiadał o Achillesie i żółwiu itd. Zrozumiałem wtedy, że on mnie po prostu już od małego dziecka programował do tego, co w jego mniemaniu nastąpiło zbyt szybko. Stąd właśnie brała się wspomniana niechęć. Nie ma żadnej cud diety, pastylek na porost mózgu, eliksiru inteligencji. Z własnego doświadczenia wiem, że szkoła jedynie niszczy talenty. Talent rozwija się sam przeciwko całej szkole.
Jabe
Ciekaw jestem, czy Pani dzieci radziłyby sobie z testami równie dobrze, jak obecni uczniowie. Ryba psuje się od głowy. Te głowy, które doprowadziły do degradacji szkolnictwa, należały do pokolenia, które przeważnie edukowali ludzie wychowani już w PRL. Tym samym tłumaczyłbym rozpoczęte na początku lat ’90 działania zmierzające do zwiększenia stopnia scholaryzacji (dobrze napisałem?) społeczeństwa. Mądre głowy dowiedziały się, że społeczeństwa w których jest dużo ludzi po studiach są lepsze. Wobec tego nasilono produkcję produktu magistropodobnego. Sprzężenie zwrotne. Też słyszałem, że w Stanach na studia przychodzą niedouczeni, a wychodzą z nich znacznie lepiej wyedukowani niż w Polsce. Widocznie wysiłek (także finansowy) ma przynieść taki efekt. U nas ma przede wszystkim dać papierek. Na co komu nie tylko magisterium, na co komu matura, trzeba wpierw spytać.
Do wpisu: Dziesięć prac Heraklesa
Data Autor
.
Metody okupacyjne sa zbyt wyrafinowane jak na obecne czasy. By ewakuowac budynek dzis wystarczy zgloszenie o bombie lub podpalony kubel smieci w schowku ze szczotkami i wcisniety alarm przeciwpozarowy. Wtedy nie ma gadania - zycie opozycji najwazniejsze - strazaki uratowaliby i wyniesli na wlasnych barkach wszystkich hurtem, nawet tych opornych.
W podstawowce w celach zbrojeniowych kisilismy na upale w sloikach jajka na zbuki i maslo celem zjelczenia. Szybciej dziala reakcja zmydlania tluszczu wodorotlenkiem sodu do gliceryny i maslanu sodu, ktory potraktowany octem uwalnia kwas maslowy, ktory jest oleista ciecza. Milej zabawy :)
wielkopolskizdzichu
Fantazja, pisze Pani opuściła Naród. Jest Pani pewna, że właśnie w tej chwili jakiś pełen fantazji przedstawiciel Narodu nie przygotowuje się do jedynego i właściwego jego zdaniem rozwiązania nurtujących go problemów? Jeden już taki był. Może dla odmiany tym razem z Pani, Patriotycznego i Pełnego Troski o Polskę Środowiska.
Izabela Brodacka Falzmann
Przyznam się, że rozwiązałabym problem okupacji sali plenarnej tak jak za okupacji niemieckiej rozwiązywano kwestię " świń, które siedziały w kinie" na niemieckich filmach propagandowych. Rozpylano w sali kinowej na przykład kwas masłowy, albo inną wonną substancję. Jak mówił mi ojciec eleganccy panowie i damy w futrach uciekali jak szczury.Nie trzeba było nikogo pouczać ani umoralniać siłą. Jeszcze jedna analogia z okupacją niemiecką nasunęła mi się gdy obserwowałam salę sejmową. Posłowie opozycji zachowywali się jak szabrownicy plądrujący cudze mieszkania. Fantazja w narodzie chyba upadła. Czy ktoś wie gdzie można nabyć kwas masłowy?
A gdzie tu stekanie? Po prostu jak pan masz kij od szczotki a nie szable to wiele nie nawywijasz. Chocbys tym kijem i Wisle zawracal.
Witam Pania i obecnych W 2006 r. prof. Nowak trafnie zaobserwowal, ze PiS szczeka ale nie gryzie. I PiS, w wraz z nim srodowiska antykomunistyczne, ponownie przepadly w niebycie politycznym, tym razem na 8 lat. A wlascieiw Nx16, gdyz te 8 lat cechuje rozne tempo degeneracji jednych i rozwoju drugich srodowisk, gdzie N to wspolczynnik proporcji miedzy stopniowym uwiadem i degeneracja a synergicznym, pieniezno-wladczo-demograficznym rozkwitem. Zasada przyczynowosci, tak uparcie przypominana przez red. Michalkiewicza, mowi o niezmiennosci skutkow plynaczych z niezmiennych przyczyn. Zatem poki PiS gryzc nie zacznie, final bedzie podobny. Pozdrawiam
wielkopolskizdzichu
Nie ma czegoś takiego jak vox populi, istnieje natomiast ogłupianie społeczeństwa, aby władza mogła realizować swoje interesy, które ogłupionemu wydawać się jego własnym pomysłem.
Izabela Brodacka Falzmann
Należy odróżniać szczepionkę od surowicy.
Izabela Brodacka Falzmann
Niestety nie mam przełożenia na rząd, a szkoda. Też chciałabym żeby wszystkie rządy były bardziej wrażliwe na vox populi.
Anonymous
Zostaje pod ochroną bo metoda walki jest do kitu. Wystarczy znieść komusze rozwiązania stworzone dla równiejszych. Osobna sprawa to przywrócenie działania podstawowych funkcji państwa: wojsko, służby, sądy, administracja. Dopiero na takiej podstawie można być skutecznym. Póki co PiS ściga za kwity z pralni jak Al'a Capone.
Do wpisu: Polska dla Polaków, Ziemia dla ziemniaków
Data Autor
Witam Pania i obecnych "wunderwaffe, cudownej broni – euro" Euro to zadna wunderwaffe, bo przynajmniej tracajaca myszka. Wystarczy poczytac relacje Andrzeja Bobkowskiego w jego niezrownanych "Szkicach piorkiem" o Francji z 1 polowy lat 40 XXw, czesciowo okupowanej, czesciowo kolaborujacej z hitlerowcami. Niemcy Wprowadzili do obiegu marke okupacyjna o urzedowym kursie 1:10 w stosunku do franka. Opisane efekty spolecznei gospodarcze wypisz-wymaluj przypomijana obecny wplyw frankfurckiego ojro na zanikajace waluty europejskie i zwijajace sie gospodarki. Pozdrawiam
Do wpisu: Nie bij go tak mocno, bo się spocisz
Data Autor
Witam Pania i obecnych. "„Pacta sunt servanda” uparcie wdrażanej społeczeństwu przez tak zwaną opozycję kontraktową" Doskonale pamietam tamte czasy i nauka o dotrzymywaniu umow rownie mocno obecna byla w nauczaniu plynacym z ambon, przynajmniej rownie mocno co w innych tubach spolecznego programowania. Tego nie wolno nam zapominac. Pozdrawiam
Do wpisu: Nazywam się Nikt
Data Autor
Witam Pania i obecnych. Co do zartu jezykowego wydaje sie ze autorem jest Odys, ktory w ten sposob przechytrzyl Polifema i reszte Cyklopow. Zas herb Puste Pole sklania mnie do refleksji, jak wiele zalezy od punktu odniesienia. Jesli ktos cale zycie postepowal uczciwie, to uczciwosc dla niego jest jak kromka chleba - codziennoscia tak powszednia, ze niezauwazalna. I vice versa - na tle powszechnej niegodziwosci zwykla uczciwosc codzienna urasta do cnoty nieprzecietnej. Pozdrawiam