Otrzymane komantarze

Do wpisu: takie rzeczypospolite będą...
Data Autor
mjk1
Po zajęciu Górnego Sląska mego ojca, przedwojennego licealistę, ówcześni wyzwoliciele z urzędu zrobili Niemcem. Gdy skończył 18 lat chcieli go użyć do poszerzania przestrzeni życiowej mieszkańców kraju, w którym się znalazł nie z własnej woli. Za głupie i banalne „nien”, wysłali go na wczasy do podobnego jak Oświęcim kurortu, tyle, że gdzieś przy holenderskiej granicy. Tam, jak opowiadał, bochenek chleba kosztował obrączkę. W późniejszych dyskusjach zawsze podawał ten przykład, gdy ktoś chciał go przekonać, że pieniądz powinien być oparty na złocie. Pani ojciec oczywiście miał całkowitą rację, że cena bochenka chleba w obozie była ceną równowagi. Wszyscy, zarówno z lewa jak i z prawa tak twierdzą. I mają rację. Jeżeli na rynku jest ograniczona ilość dóbr, to rozdanie wszystkim pieniędzy spowoduje tylko i wyłącznie wzrost cen, czyli inflacje, co na pewno jest niekorzystne. Mówią jednak też, że ograniczona (stała) ilość pieniędzy, przy narastającej ilości dóbr powoduje spadek ceny, co z kolei jest korzystne dla społeczeństwa i gospodarki. Niestety w tym drugim przypadku nie mają absolutnie racji. Funkcjonowanie gospodarki należy zawsze rozpatrywać jako całość a nie pojedyncze przypadki. Dlatego właśnie, dedykowałem wszystkim tak myślącym, ów wiersz Tuwima a szczególnie cytowaną zwrotkę. PS. Niech już będzie, że jestem tu tym niedobrym, więc uczciwie do końca. Nie lubię tzw. amerykanizmów i wydaje mi się, że mogła Pani użyć polskiej idiosynkrazji, lub bardziej swojskiego wstrętu, niechęci czy uczulenia.
wielkopolskizdzichu
"Uczniowie odpłacają nienawiścią i wkładaniem kosza na głowę" Tylko, że ten kosz nie ląduje na głowie nauczycieli, którzy maja możliwości udowodnienia uczniowi, że koniec końców to nauczyciel ma rację. Kosz wkładany jest na głowę temu, który ma najsłabszą pozycję w pokoju nauczycielskim.
Izabela Brodacka Falzmann
Należy sobie uświadomić, że bon oświatowy gdyby miał odgrywać rolę w urynkowieniu oświaty musiałby być przyznawany bezwarunkowo rodzicom bez wskazówek jak ma być wykorzystany. Może ojciec zdecyduje się uczyć dzieci sam, a pieniądze przeznaczy na przykład na piwo. Każdy warunek, każda sugestia tworzy lobby beneficjentów takiego rozwiązania, których potem trudno odciąć od koryta. Bon oświatowy byłby zatem rodzajem dywidendy obywatelskiej, rodzajem dodatkowego 500+. Subwencja oświatowa szczególnie wysoka na dzieci niepełnosprawne skłania szkoły prywatne do tworzenia przechowalni dla takich dzieci. Mają zapewnić im bezpieczeństwo w godzinach pracy rodziców i imitować nauczanie, zakończone najlepiej świadectwem. 500+ krytykowane jako rozdawanie ryby zamiast wędki ( ach te niczym nie poparte frazesy) odgrywa pewną rolę w uporządkowaniu rynku pracy. Pewna pani w Jerzwałdzie zajmująca się szkółkami leśnymi skarżyła mi się kilka dni temu, że cytuję: " te przeklęte krowy nie chcą teraz iść do pielenia szkółki za 4,80 za godzinę". Jedna z " tych przeklętych krów" powiedziała mi, że w Biedronce gdzie pracuje podniesiono stawki i skończył się potworny wyzysk pracujących tu kobiet. Zawsze z zainteresowaniem słucham " lokalsów", bo mogę dowiedzieć się jak różne sprawy wyglądają z dołu. Ale czy stanowisko szefowej spółki jest do uzgodnienia ze stanowiskiem jej pracowników? Czy ktoś z Państwa gotów jest pracować za 4,80 za godzinę? Miejsca są i szefowa zapewnia hotel robotniczy.
Izabela Brodacka Falzmann
Oczywiście trzeba inaczej uczyć dzieci i dorosłych. Ale nie znaczy to, ze trzeba innego angielskiego uczyć nauczycieli dla dzieci i nauczycieli dla dorosłych. Metodyka nauczania to najczęściej kwestia doświadczenia i dobrej woli. Każdy nauczyciel dowiaduje się przez własne doświadczenie co dziecko jest w stanie przyjąć zapamiętać czyli kupić. Dam prosty przykład. Młodzież ma kłopoty ze zrozumieniem że zmiana pędu przy sprężystym zderzeniu ze ścianą liczbowo równa się podwojonemu pędowi.Im staranniej odejmuje się wektory tym bardziej ich rozumienie maleje. Ja mówię tak: " rano temperatura wynosiła minus 10 stopni, a w południe wynosi plus 10 stopni. Ile zatem wynosi zmiana temperatury?" Zawsze słyszę wtedy "aha" ( jest to pożądana reakcja " aha") i wszystko staje się jasne. Pewien wizytator zarzucał mi, że nie wolno tak posługiwać się analogiami, ale pozostałam przy swoim.
Izabela Brodacka Falzmann
To bardzo ciekawe dla mnie co Pan pisze. Mnie osobiście nikt nie tępił. Pewnie nie warto mnie było nawet tępić.Jeżeli coś mi w życiu zaszkodziło to tylko ja sama sobie. Nazwę to przez miłość własną szerokimi horyzontami. Ale tak naprawdę było to rozproszenie. Konie, góry, muzyka, lektury. Na szczęście zawsze lubiłam i umiałam uczyć innych. Swoich uczniów też nie tępiłam. Nie miałam tego wdrukowanego jako zachowanie społeczne. Wiem jednak doskonale jak opresyjna potrafi być szkoła i jak ścinani są wszyscy który wystają z szeregu. Nie chciałam pisać o tym przy tej okazji żeby nie powiększać chaosu interpretacyjnego. Szkoła działa na zasadzie " Złapał Kozak Tatarzyna a Tatarzyn za łeb trzyma". Nauczyciel nie może nic zrobić uczniowi, nawet wyprowadzić go siłą z klasy. Może tylko się mścić. Zaczaić się jak pająk i przy okazji np. matury ustnej z języka polskiego wypłacić mądrali za wszystkie upokorzenia, których doznał. Jeżeli zemsta wejdzie mu w krew tępi uczniów przy każdej okazji. Tępi za swoje niepowodzenia, za niską pozycję społeczną, za kłopoty rodzinne. Uczniowie odpłacają nienawiścią i wkładaniem kosza na głowę. Jak to się mówi koło się zamyka. Opis szkoły z punktu widzenia uczniów i nauczycieli nie jest sprzeczny,jest po prostu komplementarny.
Izabela Brodacka Falzmann
Mój ojciec przedwojenny ekonomista, więzień karnej kompanii w Oświęcimiu podawał to jako przykład ceny równowagi. Zapomniał Pan o popycie. W obozie wzrósł popyt na chleb więc cena "brylant za chleb" była ceną równowagi. Zostawmy Tuwima w spokoju. Tym wierszykiem tłumaczyli komuniści nam, strasznym mieszczanom,dlaczego nie doceniamy zalet realnego socjalizmu, który wcielali. Pan tego nie zrozumie, bo Pan widać za młody, ale od dzieciństwa na ten wierszyk reaguję wysypką. To chyba idiosyncrasy.
Izabela Brodacka Falzmann
To do wszystkich - w trybie odpowiedzi. Również do pana Jacka, który zarzucił mi kobiecą logikę w prywatnej korespondencji. Faktycznie bon oświatowy nie został wprowadzony w pełnym znaczeniu tego słowa.Stał się rodzajem zaklęciem używanym przy przełomach politycznych.Rolę bonu oświatowego pełni subwencja oświatowa. Nie ma ona pozytywnego wpływu na poziom szkół.Raczej negatywny. Niektóre szkoły prywatne borykające się z kłopotami finansowymi tym chętniej przyjmują beznadziejnie słabych uczniów, że przynoszą oni konkretne pieniądze.Dodajmy, że na dziecko z problemami subwencja zamiast około 400 złotych miesięcznie ( w szkole podstawowej) może wzrosnąć nawet do kilku tysięcy.To sprzyja traktowaniu szkół prywatnych jako przechowalni dla dzieci z problemami. Ta bardzo szlachetna idea pomocy inwalidom wzmocniona paradygmatem integracji podcina ideę rywalizacji, która jest istotą wolnego rynku. Te dwie tendencje są wzajemnie sprzeczne, ale nie dokładnie przeciwstawne. Wypadkowa dwóch wektorów zależy nie tylko od ich wartości, lecz od wzajemnego położenia od kąta, które tworzą. Dlatego efekty nakładania się tych dwóch tendencji ( rywalizacja i integracja) bywają różne. Zainteresowanym polecam wpisanie hasła " subwencje oświatowe" w wyszukiwarkę. Dam przykład. Aby obliczyć kwotę jaką dostała szkoła na dziecko niepełnosprawne w 2015 roku wystarczy pomnożyć standard A dla tego roku czyli A= 5306 złotych przez wagę subwencyjną zależną od schorzenia P7=9.5. AxP7=50407 złotych rocznie, to znaczy około 4200 miesięcznie. Osoba, która zajmuje się tym z konieczności zawodowo rozumie wszystkie te uwikłania bez słów. Reszta musi sobie doczytać.
Izabela Brodacka Falzmann
na pomysł odkładania oszczędności w złocie wpadli twórcy Amber Gold. Chyba ich nie doceniliśmy.
mjk1
Witam. Julian Tuwim napisał kiedyś wiersz o strasznych mieszczanach i chyba w najgorszych myślach nie przypuszczał, że treści w nim zawarte, będą aktualne jesienią 2016 r. Dlaczego o tym piszę? Na forum jednego z wcześniejszych felietonów napisała Pani, że zaufanie do pieniądza jest utopią i wartość ma tylko pieniądz oparty na złocie, innym kruszcu czy drogocennych kamieniach. Generalnie na czymś co ma wartość stałą. Wtórowali Pani dzisiejsi interlokutorzy: Jabe, Marek1taki, Góral i wielu innych. Jak to się więc stało, że wartość brylantów w pewnym momencie tak zmalała? Przecież podaż brylantów na rynku nie wzrosła a już na pewno nie w obozie koncentracyjnym. Każda z wymienionych osób, Pani nie wyłączając zapyta zapewne: co to ma wspólnego z aktualnym wpisem? Proszę więc przeanalizować wiersz Tuwima a szczególnie zwrotkę: „I oto idą, zapięci szczelnie, Patrzą na prawo, patrzą na lewo. A patrząc - widzą wszystko oddzielnie Że dom... że Stasiek... że koń... że drzewo...” może zrozumiecie. Pozdrawiam.
Anonymous
Zgadzam się z Pani - dającym do myślenia - porównaniem, że wolnego rynku jest w polskim szkolnictwie i medycynie tyle ile w niemieckim obozie koncentracyjnym. "Libertarianin" nie chciałby chyba realizować swojej wolności w kacecie, również wolności wymiany handlowej. Pomylił wolny rynek z ludzkimi zachowaniami w zaspokajaniu swoich potrzeb - z faktu, że doszło do wymiany handlowej nie wynika, że odbyła się ona na wolnym rynku. Zgadzam się i z ostatnimi zdaniami. Tak jest. Czy w związku z tym zwalczać wypaczenia, czy dać szansę (bez przymusu) wyjścia z układu? Można byłaby: pozwolić młodym odkładać część przymusowych (a więc nawet nie jest to żadna liberalizacja) składek zdrowotnych na własnych kontach w złocie jako depozyt w prywatnym banku peselowiczów do wykorzystania w razie choroby nie objętej świadczeniem refundowanym przez państwo w stanach nagłych. Wtedy każdy dysponuje własnymi pieniędzmi, jeżeli już z powodów politycznych nie można ich nie ściągać.
Ludzie o czym Wy mówicie (piszecie) ? Obejrzyjcie sobie mini filmiki o "sukcesach" nauczania POpaprańców przez ostatnie 8 lat, to będziecie dokładnie wiedzieli co jest grane. youtube.com youtube.com youtube.com youtube.com I zasiądźcie w głębokich fotelach, żebyście nie pospadali na podłogę. Ja się osobiście nie dziwię, że PIS chce to odkręcić - pytanie ile lat do tego jest potrzebne.
...." Przecież angielski jest taki sam dla dzieci jak dla dorosłych".. Nie zgadzam sie czesciowo z tym pani uogolnieniem. Kazdy jezyk obcy poza jego podstawowa forma ,jest zroznicowany. Jego zroznicowanie wynika z potrzeb i powodow w jego uzywaniu ... Nauke jezyka dostosowuje sie do,WIEKU, mozliwosci, potrzeb i wymogow uczacego sie danego jezyka.. Kazdy jezyk obcy jak i Angielski poza jego podstawowa struktura gramatyczna jest rozny dla dzieci i doroslych z oczywistych powodow. Pzdr..
..."Nie tylko dlatego, że to najlepsi diagności, lecz dlatego, że dysponują miejscami w szpitalach"... ..ktore to sa tychze pacjentow Wlasnoscia.... Sowiecka mentalnosc w nadal Sowieckim Panstwie...przemalowali sie troche...ICH ulubione kolory obecnie to rozowy i wszystkie barwy teczy...:-))Jeden z Nich wlasnie oglosil wszem i wobec(cytuje" :.."Dlatego zapis w Konstytucji mówiący o prawie do bezpłatnej opieki zdrowotnej jest fikcją"..."."Ochrona zdrowia może być prawem nabytym, jeśli ktoś takie prawo sobie kupi"...sic ! :-)) ICH nic juz nie zmieni...
Izabela Brodacka Falzmann
Jest wolny rynek tylko paradoksalny. W Oświęcimiu gdzie bochenek chleba kosztował diament też był wolny rynek. Tak mnie w każdym razie pouczał pewien libertarianin.Więzień realizował transakcję dobrowolnie. Mógł przecież zachować brylant i spokojnie umrzeć z głodu.Sprzedanie brylantu była to jego autonomiczna decyzja. Wolny rynek oświatowy dotyczy przede wszystkim korepetycji. Rodzice dowiadują się pocztą pantoflową, który korepetytor jest dobry i skuteczny i do niego posyłają dzieci. Dobry korepetytor wepchnie dziecko do szkoły na której rodzicom zależy i pomoże się w niej utrzymać. Dobry korepetytor może mieć również swoje układy, które dopomogą w umieszczeniu dziecka w pożądanej szkole. Że to już jest korupcja? A dlaczego takim powodzeniem cieszą się przychodnie profesorów i ordynatorów? Nie tylko dlatego, że to najlepsi diagności, lecz dlatego, że dysponują miejscami w szpitalach.
Izabela Brodacka Falzmann
Przyczyny upadku oświaty to temat ważny i wymagający szerokiego omówienia. Wprowadzenie gimnazjów i likwidacja szkolnictwa zawodowego odegrały tu kluczową rolę. Przede wszystkim trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że nie wszyscy nadają się do szkoły średniej i nie wszyscy muszą studiować. Polityczna poprawność zabraniająca rejestrować naturalne różnice pomiędzy ludźmi uczyniła podobną tezę bardzo niepopularną. Przyjęto przeciwnie, że wszystkie dzieci są jednakowo utalentowane i aby zrealizować zasady sprawiedliwości społecznej należy zapewnić im równy start czyli dostęp do bezpłatnej szkoły średniej i do bezpłatnej szkoły wyższej. Warto zauważyć, że utopia równego startu zastąpiła utopię społeczeństwa bezklasowego. Likwidacja szkolnictwa zawodowego spowodowała, że uczniowie, którzy nie chcą się uczyć, albo nie są do tego zdolni znaleźli się w społecznej próżni. Nie było dla nich oferty edukacyjnej. Przyjmowanie ludzi niezdolnych do nauki do liceów spowodowało obniżenie ich poziomu. W jednej klasie znalazły się osoby, które mają problem z ułamkami i ludzie biorący udział w olimpiadach.Nikogo nie trzeba chyba przekonywać jak trudna jest rola nauczyciela w takiej klasie. Jeżeli skupi się na uczniach słabych zabiera czas ludziom zdolnym. Jeżeli nastawi się na pracę ze zdolnymi reszta nic nie rozumie. Stąd konieczność podziału na klasy matematyczne i humanistyczne. Stąd również pomysł gimnazjum jako forma odwleczenia tej bardzo trudnej decyzji. To środki pozorne oparte na fałszywym założeniu. Niezbędny jest powrót do szkół zawodowych i techników.
"Program naprawczy rozpoczynający się od likwidacji gimnazjów i przywrócenia czteroletniego liceum jest tu najlepszym rozwiązaniem". = dokładnie tak. Plus sensowne 3-letnie szkoły zawodowe a po nich 2-letnie technika.
Mikołaj Kwibuzda
Na temat tego, jak naprawić polskie szkolnictwo wyższe, napisano wiele słuszniackich tekstów, aż czytać had'ko. Ale tu jest jeden z lepszych: wszystkoconajwazniejsze.pl. W ogóle eseje prof. Pacholskiego są ciekawe - nie bez powodu po trzyletnim rektorowaniu przegrał wybory z kandydatem świętego spokoju i dbania o kolegów, który z kolei w ciągu ośmiu lat kompletnie zdegradował jeden z największych polskich uniwersytetów. Z ukłonami
Anonymous
Z przedstawionych przez Panią informacji wynika, że nie było i nie ma wolnego rynku w oświacie. Nie ma go więc o co obwiniać. Szkoła prywatna dostaje połowę tego co państwowa. Nie wprowadzono bonu jako jedynego źródła finansowania budżetowego z decyzją w ręku rodzica. Mogę się domyślić, że tych źródeł finansowania dla szkoły państwowej jest wiele, zwłaszcza dla wspomnianych prestiżowych. Istotnym bonusem może być czynsz za lokal. To z mojej strony tylko gdybanie, bo nie ma pełnej analogii do służby zdrowia, w której część konfitur wyprowadzono a część pozostawiono w państwowej części systemu. Nie dziwi mnie, że biedni dotują bogatych w szkolnictwie podstawowym i średnim, skoro robią to w szkolnictwie wyższym i w dostępie do świadczeń medycznych - to prawidłowość dla ustroju socjalistycznego, która wynika z faktu, że szkolnictwo i medycyna są finansowane nie przez rodziców i pacjentów a przez urzędników wg decyzji politycznych. Te zaś muszą być takie aby utrzymać się przy władzy poprzez optymalizację podatków i wydatków budżetowych.
Dark Regis
W sposób oczywisty w klasie 3 wziąłem udział w olimpiadzie matematycznej, ale wystawił mnie tam osobiście dyrektor, a nie nauczyciel. Ten postanowił mnie zniszczyć stałym ocenianiem jakiegoś braku zeszytu i zabierał mi notatki, na których robiłem obliczenia do zadań olimpijskich. Otrzymałem również propozycję startu w olimpiadzie fizycznej. Długa i koszmarna historia o komuchach i ich metodach "nauczania". Potem postanowiłem zostać inżynierem. Na studiach praktycznie nie miałem co robić, a ludzie przychodzili do mnie, żeby ich nauczyć liczenia zadań o dyfeomorfizmach albo z topologii. Wreszcie znalazłem ulicę Śniadecką i tam przebywałem godzinami. To był drugi dopiero rok, a ja już miałem wiedzę o tensorach, spotkałem się ze spinorami i twistorami. Potem nastąpił kolejny wykwit komunistycznych metod kształcenia i musiałem po 3 roku poszukać sobie innej uczelni. Wybrałem Uniwerek, jak ojciec, ale tam usłyszałem, 1) że robienie zadań olimpijskich nie świadczy o posiadaniu wiedzy (częściowa zgoda), oraz 2) że jakbym nie ześwinił się na marnej uczelni, tylko przyszedł od razu do nich, to byłby ze mnie człowiek, a tak... Kazano mi nadrabiać materiał i znów uczyłem się sam. Robiono mi schody i dostałem ostrzeżenie od pewnych ludzi, że jakieś macki chodzą za mną. Do egzaminu z teorii grup podszedłem tylko dlatego, że wykładowca poszedł o zakład, że nie uda mi się w ciągu miesiąca rozwiązać 100 zadań ze zbioru, ale tylko tych z gwiazdką i bez rozwiązania na końcu. Rozwiązałem i dostałem 5. Pomimo tego, że w zasadzie musiałem uczyć sam siebie na tej "renomowanej" uczelni, średnia była powyżej 4.5....
Dark Regis
Co do matematyki i nauczycieli, to ja mam własne obserwacje oraz doświadczenia. Mój Ś.P. ojciec był matematykiem i cenionym pedagogiem w liceum, miał całe szafy podręczników oraz zeszytów z wykładami m.in. takich sław jak Karol Borsuk. W dzieciństwie niezwykle interesowałem się tymi wszystkimi książkami i po okresie budowania z nich zamków, przyszedł czas na zaglądanie do środka. Niestety, zawsze słyszałem tylko jedną odpowiedź, że mam na to wszystko jeszcze czas w życiu. Ale ja nie miałem czasu ani cierpliwości. Wreszcie ojciec łaskawie zgodził się pokazać mi kilka ciekawostek matematycznych, głównie w formie zagadek (Lilavati) i prostych operacji na liczbach i ułamkach. Byłem zawiedziony, ale to wystarczyło jako zapalnik. W trzeciej klasie szkoły podstawowej rozpocząłem systematyczne rozwiązywanie zadań, które znajdowały się w podstawowych podręcznikach dla szkół średnich. Były to głównie jakieś obliczenia na liczbach, ułamkach, wprowadzanie zmiennych, obliczanie równań i nierówności, czyli stary materiał z ogólniaka, gdzie uczył ojciec. Gdy to ojciec zobaczył, to wreszcie zaczął mi trochę pomagać. W klasach 5-8 umiałem już obliczyć pierwiastki równań kwadratowych, a nawet trzeciego stopnia ze wzorów z jakiegoś ruskiego poradnika, wiedziałem jak się liczy wyznaczniki, pochodne wielomianów, a nawet znałem pojęcie grupy i zainteresowałem się rachunkiem różniczkowym. Okres w liceum jeszcze w ciemnym komunizmie lat 80-tych wspominam bardzo źle. Byłem po prostu tępiony przez nauczyciela matematyki za to, że zajmowałem się na lekcjach nie tym co trzeba. W tym czasie znałem już dokładnie badanie zmienności funkcji nawet w formie parametrycznej, rozwiązywałem proste równania różniczkowe także na lekcjach fizyki, znałem całkę Riemanna i zaczynały interesować mnie takie rzeczy jak inne rodzaje całkowania (okrężne, wielokrotne, zespolone, operatory i równania całkowe). Kupowałem i czytałem Delty, a u ojca w szafie znalazłem jeszcze masę starych numerów i zadania olimpijskie....
mjk1
Szanowna Pani. Zarówno zjawiska społeczne, jak i przyrodnicze nie tylko mają sens, ale są do bólu logiczne. Na podstawie anomalii pogodowych nie można wyciągać wniosków, że przyroda nie rządzi się określonymi prawami. Podobnie jest z patologiami społecznymi. To że występują, nie znaczy wcale, że należy skapitulować i odstąpić od stosowania naszej hierarchii wartości, czy nawet ideologii. Nie wszystkie przecież ideologie były zbrodnicze, czy nieprzydatne dla ludzkości. Jeżeli więc cały system oświatowy, jak Pani słusznie zauważyła, jest głęboko nieprawidłowy, należy zrobić wszystko, co tylko możliwe, aby go naprawić. W przeciwnym razie dalej będziemy mieć takie Rzeczpospolite, jakie mamy nie od siedemdziesięciu, ale od już prawie 200 lat. Pozdrawiam Panią.
Izabela Brodacka Falzmann
Pewien znajomy frezer wyjechał przed stanem wojennym do Anglii. Pracował w Świerczewskim więc był dobry. Miał ukończone technikum i kursy mistrzowskie. W Londynie majster kazał mu schować papiery i stanąć przy frezarce.Został przyjęty do fabryki zbrojeniowej i zarabiał kupę kasy. Dyplomy majster polecił mu powiesić w klozecie. Chyba o tym samym myślimy.
Jabe
Likwidacja gimnazjów wygląda bardziej na roszadę niż reformę. Jest źle, więc się robi coś, żeby nie było, że się niczego nie zrobiło – Tym mi to pachnie. Muszę jednak przyznać, że gdy wprowadzano gimnazja, niepokoiła mnie właśnie ta „oświata spiralna” (choć to pojęcie nie było mi dotąd znane). Tak czy owak, w kolejnej sprawie powracamy do szczęśliwych czasów Gierka, gdy Polska była którąś tam potęgą świata. Przypadek to, czy osobliwy konserwatyzm krótkiego zasięgu? Myślę, że warto wpierw zadać sobie pytanie, po co jest szkolnictwo. Jeśli dobrze pamiętam, w Wielkiej Brytanii chodziło o to, że zabroniono zatrudniania dzieci (bo migracja ze wsi do miast spowodowała nadmiar rąk do pracy w miastach). Naturalnie młodzi pozbawieni zajęcia i nadzoru zabrali się za bandyterkę. Zorganizowano więc przechowalnie dla dzieci. Nie jest to zatem polska specjalność. Trzeba sobie uczciwie powiedzieć, że matura nie jest dla każdego. Trzeba przestać wymagać papierków. Trzeba skończyć z pozorami. Trzeba przestać pytać o formalne wykształcenie. Nie ma powodu wymagać od wójta matury, nawet ukończenia podstawówki. Lepszy ambitny dyletant, niż specjalista od rozwiązywania testów. Lepiej egzaminować z faktycznej wiedzy, gdy stanowisko tego wymaga.
Izabela Brodacka Falzmann
Słusznie. Przecież angielski jest taki sam dla dzieci jak dla dorosłych, a metody nauczania każdy musi wypracować sam. Córka się uparła bo chce uczyć w szkole podstawowej. Kto inny poddałby się i poszedłby pracować w szkole językowej dla dorosłych.A potem się mówi, ze brakuje nauczycieli języków w szkole.
Admin Naszeblogi.pl
Tworzy to wielką zaporę dla wartościowych ludzi, którzy chcieliby uczyć. Później powoduje, że nauczyciel nawet zły jest nie do ruszenia, bo ma papiery. Jedno i drugie złe dla uczniów