Otrzymane komantarze

Do wpisu: Zdarta płyta
Data Autor
Dark Regis
Podobny temat opowiedziany jest interesująco w tym filmie. Z tym, że dotyczy środowiska "religioznawców" ;) youtube.com  
nonparel
Przypomina mi się profesor A, którego poważam i cenię. Mówił mi: wiesz, jak ja piszę prace naukowe? Kupuję butelkę czerwonego wina i kartki papieru. I w miarę, jak butelka opróżnia się, zapełniają się kartki. A w końcu butelka jest pusta, a praca gotowa. Inspirowany przez mojego mistrza zabrałem się do pisania prac, także z zakresu psychologii. W końcu jak coś umiesz robić, dlaczego nie robić tego komercyjnie? Stąd też eksperyment Miligrama to dla mnie kanon - w psychologii w ogóle mało jest eksperymentów mających jakieś ręce i nogi. Wszystko, co pisałem przechodziło bez problemów. Ale nie wytrzymałem długo. Wycofałem się w trosce o moje zdrowie psychiczne - w tym matriksie nie można długo wytrzymać. I żeby była jasność, znam parę psychologów, którzy przeszli przez te ogłupiające studia i zachowali zdrowy rozsądek. Chapeau bas.  
Izabela Brodacka Falzmann
Jestem nauczycielką, znam to środowisko od wewnątrz i nie przyszłoby mi do głowy obrażać się za rzeczową ocenę nauczycieli. Przede wszystkim do tego zawodu jest selekcja negatywna. Znam to z autopsji. Starałam się przynajmniej uczyć najlepiej jak umiałam i miałam nawet pewne sukcesy.  Wiem dobrze, że istnieją szkoły opresyjne gdzie dzieci są dręczone przez urażone w swoich ambicjach nauczycielki, wielokroć o tym pisałam i spotykałam się z obrazą nauczycielskiego środowiska. Jak można pluć we własne gniazdo-  słyszałam. Tym razem zacytuję Norwida Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala, Czy ten, co mówić o tym nie pozwala?
Guildenstern
Szkoda, że nie zaczęła Pani od kwestii tej poszkodowanej dziewczyny bo każdy tekst na ten temat śledzę z zaciekawieniem i nadzieją, że sprawa pójdzie w dobrym kierunku. Mam równocześnie poczucie, że demonizuje Pani zawód psychologa w ogóle i jego władze w toku w/w procesu. Za poważny błąd uważam rozmycie w tej kwestii roli zarówno prokuratora jak sędziego. Nie wiem też czy strona, za którą (prawdopodobnie słusznie) się Pani opowiada, powołała własnego biegłego. Byłem już świadkiem podważenia (a wręcz zmiażdżenia) opinii, która w świetle argumentów innego biegłego została przedstawiona jako nierzetelna, powierzchowna czy wręcz o nikłej wartości diagnostycznej. Raz chodziło o opinię lekarską, innym razem o psychologiczną. Dla takiego biegłego był to jak sądzę wielki ale też zasłużony wstyd. Tylko, żeby pokonać owego nierzetelnego bądź kierującego się złą wolą biegłego, potrzebny jest ten dobry. Po co zatem jako osoba znana, zraża sobie Pani całe środowisko, przypisując im czy to wrodzone czy też nabyte w toku socjalizacji dysfunkcje? Druga sprawa, znacznie ważniejsza. Sędzia czy też kurator (prokurator?). To oni winni mieć własny rozum a także determinację w dążeniu do sprawiedliwości. Skąd zatem tak rażące zaniechania na tym polu? O ile kojarzę, o schizofrenii paranoidalnej nie orzeka psycholog tylko psychiatra. Kiedyś Pani już opisywała przesłanki na których oparła się ta biegła opiniując tę poszkodowaną. To wnioskowanie wydawało się niedorzeczne ale to nie trzeba być żadnym omnibusem, żeby to stwierdzić. Ergo, tam działają znacznie mroczniejsze siły i psycholog jest tylko pionkiem. Nie umniejszam odpowiedzialności tej pani ale nie ona decyduje.
wielkopolskizdzichu
 "Wymogiem wykonywania zawodu Psychologa w Polsce jest znajomosc jezyka Polskiego" Pomijając brak paru kreseczek i jednego ogonka, zrzucam to na nieumiejętność obsługi klawiatury i ustawienia wyszukiwarki, śpieszę donieść Panu, że w pisanym języku polskim, przymiotniki piszemy inaczej niż Pan sobie to wyobraża. Przykład: języki bałtyckie, a Morze Bałtyckie - kminisz Pan różnicę?
Pani Anna
Terapeuta - "psychologia to nauka" :))) Dowcip miesiąca. "Do pracy z klientem potrzebna jest jego DOBOWOLNA zgoda" następny dowcip. Jeżeli sąd kieruje delikwenta, to niech się spróbuje NIE zgodzić, z pełnymi tego konsekwencjami... Tak samo ja mogłam się NIE zgodzić na skierowanie mojego dziecka do poradni, również z pełnymi konskwencjami szykan ze strony szkoły, zresztą prywatnej. W końcu zmieniłam mu szkołę i dziwnym trafem skończyły się problemy z różnymi "dys" i to bez pomocy "psychologa". CUD?
Izabela Brodacka Falzmann
Nie miałam zamiaru nikogo urazić więc bardzo przepraszam.  Faktycznie miałam i mam do czynienia z nierzetelnością ludzi Pani profesji. Właśnie pracuję nad sprawą dziewczyny,która uległa wypadkowi z winy prominenta PO. Było to w 2000 roku. Nie otrzymała należnego  odszkodowania, a fakt,ze o nie walczy spowodował, że prokurator na wniosek opieki społecznej wystąpił o jej ubezwłasnowolnienie.  Postawą stała się opinia biegłej sadowej, dyżurnego psychologa, która doszukała się u dziewczyny paranoi. Walczyć o należne odszkodowanie to faktycznie oznacza  być niebezpiecznym dla otoczenia paranoikiem. Jeżeli sąd ją ubezwłasnowolni kurator będzie władna zarządzać jej życiem , a nawet sprzedać jej mieszkanie. Mogłabym podać nazwisko biegłej ale nie będę odpalać granatu przed właściwym wybuchem. Nazwisko to ukaże się w publikacji prasowej. Mogłabym również podać nazwisko ordynatora homoseksualisty ale nie zrobię tego nie dlatego, że boję się sprawy sadowej lecz nie zamierzam szkodzić ludziom bez potrzeby.  Pocieszam się, że sami psychologowie potrafią ocenić od wewnątrz swoje środowisko.Mam na myśli  książkę  "Niebezpieczna psychologia" Anny Wasiukiewicz. Byłam na spotkaniu z autorką. Oczywiście spotkała ją wściekły atak ze strony ludzi specjalizujących się w różnych dziwacznych terapiach. Jeżeli udział w nich jest dobrowolny to  działa starożytna zasada " Chcącemu nie dzieje się krzywda". jeżeli ktoś chce chodzić do wróżki, albo tracić pieniądze na chińskich masażystów czy trenerów personalnych to jego sprawa. Ale jeżeli psycholog orzeka, że dziecko  powinno być oddane jednemu z rodziców na podstawie idiotycznych rysunków, które można interpretować w dowolny sposób sprawa przestaje być zabawna. Mój stosunek do psychologii a w szczególności do psychoanalizy precyzyjnie opisał Marian Hemar: Słonimski Antolek / Nie uważa Freuda. / ”Po prostu – powiada – / To jakaś niedojda. / Śniła mi się szafa, / Zwyczajnie, dla hecy / A ten Freud tłumaczy, / Że organ kobiecy. / Ale jak się we śnie / Ten organ zobaczy, / To się pytam Freuda, / Czy to szafę znaczy? /  
Pani Anna
Terapeuta - zaraz widać, że "psycholog" i w dodatku "doktorant" to pisał.  Będąc na studiach i mieszkając w akademiku kolejno ze studentami psychologii (w wypadku wydziału psychologii raczej ze studentkami, ha, ha, ciekawe dlaczego), nauczania początkowego, potem medycyny i prawa podjęłam mocne postanowienie, że w nigdy w życiu nie pójdę do psychologa, swoje ew. dzieci będę uczyła w domu, do lekarza - tylko nogami do przodu i nigdy w życiu do prawnika! Żeby było jasne, sama jestem prawnikiem i mam o tym środowisku jak najgorszą opinię. Życie oczywiście zweryfikowało moje postanowienia, moje dziecko poszło do szkoły, jako podejrzane o tzw. dyslekcję i jakieś inne "dys" dostało skierowanie do jakiejś pożal się boże poradni... Wszystko na szczęście mamy, ja i mój syn dawno za sobą, ale co oboje przeżyliśmy, to nasze i to nawet mimo tego, że teoretycznie poprzez dawną znajomość młodych adeptek tego zawodu powonnam być na to przygotowana...
Guildenstern
Myślę, że się Pani zagalopowała. Pani Izabela ma konto na naszych blogach od ośmiu lat a Pani dopiero od dwóch godzin. No i jest wieloletnią nauczycielką a nauczyciele jak wiadomo wiedzą wszystko i na wszystkim się znają. Jak dla mnie odpowiedź może być tylko jedna. Pała i siadaj. Ponadto uwaga do dzienniczka. Przeczytałem kiedyś, że "ktoś kto przez wiele lat, codziennie przez kilka godzin dzierży rząd dusz, nie może pozostać normalny". Zgodnie z zasadą "władza deprawuje" a "władza absolutna deprawuje w sposób absolutny". Pytanie, skąd tak wielu nauczycieli w polityce? Co do przykładów: Miałem wtedy 7 lat. I klasa podstawówki. Pierwsza lekcja w życiu. Tomek, dziś tak myślę, upośledzony w stopniu lekkim, patrzy na nauczycielkę z głupim uśmiechem. Reakcja: plaskacz w twarz. Ten chłopak stoczył się potem na samo dno. Zmarł przedwcześnie. Ta sama szkoła, trochę później. Nauczyciel matematyki komentujący kwestię dojrzewania uczennic (miesiączka, biusty te sprawy). Nasza własna wychowawczyni ciągnęła nas za włosy gdy byliśmy niegrzeczni. Matematyczka (akurat ją dobrze wspominam) w chwilach złości wyzywała nas w wyszukany sposób (przynajmniej była w tym dowcipna). Przez polonistkę w liceum mniej zdolni uczniowie popadali w depresję. Fizyczka nie była w stanie ukrywać swego alkoholizmu. Zakompleksiona chemiczka zaciągała po warsiawsku ale jak się ktoś bodaj uśmiechnął to miał przechlapane.  Rusycystka nie robiła nic. W dniu naszej matury całe to towarzycho oflagowało się i ogłosiło strajk. Można też wrzucić w google: nauczyciel molestował... Idąc szlakiem przetartym przez autorkę, szkoła to piekło, w którym pedagodzy pełnią rolę oprawców a dzieci są zakładnikami roszczeniowej, wiecznie nienażartej uprzywilejowanej kasty, której mało trzech miesięcy wakacji, rocznych urlopów dla poratowania zdrowia i kłaniania się w pas przez rodziców, obawiających się, że w przeciwnym przypadku zemsta dosięgnie dziecko. P.S.: Np. marynarze zostawiają rodziny samym sobie i bujają po świecie (w każdym porcie dziewczyna), szewcy jak wiadomo klną. Na celownik można wziąć każdą grupę zawodową. Tylko po co?  
megalampus
Hmmmm...."skąd wynika buchająca z tego tekstu"..."projekcja jakiegoś lęku"..."sama pokazała się Pani jako ciemna gwiazda".."Bo bije Pani słowami na oślep".. Hmm droga pania "terapeuta"..Wymogiem wykonywania zawodu Psychologa w Polsce jest znajomosc jezyka Polskiego..Jako potencjalny pacjent mialbym problem ze zrozumieniem pani pytan .Sposob w jaki pani formuluje oskarzenia i wlasne osady oraz supozycje pod adresem pani Falzman sugeruje dokonanie pomylki zyciowe przez pania w wyborze zawodu..Pani posiada wybitny talent bycia Prokuratorem lub Sedzia.. No i ta sugestia : "Radze porozmawiać z jakimś psychologiem, a może nawet kilkoma, z roznych nurtów. Nie w celach terapeutycznych, bo Pani nastawienienie do tego jest znane, ale dla poprawy jakości i rzetelności innych Pani tekstów".....tutaj talent cenzorski rownie wybitny..Nie bylbym zdziwiony zaproszeniem pani do wspolpracy z Gazeta Wyborcza ..mam podejrzenie ,ze pani juz tam pracuje i oddelegowana pania tutaj jako trola.. Perelka pani "profesjonalnych" wywodow jest to stwierdzenie : "Proszę uznać, że psychologia to nauka. I badania, które prowadzimy służą także Pani"... Ja osobiscie pozwolil bym zarznoc siebie jak karpia przed Bozym Narodzeniem niz znalezc sie w pani "gabinecie"..Serdecznie wspolczuje ludziom ktorzy zostali zmuszeni przez "Sad" lub inne sily wyzsze do kontaktow z pania.. Reasumujac ..Prosze zaczac od poprawy znajomosci jezyka Polskiego..to pomoze pani w lepszym  porozumiewaniu sie z potencjalnymi "pacjentami" ,dla ich i pani dobra :-))..  
Terapeuta
Czuję się w obowiazku zabrac głos. Sama jestem psychologiem, terapeutką, doktorantką, pracownikiem naukowym i akademickim. O ironio nie jestem upośledzona matematycznie ani w żaden inny sposób. Wybierając kierunek na studiach moją motywacją nie było rozwiązanie swoich problemów. Uważam, że Pani artykuł jest wysoce nierzetelny, a na pewno tendencyjny. Czuję się urażona jego treścią. Zastanawiam się skąd wynika buchająca z tego tekstu (bo nie należy, w moim odczuciu, nazywać go artykułem) niechęć do całego środowiska psychologów. Czyżby była to projekcja jakiegoś lęku? Tak czy inaczej faktem jest, że w każdym zawodzie można znaleźć niechlubne przykłady. (Na takie autorka się powołuje.) Wydaje mi się, że tak nieobiektywnym tekstem sama pokazała się Pani jako ciemna gwiazda Pani profesji. Pisze Pani o władzy jaką mamy. Jaki to rodzaj władzy, bo jakoś jej nie doświadczam... Z naszych usług korzysta się dobrowolnie. Jeśli sąd kieruje do nas klienta to i tak do pracy z nim konieczna jest jego DOBROWOLNA zgoda. Nie pracujemy z nikim bez jego zgody i chęci, bo inaczej nie ma mowy o współpracy, a to jest koniecznym elementem. Proszę uznać, że psychologia to nauka. I badania, które prowadzimy służą także Pani. Czasy się zmieniają, powinna Pani to zauważyć i może, choćby z racji uprawianego zawodu, być bardziej na bieżąco i nie zakotwiczac się w czasach Pani lat studenckich, bo sądzę, że to było dawno. Radze porozmawiać z jakimś psychologiem, a może nawet kilkoma, z roznych nurtów. Nie w celach terapeutycznych, bo Pani nastawienienie do tego jest znane, ale dla poprawy jakości i rzetelności innych Pani tekstów, jeśli zdecyduje się Pani na kontynuację tematu. Bo bije Pani słowami na oślep. I one bardzo ranią. Mnie, raz jeszcze podkreślenia, bardzo uraziły. Z wyrazami szacunku. 
Do wpisu: Metafora, metonimia i mowa miłości
Data Autor
wielkopolskizdzichu
Jest to wojna funkcjonariuszy agitbiur, akurat padło na pracownicę aparatu propagandy pisowskiej, dla której jestem przedmiotem jej działań, w dodatku za moje własne pieniądze. W związku z tym nie mam żadnych powodów rozczulania się nad losem Pani Ogórek, która w tym aparacie w pełni świadomie, się realizuje. 
Izabela Brodacka Falzmann
To nie o racje chodzi. Wyjątkowo nie cenię Lisa, ale gdyby go ktoś w podobny sposób napadał byłabym równie oburzona. Nie lubiłam Durczoka ale dintojra, którą mu urządzili mili koledzy była dla mnie niesmaczna. I niech Pan nie staje w obronie tych rzekomo skrzywdzonych kobiet. To była typowa ustawka, ktoś mu pokazał palec w dół i go dobili.
Izabela Brodacka Falzmann
Własnie,nie zrozumiemy tak jak nie rozumiemy na ogół co nas już spotkało.
Anonymous
"bez zrozumienia przeszłości nie zrozumiemy teraźniejszości"  a bez tego nie zrozumiemy tego co nas CzeKa.
wielkopolskizdzichu
"grupa napadła przed budynkiem TVP na dziennikarkę panią Ogórek." Myślał by kto, że wojna buldogów pod dywanem. ale nie w tym przypadku. Tym razem to wojna  wnuków, tych których przywieziono na ruskich tankach z Lepszym Sortem czyli kastą, do której należy Pani Izabela. Racje w tym konflikcie wyraźnie stoją tam gdzie stoi Pani Izabela tudzież interesy Partii.
Do wpisu: Para w gwizdek
Data Autor
Pani Anna
Zdzisiuwielkopolski, jesteś po prostu słodki:-)))tym cytatem  rozwaliłeś system! To jeszcze powiedz, jak to KK uważał, że ziemia jest płaska! Nie wiem, czy jesteś tylko pożytecznym idiotą, czy faktycznie wierzysz w to, co piszesz, to nie ma znaczenia, nie takie kłamstwa nam przez stulecia wmawiano.  Specjalnie dla ciebie cytat i wskazówka: " Inkwizytor powinien "zawsze zachować spokój, nie dać się ponieść złości ani oburzeniu... powinien nie zatwardzać swego serca i nie odmawiać zmniejszenia albo złagodzenia kary zależnie od towarzyszących okoliczności... W przypadkach wątpliwych powinien być ostrożny, powinien wysłuchiwać, dyskutować i badać, aby dojść cierpliwie do światła prawdy". 
wielkopolskizdzichu
 Pani Anna nie czytała książki na którą się powołuje, Gdyby miała ją w ręce wiedziałaby że liczba 300000 dotyczy przechwałek znanego szarlatana z czasów Karola IX  - Trois-Echelles;a cytowanego przez Jean Bodin 's w jego  "De la démonomanie des Sorciers.". Cytowany Trois  twierdził że ma na swych usługach we Francji tyle właśnie czarownic. Nie pierwszy nie ostatni raz gdy buduje się na kłamstwie  "ducha" .
Dark Regis
To może ja w ramach tej dyskusji przytoczę pewien przykład sądu nad czarownicą: youtube.com Podejrzewam, że ten zwyczaj wywodzi się wprost od tego tutaj, co dowodzi szkodliwości czytania cudzych książek: youtube.com
Pani Anna
Ty zdzichu nie znasz w ogóle historii, a co dopiero źródeł historycznych, więc nikt nie zawraca sobie tobą głowy, chyba oprócz mnie, ale to też tylko przez chwilę. Szesnasty wiek , to nie epoka kamienia łupanego, znano już pismo, wyobraź sobie, były prowadzone kroniki miejskie a i procesy portokołowano. Wiem, że to ci nie pasuje do twojej "wiedzy" ale tak było, serio... To nie epoka dinozaurów, jak u Kopaczki. Ta liczba, 40 000, zawyżona zresztą o 10 000 podaje liczbe straceń WYŁĄCZNIE w wyniku działań Inkwizycji w ciągu 600 lat jej istnienia, a nie WSZYSTKICH straceń w wyniku "polowania na czarownice", a gdybyś przeczytał ze zroumieniem to co napisałam, to byś wiedział, że proceder ten uprawiany był GŁÓWNIE w krajach protestanckich, gdzie Inkwizycja nie działała, co tzw. "wrogowie chrześcijaństwa" jakoś dyskretnie pomijają, podobnie zresztą jak nawoływanie Lutra I Kalwina do pogromów i eksterminacji ludności żydowskiej. Ale osobnikami polującymi na dinozaury za pomocą kamieniami i nie potrafiącymi czytać nie należy się przejmować. Ty sobie włącz "Imię Róży", to będziesz wszystko wiedział. A co do źródeł, to polecam wszystkim zainteresowanym lekturę Briana B. Levacka "The Witch-Hunt in Early Modern Europe", o ile wiem jest już przetłumaczona na język polski.
wielkopolskizdzichu
Pani Anna to chyba netowy klon Pani Izabeli, wywołujący jak na zawołanie ducha prawa, mającego ferować wyroki zgodnie z interesem jej kasty.  Ńie znam źródła, które opisywałoby ilość straceń w Europie i obu Amerykach na liczbę większą niż 40000 istnień. Nawet najbardziej zajadli wrogowie chrześcijaństwa czyli i katolicyzmu i reformacyjnych odmian liczby 300000 nie podają. Bredniami Pani Anny i budowanymi na tym manipulacjami Pani Izabeli nie powinno się zawracać sobie głowy.
Anonymous
Z faltów o inkwizycji wynika, że stanowiła obronę przed paleniem na stosie przez heretyków. Wracając do czasów współczesnych herezji - nie chodzi aby sądy kierowały się duchem stalinizmu, hitleryzmu i politycznej poprawności, której szkolenia dla sędziów odbywały się w ramach m.in. funduszy norweskich, tylko w duchu naszej cywilizacji - łacińskiej, zwana potocznie kiedyś cywilizacją białego człowieka. Do tego daleka droga. Z literą prawa taki problem, że tych liter za dużo i koślawe. I  nie jest to przypadek tylko metoda, która pozwala na uznaniowość w orzekaniu, czyli wspomnianą już talmudyzację prawa.
Pani Anna
W sumie każda okazja jest dobra, żeby choć trochę odkłamac historię, a zwłaszcza z grzechów masowo  przypisywanych KK. Tak więc trochę statystyki -  w XVI wieku w całej Europie spalono za czary około 300 tysięcy osób, głównie kobiet. Dwie trzecie z nich zginęło w protestanckich Niemczech, a około 70 tysięcy w oderwanej od Kościoła Anglii.Tak naprawdę właśnie historia renesansowych "polowań na czarownice" może być dowodem, że istnienie Inkwizycji zapobiegło stoczeniu się krajów katolickich w otchłań zbiorowej histerii i masowych morderstw, jak to się stało w tej części Europy, gdzie podobnej wyższej instancji zabrakło. Nie mozna równiez zapominać, że Św. Inkwizycja sądziiła również w zwykłych sprawach, tak więc również morderców, złodziei, koniokradów.... Sama w sobie nie miała prerogatyw do wydawania wyroków śmierci, czynił to sąd świecki... I oczywiście całkowicie "zapomina" się o niemal fanatycznej nienawiści do tzw. "czarownic" oraz żydów Martina Lutra i Jana Kalwina. Co znaczy jednak propaganda i Hollywood...
wielkopolskizdzichu
Co to ma do rzeczy co orzeka Kościół. Pani Izabela opowiada o nadrzędności ducha prawa nad literą prawa. Tak się składa że liczne procesy czarownic i heretyków były przeprowadzane wbrew zasadom, wbrew literze prawa opracowanym miedzy innymi przez Ojca Gui.  Inkwizycyjne składy sędziowskie często realizowały swoje zadania trzymając się ducha, a nie litery. Gdyby sąd skazujący Joannę trzymał się litery to nie spłonęła by ona żywcem, gdyby sąd pracujący nad sprawą Komendy pracował zgodnie z literą  nie trafiłby do więzienia. Dlatego że akty prawne w połączeniu z rzetelna pracą składu sędziowskiego, prokuratury i adwokatów dają znacznie większe możliwości kary sprawiedliwej niż uznaniowość wynikająca z nacisku medialnego lub zapotrzebowania na wynik zadowalający lud. Jak się pozna historię procesów czarownic, heretyków, itp przypadków to okazuje się że w dużej mierze wyroki skazujące były podyktowany interesem denuncjatorów mających przemożny wpływ na kształtowanie opinii - ducha prawa. Propozycja aby zamiast prawem sędzia kierował się duchem, który jest kształtowany najczęściej mediami, szantażem, korupcją jest ,albo wynikiem w pełni świadomej manipulacji Pani Izabeli, albo jej brakiem rozeznania mechanizmów wpływających na opinie społeczną. Aparaty sprawiedliwości  stalinowski i hitlerowski w pełni realizowały idee Pani Izabeli.  
Anonymous
Zatem drugi raz Panu imputuję - przez zapomnienie, albo odwrotnie. Miałem nadzieję, ze względu na szczególną adekwatność użycia tego terminu przez Pana - co nie miało miejsca najprawdopodobniej, uda mi się poszerzyć intelektualne horyzonty. Na próżno. A może nic straconego?