|
|
Anonymous Słuszne postawienie sprawy. Można to rozwiązać chociażby bonem zdrowotnym by pacjenci mogli nim rozliczać część usług (w POZetach de facto płacimy bonem za abonament - zapisując się do rodzinnego - ale placówka musi być koncesjonowana przez NFZ a pacjent nie decyduje czy się chce leczyć u rodzinnego czy u specjalisty).
To jednak nie jest celem, aby coś refundować pacjentowi. Tak to nie działa. Celem jest pełna kontrola. Zdrowie pacjenta jest upaństwowione. W czasie rewolucji np. zwłoki były upaństwowione:Stalin karał śmiercią kanibalizm z paragrafu kradzież mienia państwowego. |
|
|
Wysiadło mi kolano. Nagle, podczas marszu i niesienia ciężkich zakupów. Ledwo dowlokłem sie do domu, tam mogłem się juz tylko połozyc- nie byłem w stanie stanąć na nodze. Na SOR nie pojechałem, bo wiem, ze po kilkunastu godzinach męki i tak pomocy nie uzyskam, bo noga nie była złamana. Mogłem więc tylko, pomijając wielomiesięczne oczekiwania w kolejkach, pojechac do ortopedy prywatnie i prywatnie zrobić usg. USG pokazało, ze kolano wymaga interwencji specjalistów. Ortopeda zaproponował blokadę, zastrzyk za powyżej 500zł. Zgodziłem się, nabyłem zastrzyk poprzez internet i wróciłem do doktora. Iniekcja przywróciła kolanu pewną amortyzacje, tak że moglem z gabinetu wyjść już na nogach, nie na czworaka. Pytam: czy NFZ nie mógłby mi zwrócić chociazby połowy pieniędzy, które zainwestowałem w prywatne usługi, omijając niewydolną słuzbę zdrowia? Może mógłbym dostawać (bo płacę ubezpieczenie) rocznie pewną pulę bonów, które mógłbym spozytkowac w sytuacjach takich, jak wyżej opisana?
Ponadto- ponieważ kolano wymaga dalszego leczenia, poszedłem do lekarza rodzinnego po skierowanie do ortopedy. Po ok. 6 miesiącach ortopeda państwowy mnie przyjąl, zlecił dalsze badania. Ale wtedy wspomniałem o starym urazie kręgosłupa, i spytałem, czy pan doktor nie mógłby się zając również moim kręgosłupem. Tak, zajmie się, ale konieczne jest następne skierowanie od rodzinnego do ortopedy! Bo kręgosłup to nie kolano. Nie bede opisywać wszystkich korowodów, dość, że w 2019 roku byłem już 4 razy u rodzinnego z prośbą o skierowanie do ortopedy!
Kto wymyslił takie przepisy? Otóż lekarz, lekarz rodzinny, dr Radziwiłł, kiedy był ministrem ! I przesunął część pieniedzy z puli specjalistów do puli lekarzy rodzinnych. Tak więc lekarzu, istotnie, lecz się "na głowę". A może jednak "głowka pracuje", tylko że władny urzędnik uzywa jej do polepszenia swojego statusu, a pacjenta ma w nosie?
|
|
|
Anonymous Znalazłem jeszcze ciekawe głosy w dyskusji o sł.zdrowia USA:
"Bernie Sanders chce znieść prywatne ubezpieczenia zdrowotne! Stworzyć państwowe"Medicare for All" i zakazać prywatnego ubezpieczenia."salon24.pl
I komentarze
"Lepiej by było poczytać skąd w Ameryce wzięły się tak absurdalnie wysokie koszty leczenia ?
Odpowiedz:
Ja ci odpowiem - z wolnej amerykanki cenowej, z kosztów ubezpieczenia, cen stosowanej technologii, z braku reakcji społecznej i zwykłej pazerności przedstawicieli służby zdrowia."
I dochodzimy do znanej lewicowej tezy, że wysokie koszty leczenia biorą się z w wolnego rynku. To niestety rozpowszechnione, że przypisuje się niszy zabitej regulacjami cechy wolnego rynku by potem go dalej regulować, a jak nie działa, co było do przewidzenia, to reguluje się dalej do upadłego. Śruba też się nie odkręca jak się ją zakręca. |
|
|
Anonymous Jest jeszcze taki aspekt w lecznictwie:
niezalezna.pl
Nie taki znowu wstrząsający dla lekarzy, bo sprawa jest od zawsze. Podobnie z wakacjami. I z odbieraniem ze szpitala są problemy, a wysłanie karetki z chorym do domu kończy się pocałowaniem klamki.
Jeśli więc jakieś organizacje lekarskie robią apel do rodzin, to węszę podstęp. |
|
|
Anonymous Rozwiązaniem nie jest ani kompletne urynkowienie z dnia na dzień, ani dalsze pogrążanie się w regulacjach. Brak udziału własnego w kosztach leczenia i uczenia oznacza brak sprzężenia zwrotnego i administrowanie systemem. |
|
|
Teresa Bochwic Oczywiście, gdybym się choć trochę lepiej czuła, poszukałabym prywatnego laboratorium i badania na własną rękę i zapłacilabym za szybka analizę i wynik. Jednakże mam w pamięci tych nieszczęśników, czekajacych w strasznych warunkach (żadnego picia, o jedzeniu nie wspominając), w beznadziejnym oczekiwaniu aż "ortopeda zbiegnie bo na razie operuje". |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Wielu osobom sie wydaje, ze problemy rozwiązałoby całkowite urynkowienie zarówno usług medycznych jak i szkolnictwa. Co do usług medycznych. Większość z nas przez całe życie płaciła składkę na służbę zdrowia nie korzystając z jej usług. Łatwo obliczyć jak wielkie to są sumy. Trudno wymagać teraz żeby za wszelkie usługi medyczne w tym na przykład za badanie krwi płacili sami. Oczywiście można ludzi zniechęcać do korzystania z usług państwowej służby zdrowia generując ogromne kolejki, poniewierając pacjentami w izbach przyjęć zapisując na operacje za kilka lat. Uczciwie byłoby zaprzestać zbierania składek od tych którzy nie chcą ich płacić bo na przykład zawsze chodzą do lekarzy prywatnie.Każdy rozumie jednak, że powstają wówczas nierozwiązane problemy osób, które przeliczyły się z siłami i dotknie je ciężka choroba na którą nie starczy im własnych środków. Trudno sobie wyobrazić, że w XXI wieku zostaną oni zupełnie bez pomocy i pozwoli im się spokojnie umrzeć.. To samo dotyczy edukacji. System ma przewagę bo wydaje dyplomy i świadectwa. Rodzice często wpychają dziecko do renomowanej szkoły publicznej, ale uczone jest na korepetycjach. Szkoła daje logo, wiedzę zdobywają prywatnie, płacą zatem za wszystko podwójnie- raz w podatkach, następny raz za korepetycje. Ciekawe czy korepetytorzy strajkują? Ich honoraria ustala rynek.To jedna z niewielu dziedzin w których rynek naprawdę funkcjonuje. Jeżeli jednak pozostawiamy certyfikaty w rekach władz oświatowych to nawet likwidując przymus szkolny i biurokratycznie ustalane programy nauczania skazujemy się na sytuację rodem z "Syzyfowych prac". Zniesienie matur i wszelkich dyplomów to utopia.O ile można wierzyć, że śpiewaka czy pianistę weryfikuje rynek i niezależnie od ukończonego konserwatorium nie może fałszować bo go sala obrzuci zgniłymi pomidorami jak to zdarzało się we Włoszech, rzetelna rynkowa weryfikacja lekarzy jest praktycznie niemożliwa. Na " rynku"lekarzy prywatnych liczą sieci,którzy mogą wepchnąć chorego do szpitala. Zdarza się, że operują go prywatnie korzystając z państwowej aparatury. Zarówno system opieki zdrowotnej jak i oświaty są strukturalnie chore i wymagają przebudowy. |
|
|
Ptr Nie sądze , aby coś aż tak złego działo się z lekarzami. Trzeba zmniejszyć czynności administracyjne lekarzy i zwiększyć czas poświecony na bezpośrdenie leczenie. Zacząć od najprostszych czynności. Na przyklad kasa fiskalna tylko przeszkadza.Poprzedni rząd miał lukę vatowska , ale obciążyl lekarzy podatkiem. Tylko , że to przeszkadza w leczeniu. Możemy uznać ,że nie przeszkadza, że to drogiazg ( a jednak ktoś musi to kupić , obsługiwać, robić przeglądy, pilnować, itp. itd ) . Ale jeżeli jest tych drobiazgów razem kilka, to zwalnia wydajność leczenia. Potem jest biadolenie, bo z drugiej strony ludzie, pacjenci mają mało czasu.
|
|
|
Jabe Kolektyw nauczycielski jest gorszy od górniczego, bo zadym nie zrobi i w mordę nie da, a tylko może się powygłupiać. To się nazywa dialog społeczny. Jak to w socjalizmie. |
|
|
Pani Anna Jabe, trollu jeden, ani rolnicy, ani górnicy, którymi sobie tu gębe wycierasz, nie przebierali się za krowy, ani nie straszyli dzieci. Można uznać, że (niemal) każda grupa zawodowa ma prawo domagać się podwyżek, ale sa granice i przyzwoitości (dzieci, a zwłaszcza te niepełnosprawne) i śmieszności, których nie wolno przekraczać. Liczy się też społeczne poparcie , aby strajk był skuteczny, czego nie rozumieją zupełnie ci, którzy uważają siebie za powołanych, aby uczyć innych. Jak dla mnie moga sobie strajkować do u...nej śmierci, dzięki ich wygłupom tylko wzrasta poparcie dla PIS. |
|
|
Anonymous Lekarz jest urzędnikiem, który wystawia dokumenty o określonej sile nabywczej: skierowania na badania, do specjalistów, do szpitala, recepty, druki ZLA, inne zaświadczenia, wnioski rentowe, skierowania do sanatorium. Płaci państwo, czyli płacą Państwo. Sprzężenia zwrotnego brak. Korzysta kto pierwszy i bez dylematów pacjenta w tej praktyce gier się nie obywa. |
|
|
Dark Regis Niemniej jednak w końcu staniemy przed takim dylematem, czy się wybijać na pełną podmiotowość i suwerenność, czy dalej kucać pod ciężarem roszczeniowej wrzeszczącej swołoczy marksistowskiej i ledwie pełznąć w ciemną d... przyszłość z balastem o wadze Wołgi na plecach. Te drugie roszczenia to w zasadzie też ich robota, bo im się za bardzo w PRL nudziło. |
|
|
Jabe Nauczyciele są źli, a rolnicy dobrzy. Dobrym wolno. |
|
|
Jabe W socjalizmie rządzi prawo silniejszego (kolektywu). Gdy górnicy chcieli pieniędzy po prostu robili zadymy. No ale to było zgodne z etosem. |
|
|
Jabe Fakt, dziś lekarz jest urzędnikiem, a polska administracja taka jest. |
|
|
Pani Anna Ano upadł etos, nie na bruk, ale raczej na ryj, nomen omen świński. Nauczyciele nie odróżniają budżetu państwa od dopłat unijnych na bogu ducha winne świnie i krowy ekologicznego chowu. Chyba nikt nie ma już złudzeń, czego nauczyciel przebrany za krowę może nauczyć dzieci. To juz nawet nie chodzi o sam strajk, chociaż w wykonaniu nauczycieli jest to poroniony pomysł, ale o ich postawę, o gotowość do poświęcenia całego rocznika poprzez nawoływanie do niezwoływania rad pedagogicznych, do niepromowania i unieważniania egzaminów. Gotowość do robienia krzywdy tym najbiedniejszym z biednych, mam tu na myśli dyrektorkę szkoły dla niewidomych dzieci, która nie dopuściła do egzaminu gimnazjalnego... Osobiście, gdybym miała dzieci w wieku szkolnych, dla ich dobra i własnego spokoju albo wybrałabym szkołę katolicką (nawet nie prywatną), albo zdecydowałabym się na naukę w domu. W końcu wielu rodziców tak robi, z wielkim powodzeniem, chociaż wymaga to nie lada poświęcenia. Ale straty wyrządzone dzieciom przez takich "nauczycieli" jak pan krowa, albo tych urządzających wolontariuszom i kalekim dzieciom szpaler na wzór i podobieństwo milicyjnej "ścieżki zdrowia", są nie do odrobienia. W ciągu tego tygodnia zobaczyliśmy, kto tak naprawdę uczy nasze dzieci i jest to po prostu tragedia... |
|
|
tricolour Odbierz dziś rolnikom unijne dotacje, to jutro spala Warszawę. |
|
|
NASZ_HENRY Nauczycielski etos upadł na bruk i kwiczy jak szlachtowana świnia utuczona na dotacjach unijnych ;-)
|
|
|
tricolour Szanowny Autor, jako inżynier, powinien mieć odwagę widzieć i mówić o przyczynach, nie tylko o skutkach, choć o to drugie łatwiej. Lekarze strajkują, bo mało zarabiają ze względu nie na ich wredne widzimisie tylko na zły system lecznictwa. Podobnie nauczyciele. Ich strajki to nie jest degrengolada środowiska, tylko efekt złego projektu systemu.
Przykładowo: jeśli widzimy, że są banki potrafiące dobrze zarządzać klientami i produktami, to trzeba wiedzieć i wyraźnie o tym mówić, że zawracanie głowy w okienku bankowym kosztuje i to sporo: bilet za parking złotych parę + dycha za obsługę, a jeśli obsługa darmowa, to kilkanaście złotych miesięcznie za odpowiedni rodzaj konta. Klienci podejrzani odsyłani są z kwitkiem. I wtedy to działa.
Tak długo, jak wizyta lekarska będzie darmowa w tym sensie, że wejście do placówki zdrowia nie wiąże się z sięgnięciem do portfela, tak długo nic się nie zmieni. Nigdy. |
|
|
jazgdyni Witaj Izo!
Co za podświadoma synchronizacja ;) Bo w przypadkowość nie wierzę.
Analizujemy tą nieszczęsną służbę zdrowia i widzimy coraz więcej chaosu, upadku etosu, degrengoladę.
Jako umysł ścisły wiesz zapewne dużo o teorii systemów. Pozwalam sobie przekleić z mojego blogu komentarz,wprawdzie o lekach, lecz to też służba zdrowia.
To wszystko jest chore. Nędznie zaprojektowane i jeszcze gorzej realizowane.
Wiesz, że jestem specjalistą od systemów. Dobry system ma poprawnie realizować zamierzony cel. Musi być stabilny. I musi być odporny na zakłócenia. Ważna jest rola integralnych zabezpieczeń, w tym głównie sprzężeń zwrotnych, które samoistnie redukują błędy i odchylenia. To co sprawdza się w automatyce, jest standardem naukowym, musi identycznie być zorganizowane w systemach społecznych. Takich jak szpitalnictwo, obrót lekami i jak właśnie widzimy w szkolnictwie. Systemy są tworzone przez biurokratów i prawników.Tworzone intuicyjnie oraz w oparciu o stare schematy. Nikt tam nie ogarnia podstawowych zasad poprawnych zasad organizacji. Powiedziałbym, że to niestety normalne, lecz na przykład dobre banki potrafią zorganizować dobry system.
Od 1 kwietnia w ramach kontroli dystrybucji leków wprowadzono codzienne raportowanie. Coś, jakby remanent dnia. Zakupy, sprzedaż, stany magazynowe,itp. MZ szarpnął się wreszcie na dużą serwerownię i monitoruje codzienną aktywność aptek. Oczywiście pozwoli to wyłapać,jeżeli oprogramowanie jest dobre, podejrzane przypadki.Jeżeli pewna apteka kupuje codziennie 100 porcji jednej z insulin,a ma tylko średnio 50 pacjentów, to znaczy, że zajmuje się handlowaniem lekami w taki sposób, że nie zaopatruje pacjentów tylko bierze udział w nielegalnych transakcjach. No dobrze,to tylko monitorowanie, zbieranie danych. Nie wiemy jaki konkretny efekt ma to powodować. Poza tym, apteki to najmniejszy gracz w przekrętach lekowych. Ale tak to już jest, że zawsze uderza się w małych. Łapie się ulicznego dilera trawki, a wielkich dystrybutorów się nie tyka. Więcej - TV co rusz pokazuje najazdy pancernej policji na plantacje marychy gdzieś w piwnicy, prowadzonej przez paru nastolatków. A nigdy nie słyszałem o akcjach związanych z obrotem kokainy. Może ten drogi i ekskluzywny towar zażywają ci, co decydują o działaniach. A są to grube pieniądze.
Jako system nie działa prawidłowo wiele sektorów państwa. Lecznictwo i szkolnictwo widzimy dokładnie. Znamy też fatalny system obrotu żywnością: od pola do stołu.
Coś trzeba radykalnie zmienić.
Bo dobry Bóg, zrobił co mógł, pora teraz zawołać fachowca.
|
|
|
Anonymous @Teresa Bochwic Pani nie potrzebowała SORu tylko laboratorium i jego usługi, bo już wiedziała jakie jest badanie potrzebne, a musiała kilkanaście godzin czekać na weryfikację tego w kolejnym badaniu lekarskim. System nie przewiduje, że Pani pójdzie do laboratorium, powie co chce, zapłaci i dostanie wynik od ręki. Patrząc z perspektywy tych kilkunastu godzin koszt byłby dla Pani akceptowalny nawet przy braku możliwości refundacji. Zwłaszcza, że zysk kilkunastu godzin czekania w stresie to w zawale duży zysk.
Przychodnie od dawna nie mają laboratoriów tylko punkty pobrań bo konkurencja centralnych laboratoriów to wymusiła, a wymusiła również z takich powodów dla których koszt druku wielkiego nakładu jest niższy licząc od strony. W innym systemie - pacjent decyduje bo płaci - być może minilaby (drogie badanie jednostkowe) w przychodniach by zarobiły na siebie a wynik byłby od ręki, ale niekoniecznie. |
|
|
Anonymous @Jabe Po wojnie tak było, że trzech lekarzy ślęczało w jednym szpitalu powiatowym - po jednym na jeden oddział - i dyżurowali na zmianę. To była masówka. Tyle, że nie mieli administracyjnych procedur (innych niż nakaz pracy). Dokumentację tylko taką jak była im potrzebna do leczenia. |
|
|
Przykład z badaniami przesiewowymi pokazuje jak potrzebna jest większa dostępność takich badań (nie w sensie że przesiewowych, ale ogólnie badań - tu kolonoskopii) i że na nie powinno pójść więcej pieniędzy. I taki przykład akurat do tych badań - ciężko chorej znajomej rodziców lekarz powiedział, że potrzeba na już zrobić badanie jelita grubego. Termin za 4 miesiące lub jutro za 1500 zł. I nikt się tam nie zająknął, że są akurat robione przesiewowe. Babka o czymś takim dowiedziała się od moich rodziców, a panie rejestrujące zdziwione skąd ktoś z ulicy o badaniach wie jak nie były reklamowane... |