|
|
Dark Regis @Marek1taki. Powinny zatem istnieć dwa nurty, niekoniecznie niezależne. Pierwszy oficjalny państwowy, zaś drugi prywatny, czyli rynkowy. Nie ma przecież powodu, żeby lekarz wykształcony za granicą musiał stawać przed komisją w ministerstwie, prawda? W wielu państwach świata i na zachodzie przecież wystarczy do tego pracodawca. To nie droga do certyfikacji ani sama certyfikacja powinna być reglamentowana, tylko powinien istnieć jeden zestaw kryteriów potwierdzających wiedzę i umiejętności kandydata do zawodu, który jest niezależny od obu nurtów. Ta znaczy ani nie będzie tu konieczna dobra wola urzędnika, ani wysyp pieniędzy z wora. Jak to zrobić? A jak robi się dziś egzaminy na prawo jazdy albo egzaminy z języków obcych? Nie mówię tu o prostych, błyskotliwych czy koślawych testach, bo to GWno, które nic naprawdę nie sprawdza oprócz łutów szczęścia. Ja osobiście upatruję tu rolę dla sztucznej inteligencji, czyli po prostu algorytmu klasyfikacji, który nie zależy od tego, że jakiś wielki członek komisji nie może patrzeć na krzywą gębę kandydata. Trzeba tylko napisać program (tylko jak hehe jak szkoły nie uczą programowania ani logiki, tylko formułek;). Podobno w Polsce mamy już kilka superkomputerów, więc z działaniem takiego systemu nie byłoby problemu. W Warszawie Nautilus, we Wrocławiu Bem i Nova, w Trójmieście Galeon, Galera i Tryton, w Krokowie w Cyfronecie największy Prometheus i Zeus, ... A będzie z tym tylko lepiej, bo musi. Wszyscy na świecie na to stawiają. Na przykład Chiny wyprzedziły USA i mają 202 superkomputery vs 143 amerykańskie. Przez wiele lat były liderem i dopiero stworzenie ostatniego dzieła IBM pozwoliło USA wyjść na prowadzenie. Są to już komputery kwantowe, czyli wykonujące obliczenia na qbitach z wykorzystaniem praw mechaniki kwantowej. U nas też w końcu taki powstać musi. Program ta takim komputerze byłby w stanie prześwietlić kandydatów do skarpetek, zaś wszystkie dane można wprowadzać przez klasyczne końcówki. Na przykład co stoi na przeszkodzie, żeby chirurgów klasyfikować na podstawie tego, co robią konkretnie przy stole operacyjnym, czy nie myślą o d Maryni i nie rozpraszają się przy operacji. Sprawdzić ich tak, jak pilotów odrzutowców. Są do tego kamery, roboty chirurgiczne, *tfu* procedury. Całe morze danych przetworzy w kilka sekund jakiś monster komputer i mamy wynik OBIEKTYWNY, niezależny od humoru urzędnika lub wykładowcy. Co więcej, winda zawodowa powinna kursować nie tylko w górę, ale także w dół. Ludzie się zużywają i wykrzywiają - moralnie, etycznie, zaczyna brakować im aktualnej wiedzy, a w przypadku chirurgów mogą zacząć trząść się im ręce z przepicia. Takich decyzji jak odsunięcie od niebezpiecznych operacji nie powinien podejmować drugi człowiek, bo to też jest nieetyczne, zaś solidarność w kaście jest naprawdę silna. Podobnie w zawodzie nauczyciela i wykładowcy. Trzeba rozdzielić do chol... funkcje naukowca i dydaktyka oraz nie zmuszać ludzi do szukania wiedzy tylko na uczelni (korupcja dyplomowa). |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Lekarze uciekli w procedury boją się odpowiedzialności. Lekarz nie słucha i nie bada pacjenta, ogląda wyniki badań laboratoryjnych i pisze w komputerze. Wspomnę tu niezastąpionego doktora Leśkiewicza. Jestem jego wielbicielką choć nie był zbyt miły dla kobiet. Był świetnym diagnostą i nie zwracał uwagi na procedury. Gdy kiedyś zapytałam czy mam podawać jakiś lek dziecku odpowiedział;: "jeżeli to pani pomoże na głowę to może pani podać".Zrozumiałam i dałam spokój.Moja znajoma zgłosiła się do niego z dzieckiem podejrzewanym o ziarnicę.Miało skoki temperatury. Leśkiewicz zapytał: "czy nie ma pani jakiegoś faceta,który przełożyłby panią przez kolano i jej wlał?. Jeżeli nie to ja to zrobię".Wydusił z niej przyznanie się, że mierzyła dziecku temperaturę co pół godziny. Na pytanie co ma zrobić powiedział, że wyrzucić termometr. I miał rację, dziecko było zdrowe. W lipcowy upalny dzień wyrzucił becik niemowlęcia przez okno. Legendy o nim krążyły latami. |
|
|
NASZ_HENRY Marcowi docenci to czarny eskimoski pijar ;-)
|
|
|
Jabe
Rządy PO-PSL [...] zupełnie nie zauważały potrzeb emerytalnych artystów... – A artystą jest absolwent albo zatwierdzony przez ministerialną komisję. Z pieczątką na tyłku. Ta pieczątka daje prawo do zaspokajania potrzeb na koszt ludu. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann To ciekawe co Pan pisze. Zabawne, że egzaminu nie zdałaby większość tak czy owak popularnych wykonawców. Osobnym problemem jest kwestia kryteriów. Tak się składa, że choć nie śpiewam ( w mojej muzykalnej rodzinie mam zakaz śpiewania nawet przy klejeniu pierogów) mam bardzo dobry słuch ( z dyktand muzycznych zawsze dostawałam najwyższe noty) . słyszę więc jak potwornie fałszują popularni wykonawcy. Pewna popularna piosenkarka ( nie będę robić jej czarnego PR) każdą kolejną zwrotkę przesuwa o pół tonu. To dla akompaniatora kłopot,musi być czujny jak muszka bo inaczej nawet głuchy słyszy potworny kiks. Czy pomogą egzaminy przeprowadzane przez zblazowanych byłych mistrzów? Czy publiczność ma głosować nogami? Czy pomogą różne konkursy? Nie wiem. |
|
|
Jabe Pytanie, co siedzi w głowie tego, co te regulacje wymyślił. Z pewnością jest to człowiek młody i naiwny, nieznający uroków komuny. |
|
|
W ten kraj bardzo łatwo według mnie zweryfikować kto jest dziennikarzem a kto najmimordą szukając nazwisk w wydaniach"Dziennika" gdy ten pojawił się na naszym rynku w odpowiednim czasie dla pewnego wydarzenia polityczno -biznesowego
Pisali tam wszyscy i ci prawowici i lewactwo -wszyscy którzy mniemali ,że są dziennikarzami alb o tak ich oceniał niemiecki płatnik.pisali o wszystkim a płacił bogato.
Pisali o wszystkim co im w duszy grało bez żadnej cenzury redakcyjnej a mnie zdumienie ogarniało coraz większe no bo jakże to tak pozwala niemiec na bezhołowie !Otóż nie pozwalał bo jeden temat był tabu i o tym tabu pismaki wiedzieli -tym tabu była rura na dnie Bałtyku ,cicho sza ani dobrze ani żle...!
Dolce vita zakończyło się nagle i boleśnie dla najemników gdy ogłoszono na łamach tegoż szmatławca niemiecko -kacapskiego ,że temat rury już nie istnieje bo wszystko zaklepane i oni z od tego dnia zostali odcięci od kasiory a ich miejsce zajęli wcześniej przygotowani pracownicy którzy wiedzieli do czego ich przygotowywano i czego się oczekuje.
Plunąć w ryja to za mało gdy dziś popiskują o drugiej rurze.!
Tej grupy nie poprawi żadne ocenianie przez jakieś komisje ale tylko sprawnie działający wymiar sprawiedliwości ,bowiem tylko wizja zostania nędzarzem czy upadek redakcji zatrzyma przed napisaniem tekstu ,obrazu które podszyte są kłamstwem i mają jedynie na celu wyeliminować przeciwnika z życia publicznego.
Nie tylko lekarze powinni być okresowo sprawdzani ale wiele innych zawodów od wiedzy których zależy bezpieczeństwo zbiorowe a gardzenie mistrzami z popieraniem popaprańców mnie zdumiewa bo wolę aby mój dom budował ten co się na tym zna i ma na to papiery niż taki co ma za sobą kursy nauki zawodu gdy był na bezrobociu,wolę mieć buty uszyte przez mistrza niż chiński chłam ...itd,itd .
|
|
|
Anonymous W wypadku lekarzy sprawa jest prosta. Dyplom wyższej uczelni medycznej jest deprecjonowany, a stanowi dość oczywiste kryterium. Stwarzanie kolejnych progów administracyjnych prowadzi to sytuacji, że lekarze są "młodzi", w sensie niesamodzielni, po czterdziestce. System broni pacjentom samodzielnego wyboru oczekiwania w kolejce do lekarza utytułowanego i ze ścianami obwieszonymi dyplomami, specjalizacjami i certyfikatami a dostępem do prostego lek.meda bez kolejki. Nie byłoby problemu kolejki, ale co system by reformował jakby kolejek nie było?
Jedyne ale to kto obsadzi ostre dyżury, tu system "ratuje" sytuację wsadzając lekarzy podyplomowych i specjalizujących się w kamasze dyżurnych. |
|
|
wielkopolskizdzichu
Obecnie władzę trzyma resort pochodzący z Pani sortu zwanego lepszym i jak widać po działaniach w mediach, ma przemożne pragnienie formatowania mózgów wedle swych wyobrażeń.
|
|
|
Lech Makowiecki W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych uprawianie zawodu muzyka czy piosenkarza możliwe było tylko po ukończeniu studiów muzycznych (lub przynajmniej szkoły muzycznej II stopnia). Reszta traktowana była jako "amatorzy", którym przysługiwała stawka 150 zł za koncert. Furtką dla "amatorów" był egzamin przed państwową komisją Ministerstwa Kultury. Dostawało się ministerialną legitymację piosenkarza czy muzyka kat. B (stawka rosła do 400zł), z czasem - kat. A (700zł) lub - "za zasługi" - kat. S (2,5 tys. zł za koncert; posiadała ją m.in.Maryla Rodowicz i ... Jacek Kaczmarski) ... Miałem to "szczęście" zdawać taki egzamin przed piętnastoosobową komisją (zapamiętałem tylko przewodniczącego - prof. Aleksandra Bardiniego i aktorkę - Alinę Janowską). Na egzaminie praktycznym trzeba było wykonać 4 zróżnicowane piosenki i wyrecytować dwa wiersze (dykcja!). Teoria obejmowała zakres średniej szkoły muzycznej (plus solfeż itp.). Pomimo, że zaprezentowałem repertuar autorski, sam sobie akompaniowałem i wygłosiłem własne wiersze - Bardini był na "nie"... Główny zarzut? Byłem świeżo upieczonym magistrem inżynierem, a moje studia kosztowały ludową ojczyznę tak dużo, że powinienem pójść nie na estradę, lecz do stoczni! Udało mi się wybronić dopiero na egzaminie ustnym. Większość komisji była za mną, więc i profesor wyraził łaskawie zgodę. W tym samym czasie niejaki Czesław Niemen trzy razy podchodził do egzaminu (przewodniczący - aktor Rudzki) i trzy razy oblewał... A to za hippisowskie szatki, zbyt długie włosy, "arogancję", "wycie" itp.) Dziś Czesław Niemen wygrywa we wszystkich rankingach na powojennego polskiego piosenkarza!!! Czyli komisja baaardzo się pomyliła... PS Dziś takich egzaminów nie zdałby Muniek Staszczyk (dykcja!) czy Robert Gawliński i Edyta Górniak (brak matury)... Czy o to naprawdę nam chodzi??? Z drugiej strony trzeba jakoś uregulować sprawy emerytalne artystów estradowych i in. Dzięki zdobytym wtedy uprawnieniom (i regularnemu płaceniu składek) dostaję dziś emeryturę... Rządy PO-PSL nie dość, że podniosły twórcom podatki, to zupełnie nie zauważały potrzeb emerytalnych artystów... |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Wydaje mi się, że musza być jasne reguły dopuszczające do zawodu lekarza. Nie może to być uzdrowiciel " z Bożej łaski". To samo dotyczy nauczyciela czy instruktora. Namnożyło się ostatnio samozwańczych instruktorów jeździectwa i proszę mi uwierzyć po 5 minutach rozpoznaję, że daną osobę uczył ktoś niefachowy. Nie jestem bynajmniej zwolenniczką reglamentacji dostępu do różnych zawodów ale poprawianie złych nawyków jest bardzo trudne i czasochłonne. To samo dotyczy narciarstwa czy pływania. Wiem to z autopsji- pływam dobrze i na długich dystansach ale nauczyłam się sama. Kiedy zgłosiłam się do sekcji pływackiej ( jako uczennica czyli sto lat temu) trener powiedział:" nie jestem w stanie wyplenić wszystkich twoich narowów, nie da się z ciebie zrobić zawodnika"i mnie nie przyjął. |
|
|
Izabela Brodacka Falzmann Resort trzyma władzę i resort będzie dopuszczał do zawodu przez swoich wychowanków. Podobnie jest w nauce- docenci marcowi dziś profesorowie trzymają władzę i formatują mózgi następnych pokoleń.. |
|
|
Anonymous "Zwolennicy liberalizmu uważają wszelkie regulacje reglamentujące dostęp do poszczególnych zawodów za relikt średniowiecznych praw cechowych które teoretycznie miały gwarantować wysoki poziom usług, a tak naprawdę chroniły rzemieślników przed konkurencją."
Bardzo dziękuję za te słowa. Obecnie w zawodzie lekarza te mechanizmy systemu cechowego przejawiają się w reglamentacji zdobywania specjalizacji, w ograniczeniach wykonywania zawodu przez system podspecjalizacji - zwł.onkologicznych.
Do tego dochodzą ograniczenia przez system refundacji przymusowo ubezpieczonych (ale też przez przywileje dla sieci medycznych analogicznie jak dla sklepów wielkopowierzchniowych).
Istotnym a niezauważanym ograniczeniem prawa wykonywania zawodu lekarza jest narzucenie biurokracji, która zajmuje czas na leczenie ale też ogłupia. Zwyczajnie dekoncentruje - jak każda monotonna czynność. Klikanie w komputerkach narzucone przez MZiOS nie jest niczym innym niż nakładanie prezerwatyw przez testerki z zakładach Stomil, które były mi pokazywane w ramach zajęć studenckich z medycyny pracy.
I kolejna sprawa to indoktrynacja pacjentów i lekarzy, i troska o ukształtowanie relacji pacjent-lekarz w kategoriach walki klas. |