|
|
Teresa Bochwic Barbara Fedyszak-Radziejowska o pracy w Polsce i mentalności pracodawców:
"W Europie ludzie pracują w cywilizowanych i godnych warunkach także dlatego, że o prawa pracownicze dbają związki zawodowe. W Polsce pracodawca ceni pracownika tylko za to, że może go w każdej chwili wyrzucić, w Europie szanuje się go za dobrą pracę. W Polsce „robol” ma mało zarabiać, bo tak tworzy swoje zyski postpeerelowski przedsiębiorca. W Europie biznes wie, że pracownik to także klient i konsument jego towarów. Kontynuatorzy PRL-u wmówili Polakom, że związek zawodowy to przeszkoda w rozwoju. A "Solidarność" przypomina, że jeśli szanujemy siebie jako wspólnotę narodową, to powinniśmy pracowników traktować jak obywateli. Jan Paweł II nauczał; praca jest powołaniem, jest godnością, sensem życia, a relacje między pracodawcą a pracownikiem nie mogą być oparte na asymetrii, w której pracownik to robol a pracodawca - pan zysków, dla którego praca to tylko „koszty”."
Polecam wszystkim, których martwi "złożoność" problemu najniższej płacy i "konieczność" oszczędzania na pracownikach itp.
niezalezna.pl 12 września 2013 |
|
|
Obawiam się, że seks wcale nie jest priorytetem. Ludzie, o których mówimy zainteresowani są tylko pieniądzem.
"Daj mi kontrolę nad systemem kredytowym danego państwa, a nie będzie mnie obchodzić kto tworzy jego prawa"- rzekł pan Rothschild.
Lektura "Wojny o pieniądz" czyni wszystko jasnym niczym słońce. Oślepia wręcz.
Seks ma być dla mas. Takie opium. |
|
|
nic nowego nie POkazala--zawsze byla taka 'komusza' ekonomistka-biznesmenka--za panstwowa forse i dostep do tajnych gierek biznesowych sluzb specjalnych ,roznej masci.To ten z..o-komuszy miot...nihil novi. |
|
|
Anonymous Trafnie określiła Pani te osoby "Lyberałami". Z liberalizmem mają oni tyle wspólnego co każdy komunistyczny potomek. Trudno odnieść się do liberalnego odchylenia prezentowanego przez młodego dziennikarza. Pozostaje sam temat płacy minimalnej i kosztów pracy. Niezależnie od stanowiska Pani Bochniarz i jej lepszych czy gorszych chęci funkcjonowanie w gospodarce przepisów o płacy minimalnej i opodatkowanie pracy są przyczyną bezrobocia i niższych dochodów. Uwłaszczenie nomenklatury i odejście od ideologii marksistowsko-leninowskiej nie oznacza jeszcze normalności. Obecnie osiągnęliśmy etap, o którym marzyliśmy w 1980r., tzw. "trzeciej drogi", czyli nie kapitalizm i nie socjalizm. To nic innego jak socjalizm z ludzką twarzą i pozwoleniem na wspólne dojenie kasy państwowej przez kręgi polityki, finansów i gospodarki. |
|
|
Ewaryst Fedorowicz Jest kłopot, bo 99% tzw. „przedstawicieli pracodawców/biznesu” i jak ich tam jeszcze zwał jest wyalienowanych z otaczającej większość (ale wcale nie większość przetaczającą) obywateli III RP rzeczywistości.
To są ludzie, którzy albo od zawsze nie musieli się martwić o sprawy materialne (stary, jeszcze peerelowski układ szczebla najwyższego, średniego , ale i tego podstawowego) albo się nie muszą martwić od momentu dokooptowania ich do koryta po 89’ (ja to nazywam „frasyniukowszczyzna”) czy po 2007 (ja to nazywam „kaplerowszczyzna”).
I oni postulat pracy za pół- czy ćwierćdarmo traktują najpoważniej w świecie.
Byleby tylko ich dochodów/wynagrodzeń to nie uszczupliło.
Mają do tego swojego gęgania klakę dobranych odpowiednio dyżurnych "ekspertów".
Ale jest tez nutka optymistyczna: bo wymiana całości tzw. przedstawicieli pracodawców (na przykład przez nowy rząd, który stwierdzi, że "tym paniom i panom dziękujemy i rozmawiać z nimi nie będziemy") wcale nie musi oznaczać protestu samych pracodawców, którzy są przez tę w dużej mierze samozwańczą czapka nie tyle przykryci, co wręcz przyduszeni i zakneblowani.
A zatem - po wygranych wyborach, przewietrzyć to tałatajstwo :-)
|
|
|
Dawno dawno temu, bo w czasie długich dni strajkowych 1980r. prowadziliśmy z kolegami stoczniowcami dyskusje na tematy wszelakie.
Było wśród nas niemało "działaczy" z ogniem w oczach, przekonanych, że po zwycięstwie strajku, po przyjęciu 21 postulatów, w niedługim czasie nastanie raj w Polsce, w tym i w Szczecinie.
W czasie tym reprezentowałem pogląd, że ustrój kapitalistyczny, o który w rzeczy samej walczyliśmy, przyniesie skutki przez nas nie zamierzone i nawet wtedy nie przewidywane.
Nie wiedząc wówczas jeszcze nic o jakiejkolwiek zasadzie Pareto twierdziłem mianowicie, że to o co walczymy spowoduje m. innymi to, iż wielu z nas pod względem kwalifikacji zawodowych znajdzie się pod kreską możliwości zatrudnienia zawodowego - co też się i spełniło.
Czy tego chcemy czy też nie, ale wspomniana zasada obowiązuje, i w przyszłości zaistnieje sytuacja, w której to 20% ludzi będzie wykonywać 80% pracy społecznie uzytecznej, niezbednej dla utrzymania społeczeństwa jako całości.
Problem w tym co z resztą, co z resztą 80% ludzi, wsród których dla wielu praca jest ważnym składnikiem sensu egzystencji, miernikiem własnej wartości.
Wydaje się, że jedyna nadzieja w tym, że pojawją się nowe potrzeby ludzkie, co do których będzie powszechna zgoda, iż ich zaspokojenie jest konieczne, a to być może, w jakimś tam stopniu pozwoli na zagospodarowanie tych 80%.
Inaczej czarno to widzę. |
|
|
określają warunki życia dla nas, jeśli sami żyją na zupełnie innych zasadach. W tygodniku Do Rzeczy artykuł "Walka o koryto" można poczytać. |
|
|
Przecież mamoniarze nie są w stanie widzieć prawdy, ponieważ pożądania cielesne (posiadanie, seks, władza) odbierają im zdolność widzenia rzeczywistości, oni widzą tylko przedmioty swojego pożądania, a że przed nimi jest przepaść, tego już nie widzą. |