Otrzymane komantarze

Do wpisu: Książki ciekawe, ważne, bulwersujące – zawsze świetne
Data Autor
jazgdyni
@Teresa BochwicWitaj TereniuPodziwiam Ciebie, bo też żyć bez książki nie mogę. Tylko ze mną jest inaczej. Trzydzieści lat pod obcą banderą oznacza, że miałem dostęp tylko do książek anglojęzycznych. I to raczej sensacja i kryminały.Teraz mam stos naszych polskich książek, które pokornie czekają. Jednakże to studiowaniu ważnych rozważań jak słowa św. Augustyna. A generalnie ciągnie mnie do wielkich mędrców, którzy nas ponad pół wieku temu rozpalali nasze emocje. I odkryłem, że jako młodzieniec nie rozumiałem treści tak, jak rozumiem to, powtórnie czytając je dzisiaj. No i wszystko Marka Budzisza - prawdziwego eksperta, a także Od czasu do czasu Rafała Ziemkiewicza.Jednak teraz  polecam książkę Leonarda Mlodinowa, amerykańskiego naukowca, "NIEŚWIADOMY MÓZG". Nadal mnie ciągnie do zdobywania wiedzy. Nigdy nie mam dość.Widzę, że interesujesz się stricte literaturą i wspomnieniami. Już nie mam tyle czasu, gdy teraz tydzień jest, jak w młodości jeden dzień.Pzdrawiam serdecznie
Do wpisu: Autostopem przez PRL. 1966
Data Autor
Teresa Bochwic
Piękna historia. Fakt, na Mazurach piliśmy wodę wprost z jeziora, braliśmy na herbatę z kochera. Nikt się nie zatruł
Teresa Bochwic
Komunizm z ostrą moralnością postkatolicką, ukrywaną wszakże też ostro. 
Dark Regis
Nocowanie razem było zabronione? ;))To nie był komunizm, tylko katolicyzm. Oto dowód z Irlandii: youtu.beA poza tym ludzie z PRL-u to inny gatunek youtube.com 
Mrówka
Chylę czoła przed tak doskonałą pamięcią tamtych wydarzeń.Wspólnie z bratem, na książeczkę autostopowicza wybraliśmy się z Opola na Mazury. Był wczesny poranek lipca połowy lat siedemdziesiątych, wakacje w pełni. Kierowcy, szczególnie pojazdów służbowych, dostawczych, chętnie się zatrzymywali i podwozili, choćby do następnego miasteczka. Kupony ubywały dość szybko. Za Częstochową udało się nam zabrać wypasioną limuzyną, dużym Fiatem 125. Jazda starą Gierkówką okazała się pełna wrażeń, gdy w stojąca w koleinach woda po opadach deszczu wprawiała Fiata w taneczny pląs. Przy wjeździe do Warszawy na jakimś rondzie kierowca nie potrafił z niego zjechać. Oznakowanie zjazdów było żadne, nie wiadomo było w jakim kierunku one podążają. Warszawę musieliśmy pokonać autobusami komunikacji miejskiej. W Na Bielanach okazało się, że zatrzymać jakieś auto graniczyło z cudem. W końcu udało się załapać na skrzyniowego Żuka z drewnianymi ławkami pod brezentową osłoną. Tak dotarliśmy do Mławy i pierwszy dzień wypadu autostopem zakończyliśmy wieczorem rozbijając namiot tuż przy trasie. Drugiego dnia szło dużo gorzej. Przeplatając drobnymi podwózkami dotarliśmy do Olsztyna a stamtąd do Morąga już PKS-em. Kolejne rozbicie namiotu u celu naszej podróży było nad jeziorem Narie. Po latach, odwiedziłem ponownie tamte strony. Niegdyś prawie dziewicze tereny, z krystalicznie czystą woda, dziś są tak skomercjalizowane, że w większości dostęp do linii brzegowej jest niemożliwy bez naruszenia prywatnych terenów. Powiadają, że Warszawka wykupiła Mazury.Mogę potwierdzić, tamte czasy były bezpieczne a ludzie życzliwi i pomocni."To se ne vrati..."
Do wpisu: Niemcy po raz trzeci
Data Autor
Romuald
Dziękuję, poszukam.
Teresa Bochwic
Polecam Panu moje opowiadanie Pieśń wigilijna kilka wpisów niżej
EsaurGappa
Ta sprzeczność wynika raczej z sytuacji geopolitycznej w której znalazły się oba narody,nie ma w tym nic dziwnego że kobiety które to często kierują się pragmatyzmem w postępowaniu,wolały zakopać topór wojenny i budować na nowo relacje pomiędzy narodami,a jednocześnie podświadomy lęk i intuicja podpowiadały że ta niemieckie wymuszone przegraną wojną,przyznanie się do wojny,ta ich sztuczna serdeczność to tylko maska,by uniknąć prawdziwej sprawiedliwości jak i zadośćuczynienia za zbrodnie których się dopuścili jako naród niemiecki.Dziś widzimy jak kończy się pobłażanie złu,zakłamywanie prawdy i relatywizm w imię jakiś komunistyczny idei,za to co dzieje się złego w Europie odpowiadają wciąż te same nacje,które przeklęte są od wielu pokoleń.Ludzie którzy szukają prawdziwej zgody i pokoju, potrafią szczerze wybaczyć, doszukują się w drugim człowieku dobra,ci za to ludzie którzy kierują się tylko i wyłącznie swoim interesem, podlegają prawom odwróconego Dekalogu.  
spike
wolę być tępym pisiorem, niż jak ciebie pieszczotliwie nazwał twój Tyfusk "pojeb..cem". - - - - - - - - sam napisałeś że były to różne ludy, więc także ci, co teraz są Niemcami, a to stwierdzenie historyków, o wrednych germanach, było w kontekście obecnych Niemiec, bo o nich był dok. ile zła uczynili.
tricolour
@SpikeMam taką historię w rodzinie, jak niemiec po ślubie z kuzynką stał sie Polakiem,  a swych ziomków uwaza za durni. Kiedy może opiszę, jak jedzie czterysta kilometrów, by zaraz za granicą kupić polską kiełbasę, a w rzeczywistości,  co czuje i za czym tęskni choć to przez kilkadziesiąt lat nie bylo jego...
tricolour
@esaurNie przepraszaj jeśli nie masz realnego zamiaru przepraszać, a wręcz przeciwnie. To, co ty uważasz za śliskie wtręty to jest zwykła spójność wypowiedzi. Bo autorka sama pisze o miłym weekendzie z Niemcami, radosnym wyjeździe rodziny do nich, do Niemiec, a nawet o braniu pieniędzy od Niemców  na  polski, przeciekający dach. Jakoś nikt sie dojczmarkami nie brzydził i Oświęcim wtedy nie przeszkadzał.To nie są wtręty tylko ciekawość,  jak można napisać tak sprzeczne rzeczy. Mnie by zainteresowało, jak we mnie koegzystuje realna i mająca podstawy niechęć do kogoś wraz z uczuciami - delikatnie mowiac - sympatyzującymi.O to chodzi.
Romuald
Artykuł Pani Bochwic bardzo dobrze oddaje stan, w jakim mógł znaleźć się niemal każdy, kto – świadomie lub nie – miał „opowiedziane” albo przeżyte jako dziecko doświadczenia związane z II wojną światową. Sama jednak dyskusja i przerzucanie się tym, komu bardziej „pasują” Niemcy czy Polacy, niewiele wnosi. Pozwolę sobie dorzucić kilka powszechnych faktów.1. Trauma pokoleniowa nie jest mitem. W wielu przypadkach silniej dotyka drugiego pokolenia niż tych, którzy bezpośrednio przeżyli traumatyczne wydarzenia. Nie jest to tylko powtórzenie tego, co wiem z badań prowadzonych m.in. przez Krakowski Instytut Ekspertyz Sądowych im. Jana Sehna, ale również wnioski z własnych obserwacji i doświadczeń rodzinnych.Od strony ojca – Sybiracy (deportacja od lutego 1940 do lutego 1946).Od strony mamy – oflag dziadka (2 września 1939 – kwiecień 1945) oraz roboty przymusowe babci (styczeń/luty 1940 – kwiecień 1945).Tematów osobistych nie będę rozwijał – prawie każdy, kto ma w rodzinie podobne doświadczenia, mógłby opowiedzieć bardzo zbliżoną historię.2. Kwestia tego, „kto kim jest” w ujęciu Polak/Niemiec – i kto kim się zachwyca – to zupełnie inna sprawa. Przykład z mojej rodziny: moja babcia z Kociewia była robotnicą przymusową u… swoich dwóch stryjów w Berlinie – jednocześnie! Robotnikom przymusowym w Rzeszy nie przysługiwało nawet prawo do korzystania z tramwajów, a oni mieszkali na dwóch krańcach parku w okolicach zoo. Warunki były u nich na tyle złe, że babcia „dobrowolnie” poszła pracować przymusowo do berlińskiego Siemensa.Mimo tego nikt z rodziny w Polsce nie zapisał się na Volksdeutscha. W jej rodzinnej wsi podział przebiegał właściwie po równo: jedni mieli za niewolników własnych krewnych, przedwojenni znajomi wstępowali do Selbstschutzu i zabijali kolegów, z którymi jeszcze niedawno się przyjaźnili. Inni z kolei trafili na Monte Cassino zamiast pod.Po wojnie nie stanowiło dla niej problemu odwiedzanie syna jednego ze stryjów, gdy otwarto ruch graniczny „na dowód” dla mieszkańców strefy przygranicznej (Lubsko). Większym problemem było minięcie Wachmanna w Guben. Z jakiegoś powodu Niemcy pozostawili krój mundurów i postawę zasadniczą niemal bez zmian – i to właśnie babcia bardzo mocno przeżywała.Temat Pani artykułu jest bardzo ciekawy. Chętnie przeczytam kolejne.
wielkopolskizdzichu
"o germanach, którzy byli zaciągnięci do legionów, to pisali już starożytni rzymianie w pismach do Cezara, że to plemię jak żadne inne, jest wyjątkowo wredne i okrutne, nikogo nie oszczędzą" 1. Rzymianie to byli za to milusi.2. Germanami nazywano wszystkie ludy na wschód od Renu i na północ od dolnego Dunaju.Kojarzyć ich z Niemcami, którym powiedziano że są Niemcami dopiero za czasów Bismarcka może tylko tępy pisior. 
Kazimierz Koziorowski
o ocenę układu interpersonalnego reprezentantek narodu ofiar z osobami które prawdopodobnie miałyby w sprawie wiele za uszami mógłby się pokusić dobry psycholog.po latach okazuje się że weteranów prawie nieszkodliwego africa korps jest wielokrotnie więcej niż ta formacja liczyła.dla mnie relacja autorki jest kolejnym potwierdzeniem postrzegania pozazmysłowego. kolejnym, bo mógłbym opowiedzieć trzy podobne historie, też związane z zabudowaniami i terenami na których działa się okrutna historia wojenno-okupacyjna lat 39-45+wypady czysto turystyczne, bez żadnego kontekstu historycznego, a jednak coś mogło być na rzeczy, jakoś utrwalone w tamtych miejscach.dwa przypadki - wyrwanie ze snu z niezwykłymi marami sennymi w budynkach w których musiała się dziać ponura historia lat 39-45. trzeci przypadek, nastolatka przybyła na obóz harcerski przedstawiła realistyczną wizję gehenny czasu wojny w tym miejscu, jakiej doświadczyła podczas pierwszej nocy. 
EsaurGappa
Przepraszam że się wtrącam,mam tylko jedno pytanie czy taki germanofil jak ty,nie potrafi sprytniej kontrolować swoje śliskie wtręty,które jednoznacznie obanażają to że ma płacone zapewne w euro,za swoją wieloletnią lojalną pracę na rzecz IV Rzeszy? 
spike
Z Niemcami różnie bywa, jak w każdym narodzie. Miałem sąsiadów z "pochodzenia" żydzi, nasze stosunki towarzyskie były prawie jak rodzinne, nigdy nie poróżniło nas wyznanie wiary, pracowałem też z załogą "polskich" Niemców, na początku jak się pojawiałem, milkli, albo mówili po niemiecku, ale z czasem nasze stosunki zmieniły się 180 st. nawet wspólnie obchodziliśmy różne okolicznościowe święta. Mam wielu przyjaciół w Niemczech, ale coś ich ciągnie do Polski, interesują się Polską, nigdy nie słyszałem z ich strony złego słowa o Polsce, często rozmawiamy telefonicznie o sprawach Polski, jak się okazuje, wielu ogląda Trwam!
tricolour
Tak, Spike,  masz rację, jest też o Niemcach.I jest też o mamie i cioci pani Teresy, które radośnie z Niemcami korespondowały i się odwiedzały choć z pewnością pamiętały wojnę. To byłby ciekawy i pouczający wątek gdy wymowa całej opowieści jest tak emocjonalnie antyniemiecka.Przyznam, ze w pierwszej wersji mego komentarza użyłem słowa "fobia" właśnie na skutek tego rodzinnego dysonansu: raz przemiły weekend, raz czekanie świtu w kucki.
spike
ale jak jest o stosunku do Niemców, to i o Niemcach, co? - - - - - - - - - - -- - a tak przy okazji, o Niemcach, właściwie o germanach, którzy byli zaciągnięci do legionów, to pisali już starożytni rzymianie w pismach do Cezara, że to plemię jak żadne inne, jest wyjątkowo wredne i okrutne, nikogo nie oszczędzą, mnie to o tyle zaskoczyło, że o tym już wiedziano tys. lat temu.
tricolour
To nie jest opowiadanie o Niemcach tylko o Pani stosunku do Niemców. 
EsaurGappa
Są na tym świecie ludzie którzy z powodu jakiegoś grzechu,zaniedbania czy też kłamstwa spać nocami nie mogą,gdy wyrzuty sumienia doskwierają tak bardzo,że człowiek bije się z myślami do bólu prawie rzeczywistego.Są na tym świecie ludzie którzy nie mają żadnych skrupułów,hodowani przez całe stulecia na podobieństwo bliżej nieokreślonej istoty.Idą z uśmiechem po trupach do wyznaczonych im celów,dla nich bogactwo tego świata,mordować  gwałcić zniewalać,składają ofiary swemu bóstwu.Coś w nocy waliło wściekle we wrota przyszłości,słychać było odgłosy jakby z najmroczniejszych zakamarków piekła,nastała trwoga która skradła ciszę,...kto posiada klucze ?
NASZ_HENRY
A jakie senne zmory musieli mieć byli więźniowie niemieckich obozów koncentracyjnych 🖤
Do wpisu: Media a niepodległość (tekst z 1993 roku, a jaki aktualny)
Data Autor
mada
Wielkopolski a raczej małoniemieckizdzichu nie może wybaczyć swemu dziadkowi że przegrał z powstańcami wielkopolskimi.I ogłasza ty cały czas powstanie małoniemieckie.
Marek Michalski
"Celem manipulacji - obojętne, sformułowanym czy nie - jest rozbrojenie władz poznawczych czytelnika, widza, słuchacza, wytworzenie w nim stanu podatności emocjonalnej na przyjęcie nowego, fałszywego obrazu świata, czyli przygotowanie go do chorego myślenia."Klasycznym już przykładem była pandemia. Innym klimatyzm. W pandemii zarządzano głownie strachem, a przekupywano za udział w organizowaniu. W klimatyzmie przekupywano nie tylko ekspertów, czy górników za rezygnację z ciężkiej pracy, ale też wszystkich skłonnych kupować samochody elektryczne, pompy ciepła i fotowoltaikę, bo  kłamstwo "planeta płonie" nie budziło tej skali emocji. Wniosek brzmi: nie jest możliwa w Polsce obecna forma demokracji, bo demokratyczna większość nie jest zdolna do podejmowania świadomych decyzji w sprawach ogółu.Wbrew pozorom nie oznacza to żadnej tragedii. Receptą jest demokracja bezpośrednia, czyli głosowanie w swoich sprawach na swój koszt, a nie emocjonalne pasożytnictwo z uszczęśliwiania świata na koszt bliźnich.
wielkopolskizdzichu
" Sądzę, że sowietyzacja głębiej dotknęła środowisko dziennikarskie, niż sądziliśmy. "Święta racja. Jak się ogląda i słucha  "redaktorów" z TV Republika to przypominają się czasy najciemniejszej komuny. 
NASZ_HENRY
Tekst aktualny lecz archiwalny, tfu archiwalny lecz aktualny🌼