Otrzymane komantarze

Do wpisu: Gdyby PRL miał Bitcoina...
Data Autor
u2
"Gdy­by wte­dy ist­niał Bit­co­in, ca­ły PRL roz­padł­by się znacz­nie szyb­ciej."BTC jest używany np. w Wenezueli,  bo nie można ustalić kto wpłacił kasę. Ale reżim w Wenezueli ma się dobrze. Ba, nawet prowadzi akcje zaczepne w internecie. Więc nie jestem pewien, że BTC obaliłby reżim PRL. To raczej dogadanie się Gorbiego i Reagana obaliło komunę w PRL. Nikt nie przypuszczał po stanie wojennym, że komuna tak szybko runie, oprócz kilku wtajemniczonych. Jaruzel i Kiszczak dobrali sobie podatnych do zgody opozycjonistów i z nimi negocjowali przekazanie władzy. Paru księży bezpieka zabiła, aby postraszyć opozycjonistów i byli bardziej skorzy do zgody. Ale okrągły stół przebiegł w miarę bezkrwawo. 
Grzegorz GPS Świderski
Mam kolegę, który w czasach PRL-u jechał taksówką z dolarami, by kupić samochód. Był jeszcze młody i głupi, więc powiedział o tym taksówkarzowi, a nie wiedział jeszcze, że taksówkarze to konfidenci. Na miejscu, zanim doszło do transakcji, przyszła milicja i mu całą kwotę odebrała. Od tego momentu do dziś wszystko robi nielegalnie i potajemnie.
NASZ_HENRY
..,.,.,,. .... W maju 2021 roku chiński rząd ogłosił, że wszystkie transakcje związane z kryptowalutami są nielegalne. Tak też by było w PRLu 😉
Do wpisu: Kryptowaluta – pieniądz, którego państwo się boi
Data Autor
Dark Regis
Jest coś znacznie lepszego niż kryptowaluty, które są już koncepcją nieco przestarzałą, mało bezpieczną, politycznie niepoprawną, czyli aktywnie tępioną i energochłonną. Idzie szybkimi krokami nowa era AI-driven network, już nawet nie Web 3.0 choć oparta na sieciach semantycznych i agentach AI, nowy model detekcji intruzów, "hologramy" i dane nie dające się ani ukraść ani zniszczyć bez koordynacji ataku w wielu lokacjach ;) Na razie nie zdradzę więcej szczegółów, ale dzisiejsza rozmowa była bardzo owocna. Szkoda tylko, że stara idea programów antywirusowych odchodzi już bezpowrotnie do lamusa. Teraz w sieci zaczęły działać botnety oparte na AI i to one głównie okradają portfele. Ataki fileless przez przeglądarki i inne oprogramowanie połączone do sieci. Szczegóły w "Joe Sandbox". Tak więc będzie nowe. A wszystko dzięki dawno zapomnianej rozmowie "O ważeniu kul" :D To niestety nie jest temat dla każdego, bo wymaga znajomości wielu dziedzin, w tym kilku działów matematyki i informatyki, więc raczej nie odbędzie się tu klasyczna dyskusja "dyletantów".
Do wpisu: Matematyka zamiast banku centralnego!
Data Autor
Grzegorz GPS Świderski
Tak, ton argumentów ad personam zdradza więcej emocji niż zrozumienia. Warto ich unikać, bo to nie tylko błąd erystyczny, ale i forma samoponiżenia.Zauważam próby rozmycia różnic ontologicznych, sprowadzając problem do funkcji. Jednak pieniądz to nie tylko instrument wymiany — to architektura rynku i narzędzie władzy. I tu właśnie leży przepaść między MeFo a Bitcoinem.MeFo nie był żadną kryptowalutą analogową, tak jak dzisiejsze CBDC nie są kryptowalutami. MeFo był pieniądzem dłużnym, którego wartość wynikała z dekretu państwa i ze strachu przed niewypłacalnością wobec aparatu władzy. Zaufanie nie było efektem rynku — było produktem przymusu politycznego. W istocie MeFo było prototypem współczesnych CBDC: scentralizowanym narzędziem obejścia prawa i finansowania państwowego długu.Bitcoin natomiast jest anty-MeFo. To pieniądz, w którym zaufanie nie wynika z autorytetu, lecz z matematycznej niemożności fałszerstwa. W MeFo trzeba było wierzyć, że minister wykupi weksel — w Bitcoinie nie trzeba wierzyć nikomu: wystarczy sprawdzić kod.To prawda, że obie formy tworzą płynność poza głównym systemem — ale MeFo robiło to dla systemu, by go utrzymać przy życiu, a Bitcoin poza systemem, by go zastąpić.Schacht łatał dług. Nakamoto zlikwidował dłużnika. I dlatego jeden zapisał się w historii jako księgowy państwa totalitarnego, a drugi jako twórca pierwszego wolnego pieniądza w dziejach.Dolar, MeFo, złotówka, CBDC, euro — to różne nazwy tego samego zjawiska: państwowego pieniądza fiducjarnego, który istnieje tylko dzięki przymusowi politycznemu i może być dowolnie psuty inflacją przez decydentów. To wciąż ten sam model: centralna kontrola pod zmienionym logo. Gdy te waluty zostaną wyparte przez kryptowaluty, staną się całkowicie bezwartościowe — bo nie mają żadnej wartości użytkowej, w przeciwieństwie do złota czy kodu programu.Kryptowaluty to niezależny, rozproszony, cyfrowy, informatyczny mechanizm mający wiele zastosowań praktycznych — możliwy do użycia jako waluta, której nie da się zepsuć inflacją. To kompletnie inna jakość. I nawet jeśli nikt nie będzie ich używał do rozliczeń handlowych, pozostaną jednym z najważniejszych wynalazków w historii ekonomii, bo mają wiele zastosowań.
mjk1
Z przyjemnością przyjmuję pańską polemikę, choć muszę zauważyć, że jej ton zdradza więcej emocji niż zrozumienia. Otóż ani ja, ani nikt rozsądny nie twierdzi, że weksle MeFo były technicznym odpowiednikiem Bitcoina tak jak nikt, porównując karetę z samochodem, nie mówi, że oba mają ten sam napęd. Porównanie dotyczy funkcji ekonomicznej, nie technologii.Weksle MeFo pełniły bowiem dokładnie tę samą rolę, jaką dziś pełnią kryptowaluty w ideologicznym ujęciu ich zwolenników: były próbą obejścia oficjalnego systemu pieniężnego. Schacht, chcąc ominąć ograniczenia Reichsbanku, stworzył quasi-pieniądz krążący równolegle, akceptowany przez rynek nie dlatego, że miał pokrycie w złocie, lecz dlatego, że uczestnicy systemu mu ufali. I tu właśnie leży analogia — nie w blockchainie, lecz w mechanizmie zaufania zastępującego formalny pieniądz.Pisze Pan o „ontologicznej różnicy” między MeFo a Bitcoinem. Owszem, jest różnica, ale nie tam, gdzie ją Pan wskazuje. Schacht tworzył zaufanie polityczne, Nakamoto – matematyczne. Ale w obu przypadkach mówimy o narzędziu tworzenia płynności poza systemem. Oba powstały w reakcji na tę samą chorobę: brak pieniądza w obiegu w stosunku do realnej produkcji.Kto więc naprawdę rozumie historię pieniądza, ten widzi, że MeFo było prekursorem nie technologii, lecz idei alternatywnego pieniądza, w pewnym sensie „kryptowalutą analogową”. I nie trzeba tu żadnej erystyki, wystarczy elementarna wiedza ekonomiczna, by dostrzec, że każde takie rozwiązanie, czy to papierowe, czy cyfrowe, jest próbą wypełnienia tej samej luki: braku równowagi między wartością a płynnością.Zatem nie chodziło o to, czym MeFo było, lecz po co powstało. I w tym sensie – tak, było pierwszym historycznym przykładem tworzenia „pieniądza z niczego”, akceptowanego dzięki społecznemu zaufaniu. A czy owo zaufanie opiera się na dekrecie, czy na algorytmie, to już tylko kwestia epoki i technologii, nie istoty rzeczy.
Grzegorz GPS Świderski
Zgoda — plusy jazdy konnej nie powinny zasłonić nam minusów jeżdżenia samochodem. Dlatego ciągle są ludzie, którzy jeżdżą konno, a nawet mają bryczki i karaty! Mało tego, są też żeglarze pływający na żaglach w ogóle bez silników. Są też miłośnicy płyt winylowych i mieczy ze stali damasceńskiej. Więc nie ma obawy, że jakiekolwiek minusy cokolwiek ludzkości przysłonią — wszystko, co ma plusy, będzie kultywowane, nawet jeśli ma jeszcze więcej minusów. Więc nie ma obawy: kryptowaluty nigdy nie wyprą złota, tak jak rakiety nie wyparły szybowców.
Grzegorz GPS Świderski
Ten ko­men­ta­rz to kla­sycz­ny przy­kład ery­stycz­ne­go sa­mo­za­ora­nia. To pró­ba zdys­kre­dy­to­wa­nia roz­mów­cy, za­rzu­ca­jąc mu brak wie­dzy, gdy sa­me­mu po­peł­nia się fun­da­men­tal­ny błąd świad­czą­cy o kom­plet­nym nie­zro­zu­mie­niu te­go, czym są kryp­to­wa­lu­ty. Po­rów­na­nie Me­Fo do kryp­to­wa­lut to jak twier­dzić, że sa­mo­chód to ka­re­ta, bo ma­ją czte­ry ko­ła. Ale sa­mo­chód ma sil­nik spa­li­no­wy i to go czy­ni czymś kom­plet­nie róż­nym od ka­re­ty, tak jak kryp­to­wa­lu­ty ma­ją block­cha­in i kryp­to­gra­fię, co czy­ni je kom­plet­nie czymś in­nym niż wa­lu­ty opar­te na za­ufa­niu do lu­dzi. Lu­dziom nie na­le­ży ufać, a ma­te­ma­ty­ce moż­na, gdy się ją ro­zu­mie.  Za­rzut: „nie zna Pan hi­sto­rii pie­nią­dza” nie je­st ar­gu­men­tem — to atak ad per­so­nam, czy­li chwyt uży­wa­ny wte­dy, gdy koń­czą się me­ry­to­rycz­na wie­dza, a za­czy­na­ją się nie­zdro­we emo­cje i brak ele­men­tar­ne­go wy­cho­wa­nia. Za­le­cam więc przed ta­ką dys­ku­sją do­wie­dzieć się naj­pierw, co to są kryp­to­wa­lu­ty i czym je­st block­cha­in.  Przy oka­zji: gdy ktoś za­czy­na po­le­mi­kę od zda­nia o sztucz­nej in­te­li­gen­cji udo­wad­nia­ją­cej ab­sur­dy, zdra­dza je­dy­nie, że nie po­tra­fi udo­wod­nić ni­cze­go sa­mo­dziel­nie. Za­le­cam nie udo­wad­niać ab­sur­dów. Naj­pierw się my­śli, po­tem pi­sze.  Otóż róż­ni­ca mię­dzy we­ksla­mi Me­Fo a kryp­to­wa­lu­tą je­st za­sad­ni­cza — nie tech­nicz­na, tyl­ko struk­tu­ral­na i on­to­lo­gicz­na. Me­Fo by­ły na­rzę­dziem ukry­te­go dłu­gu pań­stwo­we­go — me­cha­ni­zmem po­zwa­la­ją­cym Re­ichs­ban­ko­wi fi­nan­so­wać zbro­je­nia po­za li­mi­tem bu­dże­to­wym. Ich war­to­ść wy­ni­ka­ła z de­kre­tu i przy­mu­su pań­stwa, nie z ma­te­ma­ty­ki. To by­ła for­ma cen­tra­li­za­cji, nie de­cen­tra­li­za­cji.  Kryp­to­wa­lu­ta to od­wrot­no­ść Me­Fo — brak emi­ten­ta, brak dłu­gu, brak in­sty­tu­cji gwa­ran­tu­ją­cej wy­kup. To nie we­ksel pań­stwo­wy, le­cz in­for­ma­tycz­ny pro­to­kół za­ufa­nia roz­pro­szo­ne­go. W Me­Fo za­ufa­nie wy­ni­ka­ło z przy­mu­su, w Bit­co­inie – z ma­te­ma­tycz­ne­go bra­ku moż­li­wo­ści nad­uży­cia. Me­Fo wy­ma­ga­ło za­ufa­nia do wła­dzy, Ethe­reum za­ufa­nia do do­wo­du ma­te­ma­tycz­ne­go. Nie­mniej na­wet za­ufa­nia nie trze­ba, gdy się ma­te­ma­ty­kę ro­zu­mie i wie, co je­st w niej nie­zbi­cie udo­wod­nio­ne.  Schacht stwo­rzył sztucz­ny pie­nią­dz kre­dy­to­wy, któ­re­go ist­nie­nie za­le­ża­ło od cią­głej eks­pan­sji go­spo­dar­ki wo­jen­nej. Block­cha­in two­rzy na­tu­ral­ny pie­nią­dz z ogra­ni­czo­nym wo­lu­me­nem, któ­re­go po­daż nie za­le­ży od wo­li emi­ten­ta ani od wzro­stu dłu­gu. Me­Fo by­ło na­rzę­dziem in­fla­cji po­li­tycz­nej, kryp­to­wa­lu­ta je­st na­rzę­dziem an­ty­in­fla­cji struk­tu­ral­nej.  W isto­cie więc Me­Fo to hi­sto­rycz­ny przy­kład fał­szy­wej de­cen­tra­li­za­cji — ukry­te­go pań­stwo­we­go ste­ro­wa­nia pod płasz­czy­kiem ryn­ko­we­go in­stru­men­tu. Bit­co­in to od­wrot­no­ść te­go me­cha­ni­zmu: praw­dzi­wa de­cen­tra­li­za­cja, w któ­rej wła­dza nad pie­nią­dzem zo­sta­je cał­ko­wi­cie ode­bra­na pań­stwu i w ogó­le ko­mu­kol­wiek.  Schacht był spryt­nym al­che­mi­kiem dłu­gu. Na­ka­mo­to je­st ma­te­ma­ty­kiem wol­no­ści. I mię­dzy jed­nym a dru­gim le­ży ta sa­ma róż­ni­ca, co mię­dzy ka­mie­niem fi­lo­zo­ficz­nym a fi­zy­ką kwan­to­wą.  Dla po­rząd­ku war­to przy­po­mnieć, że ist­niał w hi­sto­rii przy­pa­dek znacz­nie bliż­szy kryp­to­wa­lu­tom niż Me­Fo. W 1932 ro­ku w au­striac­kim mia­stecz­ku Wörgl bur­mi­strz wpro­wa­dził wła­sny pie­nią­dz lo­kal­ny dzia­ła­ją­cy po­za kon­tro­lą ban­ku cen­tral­ne­go. Nie był to pie­nią­dz opar­ty na dłu­gu, le­cz na do­bro­wol­nym za­ufa­niu spo­łecz­no­ści i re­al­nej wy­mia­nie dó­br — za­pro­jek­to­wa­ny tak, by za­chę­cać do ob­ro­tu, a nie do gro­ma­dze­nia. To był od­wró­co­ny przy­pa­dek pra­wa Ko­per­ni­ka–Gre­sha­ma: „zły” pie­nią­dz, któ­ry szyb­ko krą­żył, wy­pie­rał „do­bry”, któ­ry słu­żył do te­zau­ry­za­cji. Obieg ty­ch kwi­tów po­bu­dził go­spo­dar­kę tak sku­tecz­nie, że zo­stał za­ka­za­ny przez cen­tra­lę w Wied­niu. Sys­tem dzia­łał, bo opie­rał się na me­cha­ni­ce za­ufa­nia od­dol­ne­go, nie na de­kre­cie wła­dzy.  Je­śli więc już szu­kać po­przed­ni­ka Bit­co­ina w hi­sto­rii — bez ma­te­ma­ty­ki i kom­pu­te­ro­we­go al­go­ryt­mu — to nie w mi­ni­ste­rial­ny­ch we­ksla­ch Schach­ta, le­cz wła­śnie w tym ma­łym mia­stecz­ku w Ty­ro­lu, gdzie ma­te­ma­ty­ka eko­no­mii spo­łecz­nej wy­gra­ła eko­no­micz­nie z wła­dzą, ale prze­gra­ła po­li­tycz­nie.  I jesz­cze jed­no war­to za­uwa­żyć: otóż Me­Fo by­ło w isto­cie pier­wo­wzo­rem dzi­siej­szy­ch CBDC — cy­fro­wy­ch wa­lut emi­to­wa­ny­ch przez ban­ki cen­tral­ne, któ­re ma­ją peł­nić funk­cję no­wo­cze­sne­go pie­nią­dza, a w rze­czy­wi­sto­ści są tyl­ko bar­dziej pre­cy­zyj­nym na­rzę­dziem kon­tro­li i za­dłu­ża­nia spo­łe­czeń­stwa. Za­rów­no Me­Fo, jak i CBDC opie­ra­ją się na tej sa­mej lo­gi­ce: za­stą­pie­niu za­ufa­nia spo­łecz­ne­go przy­mu­sem sys­te­mo­wym pań­stwa, czy­li apa­ra­tu ter­ro­ru.  W obu przy­pad­ka­ch wła­dza nie zni­ka, tyl­ko ukry­wa się za tech­no­lo­gicz­ną fa­sa­dą. Schacht uży­wał pa­pie­ro­wy­ch we­ksli, współ­cze­sny bank cen­tral­ny uży­wa ko­du. Róż­ni­ca je­st ko­sme­tycz­na, isto­ta ta sa­ma: peł­na cen­tra­li­za­cja i ab­so­lut­na ob­ser­wo­wal­no­ść i ste­ro­wal­no­ść obie­gu pie­nią­dza.  Kryp­to­wa­lu­ty re­pre­zen­tu­ją do­kład­nie prze­ciw­ny bie­gun: brak cen­trum, brak dłu­gu, brak wła­dzy nad emi­sją. To dla­te­go apa­rat pań­stwo­wy tak pa­nicz­nie re­agu­je — bo po raz pierw­szy po­wstał sys­tem fi­nan­so­wy, któ­re­go nie da się zna­cjo­na­li­zo­wać.
mjk1
Postaram się jak najdelikatniej, żeby Pana nie urazić. Najpierw uwaga ogólna. Sztuczna inteligencja jest fantastycznym wynalazkiem i jest bardzo pomocna w wielu przypadkach. Nie potrafi jednak jednego. Nie potrafi zastąpić wiedzy, choć potrafi "udowodnić" każdy absurd a tak przynajmniej się wydaje tym, którzy tej wiedzy nie posiadają. To tylko taka ogólna uwaga i proszę absolutnie nie brać tego do siebie. Do rzeczy jednak.Próbuje Pan zbawić świat, łącząc szkołę austriacką z kryptowalutami  a na moje pytanie o kryptowalutę III Rzeszy, otrzymałem odpowiedź, którą trudno potraktować poważnie w świetle pańskich dotychczasowych rozważań:„III Rzesza nie miała kryptowalut, bo nie było wtedy Internetu.”Brzmi to mniej więcej jak stwierdzenie, że Rzym nie miał gospodarki, bo nie znał elektryczności. Taka odpowiedź pokazuje niestety, że nie rozumie Pan ani ekonomii, ani historii pieniądza. Przykro mi, ale nie ma Pan wiedzy na ten temat.Bo oto właśnie III Rzesza stworzyła w latach 30. system finansowy, który był w pewnym sensie prekursorem idei kryptowaluty, bez Internetu, bez blockchaina, ale z tą samą logiką: obieg równoległy wobec oficjalnego pieniądza, oparty na zaufaniu i umowie między uczestnikami.Mam na myśli weksle MeFo, genialny (i niebezpieczny) wynalazek Hjalmara Schachta. Formalnie były to zobowiązania prywatnej spółki „Metallurgische Forschungsgesellschaft” (MeFo), w praktyce – narzędzie do drukowania pieniądza poza kontrolą Reichsbanku. Przedsiębiorstwa dostarczające towary dla państwa otrzymywały zapłatę w tych właśnie wekslach, które można było wymieniać między firmami lub dyskontować w bankach.Innymi słowy – MeFo były tokenami zaufania, emitowanymi poza systemem, wymienialnymi, działającymi w zamkniętym ekosystemie i mającymi realną wartość, dopóki państwo gwarantowało ich wykup. Brzmi znajomo? To dokładnie ta sama logika, na której dziś opiera się większość kryptowalut z tą różnicą, że zamiast blockchaina była pieczęć ministerstwa.Różnica polega tylko na tym, że Schacht rozumiał mechanikę pieniądza, a nie jego fetysz. Nie potrzebował Internetu, by wiedzieć, że pieniądz to nie technologia, lecz umowa społeczna. To zaufanie, nie algorytm, nadaje mu moc obiegową.Dlatego, gdy ktoś dziś twierdzi, że „bez Internetu nie byłoby alternatywnego pieniądza”, zdradza po prostu brak zrozumienia, czym pieniądz jest w istocie. MeFo pokazały, że można stworzyć równoległy, pozabankowy system finansowy, który działał skuteczniej niż jakikolwiek altcoin, aż do momentu, gdy ujawnił swoją cenę: gospodarkę opartą na długu i zbrojeniach.Paradoksalnie więc, gdyby znał Pan historię MeFo, mógłby Pan podać III Rzeszę jako pierwszy praktyczny przykład kryptowaluty, tylko że wtedy musiałby Pan przyznać, że kryptowaluta nie zbawia świata. Tak jak MeFo nie zbawiły Niemiec, tylko przyspieszyły katastrofę.
tricolour
Owszem, możemy pójść dalej i cofnąć się do Adama i Ewy, którzy bez wstydu chodzili nago do czasu sięgnięcia po owoce drzewa wiadomości.Mnie bardziej chodzi o to - jak w filmie Barei, gdzie się mówi, że jedzecie do kraju kapitalistycznego, który ma jakieś tam plusy - by te plusy nie przesłoniły nam minusów.
Grzegorz GPS Świderski
Nie było wtedy jeszcze Internetu. To tak jakby pytać jak Rzym zdołał się rozwinąć, nie znając maszyny parowej.
mjk1
To jak ta III Rzesza dała radę tak mocno się rozwinąć bez jakiejkolwiek kryptowaluty? Ma Pan jakąś teorię na ten temat?
Grzegorz GPS Świderski
Tak, prąd, komputery i łączność muszą być — gdy ich nie ma, pozostaje tylko złoto. Ale w tym możemy iść dalej — złoto też jest zbędne. Gatunek homo sapiens 90% swojego istnienia przeżył jako łowca-zbieracz i w ogóle nie potrzebował żadnego pieniądza, bo nie potrzebował handlu — wszystko, czego potrzebował, zapewniało 150-osobowe stado. W ogóle pojęcie własności nie było potrzebne. No i co z tego? Jak znikną autostrady, to będzie trzeba wrócić na konie, by bezdrożami się poruszać. Czy to znaczy, że drogi i samochody są zbędne, albo, że konie są lepsze? W Ameryce nawet koni nie mieli, a jakoś żyli i mieli dłużej trwające cywilizacje niż nasza. Bez sensu jest oceniać dzisiejszy system finansowy z punktu widzenia survivalu. Survivalowiec woli krzesiwo od złota.
tricolour
Rozumiem, jednakże nie o to chodzi.Chodzi o to, że takie złoto nie potrzebuje niczego więcej do swego istnienia. Natomiast pieniądz elektroniczny potrzebuje nośnika, by istniał. Wymieniłeś cały zespół przedmiotów, jedne mogą zastępować drugie, ale dalej coś musi być, by na tym "stał" pieniądz elektroniczny, a bez tego czegoś - nie istniał.Nie deprecjonuję walut typu Bitcoin tylko zwracam uwagę, że wymagają specyficznego środowiska do swego istnienia. Wyobraź sobie, że używasz dziś banknotu, którego wartość zależy od naładowania akumulatora w banknocie, a nie masz przy sobie ładowarki...
Grzegorz GPS Świderski
Nic o inwestowaniu w kryptowaluty nie pisałem. Ale zwróciłem uwagę na to na wyższym poziomie w podrozdziale: Zmien­no­ść, spe­ku­la­cja i wo­lu­men. Złoto nigdy nie było źródłem bogactwa — było tylko instrumentem jego pomiaru. Rezerwy złota II RP nie były wynikiem bogactwa, lecz konserwatywnej polityki monetarnej, mającej utrzymać wartość złotego po reformie Grabskiego. Polska oszczędzała w złocie, Niemcy inwestowały w przemysł, technikę i organizację państwa. Efekt był taki, że bogatszy był ten, kto potrafił produkować, nie ten, kto trzymał rezerwy.Złoto nie jest bogactwem, tak jak banknot nie jest majątkiem. To tylko token zaufania — wtedy kruszcowy, dziś może być kryptograficzny. Kryptowaluta, jeśli jest dobrze zaprojektowana, pełni tę samą funkcję, którą złoto pełniło przez tysiąclecia: ogranicza władzę emitenta i chroni przed fałszem wartości. Skąd bierze się bogactwo? Nie z kruszcu, tylko z kapitału intelektualnego, pracy, organizacji, współpracy, handlu, produkcji, wolności gospodarczej i zaufania.
Grzegorz GPS Świderski
Na Ukrainie mają wojnę, elektrownie im bombardują, a kryptowalut mogą nadal używać swobodnie. Jedyne co może zlikwidować Internet, to globalna wojna atomowa, która zniszczy wszystkie komputery na globie. Ale wtedy złoto też nie będzie nic warte.Kryptowaluty wciąż mają wiele wad, ale to są wady przygodne, a nie immanentne. Rozwój technologii powoli wyeliminuje wszystkie te wady. Problem prądu i sieci przesyłowych zlikwiduje internet satelitarny i baterie słoneczne. Już dziś można sobie wybudować bardzo tanio całkowicie autonomiczny dom na kompletnym odludziu (czy jacht na oceanie) i mieć własne źródła prądu wystarczające do zasilania tableta i zestawu Starlink. 
tricolour
@gpsWymieniając zalety kryptowalut pominąłeś jedną (też wymienioną) cechę złota - trwałość. Kryptowaluta istnieje wyłącznie wtedy gdy - kolokwialnie mówiąc - mamy zasilanie. Wyłączamy Bełchatów i pół Polski nie ma bitcoina i nie kupi chlebka.
mjk1
Jak już wspomniałem wcześniej nie będę wchodził w  ten temat bo to manipulacja. Ja tylko przestrzegam przed inwestowaniem w kryptowaluty, ale zgodnie z zasadą, że chcącemu nie dzieje się krzywda, nikomu nie mogę tego zabronić.Jednak w związku z wpisem i rolą złota, jako gwaranta stabilności waluty, zadam Panu  tylko jedno proste pytanie".We wrześniu 1939 r. Polska miała czterokrotnie większe rezerwy złota niż dwa razy bogatsza III Rzesza. Skąd wzięło się to bogactwo? Jeżeli nie ze złota, to może z kryptowaluty? Jak Pan uważa?
Do wpisu: Świadomość to nie ciało, lecz forma informacji
Data Autor
Grzegorz GPS Świderski
Zachwyt nad światem jest możliwy dzięki rozumowi, a nie dzięki emocjom. Zachwyt to nie biochemiczna czy jakaś duchowa ekscytacja, lecz akt poznania — zdolność rozpoznania ładu, harmonii i sensu. Emocja jest tylko jego iskrowym objawem w ciele.Nie neguję emocji — piszę tylko, że są efektem ubocznym procesów poznawczych, nie ich źródłem. To nie strach rodzi świadomość zagrożenia, lecz świadomość zagrożenia rodzi strach. Nie miłość tworzy więź, lecz zrozumienie jej wartości.Eksperyment Calhouna pokazuje nie upadek emocji, lecz rozpad struktury informacyjnej społeczeństwa. Gdy system komunikacji staje się zdegenerowany, emocje nie znikają — tylko degenerują się w formy patologiczne: kompulsje, agresję, apatię.Tak samo człowiek z małym ekranikiem nie traci emocji przez brak duszy, tylko dlatego, że jego strumień informacyjny stał się chaotyczny, pozbawiony hierarchii i sensu. To głównie przez emocje człowieka zatraca się w gapieniu na ten ekranik. 
Do wpisu: Pieniądz, państwo i mit wspólnej miary
Data Autor
Grzegorz GPS Świderski
Z wszystkich tych, którzy nie mają racji, najbardziej racji nie mają marksiści i keynesiści. O tym i o kryptowalutach napisałem i napiszę jeszcze nie jedną notkę. To rzeczywiście wygląda na niekończący się spór, ale nie nasz, ale w ogóle całego głównego nurtu makroekonomii. Niemniej wielokroć lepiej jest toczyć takie spory w publicznym dyskursie politycznym w Polsce, niż się spierać o to, co powiedział czy zrobił Tuska, a co Kaczyński i ich socjaldemokratyczne formacje polityczne. Spór między różnymi odmianami socjaldemokratów zawsze będzie jałowy i musi się sprowadzić do emocjonalnych sporów personalnych, co dla gospodarki jest destrukcyjne. Spór marksizmu-keynesizmu z misesizmem-rothbardyzmem jest wielokroć bardziej twórczy i konstruktywny.
Grzegorz GPS Świderski
O tym właśnie jest mój wpis.
mjk1
Nie chcę polemizować i wchodzić w niekończące się spory. Nadmienię tylko, że generalnie Austriacy się mylili a bliżej właściwej diagnozy byli Marksiści i Keynesiści, ale ani jedni ani drudzy nie znaleźli właściwego rozwiązania. Rozwiązaniem nie są też kryptowaluty, ani złoto, co sugeruje Rolnik z Mazur, Żeby to jednak wykazać musimy wrócić całkowicie do podstaw a więc systemowego baraku bilansu kapitalizmu. Mam już koncepcje cyklu takich wpisów. aby każdy mógł zrozumieć gdzie tkwi błąd i jak go rozwiązać nie wchodząc za głęboko w żadne teorie ekonomiczne. Taka ekonomia dla prostego człowieka. Będę rad, jak włączy się Pan do dyskusji. Pozdrawiam.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@gps"Tylko złoto jest pieniądzem, cala reszta to papiery dłużne " byly szef FEDPieniądz powstał w momencie, gdy ludzie zaczęli prowadzić osiadły tryb życia i do tego żadne państwo nie było potrzebne.Generalnie wszystko może byc pieniądzem.W południowych Stanach Ameryki przez prawie dwieście lat pieniądzem był tytoń.Wszystkie teoretyczne rozprawy na temat pieniądza służą raczej zaciemnieniu sprawy.
Grzegorz GPS Świderski
Bardzo dziękuję, za konstruktywną polemikę. Nie mam wrażenia, byśmy się zasadniczo różnili w ocenie, a raczej w tym, czy myśl Misesa i Hayeka traktować jak muzealny eksponat, czy jak żywy organizm. Ja nie reinterpretuję Misesa, tylko robię z nim to, co on sam zrobił ze Smithem — aktualizuję logikę rynku do nowych warunków.Mises pisał o spontanicznym porządku rynku. Hayek o mechanizmach korekty. Rothbard o moralności pieniądza. Ich wspólnym mianownikiem nie było złoto, tylko zasada, że pieniądz ma być poza przymusem, ma być niezależny od państwa i polityki. W ich świecie tylko złoto to spełniało.Jednak dziś już wiemy, że to samo realizuje kryptografia — po raz pierwszy w dziejach robi to technicznie, nie tylko ekonomicznie. Kryptowaluty łączą wszystkie zalety złota i wszystkie zalety walut fiducjarnych — i nie mają ich wad. Mają wciąż pewne wady, ale te wady nie są immanentne, ale przygodne, czyli są do usunięcia. Napiszę o tym osobną notkę. Tam możemy dalej dyskutować bez skupiania się na klasykach.Nie chodzi o wiarę w technologię, lecz o konsekwencję logiki rynkowej, która sama znajduje narzędzie bardziej odporne na przemoc niż papierowy dekret. Pieniądz to nie metal i nie kod — to zaufanie, które przechodzi kolejne formy istnienia. Złoto było zaufaniem w naturę, banknot w państwo, kryptowaluta w matematykę. Nie każdemu ta ewolucja odpowiada, ale zaprzeczać jej sensowi to jak bronić telegrafu po wynalezieniu Internetu.Arystoteles słusznie odkrył różnicę między treścią a formą, ale w biologii wierzył jeszcze w samorództwo, bo nie znał mikroskopu. Nie był w błędzie filozoficznie, był tylko empirycznie ograniczony. Tak samo Mises, Hayek i Rothbard nie mogli znać narzędzi, które pozwalają dziś ich zasady zrealizować technicznie. Ich intuicje były genialne — ale ich horyzont poznawczy po prostu nie obejmował blockchaina. Rozwijać ich idee to nie zdrada, to naturalne następstwo rozwoju wiedzy. Filozofia pozostaje ta sama — zmienia się tylko materia, z której lepimy porządek cywilizacyjny.
mjk1
To, co Pan przedstawił, to w dużej mierze reinterpretacja a momentami wręcz przeinaczenie myśli Misesa, Hayeka i Rothbarda. Ich pisma można oczywiście czytać w różny sposób, ale nie da się ukryć, że w fundamentach byli oni sceptyczni wobec pieniądza oderwanego od realnej wartości towarowej i spontanicznego porządku rynkowego zastąpionego projektem technologicznym. Kryptowaluty, niezależnie od tego, jak nowoczesne, nie spełniają tych założeń.Nie zamierzam jednak toczyć sporu w nieskończoność. Każdy ma prawo do własnych wniosków. Wolna wola i wolny rynek polegają także na tym, że każdy sam ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje. Ja przedstawiam swoją interpretację i przestrzegam przed błędem utożsamiania idei wolności z wiarą w technologiczną doskonałość.Mises, Hayek i Rothbard ostrzegali przed wiarą w systemy, które obiecują porządek bez realnego fundamentu — czy to państwowy, czy cyfrowy. Ale jeśli ktoś wyciąga z ich myśli inne wnioski, to jego prawo. Wybór należy do każdego, podobnie jak ryzyko, które z niego wynika.