Otrzymane komantarze

Do wpisu: Współczuję kierowcy Seicento, ale i przestrzegam
Data Autor
krzysztofjaw
jack01 Oby tego gorzej nie było, dlatego o tym napisałem. Pozdrawiam
michnikuremek
Nie wiadomo z jakich środowisk wywodzi się ten kierowca i jego rodzina. Można jednak założyć, że nie są to ludzie zbyt przenikliwi i przewidujący - to raczej cwaniaczki, którzy wietrzą możliwość uzyskania jakiś korzyści z całej tej sytuacji. O tych kilkudziesięciu ludziach zamordowanych po katastrofie smoleńskiej raczej nie wiedzą i nie chcą wiedzieć.....
krzysztofjaw
spike Tu nawey nie chodzi o takie "wypadki" jak Casy czy Tutki, ale seryjny i wypadek naprawdę ma wiele ofiar na sumieniu i to począwszy od księży już w 1989 roku. Pozdrawiam
krzysztofjaw
xena2012 Nie sądzę, żeby wszedł w tak wielka politykę. Sądzę jednak, że szybko się o nim zapomni lub... no własnie, mam nadzieję, że nie. Pozdrawiam
krzysztofjaw
Domasuł Raczej nie byłbym taki pesymistyczny. W końcu wygrało PiS i A. Duda. Niech Pan zwróci uwagę, że w wyborach do tej pory brało udział około 50% wyborców. Pozostali mieli gdzieś politykę, ale teraz nawet oni widzą, że nowe władze coś dla nich zaczęły robić. Ogólnie tych nie naszych jest około 20%, ale potrafią zrobić wiele szumu i są wspierani przez międzynarodowe szuje lewacko-demoliberalne. Ten cały hejt przeciw PiS jest po prostu w większości opłacany, chociaż faktycznie jest wiele lemingów, którzy sa autentycznymi przeciwnikami nowych władz i idealnie odbierają pouczenia GW czy TVN. Mam takich w najbliższej rodzinie - nie do zmiany, straceni. A mój post wynika tylko z mojej wiedzy. Seryjny czy wypadek zabił już w III RP bardzo wiele osób. Pozdrawiam
jack01
W mojej opinii, prawdziwym celem mecenasa nieodpłatnie? broniącego chłopaka nie jest udzielenie mu pomocy, a narobienie jak największego bagna wokół tej sprawy. Gdy skończą się korzyści polityczne wynikające z zamieszania, chłopak zostanie pozostawiony samemu sobie i żadnym sposobem samodzielnie z bagna zrobionego wokół niego nie wyjdzie. W sumie straci dużo więcej niż zyska. Jest to najbardziej optymistyczny scenariusz wydarzeń. Poza tym może być tylko gorzej.
spike
Witam, jeżeli o mnie chodzi, to zgadzam się z Pańskim ostrzeżeniem dla tego młodzieńca i jego rodziny, kwestia czasu, by się przekonać. Typowym przykładem była katastrofa smoleńska, dla celów nie tylko politycznych zostali poświęceni politycy i nie tylko wszystkich opcji, także ci, co tylko mieli jakąś wiedzę w tej materii. Pzdr.
xena2012
kierowca Seicento i jego rodzina ofiarami? To grono zwykłych cwaniaczków,którzy upatrzyli swoją szansę w  trzymaniu się z opozycją tak hojnie obdarowująca ich względami. Tego młodego zobaczymy zapewne w niedalekiej przyszłości na listach do sejmu ,a juz niebawem na wiecu KOD-u podskakujacego z Mazgułą ,w TVN,u Stokrotki i u Lisa.Program i terminy wystąpień będą napięte ,przecież będzie musiał podzielić się swoją traumą.
Do wpisu: Do kierowcy Seicento - Pan żyje!
Data Autor
michnikuremek
A może Sebastian K. będzie numerem jeden na liście wyborczej PO w Oświęcimiu? Weteran walki z pisowskim faszyzmem zdobędzie mandat posła na 100%. ;)
Zofia
Powinien podziękować za drugą szansę życia,ale przypuszczam ,że zarówno On jak i Rodzice to pokolenie "róbta co chceta"nie znający co to sumienie,ludzka przyzwoitość czy prawda.Przecież nie zrobił tego specjalnie,ale z lekkomyślności( bo jak można słuchać podczas jazdy "łomotów", odbierać telefon czy malować się(to akurat o paniach).
Leonarda
Otóż to - to zachowanie rodziców nie jest całkiem normalne. Wg wszelkiego prawdopodobieństwa kierowca z BORu odjeżdżając na bok uratował chłopakowi życie i zamiast podrałować do rannego i podziękować mu (a innych poszkodowanych pozdrowić i zapytać z grzeczności o zdrowie) przyłączają się do tej politycznej nagonki i brylują ze bzdurami po mediach. Nie wiem, skąd się tacy ludzie biorą. Pozdrawiam Pana.
xena2012
jak zaczęli to bedą brnąć dalej.Napewno zobaczymy ich na wiecu KOD-u pod rękę z Mazgułą.
michnikuremek
Gdyby ten Sebastian i jego rodzina mieli trochę oleju w głowie, to pana Budkę i innych wysłaliby do wszystkich diabłów na samym początku. Powinni sobie zdawać sprawę, że zrobią oni z tego chłopaka drugą "matkę Madzi" i po wykorzystaniu w mediach wyrzucą na śmietnik. Nie wiadomo z jakich środowisk wywodzi się ta rodzina, ale wygląda na to, że z niezbyt ciekawych. Mają chyba nadzieję, że dzięki temu wypadkowi zaistnieją i zarobią.... Oj, zdziwią się....
krzysztofjaw
Do wszystkich Nie wiem co sie dzieje, ale nie mogę sformatować tekstu: akapity się zlewają w jedną całość. Jak to ogarnę to poprawię. Pozdrawiam
Do wpisu: Wypadek Premier B. Szydło - L. Miller w "Gościu Poranka" TVP
Data Autor
Bylbym moze, m o z e, zozwazal postepowanie LMillera, gdybym nie wiedzial, ze ten sam pilot co mu skore uratowal trafil do pierdla, i on mu nie pomogl. Tak zachowuje sie tylko pewien sort ludzi, z ktorymi mnie nic nie laczy, nawet, mam nadzieje, DNA.
stara dobra zasada - przy konflikcie interesow wykluczenie z glosowana, czyli waga==0 [ZERO]
Dark Regis
Chyba mam jakiś pomysł, ale tu już gruntownie przetestowaliśmy możliwości portalu w zakresie wcięć :)
Dark Regis
To co ja mam, to jest tylko jedna z wersji roboczych na 22 dyskietkach 3.5''. Na starcie wyświetla się Chicago i po zainstalowaniu wygląda jak hybryda Win3.11 i Win95. Co do oprogramowania, to musieliśmy "znać" wszystko. W początkowej fazie, gdy byłem tylko ja, to pomiędzy analizami zajmowałem się rozwiązywaniem problemów przez telefon. Do bardziej możnych klientów musiałem pojechać osobiście. Czasem było tak, że klient nie miał nawet antywirusa przy tyłku, a ja nie wziąłem wersji z pracy. Improwizowałem. W pewnych przypadkach mogłem wyłączyć w pamięci, a nawet wyleczyć wirusa używając standardowego Debuga z Windows. Klientom szczęki opadały z hukiem na klepkę ;). Jednym z moich zadań było napisanie depackerów do wszystkiego co się da włącznie z ARJ, ZIP i RAR. Nie widzę żadnego problemu, żebym sobie teraz napisał własny archiwizer. To bardzo ciekawa historia, bo dzięki trickowi przyspieszyłem rozpakowywanie kilkukrotnie. OT to jest naturalne miejsce dla takiej działalności, bo jazgot w sieci zwykle poprzedza action direct. Ludzie od nas jeszcze działają, chociaż jak widziałem marnie przędą. Taka karma, jak ktoś schamieje :p. Też miałem kilka rozdań Grammy w życiu, gdzie w efekcie łapę po nagrody wyciągnęli inni. To w "naszym" kraju normalne. Dlatego m.in. zdolni wyjeżdżają.
Hmm, to co opisałeś w naturze nazywa się interakcją rojów, ewentualnie stad. Ciekawym przykładem są śluzowce kontra labirynt:). Co się zaś tyczy centrów obliczenowych monitorujących ruch w sieci, to o ile pamiętam powstały po to, by wyśledzić centra ataków na gieldy, zbijające kurs akcji w ostatnich sekundach aktywnosci gieldy, by malym volumenem zbic kurs na tyle by wygrac na opcjach. Bez tego ekonomicznego bodzca raczej te centra by nie powstaly, no i bez rozplatywania struktur wlasnosci spolek, co ponoc tez jest cpu-chlonne. Informatyka na uniwerku to nie informatyka a teoria informacji. Na polibudzie to taka teoria informacji stosowana, z elementami godzin dla starych piernikow bez pensum. No a w sieci jest informatyka powszechna, popularna, niefachowa ale za to z zacieciem i pazurem :) A co do tzw junk-dna to mam swoja teorie, co to moze byc ... :]
Dark Regis
Chyba już coś takiego widziałem w odniesieniu do DNA. Na wykładzie z modeli obliczeniowych mieliśmy informacje o obliczaniu algorytmów na kwasie DNA bakterii i grzybów. W DNA są fragmenty niekodujące i prekursory, do których przyczepiają się enzymy restrykcyjne. Dobrze myślę? To jest jakby odpowiednik szukania sygnatury, gdyby rozszerzyć to szukanie na dłuższe ciągi. W podobnym tonie traktuje DNA cybernetyka, a zwłaszcza ogólna teoria systemów. W cybernetyce są trzy bardzo podobne systemy, jeśli chodzi o podobieństwo strukturalne i funkcjonowanie: wirusy biologiczne, wirusy komputerowe, wirusy umysłu (memetyka). To są replikatory. W zasadzie te drugie, w formie którą podałem wcześniej, to już przeszłość. Teraz wirusem nazywamy rozległą sieć, komunikujących się ze sobą bądź z ośrodkiem dyspozycyjnym, robotów internetowych. One się nie mnożą na jednej maszynie, ale próbują opanować ich jak najwięcej i w jednej jedynej kopii. Botnety mogą być takie jak dawniejsze sieci peer-to-peer, gdy służą do ukrywania komunikacji pomiędzy użytkownikami podpiętymi do nich (TOR), albo do wykonywania zsynchronizowanych ataków DDoS. Wtedy zwykle mamy jakąś inną sieć sterującą różnymi podbotnetami, po prostu kradnącą ich możliwości działania w kupie. Przykładem niech będzie botnet Mirai oparty na urządzeniach podłączonych do IoT (Internet rzeczy). Ponieważ dla pojedynczego honeypota takie sieci są praktycznie niezauważalne (chyba, że ktoś wie jak i czego szukać), więc do ich wykrywania stosuje się analogiczne botnety wykrywające specyficzny rodzaj ruchu sieciowego. Teraz głos mają ogromne centra przetwarzające miliony informacji o ruchu sieciowym, w celu namierzenia koczisa dzięki stałemu wydeptywaniu w Internecie jakiejś charakterystycznej ścieżki do honeypotów czyli czujników. Oczywiście analiza kodu nie przestała być użyteczna, ale na przykład Stuxnet to miliony linii wydruku. Tego się nie da przeczytać od deski do deski w rozsądnym czasie ;), ale wiedząc o obszarach niekodujących i prekursorach jak w DNA, to hmmmm kto wie :) W każdym razie to wygląda tak: codeproject.com Mamy więc do czynienia z grzybkiem w Tajdze. Więcej, prawdziwy atak nie polega na włożeniu frajerowi kodu do komputera, tylko w miarę możliwości takiego stuba, który wykona właściwy kod w pamięci i ewentualnie zniknie. Nie zostanie nawet ślad po ataku, chyba, że ktoś wie jak toto złapać w locie ;) Informatyków kiedyś po prostu nie było w Polsce. Były wydziały informatyki, ale kształciły głównie hobbystów czytających książki. Coś o tym wiem, bo firma poszukiwała pracowników do analizy i programowania przez 3 lata. To co się zgłosiło z czołowych uczelni można było o kant... Jak ja pisałem program do rozwiązywania problemu TSP za pomocą maszyny Boltzmanna, to oni dowartościowywali się na korytarzach uniwerku tekstami, że zagadnienia NP-trudne, to na komputerze liczy idiota, a nie prawdziwy informatyk. Oni robili certyfikaty z dziurawca ;)
Przejsciówkę w16 do w32[95] gdzieś mam, nazywa się toto upgrade i rezyduje na 1 krążku CD. Do instalacji wymagało msdos6.22 win 3 albo 3.11pl i instalowało 1 wersje w95 na fat16, bez wsparcia dla vfat. CHicago to jest nazwa robocza w95, występuje wszędzie w plikach reg towarzyszących sterownikom [HAL], stad jeśli nawet producent sie zarzekał, że tylko pod w98SE, to na w95 działało. Jeśli nie to na w95b albo na c, z obsługa USB.Choć bez pendriwów. Te trzeba było instalować permanentnie z dos sterownikiem sys jako CD. Niestety hotswap wykluczony :/ A ruski DosNavigator znasz? Jak nie to koniecznie sprawdź. Wielozadaniowy, tyle ze semigrafika tryb vga i svga. I chyba dlugie nazwy. W kazdym razie niezly. NC uzywalem tylko dotad, dokad nie poznalem Volkoff Cmdr. I już nie zmienilem. To samo z arj czy pkzip, Jak poznalem ruski RAR, już tylko rara stosowalem. FARa do tej pory uzywam. Jak mnie OT zaprosi na konsultatnta to nie odmówie. I wskażę jeszcze 5 innych, lepszych. A jak nie 5 to trzech. Ludzi jeszcze troche zostało. Inne kraje nie udają zaangażowania tylko płacą i mają efekty. Pamiętam jak pracowałem nad zamiennikami paliw kopalnych. Wymyśliłem sposób syntezy półproduktu którego tamci dopiero szukali, poszedłem z tym do kilku instancji ale cóż - zainteresowania 0. ZERO. A w USA projekt dostał 23mln$ finansowania. Przez pół roku śledziłęm sprawę, póki nie wpadli na ten sam pomysł. Dalej dałem sobie spokój, bo żal było patrzeć jak idą moją drogą. Zobaczymy jak teraz pójdzie , niby po zmianach...
Informatyka to tylko kiedyś był mój chleb powszedni i sposób na życie - w tej dziedzinie jestem samoukiem. Moja zawodowa tytulatura jest inna i nieco dłuższa niż "informatyk". W każdym razie obecnie zajmuję się nanomateriałami, zaś ta metoda [upychane byłyby tylko bajty ze stałych fragmentów zgodnie z mapą "bitową" postaci E,N1,N2,N3,..., (długości w bajtach) gdzie co drugi fragment jest albo stały albo zmienny w zależności od znaku E] mogłaby być pomocna w analizie niezrozumiałych fragmentów DNA przy założeniu "polimorfizmu samego kodu , który mógł permutować swoje fragmenty, a nawet losowo wstawiać fragmenty, które nie wpływały na wykonanie, ale rozbijały wszelkie mapy". To jest bardzo ciekawy fragment który wskazuje na skamieniałe w DNA ślady mechanizmów obronnych, z tym że taki DNA-AV byłby drapieżnikiem, a w każdym razie agresorem. A to jest inny fragment który budzi moje zainteresowanie: "wchodzimy w zagadnienie odwróconych automatów akceptujących klocki kodu wytworzone na podstawie jakiegoś algorytmu. Gdy taki odwrotny automat zaakceptował wszystkie w określony sposób wymieszane bloki (nawet losowo), to przystępował do heurystycznej próby naprawienia pliku" Dlatego jeśli prosiłem o bliższe info, to bardziej na gruncie kombinatorycznym niż AV. W każdym razie z góry dzięki - to bardzo ciekawy tekst
Dark Regis
Ja gdzieś od 1993/94 siedziałem na stałym łączu. Nic mnie nie limitowało :)
Dark Regis
Wiesz, czasami wystarczy, jak w tej starej piosence ze stanu wojennego o Sztirlicu i Hansie Klossie, zasugerować że "on wie, że ja wiem, że on wie, że ja wiem" ;)))) i natychmiast zmieniają się globalne zasady gry. Ta wiedza o dziurach nigdy nie została w jakiś sposób poważny użyta. A ja kompletnie nie wiem dlaczego :P youtube.com
Dark Regis
A nad jakim problemem pracujesz, jeśli można wiedzieć? :) Może znajdę więcej przydatnych szczegółów. Zacznę od prehistorii. Złapanie wirusa polegało na tym, że w programie AV umieszczany był fragment jego kodu z pominięciem zmiennych zależnych od załadowania pod konkretny adres pamięci oraz numeru generacji, jeśli wygląd kodu mógł się czasem zmieniać. Ta sygnatura długości kilkunastu lub kilkudziesięciu bajtów była szukana w określonym miejscu pliku wykonywalnego, dysku albo boot sektora. Zwykle robiło się przy tym badania przesiewowe na jakimś zapakowanym plikami komputerze, żeby dodatkowo statystycznie zmniejszyć szanse znalezienia sygnatury w niewłaściwym kodzie. Gdy została znaleziona, program przechodził do drugiego etapu, w którym wszystkie stałe fragmenty kodu danego wirusa były sprawdzane ze względu na sumę kontrolną CRC16 lub CRC32. Mapy były duże i bardzo poszatkowane, co wynikało z ręcznej analizy kodu i wycięcia wszystkich zmiennych ciągów bajtów. Wystarczyło jednak liczyć sumy dla bufora powiedzmy 256 bajtów, gdzie upychane byłyby tylko bajty ze stałych fragmentów zgodnie z mapą "bitową" postaci E,N1,N2,N3,..., (długości w bajtach) gdzie co drugi fragment jest albo stały albo zmienny w zależności od znaku E (to mój pomysł:). Gdy mapa pasowała, uruchamiana była szczepionka, czyli program napisany w takim wewnętrznym assemblerze, który w miarę możliwości odtwarzał wygląd pliku/dysku sprzed infekcji. Proste. Trochę inaczej przebiegała praca z rezydentem w pamięci, gdyż najpierw należało delikwenta ogłuszyć lub wyłączyć i dopiero potem dopasować wzorce (chodzi o przerwania). Mapy w pliku i w pamięci mogły różnić się diametralnie, zwłaszcza gdy delikwent był zaszyfrowany. Gdy pojawiły się zmienne, czyli polimorficzne silniki szyfrujące, sprawa wyglądała na pozór beznadziejnie. Stare metody stały się kompletnie nieprzydatne. Główna role zaczął odgrywać mechanizm inteligentnego krokowego uruchamiania kodu, żeby się sam odkrył. Największym problemem stał się tu tzw. punkt stopu. Kolejny etap to polimorfizm samego kodu wirusa, który mógł permutować swoje fragmenty, a nawet losowo wstawiać fragmenty, które nie wpływały na wykonanie, ale rozbijały wszelkie mapy. W tym momencie właśnie wchodzimy w zagadnienie odwróconych automatów akceptujących klocki kodu wytworzone na podstawie jakiegoś algorytmu. Gdy taki odwrotny automat zaakceptował wszystkie w określony sposób wymieszane bloki (nawet losowo), to przystępował do heurystycznej próby naprawienia pliku. W tym momencie twórcy wirusów zaczęli popełniać więcej błędów, niż programiści AV, dlatego większość dziełek nigdy się nie mogła rozprzestrzenić. Jak poczytasz z0mbiego, to pokładał on wielką nadzieję w swoim codepervertorze, ale heurystyki już były za dobre na taki prymitywny numer ;)