|
|
tricolour @Imc
Nie wiem jak odpytać magistralę, bo to nie moja działka. Pan zaś mówił o wyładowaniu w sweterkach więc zapytałem o lutowanie mosfetów i nic. Pan tez mówił o instalacjach odgromowych anten nie interesując się dalszą drogą prądu. Nie zna się Pan i gada tonem omnipotenta - to Panu napisał Jazgdyni, że tuman zna się na wszystkim i poucza.
Proszę też nie robić z siebie pośmiewiska tym "kąsaniem w szale" bo robi to Pan od samego początku, czym zresztą przekreśla wartość własnych słów. |
|
|
Dark Regis Guzik prawda. Mam WiFi kilkanaście lat to wiem jakie są anteny, ich możliwości i co mogą gratis. Pierwsza zasadnicza sprawa to decybele dB, literka, kalibracja (na sektor), a jest jeszcze kilka kanałów do wyboru. O ustawianiu protokołów i szyfrowaniu nawet nie piszę, bo tu miejsca brak. Na dom i ogródek zestawiałem sieć z własnych routerów bezprzewodowych. Kiedyś łączyłem się do anteny providera bezpośrednio z laptopa, bo moja odbiorcza normalnie nie działała jak trzeba. Tam się ustawia to i owo. O ile się uda skonfigurować bez niezbędnych danych, to przypomina trochę wczesne modemy z roku 1986 i jakiś kilobit transferu na sekundę. Tak to se je, Panie fizyk praktyk...
Pracowałem jako administrator kilku sieci rozrzuconych po kilku budynkach, połączonych skrętkami albo antenami, które wszystkie wychodziły na świat przez router CISCO stałego łącza. Dla urozmaicenia różni ludkowie wstawiali mi w różnych miejscach sieci routery, koncentratory, huby i inne takie, dodawali sobie nowe okablowanie na bazie artykułów w Świerszczyku lub Młodym Techniku. Wie Pan co to jest domena kolizyjna? Przy okazji przeinstalowywałem systemy Windows 2000 na kilkudziesięciu komputerach średnio dwa razy w tygodniu. Wie Pan jak zrobić płytę instalatora do instalacji bezdotykowej w oparciu o serwer? A wieczorkiem lub nocą z domowego zacisza, logując się na router szybko mogłem się zorientować, kto w nocy pracuje naukowo lub delektuje się kultura oraz sztuką z Internetu i jednocześnie co będę musiał usuwać z komputera X nazajutrz. Dlatego najlepszym rozwiązaniem była reinstalacja ;) Wie Pan jakie informacje mogą w identyczny sposób wydobyć różne służby z routerów sieci szkieletowej po drodze z Pańskiej Pipidówy, np. przez Warszawę, Poznań (AKAMAI), Frankfurt am Main, Amsterdam, Londyn itd.? Pewnie nie, ale to nie mój interes, żeby kogokolwiek douczać :]
PS: Kolczykiem w uchu na pewno nie rozpozna Pan, czy sygnał jest oryginalny, czy odbity. Czy pojedynczy, czy nakładany. Czy przechodzi przez znane węzły, czy może zbacza na kawę u jakiegoś 07 Zgłoś Się. Z telefonią to samo - fałszywe podstacje. Zna Pan technologię GSM od podszewki, np. jakie są postaci pakietów i jak są transmitowane? Jest w sieci.
1) spyonline.pl
2) zsk.ict.pwr.wroc.pl
3) read.pudn.com
Uprzedzam pytanie i dalsze kąsanie w szale. Ja się tym nie zajmowałem. Moja działka, to sprzęt komputerowy. Procesory, koprocesory, biosy, chipsety, karty rozszerzeń, przerwania, magistrale i programowanie tego. Wie Pan jak można odpytać magistralę w pececie, co jest do niej podłączone? :))) |
|
|
Dark Regis Panu też polecam najnowsze dzieło jazgdyni ;) |
|
|
Dark Regis A czy montuje Pan telefony komórkowe do masztów, bo o nich właśnie mowa - TYCH ANTENACH CO SIEDZĄ W ŚRODKU KOMÓRKI? Ale nie tej z drewna, tej innej. Dla mnie ta technologia to zupełna nowość. Zresztą nie wiem, może Polacy znów po stodołach montują pięciokilowe telefony Centertela, gdzie można użyć wideł w roli anteny. Inspektor Zubek gadał przez taki do 07 Zgłoś Się "Helikopter nam zepsuli!" :]
1) google.com
2) Str 3-12: ntia.doc.gov
3) Inne użycie: "Projektowanie i optymalizacja anten UHF do monitoringu wyładowań niezupełnych w transformatorze energetycznym": pe.org.pl
4) M.in. czujniki i samochody. Fractal Antenna Systems: fractenna.com
5) Fractals in your Cell Phone: hackaday.com
5) eduscience.pl
"Antenę fraktalną ma bowiem wbudowany prawie każdy współczesny telefon komórkowy. Kształt tej anteny jest skomplikowany, wzorowany m.in. na kształcie trójkąta Sierpińskiego lub innego fraktalu, dzięki temu miniaturowa antena znajdująca się wewnątrz aparatu telefonicznego zachowuje się jak duża antena o tradycyjnym kształcie."
Oczywiście może Pan pozostać przy swoim zdaniu i dalej robić anteny z gwoździ. Jednak wtedy proszę koniecznie przeczytać ostatni tekst @jazgdyni. Pozdrawiam ;) |
|
|
tricolour @Czeslaw
Teoretyk nie zna powiedzonka "jak widac, to slychac" wiec skad u niego pojecie skutecznosci? |
|
|
Czesław2 Daj Pan spokój. Całe życie wieszam anteny do swoich nadajników i fraktalnej jeszcze nie powiesiłem. Jedno jest pewne, jeśli antena ma być w rezonansie ( max skuteczność promieniowania) musi odpowiadać ok połówce długości fali. Krótkie gwoździe też da się dostroić do fali długiej, skuteczność promieniowania jest zerowa. |
|
|
tricolour Hahaha. Matematyk teoretyk zapatrzył się w wymiary anteny i nie ogarnia innych jej parametrów.
Zacytuje za SP5MAD:
1. SWR można osiągnąć 1:1 - tak
2. Kształtowania pola - tak
3. NIE MOŻNA - osiągnąć skuteczności dorównującej klasycznemu dipolowi.
4, MOŻNA - osiągnąć skuteczność większą od anten gumowych do ręczniaków - tak, przy rozmiarach jednoznacznie większych od tych gumowych anten.
Panie teoretyk, gdy na co drugim dachu masz przekaznik GSM to mozesz Pan nadawac nawet z metalowego kolczyka w uchu. Prosty, zagięty czy fraktal - jeden pies. Bo blisko.
PS. Jest Pan krotkofalowcem? Bo o lutowaniu mosfetow juz Pan sie wypowiedział. |
|
|
Dark Regis to w skończonej liczbie kroków podam jaki jest numer wiersza i numer kolumny. W końcu i tak wszystkie liczby naturalne wylądują w pierwszym wierszu jako reszty. (Można też przedstawić zagadnienie jako funkcję z N w kostkę N^3: N numeruje nasze liczby, zaś kolejne warstwy kostki, to nasze stany po kolejnej iteracji. Nie ma miejsca dla "ostatniego" kroku? To dorzućmy do jednego z N w N^3 omegę).
I teraz jest problem. Jeśli wszystkie liczby naturalne stoją już w pierwszym wierszu jako reszty z dzielenia, to co stoi w ogonach tych ciągów, czyli w wierszach od 2 do nieskończoności? Zera? Jakim prawem kaduka? No ale przecież w pierwszym wierszu mamy już WSZYSTKIE liczby naturalne? WTF?
Uprośćmy nieco naszą procedurę i weźmy podciąg złożony z kroków procedury będących potęgami dwójki 2,4,8,16,... W ten sposób w każdym kroku będziemy podwajać liczbę kolumn i stąd cały proces przebiegnie gładko i rekurencyjnie. Oczywiście w niczym to nie poprawi naszej sytuacji w tym sensie, że znów WSZYSTKIE liczby naturalne znajdą się jako reszty w pierwszym wierszu. Jednak teraz zaprzestaniemy zliczania i identyfikowania naszych elementów ciągu z jakimkolwiek zbiorem liczb. Mając w pamięci paradoksy Hotelu Hilberta wiemy, iż każdy ciąg nieskończony elementów można zawsze rozbić na dwa ciągi nieskończone, biorąc co drugi element. Z tym, że tym razem nie mamy żadnych podstaw do tego, żeby sądzić, iż po nieskończonej liczbie takich podwojeń ciągów w wierszach od 2 w górę nie będzie jakichś elementów.
WTF?! Zupełnie jak w eksperymencie fizycznym z fotonami lub elektronami. Patrzymy/zliczamy - dostajemy jeden ciąg; nie patrzymy i nie numerujemy, dostajemy nieskończoną liczbę nieskończonych ciągów. Gdzie tkwi błąd w rozumowaniu? Co jest nie tak z maszynami Turinga i tezami Churchów? ;))))D
PS: nie muszę mieć wcale tabelki. Może być jedna nieskończona taśma jak w klasycznej MT z ciągami umieszczonymi tak: 12123123412345.... |
|
|
Dark Regis No właśnie. Sfera jest idealizacją pewnej sytuacji, która nie istnieje w rzeczywistości. Przyjmuje się uproszczenia po to m.in., żeby dało się zagadnienie policzyć wygodnym wzorem, scałkować albo zróżniczkować. W realnym terenie powierzchnie potencjału rozkładają się tak dziko i wpływa na to taka masa czynników, że można tylko pomarzyć o "ładnym wzorze". Wzór dla sytuacji idealnej załamie się najpewniej już przy założeniu anizotropii gleby, nierówności powierzchni, podniesieniu dokładności pomiaru lub zmniejszeniu skali. Nawet gdyby udało się jakoś wymodelować układ różnymi funkcjami (splajnami), to natychmiast pojawią się inne problemy. W dziedzinie metod numerycznych mówi się o stabilności metody np. liczenia kwadratur, albo o zbieżności metody liczenia różniczek. Nawet tak proste zagadnienie jak mnożenie wielu liczb przez siebie nie może zostać wykonane z zamkniętymi oczyma. Trzeba stale pamiętać o błędach zaokrągleń. My na polibudzie liczyliśmy różne zagadnienia za pomocą metod numerycznych na podstawie podręcznika Dryja, Jankowski. Są tam też metody elementu skończonego. Jeszcze wtedy nie było pecetów, więc programy w Fortranie były na duże maszyny typu Odra i IBM370. Później mieliśmy też assembler. Matematyka stosowana, albo fizyka matematyczna, jak kto woli. W każdym razie warto było.
Jeśli Pan chce to mogę pogadać także o fizyce. Właśnie o fizyce matematycznej i tych wszystkich rozmaitościach, układach dynamicznych, grupach i algebrach Liego w mechanice i kosmologii. Ostatnio więcej czasu poświęcam filozofii lub metamatematyce, głównie za sprawą problemów aksjomatyki, logiki, złożoności obliczeniowej i ogólnie takim penrose'owaniom. Pisałem o tym tutaj już 2 lata temu, ale zapewne Pan nie śledził. Na przykład w czasie "świętej wojny" docenta Pasierbiewicza z tym co to wiemy, a którego imienia się tu nie wymienia. W każdym razie takim profesorem i logikiem, który jeży się na samo przypomnienie o sylogizmach i sofizmatach w matematyce ;) Co prawda mam masę uwag do dzieła ujotczyków w temacie tezy Churcha-Turinga, ale chyba to nie jest powód do pojedynku, prawda? :/
W każdym razie, skoro twierdzi Pan, że jest olimpijczykiem, to nie powinno sprawić Panu trudności odpowiedzenie na następujące proste pytanie:
Mamy ciąg liczb naturalnych 1,2,3,... i wykonujemy na nim następującą procedurę. Krok 1: Bierzemy liczby nieparzyste i ustawiamy w taki sam ciąg nieskończony jak wyjściowy N i zaraz za nim stawiamy takiż ciąg liczb parzystych. W kroku 2 ustawiamy w trzy ciągi: liczby dające resztę 1 z dzielenia przez 3, resztę 2 i resztę 0. Wygodniej będzie o tym myśleć jako o nieskończonej tabelce, gdzie ciągi są kolejnymi kolumnami. W kroku n-tym mamy n+1 ciągów dla kolejnych reszt z dzielenia przez n+1. Proste. Chodzi o przejście z tą procedurą do nieskończoności. Jest to pewna funkcja efektywnie obliczalna za pomocą iteracji ze zbioru N^2 w zbiór N^2. Tzn. że jak zapytam o pozycję w tabelce dowolnej liczby M, (...) |
|
|
Dark Regis Guzik prawda. Bo antena fraktalna. Ma Pan coś podobnego w głowie, typu taka tłusta, do szybkiej riposty? |
|
|
tricolour Bo fala krótka. Na Pan jeszcze jakieś rewelacje? |
|
|
Dark Regis A wie Pan chociaż dlaczego ta antena może być tak mała? |
|
|
tricolour Musi być pi. Prąd wplywa do ziemi półsferą, więc pi bardzo się przyda wiażąc promień z powierzchnią tejże półsfery, co będzie potrzebne do scałkowania i wyznaczenia rezystancji sąsiedztwa uziemienia.
Rezystywnosc ziemi nie jest abstrakcją tylko parametrem elektrycznym. Makroskopowym skalarem wiec daj Pan spokój z atomami. |
|
|
tricolour Wie Pan, jeśli chodzi o model, o którym mówiłem. Zależność odwrotnie proporcjonalna (napięcie maleje odwrotnie proporcjonalnie do odległości) wynika wprost z obliczenia rezystancji sąsiedztwa uziemienia czyli calki ro/2pi*R dx gdzie ro jest rezystywnoscią a R promieniem półsfery na którym jest dx (bo prąd wnika w ziemię półsferą).
Ja nie jestem matymatykiem. Duszą jestem fizykiem. Z wyksztalcenia inzynierem... Hm moze kiedys o tym porozmawiamy. |
|
|
Dark Regis Mam Pana zagiąć? To proszę mi powiedzieć dlaczego we wzorze jest Pi? Rezystywność ziemi, to również jest jakaś abstrakcja, prawda? Bo co się stanie, gdy Giewont posypiemy saletrą potasową? Czy Pański wzór uwzględnia odległości subatomowe ewentualnie astronomiczne? Jeśli nie to dlaczego i jakich innych nie uwzględnia? Co to jest ów punkt x w przyrodzie? Czy mierzy go się w miejscu określanym jako jądro atomu w sieci krystalicznej będącej elementem granitu, czy tez mogę go sobie wybrać gdzieś obok? Czy ponadto "gdzieś obok jądra" jest dobrym określeniem miejsca w czasoprzestrzeni, czy może nie można robić takich zaokrągleń z powodu nielokalności w mechanice kwantowej? Jeśli zamiast domu użyję do pomiaru wieży ze starych lokomotyw i zwisającego obok drutu, to Pański model również poradzi sobie z zagadnieniem? ;))
Reszta niżej |
|
|
Dark Regis Ad pytanie: Zaczyna Pan mówić podobnym językiem jak ten koleś od wykrywaczy metali i krytykowania wszystkiego i każdego na Youtube. Nie pamiętam jaka jest jego godność, ale chyba ma na imię Jacek. Ja również napisałem - omajgod za Feynmanem -, że prąd płynący w atmosferze jest w zasadzie stały. Stoi też tam jak wół, że potencjał w pobliżu Ziemi jest zmienny i zależy od wysokości. Ponadto jak złapię drut w ręce na odcinku 2 m, to opór takiego obwodu na pewno się zmieni (nie drutu!). Podobnie jak pokrycie drutu rosą. No dobra, dość kąśliwych uwag. Jeśli zadaje się takie pytanie, to warto by było podać model, do którego odwołują się te Pańskie obliczenia. Podobnie zresztą, jak podaje się uproszczony model obwodu prądu stałego w teorii obwodów, gdzie np. nie ma żadnego pstrykania włączników i mamy jakieś idealne baterie i kondensatory. W modelu tym podaje się po prostu wzór, do którego należy podstawić dane i wszystko. To stary chwyt na uczelniach technicznych (byłem na takiej więc wiem), żeby z byle kogo zrobić inżyniera. Tam nie bawią się w subtelności. Nawet jak coś tam w jakimś zadaniu pstryknie, bo musi, to najczęściej delta Diraca (/lub funkcja Heaviside'a), która po prostu jako funkcja nie istnieje (/lub nie jest ciągła). To jest tzw. dystrybucja. Nie piszę tego przez złośliwość, tylko pokazuję gdzie za chwilę skończymy, jeśli zacznie mnie Pan przepytywać jeszcze z rozwiązywania równań różniczkowych dla obwodów, a już nie daj Bóg dla równań Maxwella. To też są jedynie modele. Prawie wszystkie praktyczne obliczenia nie kończą się żadnymi ładnymi wzorami. Liczy się toto numerycznie. W przypadku budynku i rozkładu potencjałów wokół niego najszybciej metodą elementu skończonego. Abstrakcja, prawda? Zatem jakby podał Pan uproszczony wzór, to byłoby po problemie, bo tak działa politechnika - wzór i wio. Ale Pan go nie poda, bo nie o to chodzi, żeby coś policzyć, albo sfalsyfikować, nieprawdaż? Jak zaczniemy się jeszcze okładać ceownikami i teownikami z wytrzymałości materiałów, albo mechaniką cieczy w korytku, to niechybnie czas minie nam na pożytecznym zajęciu, wspólnej zabawie, wytężonej pracy, lecz nic użytecznego z tego nie wyniknie. No może kogoś przypadkowego zabawimy. Tak jak ja nie spieszę się do rozpoczęcia kariery instalatora piorunochronów i systemów odgromnikowych, tak zapewne i Pan nie chciałby tłumaczyć się z każdego racjonalnego zastrzeżenia odnośnie modelu i metody liczenia tego i owego. Jedno jest pewne, idealistyczno-idylliczne wzorki z teorii obwodów dają jakieś tam konkretne wyniki, ale zawsze niedokładne, albo inaczej w realu prawie zawsze błędne, o ile nie naciągnie się do bólu modelu pod te wyniki. Realnie nie ma takich obwodów jak w podręczniku, tak samo jak nie ma idealnych solenoidów z identycznym skokiem zwoju. Doskonale wiem o co Panu chodzi z tymi pomiarami, bo wytłumaczył mi to kiedyś nauczyciel fizyki w ogólniaku, kiedy tłumaczył mi różnice pomiędzy fizyką a matematyką. Jak Pan widzi ja wybrałem matematykę. |
|
|
tricolour No to Pańskiemu wklepywaniu cudzych tekstów ja przeciwstawie to, co z głowy: potencjał punktu odległego o x od miejsca wyładowania wynosi iloraz iloczynu wpływającego prądu oraz rezystywności ziemi oraz iloczynu odległości i dwa pi.
Proste? Tak na oko w odleglosci 10 metrow od uziemienia spadek napięcia na dlugosci pol metra wynosi kilowolt. Jak szanowny kolega widzi uziemienie lancucha na Giewoncie nic nie da... człek jest dość duży.
A co do książek, to kiedys wygrałem na jakiejs olimpiadzie (parę tego było) pieciotomowy zapis wykladow z Berkeley. Głównie. Ruderman, Kittel, Reif i inni..
Polecam, ze wzgledu na interdyscyplinarnosc wykładów. |
|
|
Dark Regis Nie no, nie przesadzajmy. Ja tam stwierdziłem w takim "forku", że to Pan może być ten wyższy, wywyższony, czy też normalnie nadczłowieczy. Ale czego można oczekiwać od człowieka, który albo nie umie (literatura naukowa, techniczna), albo nie chce czytać, przyznaje się otwarcie do tego i jeszcze zarzuca innym, iż czytają, a nie piszą "po chłopsku" z głowy. Tylko wyższości i to takiej parnasowej. Zaprzestańmy tej rozmowy, bo ona do niczego nie prowadzi, tak samo jak pański drut zwisający po murze nie da Panu pracy w dziedzinie zabezpieczania masztów antenowych. Mylę się? W ostatnim akapicie wreszcie dotarł Pan do tej pozycji, którą wspominałem kilka razy wyżej: "Wykłady z fizyki" Feynmana. Tam czytamy właśnie:
"... Nic więc dziwnego, że z dnia na dzień, z minuty na minutę, z miejsca do miejsca zmienia się bardzo silnie przewodnictwo w pobliżu powierzchni Ziemi. Gradient potencjału w danym punkcie nad powierzchnią Ziemi również się bardzo zmienia, gdyż mniej więcej ten sam prąd płynie stale z dużych wysokości, a więc zmiany przewodnictwa w pobliżu Ziemi wywołują zmiany gradientu potencjału. Przewodnictwo powietrza spowodowane dryfowaniem jonów rośnie szybko z wysokością. Dzieje się to z dwóch powodów. Po pierwsze - jonizacja przez promieniowanie kosmiczne rośnie wraz z wysokością. Po drugie - gdy maleje gęstość powietrza, rośnie droga swobodna jonów, a więc mogą one przebyć dłuższą drogę w polu elektromagnetycznym, zanim się zderzą; powoduje to szybki wzrost przewodnictwa wraz z wysokością. Gęstość prądu elektrycznego w powietrzu wynosi wprawdzie tylko kilka pikoamperów na metr sześcienny, ale przy powierzchni Ziemi mamy bardzo wiele takich metrów sześciennych. Całkowity prąd elektryczny osiągający powierzchnię Ziemi jest prawie zawsze jednakowy i wynosi około 1800 A. Ten prąd jest oczywiście "dodatni" - niesie ku Ziemi ładunki dodatnie. Mamy więc w atmosferze napięcie 400000 V przy prądzie 1800 A, co daje moc 700 MW! Przy tak wielkim prądzie płynącym w dół ujemny ładunek Ziemi powinien bardzo szybko zostać zobojętniony. Istotnie, powinno to się stać w ciągu nie więcej niż pół godziny. A jednak upłynęło więcej niż pół godziny od odkrycia pola elektrycznego atmosfery. Dlaczego to pole się utrzymuje? Co podtrzymuje różnicę potencjałów? I między czym a czym ona występuje. jedna elektrodą jest Ziemia, a drugą?..."
To tylko fragment, ale mam nadzieję, że przynajmniej to Pan doceni, że wklepałem tekst błyskawicznie. Zalecam jednak przeczytanie całości, bo to naprawdę dobra książka. |
|
|
tricolour Nie ma czegoś takiego jak superczule minianteny. Są zwyczajne anteny o zysku wynikającym z konstrukcji. |
|
|
tricolour A nie mówiłem o rozpaczliwych próbach ochrony przy wyładowaniu?
Panie imć, lutował Pan kiedyś mosfeta? |
|
|
tricolour Panie Imć, Pański ogólny elaborat potraktuje tak, jak on zasługuje: ogólnie i powierzchownie. Nie będę zastanawiał się nad - przepraszam bardzo - słodkim pierdzeniem o Pana wyższości.
Już Panu napisałem: rezystancja uziemienia mego domu wynosiła w dniu odbioru 0.2 Ohma. Bez względu na Pana "dociekania" i cudze linki teoretyczne rzecz jest prosta jak mnożenie z poprzedniego postu. Może Pan jest sobie sam wykonać i otrzyma Pan wynik równie prosty jak drut zwisający po moim murze.
Ale jeśli chce Pan coś merytorycznego to uprzejmie proszę: Jaki rozkład natężenia pola elektrycznego w naskórkowej warstwie gleby wytworzy wyładowanie o natężeniu 100kA przy rezystywności gruntu wynoszącej jeden omometr. Ponoć potrafi Pan merytorycznie to ustępuje pola... potem przejdziemy do zagadnienia kopania statków. |
|
|
Dark Regis PS:
"Całkowitą ochronę anten i urządzeń wewnątrz obiektu można uzyskać nie dopuszczając do wnikania części prądu piorunowego do ekranu kabli antenowych. We wprowadzanej obecnie normie europejskiej zalecane jest umieszczenie masztów antenowych w przestrzeniach chronionych tworzonych przez nadbudówki lub elementy konstrukcyjne dachu lub dodatkowe zwody umieszczane obok masztów. W obu przypadkach należy zachować odstępy bezpieczne pomiędzy chronionymi masztami a elementami wykorzystywanymi do ochrony odgromowej."
"Podobne rozwiązania wprowadzane są również do ochrony odgromowej anten stosowanych w telefonii komórkowej. (...) W przedstawionych rozwiązaniach należy zachować wymagane odstępy ochronne pomiędzy masztem i antenami a zwodem i innymi elementami urządzenia piorunochronnego. Jeśli zachowanie wymaganych odstępów ochronnych lub stworzenie przestrzeni chronionych przez zwody pionowe jest trudne lub niemożliwe do realizacji to można zastosować jedno z poniżej przedstawionych rozwiązań:
- zwód pionowy i przewody odprowadzające są mocowane do chronionego masztu, bezpieczny odstęp pomiędzy tym przewodem a chronionym obiektem zapewniają odpowiednio dobrane
izolacyjne elementy dystansujące (rys.6a),
- do odprowadzania prądów piorunowych wykorzystywane są przewody w izolacji z pokryciem półprzewodzącym (rys.6b).
Stosując przewody w izolacji wysokonapięciowej należy ograniczyć wyładowania ślizgowe na powierzchni izolacji. Można to osiągnąć:
- podwyższając napięcie początkowe wyładowań ślizgowych, (np. zwiększenie grubości izolacji przewodu),
- stosując ekrany w izolacji przewodu (np. cienki folie metalowe wewnątrz izolacji).
- zmieniając rozkład natężenia pola elektrycznego w miejscu wystąpienia wyładowań ślizgowych.
W przypadku metody trzeciej, poprawę rozkładu pola elektrycznego w miejscu powstawania wyładowań ślizgowych można osiągnąć stosując przewody w izolacji wysokonapięciowej z pokryciem przewodzącym lub półprzewodzącym. Taki sposób ochrony przed wyładowaniami ślizgowymi zastosowano w przewodach HVI (HighVoltage Insulated) produkowanych przez firmę DEHN. Przewody te posiadają izolację wysokonapięciową pokrytą warstwą półprzewodzącą i można je stosować w przypadku konieczności układania przewodów odgromowych obok uziemionych, przewodzących instalacji lub urządzeń."
tv-zbiorowa.pl |
|
|
Dark Regis Może zacznijmy od zasadniczej sprawy, gdzie są ładunki? Ziemia ma ładunek ujemny. Jak tworzy się ładunek dodatni? Dlaczego na statkach kopie prąd? Dobra, nieważne... Wróćmy do oceny samej dyskusji.
Drogi Panie Tricolour, spojrzy Pan wreszcie na załączone w linkach obrazki anten i nie zawraca mi więcej głowy dociekaniami w sprawie należytego stanu teczki pracy/zasług/kształcenia oraz troską o moją inteligencję lub jej brak. Ja np. uważam, że każdy ma prawo dyskutować o matematyce, natomiast do mnie należy wskazywanie na błędy w rozumowaniu, niezrozumienie czegoś i podawanie właściwych informacji. Tak samo Pan. Tu zaś dyskusja zaczynała przypominać nie tyle dyskusję o burzach i piorunach, czyli o meritum, ale o tym, czy w Polsce w ogóle wypada odzywać się do fachowca, nie mówiąc już o kwestionowaniu fuczenia pseudokompetencyjnego tego czy innego nominata "nauki", czyli typowej zasłony dymnej "wie pan kim ja jestem" i "ja wiem ale nie powiem" w miejsce jakichkolwiek użytecznych danych oraz faktów. Czy w ogóle wypada z pozycji amatora lub dyletanta odzywać się do kogoś "wykształconego" kierunkowo w danym temacie w Polsce lub świecie. Moja teza jest od dawna znana i brzmi tak: "90% tego wyuczonego chłamu z polskimi papierami, to kompletne intelektualne GWno nawet we własnej dziedzinie, bo im się po otrzymaniu absolutorium już pracować nad sobą nie chciało. Dodatkowo to coś nie umie nawet o tym rozmawiać". Mam rację? Proszę nie brać tego do siebie, tylko na spokojnie się zastanowić nad zasadnością lub nie mojej tezy o innych ludziach i ich kompetencjach w naszym kraju i ewentualnie przedstawić mi swoje wyniki badań, dobrze? To tak na początek. Jeśli jednak Pan kimkolwiek takim się czuje, czego z góry nie zakładam - czyli np. takim magistrem od wszystkiego, powiedzmy w temacie sadownictwa, a po studiach już wszystkiego innego z inżynierią, seksuologią, medycyną, polityką i ekonomią włącznie - to proszę się podzielić choćby ze mną wiedzą i spostrzeżeniami na zadany temat, a nie pozostawiać mnie w niedosycie i domysłach na temat tego, co Pan mógłby ewentualnie powiedzieć, gdyby oczywiście łaskawie Pan zechciał i miał czas (i inni magistrowie też). Zapewniam, że jestem w stanie to ocenić bez odwoływania się do osoby wypowiadającej te mądre kwestie. Potrzebne są jedynie wspólne źródła. Tylko proszę do mnie nie odbijać piłeczki, bo w przeciwieństwie do inkryminowanych w przykładzie powyżej magistrów, ja chcę i umiem dyskutować w miarę moich możliwości merytorycznie na zadany temat, a nie tylko o dupsku Marychy i tym, kto tu jest większy albo ma większego. Jeszcze raz pragnę zauważyć, żeby Pan nie odnosił wszystkich wylistowanych przymiotników do siebie, tylko spojrzał krytycznie na sam problem (a nie na mnie), jaki stanowi jakość dyskutowania o czymkolwiek w Polsce. Emocje są konieczne w marksistowskim dyskursie, czyli przy ustalaniu relatywnych prawd i osiąganiu konsensusów, a nie w dyskusji ludzi światłych obdarzonych umysłami o klasycznej proweniencji. |