Otrzymane komantarze

Do wpisu: Dom w rok, nie w kredyt na pokolenia
Data Autor
mjk1
Mazur&MrówkaMożna być krytycznym wobec UE, ale warto pamiętać, że problem z budownictwem i kredytami na pokolenia nie wziął się tylko z Brukseli. Unia narzuciła pewne regulacje, które podbiły koszty (np. normy energetyczne, procedury środowiskowe), ale polskie rządy, niezależnie od opcji, same dołożyły swoją cegiełkę: nie reformowały systemu pieniądza dłużnego, oddały rynek deweloperom i bankom, nie wspierały tanich technologii budowy.Dziś zamiast dyskutować tylko o „wyjściu z UE” albo „pozostaniu w UE”, trzeba postawić pytanie: jak zbudować w Polsce taki system gospodarczy, w którym prawo do mieszkania i przemieszczania się nie będzie luksusem? Bo jeśli zmienimy Brukselę na Warszawę, ale zostawimy w rękach elit finansowych te same mechanizmy lichwy i monopolu, to młode pokolenia dalej będą pracować na kredyt – tylko tym razem w 100% na „naszych”.
Mrówka
Jakże to! Cytując za Panem Michalkiewiczem: "Cóż robić; taki los wypadł nam, odkąd nasz naród, wysłuchawszy w czerwcu 2003 roku zachęty ze strony obywatela Kaczyńskiego Jarosława i obywatela Tuska Donalda, lekkomyślnie poparł Anschluss do Unii Europejskiej, uwierzywszy zapewnieniom, że Unia sypnie złotem i znowu będzie, jak za Gierka. Tymczasem wygląda na to, że chyba nie będzie, to znaczy – oczywiście będzie – ale w tej fazie, kiedy wszystko się już skawaliło." Przyznać się do błędu? To nie nastąpi, nadal będzie forsowana fałszywa teza o korzyściach zniewolenia Polski. Ja od dawna sugeruję, wręcz apeluję o wypisanie się z tego eurokołchozu.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 To trzeba wyjść z unii i pożegnać tą infantylną, postkolonialna elitke. Tertium...
Do wpisu: Kadry, które niszczą państwo
Data Autor
Alina@Warszawa
Polska ma dużo większy dług niż Ukraina w stanie wojny:  youtube.com;
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 A moze konfucjański model dobierania kadr?
mjk1
To niestety nie kwestia jasnowidzenia Droga Aniu, tylko chłodna obserwacja mechanizmów, które od lat niszczą polskie państwo od środka. Jeśli w systemie awansuje się nie za kompetencje, lecz za lojalność wobec układu, to efektem jest właśnie taki „etos służby”, rozumiany jako służba swoim, a nie ludziom. Jachty, sauny i inne przywileje to nie tylko symbol pychy władzy. To przede wszystkim mechanizm drenowania budżetu z pieniędzy, które powinny trafiać tam, gdzie są naprawdę potrzebne, jak onkologia. I tu pojawia się sedno problemu: w obecnym modelu finansowania państwa dług i utrzymanie aparatu władzy są święte, a dobro ludzi jest elastyczne i można je łatwo „przesunąć” w kolejnej ustawie budżetowej. Tak działa system, w którym kadry nie są dobierane według kompetencji i etyki, lecz według użyteczności dla utrzymania władzy. A w takim systemie decyzje o wydatkach często nie wynikają z realnych potrzeb społecznych, tylko z kalkulacji politycznej lub wręcz osobistych interesów. To kolejny dowód, że naprawa państwa nie zaczyna się od kolejnych programów socjalnych ani od kosmetycznych cięć kosztów, ale od gruntownej reformy kadr, instytucji i modelu finansowania. Bo dopóki władza traktuje budżet jak prywatny portfel, dopóty każdy z nas będzie traktowany jak ktoś, kto ma go regularnie uzupełniać, kosztem swojego zdrowia, bezpieczeństwa i przyszłości.
sake2020
@mjk1....Albo pan wykrakał,albo jest jasnowidzem. Etos służby państwowej w pigułce. Ne ma na onkologię, są środki na jachty,sauny,kluby jak to dzisiaj podają media. Pogoda dla bogaczy, Dla nas spłacanie tych ekstrawagancji.
Do wpisu: Zapomniany model: wspólne budowanie bez długu
Data Autor
spike
"Politycy nie zrobią tego za nas. Ale mogą przestać przeszkadzać." Bądźmy poważni, bez polityków sprawa nie do ruszenia. Przypomnę, Kaczyński w jednym z postulatów wymienił mieszkanie jako dobro narodowe, zamiast rozmowy, został wyzwany od gangsterów. PiS może wiele chcieć, jak było z obietnicą mieszkań, ale mimo wszystko, sam niewiele zdziała, prowincją jeszcze rządzi układ PO-PSL-SLD, onie nie pozwolą na zmiany, które dają im władzę i poparcie oligarchów. Wyśmiewany przekop, plany były śmiałe, ale władze Elbląga zablokowały modernizację szlaku wodnego i para poszła w gwizdek, może kiedyś. Taka ciekawostka, wiele lat temu powstał pomnik-kamień węgielny przekopu Mierzei Wiślanej powstały w 2008 roku, ciekawe że nikt tego nie obśmiał, bo rządziła PO? upload.wikimedia.org
paparazzi
Od stodoły i  waszego guru Kosinika-Kamysza. 
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1. Znam ten projekt. Takich Woergl jest sporo. Żaden sie nie przebił. Nawet Keynes stwierdził kiedyś, ze Gesell to najbardziej niedowartościowany ekonomista. Dlaczego? Nie trudno zgadnąć. 
mjk1
Zdziwiłbyś się Mazurze. Kilkanaście lat temu, jak byłem w Austrii na nartach wybrałem się do miasteczka Wörgl. Akurat lało, co w marcu się czasami zdarza. Miasteczko słynie z eksperymentu wprowadzenia lokalnej waluty  znanej jako "Freigeld" lub "wörgl schilling". Szczegóły znajdziesz w sieci. Tam pamięć o tym wydarzeniu jest powszechnie znana a na głównej ulicy jest wbudowana tabliczka upamiętniająca Silvio Gasella, ekonomisty na którego teorii oparto ów eksperyment.  
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1 Założę się, ze o Silvio Gesell oprócz nas prawie nikt nie słyszał.. 
mjk1
Tak Mazurze, Gesell miał rację diagnozując problem – pieniądz nie może być narzędziem gromadzenia władzy kosztem realnej gospodarki. Ale jego idee upadły, bo uderzały w interesy banków i elit finansowych. Dziś sytuacja jest identyczna – dopóki system pieniądza dłużnego nie zostanie zastąpiony modelem opartym na realnej pracy i produkcji, każda reforma będzie pudrowaniem trupa. To my musimy zdecydować czego chcemy. Nikt za nas tego nie zrobi.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1 To juz niejaki Silvio Gesell postulował dobre 100 lat temu i g.... tego wyszło póki co. 
mjk1
Trzeba uderzyć w źródło, a nie w skutki. Pierwszy krok – państwo przejmuje kontrolę nad kreacją pieniądza i emisją kredytów, ogranicza lichwiarskie odsetki, eliminuje spekulację ziemią i mieszkaniami. Drugi krok – rozwój taniego, społecznego i spółdzielczego budownictwa poza logiką bankowych kredytów. Cel ostateczny – odejście od systemu pieniądza dłużnego, w którym każdy metr kwadratowy to haracz dla banku.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@mjk1 Tak. Minimum to kontrola państwa. Tak każdy centymetr kwadratowy domu to 70 %lichwy. Jak to zmienić?. 
mjk1
Nie ma co się oszukiwać Mazurze – mieszkania w Polsce są drogie nie dlatego, że cement podrożał, tylko dlatego, że żyjemy w niewolniczym systemie pieniądza dłużnego. To nie budowlańcy, nie architekci i nawet nie deweloperzy są prawdziwymi beneficjentami – największy zysk zgarnia sektor finansowy, który produkuje kredyt z powietrza i każe za niego płacić przez dziesięciolecia. Państwo? Zamiast bronić ludzi, siedzi w kieszeni banków. Kontrola nad kreacją pieniądza to absolutne minimum, ale prawdziwa naprawa wymaga czegoś więcej – trzeba wyrwać ten system z korzeniami. Dopóki nie zlikwidujemy pieniądza dłużnego, dopóty każdy dom w Polsce będzie budowany na fundamencie lichwy.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1 Dokładnie. Tak ca 70 % wartości. Pisałem to wielokrotnie, ze nie jest problemem pieniądz dłużny, gdyz taki jest z natury, tylko brak kontroli państwa przy jego kreacji.
mjk1
To bardzo trafne pytanie Mazurze i właśnie ono dotyka sedna problemu, który w moim cyklu staram się uwypuklać. Bo gdy mówimy o kosztach mieszkań, większość ludzi myśli o cenach materiałów, robocizny czy marży dewelopera. Tymczasem prawdziwy ciężar wcale nie leży w cegłach i betonie, lecz w systemie pieniądza opartego na długu. Weźmy przykład: inwestor (prywatny lub deweloper) buduje blok. Najczęściej finansuje go kredytem. W zależności od stóp procentowych i czasu spłaty, odsetki potrafią stanowić od kilkunastu do nawet 30–40% całkowitego kosztu inwestycji. I to nie jest koszt wytworzenia mieszkania, to czysty koszt obsługi długu, czyli zysk sektora bankowego. Im wyższe stopy procentowe i im dłużej trwa budowa, tym więcej pieniędzy odpływa z realnej gospodarki do sektora finansowego. Do tego dochodzą podatki i opłaty, które w Polsce stanowią 15–25% kosztu mieszkania (VAT na materiały, podatki od nieruchomości w trakcie inwestycji, opłaty planistyczne, administracyjne, notarialne, przyłączeniowe). W praktyce oznacza to, że kupujący płaci państwu w podatkach i opłatach często równowartość 1–2 lat swojej pracy, jeszcze zanim dostanie klucze. Efekt? W Polsce, tak jak w Niemczech, rynek mieszkaniowy staje się maszyną do transferu kapitału od obywatela do banku i budżetu państwa, a dopiero na końcu, do wykonawcy czy dostawcy materiałów. W Niemczech różnica jest taka, że tam ceny winduje też popyt spekulacyjny i napływ kapitału zagranicznego, co w dużych miastach doprowadziło do absurdów cenowych. Ale fundament problemu jest wspólny – dług jako podstawa systemu. Dlatego w cyklu „Naprawa Państwa” podkreślam, że bez reformy systemu pieniądza dłużnego nie naprawimy ani polityki mieszkaniowej, ani dostępności ziemi, ani spółdzielczości. Możemy poprawiać przepisy, usprawniać urzędy, wspierać kooperatywy, ale jeśli za każdym razem, aby zbudować mieszkanie, trzeba wciągnąć w to bank i zapłacić mu kilkadziesiąt procent wartości inwestycji, to zawsze będziemy budować drogo i dla nielicznych. Innymi słowy – koszt odsetek i podatków to nie margines, to fundament drożyzny. I dopóki fundamentem systemu finansowego jest oprocentowany dług, a nie realna wartość pracy i produkcji, dopóty będziemy mieli mieszkaniówkę dla kredytobiorców, a nie dla ludzi.
rolnik z mazur Waldek Bargłowski
@ mjk1 Ocierasz się o temat. W Niemczech jest jeszcze gorzej niz u nas. Wiesz ile kosztuje wynajem malego mieszkania np. w Berlinie albo Monachium? Zadam ci proste pytanie - jaka część kosztów budowy stanowią odsetki od kredytów i podatki? 
Dark Regis
Dokładnie tak jest. A jak zbudować 150 tys. mieszkań w ciągu kadencji? Sprawa jest w zasadzie prosta - pozwolić ludziom samemu je zbudować i znieść wszelkie szkodliwe blokady i ograniczenia narzucone przez państwo. Cztery lata spokojnie człowiekowi wystarcza na zbudowanie małego domu. Nie będzie to oczywiście dzielnica zasłaniająca horyzont dla Wilanowa, tylko nowe osiedle z ogródkami w jakimś Pcimiu ale chyba właśnie o to chodzi, bo podobno prowincja się wyludnia i Ajwaj demografia kwiczy oraz "pracy ni ma", a tu masz posady dla paru kolesi jak znalazł. Tymczasem u mnie coraz głupiej, coraz śmielej.... Mam w sklepie w Pipidówie na co dzień coś takiego: youtube.com Podobno to są młodzi sportowcy i muzycy z Niemiec na wakacjach, jak miejscowi ludzie mówią, tyle że żaden z nich nie mówi w żadnym europejskim języku co sam słyszałem na własne uszy.
u2
"Pomysłu na rozwiązanie - żadnego!" Poniżej zapodaję komentarz świetnego Jana Śpiewaka, który walczy nieustraszenie z patodeweloperką, alkoholizmem i złodziejską reprywatyzacją. Szacun Panie Janie! :) youtube.com Wielka płyta bije na głowę deweloperkę!
jawsiowy
Witam! To co, od czego zaczynamy?
mjk1
Trafne uwagi U2. Faktycznie, autentyczna spółdzielczość mieszkaniowa została w Polsce systemowo rozmontowana, głównie na początku lat 2000., kiedy w imię „wolnego rynku” deweloperzy uzyskali przewagę nie tylko finansową, ale i legislacyjną nad wspólnotowymi formami budownictwa. Dziś młodzi Polacy często nie marzą o domu, ale o kawalerce na kredyt na 30 lat, bo tylko to umożliwia im system oparty na długu i spekulacji. I nie jest to wynik „niewidzialnej ręki rynku”, lecz bardzo konkretnych decyzji politycznych – niezależnie od barw partyjnych. Masz rację – okres PRL-u miał swoją patologię, ale w kwestii dostępu do mieszkań był znacznie bardziej sprawiedliwy społecznie. Wyż demograficzny lat 70. to właśnie efekt mieszkaniówki opartej na dużych inwestycjach publicznych i spółdzielczych, nie na zysku. I dziś te mieszkania nadal służą – nieraz lepiej niż współczesne „apartamenty” o wysokości 2,40 m. Jeśli naprawdę chcemy Polski przyjaznej młodym rodzinom, to odbudowa zdrowej spółdzielczości, tej bez patologii z lat 80. i bez uwłaszczenia działaczy z lat 90., powinna być kluczowym punktem każdego programu politycznego, który mówi o „suwerenności” czy „patriotyzmie społecznym”. Bo nie ma suwerenności bez dostępu do dachu nad głową. I nie ma silnego państwa bez bezpiecznych rodzin. Jak na zawołanie, akurat pięciu głąbów, każdy z innej opcji politycznej, przekrzykuje się w TV Republika w temacie polityki mieszkaniowej. Jeden wytyka drugiemu, kto gorzej zarządzał budownictwem mieszkaniowym. Pomysłu na rozwiązanie - żadnego!
Do wpisu: Pan Prezydent mówi. Ja słucham. Ale notes mam otwarty
Data Autor
mjk1
Trafny komentarz Panie Kaziu, z pewnością nie z poziomu scrollowania „nagłówków”. Rzeczywiście, system był perfidny, działał metodą powolnego podgotowywania żaby. Nie da się temu zaprzeczyć. Ale też – i tu pozwolę sobie na upór, nie zwalnia to ludzi z odpowiedzialności za własną głowę. Nawet w zakłamanym systemie człowiek ma wybór: może się wyłączyć, ale może też szukać, pytać, uczyć się i nie godzić się na bylejakość. Co do mentalności zbiorowej – pełna zgoda. Sam pisałem, że lud woli wygodę i widowisko niż odpowiedzialność. Ale historia nie raz i nie dwa pokazała, że ten „lud” można wybić z letargu, pod warunkiem, że pojawi się nie tylko przekaz, ale i siła, organizacyjna, kulturowa, często też polityczna. W 1918 roku rzeczywiście nie wygrali marzyciele, tylko twardzi gracze, często z biografią pod prąd. I dziś też nie wystarczą tylko „gadające głowy” i moralne apele. Potrzeba struktur, liderów, edukacji, ale i determinacji, która będzie potrafiła wypchnąć społeczeństwo z jego wygodnej strefy komfortu. Tak, to proces na lata. Ale jeśli nie zaczniemy go teraz, to za chwilę nawet nie będzie już od czego zaczynać.