Otrzymane komantarze

Do wpisu: Jak wyrwać państwo z długu – pierwszy krok do finansowej suwerenności
Data Autor
Admin Naszeblogi.pl
@mjk -- nie dawaj tytułu w cudzysłowie, bo to błąd językowy. Źle wygląda i źle później interpretują różne boty itp.
Do wpisu: Budżet w kajdanach lichwy
Data Autor
mjk1
Poruszasz bardzo ważny wątek Mrówka — finansowanie długu ze źródeł wewnętrznych. Emisja obligacji kierowanych wyłącznie do obywateli (czyli de facto zastąpienie wierzyciela zagranicznego wierzycielem krajowym) to mechanizm, który w różnych wariantach stosowały m.in. Japonia czy Włochy. Ma on dwie podstawowe zalety: odsetki zostają w gospodarce krajowej, a wierzyciel nie ma politycznej siły narzucania państwu decyzji.Masz jednak rację, że w Polsce obecnie warunki społeczne i mentalne są do tego bardzo trudne. Wymagałoby to nie tylko przygotowania prawnego i ekonomicznego, ale przede wszystkim odbudowania zaufania obywateli do państwa. Bez wiary, że te pieniądze będą wykorzystane sensownie — na inwestycje w gospodarkę, a nie na bieżące rozdawnictwo — obligacje krajowe będą miały niewielki popyt.Do tego dochodzi problem „pasa transmisyjnego” mediów i systemu bankowego. Zagraniczne banki, które dziś kontrolują dużą część naszego rynku finansowego, rzeczywiście mogą torpedować takie inicjatywy — mają zarówno instrumenty finansowe (polskie oszczędności, kredyty), jak i wsparcie międzynarodowych struktur finansowych. A do tego dochodzi kwestia polskiego złota ulokowanego w Londynie i USA, co symbolicznie pokazuje, jak daleko jesteśmy od pełnej niezależności monetarnej.Dlatego to, o czym piszesz, jest możliwe, ale wymagałoby wcześniejszych kroków: odbudowy suwerennej polityki monetarnej (NBP musi być faktycznie niezależny i zdolny do emisji pieniądza pod potrzeby krajowe), ograniczenia wpływu zagranicznych banków, stworzenia przejrzystego planu spłaty zadłużenia oraz kampanii społecznej pokazującej sens wyrzeczeń.I tu wracamy do sedna całego cyklu moich wpisów: bez gruntownej naprawy państwa — prawa, instytucji, mechanizmów finansowania — każda taka inicjatywa pozostanie w sferze „mrzonek”. Problemem nie jest tylko sam dług, lecz system, w którym dług jest podstawą istnienia pieniądza. Dopóki tego fundamentu nie zmienimy, Polska będzie żyła według scenariusza pisanego w gabinetach wierzycieli.
Mrówka
Żeby wydobyć się ze studni zadłużenia, Państwo może skierować do swych obywateli ofertę obligacji komunalnych lub takich, których adresatem będzie wyłącznie wewnętrzny zasób finansowy. Z tego wykupu, może powoli, z mozołem regulować zobowiązania lichwiarskie, wyprowadzając ze spirali zadłużenia. To operacja na lata, a okres spłaty jest pochodną wielkości zadłużenia zagranicznego. Pomocnym w tym przypadku jest suwerenna polityka monetarna ale i fiskalna. Część środków z tych obligacji musi być skierowana na rozwój rodzimej gospodarki.Problem z realizacją jest taki, że społeczeństwo musi być świadome, przygotowane i zdeterminowane do walki o niezależność finansową swego Państwa i wiąże się ze znacznym poświęceniem i obniżeniem standardu życia obywateli. To taka wojna bez rozlewu krwi. Na takie poświęcenia w tak rozbitym, jak dziś społeczeństwie niestety nie ma co liczyć. Nie ma również z powodu wpływu zakłamanych mediów, które służalczo wobec obcej agentury obrzydzą ludziom tego typu propozycje wskazując na katastroficzne skutki. Wspomnieć też należy chociażby o obcych bankach panoszących się w Polsce, bankach wyprzedanych za Balcerowiczowskie grosze. Te będą sypać piach w tryby programu naprawy finansów. Niestety mają moc narzędzi, Polaków oszczędności, ich zobowiązania oraz wsparcie Rothshildowej finansiery. Polskę "za jaja" trzymają też depozytariusze polskiego złota, jeden w City of London, drugi za oceanem Atlantyckim. Moje mrzonki o powyższych obligacjach pozostawiam raczej w sferze niewykonalnych scenariuszy.
Do wpisu: Dla Aliny - PIT zero.
Data Autor
mjk1
„Ponoć” to bardzo wygodne źródło — nie wymaga ani liczb, ani linków. Dla kontrastu: 800+ to ~70 mld zł forsal.pl , 500+ w 2023 r. – ~40 mld zł money.pl , trzynastka – 17 mld zł 300gospodarka.pl . A KPO? 60 mld euro, refundacja po spełnieniu warunków commission.europa.eu . Różnica jest taka, że ja to policzyłem, a Ty… „ponoć”.
Alina@Warszawa
mjk1 - pokaż mi jakiś link wklejony przez Ciebie w tym tekście, albo komentarzu...Więc albo nie potrafisz, albo piszesz co Ci ślina na język przyniesie w swoich tekstach, bo nie potrafisz podać źródła danych, które podajesz, a przecież każdy wie, że sam niczego nie liczyłeś.
mjk1
Mieszasz dwa zupełnie różne mechanizmy Mrówka.Blokowanie funduszy za czasów PiS nie było złamaniem prawa przez UE, tylko wykorzystaniem mechanizmu warunkowości, który jest wpisany w unijne traktaty i rozporządzenia budżetowe.To działa tak:UE przyjmuje tzw. „kamienie milowe” – warunki, które państwo musi spełnić, żeby dostać kolejne transze funduszy.Jeśli państwo ich nie realizuje (np. nie wprowadza zmian w sądownictwie zgodnych z wyrokami TSUE), KE ma prawo wstrzymać wypłatę do czasu ich spełnienia.To nie jest „niewypłacenie zatwierdzonych i rozliczonych projektów”, tylko odroczenie wypłaty nowych środków.W przypadku PiS nie było sytuacji, że Polska wykonała projekt, rozliczyła go zgodnie z zasadami, a KE odmówiła wypłaty pieniędzy. Takie działanie rzeczywiście byłoby złamaniem prawa i do tego w historii funduszy UE nie doszło.Innymi słowy:-  „Blokada środków”, to brak spełnienia warunków politycznych/administracyjnych - KE wstrzymuje nowe transze.- „Odmowa refundacji” zatwierdzonego i zrealizowanego projektu - tego w historii UE nie było, bo to byłoby nielegalne. 
mjk1
Konkrety Alinko, konkrety poproszę. Przynajmniej jeden.
Mrówka
@mjk1 - Cyt: "Gdyby Unia chciała celowo nie wypłacić zatwierdzonych środków, musiałaby złamać własne prawo a tego dotąd w historii funduszy UE nie było."Nie jestem aż tak rozeznany, na pewno nie było takiego przypadku? Czym zatem było blokowanie unijnych funduszy za czasów rządów PiS? Jeśli błądzę, to mnie oświeć.
Alina@Warszawa
Masz częściowo rację z tym nierozumieniem - to Ty @mjk1 niczego nie rozumiesz, a w dodatku nie potrafisz załączyć linków...
Do wpisu: Państwo w cieniu wierzycieli – dług jako ukryty reżyser polityki
Data Autor
mjk1
Masz rację U2, że sam formalny wynik wyborów nie jest równoznaczny z pełnym mandatem na dowolne działania, zwłaszcza jeśli łamie się procedury, prawo czy konstytucyjne ograniczenia. Demokratyczny mandat wymaga nie tylko zwycięstwa w wyborach, ale i przestrzegania zasad państwa prawa a tu, niestety, mamy coraz więcej przykładów działania „na rympał”, gdzie polityczne cele przeważają nad stabilnością instytucji i bezpieczeństwem finansowym państwa.Co do finansów: rzeczywiście, 289 mld zł dziury budżetowej + 105 mld zł obligacji w BGK to realnie ponad 394 mld zł nowego długu w tym roku. To oznacza, że przekroczenie konstytucyjnego progu 60% PKB jest kwestią czasu, jeśli nie zmienimy modelu finansowania państwa. W normalnym systemie taki sygnał powinien uruchomić alarm — w naszym jest przykrywany kolejnymi obietnicami, grantami i rozdawnictwem, które poprawia notowania partii rządzących, ale pogarsza kondycję państwa.Środki z KPO to kolejny przykład. Zamiast być inwestowane w projekty o wysokim zwrocie gospodarczym, które w przyszłości mogłyby realnie zwiększyć naszą zdolność do obsługi zadłużenia, wydaje się je w sposób chaotyczny i często pod kątem politycznego efektu „na już”. Efekt? Większa zależność od kredytu, większa presja wierzycieli i coraz mniejsza suwerenność w decyzjach gospodarczych.To jednak - i to jest clou całego mojego cyklu - tylko wierzchołek góry lodowej. Problemem nie jest wyłącznie skala długu, ale sam fundament systemu: uzależnienie funkcjonowania państwa od długu jako podstawowego źródła pieniądza. W takim modelu każda władza, bez względu na szyld, będzie zmuszona grać według tych samych reguł i zadłużać się dalej. Dlatego mówię o konieczności reformy pieniądza, aby budżet państwa nie był zakładnikiem ani politycznej propagandy, ani międzynarodowych wierzycieli.
u2
"Na papierze rząd ma mandat od ludzi, by realizować ich potrzeby."No właśnie nie ma. Te buńczuczne zapowiedzi Tuska, że postawi szefa NBP przed TS świadczą o tym, że Tusk nie ma mandatu demokratycznego do wprowadzanych siłowo zmian. Robi to na rympał i bezprawnie.W tym roku rekordowa dziura budżetowa 289 mld. Ale należy doliczyć 105 mld obligacji w BGK. Czyli wszystko zmierza do załamania się budżetu i przekroczenia progu ostrożnościowego 60% PKB.A Tusk i jego ferajna sprzeniewierzyła kaskę z KPO, którą wydaje na oślep i jak popadnie. Celowo. Aby jeszcze bardziej zadłużyć the Banana Republic of Bolanda :)
Do wpisu: Mieszkanie i samochód – wolność, którą nam odbierają
Data Autor
u2
"Otworzyć rynek na import tanich, sprawnych pojazdów z Chin"Tutaj jest haczyk. ChRL produkuje masowo i tanio. Ale niszczy europejski rynek. Ba, sami Europejczycy podcinają gałąź, na której siedzą przenosząc swoją produkcję do Kraju Środka.Poniżej link do wywiadu z szefem Mercedesa, który zwraca uwagę na szaleństwo Europy walczącej ze zmianami klimatu:msn.comPrezes Mercedesa krytykuje zakaz silników spalinowychW wywiadzie dla niemieckiego Handelsblatt Ola Kallenius ocenił, że planowany przez Unię Europejską zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych od 2035 roku jest zbyt ambitny i oderwany od rzeczywistości. "Potrzebujemy twardego rachunku rzeczywistości. W przeciwnym razie pędzimy na ścianę" - podkreślił prezes Mercedesa.  
mjk1
Też zaczynam Cię lubić Mrówka. Masz rację, to nie jest wojna z samochodami, to jest wojna z wolnym obywatelem. Kto kontroluje Twoją możliwość przemieszczania się, ten kontroluje całe Twoje życie: gdzie możesz pracować, kogo możesz odwiedzać, jak prowadzisz biznes i czy w ogóle możesz decydować o sobie. Dokładnie tak samo, jak w mieszkalnictwie, jeśli nie masz prawa do własnego, przystępnego mieszkania, jesteś skazany na łaskę i niełaskę systemu.To, co widzimy, to element większego mechanizmu centralizacji władzy w rękach biurokracji unijnej, która sama siebie mianowała nadzorcą „zrównoważonego rozwoju”. Efekt? Kolejne dyrektywy, które nie tworzą dobrobytu, lecz zabierają nam narzędzia do jego budowania. Najpierw narzuca się ograniczenia emisji CO₂ bez realnego wsparcia dla rozwoju nowoczesnej, tańszej technologii. Potem wymusza się kosztowne „zielone” rozwiązania w budownictwie i energetyce, które w praktyce stają się kolejnymi kanałami transferu pieniędzy z kieszeni obywatela do międzynarodowych koncernów.Mamy powtórkę z mechanizmu, o którym pisałem w kontekście mieszkalnictwa i systemu pieniądza dłużnego: koszt życia rośnie nie dlatego, że brakuje technologii czy materiałów, ale dlatego, że regulacje i finansowe kagańce podnoszą cenę wszystkiego, co daje nam samodzielność. A przecież można inaczej, można mieć czystą, rozproszoną energetykę, lokalne źródła mocy, tanie środki transportu bez kredytu na dekady, można mieć budownictwo modułowe lub szkieletowe pozwalające na własny dom w rok. Ale tego nie da się wprowadzić w realiach, w których każda dyrektywa jest kolejną kulą u nogi.Dlatego, jeśli nie mamy dziś siły politycznej, by zrobić pełny Polexit, to powinniśmy przynajmniej robić „dyrektywowy detoks” — punkt po punkcie wypowiadać, blokować i odrzucać przepisy, które niszczą polską gospodarkę i wolność obywateli. Prawo do mieszkania i prawo do przemieszczania się muszą stać się elementami naszej suwerenności, a nie towarem reglamentowanym przez Brukselę. Bo jeśli oddamy wolność na drodze i w domu, to reszta naszych praw będzie tylko papierem do podpisywania kolejnych dyrektyw.
Mrówka
Niebagatelne znaczenie ma również wojna z pojazdami napędzanymi paliwami płynnymi. Od unijnych regulacji ograniczenia emisji CO2, poprzez wprowadzanie stref czystego transportu po szykany finansowe dla producentów samochodów trwa zmasowany, dobrze przygotowany i skoordynowany atak. I właściwie to nie wojna z pojazdami, lecz wojna ze społeczeństwem, mająca na celu zmarginalizowanie wolności obywatelskiej i aktywności gospodarczej. Wymieniać dalej? Ogrzewanie budynków, przymus montowania fotowoltaiki w nowo budowanych budynkach, pseudo inwestycje w farmy wiatrowe i cały szereg pomniejszych, wymuszonych zmian szkodliwych dla gospodarki i w końcowym efekcie dla przeciętnego obywatela RP. Jeśli polski nie stać na wypowiedzenie traktatu przynależności do eurokołchozu, niech przynajmniej wypowiada sukcesywnie wszystkie dodatkowe zobowiązania i dyrektywy niszczące państwo Polskie. Nie do takiej UE Polska wstępowała w 2004 roku. Nie taką jak dziś UE serwowali Polakom propagandziści ponad 20 lat temu.
Do wpisu: Ulga na dziecko, państwo bez długu i prawdziwa reforma fiskalna
Data Autor
mjk1
Przepraszam. Myślałem że mój komentarz pod Twoim wpisem zapowiadający rozszerzenie tego tematu wystarczy. Postaram się poprawić. Poza tym wydaje mi się, że niczego nie ukradłem tylko omówiłem wady i zalety Twojej propozycji.Zaproponowałem jednocześnie rozwiązanie, które radykalnie zmniejsza koszty programu.I to było celem mojego wpisu a nie kradzież Twojego pomysłu.
Alina@Warszawa
Ukradziony pomysł:Alternatywą jest pomysł prosty, elegancki i oparty o zasadę równości:każde dziecko ma swoją kwotę wolną od podatku, którą mogą wykorzystać rodzice.Dorosły ma swoją kwotę wolną, dziecko — swoją, np. 50% lub 100% dorosłej- jest mojego autorstwa - wypadałoby podać kto to wymyślił i link do mojej notki na ten temat! 
Do wpisu: Państwo na kredyt, czyli fundament z piasku
Data Autor
mjk1
Masz rację Mrówka. Reset systemu finansowego to nie fikcja, a bardzo realne zagrożenie i to właśnie efekt budowania państwa na kredyt, bez żadnej kontroli nad kreacją pieniądza. Problem w tym, że taki reset to nie będzie czysta karta ani sprawiedliwy podział. To będzie rozbiórka naszej suwerenności i dobra narodowego, krok po kroku, bez taryfy ulgowej.Grecja jest świetnym przykładem, jak szybko państwo może zostać zmuszone do oddania części swojego terytorium czy kluczowych aktywów w imię spłaty długów. To nie jest żaden odległy, abstrakcyjny scenariusz, to realne narzędzie polityczno-ekonomicznej dominacji, którym już dzisiaj są szantażowane słabsze państwa.Jeśli nie wybudujemy fundamentu gospodarczego na własnym, suwerennym pieniądzu i kontroli państwa nad jego emisją, za chwilę będziemy mieli nie reset, a pełzającą kolonizację ekonomiczną. Inaczej mówiąc, sprzedajemy przyszłość Polski za chwilową iluzję dobrobytu na kredyt, który i tak ktoś kiedyś wymusi na nas do spłaty.Więc zamiast oczekiwać „resetu” i zastanawiać się, co nam zostanie, powinniśmy walczyć już dziś o suwerenność pieniądza, by nie dopuścić do kolejnej katastrofy, która zrujnuje całe pokolenia Polaków.
Mrówka
Należy się spodziewać resetu systemu finansowego. Ten reset zniweluje aktywa pozostawiając zobowiązania. Ciekaw jestem które obszary Rzeczpospolitej przypadną któremu wierzycielowi. Grecję jakiś czas temu wezwano do oddania części wysp w ramach spłaty zadłużenia. Jakoś wówczas nie trafiła ta metoda transakcji na podatny grunt, ale "pierwsze koty za płoty"... Podobnie jak z zamordyzmem podczas plandemi, tak i w tym obszarze trwają prace udoskonalania metod nacisku i perswazji.
Do wpisu: Dom w rok, nie w kredyt na pokolenia
Data Autor
Mrówka
@mjk1 - Cyt: "UE dała reguły i pieniądze".dakowski.pl
Mrówka
Moja historia to być może rzadki przypadek, nie obyło się jednak bez kilku "niedogodności". Wspomnieć tylko, że z kierownikiem budowy doszło do poważnego kryzysu. Za bardzo chciał sięgać do mojej kieszeni. Na chciejstwie się jednak skończyło, budowa zakończyła się zgodnie z harmonogramem. Jak wybrnąłem z konfrontacji z kierownikiem budowy to już nie na ten wątek.Ważna w tym wszystkim jest determinacja i oczywiście mierzenie sił na zamiary.
mjk1
Szacun Mrówka— serio. Bez kredytu, solidny, murowany, w dwa lata i na etacie. Tyle że to, co opisujesz, to dziś jest biały kruk.Dwanaście lat temu działka kosztowała połowę tego, co teraz, materiały były tańsze, a państwo nie dławiło każdego etapu budowy papierologią i daninami. Ty wygrałeś, bo miałeś determinację, wiedzę i trochę szczęścia. Ale to nie jest plan dla całego narodu, to jednostkowy sukces w systemie, który z definicji ma ludzi pchać w kredytowe kajdany.I właśnie o to chodzi, żeby takie historie nie były wyjątkiem, tylko normą. Żeby młody człowiek w Polsce miał wybór: pracować i budować bez lichwy, a nie żebrać w banku o 30-letni wyrok z paragrafem „hipoteka”.Bo jeśli dzisiaj dom bez kredytu to cud, to znaczy, że reguły gry ustawiono przeciw ludziom. I to reguły trzeba zmienić a nie opowiadać, że „można, jak się chce”. Bo chcieć to jedno, a żyć w systemie, który na każdym kroku rzuca kłody, to drugie.
Mrówka
@mjk1 - Cyt: "Siedem głupich punktów uważasz za program i od siebie dodajesz ósmy, jeszcze głupszy". Też Ciebie lubię :)Wybudowałem dom bez kredytu. Solidny, murowany z przezimowanymi fundamentami. Nie rozsiewaj teorii, że się nie da. Dwa lata od momentu wylania ławy fundamentowej do chwili wprowadzenia się. Nie było to kilkadziesiąt lat temu, lecz raptem dwanaście. Nie należę też do klasy zamożnej, nikt mnie nie sponsorował, wszystko dzięki własnej zaradności i pracy na etacie. Trochę mi szczęście sprzyjało, szczęście o które też trzeba zadbać. Można? Można!
mjk1
Nie dziwię się Mrówka, że popierasz Brauna. Siedem głupich punktów uważasz za program i od siebie dodajesz ósmy, jeszcze głupszy, ale po kolei i w szczegółach.Polexit jako kij do wszystkiego. Wygodnie jest obwiniać Unię o wszystko. Tylko że problem nie zaczął się w 2004 r. Biurokracja, patologie w planowaniu, kurs na finansjalizację gospodarki i przekształcenie mieszkania w towar, to były decyzje polskich elit jeszcze wcześniej. UE dała reguły i pieniądze, ale nie wbiła nam do tych pustych pał modelu kredytowej niewoli. To my sami to sobie zrobiliśmy.Fundamenty „przezimować” — mit bez kontekstu. Tak, monolityczne fundamenty i tradycyjne technologie bywały podatne na pogodę — dlatego kiedyś zalecano „przezimowanie”. Ale mamy XXI wiek:są pale śrubowe, płyty fundamentowe prefabrykowane, ocieplone szalunki ICF, przyspieszone procesy wiązania betonu — fundament robi się szybko i bez czekania rok.w systemach szkieletowych i modułowych konstrukcja stoi na punktowych fundamentach lub palach — żadnego „przezimowania” przy budowie domu w rok.Jeżeli ktoś powtarza argument „trzeba zimować fundamenty”, to albo nie zna nowoczesnych technologii, albo udaje, żeby blokować zmiany.Brak fachowców? To akurat argument za prefabrykacją, nie przeciw niej Mrówka.Praca w fabryce prefabrykatów to mniej zależności od pory roku, większa jakość i standaryzacja. Szkolenia, programy dualne, dotacje na centra prefabrykacji — to rozwiązania, nie lament o braku „rzetelnych fachowców”.„Dom z cegły” vs „papierowe moduły” — bzdura i strach przed zmianą.Nowoczesne moduły to: CLT (drewno krzyżowo klejone), prefabrykowany żelbet, stal ramowa — to nie są papiero-konstrukcje. Przy odpowiednim projektowaniu i montażu są: trwałe, szczelne, ogniotrwałe i odporne na wiatr. Problem “wielkiej płyty” nie polegał na prefabrykacji jako takiej, lecz na złym projektowaniu, oszczędzaniu na izolacji i braku konserwacji. Generalnie na socjalistycznym dziadostwie. Nie mieszaj pojęć.Standard i certyfikat rozwiązują strach. Jeśli boisz się, żądaj norm, certyfikatów, badań wiatrowych i gwarancji. Ktoś robi „moduł z papieru”? Zostanie skontrolowany. Kto buduje z prefabryku i ma homologację – stoi lepiej niż chałupiarz, który „mądrze” oszczędza na izolacji i potem ma pleśń i wilgoć.Podsumowanie:Jeżeli chcesz domu solidnego, to walcz o dostęp do nowoczesnych technologii, o publiczne finansowanie produkcji prefabrykatów, o szkolenia i o prawo, które nie faworyzuje dewelopera kosztem obywatela. Trwać przy „muro-mitach” znaczy płacić więcej, dłużej i przyjmować bylejakość jako cnotę. Nie ma romantyzmu ani w długach, ani w przeciekających dachach.   Jeśli ktoś broni cegły jak religii, a odrzuca prefabrykację z lęku — to nie obroni rodzin ani portfela. Chcesz przeszłości? Płać za nią. Chcesz przyszłości? Szkolenia, prefabrykcja, publiczne wsparcie i normy i dom w rok, nie kredyt na pokolenia.
Mrówka
@mjk1 - Polexit nie odnosi się tylko do budownictwa. Pełzająca degradacja Polski, jako całości zmian rozpoczęła się od przystąpienia do eurokołchozu.Co do budownictwa, w naszych warunkach klimatycznych wskazane jest przezimowanie fundamentów. To powoduje, że jeden rok może nie wystarczyć w obliczu marnej z reguły dostępności dobrych i rzetelnych fachowców od budownictwa.Nawiasem, jakoś nie wyobrażam sobie innego, niż solidny, murowany dom. Ten wykonany z "papieru" pofrunie przy pierwszym lepszym huraganie, a moduły jakoś mi zbytnio przypominają wielopiętrowce z wielkiej płyty. Tam wiatr hula od szczeliny do szczeliny w poprzek i po przekątnej salonu.
Do wpisu: Zapomniany model: wspólne budowanie bez długu
Data Autor
mjk1
Masz rację Spike – bez polityków żaden duży projekt nie ruszy, ale sama wola polityczna to dopiero początek. Przekop Mierzei Wiślanej pokazuje mechanizm: decyzja centralna zapadła, inwestycja powstała, ale brak koordynacji i opór lokalny (np. brak pogłębienia toru do Elbląga) sprawiły, że efekt jest połowiczny. Podobnie z „Mieszkaniem Plus” – hasła były, ale brak narzędzi prawnych i finansowych pogrzebał projekt.Dlatego w sprawie spółdzielczości i tanich mieszkań potrzebne są:Polityczny mandat i zmiana prawa – proste procedury, preferencje podatkowe, łatwe przekształcanie gruntów.Publiczne finansowanie – bank mieszkaniowy lub fundusz gruntowy, który pożycza tanio i bez lichwy.Rozliczalność samorządów – brak współpracy = konsekwencje budżetowe.Pilotaże – 10–20 spółdzielni z prefabrykacją, a potem szybka skala.To prawda, że „politycy nie zrobią tego za nas” – ale prawdą jest też, że bez polityków nic nie ruszy. Potrzebne są oba elementy: polityczna decyzja i obywatelska kontrola. Inaczej skończymy z kolejnym „pomnikiem łopaty” zamiast realnych mieszkań.Naprawa państwa zaczyna się tam, gdzie polityka staje się wykonalna, a ludzie patrzą jej na ręce.