Otrzymane komantarze

Do wpisu: SAFE, państwo i cud społecznej mobilizacji - czy Polska stoi przed wyborem, którego nie chce dostrzec?
Data Autor
wielkopolskizdzichu
"rząd przejął media publiczne i sądownictwo w sposób, który dla wielu obserwatorów jawi się jako jawnie nielegalny."A dla wielu Polaków w sposób jak najbardziej legalny, tylko że oczyszczanie sądownictwa z gówna jakie narobiła łże prawica  od Jarkacza idzie niemrawo.
mjk1
Ależ ja się z Panem zgadzam w 100 procentach Panie Henryku. Proszę jednak zauważyć, że w drugiej części wpisu podałem sposób rozwiązania problemu. Pytanie brzmi, czy jesteśmy do tego zdolni. My, bo jak widać na polityków nie ma co liczyć.
mjk1
W osobnym wpisie i w kilku komentarzach napisałem co należałoby zrobić, aby PiS przejęło władzę w Polsce. Jeżeli jednak Jarosław Kaczyński postanowił zakończyć projekt PiS, to co ja na to poradzę? Teraz prawdopodobnie nastąpi rozłam i marginalizacja, ale to decyzja Prezesa. Szkoda jednak, że nie tylko on poniesie jej konsekwencje.Ironia zaś zawarta w komentarzu („każdy może mieć zdanie…”) dobrze oddaje szerszy problem funkcjonowania współczesnej polityki. Wyborcy często oczekują autentyczności i samodzielności przedstawicieli, podczas gdy partie dążą do jednolitego przekazu. Mam cichą nadzieję, że prezydent zachowa się jednak przyzwoicie.
NASZ_HENRY
SAFE (Security Action for Europe) jest trójkolorowy: żółto, czerwono, czarny 🇧🇪 Dla Niemców te dyby SAFE założone na długie lata na Polskę są teraz najważniejszym politycznym /kolonialnym/ projektem. Zamienią nas w gromadę niewolników bez wyjścia z sytuacji. Nawet sami będziemy finansować swoje niemieckie dyby i bat. Iście piekielny plan...😎
tricolour
"W związku z wczorajszym naruszeniem wydanego przez kierownictwo Prawa i Sprawiedliwości zakazu wszczynania w mediach społecznościowych szkodliwych dla Polski i całego naszego środowiska politycznego dyskusji, p. prezes Jarosław Kaczyński podjął decyzję o skierowaniu do partyjnej komisji etyki spraw następujących posłów: p. Mateusza Morawieckiego, p. Ireneusza Zyski i p. Mirosławy Stachowiak-Różeckiej" — przekazał Rafał Bochenek w serwisie X.Każdy może mieć zdanie, jakie chce, pod warunkiem, że jest w kolorze czarnym.Tyle też będziemy mieć do powiedzenia w sprawie sejfu na pieniądze.
Do wpisu: Strategia porażki. Jak Jarosław Kaczyński blokuje sukcesję, która mogłaby uratować PiS.
Data Autor
sake2020
Szczęście ,że wasz sabat odbywa się na NB a nie na Łysej Górze bo nadal bardzo zimno a miotły nie mają klimatyzacji.
Es
@mjkZupełnie nie rozumiem reakcji na pytanie postawione przez@ jabe. Tym bardziej kiedy piszesz: dla reprezentowania jego wyborcow. Pytanie pomocnicze jakie powinienes zadać to czy Pis rzeczywiście wypelnia te zobowiązania. Czy rzeczywiście ich reprezentuje zgodnie z rzucanymi obietnicami.
Es
Samo rozwazanie " sukcesji" , a wiec przypisywanie partii politycznej cech monarchistycznych i funkcjonowanie na jej zasadach juz jest jakimś kuriozum. Piszesz " sukcesja polega na przekazywaniu przywództwa" . Tymczasem taka procedura obejmowania władzy w partii jest w swojej istocie  chora. Co ona oznacza? Następcą zostaje nie ten który wykazuje największy potencjał i zaufanie wyborcow wynikające z oceny jego dzialalnosci   ale ktoś cieszący sie największą sympatią ustępujacego, łasego na pochlebstwa "monarchy-dyktatora".To jest przypadłość partii wodzowskich skupionych wokół dominującego lidera. I zazwyczaj bezideowych, lub skupionych przede wszystkim na sprawowaniu władzy dla samej władzy. Bardziej zarządzającej państwem , niz tworzącej cele, kierunki i strategie rozwoju. Pasywna lub wyłącznie reaktywna polityka jest w takim przypadku jedynąmozliwa opcją- by wykazać się jakąkolwie  inwencją  potrzebna jest jakaś wizja celu. Inaczej panstwo trafia w próżnię bezsensownej szamotaniny i finalnego pytania: kto za tym stoi. PIS przez 25 lat swojego istnienia nie zdołało określić żadnych panstwowotworczych idei i celów, które mogłyby tworzyc propanstwowe elity- zasoby intelektualne przyszłych rzadow i administracji. Nie ma w takim wyłącznie trwaniu na politycznej scenie naturalnie ksztaltowanych elit, nie ma zatem i wyrazistych , gotowych do weryfikacji godnych następców.  Cala jego działalność ogranicza sie do schematu: "oni nam tak , to my im tak" . Oraz gabinetowych rozgrywek i medialnych pyskówek z polityczną opozycją. A całość kończy ręcznymi sterowaniem i królikiem wyciągany z kapelusza. 
mjk1
Długość tekstu Zdzisek, sama w sobie oczywiście nie jest gwarancją merytoryki, tak samo jak krótka uwaga nie jest jej zaprzeczeniem. O wartości wypowiedzi decydują argumenty, a te w moim wpisie zostały przedstawione: kwestia sukcesji, strategii wyborczej oraz realnej zdolności obozu do zmiany przywództwa.Jeśli widzisz w tych tezach błędy lub nieścisłości, chętnie je poznam i przedyskutuję. Polemika ma sens wtedy, gdy odnosi się do argumentów, a nie do objętości tekstu czy mojej skromnej osoby.
wielkopolskizdzichu
szyszko, to że w pocie czoła tworzysz przydługawe teksty nie oznacza że są merytoryczne.
mada
Folksdojczów u nas ci dostatek.
mjk1
Polityka ma to do siebie, że prędzej czy później sama zaczyna pisać najbardziej wiarygodny scenariusz. Nie poprzez deklaracje, lecz poprzez fakty. I jeśli kolejne doniesienia się potwierdzą, to ten scenariusz zaczyna układać się w dość czytelną całość.W jednym z programów publicystycznych Telewizji Trwam pojawiły się sugestie, że Jarosław Kaczyński może wycofać się z propozycji wskazania kandydata na premiera. Jeżeli rzeczywiście tak by się stało, trudno będzie traktować całą operację jako element ofensywy Prawa i Sprawiedliwości. Coraz bardziej wyglądałoby to na wewnętrzne testowanie i jednoczesne osłabianie potencjalnych następców.W takim układzie nie chodziłoby o realne przygotowanie do przejęcia władzy, lecz o kontrolę procesu sukcesji i utrzymanie równowagi w obozie. A to prowadzi do poważniejszego wniosku: być może stawką nie jest dziś wygrana wyborcza, lecz zachowanie modelu partii skoncentrowanej wokół jednego lidera.Jeśli polityka sprowadza się do zarządzania konfliktem i blokowania naturalnych procesów pokoleniowych, trudno mówić o strategii zwycięstwa. Wtedy najbardziej prawdopodobnym scenariuszem staje się nie ofensywa, lecz dryf - trwanie w opozycji jako bezpieczniejsza forma istnienia niż odpowiedzialność za rządzenie.A życie polityczne ma jedną bezlitosną zasadę: partie, które nie potrafią przygotować własnej przyszłości, wcześniej czy później stają się jej zakładnikami.
mjk1
Nie wiedziałem, że mój wpis dotyczy sierocińców Zdzisek. Jeśli jednak masz coś merytorycznego do dodania - chętnie poczytam.
wielkopolskizdzichu
Sierotki po Jarkaczu, jakby mi było ich żal.
mjk1
Drogi Dżabe, jesteś wzorcowym wręcz przykładem, że w żaden sposób oleju do łba wlać się nie da. Niezależnie od tego, czy to zakuty, czy pusty łeb. Tego się po prostu trzeba "naumieć". Jestem pewien, że znowu nic nie zrozumiesz, jednak jeszcze raz spróbuję.PiS istnieje nie tyle „dla zadowolenia”, co dla reprezentacji a to zasadnicza różnica.Partie polityczne - w tym Prawo i Sprawiedliwość, nie istnieją po to, by zadowalać swoich wyborców jak usługodawca klientów, lecz by artykułować ich interesy, wartości i oczekiwania w procesie politycznym. W demokracji każda większa grupa społeczna potrzebuje kanału reprezentacji, nawet jeśli inni obywatele się z jej poglądami nie zgadzają.Gdy partia traci zdolność reprezentowania wyborców, oni nie znikają, tylko szukają innej formy ekspresji politycznej. Dlatego obecność partii jest elementem mechanizmu reprezentacji, a nie formą „zadowalania” kogokolwiek.Dotarło ... .
mjk1
W demokracji Zdzisek, warto oddzielać ocenę partii od logiki systemu politycznego. Likwidacja dużej formacji reprezentującej miliony wyborców nie oznacza, że znikają poglądy i interesy tych ludzi, one po prostu szukają innej, często bardziej radykalnej reprezentacji.Prawo i Sprawiedliwość można krytykować za decyzje, styl rządzenia czy program, ale jego istnienie jest faktem politycznym wynikającym z realnego zaplecza społecznego. Stabilność państwa polega właśnie na tym, że spory polityczne toczą się między instytucjami i partiami, a nie poprzez ich eliminację.Dlatego kluczowe pytanie nie brzmi, czy jakaś partia powinna istnieć, lecz czy system potrafi zapewnić konkurencję, rotację władzy i reprezentację różnych grup obywateli. Bez tego spór polityczny nie znika, tylko przenosi się poza ramy instytucjonalne, a to rzadko kończy się dobrze dla jakości samej demokracji.
wielkopolskizdzichu
"Strategia porażki. Jak Jarosław Kaczyński blokuje sukcesję, która mogłaby uratować PiS."Każdy scenariusz kończący się likwidacją tej bandy udającej patriotów jest dobrym scenariuszem dla Polski.
Jabe
Czyli PiS istnieje dla zadowolenia elektoratu.
mjk1
Nie gniewaj się Dżabe, ale Ty po prostu jesteś tak tępy, że nawet nie wiesz, jak ważne pytanie zadałeś, bo to wbrew pozorom bardzo ważne pytanie i warto a nawet należy na nie wyczerpująco odpowiedzieć..Po pierwsze, PiS jest reprezentacją dużej części społeczeństwa, niezależnie od ocen tej partii. Kilkumilionowy elektorat nie znika wraz z kryzysem formacji politycznej. Jeśli nie ma dla niego reprezentacji w głównym nurcie, pojawia się frustracja, radykalizacja albo nowe, często bardziej niestabilne projekty. Z tego punktu widzenia istnienie silnej, uporządkowanej partii tej części sceny politycznej pełni funkcję stabilizującą system.Po drugie, demokracja potrzebuje realnej alternatywy władzy. Nie chodzi o sympatię do konkretnej partii, lecz o mechanizm równowagi. System polityczny, w którym jedna strona nie ma zdolności do odzyskania władzy, przestaje być konkurencyjny, a zaczyna być hegemoniczny. To szkodzi jakości rządzenia niezależnie od tego, kto akurat rządzi.Po trzecie, partie nie istnieją tylko po to, by rządzić, ale by agregować interesy i poglądy. PiS pełnił i nadal pełni rolę politycznego kanału dla określonych postaw społecznych: socjalnych, konserwatywnych, peryferyjnych, sceptycznych wobec części integracji europejskiej. Te postawy nie znikną wraz z problemami partii.Dlatego pytanie „po co komu PiS” można przeformułować: po co demokracji silna reprezentacja tej części wyborców. Odpowiedź brzmi, po to, by konflikt polityczny odbywał się w ramach instytucji, a nie poza nimi.Dyskusja o przyszłości PiS jest więc mniej rozmową o jednej partii, a bardziej o tym, czy polska scena polityczna zachowa równowagę i zdolność do realnej konkurencji.Ty niestety Dżabe jesteś za głupi żeby to zrozumieć
Jabe
To poważne pytanie.
mada
Już wiem.Jabe potrzebny Tuskowi.
mada
A po co komu Jabe?
Jabe
Ważniejsze pytanie: po co komu PiS?
mjk1
To jest interesująca teza Panie Kazimierzu, ale opiera się na założeniu, że sukcesja automatycznie oznacza rozpad. A to wcale nie jest reguła, to tylko jeden z możliwych scenariuszy.Problem PiS polega dziś właśnie na tym, że brak sukcesji nie zatrzymuje procesu erozji, tylko go rozciąga w czasie. Lider może stabilizować strukturę organizacyjną, ale nie jest w stanie zatrzymać zjawisk politycznych takich jak zmęczenie elektoratu, konflikt pokoleniowy czy presja na nowe przywództwo. Innymi słowy, utrzymywanie status quo nie jest neutralne, tylko kosztowne. Dlatego pytanie nie brzmi czy sukcesja przyspieszy procesy rozpadu, lecz czy brak sukcesji nie prowadzi do tego samego rezultatu, tylko wolniej i bez możliwości kontroli. Historia partii wodzowskich pokazuje, że największe rozpady następują właśnie wtedy, gdy sukcesja jest odkładana do momentu wymuszonego przez wydarzenia. Wtedy nie ma już scenariusza kontrolowanego, tylko chaos. Kontrolowana zmiana lidera, nawet ryzykowna, daje przynajmniej szansę na zachowanie instytucji. W tym sensie obecność Jarosława Kaczyńskiego może stabilizować PiS krótkoterminowo, ale równocześnie blokować proces, który i tak musi nastąpić. A im później się zacznie, tym mniej będzie sterowalny.Co do pytania „co po PiS”, ono samo pokazuje skalę problemu. Partie o tak silnym elektoracie i strukturze nie znikają nagle, lecz transformują się albo dzielą. Kluczowe jest więc nie to, czy PiS przetrwa w obecnej formie, lecz czy będzie zdolny przejść zmianę jako podmiot, a nie jako efekt rozpadu. Dlatego dyskusja o sukcesji nie jest spekulacją personalną, tylko debatą o zdolności partii do życia po liderze. I to jest pytanie, którego żadna formacja polityczna nie może uniknąć.
Kazimierz Koziorowski
moze PJK nie blokuje sukcesji a blokuje agonie PIS, gdyz jego abdykacja lub odejscie z jakiegokolwiek powodu przyspieszy rozpad partii. obecnie nie ma juz znaczenia dlaczego do takiej sytuacji doszlo, czy tez wskazywanie architektow rozpadu. wazne jest co po PiSie? miejmy nadzieje ze prominentni politycy pisowscy powinni juz miec plan na te ewentulanosc