Otrzymane komantarze

Do wpisu: Reparacje czy reforma?
Data Autor
mjk1
Rozumiem, że Twoje stanowisko Droga Aniu wynika z przekonania, iż temat reparacji to nie tylko sprawa pieniędzy, ale też pamięci historycznej i obrony dobrego imienia Polski. I z tym się częściowo zgadzam — o niemieckich zbrodniach trzeba mówić, edukować i przypominać. Problem w tym, że w przestrzeni międzynarodowej co innego jest skuteczną polityką pamięci, a co innego jest realnym, wykonalnym roszczeniem finansowym.1. Reparacje a reformy — formalnie niezależne, w praktyce powiązaneZgoda, że w teorii można równolegle domagać się reparacji i przeprowadzać reformy państwa. Jednak w praktyce politycznej każda duża kampania międzynarodowa pochłania zasoby: czas, energię dyplomacji, kapitał w relacjach z sojusznikami. Skupienie na sprawie, która jest w świetle prawa międzynarodowego i realiów geopolitycznych prawie niemożliwa do wygrania, oznacza mniejszy nacisk na kwestie, które można realnie poprawić tu i teraz. To jest ten „koszt alternatywny”, o którym piszę.2. Mówienie o zbrodniach to nie to samo, co żądanie reparacjiW żadnym momencie nie twierdziłem, że należy milczeć o zbrodniach Niemiec. Wręcz przeciwnie, uważam, że polityka historyczna powinna być konsekwentna, oparta na faktach i prowadzona w sposób, który wzmacnia pozycję Polski. Ale przypominanie historii można robić skutecznie bez formułowania roszczeń, które w sensie prawnym są zamknięte. Izrael od lat prowadzi bardzo silną politykę pamięci o Holokauście, a jednak dziś nie domaga się formalnych reparacji od Niemiec (bo te zostały uregulowane wcześniej), tylko skupia się na innych formach współpracy i rekompensat.3. Status prawny roszczeń PolskiFakty są takie: PRL w 1953 r. zrzekła się dalszych reparacji, a III RP nigdy tego formalnie nie unieważniła. Do tego w 1990 r. podpisano traktaty („2+4” oraz polsko-niemiecki traktat graniczny), które zamykały sprawy wojny i granic. W dyplomacji brak zgłoszenia roszczeń w takim momencie oznacza ich zaniechanie. Grecja, na którą się powołujesz, ma inną sytuację prawną — jej roszczenia wynikają z traktatów, które nie były uznane za zamknięte a mimo to po latach jej działania utknęły w martwym punkcie.4. O „panoszeniu się Niemców w Polsce”Rozumiem obawy, ale trzeba odróżnić wpływy gospodarcze i kulturalne od suwerenności państwa. Silna pozycja Niemiec w polskiej gospodarce wynika m.in. z naszego modelu ekonomicznego i polityki kolejnych rządów (wszystkich opcji), które świadomie otwierały rynek na niemiecki kapitał. To my musimy zbudować mechanizmy gospodarcze i prawne, które wzmocnią naszą pozycję i to jest możliwe bez cofania się do narracji roszczeniowej, która nie przyniesie efektów.5. O rzekomym „przyzwoleniu”Brak formalnych roszczeń nie jest „przyzwoleniem” na fałszowanie historii. To jest po prostu wybór innej strategii — takiej, która może być skuteczniejsza. Możemy równocześnie:aktywnie reagować na każde kłamstwo historyczne,domagać się zwrotu zagrabionych dóbr kultury w trybie przewidzianym w prawie międzynarodowym,prowadzić własną narrację w mediach światowych,i inwestować w instytucje badające oraz popularyzujące prawdę o historii Polski.6. Sedno mojego stanowiskaNie chodzi o „szczerzenie zębów do Niemców” ani o milczenie. Chodzi o to, żeby w polityce międzynarodowej wybierać bitwy, które da się wygrać. Reparacje w sensie prawnym i politycznym są dziś celem praktycznie nieosiągalnym. Reformy państwa są celem trudnym, ale możliwym. A prawda historyczna może i powinna być broniona niezależnie od roszczeń finansowych.
Alina@Warszawa
@mjk1 - ile Ci płaci BRD za te teksty?
mjk1
Rozumiem emocje i moralne poczucie krzywdy  Es, ale w polityce liczy się skuteczność, a nie tylko racja.Ciągłość państwowa – III RP jest następcą PRL, która w 1953 r. zrzekła się reparacji. Nigdy tego nie unieważniliśmy.Traktaty z 1990 r. („2+4” i graniczny) zamknęły sprawy wojny. Polska wtedy nie zgłosiła roszczeń – w dyplomacji brak zgłoszenia, to rezygnacja.Skuteczność – bez zgody Niemiec i poparcia mocarstw temat jest niewykonalny. Przykład Grecji pokazuje, że to ślepa uliczka.Roszczenia innych państw – to inny rodzaj spraw (prywatne mienie, roszczenia wobec Rosji), nie można tego porównywać 1:1.Zdrada stanu? – w prawie to działanie na rzecz wroga. Brak reparacji to nie zdrada, co najwyżej błąd polityczny.Co zamiast – naprawa finansów, wzmocnienie armii, inwestycje w edukację i zdrowie, dobre relacje z sąsiadami.Moralnie mamy rację, ale realnie – szanse na reparacje są bliskie zeru. Lepiej zająć się tym, co możemy wygrać, niż walczyć o nierealne, tracąc czas i kapitał polityczny.
sake2020
Wybór między reparacjami a reformami? Reformy są niezależne od starań o reparacje. Dla pana reparacje których Niemcy nie chcą wypłacić to tylko pole do ośmieszania wypowiedzi polityków ,,o moralnym obowiązku'',czy ,,historycznej sprawiedliwości'' albo o ,,ogromnych stratach''. Nawet posuwa się pan do twierdzeń,że przypominanie Niemcom o ich zbrodniach to ,,zasłona dymna''. Więc lepiej nic nie mówić czy pisać i szczerzyć zęby do Niemców,którzy nie zachowują nawet pozorów,że to Polska jest odpowiedzialna za II-gą WŚ. Albo oddać to historykom aby gdzieś w kąciku pisali swoją wersję,albo bili pianę w akademickich dyskusjach?. Już teraz polski profesorek na niemieckch usługach żąda aby Polska zwróciła zbiory kultury niemieckiej nawet nie wspominając,że wiele naszych dóbr kultury zagrabionych Niemcy nawet nie chcą nam zwrócić..Nie mówić o reparacjach,milczeć na temat niemieckich zbrodni i bzwstydnego panoszenia się Niemców w Polsce obecnie to jest ta droga prowadząca do podniesienia prestiżu? Czy reformy państwa o których pan pisze są związane i zależne od tego milczenia i przyzwolenia?Ja nie widzę związku. Reformy to obszar niezależny,konieczny dla poprawy funkcjonowania ale niemożliwy do przeprowadzenia w niesuwerennym państwie.Jakich reform pan oczekuje w Polsce gdy idiotka z MEN twierdzi ,że to polscy naziści budowali Auschwitz. Przy takim mysleniu polskiego rządu to chyba Niemcy będą nas ,,reformować'' i wdrażać swoje. Dziwne,że Grecja chce razem z Polską powziąć staranie o wypłatę wojennych reparacji a u nas wypowiedzi o dziejowej sprawiedliwości śmieszą.
Es
Tak przez analogię: to jest stanowisko pacyfisty twierdzącego: jesli się rozbroję i zadeklaruję brak woli agresywnych zachowań wobec każdego, to nikt mnie nie będzie atakował, a tym samym będę bezpieczny. W sytuacji gdy nawet zarządzający instytutem powołanym do obrony polskiej racji stanu występuje o odszkodowania dla Niemiec( co jest już zupełnym kuriozum) a pretensje o nie zgłaszają wprost ukraina bialorus a nawet Litwa, nie mówiąc o organizacjach żydowskich, rezygnacja z nich , brak decyzji o formalnym podjęciu walki o nie na forum międzynarodowym jest czystym frajerstwem. A negowanie przez obecnie rządzących, podstaw do ich procedowania jest zdradą  stanu.  
Do wpisu: Jak wyrwać państwo z długu – pierwszy krok do finansowej suwerenności
Data Autor
Mrówka
To nie "temat", ale dziejowa sprawiedliwość nakazuje traktować reparacje poważnie. Nie odciąga ona od dzisiejszych problemów Państwa Polskiego, wręcz przeciwnie, koreluje się i uzupełnia.Czemu odnoszę wrażenie, że w tej kwestii stajesz po stronie Tuska? 
mjk1
Nie Mrówka. Cały ten spektakl z reparacjami — a trudno nazwać go inaczej — służy dziś głównie jednemu celowi: odciągnięciu uwagi ludzi od prawdziwych, głębokich problemów państwa. Temat reparacji to nie rozwiązanie, to dymna zasłona.
Mrówka
Wyrwać z długu można by wykorzystując reparacje od Niemców, a należne Polsce.youtube.com
Admin Naszeblogi.pl
OK. Dzięki
mjk1
To mój błąd. Jak opracowuję wpis w Wordzie sam sobie zaznaczam tytuł w cudzysłowie, taka głupia maniera. Potem, jak wklejam, zapominam go usunąć. Postaram się uważać i dziękuję za poprawienie.
Admin Naszeblogi.pl
@mjk -- nie dawaj tytułu w cudzysłowie, bo to błąd językowy. Źle wygląda i źle później interpretują różne boty itp.
Do wpisu: Dla Aliny, która liczyć nie potrafi.
Data Autor
mjk1
Rozumiem Alinko, że chcesz porównywać, ale jak już porównujemy, to przynajmniej jabłka z jabłkami, a nie jabłka z dronami.Fakty, nie opowieści z łańcuszków na Messengerze, czy przemówień Brunatnego:800+ = ~70 mld zł rocznie, co roku, bez końca.Pomoc dla Ukrainy (wojna, uchodźcy, wsparcie militarne, humanitarne, edukacyjne) – od 2022 do dziś ok. 35–40 mld zł, z czego część już wróciła do budżetu w postaci podatków i składek (ok. +12 mld zł rocznie według BGK).Źródła: Gazeta Prawna, PAP, BBN.Różnica kluczowa: 800+ to permanentny koszt socjalny, który finansujemy z bieżących wpływów. Wydatki na Ukrainę są jednorazowe i częściowo się zwracają.Więc jeśli Twoja teza brzmi „zamiast pomagać Ukrainie dajmy więcej polskim dzieciom”, to finansowo jest to tak samo logiczne, jak stwierdzenie: „nie kupujmy w tym roku światełek na choinkę, a zaoszczędzone pieniądze przeznaczmy na emerytury przez kolejne 20 lat”.
mjk1
Wiedziałem, że nie będziesz chciała, bo się na tym nie znasz i wersji 48+24 nigdy nie miałaś.Policzmy więc razem krok po kroku dla wariantu: 48 000 zł kwoty wolnej od podatku dla dorosłego + 24 000 zł kwoty wolnej od podatku na dziecko.1. Założenia:Dorosłych w Polsce: ok. 27 mln (dane GUS 2024)Dzieci (0–17 lat): ok. 6,7 mln (dane GUS 2024)Stawka PIT w pierwszym progu: 12% (pomijamy 32% — uproszczenie, które i tak zaniża koszt)2. Zwolnienie dla dorosłych:48 000 zł × 12% = 5 760 zł podatku mniej na osobę.27 mln × 5 760 zł = 155,52 mld zł mniej wpływów z PIT.3. Zwolnienie dla dzieci:24 000 zł × 12% = 2 880 zł podatku mniej na dziecko (odliczane przez rodziców).6,7 mln × 2 880 zł = 19,3 mld zł mniej wpływów z PIT.4. Łączny spadek wpływów:155,52 mld zł + 19,3 mld zł = 174,82 mld zł mniej rocznie.5. Plus koszt utrzymania 800+:800 zł × 12 miesięcy × 6,7 mln dzieci = 64,32 mld zł rocznie.6. Suma obciążenia budżetu:174,82 mld zł (mniej PIT) + 64,32 mld zł (koszt 800+)= 239,14 mld zł rocznie.Wniosek:Nawet bez mojego przykładu z „60 000 + 2×30 000” mamy w Twojej wersji prawie 240 mld zł rocznego ubytku w budżecie. Dla porównania cały planowany deficyt budżetowy na 2024 r. to ~184 mld zł.Czyli ta propozycja w obecnym systemie jest absolutnie nierealna — różnimy się tylko co do skali katastrofy, nie co do jej istnienia.Pozwolisz, że znowu powtórzę: jeżeli czegoś nie rozumiesz, pytaj, znowu wyjaśnię.Pozdrawiam słodziutko.
Alina@Warszawa
Nie chcę. Porównaj te zapomogi dla polskich dzieci z wydatkami budżetowymi na Ukraińców od 2022 i wydatkami na "pomoc Ukrainie".
mjk1
Rozumiem, że łatwiej jest próbować mnie zdyskredytować personalnie niż odnieść się do meritum, ale liczby są bezlitosne — niezależnie od tego, czy weźmiemy Twój wariant (48 000 + 24 000) czy mój przykład (60 000 + 2×30 000).W obu przypadkach mechanizm jest taki sam:znaczące zwiększenie kwoty wolnej od podatku automatycznie zmniejsza wpływy z PIT,utrzymanie 800+ to w obecnym systemie kolejny gigantyczny wydatek,suma tych dwóch elementów w warunkach budżetu obciążonego rosnącymi kosztami obsługi długu i dodatkowymi zobowiązaniami (KPO, wydatki wojenne, ETS) powoduje, że propozycja jest nierealna bez gigantycznego zwiększenia deficytu.Różnica między 48 000 a 60 000 w kwocie wolnej nie zmienia faktu, że w obecnym systemie mamy ten sam problem: matematyka się nie spina.I to jest clou sprawy — niezależnie od tego, jak się nazwie rozmówcę. Bo od wyzwisk jeszcze nigdy nie przybyło pieniędzy w budżecie.Chcesz, żebym Ci policzył to dokładnie dla Twojej wersji (48 000 + 24 000)? Wtedy już nie będzie można zbyć tematu „ideą fix”.
Alina@Warszawa
Ja takiej propozycji nie składałam: Po Twojej propozycji (60 000 + 2×30 000 na dzieci) U mnie było 48 000 wolne od podatku dla dorosłego i 24 000 na dziecko, więc całe Twoje obliczenia są o kdp. Ale tak to jest jak się ma jakąś ideę fix i koniecznie chce komuś udowodnić głupotę obnażając przy okazji własną, a jeśli nie głupotę to bardzo brzydki, czyli wredny charakter i fakt, że się nie ma nikogo innego pod ręką, żeby się na nim wyładować. Biedne NB.
Do wpisu: Dla Aliny - PIT zero.
Data Autor
Alina@Warszawa
Dlaczego przypisujesz mi jakieś "ponoć" - o co Ci chodzi człowieku?
mjk1
Po południu, najdalej wieczorem podam Ci dokładnie, jak to wyliczyłem z podaniem linków do konkretnych źródeł. Niestety to trochę potrwa, żeby to ująć w konkretną całość. Niestety portal po rekonstrukcji zaciemnia wpisy w kolejnych odpowiedziach i wpis będzie nieczytelny. Będę musiał zrobić osobny wpis. Mam nadzieje, że Admin mnie nie wywali za nadaktywność.
Alina@Warszawa
@mjk1 - na razie niczego nie policzyłeś - podałeś wreszcie jakieś dane, na podstawie których MOŻESZ policzyć o ile potrafisz. Licz!
mjk1
„Ponoć” to bardzo wygodne źródło — nie wymaga ani liczb, ani linków. Dla kontrastu: 800+ to ~70 mld zł forsal.pl , 500+ w 2023 r. – ~40 mld zł money.pl , trzynastka – 17 mld zł 300gospodarka.pl . A KPO? 60 mld euro, refundacja po spełnieniu warunków commission.europa.eu . Różnica jest taka, że ja to policzyłem, a Ty… „ponoć”.
Alina@Warszawa
mjk1 - pokaż mi jakiś link wklejony przez Ciebie w tym tekście, albo komentarzu...Więc albo nie potrafisz, albo piszesz co Ci ślina na język przyniesie w swoich tekstach, bo nie potrafisz podać źródła danych, które podajesz, a przecież każdy wie, że sam niczego nie liczyłeś.
mjk1
Mieszasz dwa zupełnie różne mechanizmy Mrówka.Blokowanie funduszy za czasów PiS nie było złamaniem prawa przez UE, tylko wykorzystaniem mechanizmu warunkowości, który jest wpisany w unijne traktaty i rozporządzenia budżetowe.To działa tak:UE przyjmuje tzw. „kamienie milowe” – warunki, które państwo musi spełnić, żeby dostać kolejne transze funduszy.Jeśli państwo ich nie realizuje (np. nie wprowadza zmian w sądownictwie zgodnych z wyrokami TSUE), KE ma prawo wstrzymać wypłatę do czasu ich spełnienia.To nie jest „niewypłacenie zatwierdzonych i rozliczonych projektów”, tylko odroczenie wypłaty nowych środków.W przypadku PiS nie było sytuacji, że Polska wykonała projekt, rozliczyła go zgodnie z zasadami, a KE odmówiła wypłaty pieniędzy. Takie działanie rzeczywiście byłoby złamaniem prawa i do tego w historii funduszy UE nie doszło.Innymi słowy:-  „Blokada środków”, to brak spełnienia warunków politycznych/administracyjnych - KE wstrzymuje nowe transze.- „Odmowa refundacji” zatwierdzonego i zrealizowanego projektu - tego w historii UE nie było, bo to byłoby nielegalne. 
mjk1
Konkrety Alinko, konkrety poproszę. Przynajmniej jeden.
Mrówka
@mjk1 - Cyt: "Gdyby Unia chciała celowo nie wypłacić zatwierdzonych środków, musiałaby złamać własne prawo a tego dotąd w historii funduszy UE nie było."Nie jestem aż tak rozeznany, na pewno nie było takiego przypadku? Czym zatem było blokowanie unijnych funduszy za czasów rządów PiS? Jeśli błądzę, to mnie oświeć.
Do wpisu: Budżet w kajdanach lichwy
Data Autor
mjk1
Poruszasz bardzo ważny wątek Mrówka — finansowanie długu ze źródeł wewnętrznych. Emisja obligacji kierowanych wyłącznie do obywateli (czyli de facto zastąpienie wierzyciela zagranicznego wierzycielem krajowym) to mechanizm, który w różnych wariantach stosowały m.in. Japonia czy Włochy. Ma on dwie podstawowe zalety: odsetki zostają w gospodarce krajowej, a wierzyciel nie ma politycznej siły narzucania państwu decyzji.Masz jednak rację, że w Polsce obecnie warunki społeczne i mentalne są do tego bardzo trudne. Wymagałoby to nie tylko przygotowania prawnego i ekonomicznego, ale przede wszystkim odbudowania zaufania obywateli do państwa. Bez wiary, że te pieniądze będą wykorzystane sensownie — na inwestycje w gospodarkę, a nie na bieżące rozdawnictwo — obligacje krajowe będą miały niewielki popyt.Do tego dochodzi problem „pasa transmisyjnego” mediów i systemu bankowego. Zagraniczne banki, które dziś kontrolują dużą część naszego rynku finansowego, rzeczywiście mogą torpedować takie inicjatywy — mają zarówno instrumenty finansowe (polskie oszczędności, kredyty), jak i wsparcie międzynarodowych struktur finansowych. A do tego dochodzi kwestia polskiego złota ulokowanego w Londynie i USA, co symbolicznie pokazuje, jak daleko jesteśmy od pełnej niezależności monetarnej.Dlatego to, o czym piszesz, jest możliwe, ale wymagałoby wcześniejszych kroków: odbudowy suwerennej polityki monetarnej (NBP musi być faktycznie niezależny i zdolny do emisji pieniądza pod potrzeby krajowe), ograniczenia wpływu zagranicznych banków, stworzenia przejrzystego planu spłaty zadłużenia oraz kampanii społecznej pokazującej sens wyrzeczeń.I tu wracamy do sedna całego cyklu moich wpisów: bez gruntownej naprawy państwa — prawa, instytucji, mechanizmów finansowania — każda taka inicjatywa pozostanie w sferze „mrzonek”. Problemem nie jest tylko sam dług, lecz system, w którym dług jest podstawą istnienia pieniądza. Dopóki tego fundamentu nie zmienimy, Polska będzie żyła według scenariusza pisanego w gabinetach wierzycieli.