|
|
spike @Anna
Ma pani częściowo rację, powinno się poczekać dla pewności, na zmianę świateł, na skrzyżowaniach często zainstalowany jest system analizy ruchu drogowego, czego efektem jest zmiana świateł, zależnie od natężenia ruchu, podobne zachowanie jak pani zniecierpliwienie, było już powodem wielu wypadków, nawet śmiertelnych.
Kolejna sprawa to dziecko, upominające o przejściu na czerwonym świetle, to nie jest efekt indoktrynacji, dzieci nauki, przestrogi itd. od osób którym wierzy, biorą b.poważnie, co też jest wykorzystywane przeciw nim, dziecko miało rację, problem jest inny, jego nachalne i niewłaściwe zachowanie, z racji, że to nie maluch, a wystarczająco duże, by odpowiednio się zachować, jak np. dzień dobry, proszę, dziękuję etc. że do dorosłych mówi się pan, pani, nie "ty", to się wynosi z domu.
Mam sąsiadów z małymi dziećmi, koło 5 lat, jak się spotykamy, słyszę jak wołają "dzień dobry", podejmują rozmowę, opowiada gdzie byli, itd. słyszę, że jak dziecko zapomni się przywitać, rodzice przypominają. Argument, że gdzieś tam zwraca się "TY", nie jest argumentem, to wynika z choćby z samego języka, choć są wyjątki, tylko nasi tłumaczą to sobie na swoją modę. Ja się zwracam do rozmówcy tak jak on do mnie, w pracy się nie spoufalam. |
|
|
Dark Regis Nie do końca przetwarzanie dużych danych jest proste. Oto mój przykład:
steamuserimages-a.akamaihd.net
Taka mapa powstaje tak: biorę zdjęcie w dużym formacie i pełni barw, przekształcam je na format bitmapy (np. plik BMP w Paincie), a potem liczę w pliku bitmapy częstość występowania par bajtów (B1,B2), co odkładam na wykresie. Czyli końcowa informacja mówi tylko, że para wystąpiła lub nie, a nie ile razy. To gigantyczna redukcja informacji, a mimo to można odróżnić zdjęcie od zipa lub exeka. Dwa dalsze warianty powstały po zastosowaniu na tym samym zdjęciu filtrów rozjaśniających Photoshopa i Corela (Photopainta). Nie wiem czy zdjęcie jest widoczne, bo pochodzi z mego prywatnego repozytorium. Powinno być publiczne. |
|
|
sake2020 W swoim wpisie użył Pan słów ,,dyktatura motłochu i ciemnoty.'' Z obserwacji wynika że są to okreslenia dziś często spotykane a nawet nadużywane zwłaszcza wobec tych których poglądy nie pasują ,,wybitnym i wielkim''. Czy w takim razie bloger @lupin1 twierdząc że jesteśmy za głupi by rozumieć parę rzeczy ze współczesności ma rację? Kto więc jest za głupi i czego nie rozumie? Chyba warto uścislić chocby dla chęci podniesienia wiedzy by doszusowac do tych mądrych. |
|
|
Pani Anna Tak jeszcze na marginesie zapytam, czy gdyby np. te światła okazały się uszkodzone, to miałabym tam tkwić zapuszczając korzenie aż zakwitnę?
Byłam kiedyś w takiej sytuacji, ale samochodem na ruchliwym skrzyżowaniu i to w tych przepisowych Niemczech. Wszystkie światła paliły się na czerwono i to długi czas.
W końcu kierowcy zorientowali się, że coś nie gra i zaczęli powoli ruszać według zasady pierwszeństwa prawej strony. Ludzki rozum gorą. |
|
|
Zbyszek A ja się nie zgodzę.
1. W kwestii form zwracania się, to pozornie "na ty" coś daje, bo od razu i bez zbędnych formalności, i pozornie "na pan(i)" ogranicza, bo wymaga tam czegoś. Ale przecież w przestrzeni "na pan(i)" też mamy "na ty". Więc jest to przestrzeń bogatsza, a ta druga jest uboższa. Zresztą kultura anglosaska też wygenerowała "sir" itp.
2. Nie zgadzam się, że "Mały miał rację". Nie miał jej. To prawda, że Niemcy jeżdżą i chodzą "regulaminowo". Dlatego być może, pieszy idący tam pasem jezdni "nie ma szans" i musi schodzić/uskakiwać na pobocze by go regulaminowo nie potrącono. Co innego taka Francja. Tam ogromne tiry zjeżdżają 1,5 metra - jak oczywiście droga jest pusta - robiąc pieszemu miejsce i jeszcze go pozdrawiają, a to machaniem ręki, a to głośnym sygnałem.
Mały zupełnie nie miał racji, bo ma przestawione w głowie hierachie ważności. Otóż najwyżej w naturalnej hierarchii ważności stoją relacje międzyludzkie. Potem jest rozum. A potem są stanowione przez władzę prawa i przepisy. Mały ormowiec doniesie na własną matkę, gdy ta, żeby mu kupić lekarstwa zaparkuje na chwilę przed apteką, gdzie jest zakaz, zamiast na parkingu, pół kilometra dalej. On nie wie, że najważniejsze jest to, co zachodzi pomiędzy nim a drugim człowiekiem. Jest wychowany do Nowej Normalności, gdzie ludzie są tylko przedmiotami, a liczą się przepisy.
Onegdaj Francuzka wiosła mnie swoim - francuskim, a jakże samochodem - i dojechaliśmy do skrzyżowania. Znak stop i jak okiem sięgnąć pusto. Nie zatrzymała się, pojechała dalej. Uśmiechnąłem się. - Jeździsz jak Polacy - skomentowałem. Ale powinienem ją upomnieć, a najlepiej donieść na policję, jak czujny Pawka Morozow. Ale tego nie zrobiłem. Zaoferowała mi nocleg we własnym domu. Za nic. To znaczy za krótkie chwile rozmowy, za może satysfakcję jaką miała z tego, że mi pomogła.
Małemu ormowcowi należało przywrócić właściwą hierarchię poprzez przykładne manto. Zrozumiałby odbierając razy i ból, że to głupie czepiać się bezczelnie osoby starszej i większej od siebie. Ale oczywiście dzisiaj to ryzyko. Bo państwo czuwa. I o to chodzi "naszym właścicielom", byśmy nie mogli kształtować naszych relacji w warunkach "bez państwa". By przestrzeń ludzi "bez państwa" nie istniała. Więc relacje nikną, degenerują się. Ludzie przestają się żenić. Rodziny, na zachodzie, to już często nie są rodziny. Mamy być wszyscy "wydziedziczeni" z niedobrej przeszłości i wyzwoleni do bycia wolnymi ormowcami albo singlami, którzy mogą sobie zmieniać płeć, uważać się za kogo chcą, wszystko zgodnie z "nauką" i "prawem". |
|
|
Pani Anna @Liontichy
Taa, wzdłuż, wszerz i pewnie w poprzek też, oczywiście autem służbowym, bo wicie rozumiecie układy.
Widać tak pan wyglada i tak się zachowuje, że wszyscy i wszędzie są z panem na "you". Kurtyna. |
|
|
Ijontichy No właśnie...nick Pani Anna tu właściwie można postawić kropkę.
Zjeździłem Europę wzdłuż i wszerz...i wszędzie ja per you i do mnie też...tylko Pan Zbyszek wymaga traktowania per Pan.
Mniejsza!
Mały miał rację,w krajach skandynawskich,Niemcy,Szwajcaria,a nawet Grecja i Hiszpania ...już przestrzegają DYSCYPLINY i przepisów....zarówno piesi jak kierowcy.
Mandaty w Norwegii mogą człowieka doprowadzić do bankructwa...ja ponad 10 lat żyłem w Italii...tam było "róbta jak chceta"....do czasu...teraz też panstwo potrzebuje forsy :-))
Wracaliśmy niekiedy z żoną do kraju...autem służbowym,bo takie były układy...niekiedy przez Szwajcarię,Austrię nigdy przez Niemcy...i Słowenie,Chorwację,Czechy...co kraj to większa paranoja i schizofrenia...Niemcy to zupełnie inna historia....alergia u mnie i żony...
Pani Anno...do widzenie :-)) |
|
|
Pani Anna @Zbyszek_S
Dziękuję, że rozstrzygnął Pan mój dylemat moralny, ktory we mnie tkwił od tamtego dnia (wcale nie żartuję). Spotkałam na swojej drodze Pavke Morozova jak żywego. Nawet podobny. |