|
|
jazgdyni No dobra. Ja bez tej całej metafizyki wiem, że jest to j, albo i. Jakoś lubię liczby urojone i lepiej mi siedzą nie we wielomianach, tylko sin i cos. |
|
|
Dark Regis Nie ma czegoś takiego, jak pierwiastek z minus 1 ;)
Jest za to rozwiązanie (dokładniej dwa z zasadniczego tw. algebry) równania x^2+1=0 w liczbach zespolonych. Inaczej, jest pierścień ilorazowy R[x]/(x^2+1), czyli bierzemy reszty z dzielenia dowolnych wielomianów w(x) przez wielomian x^2+1. Nietrudno zauważyć, że będą to jakieś wielomiany liniowe postaci ax+b, wielomiany stałe są izomorficzne z R; no a właśnie te z nich, które mają niezerowy współczynnik a przy x odpowiadają liczbom urojonym, a razem z R stanowią liczby zespolone (są izomorficzne jako pierścienie z C). Ponieważ ten pierścień ma parę fajnych własności (np. każdy niezerowy element jest odwracalny), to stanowi tzw. ciało. Formalnie, zamiast o pojedynczym wielomianie powinno się mówić o ideale generowanym przez ten wielomian. Ideały są dokładnie jądrami homomorfizmów, czyli stanowią zbiory elementów pierścienia przechodzących w 0 przy przekształceniu. A czy, powiedzmy, kwaterniony też da się otrzymać za pomocą podobnej konstrukcji? :) |
|
|
Dark Regis W zasadzie tak, chociaż ja miałem na PW taką panią doktor Kasię, która dostała z dziekanatu prikaz, żeby mnie uwalić na równaniach różniczkowych. Naprawdę robiła co mogła, wreszcie spełniła partyjny obowiązek i musiałem zdawać przedmiot w następnym roku. Egzekucja została odroczona, ale pani Kasia nie zamierzała na tym poprzestać. W końcu spotkaliśmy się w pokoju jej instytutu na poprawce. Przy którymś pytaniu bezwiednie użyłem słowa operator różniczkowy i mówiłem coś o wartościach własnych operatora. Wtedy siedzący pod oknem profesor podskoczył nagle i podbiegł do nas zaaferowany. "Co pan powiedział? Operator?" - to było na tle politechniki tak jakby perła wykopana pod świńskim korytem. Pani Kasia musiała wycofać się z niesmakiem, a u prof. Muszyńskiego dostałem 3 i pół, bo "w zaistniałych okolicznościach nie może mi wpisać więcej". Tak się studiowało na polibudzie (podobieństwo do politbiura w pełni uzasadnione). Nie mówiłem mu, że zamierzam złożyć papiery na UW na matematykę, bo pewnie by się uśmiał jak politruk nad pustą flaszką. Gdy dostałem się na UW musiałem przepisać lub zdać wszystkie przedmioty z PW. Równania różniczkowe zdawałem u prof. Żołądka, światowej sławy specjalisty od równań różniczkowych i w zasadzie powiedziałem niemal to samo co wiedziałem, może odrobinę dokładniej. Spytał o kilka twierdzeń i dowody - odpowiedziałem, podał równanie - rozwiązałem. Postawił mi 5. Na trzecim roku pojechałem wraz z nim i grupą studentów na konferencję naukową. Tak właśnie wyglądają "uczelnie" w Polsce i "uczenie" zdolnych studentów. Czyli co? Zdarzył się jakiś cud, czy po prostu mamy do czynienia z komunistycznymi czyścicielami z lat 40-50 i umysłowymi niedorobami na stanowiskach dziekanów i w radach wydziałów? Na pytanie dlaczego pani Kasia aż tak bardzo się na mnie uwzięła nie odpowiem, niech Pan zapyta o to Wiesława Sasina. Ale teraz Pan już domyśli się dlaczego jedziemy w ogonie rankingów. Zdolni ludzie uciekają z polskich uczelni, a zostają zdolni marksiści. Zdolni do wszystkiego.
youtube.com |
|
|
jazgdyni Cybie! Uważaj, bo będziesz musiał tłumaczyć, co to nieskończoność (taka leżąca ósemka). No i jeszcze ten punkt wrzuciłeś. A każdy wie, że to nieskończona prosta widziana z jednego końca. |
|
|
jazgdyni Z pełną zaciekłością walczę (Uwaga!) z panią prof. Senyszyn na tłiterze. Ta pani, wg. mnie podła, kompletnie skomuszała i już demencyjnie zakręcona, robi za idola na Uniwersytecie Gdańskim i każda moja zgryźliwa (lekko powiedziane) uwaga przeciw niej, wzbudza falę histerycznego hejtu jej studencików. W stosunku do akademii chyba powinno się zastosować taktykę, jaką stosuje się do farm, którym zagraża afrykański pomór świń.
Po prawdzie, obaj to wiemy - tylko kierunki nauk ścisłych i techniczne, mają tylko pewien nieduży poziom autorytetu. Choć usilnie starano się nawet to zniszczyć. A cała humanistyka, bez wyjątku, to ciągle post marksizm. |
|
|
Anonymous Interpretacja prosta i jednoznaczna jest taka, że obrona relatywizmu może się dokonywać przez obróbkę wołowiny w pewnych warunkach czasoprzestrzeni.
Dla relatywistów nie jest to jednak proste i jednoznaczne.
Każdy punkt w przestrzeni euklidesowej jest punktem przecięcia nieskończonej liczby prostych równoległych z przestrzeni nieeuklidesowej.
Czy z punktu widzenia punktu należy się więc przejmować swoim położeniem w przestrzeni euklidesowej - co i kiedy go przetnie?
I dlaczego jest taka obawa o posługiwanie się geometrią euklidesową, skoro to tylko jedna z wielu?
A może chodzi o monopol na relatywizm? Nawet wówczas: czy wymaga się zachwytów z kanibalizmu? Od jedzonego? |
|
|
Dark Regis Problem jest w tym, że ta cała chołota dziennikarska pokończyła studia i to jakie. To właśnie na studiach otrzymują oni "dobre" wzorce dziennikarskie i moralne na całe swoje zawodowe życie. To z tych studiów jest wygodna trampolina na podyplomowe studia na renomowanych uczelniach całego świata, gdzie uformują ich dodatkowo i ubogacą w poglądy liberalne oraz neomarksistowskie tuzy dziennikarstwa z Le Monde, Die Welt, BBC lub NYT. Trudno bowiem wyobrazić sobie naturszczyka lub youtubera, który ma chajs na takie krajoznawcze wycieczki, na obczaj w środowisku, albo na certyfikację (kolokwializm zamierzony). Jedyna nadzieja w tym, że w końcu ludzie prawi przejrzą na oczy i dostrzegą tą ziejącą dziurę w naszym rozumieniu rzeczywistości, zaś prawdziwi dziennikarze odpępowią się od "rzetelnych wzorców" dziennikarstwa oraz czołowych uczelni. No bo skoro czołowe uczelnie nie mogą odejść od marksizmu, to będzie trzeba odejść od tych uczelni, żeby zachować chociaż cnotę, prawda? Oczywiście w polskim systemie edukacji nie wystarczy wybrać szkoły prywatnej, bo większość z nich zostało ześwinionych tak samo jak publiczne (to dobre słowo), raz przez parcie na pieniądze, w niczym nie różni się od wciskania staruszkom polis na życie i odwrotnych hipotek, a dwa przez ulewanie się kadr z marksistowskiego zaśmierdziałego koryta. W zasadzie całe początkowe dzieje prywatnego szkolnictwa, to właśnie zajmowanie kolejnej flanki przez komunistów. Przykładów niezależności jest tu niewiele. Co zrobić? Trudno powiedzieć, bo nie wiadomo jaką ilością zasobów dysponujemy. W przypadku UW widać już wyraźnie, że należałoby stworzyć drugą instancję (państwową) i pozostawić lewactwo w starej (sprywatyzować). Pewnie to samo dotyczyć będzie UJ i paru innych jaczejek z drugiej pięćsetki rankingów kompetencji. |
|
|
jazgdyni A pomyśl sobie, jak taki gościu ma sobie wyobrazić pierwiastek z minus jeden. Albo przestrzeń 11 wymiarową potrzebną do opisu wszechświata. Albo algebry abstrakcyjne, bez dodawania i mnożenia. A taki limes inferior, który sam reprezentuje. |
|
|
jazgdyni No i dałeś świadectwo. Skończyłeś na podstawówce. |
|
|
Jabe Proste równoległe nie przecinają się z definicji. |
|
|
jazgdyni Na pewno wiesz, że istnieje geometria euklidesowa i nieeuklidesowa. Więc są sytuacje, gdy proste równoległe mogą się przeciąć. Czyli... Nic nie jest takie proste i jednoznaczne.
Pomyśl o tym, zanim przerobią cię ba befsztyki. |
|
|
Anonymous " ... w gruncie rzeczy życie nie polega na dokonywaniu wyborów między dobrem a złem, lecz na tym, czy się wygrywa, czy przegrywa".
"...jestem przekonany, że już jesteśmy w fazie przełomu i modlę się, by sił i wytrwałości starczyło, by udało się przejśc to Morze Czerwone suchą nogą."
Naiwny cwaniak, czy cwaniak idealista? To się nie wyklucza, ale przymrużenie oka należy się.
|
|
|
jazgdyni Pewnie, że na całym świecie trzeba robić wszystko, by podwyższyć poziom intelektualny i moralny. Jestem przekonany, że przez ostatnie półwiecze, świadomie go obniżano, by uzyskać większą kontrolę nad bezwolną masą. Wy, w USA, macie ogromny potencjał i jesteście w stanie narzucić światu prawidłową drogę rozwoju. Oczywiście potencjał intelektualny.
A już tak poza meritum - jestem przekonany, że już jesteśmy w fazie przełomu i modlę się, by sił i wytrwałości starczyło, by udało się przejśc to Morze Czerwone suchą nogą. |
|
|
jazgdyni Autentycznie - nic dodać, nic ująć. Mam wielką satysfakcję, gdy czytam taki komentarz. To obraz sytuacji w pigułce. Dodam tylko, że z wielką niecierpliwością czekamy na wykreowanie poważnych autorytetów. Sądziłem, że marszałek senior, czyli "stary" Morawiecki zechce pełnić tą rolę. Lecz u nich tam, ludzi Solidarności Walczącej też nie za wesoło.
Nie ma na razie, przynajmniej ja nie widzę, człowieka, który by z pozycji powszechnego szacunku, mądrze i przystępnie tłumaczył wszystkim, co się dzieje. Tu nie chodzi tylko o samą mentalność, o fałszywe poglądy, ale jak napisałem w felietonie, o wdrukowane skłonności w popadanie w stany emocjonalne. A wtedy rozum śpi. Doszło do tego, że sam piszę ostro, bo wiem, że czytelnicy potrzebują emocji. A wcale mi się to nie podoba.
Nie usłyszałem niestety jeszcze publicznie wypowiedzianej długofalowej strategii, choć się jej domyślam. Narodowi trzeba przedstawiać spójne i konkretne scenariusze. Jak się rzuca gawiedzi same hasła - np. tp nowe, jakże ważne lotnisko, to już powinna być przedstawiana opowieść, prezentacje medialne, przyszłe zyski i najważniejsze - wyjaśnienie, dlaczego to może być przełomowa, geopolityczna inwestycja dla Polski. Widzę, że Morawiecki ma marnych pijarowców i jego spotkania, bardzo ważne skądinąd, transmitowane przez TVP prowadzą do znudzenia. Bo premier niestety, nie jest aż takim fenomenalnym mówcą ludowym.
Wniosek - musimy intensywnie poszukiwać ludzi utalentowanych, nieszablonowych, których jesteśmy gotowi zawsze słuchać i obdarzyć szacunkiem i zaufaniem.
W tej chwili najlepiej mówi do ludzi, co przekłada się na oglądalność, Wojtek Cejrowski. Tylko, że on przyjął postawę Stańczyka i hawajskimi koszulami nie zjedna sobie ludzi tak, by zobaczyli w nim autorytet, a nie element rozrywki. Dlaczego w kontrze, tym razem na poważnie, nie angażuje się innego wybitnego intelektualisty, Polaka z Ameryki, profesora Marka Chodakiewicza. Przecież to świetny, medialny autorytet. Powinien być jak najczęściej na wizji. Prezes Kurski ma swój własny poziom intelektualny i kulturowy i wyobraża sobie, że tyle właśnie wszystkim Polakom wystarczy. Otóż nie. Trzeba stworzyć ikony. Na znacznie wyższym poziomie percepcji i akceptacji, niż obecnie TVP nam daje. Tylko, nie daj Boże, kolejnych celebrytów. Każdy celebryta spala sie w jednym, maksymalnie w dwóch sezonach. I spada do lochu.
Przerywam, bo to temat rzeka i długo by tak można.
Dziękuję bardzo za komentarze. |