|
|
Dark Regis Kiedyś chyba wspominałem o takiej książce pt. "Maszyna różnicowa", napisanej przez Bruce’a Sterlinga i Williama Gibsona. To jest taki szczególny rodzaj fantastyki naukowej, którą zwą "cyberpunk", czasem też "steampunk" (od wieku pary, Wiktorianie - stąd ta specyficzna moda steampunkowa). W powieści tej autorzy snują opowieść o utopii, która hipotetycznie mogła się ziścić w XIX wieku, gdy Lord Babbage skonstruował pierwszy "komputer" mechaniczny zwany maszyną różnicową. Zamiast szerokości magistrali i rozmiaru pamięci, liczy się tam długość wałów i liczba kół zębatych, a programy wprowadza się za pomocą kart perforowanych. Chodzi o to, że w powieści uzależniona od hazardu lecz matematycznie genialna Lady Ada Byron napisała pewien program "modus", którego nikt ze spiskowców nie umie w Anglii uruchomić. Dopiero przeniesienie go na maszyny ("komputery" parowe) francuskie daje jakiś efekt. W założeniu miał być to program, który przewiduje wygrane w loteriach. Niestety, program okazuje się tak bardzo skomplikowanym i wielokrotnie zapętlonym emulatorem jakiejś sztucznej inteligencji, która obudzona do życia opanowuje ówczesne "sieci". Tu autor czyni ukłon do Kurta Gödela i jego słynnego twierdzenia. To miał być tylko eksperyment, ale okazało się, że zmusił twardogłowych do zastanowienia się nad fenomenem "modusu", czyli tym czymś, co istotom inteligentnym zapewnia samo-ogląd, czyli rodzaj samoświadomości. Ogólnie powieść jest wartka i ciekawa, gdyż wywodzi się z tej samej formacji literackiej co słynny Matrix (w oryginale cyberprzestrzeń w książce "Neuromancer" Gibsona).
Podobna powieść to "Diamentowy wiek" Neala Stephensona, w której utopię autor tworzy na bazie nanotechnologii. Tu z kolei pojawiają się wojny nanobotów, kompilatory materii i sekta "bębniarzy", która realizując "obliczenie" drogą płciową doprowadza w końcu do eksplozji ;) Ale nie to jest tutaj ważne. Autor przedstawił niesamowity pomysł interaktywnej książki, która byłaby w stanie nauczyć dziecko lepiej niż nauczyciel. Dzięki interaktywności, coś jak gra splątana z Wikipedią, książka ta uczy bohaterkę wszystkiego, co młode damy z wyższej sfery wiedzieć powinny. Horror, nieprawdaż? :]
No właśnie, a jaka puenta? W skrócie telegraficznym, to jest właśnie o tym, co humaniści potrafią wykrzesać z porządnej technologii, żeby potem się tego bać ;) |
|
|
Anonymous "Ludzie dzielą się na żywych, martwych i marynarzy."
Stąd do wietrzności? |
|
|
jazgdyni Będzie, będzie książka.Roboczy tytuł "Morze, Gdynia i takie tam"
Zbiór felietonów. |
|
|
Lech Makowiecki Witaj, nie wiedziałem, że masz takie doświadczenia. Napisz coś o tym, np. jakąś książkę. "Dziennik pokładowy" Seawolfa" czyta się z przyjemnością. Pozdrawiam! |
|
|
Ryszard Surmacz No właśnie. Wszyscy stoimy nad tą samą krawędzią. Ale głupio umierać za głupotę. Singapuru w Europie nie będzie, chyba, że skolonizują nas Chińczycy. Ale jak skolonizują nas, to Stany też. A jak skolonizują USA, to dojdą do wniosku, po co kolonizować, skoro wszystko jest nasze. Ale z tym nawet Kopernik nie byłby się w stanie przebić. Chyba w przedostatniej "Polityce" czytałem wywiad z Robertem Kaganem. Ciekawy. |
|
|
jazgdyni Panie Ryszardzie
bardzo dobrze rozumiem pańskie uwagi i wątpliwość. Jednakże wydaje mi się, że istnieje pewien brak zrozumienia i za mało wybrzmiewa fakt, że jesteśmy w momencie wielkiego przełomu i potężnych zmian na całym świecie. Ja to osobiście obserwuję i nie potrafię przestać się dziwić i podziwiać, co na przykład na przestrzeni 40 lat (bo wtedy zacząłem tam bywać regularnie) stało się z Singapurem i z Szanghajem.
Więc jestem przekonany, że jeżeli oni mogli, to my też możemy.
Na dodatek, chyba nikt nie ma wątpliwości, toczy się wojna cywilizacyjna. I wkrótce zobaczymy, czy Europa zachodnia pójdzie śladem upadku Imperium Rzymskiego. |
|
|
Ryszard Surmacz Nie ma tu starych pojęć, nie ma techników. Zastanawiające jest natomiast to, że rozmawiamy o tym samym, a jednak słowa nie oddają sensu i nie rozumiemy się. Pojawiają sięjakies skrajne skojarzenia, że jak jest przeciwny, to katakumby, jak ma inne zdanie, to stare pojęcia, technicy itd. Chyba nie będziemy pisali do siebie po angielsku? Nasz język jest bardzo bogaty, może nie w senie informatycznym, ale z tym z łatwością daje sobie radę. Natomiast ostatnie zdanie jest strzałem w 10. "Nawet wspólne siły inżynierów i humanistów nie są w stanie ogarnąć rzeczywistości". I to dopiero jest punkt wyjścia do rozmowy.
|
|
|
Ryszard Surmacz Wszedłem tu kierowany bardziej intuicją. I... Waszmość, ja się z tym wszystkim zgadzam, ale pisząc miałem na myśli nie Polskę, lecz cały świat. To nie jest problem Polski, lecz świata. Oczywiście, że nie możemy zostać w tyle - byłoby to po prostu śmieszne. Ale jednocześnie nie możemy zapominać o tym wszystkim, co napisałem wyżej - w skali globu. To jest tak, ja w tym żarcie z bacą. Siedzi baca na gałęzi i piłuje ją, przechodzień ostrzega, że spadnie. Po jakimś czasie spada i ze zdziwieniem pado: - prorok cy co? Jest to kwestia humanistycznej wyobraźni. W tym temacie, że tak powiem, jest bardzo wiele niedomówień, rozbudzonych nadziei, szans i młodości, że to, co najważniejsze umyka z pola widzenia. Sztuczna inteligencja powoli uwalnia się.Owszem, są głosy krytyczne, ale one giną w tumulcie. Idziemy ku zagładzie. I jedno jest pewne - że to jest pewne. Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Witaj Lechu
Ty się uczyłeś budowy statków,a ja - elektronik, te statki budowałem. Moje ostatnie trzy były tankowcami klasy shuttle-tanker, czyli wyspecjalizowane w załadunku ropy na pełnym morzu, odbierając ją z podwodnych magazynów platform wydobywczych. Bardzo drogie statki. Goły kadłub budowaliśmy w Kerczu na Ukrainie, następnie był on holowany do stoczni w Gijon na północy w Hiszpanii. Tam robiono z niego klasyczny tankowiec. I takim pełnosprawnym już statkiem płynęliśmy pod balastem do Gdańska do Stoczni Remontowej (to autentycznie stocznia światowej sławy). Tutaj ucinano mu dziób i w to miejsce spawano nowy, polski, już wyposażony w ultranowoczesny, automatyczny system załadunku na dziobie (bow loading). Ja miałem dużo roboty z instalacją dodatkowych generatorów, a przede wszystkim z przebudową mostka. Trzeba tam było zamontować całą nową elektronikę. Ile tego było niech świadczy fakt, że samych dużych monitorów było dwadzieścia.
Statek miał bardzo wyrafinowane systemy sterowania i automatyki, a także komunikacji.
Pracowałem dla tych Norwegów 11 lat dochodząc do pozycji samodzielnego specjalisty z pełnymi uprawnieniami. Cztery lata temu, gdy rdzeń wydobycia ropy na morzu przeniósł się do Afryki i Brazylii zdecydowałem odejść z morza.
Morska robota jest dość specyficzna i na pewno nie jest suchą inżynierską pracą. Nieustanne obcowanie i częste walczenie z żywiołami czyni z wielu oficerów szeroko myślących "filozofów"
Mądry i wspaniały latynoski pisarz stwierdził - Ludzie dzielą się na żywych, martwych i marynarzy. |
|
|
Dark Regis Problem tkwi gdzie indziej jak zwykle. My możemy sobie zstąpić do katakumb i odtwarzać szczęśliwą erę kamienia łupanego, ale inne narody Ziemi tego na pewno nie uczynią. Czy jest to zatem presja? Jak najbardziej. Albo wejdziemy na ten statek i będziemy w stanie nim sterować, albo zostaniemy na brzegu po kolana w mule, oblewani falami śmiechu różnych żółtych, czarnych, beżowych, rudych i fioletowych. Oni nie podzielają naszych fobii wobec techniki i chętnie zajmą kierownicze miejsca. Co gorsza ich humanizm nawet dziś wygląda zupełnie inaczej i na pewno nas mocno rozczaruje, a ichni humaniści mogą u nas robić za rzeźników. Świadomie pozbywając się wpływu na rzeczywistość kładziemy po prostu głowę na pieniek i nie ma nawet co marzyć o doczekaniu jakiegokolwiek Armageddonu. Załatwią nas wcześniej jako relikty i odpady.
W czasach Juliusza Verne pewien wizjoner o nazwisku Józef Hoene Wroński [1] wymyślił sobie ideę podróżowania pod wodą, którą ten pierwszy wykorzystał w powieści. Myślał nie tylko o podróży, ale także o prowadzeniu wojny spod wody. Ówcześni sztabowcy uznali pomysł za nierealny, ponieważ "nie godzi się napadać znienacka i z ukrycia". Czas pokazał, że ich humanistyczny szlachetny poryw o mało nie skończył się tragedią dla całej ludzkości. W latach 40-tych hitlerowcy mieli całą flotę Ubotów i ani cienia skrupułów. O mały włos, a wygraliby z całym światem. Właśnie do tego prowadzi pasowanie w licytacji wynalazków i mieszanie porządków moralnego z technologicznym.
Na koniec podam więc jeszcze jedno i jeszcze starsze powiedzenie: Si vis pacem, para bellum. Kto chce żyć w pokoju, niech szykuje się do wojny, bo inni Morlokowie mogą nie mieć żadnych oporów przed wykorzystaniem przewagi technicznej do dominacji nad Elojami.
[1] pl.wikipedia.org |
|
|
Ryszard Surmacz Jest też inne przysłowie: jak kogoś Bóg chce pokarać, odbiera mu rozum. A więc uchylone zostało jedno okienko i przez to okienko, my ludzie, chcemy "złapać Boga za nogi". Napędem jest wyścig zbrojeń. Jesteśmy jak zahipnotyzowana żaba, która sama pcha się w paszczę węża. Owszem, tak było zawsze, odkrycie jakiejś tajemnicy wyzwalało wiele nowej energii i pozwalało lepiej człowiekowi żyć. Tym razem, to nic innego, jak zakładanie sobie pętli na własną szyję. I wychodzi na to, że już nic nie jest w stanie temu procesowi przeszkodzić - chyba, że wojna światowa. Jesteśmy kolejną cywilizacją na tej ziemi, która zmierza ku zagładzie. Ciekawe na jakim etapie kończyły się poprzednie? Inżynierowie nie mają hamulców, humaniści głosu. I w tym cały problem.
Produkcja bomby atomowej skończyła się na Hiroszimie. Czym zakończy się era informatyki? Nawet rachunek prawdopodobieństwa zapewne nie jest w stanie wygenerować danych na ten temat. Być może, ten pęd ziemian w kierunku maksymalnych doznań jest oznaką agonii przed armageddonem na własne życzenie. Filmy na ten temat odbiera się jako świetną rozrywkę - na ekranie. Tym razem Waszmość pozostajemy przy swoich zdaniach. Dzięki za linki. Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Dodam tu jeszcze coś, bo nasz kolega wywołał hasło +programiści+. Więc zwracam się do niego, że ta rzesza programistów, ludzi niezbędnych, to wg. naszych starszych pojęć, zwykli technicy, a dokładnie translatorzy przekładający z języka projektowania (algorytmy) na konkretny język programowania (powiedzmy C++). Nie za dużo mają do myślenia.
Natomiast ogarnianie potężnych systemów, na dodatek rozproszonych, to już niemalże metafizyka.
W matematyce, która stoi na szczycie wszystkich narzędzi, oprócz wspomnianej matematyki chaosu istnieją obecnie bardzo nowe teorie , polecam oxfordscholarship.com
Proszę uwierzyć, rzeczywistość okazuje się tak skomplikowana, że nawet wspólne siły inżynierów i humanistów nie są w stanie ogarnąć rzeczywistości.
|
|
|
Lech Makowiecki Fiu, fiu! Ale wysyp inżynierskich wpisów! Sam ukończyłem najtrudniejszy na Politechnice Gdańskiej wydział - Instytut Budowy Okrętów - i praktycznie nigdy nie pracowałem w zawodzie konstruktora kadłubów. Zaczynał się akurat okres schyłkowy naszych stoczni, więc hobby (gitara i pióro) przesądziły o mojej profesji. Pamiętam, jak prof. Bardini - na egzaminie ministerialnym "na piosenkarza" próbował pogonić pyskatego "inżynierka" podchwytliwymi pytaniami; nie, nie z teorii muzyki czy biografii Bacha - tylko z ...historii... Na szczęście trafiła kosa na kamień i nie dałem się zagiąć ani na francuskim absolutyzmie, ani na Kongresie Wiedeńskim, ani mitach greckich. Miałem w LO przedwojennych nauczycieli i przeczytałem wszystkie książki z biblioteki miejskiej (łącznie ze "stachanowcem" pióra Kraszewskim) , więc ten egzaminacyjny ping-pong rozegrałem na swoją korzyść. Czy profesja inżyniera przydaje się w zawodzie twórcy-artysty? Ależ tak! Opracowałem sobie własne koło kwintowe (skomplikowane ustalanie ilości znaków przykluczowych bemoli i krzyżyków) w oparciu nie o osiem nieregularnych tonów, ale wykorzystując dwanaście równoodległych od siebie półtonów - łatwo i przejrzyście... Logika potrzebna jest wszędzie, statystyka pozwala oszacować ilość ziaren i plew, a rachunek prawdopodobieństwa - wybierać tzw. "mniejsze zło"... Cóż tu więcej dodać? Niech żyją nauki ścisłe, wspierane przez humanistyczną wiedzę. Czyli "czucie i wiara" razem z "mędrca szkiełkiem i okiem"... |
|
|
Dark Regis Panie Ryszardzie, problemem jest właśnie owo przechodzenie "od ogółu do szczegółu" albo odwrotnie. Proszę obejrzeć poniższe filmy (z punktu widzenia technologii) i wyciągnąć wnioski w kwestii inżynierii. Ja wiem, że humaniści nie lubią się zastanawiać nad tymi rzeczami i nie wyciągają wniosków, pozostając na pozycji krytycznego sceptyka. Ale to już nie są czasy dla takich postaw, bo to jest nie tylko gra zespołowa, jak w wieku XIX i XX (budowanie maszyn, systemów), co wręcz maszyny przystąpiły już do zastępowania elementów mniej wydajnych, a nawet zaczynają wyręczać Człowieka w analizowaniu i myśleniu. Jest to spowodowane powodzią danych do przetworzenia i Człowiek nic na to nie poradzi. Chodzi teraz o to, żeby ten nieunikniony trend antropologizować (kulturyzacja) i humanizować (etyka i moralność), czyli czynić ten proces przyjazny Człowiekowi. To jest zadanie dla humanistów.
1) Tevatron w FermiLab (USA): youtube.com . Zdjęcia: google.com
2) CERN: youtube.com . Zdjęcia: google.com
3) Roboty z firmy Boston Dynamics: youtube.com
4) Komputer kwantowy: youtube.com
Te projekty przekroczyły już możliwości pojmowania (całościowego i w szczegółach) pojedynczego inżyniera, a nawet rozumowania pojedynczego przedstawiciela rodu ludzkiego, choćby był Cweisteinem. Nad tymi projektami pracują armie ludzi na świecie i obok innych jest tu rozwijany system zarządzania zespołem i tworzeniem grup badawczych. To już jest inżynieria zespołów ludzkich i pojedynczy kręcący nosem humaniści są tu niczym negacjoniści holokaustu. Armie ludzi stają naprzeciwko jednostek, które dodatkowo zagrożeń doszukują się we wspólnocie celów tych pierwszych, a nie w zastosowaniach, gdy produkt trafi do rąk jakichś globalistów lub innych cwaniaków albo wariatów. Stare powiedzenie mówi: jeśli nie możesz pokonać wroga, to się przyłącz. Wtedy można wpływać na kierunek przemian cywilizacyjnych. |
|
|
Ryszard Surmacz No tak, programiści, ale to zupełnie inna dziedzina, ba, to nowy zawód - inżynier i humanista w jednym. Jako inżynier utożsamiasz się z programista, ja, jako humanista, też powinienem to robić. Tylko, widzisz, Ty, jako inżynier masz mniejsze opory, ja, jako humanista, mam je większe, bo na plecach położono mi odpowiedzialność i cały bagaż niezmiennych wartości i zasad, na których ten świat stoi. Bez nich runie, jak domek z kart. I teraz zasady. Ty, jako inżynier masz wkodowany obowiązek rozwijania postępu, ja jako humanista nie mogę pozostawać w tyle, z tym, że zapędy zrywającej się z łańcucha cywilizacji muszę dostosowywać do kulturowych ram. I ten proces nie ma nic wspólnego z jakimkolwiek hamulcem. Zachowanie właściwych proporcji w świecie (każdym, też idei i postępu) jest warunkiem przetrwania i istnienia. W tym wyścigu jest też moment krytyczny, którego przekroczyć nie można. Ale wróćmy trochę niżej. Np szczepionki - postęp dyktuje ich stosowanie, najlepiej bez ograniczeń - dla dalszego finansowania rozwoju; humanistyka zadaje pytanie o skutki uboczne, które inżynieria musi wziąć pod uwagę. Dziś wiemy, że nie chce brać, bo chce zarabiać. Był okres, że w Polsce po szczepionkach dzieci zaczynały mieć poważne problemy ze zdrowiem, w grę wchodziły porażenia nerwowe, mózgowe i nawet autyzm. Moja sąsiadka, znajoma przeżyły coś podobnego. Służby państwowe nie odpowiadały na wątpliwości obywateli.Dalej. Zbrojenia, tu jest podobnie. Najnowsze osiągnięcia generuje wojsko, dla zdobycia przewagi i złupienia innego. Humanistyka mówi stop! I teraz jak któraś ze stron zdobędzie przewagę, następuje katastrofa: albo ucieczka od przyrodniczych uwarunkowań tego świata, albo degradacja i zacofanie... No może tyle, bo czas mnie już zaczyna gonić. Hej |
|
|
jazgdyni Jasne, że pamiętam. Choć najbardziej tęsknię za tą grubą angielską czekoladą. Bloki chyba po kilogramie.
A dzięki tym niedouczonym, tym razem w Lidlu, po dniach angielskich, kupiłem jeden z najlepszych serów pleśniowych, niebieskiego Stiltona , klasy Roquefort, a o niebo lepszy od włoskiej Gorgonzoli, czy Danish Blue, za bezcen, bo właśnie dojrzał i się go pozbywali. A właśnie wtedy powinien być najdroższy. |
|
|
jazgdyni No właśnie!
Tak potworne są braki w historii własnego kraju. Komuna ukryła wielkie zwycięstwa i rozległy obszar podległy Polakom.
Taka odpowiedź - kpina, śmiechy - chichy, to przykry dowód nie tylko kompletnej ignorancji, lecz również wyraz stosunku do wspaniałej tradycji i szczytnej historii.
A że rodzice nic nie opowiadali?
Dziwne... |
|
|
jazgdyni Ja mogę powiedzieć, że filozofia jest matką wszystkich nauk... - dokładnie też tak uważam.
Inżynier dąży do szczegółu, humanista do ogółu - NIE, NIE, NIE ! Tak było i jeszcze zapewne gdzieś tak jest. Uczono w ten sposób jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Było to proste (prostackie?) przekształcenie rzemieślnika w >>>> technika i w >>>> inżyniera.
Powiem, by wyjaśnić prosto, jak to było z inżynierami w dziedzinie komputerów, a potem informatyki. Pańska definicja inżynierska dotyczyła przede wszystkim tzw. hardware'owców i programistów. Lecz był jeszcze jeden inżynier, który nijak nie mieści się w tej klasyfikacji - to był projektant systemu.
Tak więc projektanci systemów i nadzorcy (opiekunowie) systemów i im podobni stworzyli zupełnie nową techniczną grupę specjalistów. Oni mało bawią się w szczegóły bo muszą ogarniać całość projektu, czy istniejącego układu z wszystkimi współzależnościami. Wiedza do tego potrzebna jest nawet głębsza niż typowa humanistyczna (wiedza idei) i czasami nawet zahacza o aspekty transcendentalne.
Tak więc musimy koniecznie zmienić perspektywę, bo w czasie obecnej rewolucji, z przykrością stwierdzam, że humaniści nie nadążają za zmianami. A tu zmieniają się globalne prawidła, paradygmaty i wzorce myślenia.
Dam tu ciekawostkę, jako fan chaosu. W technice powstało i w tzw. "inteligentnych" układach wykorzystuje się całkiem nowy rodzaj logiki, co przecież jest elementem filozofii. To fuzzy logic. [ en.wikipedia.org ], albo po polsku - logika rozmyta [ pl.wikipedia.org ]. Ja widać, nawet Wikipedia ma tylko parę słów do powiedzenia.
Panie Ryszardzie -trzeba na serio być bardzo czujnym, bo świat zmienia się tak gwałtownie, jak nigdy. Inżynierowie (w moim znaczeniu) mają w rękawie takie pomysły, ze już nawet za pięć lat może byc zupełnie inaczej.
I powiem coś, co może wydać się przykre - humanista bez dostatecznej znajomości techniki i pewnej wiedzy inżynierskiej bedzie skazany do rezerwatów.
Serdecznie pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Zanim Pomidorze zaczniesz się wymądrzać swoim tragicznie powierzchownym włoskim, zerknij choćby tutaj:
pl.glosbe.com
cultore
Gender: masculine; Type: noun;
kochanek
{ noun masculine }
amator
{ noun masculine }
niefachowiec
{ noun masculine }
nieprofesjonalista
{ noun masculine }
Parę przykładów:
Si da'il caso che io sia un cultore dell'impressionismo. Tak sie sklada, ze jestem koneserem impresjonizmu.
Ha un pappagallo, ama l'opera, é un cultore della storia medievale. ...i uwielbia historię Średniowiecza.
I ostatnie zgodne z twoimi zawodowymi zainteresowaniami:
Non sono un cultore del porno. Nie jestem wielkim fanem porno.
Więc nie rób z siebie większego błazna niż nim jesteś udając znajomość języka. |
|
|
Pers "cultore to po włosku kochanek"
Panie dyletant, w języku włoskim nie istnieje słowo cultore a kochanek to "amante" .
Najbliżej "cultore" jest scultore co znaczy rzeźbiarz. Doucz się matolku. |
|
|
Ryszard Surmacz Na tej samej zasadzie: np. każdy ksiądz jest lepszym teologiem, niż każdy teolog księdzem. Czy ktoś to może podważyć?
Myśliciel, to zbyt ogólne pojęcie - humanista. Ja mogę powiedzieć, że filozofia jest matką wszystkich nauk. Panie Januszu, inżynier i humanista z reguły reprezentują dwa różne różne typy myślenia. Inżynier dąży do szczegółu, humanista do ogółu. Nie liczyłem ilu wielkich humanistów, powiedzmy od XIX w. bo wcześniej to inne uwarunkowania, było inżynierami, ale wydaje mi się, że raczej mało. W ujęciu globalnym, to humaniści układają świat, inżynierowie są wykonawcami. I nie w tym nic, co mogłoby zaniżać możliwości czyjekolwiek. Tak po prostu jest. Tak się kręci świat. Kobieta nie będzie facetem, a mężczyzna kobietą.
Kiedyś, gdy byłem reportażystą i jeździłem dużo po kraju, zacząłem robić wywiady z inżynierami. Zafascynowali mnie. Przyznam, że to były bardzo fascynujące rozmowy, nie mniej jednak zawsze wyczuwałem pewien strach przed wyjściem "na szerokie wody". Nie dowiedziałem się czy wynikał on z ustroju, w którym wszyscy byliśmy zastraszani, czy z pewnych świadomych braków. Innymi natomiast byli inżynierowie wykształceni w II RP, ba, to zupełnie inny gatunek ludzi. Miałem jednego takiego w rodzinie, którego zdążyłem jeszcze lepiej poznać. Wiem na czym polega etos inżyniera.
Owszem, cały spór: inżynier-humanista jest bezsensowny, bo to jak mąż i żona, nie mniej jednak są to dwa różne światy. I jak wcześniej napisałem - inżynier jest trybikiem w perpetuum mobile, a humanista dziś ofiarą lub wygnańcem bez głosu. Jeden pracę ma, drugi jej nie ma. To bardzo zły objaw. Państwa nie zbudujemy bez inżynierów, ale bez humanistów nie wyznaczymy jego horyzontów.
Ale, gdy technologia dostrzeże swój horyzont możliwości, a urwana z łańcucha cywilizacja zabije humanistę, wszyscy rzucą się sobie do gardeł. Próbkę pokazał już Fukuyama. Tam na Zachodzie naprawdę uwierzyli, że świat duchowo dobrnął do końca. Efektem tego min jest najazd Hunów i rozkład etyczny. Humaniści wraz z Kościołem są wyłączeni z procesu.
Ale proszę się nie martwić, dobry inżynier z poważnym humanistą powinni szybciej znaleźć wspólny język, niż dwóch humanistów ze sobą. Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Bo moje podejście nie leży Cyborgu w kanonie. Głupieją, a potem się wściekają, że ktoś z nich robi wała, bo nie gada o żydach i pedałach.
A ja dzisiaj kupiłem oryginalny irlandzki Cheddar w promocji i jestem bardzo zadowolony. |
|
|
jazgdyni Tu jest poważne niezrozumienie. Inżynierowie zazwyczaj są większymi humanistami, niż humaniści inżynierami. Ktoś to może podważyć?
I my bardzo potrzebujemy mądrych humanistów, choć wolałbym mówić -myślicieli.
Matematyka - Królowa Nauk, jest nauką ścisłą. Dobry inżynier musi być dobrze w niej osadzony. A to implikuje pewną dyscyplinę procesów myślowych.
Dlatego nie gram w Lotto - szansa wygranej 1 do 13 000 000. Lecz w kasynie przy ruletce z łatwizną co noc mogę wygrywać jakieś 200 dolarów. Tylko po paru dniach mnie z kasyna wypieprzą, bo takich nie lubią.
Więc spór humanizm kontra zawody ścisłe jest bezpodstawny. Cały podział również też.
Ja złośliwie używam pejoratywnego określenia "humanista"patrząc na tą rzeszę niedouków z historii, prawa, politologii, stosunków międzynarodowych i wieszania, pardon le mot, kutasa na krzyżu, którzy pchają się do polityki. |
|
|
Ryszard Surmacz To nie żaden koniec inżynierów. Inżynierowie są, jak tryby w perpetuum mobile,a my wszyscy razem wzięci porażeni jesteśmy komunizmem i tylko nam wydaje się, że zbędna jest ideologia. Proszę Pana, dziś świat, może nie cały, ale nasz cywilizowany po europejsku - potrzebuje, jak jej powietrza. Albo wysilimy się na tę ideę, albo zostanie ona wypracowana poprzez krew i ludzką krzywdę. Elity zachodnie same z tej gry się wyłączyły, Kościół zresztą też. Inżynierowie pracują, uczciwi humaniści są przerażeni i nie nadążają. Ale wyłączenie humanistów, albo ich zablokowanie oznacza wojnę wszystkich z wszystkimi - dotąd, dopóki nowa interpretacja nie zjednoczy ludzi i nie odda im spokoju. |
|
|
Ryszard Surmacz Widzę, że jest Pan w nastroju do pisania książki. Chętnie przeczytałbym jedną z nich.
Ludzie renesansu zawsze imponują, ale renesansów w przeszłości było co najmniej kilka. My żyjący w obecnym czasie też jesteśmy przed swoim renesansem. On nastąpi, kiedy praca inżynierów osiągnie kres swoich możliwości. Kres ten może wyznaczyć nasz mózg lub strach przed nieznanym - wystarczy jedna próbka uwolnienia się tego, co wymyśliliśmy z ludzkiej kontroli.
Wiedza owszem pochłania i ma to do siebie, że sama odsłania niezagospodarowane dotąd tereny. Fascynuje. To taki bonus za cierpliwość i konsekwencję. Natomiast co do inżynierów, to mam inne zdanie. To tylko dzisiaj inżynierowie są "przodownikami", gdy dobrną do tego czy innego kresu, potrzebni będą humaniści. Tak było do tej pory, że humaniści wyznaczali horyzonty świata, i nic nie wskazuje, aby to się zmieniło. To inny rodzaj myślenia. Gdyby ich zabrakło, aż strach pomyśleć - pozabijamy się, bez zrozumienia.
I teraz ważne dla nas Polaków. Polscy inżynierowie przedwojenni osiągali dobry poziom znajomości humanistyki, ze względu na specyfikę polskiej szkoły średniej - ona naprawdę przygotowywała do życia i znakomicie odpowiadały na pytanie, jak zjednoczyć pozaborowe społeczeństwo i wyjść ze 123 lat niewoli. A więc najpierw przygotowanie humanistyczne, po to, aby móc się porozumieć i rozumieć, a potem specjalizacja. I to była właściwa droga. Niedawno odnośnie reformy szkolnictwa usłyszałem radę, aby skorzystać ze wzorca fińskiego... No już brakuje mi słów... a dlaczego nie sięgnąć do przedwojennego polskiego? Bo co, sanacja, bieda itd. Zamknęliśmy się w getcie PRL i wciąż nie możemy wyjść z tego zaklętego kręgu komuny. To kalectwo. My o II RP bardzo niewiele wiemy, a to był okres, w którym wyznaczono parametry istnienia naszego państwa i naszej kultury. Oczywiście, po zmianie granic musi nastąpić stosowna korekta. Ale II RP jest dla nas niezbędnym punktem odniesienia.
Ale ogólnie, ciekawość i konsekwentne zaspokajanie jej wymagań, same kierują człowieka na właściwe tory. Tylko, że nie zawsze idzie to w parze ze zrozumieniem masowym lub urzędowym. Bycie innym dziś może być bardzo kosztowne. |