|
|
Ryszard Surmacz Witam!
W tym, co piszesz, nie czuję sprzeczności.
Humaniści to nie jest ta grupa gnojków, którzy psują cały najlepszy dorobek kulturowy i demokratyczny świata, lecz ci, którzy, wyczuwają ścieżkę,która prowadzi pomiędzy tym co konieczne dla ludzkiego istnienia a tym, co maksymalnie możliwe dla wysubtelnienia człowieczeństwa. Czyli jest to ścieżka pomiędzy niebem a ziemią, na której humanistyka wyznaczyła zadanie: oderwanie się od postaci zwierzęcej i możliwe najbliższe zbliżenie się do postaci boskiej. Przy czym powrót do postaci zwierzęcej (świni) podlega swoistemu przyciąganiu (ziemskiemu) i nie wymaga wysiłku. Natomiast na drodze w kierunku boskim przeszkadza nam system trawienny i konieczność pracy. Pokonanie tej przeszkody wymaga od człowieka nie lada wysiłku. Kołem napędowym tego wysiłku jest kultura, którą człowiek wypracował, i bez używania której nie jest w stanie podporządkować sobie świata, który stoi mu na przeszkodzie. Kultura jest historią ludzkiego wysiłku. Inżynier jest konstruktorem technicznym tej konstrukcji. Będzie wówczas dobrym inżynierem, gdy przed studiami technicznymi przyswoi sobie formację humanistyczną. Tak, jak było w II RP. Wówczas wykształcenie mentalnościowe humanistów i inżynierów nie jest sprzeczne.
Zgadzam się z Tobą, że inżynier dziś częściej bywa osobą bardziej etyczną i kulturalną, niż źle wykształcony lub zdegenerowany humanista. Te dwie postaci, jeżeli mają zdrową formację, są nierozłączne i wzajemnie się uzupełniające. Tak przynajmniej miało być przed wojną i w wielu przypadkach tak było. Dziś technologia oderwała się i oderwała człowieka od jego niezbędnego minimum kulturowego i leci w nieznanym kierunku - czyli nikt nie wie dokąd i jak to się skończy.
To takie dopowiedzenie. Tak to widzę. Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni W końcu pojąłem, co ty rozumiesz używając określenia "humaniści".
I chętnie się pod tym podpiszę. Jeżeli dobrze rozumiem - humaniści to kultura i etyka. Wzór dla innych.
Lecz przypomnę, że dialog w tym temacie rozpoczęliśmy w stosunku - inżynierowie versus humaniści. I w moim przypadku chodziło wyłącznie o wykształcone mentalnościowe podejście do świata. W całym potężnym obszarze nauki wyraźnie wyodrębnia się nauki ścisłe. Więcej -uczy się dzieci od maleńkości w szkołach matematyki,fizyki, czy chemii. I to własnie trzymanie się nauk ścisłych, podbudowanych żelazną logiką tworzy się inżyniera. No dobrze... inżynier o wiele częściej, biorąc twoje pojmowanie, jest człowiekiem kulturalnym i wysoce etycznym. A to przeczy zastosowanej początkowo dychotomii - i. vs h.
Może ta dywagacja, pokazująca konieczność uściślania, da ci obraz inżynierskości. |
|
|
Ryszard Surmacz Nie jestem pewny, ale system zapłaty za zdrowego pacjenta funkcjonuje chyba w Japonii i Chinach. To zupełnie inne myślenie, które przestawia lekarskie mózgi na inny wymiar. Wówczas to zdrowie, a nie choroba zaczyna być w cenie. I o to chodzi. Trzeba odważyć się dać krok. Żadne gmyranie w dotychczasowym systemie nie przyniesie żadnych zmian. To Hitler otworzył furtkę eksperymentu (mówi się też o medycynie tzw. rokefelerowskiej) i dopóki tego przecieku się nie zamknie, będzie żył - tak czy siak.
Mój zdolny kuzyn założył sobie takie pogotowie na dzień i na noc. Chłop omal; nie wykorkował. To się nie sprawdza. Problem leży w mentalności nowoczesnych/europejskich Polaków. To prawdziwa plaga. Zmienić ją może tylko radykalna zmiana systemu i przestawienie się na inną konstelację. Humaniści jeszcze są. Ale jest ich coraz mniej. Sprowadzenie "księży", też nic nie da, bo szybko się dogadają i będzie, jak było. Każdy rząd i każdy minister zdrowia staje przed ścianą płaczu. Czekamy więc na przewrót na Zachodzie.
Dzisiaj usłyszałem, że usługi w Polsce muszą być przystosowane dla powolnych umrzyków. No to jest kapitulacja!! A więc po co to wszystko? |
|
|
jazgdyni Witaj Ryszardzie
Wybacz, ,że długo nie odpowiadałem, lecz pewien poważny projekt zżera mi czas.
Te przykłady które pokazałeś, potwierdzają konieczność radykalnej zmiany kształcenia lekarzy. Kurcze, niech akademie i uniwersytety sprowadzą nawet teologów i księży - filozofów, by tym ludziom kładli łopatą wszystko o dobrze i złu. By wbili im w narcystyczne i egocentryczne pały, jakie wartości na prawdę się liczą.
Jest też inna metoda; nazwę ją gestapowską, jeśli młodzi adepci olewają.naukę. To stosowanie surowych i dotkliwych rygorów karnych w sprawie odpowiedzialności osobistej (to właściwie dotyczy wszystkich urzędników i funkcjonariuszy). Tak to robią np. w Stanach. Wiem... najpierw musimy naprawić sądownictwo. Lecz w końcu to zrobimy, bo widzę, że po wielu słowach krytyki, szczególnie internautów, władza w końcu staje się asertywna.
Ja się co do potrzeby nauki humanistycznych idei całkowicie się z tobą zgadzam. Tylko powiedz, kto tego ma uczyć? Przecież 80% humanistycznych akademików to są dopiero kamieniołomy. Oni pracują wyłącznie kilofami i młotami.
A twoje słowa o płaceniu lekarzowi - opiekunowi rodziny, wtedy, gdy wszyscy zdrowi, co było idee fixe mojego taty, bardzo precyzyjnie wyłożyłem gdzieś w komentarzach. Nawet prowadziłem sondę wśród znajomych doktorów, którzy chóralnie stwierdzili, że 500 zł miesięcznie od typowej rodziny to stanowczo za mało (w moim systemie pacjenci płacą regularnie lekarzowi rodzinnemu,mając go potencjalnie do dyspozycji 7 dni/tyg. i 24h/dobę i jednocześnie nie płacą zdrowotnego ZUSowi0.
Przy okazji wymyśliłem na szybko taką usługę - "DrUber". Nazwę się zmodyfikuje, bo z Uberem nie chcę wchodzić w układy. W każdym razie lekarz z systemu na telefon (jak taksówka).
Pozdrawiam |
|
|
Ryszard Surmacz Bardzo przejmujący i wciągający tekst. Właśnie taki sposób myślenia Polaków może przynieść nam sukces w dzisiejszym świecie i zadać kłam wszystkim kalumniom, jakie wylewa się na na głowy.
Kilka faktów uzupełniających:
1. pod koniec lat 70-ych jeden z członków rodziny studiował medycynę i w rozmowie prywatnej, po kilku głębszych wypowiedział taki tekst: "wujek, liczy się kasa, a pacjent jest w ręku Boga". Wujek był wówczas po operacji i wyrzucił bratanka za drzwi - w trybie nagłym! Tak już studenci medycyny myśleli w tamtym czasie.
2. także w rodzinie mam bardzo zdolnego człowieka, jest lekarzem - pamięta wszystko. Niestety, stosuje metodę.... mierzy pacjenta centymetrem, chciałby też przypisywać pacjentowi leki wg instrukcji, bo tak jest w Stanach, co chroni przed procesami itd. Jego wybitne zdolności są po prostu marnowane, a on sam demoralizowany przez system.
I teraz coś, o czym zupełnie nie pomyślałeś:
3. po skończeniu 60-tki zrobiłem sobie wszelkie badania testujące. Gdy w następnym roku musiałem potwierdzić odpowiedni certyfikat w ABW, zupełnie przypadkiem odkryłem, że moje badania właśnie tam trafiły. Z punktu wodzenia państwa, akceptuję, tylko pozostaje pytanie, dlaczego służby są silniejsze w stosunku do własnych obywateli, niż w polityce zagranicznej? Ale ten ślad podpowiada wiele innych ścieżek. Np .taką, że "podłączając" pacjentów do komputera,za "jednym kliknięciem" można pozbawić ich życia. Na taki poziom zachowań operacyjnych wywindowała nas technika. To oczywiście czarnowidztwo, ale...
I dalej, pamiętasz Janusz naszą dyskusję na temat: humanista - inżynier? No właśnie, teraz lepiej widać, dlaczego każdy człowiek chcący posiadać świadectwo dojrzałości powinien w pierwszej kolejności przejść przez tzw, okres przystosowawczy - kształcenie humanistyczne, a dopiero potem zabierać się za specjalizację, To wielka oszczędność czasu i środków, bo humanistyka koreluje poszczególne pojęcia, wyjaśnia znaczenie faktów historycznych, uczy (czy doucza) kształtować postawy tożsamościowe i poczucie odpowiedzialności za człowieka, państwo, naród. Po prostu eliminuje głąbów. Takim modelem zbliżonym do idealnego był model II RP, który w ciągu 20 lat zdołał wykształcić jednolity naród.
I na koniec moja diagnoza. Korupcja jest już tak daleko posunięta, że droga perswazji niczego nie zmieni. To, co proponujesz, jest dobre, ale nie zadziała bez zmiany systemu. Tak, potrzebna jest zmiana systemu, ale na taki, który wymusiłby zmianę myślenia lekarza (ale też prawnika, dziennikarza, piekarza itd). Taką zmianą na poziomie służby zdrowia byłaby zmiana zasady wynagrodzenia - lekarz dostawałby pieniądze nie za chorego pacjenta, lecz za zdrowego. Im więcej ma chorych, tym mniej zarabia. A więc Twoje rozwiązanie w nowym systemie.
Taka zmiana uwolniłaby pacjentów ze skutków reformy i cały problem posadziła na poziomie służb medycznych. I co daliby sobie radę znakomicie. |
|
|
Anonymous Rzad reguluje dostep do specjalizacji. Potem kardiolog jest na kartki - od rodzinnego. Kardiolog (Nonparel pisze ponizej) 50% skierowanych jest niekardiologicznych. Zatem wlasciwie skierowani czekaja na wizyte dluzej. Pozostaja kardiologiczni niewlasciwie skierowani i nieskierowani. Mysle, ze po odjeciu rodzinnym roli dystrybutorow uprawnien do ustawienia sie w kolejce mogliby poswiecic czas tym co nie przyszli do nich po niby swistek a weksel. To reglamentacja. Przy kartkach na mieso i cukier byl udzial wlasny deficytowego towaru a kolejki tez byly bo dysproporcja popytu i podazy byla jeszcze wieksza. |
|
|
jazgdyni Kurcze, chyba ze trzydzieści lat temu to czytałem... Rzeczywiście, powinienem to sobie przypomnieć.
pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Bardzo dziękuję za ten komentarz. mam nadzieję, że władze zauważą nasze zaniepokojenie. Im wiecej takich wypowiedzi, tym lepiej.
lecz, jak pan napisał - "Temat jest o wiele szerszy..."
Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Witam!
Szanowna Pani Tereso, jako osobę obdarzoną najwyższym szacunkiem i opiniotwórczą, proszę o nagłaśnianie tematu postępującej zapaści służby zdrowa i konieczności rewizji fundamentalnych założeń lecznictwa publicznego.
Cztery lata łataniny i tylko reagowania, brak kreatywności ministerstwa, dwóch miotających się ministrów i rzesza ministerialnych urzędników wychowanych jeszcze przez ministrów Kopacz i Neumanna, to kolejne zmarnowane lata. Wygląda mi na to, że brak faktycznej woli zmian w tym sektorze państwa. A jeśli wolno się zapytać, czy CBA monitoruje ministerstwo i prowadzi jakiekolwiek analizy? Patrząc na niektóre wchodzące do katalogu leków refundowanych preparaty generyczne, wszyscy fachowcy dziwią się, jak taki bubel otrzymał zgodę państwa. Lub co innego - to już 2 lata, jak zarówno premier Morawiecki i minister Ziobro zapowiedzieli ostateczny koniec wywożenia leków z Polski. Znowelizowano nawet ustawę. A sytuacja na dziś jest taka, że kolejne leki znikają z półek aptek i są nieosiągalne w hurtowniach. Przyjaciel ze Szczecina jeździ po polskie leki niedaleko za granicę. Fakt - przepłaca, ale co może zrobić.
Jakoś to wszystko wygląda na działania pozorowane, bo z komunikacją publiczną władzy też nie jest najlepiej.
Serdecznie pozdrawiam
|
|
|
Czesław2 Chodzi Panu o FB? Tam konta z zasady nie mam. |
|
|
Czesław2 @Marek1 Taki 20.10 Co to znaczy, rząd ich reglamentuje? Przecież W RAMACH PRACY DLA NFZ może Pan do kardiologa bez problemu pójść prywatnie. |
|
|
Teresa Bochwic Ostatnia przygoda z pogotowiem. Ugryzienie przez szerszenia, 10 km od miasteczka, noc, w lesie. Pani w telefonie: "nieeee, na to nie przyjedziemy. Szerszeń to właściwie nic takiego. Ale proszę obserwować, gdyby coś się stało, to dzwonić." |
|
|
Teresa Bochwic Wrzuciłam Pana tekst na Twittera. Niech zaszczepia myślenie na ten temat. To Balcerowicz rozdał przychodnie? I samorządy dokonały dzieła zniszczenia. Na SOR czekałam 10-23 (kiedy to samowolnie pojechałam do domu, żeby nocą nie umrzeć na krześle bez jedzenia i picia) na pobranie krwi i wyniki ze skierowania od POZ-u na enzymy zawałowe. Naprawdę tego nie można wykonać w dziennym laboratorium, musi być szpital? W recepcji wisiała tabliczka: czas oczekiwania do 24 godzin. |
|
|
W roku 1998 tytułem eksperymentu rejon, w którym mieszkam objęto wprowadzeniem Rejestru Usług Medycznych i otrzymałem książeczkę, która jednocześnie była receptą i pokwitowaniem/potwierdzeniem wykonania usługi. W przychodni nastąpiła radykalna zmiana. Wcześniej pod gabinetem czekali pacjenci od 8, lekarz przychodził na 9, wypił kawę z pielęgniarką i od 10 przyjmował od 8 do 10 pacjentów i kończył pracę w przychodni. Po wprowadzeniu RUM lekarze pozostawali do późnego wieczora dopóki byli pacjenci. Ale ten system nie podobał się pracownikom służby zdrowia (podobno był także testowany na Śląsku gdzie pod nadzorem chyba pana Sośnierza wprowadzono karty magnetyczne). Ostatnia reforma powoduje coraz większy upadek, niezadowolenie są pacjenci, lekarze a także personel pomocniczy. Czytałem raport "Organizacja i finansowanie
służby zdrowia w Republice Czeskiej" opracowany przez Biuro Analiz Sejmowych - dlaczego nie wykorzystano go u nas. Pacjenci z południa Polski już korzystają często z usług czeskich ośrodków zdrowia.
W tej chwili moim zdaniem powinny nastąpić przynajmniej 3 radykalne posunięcia:
1. Lekarze chcą zarabiać - wprowadzić opłatę potwierdzaną przez pacjenta a wypłacony przez firmy ubezpieczeniowe (szczegóły muszą być klarowne a jednocześnie musi być zabezpieczenie przed niewywiązaniem się firmy ubezpieczeniowej w sytuacji krytycznej).
2. Ministrem zdrowia nie może być lekarz - tak jak ministrem obrony nie może być wojskowy.
3. Koszty poza lecznicze pobytu w szpitalu powinny być płatne przez pacjenta.
Temat jest o wiele szerszy ale podstawową wnioskiem jest to, że nowy system musi być opracowany przez ludzi, którzy znają się na zarządzaniu przy współudziale przede wszystkim przedstawicieli tych, którzy płacą (w składkach) na system. Na razie co miesiąc płacimy składki i niewiele z tego nie mamy (chyba mniej niż zwierzęta domowe - na zwierzęta nie płacę składki ale kiedy zwierzę choruje to weterynarz udzieli pomocy, oczywiście za pieniądze).
|
|
|
jazgdyni Utworzyłem konsumencką stronę na FF. Wysilałem się. Dawałem przykłady oszustw i wykorzystywania. Reakcja minimalna Polacy jeszcze wolą śnić sen, że oto trafili do zachodniego raju i walić to, że ktoś ich dyma. Ale obudzą się i upomną do tych drobnych złodziejaszków o swoje złotówki. |
|
|
Anonymous To odnosnie "nalezy przywracac role" . Obecnie rola fachowcow stalo sie ciupanie danych do komputera. To dotyczy tez pielegniarek. A podobno deficyt i wiek starszy. Trzeba sie zdecydowac czy jestesmy dla cyfryzacji czy dla pacjenta, a komputer wg uznania. Pacjent moze sie sam scyfryzowac dla refundacji a za to nie czekac w kolejce. To by odarlo system z iluzji. |
|
|
Anonymous Wlasnie pisze, ze pacjenci wiedza lepiej. Z tym kardiologoem musi Pan i tak podjac decyzje sam tylko wybor mniejszy gdy rzad ich reglamentuje. |
|
|
nonparel Proszę koniecznie przeczytać "Księgę z Sam Michelle" - to moja ulubiona książka o medycynie. Wtedy zrozumie Pan, że nie potępiam ducha działania ówczesnego lekarza domowego, chcę tylko dostosowania tegoż ducha do obecnych realiów. |
|
|
jazgdyni ""Rolę należną" należy przywrócić pacjentom i tylko im." przepraszam, to jakiś nowy komunistyczny pomysł. Brzmi bardzo lewacko.
Zawsze byłem pewien, ze ważne zadania należy pozostawić fachowcom.
Pozdrawiam |
|
|
jazgdyni Panie Doktorze, świetnie jest mieć taki komentarz zawodowca. To ważny tekst do skarbnicy problemu.
Ale mam już bardzo długie doświadczenie i ponad pół-wiekowe obserwacje.
Pisze pan: - " Nie może być także omnibusa robiącego za OPD, położnika i okulistę..." Niestety, tak było. Tablica okulistyczna Snellena wisiała na ważnym miejscu ( a obok w pudełku był test Rorschacha). Precyzyjne instrumenty do badania wzroku tez były w drewnianym pudełku (Zeissowskie). Czego tam jeszcze nie było w przepastnej doktorskiej torbie... I zawsze chromowane pudło z wysterylizowanymi narzędziami. Pomagałem,stosunkowo biernie przy tracheotomii.(szalał koklusz, a ojciec był z tych odważnych, co cięli gardło). Asystowałem przy dwóch porodach...
Ja w żadnym wypadku się nie chwalę. Tylko pokoazuję, jaki pół wieku temu był obszar działań lekarza domowego. Niemalże szarlatana. Ale tablicę mu wymurowali.
Widzi Pan zderzenie między teraz a wtedy? A technologie tak poszły do przodu. Tylko psychika tak zmalała, jak wysuszone winogrono. Wtedy doktorzy mieli misje i własne ręce. Teraz mają komputery, procedury i niechęć do prawdziwego ratowania wszelkimi sposobami pacjenta.
To ciekawe.. Ja też mam wszystkie badania na CD. A to się chyba skończyło 20lat temu.
Dobra... powtórzę - wszystko leży w mentalności i wychowaniu.
|
|
|
nonparel No to odpalił Pan GAU-8/A. Co prawda nie trafił Pan w "10" ani nawet w "9" ale i tak z tarczy strzępy zostały. Dobre i to. Tekst jest zbyt obszerny, aby w całości go komentować. A więc wyrywkowo:
"Weszliśmy w krwiobieg reguł i praw światowego środowiska medycznego. Podkreślę – zdegenerowanego środowiska." Prawda, lecz wypadało by dodać, że degeneracja dotyczy także polityki, mediów, sztuki, reklamy, handlu etc.
"długie, wielogodzinne wystawanie przed każdym gabinetem lekarskim;
nawet paru letnie wyczekiwanie na wizytę u specjalisty"
Dziś co najmniej połowa moich pacjentów była skierowana niepotrzebnie. Bo trzeba przepisać leki albo rodzina nalegała. A kto kieruje? Lekarz rodzinny. I tu jest pies pogrzebany.
"Należy przywrócić najważniejszą rolę lekarzom pierwszego kontaktu, nazwijmy ich opiekunami zdrowia Polaków, wszechstronnie wykształconych, o najwyższych walorach etycznych"
Święte słowa, tylko nie będzie już przyjaciela rodziny "doktora colitis" (księgę z San Michelle szczerze polecam). Nie może być także omnibusa robiącego za OPD, położnika i okulistę - bo były i takie pomysły. Dziś lekarz rodzinny musi być fachowcem up-to date, który wie co i jak może leczyć A jeszcze bardziej musi wiedzieć czego nie powinien leczyć i gdzie pacjenta skierować. Nie jest dobrym pomysłem (autentyczne) kierowanie chorego z podejrzeniem krwawienia z żylaków przełyku do poradni gastrologicznej, gdzie na termin czeka 3 miesiące. Lekarzy rodzinnych należy szkolić ustawicznie i kompetentnie. Tylko kto to ma zrobić? Kliniki? Chłe chłe chłe...
"Otóż nie ma już chyba rodziny ...gdzie nie byłoby w domu co najmniej smartfonu, albo nawet laptopu połączonego z internetem.".
A wie Pan, że większość moich pacjentów gra w "gry komputerowe" (Joker club), do rejestracji przynosi "dyskietkę" (kartę chipową) a zdjęcie ma na "twardym dysku" (płyta CD).
pozdrawiam - nonparel
|
|
|
Czesław2 Do autora.
Co z Pana pomysłem na związek konsumentów? |
|
|
Czesław2 To, jak lekarze wiedzą lepiej od rządu dla dobra pacjenta jest właśnie ten felieton. Na temat dostępności służby zdrowia ( dla służby zdrowia jest dostępna w 200% ) i konflikcie lekarzy zatrudnionych na dwa fronty z etyką nie będę pisał, bo w razie krytycznego podniesienia się ciśnienia nie mam znajomego kardiologa. |
|
|
Anonymous Nie zgodzę się z programem naprawy.
"Rolę należną" należy przywrócić pacjentom i tylko im. Drogą do tego jest ograniczenie wszystkiego co "sie należy", a należą się moim zdaniem SORy. Należą się z tym, że na SOR odpłatność za usługi spoza ich obowiązków częściowy koszt powinien ponosić pacjent. Inaczej ze złamaniem czeka się kilka godzin. A czeka się też, bo papiery, i bo po co być ortopedą skoro można wybrać mniej stresującą i odpowiedzialną specjalizację, albo w ogóle zawód. Wolny wybór oczywiście nie tylko dla pacjentów. Wolność musi oznaczać odpłatne studia (nie tylko medyczne - wszystkie) i odpłatne specjalizacje. Tak nie będzie. System, niezależnie od intencji PiS, stawia na rezydentów. Nie na darmo jest takie plugawe przezwisko. Mają zastąpić lekarzy. Ja też już się zrezydenciłem pod naporem papierów, których przybywa dzięki cyfryzacji postępującej systematycznie od czasów Boniego. W pewnym momencie będą rugować papiery, które najpierw wygenerowano (komputerowo). Ta biurokracja potrzebuje biurokratów medycznych. I już wymierają pacjenci, którzy tego nie potrzebują. Ich lekarze razem z nimi. Tak więc będzie rewolucja, czyli postęp w uprzedmiotowieniu leczenia pod pozorami wolności dostępu ale nie do lekarza i do leczenia, tylko do "świadczeń medycznych".
Przesiew kandydatów wg wspomnianych kryteriów to "uzdrawianie świata". Muszą ich przesiewać pacjenci na własny koszt i ryzyko. Mamy zresztą przykład dostępu do aplikacji notarialnych i adwokackich. Nastąpi zaryglowanie wg nowego klucza. To chyba będzie jak z weryfikacją w SB. I jak z reformą aptek, która zamknęła drogę do otwierania nowych i przenoszenia starych do konkurencyjnego lokalu. Wszystkiego czego potrzeba to kontrrewolucji polegającej na deregulacji. I uwłaszczenia pacjentów na ich własnych pieniądzach, bez pośrednictwa Warszawy i Brukseli. Może zamiast haraczu CO2 bon zdrowotny (oby nie z węgla).
Ideowo lekarze nie są mniej skażeni od otaczającej ich populacji. To wpływ środowiska mediów i szkolnictwa - stąd poziom indoktrynacji po 18 latach wyższy niż po podstawówce. To wina lekarzy, czy ośrodków prania mózgu. Bez wolności w mediach i szkolnictwie - tam zaprowadźmy wolność siłą - skończy się na mentalnej gotowości do pracy nakładczej w ramach protestanckiej ideologii. W ramach "projekcji siły" państwa można dorzucić zakaz pośrednictwa między pacjentem a lekarzem. To byłaby kontrrewolucja. I zaraz byłby lewy czerwcowy. Upaństwowić wolno. W następnej fazie uwłaszczą na upaństwowionej medycynie Biedronki. Może nawet Biedrońki.
Pozdrawiam. Ironicznie i również poważnie. |
|
|
Anonymous "Praktycznie ze służbą zdrowia i tymi pseudo naukowymi i dobroczynnymi instytucjami, z ONZetowską WHO na czele, jest taki problem, że nigdzie to prawidłowo nie działa."
Pomijam instytucje polityczne i ideologiczne, eksperymentalne i wywiadowcze pod płaszczykiem służby zdrowia.
Ta zwykła też nie będzie działać nigdy "prawidłowo". Bo co to znaczy? Np., że:
1. "I system jest taki, że nic tu nie można zrobić, dopóki zły lekarz nie dokona kardynalnego błędu."
Otóż każdy dobry lekarz może taki błąd popełnić, a zły może nie popełnić kardynalnego błędu nigdy, bo np. nie ma okazji.
Wdrażanym rozwiązaniem jest standaryzacja, czyli błędem staje się nie błąd realny tylko określony prawem błąd wirtualny.
Wielu pacjentów oczekuje właśnie kryteriów, procedur, szablonów, norm "europejskich", "światowych". Dla nich spełnienie tego to zaspokojenie potrzeb zdrowotnych. To działa póki człowiek zdrowy, albo wyleczony. Dalej rozwija się społeczna neurastenia.
2. Prawidłowo może oznaczać dostęp bez kolejki do wszystkiego. To oczywiście niemożliwe, ale co z tego zapyta większość (demokratyczna) skoro "się należy".
Odpowiedź brzmi: NIC SIĘ NIKOMU NIE NALEŻY. Ci co im się permanentnie należy nie tyle wyrywają poduszkę spod głowy umierającemu, co zabierają nieznanemu pacjentowi szansę przeżycia i wyzdrowienia. A to ponieważ gdzieś zabraknie terminu badania, operacji, dostępu do leku. To również współudział decydentów, którzy jednych wyślą na niemiecką chemię a dla innych zabraknie czegoś prostszego, tańszego i skutecznego dla "nieznanego pacjenta". Właśnie zakontraktowaliśmy amerykańską chemię.
3. Medycyna to nie biznes. Tylko "non profit" jak się domyślam. Trzeba się pogodzić, że brak podejścia w kategoriach rynkowych oznacza sytuację analogiczną do skuteczności ekonomicznej ZSRR i jego bloku. Natomiast za "biznes" uznaje się sprzedawanie wykreowanych potrzeb w systemie "non profit" i przymusowych ubezpieczeń, i jeszcze w pułapce zadłużenia.
Odnośnie tych 3 punktów dodać należy rolę praw niezbywalnych w medycynie. To piętno na systemie. Jedna z blokad i rodzaj socjalu.
Nie musimy się obawiać, że PiS zejdzie z drogi zbawiania Polek i Polaków w dziedzinie medycyny. Rząd wie lepiej od pacjenta i lekarza, i nie różni się w tym od poprzednich. |