Otrzymane komantarze

Do wpisu: Cała rzesza wystraszonych
Data Autor
jazgdyni
Idź kolego na drzewo. Gówno wiesz o gospodarce morskiej - o frachcie shippingu, feederowcach 7 klas, poratch satelitach, odlichtowywaniu. I durnie się mądrzysz, że trzeba uwzgledniać przysysanie do dna w czasie jazdy po torze wodnym. Weź sobie kalkulator zanurzenia i oblicz, jak zwiekszy się znurzenie przy prędkości 7 Nm. Jesteś kolego złośliwym i przemądrzałym durniem. Chyba już nawet tutaj tobie to mówiono. Nie uda ci się trollu sprowadzić dyskusji na manowce.
jazgdyni
>>> Lecz jest od Hamburga po Bergen i dalej już na Bałtyku mnóstwo statków, wcale nie oceanicznych, chociaż potrafiących popłynąć i do Casablanki i do Szkocji, które rozwożą nieduże partie ładunków z wielkich hubów (Gdańsk) do małych portów na Bałtyku. To są statki feederowce - dowozowce. A w polskiej flocie, jak jeszcze istniała, nazywane szuwarowce. M/s Zabrze szuwarowcem nie był. To była w pełni oceaniczna jednostka o dużej dzielności morskiej. Podałem ją jako przykład zanurzenia 4,5 m. a nie jako wzór statku dla Elbląga. Szuwarowcami natomiast była w PLO seria Zdrojów, niesławne dzieło majsterklepek z Rumunii. Tragedię tych co zatonęły, jak Busko, czy Kudowa już dawno opisałem. One właśnie świetnie zarabiały nie tylko na stałych liniach, ale także zaliczając małe porty wokół Europy. I każdy z nich dopłynąłby z ładunkiem do Elbląga. Proszę bardzo - jeden z nich m/s Ciechocinek - Długość całkowita: 85.9 m, Szerokość: 12.4 m, Zanurzenie: 5 m. Takie "duże" znużenie było post-produkcją z powodu błędu projektowego i trzeba było obniżyć środek ciężkości. A i tak trzy z tej serii utonęły, zabierając na wieczną wachtę moich kolegów. One mogły załadować 2 tysiące ton. A dobrze, na maksa zaprojektowany fiderowiec dla Elbląga może załadować nawet dwa razy tyle Wkurza mnie strasznie, jak tacy paskudni dywersanci jak Grodzki, czy Misio Kamiński, robią wszystko, by się tylko nie udało. Wkurza mnie tak samo wielkopolskizdzichu, czy tricolor, którzy też bez zainteresowania tematem, przyjdą i nas**ją na dywan, byle tylko wszystko poszło w pizdu.
Anonymous
A jednak poniżej się Pan pcha. Co chce Pan udowodnić? Nieomylność ekspertów? Czy obronić ich przed zarzutem dezinformacji? Każdy może się pomylić, może zweryfikować swoje stanowisko po poznaniu nieznanych wcześniej argumentów. Najpierw musi być określony przedmiot sporu. W linkowanym wywiadzie ekspert nie powiedział niczego strasznego, a jedynie miał opór z odniesieniem się do noszenia masek. Widać, że był na szkoleniu bo powtarza zwrot "nie zaleca się stosowania maseczek przez wszystkich".  Nie ma tyle maseczek, bo państwo nie potrafi wyprodukować w dwa tygodnie prostej fabryki maseczek. Prościej jest poprosić prezydenta, żeby w charakterze zaopatrzeniowca zadzwonił do prezydenta Chin, a potem przywieść samolotem. Dywagacje o wyższości porów w maskach nad innymi porami są zasadne ale w kontekście do czego te maski mają służyć, czy planujemy szczelnie zafoliować całe społeczeństwo na 2 lata, czy sukcesywnie zwiększać ilość ludzi zdrowych, młodych i odpornych poddanych ekspozycji na małe dawki wirusa. Na konkretnie sformułowane przez red.Sakiewicza pytanie ekspert odpowiedział wyraźnie, że tak, że dążymy do odporności stadnej chociaż nie było to tak sformułowane. Skoro w 2 tyg. nie potrafimy wyprodukować linii technologicznej do produkcji masek, to analogicznie czy mamy zdolności do wyprodukowania fabryki makaronu albo broni wg planu A, B czy C?
kaliszanin
@WlkpZdzichu mój drogi krajanie Zdzisławie wkrótce dojdziesz do wniosku jedynie słusznego że Kubuś Puchatek musiał być marynarzem lub przynajmniej nim było jego alter ego  
wielkopolskizdzichu
Czyli po to by Elbląg zamienić w port morski o ilości przeładunków ledwo uzasadniających istnienie całej infrastruktury Pan Marynarz zakłada iż armator statku zbliżonego wymiarowo do ieziorowca dopuści do niepełnego załadowania, lub specjalnie będzie go lightować i palnikiem go skróci. Kity wciskasz Pan aż miło, tylko nawet przed samym sobą do tego się nie przyznasz. Proponowałbym zainteresować się jakie normy głębokościowe uwzględniające dynamiczne nurzanie muszą być spełnione by statek przy np. fali rzędu 1- 1,5 metra mógł podejść torem do awanportu od strony Zatoki zakładając, iż głębokość toru oscyluje pomiędzy 5 a 4,5 metra.
jazgdyni
No i dlaczego pan tutaj głupio kłamie? Klasyka Kidawy i Biedronia (proszę sobie tu pozdrowić tych przyjaciół Gdy pisałem onegdaj o celowości przekopu Mierzei Wiślanej, w dyskusji pod artykułem, jak zazwyczaj, dyżurni krytykanci zaczęli dawać argumenty mające udowodnić, że cały projekt jest bzdurą i Elbląg już nigdy, tak jak kiedyś był, nie będzie portem morskim. Jednym zasadniczym argumentem klasy kompletnego laika, była założona głębokość śluz i toru wodnego - 5 metrów. Takie jest założenie wstępne (pierwszy krok), a w przyszłości jest planowane poszerzenie i pogłębienie do 7 metrów. Na takie dictum odpowiedziałem, że w latach osiemdziesiątych pływałem na popularnie nazywanym jeziorowcem - m/s Zabrze. (pozostałe to Zakopane, Zamość, Zambrów, Zawiercie i Zawichost = wszystkie również nazywane Zetami)). Te statki na amerykańskie Wielkie Jeziora miały wymiary: 135,2 m długości, 17,8 szerokości, 6,8 zanurzenia. To pełne zanurzenie było wtedy, gdy statek był w pełni załadowany ładunkiem 5 500 ton towarów. Jako ciekawostkę podam, że klasyczny 20 - stopowy kontener waży w pełni załadowany, 30 ton. Czyli takie Zabrze miało teoretycznie nośność 183 kontenery, lub około setki 40 stopowych. Jak na fiderowca, bałtyckiego szuwarowca, to całkiem nieźle. No ale towarzystwo "znawców morskich bez praktyki" czepiało się zanurzenia 6,8 metra. Ha, ha - wołał wielkopolskizdzichu - zaryje się w piachu. Biedny człowiek nie wie, że rzadko drobnicowiec wozi towar "full-up", czyli załadowany po komin. Ja na Zabrzu pływałem na Zatokę Meksykańską, a więc również na Missisipi aż do Baton Rouge, z zanurzeniem dokładnie 4 i pół metra. Ile wtedy mieliśmy na burcie ładunku z Antwerpii i Bilbao nie pamiętam. Uczciwie przyznam, że pływanie takim statkiem o zanurzeniu 4,5 m przez Atlantyk, przy złej pogodzie, nie należy do przyjemności. No dobrze - z głębokością toru wodnego się uporaliśmy, szerokość też jest w porządku - pozostaje tylko długość. Bo według projektu - "Według proponowanych rozwiązań, kanał żeglugowy przez Mierzeję Wiślaną będzie miał 1,3 km długości i 5 metrów głębokości. Ma umożliwić wpływanie do portu w Elblągu jednostek o parametrach morskich, tj. zanurzeniu do 4 m, długości 100 m, szerokości 20 m." [portalmorski.pl]. To już prawie, prawie. Oczywiście m/s Zabrze, jak i reszta Zetek już nie istnieje. Ostatnią podróż ten statek zakończyłw 2001 roku wbijając się "całą naprzód" na indyjską plażę Alang - cmentarzysko morskich weteranów. CDN
Anonymous
O rady nie pytam ale o te kule i o płot.
wielkopolskizdzichu
"Nie byłem i nie jestem wciskaczem kitu." Przykład pierwszy z brzegu w dodatku z zakresu zawodowego Pana Marynarza.  Otóż próbował Pan wmówić na NB czytelnikom, że potrafiłby Pan wpłynąć jeziorowcem do "budowanej" śluzy na mierzei. Oznacza to, ni mniej ni więcej, że wypowiadał się Pan, nie mając pojęcia, ani o wymiarach jeziorowców, ani o wymiarach planowanej śluzy. Poszukać więcej takich przykładów "nie wciskania kitów"w Pańskim wykonaniu? 
jazgdyni
Lubi kolega strzelać kulą w płot. Ps. od najmłodszych lat jestem okularnikiem i także tutaj mogę dostarczyć wielu cennych rad. Ale się nie pcham.
jazgdyni
@nonparel Dodam jeszcze z podanego źródła:  [...] A respirator will be marked with its approval rating (e.g., N95, N100, etc.). Surgical masks do not have this rating. (Note there are also “surgical masks” that have been rated as respirators (i.e., N95 surgical masks).) Zrekapitulujmy: - maseczki chirurgiczne są przeciwko kontaminacji pola operacyjnego przez oddechy personelu medycznego (są testowane i certyfikowane na wydech użytkownika) - respiratory natomiast chronią użytkownika przed jakimikolwiek elementami mogącymi dostać się do płuc z otoczenia. Oczywiście są to filtry i same maski zazwyczaj są wielokrotnego użytku, lecz te w obszarze najwyższego ryzyka mają oznaczenie N100 (stuprocentowa filtracja obcych cząstek z powietrza). I co jest bardzo ważne: Respiratory szczelnie przylegają do twarzy, całkowicie pokrywając usta i nos. Drogi kolego, ja zawsze dokładnie przygotowuję materiał, szczególnie w tak ważnych sprawach. Nie byłem i nie jestem wciskaczem kitu. Niestety w kraju trzeba mozolnie przekonywać ludzi do przyjęcia faktów, albo wiedzy. Lecz ja nie ustaję, bo tutaj mi na tym zależy. Ludzie gadają potworne głupstwa. nawet lekarze to robią. Gostek powyżej twierdzi, że prof. Hryniewiecki pieprzy androny, bo on, majsterklepka tysiące razy używał maseczki malarskie, więc się zna jak nikt. Jeszce jedno wyjaśnię - FFP3 to nie filtry stosowane w maseczkach, choć tak może się wydawać. FFP1>FFP2>FFP3 to europejskie klasy bezpieczeństwa ochrony dróg oddechowych. FFP3: - Ochrona przed stałymi i płynnymi pyłami, które są szkodliwe dla zdrowia, dymem i cząsteczkami aerozolu - Ta klasa ochrony filtruje cząsteczki substancji rakotwórczych i radioaktywnych oraz chorobotwórcze, takie jak wirusy, bakterie i zarodniki grzybów - Całkowity przeciek wewnętrzny nie może przekroczyć 5% - Wartość graniczna narażenia w miejscu pracy nie może być przekroczona więcej niż 30-krotnie. Maski ochrony dróg oddechowych FFP3 zapewniają najwyższy stopień ochrony dróg oddechowych przed zanieczyszczeniami. Przy całkowitym przecieku wewnętrznym wynoszącym najwyżej 5% i wymaganej ochronie przed cząsteczkami o wielkości do 0,6 μm na poziomie co najmniej 99% są one w stanie filtrować cząsteczki toksyczne, rakotwórcze i radioaktywne. [...] Pozdrawiam i przy okazji proszę też pozdrowić kolegę @Marek1taki, który też od czasu do czasu ma złudzenie, że wie.
jazgdyni
@nonparel Coś kolega tu strasznie pokręcił przy okazji zarzucając mi kocopały. Pozwolę więc sobie wyjaśnić. Z polskim szpitalnictwem Bogu dzięki od dziesięcioleci niewiele mam do czynienia. Więc bardzo możliwe, że w ochronie używa się wyłącznie jednego pojęcia - maseczki, albo maseczki lekarskie czy chirurgiczne. Reszta świata wyraźnie rozróżnia stosowane w medycynie (i nie tylko) zdejmowane osłony twarzy - maseczki chirurgiczne i respiratory. Nie mam pojęcia, czy w Polsce używa się takiego określenia dla takiej osłony, chyba nie, bo w powszechnym obiegu jest respirator - maszyna lecznicza wtłaczająca do płuc chorego dobieraną kompozycję powietrza + O2 pod ciśnieniem. Stąd te pochopne i niesprawiedliwe kocopały. Jednakże nawet jeśli się jest wytrwałym i mimo tego, że jak na Wikipedię wrzuci się hasło <<respiator>> to otrzymujemy długi opis tego medycznego urządzenia, to na końcu mamy dopis - respirator, inne znaczenia. Więc mamy taką definicję: - "Respirator – maska z filtrem, służąca do ochrony układu oddechowego przed szkodliwymi gazami, parami lub pyłem, stosowana m.in. przez górników i pracowników przemysłu ciężkiego, chemicznego oraz przy pracy z farbami, lakierami i rozpuszczalnikami organicznymi, jak również podczas stosowania pestycydów." Oczywiście, jak to w polskiej wiki bywa, nie uwzględniono zastosowań medycznych, choć w laboratoriach bio to są bardzo poważne maski. Ministerstwo zdrowia Kanady tak to wyjaśnia: Respirators are designed to help reduce the wearer’s respiratory exposure to airborne contaminants such as particles, gases, or vapours. Respirators and filters must be selected based on the hazards present. They come in various sizes and styles, and should be individually selected to fit the wearer's face and to provide a tight seal. A proper seal between the user's face and the respirator forces inhaled air to be pulled through the respirator's filter material, thereby providing protection. Surgical masks, also known as procedural or medical masks, are designed to help prevent contamination of the work environment or a sterile field from large particles generated by the wearer/worker (e.g., to prevent the spread of the wearer’s spit or mucous). Surgical masks may also be used to help reduce the risk of splashes or sprays of blood, body fluids, secretions, and excretions from reaching the wearer’s mouth and nose. Surgical masks may also be worn by patients to help limit the spread of infections. Źródło: ccohs.ca  (Artykuł - Respirators - Respirators Versus Surgical Masks) CDN
Anonymous
Nic dodać nic ująć. Jestem okularnikiem, więc niezależnie od koronawirusa, od lat myjąc okulary po pracy mogłem zobaczyć drobiny, które trafiły w szkło zamiast do oka. Pytanie skąd taka konsekwencja u ekspertów medycznych. Niezalecanie to jedno, a konsekwentna dezinformacja to co innego. W innych sprawach też mogą być zadaniowani, o czym właściwie wiemy.
nonparel
Witam Prof. Hryniewiecki pisze: "Maseczki – zalecane są wyłącznie dla osób chorych. To powinien być sygnał dla otoczenia, że ta osoba jest chora, nie zaleca się ich dla wszystkich". Gdyby maseczka miała być tylko sygnałem dla innych, wystarczyła by np. czerwona opaska na ramię. Wygodniejsza i nie trzeba jej wymieniać. "Eksperci WHO zalecają noszenie maseczek wszystkim osobom mającym gorączkę, trudności z oddychaniem, kichającym i kaszlącym"... "Takie działanie profilaktyczne praktykowane jest od wielu lat." (a więc zalecenia dotyczą stanu sprzed pandemii CONVID-19). Czyli jednak maseczka chroni osoby zdrowe przed kaszlącymi. I choćby dlatego każdy powinien mieć parę najtańszych maseczek fizelinowych w domu. Żeby, jak zacznie kaszleć nie biegać od apteki do apteki. A tak na marginesie: wie Pan, że to samo WHO zaleca dla personelu medycznego mającego kontakt z zakażonymi CONVID-19 (z wyjątkiem intubacji i bronchoskopii) właśnie te najmniej skuteczne maseczki bez filtra i fartuchy fizelinowe? "klasa N95 to za mało by ochronić przed koronawirusem. Generalnie wszystkie maseczki tu odpadają i muszą być respiratory co najmniej FFP3" Ffp3 to nie respiratory, tylko filtry stosowane w maseczkach (lepsze niż N95) - proszę tu nie wypisywać kocopałów. Generalnie: Jeżeli maski  w ogóle nie chronią przed zakażeniem, dlaczego zaleca się noszenie masek z filtrem N95 czy przynajmniej maseczek z fizeliny lekarzom i pielęgniarkom trakcie opieki nad chorym zakażonym? Dlatego, żeby chorych przed kaszlącymi lekarzami chronić, tak? Przecież są bezużyteczne, bo wirus jest za mały. Otóż nie: każda maseczka, właściwie stosowana w pewnym stopniu przed zakażeniem chroni  - jedna mniej, inna bardziej. Nie należy popadać w szaleństwo i wychodzić na spacer z psem w maseczce. Ale gdy liczba zakażonych w Polsce wzrośnie, nie od rzeczy będzie używać najprostszych maseczek chirurgicznych w autobusie i w supermarkecie. Dlaczego się tego nie zaleca? Bo ich nie wystarczy. I zabrakłoby nawet tak podstawowego sprzętu jak maseczka chirurgiczna dla osób opiekujących się zakażonymi. nonparel  
tricolour
@Jazgdyni W takim razie dziękuję za miłą rozmowę. Życzę Koledze udanej oceny zagrożenia, a sam - obok śmiałych ekstrapolacji - oddam się również prostej profilaktyce. Bo ja prosty jestem... 
jazgdyni
@jawsiowy Ma pan wyobraźnię? To proszę sobie wyobrazić, że jest pan mieszkańcem Madrytu, trzęsie pan portkami, a pańską ukochaną nawet nie można pochować, bo nie ma gdzie, więc trzymają Ją na sztucznym lodowisku wraz z tysiącem innych zmarłych. I teraz niech pan sobie jeszcze raz poodmienia tego satyrycznego wirusa do spowodowania depopulacji świata metodą Wuhan.
jazgdyni
@Pani Anna Świetnie Panią rozumiem, bo miałem dokładnie to samo, a pewne efekty trwają do dzisiaj. Co gorsza, pod koniec stycznia powrócił z Indonezji, z wyspy Bali mój przyjaciel, który już tam pojechał z bardzo ciężką chorobą. Spotkaliśmy się u mnie na zwyczajowej kawie i polityce, a 3 dni po wizycie zachorowałem jakby na grypę z wszelkimi objawami, tylko bez temperatury. Sam się odpowiednio wyleczyłem (na uporczywy kaszel ssę prastare pastylki Soli Emskiej. Pomagają). Po dwóch tygodniach otrzymałem nagłą wiadomość, że ten mój przyjaciel zmarł w szpitalu na niewydolność oddechową. A ponieważ już był ciężko chory, a koronawirus był daleko w Chinach, to go spokojnie pochowano. A ja po paru dniach zacząłem się zastanawiać - czy on przypadkiem w czasie naszego spotkania nie zaraził mnie czymś azjatyckim. Dlatego studiuję i uważnie śledzę wszelkie miarodajne krajowe i międzynarodowe źródła dotyczące koronawirusa i choroby COVID-19. A ponieważ wywodzę się ze środowiska lekarskiego, to takie tematy nie są mi obce. Imbir faktycznie jest bardzo dobry tutaj. Chociaż tam preferują kurkumę, a w Chinach mi polecono na kaszel cukierki z zielonej herbaty. Z kolei, bardziej na południe - od Indonezji po Indie i Sri Lankę uważają, że mają wzmocnioną odporność poprzez zjadanie sporych ilości bardzo ostrych papryczek i dań z takimi przyprawami. Pozdrawiam i nie dajmy się!
jazgdyni
Daj pan już sobie spokój. Bądź pan szczęśliwy i ostrożny. I mimo maseczek z odkurzacza ( a propos, zdaje sobie pan sprawę, że te najbardziej popularne i przez naród w panice pożądane maseczki są zaprojektowane i wykonane w celu filtrowania wydechu tego, które je nosi.  Nie wiedział pan? Bidulek. Bo to chirurg ma nie zakażać pola operacyjnego, a nie odwrotnie), serdecznie proszę pana, by utrzymywał dystans w stosunku do obcej osoby 1,5 metra. A jak będzie ten ktoś miał gwałtowny atak kaszlu, czy kichania, to już po panu. Nawet w maseczce. I wtedy właśnie "wirusy unoszą się w powietrzu samotnie jak gołębie", jak pan to poetycko wyraził. I co gorsza, są w kropelkach aerozolu w przeciętnie wielomilionowej ilości. Ja to tutaj piszę. głównie dla czytelników, którzy na szczęście potrafią prawidłowo ocenić zgrożenie.
jawsiowy
...koronawirus, koronawirusem, z koronawirusem, o koronawirusie, O! Koronawirusie....koronawirusowi, z powodu koronawirusa, koronawi.. kronawi... - proszę wybaczyć, ale jak tego wszystkiego słucham - to mi dr Goebbelsem śmierdzi i tym jego:  "kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą", czy jakoś tak... Zastrzeżenia mam takie jak Pani Anna w swoim komentarzu z godz 17:05. A najlepsze jest ostatnie zdanie z P. Anny  komentarza - masowe obniżenie odporności - jaki dobry sposób na depopulację, prawda?
Pani Anna
@jazgdyni Ja dziękuję za empatię, ale chyba się nie rozumiemy. Ja napisałam, że BYŁAM chora, a nie że jestem chora. Po 3tygodniach pobytu w domu i picia naparu z imbiru samo przeszło, a byłoby szybciej, gdyby poprzedni lekarz, który jedynie przejechał mi po czole jakimś fikuśnym urzadzeniem nie zapisał mi antybiotyków, które nie wyleczyły mi nawet kataru, za to dodatkowo osłabiły i wyjałowiły organizm. Po tygodniu nastepna pani doktór stwierdziła wirusowa infekcję i nakazała to, co powyżej. Czyli to, czym w zasadzie leczy się tego całego corona. Nikt nie robił mi żadnych testów, więc niestety nie zostałam gwiazdą filmową jako "pacjentka zero" 😂 (Bogu dzieki i za to...).
tricolour
@Jazgdyni I prawidłowo, ma Pan wymiękać jeśli uważa Pan, że jest jakikolwiek filtr cedzący obiekty klasy nano. Ma Pan wymiękać, gdy wyobraża sobie Pan, że wirusy unoszą się w powietrzu samotnie jak gołębie. Może Pan sobie wziąć do towarzystwa tego profesora, to Wam może będzie przyjemniej wymiękać razem. Nawiasem mówiąc to ten profesor wygląda, jakby było go stać co najwyżej na mieszkanie w czteropiętrowym bloku i jakoś mnie nie przekonuje. A ja sobie będę filtrował wdychane powietrze. Wolno mi? Wolno? Nie podoba się? Nie musi...  PS. Dla Pana jestem majsterklepką i niech tak zostanie. Ale czasem trafi się ktoś przy kei, czasem zacznie się rozmowa i czasem zejdzie ona na mój drobnoustrój. I gdy z rozmowy można wywnioskować, że to mój projekt i wykonanie, to rozmówca - tak kilka razy bywało - przygląda się dłuższą chwilę i mówi, że gdybym nie powiedział, to by nie zauważył, że to amatorska konstrukcja. Tak więc Szanowny Kolego, Wilku Morski i Wasza Wspaniałości - może się okazać, żeś przy mnie cienki konstruktor jak rosół za pół roku.
jazgdyni
@Pani Anna Niech Pani porozmawia z mądrym człowiekiem, któremu pani ufa. Bo jest Pani potężnie zakręcona stresem i niepokojem. Zapomniała Pani, że jesteśmy również, jeszcze od momentu przed koronawirusem w fazie epidemii grypy H1N1. Pani sama nie rozróżni objawów. Są zbyt podobne. A na dodatek pogoda powoduje sezonowe paragrypy (grypy rzekome) i przeziębienia. Więc proszę się nie wykańczać podejrzeniami o najgorsze.
jazgdyni
A pan sobie wyobraża, że jako inżynier na morzu nie miałem okazji, by znienawidzić zarówno maseczki jak i gogle? Dopiero gdzieś w 2003 jak już byłem kimś i dysponowałem budżetem, zakupiłem świetne letnie kaski z ruchomą chowaną przyłbicą i pozbyłem się paskudztwa na twarzy. Widzi pan, pyły z obróbki mechanicznej, czy areozole farb i innej chemii to wielkości mikro. Natomiast wirusy to już klasa nano. Tylko bakteriofagi podchodzą pod ułamki mikro. Z wirusami z powietrza nie dają sobie rady nawet typowe maseczki chirurgiczne.  Nie będę się rozwlekał - klasa N95 to za mało by ochronić przed koronawirusem. Generalnie wszystkie maseczki tu odpadają i muszą być respiratory co najmniej FFP3. A to już wydatek kilkuset złotych. Słyszałem, że niektórzy biorą sobie filtr HEPA z odkurzaczy i robią sobie maseczki. Ja bym im życia nie powierzył. Ale jak pan majsterklepka, który nigdy sobie epoksydem nosa nie zatkał, jest bardziej doświadczony od profesora medycyny, to ja wymiękam.
jazgdyni
Dzięki za przypominanie. Na elektronice mieliśmy dosyć specyficzną matematykę i jak łatwo można się domyślić, nacisk był na algebrę Boola i inne systemy liczbowe (z 16-tkowym w tamtych czasach na czele). Oczywiście przy prądzie elektrycznym i falach radiowych nie można było się obejść bez liczb zespolonych, a dalej w elektromagnetyce bez równań Maxwella. Trzeba więc przyznać, że całkiem nieźle było u nas z matematyką. A dodam, że wtedy sporo obliczeń wykonywaliśmy na suwaku logarytmicznym ( miałem impomujący z NRD, chyba pół metrowy). Z funkcją schodkową spotkałem się dopiero jak już pracowałem na polibudzie, jak budowałem generator sygnału schodkowego do charakterografu ( na którym potem dobierałem sobie pary tranzystorów do końcówek mocy w systemie push-pull). Przyznam, że dręczyły mnie punkty nieciągłości funkcji. Natomiast zwinięte wymiary wyobrażałem sobie z dużą łatwością. To, że przestałem się w końcu wgłębiać, by zrozumieć, czy pojąć całą matematykę do końca, mimo, że z topologią nie miałem najmniejszych problemów, był wówczas brak możliwości dobrego zrozumienia algebry abstrakcyjnej. A potem zainteresowania przerzuciłem na fizykę wg. Feynmana. Mam jeszcze z tamtych lat trzy tomy jego wykładów. To były czasy...
Jabe
No właśnie, epidemia gorsza od wirusa.
Dark Regis
Dalej idzie tak samo jak już kiedyś pisałem. Zamiast funkcji ciągłych/różniczkowanych na przestrzeniach o skończonym wymiarze, można wziąć przestrzenie jakichś tam obiektów, które zachowują się jak funkcje i można dla nich zdefiniować arytmetykę oraz rachunek różniczkowy i całkowy. Na przykład przestrzeń ciągów zbieżnych do zera, szeregów sumowalnych, albo kombinacji liniowych potęg sinusów i cosinusów. Ciąg to taka funkcja ze zbioru {0,1,2,...} w R lub R^n lub w inną przestrzeń ze zdefiniowanym dodawaniem i mnożeniem. Szereg to dla ciągów jest rodzajem całki, czyli inaczej operatorem liniowym na przestrzeni ciągów i tak ad libitum. Możliwości jest przerażająco wiele. Dopiero teraz możemy zacząć dyskusję o Szkole Matematycznej Lwowsko-Warszawskiej i dokonaniach Stefana Banacha. To jest ta mistyczna kraina analizy funkcjonalnej. Z drugiej strony każdy taki twór, taka przestrzeń, gdzie obowiązują podobne jak dla liczb zasady dodawania i mnożenia jest algebraicznym pierścieniem. Gdy spojrzymy na sam pierścień, to najczęściej jest on kombinacją liniową ze względu na jakiś swój dobrze zdefiniowany podzbiór, na przykład podzbiór elementów całkowitych. Pi razy oko, bo tu są potrzebne pewne warunki, można więc przedstawiać go w formie takiej koślawej "przestrzeni liniowej" nad tym podzbiorem. jak to chodzi widać wyraźnie, kiedy zapisujemy wielomiany ze współczynnikami całkowitymi. Wielomiany stałe zostają utożsamione z pierścieniem współczynników Z, wielomiany liniowe (st. 1) stanowią taką warstwę abstrakcyjnego elementu "X", kwadratowe (st. 2) analogicznie itd. Widać, że przestrzeń wszystkich wielomianów o wsp. całkowitych rozpada się na coś w rodzaju przestrzeni wektorowej z bazą {1,x,x^2,...}. Gdy zamiast Z weźmiemy Q liczby wymierne albo R rzeczywiste albo C zespolone (czyli ciała - doskonałe pierścienie), to będziemy mieć już normalną przestrzeń liniową (vel wektorową). Dla Z była to przestrzeń niezbyt doskonała zwana modułem (nad pierścieniem). Dalej można wyróżnione tą drogą wektory wyposażyć w dodatkowe działanie: iloczyn wektorowy, jakieś dziwne mnożenie, nawias Liego, a wtedy dostajemy tzw. algebrę. To trochę redundantny termin, ale dopiero z tego poziomu można ruszać na podbój mechaniki kwantowej. Można tą drogą pójść znacznie dalej i zdefiniować mnożenie dopiero dla iloczynów tensorowych takich pierścieni, modułów albo algebr. Tam bawiąc się różnymi symetriami można jeszcze przejść do iloczynów zewnętrznych i wewnętrznych, form, algebr Cartana, Clifforda, Jordana i Bóg wie jeszcze czego. Warto jednak mieć świadomość tego jak to warstwami chodzi i od czego zależy. Pierścień np. to zwykła grupa abelowa z dodatkowym działaniem binarnym (np. mnożeniem rozdzielnym względem dodawania), dlatego rozkład grup abelowych na sumy proste przenosi się na rozkłady pierścieni na sumy proste, na rozkłady algebr i iloczynów algebr. Ale aparat podstawowy pojęciowy tylko tu się powiela. Ideał pierścienia/modułu to tylko jedna z podgrup. Kupa gadania...