Otrzymane komantarze

Do wpisu: Rozprawa o rozkwaszaniu nosa
Data Autor
jazgdyni
Zgadłeś. Przypomniał mi Nowaka i jego szczeniackie zagrywki. Jak widać, taki jeden cios kończy sprawę. Też pozdrawiam
Do wpisu: Obrona przed spadkiem w przepaść
Data Autor
Uwaga, uwaga !  Za chwilę odezwie się   F l o r e n t y n a ... 
jazgdyni
Dobry początek komentarza, lecz potem konieczność likwidacji Morawieckiego (pluton?) z powodu braku gałek nieco naciągany. Trzeba było, jak ja właśnie zrobiłem, kupić płytę gazową na wspaniały, amerykański gaz i byłyby gałki. I jak fajnie syczy i iskry same skaczą. Pozdrawiam
Anonymous
"powstaje potężna koalicja przeciwko upadkowi zachodniej cywilizacji" Naszym wrogiem jest marksizm i bizantynizm. Również marksizm i bizantynizm w nas, w tym co robimy na co dzień by państwo nie było kupą kamieni. Siła przyzwyczajeń ma olbrzymie znaczenie. Trzeba starannie oddzielać co jest złym nawykiem i stagnacją, które wymagają zmiany, a co należy zachować. Odwołanie się do kanonów cywilizacji łacińskiej jest narzędziem selekcji wartości. A czasem nie chodzi o pryncypia lecz o sprawy małe, przyziemne, jak wymiana piekarnika, żeby dojść do wniosku, jaki mamy w tej całej Unii wolny rynek, skoro muszę w tej sytuacji kupić płytę ceramiczną sterowaną dotykowo. Taki ten unijny i globalny rynek wolny jest, że nie ma już obsługi pokrętłami, nawet jeżeli ktoś chce dopłacić do wyższego kosztu produkcji pokręteł piekarnika, ich połączeń z płytą, kosztów produkcji i zbytu zestawów. To może być 10% ceny. Skoro więc tego nie ma, to albo mój popyt jest marginalny, albo uszczęśliwia się masy nie pytając o zdanie. I jaki wniosek? Morawiecki musi odejść bo jest jak płyta indukcyjna sterowana dotykowo.
Do wpisu: Człowiek z helikopterem na głowie
Data Autor
jazgdyni
Witam Czasami aż się nie chce wierzyć. Wiele informacji o tych ohydnych praktykach jest ukrywane. Dlaczego? Tak, jak głośno się nie krzyczy o biznesie z emigrantami. Ktoś jednak ustala cenzurę. Pozdrawiam
Lech Makowiecki
Trafne spostrzeżenie. Współczesne niewolnictwo to hańba XXI w. Pozwolę sobie to upowszechnić. Sam pisałem o tym wcześniej: wpolityce.pl  
jazgdyni
Do wszystkich komentatorów. Widać jak trudno jest pozbyć się wiekowych stereotypów. Ukształtowane, przecież nie tak dawno, stosunki pracy większość uznaje za naturalne. Wielu nie może sobie wyobrazić, że może być inaczej. A wystarczy sobie zadać pytanie: czy one są sprawiedliwe? Nie są. Co to jest pensja/zapłata godziwa? Jaki zysk przedsiębiorcy jest sprawiedliwy? Ile podatków, danin, haraczy może państwo odbierać obywatelem? I tak dalej, i tak dalej. Praktycznie od 200 lat nic tu się nie zmienia. Czy to znaczy, że osiągnęliśmy układ optymalny? Nie ma wyzysku? Więc dlaczego 7 rodzin posiada połowę wszystkich pieniędzy całego świata? Coś jest tragicznie poplątane, a większość ludzi godzi się na rzeź, Bo nikomu nie chce się myśleć.
Dark Regis
Ja, jako marynarz polno-leśny, nie dałem się okraść na ten przykład ;) Natomiast nawiązując do linkowanego filmu, plasowałbym miniony okres gdzieś pomiędzy taksówkarzem 2 (Brooklyn) i 4 (Rzym). Zwłaszcza ten Rzym wyjątkowo pasuje do Platformy.
Jabe
Zakładałem, że marynarze są zorientowani w swoim światku i jak ktoś im amber gold, to jest skończony. Mało kto jest tak zdesperowany, żeby świadomie dał się okraść. Tak sądzę. No ale to był turbulentny czas z drugiej strony.
Dark Regis
"ofiara fałszywego burżuazyjnego obrazu świata" czy ja dobrze słyszę?! No to aż wypada dać mem dla zaakcentowania powalającego wrażenia: youtube.com Najpazerniejsze agencje zawsze zatrudniają biednych ludzi w potrzebie. Ale to podobno jest ideał społeczeństwa liberalnego. Zrazu przypomniał mi się taki jeden film, nie wiem czy Pan go zna, gdzie agencje zatrudniają biednych zdesperowanych ludzi na stanowiska taksówkarzy, a ci potem muszą się użerać po nocach z podejrzanymi klientami i ze swoim życiem...: cda.pl Według mnie film jest podejrzany o to, że jest genialny, a przepity głos Toma Waitsa dopełnia obrazu.
mjk1
Jabe, przepraszam, że znowu Ciebie zmuszony jestem uwalić, ale sam się o to prosisz i fantastycznie wystawiasz na strzał. Mam pełną świadomość, że kupując bułkę w sklepie, wyzyskujesz i sprzedawcę, i piekarza, i wiele innych osób. Wiem też, że nie sądzisz, iż może być inaczej, ponieważ popluty patafian w muszce z krzywym ryjem, tak fantastycznie zlasował Ci mózg, że nie jesteś zdolny do jakiegokolwiek krytycznego myślenia. Wyobraź sobie, że są jednak na tym Świecie ludzie, którzy kupując bułkę w sklepie nie chcą wcale wyzyskiwać ani sprzedawcę, ani piekarza, ani żadnych innych osób. Nie pytam jednak, co należy zrobić, aby ci sprzedawcy, piekarze i pozostałe osoby nie były wyzyskiwane, bo to przerasta Twoje intelektualne możliwości. Zapytam tylko, czy się da? I teraz Jabe, przyjmij do wiadomości, że nie odpowiadając na to proste pytanie, możesz zostać uznany za głąba. Odpowiadając, rozwiejesz wszelkie wątpliwości.
Jabe
Powinien Pan mieć świadomość, że, kupując bułkę w sklepie, wyzyskuje Pan, i sprzedawcę, i piekarza, i wiele innych osób. Jeśli Pan sądził, że jest inaczej, padł Pan ofiarą fałszywego burżuazyjnego obrazu świata. Niech Pana wyrzuty sumienia dręczą po nocach! Zastanawiam się, jak to się działo, że te najpazerniejsze agencje wyszukujące marynarzy prosperowały. Sami się do tego wyzysku pchali? Nie mogli sobie wyszukać uczciwszych? Zdezorientowani byli?
Zapewne zna pan powiedzonko że tam gdzie chleb jest drogi to doopa tania. 
Anonymous
O! Zły wydźwięk tego wpisu. Od pejoratywnego obrazu zatrudniania po niewolnictwo. I tak większość ludzi ma złe wyobrażenie relacji między tzw.pracodawcą a tzw. pracobiorcą, że polega na wyzysku. Stąd PIP mi.n. - dowód na instytucjonalizację tego punktu widzenia. Ta relacja normalnie polega na obopólnych korzyściach a nie na tym, że ktoś kogoś wykorzystuje. Równie dobrze można mówić o pracodawcy, że ten frajer musi się narobić, ryzykować, jest w pracy 24godz. na dobę przez cały rok i musi się użerać z urzędasami i pracownikami, a pracownik po dniówce jest wolnym człowiekiem a nie niewolnikiem. I nie będzie go frajer cisnął bo strzeli focha i pójdzie na chore w sytuacji podbramkowej, a jak się nie podoba, że ostatnia robota spieprzona to niech zwolni  i szuka szczęścia. Niewiele firm kojarzę aby pracowały na zasadach zrozumienia wzajemnych korzyści między szefem a pracownikami. Zwykle układ jest stabilizowany napięciem. Stąd popyt na pracę "na państwowym". Państwowy pracodawca jest non profit, czyli działa albo tylko w oparciu o decyzje administracyjne i polityczne, albo przynajmniej częściowo i może być deficytowy. W relacji pracownika państwowym szefem są inne układy. No właśnie - układy.
Do wpisu: Morze trucizną dla miłości
Data Autor
jazgdyni
Ciekawy ten pański komentarz. Tyle nagromadzonych stereotypów, opowieści z mesy i typowych wyobrażeń. Niech szanowny Pan popływa sobie czterdzieści lat i wtedy wymienimy poglądy. Inaczej, to nie ma sensu.
gorylisko
i znowu pan trafiłeś kulą w płot...tak rekrutowano w łapankach do floty wojennej... na statki handlowe, rybackie czy badawcze nie brakowało chętnych.... a już na klipry herbaciane często nie było wolnych miejsc... mimo, że praca ciężka... a co do listonosza... film pt. "listonosz zawsze puka dwa razy" proszę obejrzeć
Kazimierz Koziorowski
podobno kiedys marynarzy rekrutowali w lapankach, obecnie to wolny wybor.  listonosz podczas gdy przebywa sluzbowo poza domem zapewne tez jest narazony na oddzialywanie tych kobiet przed ktorymi panowie ostrzegacie wspolbraci w niedoli. 
gorylisko
wooow a coś pan taki zasadniczy... każda profesja ma swoje plusy dodatnie i plusy ujemne mówiąc elektrycznym kablującym klasykiem... ale znakomita większość profesji daje możliwość mieszkania w domu... jak pan nie rozumie dlaczego marynarze się katują to pan raczej nim nie zostanie... miałem przyjemność pracować na statku... coś w tym jest... to był pasażer...co zobaczyłem to moje... co przeżyłem tym bardziej moje ;-) co do kobiet...wiesz pan są kobiety które szukają mężów i są hieny które jak dopadną faceta to zjadają go latami na raty... są też kobiety które szukają wrażeń... mówiło się swego czasu o pewnej damie która pojechała do Egiptu... odnoszę wrażenie, że nie czytał pan uważnie... polscy kucharze są lepsi, gorsi...ale nie było napisane, że chodzi o Polskę...  
Kazimierz Koziorowski
zawod marynarza, ktory opisuje pan jako zbiorowsko ludzi normalnych inaczej, ma tradycje siegajace pradziejow ludzkosci. demonizowanie ze jest to cos specjalnego dla nadludzi albo dla podludzi albo ze profesja ta jest przyczyna trwalych deformacji osobowosci - poprzez pryzmat osobistych traum, obsesji, w niczym nie zmieni faktu ze podobne wypracowanie moze napisac przedstawiciel dowolonej profesji jakiego to horrendum mozna doswiadczyc wykonujac zawod w srodowisku dziennikarskim, medycznym, policyjnym, duchownych czy kosmonautow. pisze pan o zawodzie ktory pan w zasadzie dyskredytuje ale mimo tego katowal sie w tym srodowisku przez cale zycie zawodowe. w imie czego? co do sprawy zawodu maja epizody flirtow w firmie ze wskazaniem na rzekoma glupote przedstawicieli okreslonych narodowosci. przypadki spowodowane relacjami damsko meskimi wytepuja w kazdej firmie, w kazdej profesji, niezaleznie od wyksztalcenia i zajmowanego stanowiska w hierarchi firmy czy spolecznosci. jak to panie lapaly oficerow? odmawia pan kobiecie prawa do szukania meza, lub mezczyznie zony, tylko dlatego ze pracuja razem? pisanie ze polscy kucharze znalezli raj w polskiej gastronomi swiadczy o tym ze nie zna pan tematu i dorabia teze do faktu ze zastapili ich na statkach kucharze innych narodowosci. polski kucharz w restauracji w duzym miescie zarabia ponizej 3 tys. zl. 
jazgdyni
Gdzież tam! To własnie kłopoty dnia codziennego stanowią kwintesencję normalnego życia.
Bo brał pan walizkę i zostawiał wszelkie kłopoty dnia codziennego.
jazgdyni
To prawda - było inaczej. Odeszła cała romantyka i egzotyka w miarę postępu techniki. Kontenery i ładunki ro-ro zlikwidowały klasyczną drobnicę, którą się ładowało wiele dni, tak, że był czas by zwiedzać okolice. Terminale naftowe i gazowe są daleko od miast i często przy pirsach parę kilometrów na morzu. Tak, że dzisiaj marynarz jest uwiązany do statku na czas kontraktu. Jest, jak w więzieniu - praca, papu, sen. Internet i TV nie zastąpią wyjścia na ląd. Mimo tego, są tacy, co to nadal lubią. Ja do nich nie należę. Pozdrawiam
jazgdyni
Filipińczycy... Oczywiście to inny krąg kulturowy. Lecz w wartościach uniwersalnych to ludzie prawi i uczciwi, pogodni i przyjacielscy. Ponadto bardzo wierzący katolicy. Tylko na Mindanao, jak wszędzie na świecie islamiści robią kłopoty. To także ludzie dumni i skorzy do walki. Bardzo solidarni i atakując jednego, trzeba będzie walczyć z ich gromadą. Jedyny wyraźny minus to notoryczny hazard. Potrafią symulować chorobę, by tylko wrócić do kraju na ich największy sport - walkę kogutów. Mam ciągle wielu przyjaciół pośród nich.
Panie Januszu, czy kiedyś było inaczej, czy my byliśmy inni ?      K.O. Borchardt z dalekiego Wilna wymarzył sobie morze, zrezygnował ze studiów na USB by zostać marynarzem.   Jak pięknie pisał o morzu, a o swoim marynarskim losie nigdy nie pisał źle. Jak przyjemnie się to czyta !    Ja byłem R/O w latach 60-tych przez zaledwie 2 lata,  potem wielokrotnie spotykałem  kolegów, także radiowców po powrocie z rejsów (z PŻM, PLO, Dalmoru i Odry) i nigdy nie słyszałem narzekań. Już po kilku dniach na lądzie chcieli wracać na morze. Ja także nie mogąc pływać, tęskniłem za tym zawsze.      Być może później było inaczej, według Pana gorzej, albo i całkiem źle.  Szkoda.    Łączę szczere pozdrowienia !.  
Czesław2
Witam Ciekawi mnie Pana opinia o Filipińczykach. Nacja mi zupełnie nie znana. Jedyne opinie, jakie o nich miałem, to opowiadania Chandlera, gdzie nie zostali odmalowani w różowych barwach. Pozdrawiam.