Otrzymane komantarze

Do wpisu: Ach komuno, gdzie jesteś, gdzie?
Data Autor
Roz Sądek
"Jeszcze trochę tej nawałnicy, a zaczniemy wyskakiwać z okien własnych domów, jak szczury z tonącego okrętu, doprowadzając nasz rząd do rozpaczy" Ej tam, tekst napisał Pan zgrabny, ale tu znacznie przesadził. Nie jest nie tylko tak źle, ale uważam, że jest bardziej normalnie niż by można się było spodziewać. Oczywiście patrząc z perspektywy NB, można by nad cytowanym zdaniem przejść do porządku dziennego, ale przecież grupa autorów NB  jest specyficzna, stawiane tu już nie jako hipotezy, ale jako pewniki najbardziej niedorzeczne informacje, w niewielkim stopniu oddają zapatrywanie się na obecną rzeczywistość przez nasze społeczeństwo. Nie mieszkam na księżycu, mam dużą rodzinę i utrzymuję kontakt z wieloma znajomymi; nijak mi nie wychodzi, by ktoś był na skraju załamania nerwowego. Każdy sobie radzi, nawet zbytnio nie utyskuje i raczej rozumie sytuację. Histeria IMO bierze się z nadmiaru czasu, jakichś wcześniejszych urazów życiowych, czy niepowodzeń. Również z braku hobby, szerszych zainteresowań, czy może wcześniejszego egoizmu, skutkującego obecnie bolesnym wyalienowaniem. Na forach i blogach dochodzi do tego chęć bycia oryginalnym i swoista rywalizacja w zadziorności i głoszeniu rewolucyjnych poglądów.  
Ryszard Surmacz
@Kaliszanin No i co? 
kaliszanin
pytania się mnożą, wszystkie opierzone obawą o… Polskę odpowiedzi niewiele a i te rzadkie nas zostawiają bezdzietnie, tylko w tym są prawdziwie skuteczne mniejszość jest gotów pomyśleć (większość tylko poskomleć), że grunt to nie pytać lecz ufać tak jak podczas każdej niedzieli a gdy nieskromnie zapyta szczęściarz z odbitym na czole osła kopytem - komu, komu, wszak brak nam prawdziwych twardzieli? nogi się plączą statystycznemu, język staje okoniem, my wszyscyśmy mu razem ale i każden jeden z osobna tylko... gnojem wprzódy były rozbiory, później oba world war’y, po nich komusza salwa przeważnie w tył głowy - odebrały nam wolę do walki, odebrały ostoję nadszedł czas ostateczny! róbmy grilla bo dzień jest słoneczny! – drą ryja obrotowe elyty, w tv redaktory ich wszystkich zwą po równo profesorem nic się nie stało, Polacy nic się nie stało smęci lemingom na dobranoc, leżący pod lasem najebany gajowy, zakrywając słońce olbrzymim z ich sennych marzeń kutasem ci co byli przed nami, ci co jeszcze zostali i ci spoza znanych nam światów, i my wszyscy bez wiary, bez nuty fanfary, nasza siła i wiara emocjonalną jest dzisiaj dziewicą    ci miotacze bez dłoni, ci biegacze bez nogi i ci niemi oratorzy, czają się niczym wróżbici upstrzeni w fałszywe ornaty, przeklęci ojcowie, rabini, wielebni, płaskoziemcy, kosmici jedni bez chcicy ciemną nocą cichcem bez jęku poczęci, drudzy sortu lepszego, wielokrotnie wzdłuż patetycznie przerżnięci, samowolni prawdy strażnicy choć to szamba giermkowie tak się pięknie różnimy, tak się wzajemnie cenimy i o siebie troszczymy, okładając powtarzanym bez końca historii niemym chichotem   a ja głupiec choćbym najdalej chciał uciec to już naprawdę nie mogę, bowiem jam ci na świecie największy jest dureń, ciemna masa wszak od wielu stuleci patrząc w lustro nadziei wciąż dostrzec nie umiem, że los mój dawno spisany już jest, że wyrok już zapadł gdy to wreszcie dostrzegę, pójdę boso nad rzekę, gdzie na szyję ze sznura oczko zarzucę, drugi koniec dociążę przytarganym z wysiłkiem polnym kamieniem jeszcze w ciszy postoję jeszcze zmysły napoję i wykonam krok ku, no kurwa ku czemu, przecież nie ku przeznaczeniu?   pomrzemy wszyscy o świcie, bo wicie, bo rozumicie, bo na chuj nam to wszystko bez celu, bo bez prawdy w życiu jest gorzej niż seniorowi z covidem 19-tym bez tlenu ps - przepraszam nie wiem o czym to jest
Do wpisu: Bunt w niebie
Data Autor
Ryszard Surmacz
Cd. Madis (p. 4) początek znakomity, pobudzający i budzący, ale potem już męczący. "Świergolenia" jest już zapowiedzą utraty ciekawości. Mongoł jest ciekawy, ale ciekawy na zasadzie nowości. Ostatni punkt - ta podeuropeizowana Mongolia może dać ciekawe propozycje. Kiedyś miałem tam jechać, ale wyprawa nie doszła do skutku. Szkoda.  
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć Gdy rozpoczynaliśmy naukę, w tamtym czasie szukałem kodu - nazwijmy go uniwersalnym kodem ziemi. Czułem, że  jest on zapisany tylko w muzyce, której nie sposób spacyfikować lub zakuć w kajdany. Poświęcił Pan mi sporo czasu na jej tłumaczenie. Dzięki. Wchodząc w to, po pewnym czasie doszedłem do wniosku, że bez umiejętności grania na czymkolwiek, muzykę zawsze będę traktował w sposób teoretyczny i to, co ważniejsze zawsze będzie mi umykać, a szanse dotarcia do kodu są dla mnie zerowe. Ale zacząłem się uczyć na pianinie (gitara nie wchodziła w grę). Szybko jednak zobaczyłem, że nauka pochłania mi zbyt dużo czasu i zaczyna pochłaniać zbyt dużo pieniędzy. Musiałem się wycofać. Swoją wrażliwość poszerzyłem, ale dziś wydaje mi się, że naciągałem ją jak gumę i swój organizm przyzwyczajałem do zaakceptowania większych drgań - na zasadzie membrany. Owszem, miałem wyniki, ale był to wówczas jedyny punkt zaczepienia i jedyny bodziec do kontynuowania wysiłku... Gdybym zaczął kilka lat wcześniej, byłoby inaczej. Na końcu wszystko się zawaliło, bo wiele spraw się spiętrzyło i nie mogłem już pozwolić sobie na odejście od moich podstawowych zajęć. Tak więc na pewno coś pozostało, ale generalnie wróciłem chyba do punktu wyjścia. Dlaczego? Dlatego, że w muzyce szukałem i widzę, że nadal szukam, przestrzeni - dużej przestrzeni, światła i powiem bardzo niewyraźnie - czegoś w rodzaju tlenu. Może nie mam sprecyzowanego gustu, bo nie zwracam uwagi na style, lecz wpadają mi w ucho poszczególne utwory, czasami nawet tych zespołów, których nie znoszę. Takie podejście wprowadza duży bałagan w klasyfikacji i burzy pejzaż wyboru. W odbiorze muzyki jestem chimeryczny, ale generalna zasada, jw. jest niezmienna. Trudno mi się też ustosunkować do poszczególnych kawałków, ale chętnie je przesłucham. Dziś mam trochę więcej czasu. Pozdrawiam
Dark Regis
7) A to Kazachstan dla porównania: youtube.com 8) Znalazłem też współczesnego barda z Czech. Oto Jaromir Nohavica: youtube.com Niezły tekst. Tu jest tłumaczenie: mlodziezowy.pl "Widziałem kometę jak relief świetlisty rzeźbiony rękami dawnego artysty chciałem się wspiąć w górę dotknąć jej zmysłami zostałem sam nagi z pustymi rękami Jak posąg Dawida z marmuru białego sięgałem choć wzrokiem do nieba samego gdy znowu nadleci ach pycho chełpliwa nas już tu nie będzie ktoś inny jej zaśpiewa" Nohavica śpiewa też w stylu Brassensa, więc warto poszperać: youtube.com 9) Znalazłem kanał gościa, który potrafi opowiadać o muzyce. Rick Beato: youtube.com 9a) Albo coś takiego: youtube.com 10) Jeden z moich ulubionych muzyków, który zwykle prezentuje możliwości instrumentów. A właściwie dwóch: Jordan Rudess i John Petrucci: youtube.com 10a) I jeszcze raz Rudess (to styl znany ze Starcrafta): youtube.com 11) Ad modal music theory (próbki): youtube.com
Dark Regis
Ostatnimi czasy zająłem się tzw. modalną teorią muzyki, czyli po prostu poszukiwaniem uzasadnienia dla tego, co mi się w muzyce podobało i dlaczego akurat to. Sam ewoluuję wraz z muzyka od lat, więc wiem jak czasem jest trudno się do jakichś współczesnych trendów przyzwyczaić. Kiedyś uwagę zwracałem głównie na to, żeby "interesować się" jakimś stylem. Na zasadzie, że jak coś wydaje mi się dobre i miłe, to w okolicy musi być tego więcej. Zbyt często zawiodłem się na takim podejściu, bo istnieją grupy, które wylansowały jeden przebój, albo style, w których ciekawe głównie jest to, co trafia do worka z napisem "progressive". Z takich ostatnich ciekawostek mam kilka utworów, które mogą okazać się nieco dziwne dla postronnych słuchaczy, ale właśnie w nich są pewne elementy, które mnie inspirują. Często sam utwór nie jest wcale idealny, ale ma w sobie to coś. Może dam perę przykładów, ale najpierw wyjaśnię dlaczego akurat te, ok? 1) Trafiłem na taką oto przeróbkę utworu słynnego w latach 80 Tangerine Dream. Była to alternatywa dla zdobywającego wtedy sławę Jarre'a. Warto obejrzeć cały film, bo pokazuje on (State Azure) jak się obsługuje syntezator modularny. Ten inspirujący kawałek zaczyna się po 3:30 i gdzieś około 4:30 powala, gdy już muzyka zupełnie się rozbuja: youtube.com 1a) Powyższy utwór trochę różni się od oryginału. Jednym z elementów, które są w oryginale lepsze, to użycie perkusji elektronicznej chyba w stylu "power drums". Dopiero po 5:00 zaczyna się ten fragment: youtube.com 2) Najnowsza produkcja Paula van Dyk'a w stylu trance. Niezwykle energetyczna, ale chodzi głównie o to wyciszenie i ambient: youtube.com 3) Alan Parsons po latach. Zestarzał się i ma brzuch, ale muzyka wciąż super. Tutaj warto zwrócić uwagę na tych śpiewających i orkiestrę. Niezwykłe widowisko: youtube.com 4) Madis, czyli polski Michael Jarre. Trudno jest mi jeszcze wybrać coś ekstra, bo to wciąż jest przesłaniane w pamięci przez Oxygene Jarre'a, ale warto posłuchać: youtube.com 5) Ostatnie odkrycie to skrzypek z Mongolii (skrzypce z głową konia i dwiema strunami), który nauczył się od ojca śpiewu gardłowego. Dokładniej to rodzaj śpiewu alikwotowego (nazywa się chöömej), czyli wielotonowego. Jest kilka różnych stylów śpiewania w tym stylu. On właśnie używa kilku. Zwłaszcza ten głos sokoła jest niesamowity. Jest to członek zespołu rockowego The Hu. Ciekawostka jest taka, że ich utwór został wybrany do gry Star Wars: Jedi - Ostatni Zakon. a. Horse head fiddle player Ts Galbadrakh: youtube.com b. The HU "The Gereg": youtube.com c. The Hu "Song of Women": youtube.com 6) jeszcze jeden zespół z Mongolii, która wydaje nam się muzyczną pustynią. Niesłusznie: youtube.com
Ryszard Surmacz
No tak, ale jak na razie góra do pokonania pozostaje. Brak jasnych kryteriów przeszkadza w każdej dyskusji i każdym opisie rzeczywistości. Czasami wnioski padają tak kosmiczne, że trzeba się dobrze zastanowić, aby odgadnąć o co gościowi chodzi.  Waszmość, co to ostatnio się słucha?
Anonymous
@Ryszard Surmacz "Podział musi być jasny: na to co polskie i antypolskie." To jedno z kryteriów podziału na prawicę i lewicę. Wcześniej było pół żartem pół serio. Pozdrawiam
Dark Regis
Dlatego, Panie Ryszardzie, nie ma już sensu podział na prawicę i lewicę, bo z czasem wszelkie archaiczne kryteria zostały przez współcześnie panujące trendy zatarte. M.in. przez marksistów. Zamiast tego należy wymieniać co się sądzi o konkretnych kwestiach i na tej podstawie budować obraz ideologiczny danej formacji politycznej. Nie ma już i nie będzie lewicy i prawicy w klasycznym sensie, bo np. będą się mieszać w kontekście wykorzystania mediów dla robienia propagandy, służb dla utrzymania władzy, polityki monetarnej, podatków, traktowania różnych fragmentów gospodarki (np. usług, hitech), dyplomacji, czyli wchodzenia w zależności dla celów koniunkturalnych, nawet sprzecznych z wyznawaną ideologią. Przykład włoskiego Ruchu Pięciu Gwiazd, albo lewaków Makrona z Merkel. Nie ma powrotu do czasów prostych formułek.
Ryszard Surmacz
Jak przeczytał Pan tylko jedno zdanie, to i taki wniosek się Panu trafił. Chyba, że to żart - dziś nie wyczuwam, bo mam kiepski dzień. Jeżeli chcemy uzyskać jasny podział na scenie politycznej, to kryteria muszą być też jasne. 
Ryszard Surmacz
Myślę, że nie ma się co przejmować Hołownią. 
Anonymous
"Dotychczasowy podział na lewicę i prawicę zamazuje obraz rzeczywistości .... Lewica odwołuje się do tradycji, której już nie ma, prawica wykarmiona na lewicowym chlebie nie zmieniła kryteriów i nadal jest wartościowana według starych obowiązujących norm." Jestem zaskoczony: I TY Brutusie? To stary numer lewicy by zamazać wartości. "Prawica wykarmiona na lewicowym chlebie" to trafne określenie, ale "nie zmieniła kryteriów"? Zmieniła na te od chlebodawcy.
sake2020
Pisze Pan-,,wszyscy już mamy dość wyborów''......Najgorsze,że kandydaci opozycji utrzymujacy że zawieszają swoje kampanie w dalszym ciągu ochoczo te kampanie prowadzą.Przykładem Hołownia który z każdym swoim medialnym wystepem robi z siebie coraz wiekszego głupca.Apeluje do polskiego rzadu by wytypował sieć hoteli dla ofiar przemocy domowej,która wzrosła podczas częstszego przebywania w domu w obawie przed zarazeniem.Tylko dlaczego apeluje akurat do polskiego rządu skoro przytacza dane z Wielkiej Brytanii i Francji?
angela
Tyle  co teraz kłamstwa, fałszu, wszechobecniej podłości, pogardy dla życia, odwrócenia pojęć dobra i zła, zepsucia moralnego. Świat się zatrzymał,  widocznie tylko krok dzielił nas od przepaści. Bo Bog kocha, prawo i  sprawiedliwość.   
Do wpisu: Co już dociera a co mechanizm jeszcze blokuje
Data Autor
Anonymous
To już mamy kandydata na prezesa giełdy ;-)
Dark Regis
Jeżeli Pan mało grał to Pan nie widział do czego są zdolni ludzie. Kiedyś uczestniczyłem przypadkiem w runie na giełdę w Second Life. Jeśli Pan kojarzy kim jest np. Anshe Chung (milionerka z Niemiec), to wie, że to nie było na żarty. Ona miała z pięć firm notowanych na tej giełdzie: jakieś Real Estate, Furnitures itp. Kilku kolesi skrzyknęło się w nocy (u nich w nocy), żeby oskubać drobnych ciułaczy akcji. Przypadkowo miałem wolne i gdzieś około 11:00 zaczęła się zabawa w bujanie kursami. Przewodził im taki gostek z Australii, któremu nie wypalił konkurencyjny projekt giełdy. Jak to zobaczyłem, to od razu złożyłem kilkanaście intratnych zleceń i za bezcen wykupiłem wszystko co się dało. Potem łódeczka poszła w drugą stronę, to posprzedawałem wszystko z zyskiem, jeszcze ze dwa razy tak się odwróciło i miałem na koncie kilkaset tysięcy Linden Dolarów (miejscowej waluty, L$252/US$1). Kolesiom musiały szczęki spaść na dywan. Ale potem sobie pomyślałem po chol... mi amerykańska skarbówka i FBI na głowie i w sposób kontrolowany wytraciłem nadwyżki, poza małą premią za fatygę ;) Następnego dnia prasę obiegła seria katastroficznych artykułów, a giełda już się z tego nie podniosła, choć jeszcze jakiś czas funkcjonowała. Dlatego po części zgadzam się z Karoniem :] Druga sytuacja była w Wurmie, gdzie pewien gostek ze Stanów garnął pod siebie ile wlezie, nawet małe sumy i chwalił się tym na czacie. Ponieważ gra skwaśniała momentalnie, to zadałem mu takie proste pytanie. Czy wziąłby pieniądze od kogokolwiek nawet nie pytając o cel obdarowania? Powiedział, że jasne, bo pieniądze to pieniądze i nic więcej się dla niego nie liczy. Pieniądze nie są przecież brudne. Więc zapytałem, czy wziąłby pieniądze od skośnookiego nieznajomego, który chciałby tylko za to kilka informacji o jego firmie, albo przeniesienia jakichś papierów w jakieś miejsce? (Nie było wtedy mowy o Chińczykach vs USA, ale podałem to aby przybliżyć problem) On powiedział, że jasna sprawa. Zrobiłby to i zainkasował pieniądze. Mam nadzieję, że CIA i FBI ma na tego idiotę oko aż do dzisiaj ;)
Anonymous
@Imć Waszeć 30.03.2020. 17:28 Miałem podobny żart z Założeniem Banku Zbożowego, by uwłaszczyć graczy, tzn. chciałem powiedzieć PESELowiczów na plewach, systemie pieniądza dłużnego opartego o zobowiązania, które wszyscy mamy wobec wszystkich od pokoleń, z ZUS na czele. Kurs plewów do złotówki byłby płynny a jedynie niektóre z danin IIIRP przyjmowałaby w plewach po wyjściowym kursie ustawowym 1:1. Pierwszy problem to wycena naszych wierzytelności. ZUS jest bankrutem, ale ma policzone. 500+ jest ustawowe. Inne wymagałyby np. licytacji w ścisłym kręgu akcjonariuszy, albo innych gier ale ja mało w gry gram.
Dark Regis
W zasadzie to zaczęło się trochę inaczej. Kiedyś pisałem, że zetknąłem się z taką wesołą czeredką piszącą hobbystycznie gry komputerowe. Początkowo nazywała się Onetoofree AB, a teraz Code Club AB. Założycielami tego klubu są Rolf Jansson i słynny Markus Persson vel Notch (ten od Minecrafta). Dziełem tworzonym przez tę grupę była gra Wurm Online. Z różnymi ludźmi, wśród których byli też współtwórcy Wurma, przegadalismy godziny o tym, jak powinna wyglądać porządna gra. Rodziły się różne pomysły na aktywności w grze, role, cele, a także sposoby zarabiania i monetyzacji. Jednym z pomysłów, zresztą zaczerpniętym z innej gry (a raczej ze społeczności Second Life), było wprowadzenie możliwości wydrapania drobnych sum w trawie, przez co ci bardzo pracowici mogli nawet po ciężkiej pracy opłacić abonament miesięczny. Istniała tam wcześniej "typowa" ekonomia dla gier sieciowych MMO, polegająca na możliwości handlu z NPC zasilanym w pieniądz przez pewien skomplikowany algorytm w grze, możliwości wykupienia pozwolenia (writ, deed) na ustawienie własnego kupca w jakimś mieście, wreszcie możliwość pracy "fizycznej" na rzecz innych graczy, którzy realizowali duże projekty. Nie było jednak w tym żadnej płynności, ani gwarancji zwrotu poniesionych kosztów czy pracy. Niestety środowiska ludzi wychowywanych liberalnie najczęściej po prostu kantują i okradają rzesze frajerów, skoro tylko mogą, i nie ma na to sposobu, prócz wprowadzenia globalnych "praw". Takie prawa zostały w końcu wprowadzone, choć z mojego punktu widzenia zupełnie bezmyślnie. Były to m.in. prawa dotyczące miast i dwa rodzaje ustrojów: autorytarny i demokratyczny, prawa dotyczące tworzenia królestw, pomiędzy którymi trwały wojny oparte na zupełnym bezprawiu. Szybko okazało się, że liberalna część znalazła w przepisach dziury i np. zatrudniała się u kogoś lub tworzyła dodatkowe postaci w innym królestwie, żeby tą drogą okradać innych lub robić za konie trojańskie. Początkowo było to nawet zabawne, potem jednak potrzebny był cały system banowania i sprawdzania pokrewieństwa kont. Skórka nie warta wyprawki. Oczywiście natychmiast zaczęto skrzykiwać się i napadać na tych najlepszych w swoim fachu kowali, crafterów, bo bandy spekulantów były wciąż głodne, a bardzo dobre przedmioty chodziły na portalach aukcyjnych nawet po 100 dolarów za sztukę. Wtedy właśnie zacząłem analizować całą sytuację i zastanawiać się nad możliwościami rozdzielenia systemu monetarnego w grze, od systemu realnego, żeby zysk kosztem innych nie był jedynym kryterium uczestnictwa w grze. Jedną z odnóg projektu stało się więc opracowanie zupełnie nowej koncepcji grupowania się graczy w miasta, gildie, związki miast (alianci), wreszcie w państwa. podstawą tej koncepcji był właśnie pomysł na to, żeby każdy wpłacony abonament kartą VISA mógł bardzo długo krążyć w systemie monetarnym świata gry (w strukturze poziomej i pionowej) i nie dać się zbyt łatwymi sztuczkami wyprowadzić na zewnątrz przez rzesze spekulantów. Cała historia ;))
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć Jak sobie przypominam, ten sam plan opisywał Pan rok/dwa temu. Ta sieć musi być zbudowana w oparciu o ludzkie zachowania i odruchy, a właściwie o model polskiej mentalności. Trudna to rzecz. Pasowałby bardziej do społeczeństwa II RP, niż naszego - dlatego, że tamci ludzie operowali większą perspektywą i wiedzieli co to jest niepodległości i niewola. Ta wiedza ogromnie pomaga w każdej organizacji. Ale warto przeprowadzić jakąś symulację na ten temat. Może ona np. wykazać, że to właśnie komputer i jego zasady działania są tym zrozumiałym polem działania, na podstawie którego cała myśl konstrukcyjna enklaw okaże się zupełnie jasna i przystosowana do działania. Ale jest jedna rzecz, której nie sposób wyeliminować, a przynajmniej nie na tym etapie (skutki koronawirusa), to rola państwa. Państwo jest dla obywatela, ale będzie ono takie, jacy będą Polacy. I tu się niczego nie da zmienić. Nadzwyczajna kasta broni się jak oblężona twierdza. Ona broni swojego świata, który jest już przeżytkiem. I to jest cała myśl konstrukcyjna - to budowa cepa. I mała dywagacja: większość Polaków nadal kieruje się postkomunistycznymi odruchami i w swoich ocenach nie posiada żadnego punktu odniesienia. Oczywiście prócz własnego. Generalnie, Polacy musza w coś lub kogoś (!) uwierzyć, muszą zobaczyć jakiś sensowny plan na przyszłość. Powstała w ten sposób nadzieja otworzy potrzebę współdziałania i zamknie potrzebę wzajemnej blokady. Jesteśmy bowiem strasznie sklinczowani. Ale generalnie coś takiego powinno powstać, jako propozycja. Być może zaiskrzy i zostanie rozwinięta. Niemcy nieustannie robią jakieś projekty - wszystkiego. Potem je modyfikują lub rozwijają. I to jest droga, która pokazuje perspektywę i wyłania możliwości. U nas nie ma takiej tradycji. Pozdrawiam
Dark Regis
Dobrze, ale dotąd pokazałem jedynie wymiar poziomy enklaw, natomiast uwzględniam jeszcze wymiar pionowy. Taki rodzaj hierarchii, który jednoczy w ramach jednej enklawy (o ile jest potrzeba jej istnienia i ludzie zainteresowani bardzo ogólnym "nic nie robieniem" ;), wszystkie mniejsze enklawy, które chronią ten sam podzbiór wartości. To jest tak, jak harcerstwo, grupy rekonstrukcyjne, bractwa kurkowe, kluby akademickie zajmujące się polityka historyczną itp., ujęte w grupę zwaną powiedzmy "patriotyczni influencerzy". W ten sposób wespół w zespół, ale nie "kupą mości panowie" stanowią większą siłę i większy kawałek tortu czyli abonamentu dostają. Czyli po odrzuceniu jakichś szczegółów i niezgodności powstaje większa grupa, która chroni węższy zbiór wartości. Na samej górze jest państwo, które nie musi nic chronić, prócz porządku w tej hierarchii i tego, by nikt nikogo nie dominował i nie niszczył, czyli chroni tylko zasady protokołu enklaw. To jest w sposób oczywisty koncepcja przeniesiona z teorii systemów operacyjnych dla komputerów na grupy ludzkie i hierarchie. Chodzi właśnie o to, żeby taki skuteczny i klarowny system nie wymagał żadnej ingerencji i wtrącalstwa człowieka, a już na pewno nie sterowania ręcznego, czyli dyktatora. Istnieje szansa na zrobienie takiej struktury państwa, żeby żadna koteria nie przejęła sterowania i nie zablokowała wind awansu. Tak w nauce, pracy, jak też w kulturze i w sztuce. Niech Pan zobaczy jak broni się przed rozhermetyzowaniem artystyczna "nadzwyczajna kasta", gdzie w każdym (zasobnym w pieniążki i drogim w utrzymaniu) programie w telewizji od dziesiątek lat przewalają się te same gęby. Prawie wszystkie te gęby to dziś okazują się być polszewiki i kodziarze, a więc niech założą sobie enklawę i funkcjonują za swoje, a nie na zasadzie filtru dla wszystkich w państwie. Proste.
mjk1
@ Ryszard Surmacz. Ta wspaniała II RP powstała z niczego, dokładnie tak samo, jak z niczego powstały pozostałe państwa w ówczesnej Europie, które otrzymały niepodległość w wyniku pokoju wersalskiego. Proszę porównać poziom rozwoju choćby Łotwy, Estonii, czy Finlandii w ciągu tych samych dwudziestu lat z tym sanacyjnym dziadostwem. Wyśmiewani przez nas Czesi gospodarczo prześcignęli Austrię, odwiecznego zaborcę. Tylko II RP, do końca swoich dni, nie osiągnęła poziomu rozwoju z okresu zaborów i to w żadnym z zaborów. Jeżeli chodzi o Śląsk, to otrzymaliśmy prawie cały przemysł. Niemcom przypadły, Gliwice, Zabrze i część Bytomia. I dzięki wspaniałemu sanacyjnemu zarządzaniu doprowadziliśmy do tego, że w 1938 roku eksodus, na ten skrawek niemieckiego Śląska, był większy jak za pierwszej Solidarności na zachód. Jak wyglądało budownictwo mieszkaniowe w dwudziestoleciu międzywojennym, po obu stronach granicy może Pan zobaczyć i porównać nawet dziś. Jeżeli jest Pan zainteresowany mogę oprowadzić. Zadałem pytanie proste jak budowa szpadla. Odpowiedział Pan enigmatycznie, że cała Polska finansowała odbudowę. W jaki jednak sposób? O ile wiem, to towarzysz Wiesław zastawił dodatnie saldo w kasie. Gierek zadłużył wprawdzie PRL na gigantyczne 25 miliardów dolarów. Jednak coś za te pieniążki wybudował, choć wtajemniczeni twierdzą, że większość tej kwoty zabrał nas ówczesny najważniejszy sojusznik.  Jeżeli nie wie Pan co, chętnie pokażę i oprowadzę. Tym razem jednak nie tylko po Śląsku. Wydaje mi się też, choć mogę się mylić, że jakby dać dzisiaj równowartość tych 25 miliardów dolarów, to najlepszy w galaktyce rząd, nawet fabryki domów nie wybuduje. Po 1989 roku ta rekonstrukcja sanacji zadłużyła nas już na bilion złotych pieniążków a nie kto inny, tylko politycy PiS-u, jak nie rządzili, przekonywali, że ukryty dług to trzy bilony złotych. I co za to wybudowali? Nawet ani jednej montowni, którymi się tak chwalą. Jeżeli rekonstrukcja sanacji doprowadziła nas do takiego stanu, to na co będzie stać jej pełną replikę? Aż strach się bać.        
Ryszard Surmacz
@ mjk1 No widzi Pan, miałerm rację... A zastanowił się Pan nad tym, jak mogła powstać II RP, jak Pan pisze, to "dziadowskie" , z niczego? Pożyczek wówczas nam odmawiano. Jak można było w ciągu 20 lat zbudować  jednolite państwo z trzech różnych zaborów i trzech różnych świadomości? I jeszcze jedno - państwo to nie stocznia. Odpowiedzi już nie będzie, bo wyobraźni nie staje. I tak to jest na Śląsku.  Mnie nie chodziło o poziom sracza, lecz o koronny argument, jaki spotyka się na Śląsku: wy chodziliście srać za stodołę, a my mieliśmy swoje na półpiętrach. I proszę nie wyciągać swoich śląskich żalów, bo są one przyniesione jeszcze z Niemiec i do dziś siedzą wyłącznie w Waszych głowach. Powojenną odbudowę Polski, tak czy siak, finansowała cała Polska. Takie są zasady na całym świecie - obywatele odbudowują swój kraj i swoją stolicę. To tyle. Bez odbioru       
mjk1
Bardzo ładnie, że znacie moje poglądy. Szkoda jednak, że nie rozumiecie moich poglądów. Wiem też, że nie brakuje Wam argumentów do dyskusji i nie boicie się jej, ale nie będziecie się zniżali do poziomu nędznego parobka, nazywanego przez was delikatnie poziomem sracza. W nadziei, że nie tylko ja, ale nikt nie doczeka renesansu tego sanacyjnego dziadostwa, pozwolicie, że przedstawię zaledwie niewielki wycinek peerelowskiego bełkotu i zapytam: jak było możliwe odbudowanie i rozbudowanie stoczni w PRL bez pożyczek z Europy Zachodniej i USA skoro po wojnie: Stocznia Gdańska była zrujnowana. Stoczni Północnej nie było. Gdańskiej Stoczni Remontowej nie było. stoczni Wisła nie było, stocznia Nauta nie istniała. Stoczni Marynarki Wojennej nie było. Stocznia Szczecińska zbombardowana. Stoczni Wulkan nie było, stoczni Gryfia nie było, stoczni Parnica nie było, stoczni rzecznej nie było. Ponad setka kooperantów przemysłu okrętowego nie istniała. Czyżby ci wstrętni komuniści, po spłaceniu długów za utrzymanie polskiej armii w Anglii i spłaty własności amerykańskiej w Polsce, ograbili ludność, która po przegranej wojnie była bajecznie bogata i z tego wybudowali nowoczesny przemysł stoczniowy, flotę handlową (PLO, PŻM, PŻB), dalekomorską flotę rybacką w Gdyni i Szczecinie, bałtycką flotę rybacką w Świnoujściu, Kołobrzegu, Władysławowie. Tylko flota obsługująca statki na łowiskach liczyła kilkadziesiąt jednostek. Stocznie budowały statki dla ZSRR (główny, lecz niechciany kupiec), Brazylii, Egiptu, Wietnamu, a nawet Albanii i dzisiejszego największego światowego mocarstwa, jakim są Chiny. Ponieważ Ci, którzy nigdy nie zniżą się do tak niskiego poziomu, jaki ja reprezentuję i przeważnie na końcu zdania zapominają to, co było na jego początku, pozwolicie, że przypomnę pytanie: jak to wszystko było możliwe bez jakichkolwiek pożyczek i kredytów? Jako przeciwwagę przedstawicie zapewne sztandarowe osiągniecie drugiej RP, czyli Port w Gdyni o którym sam jej twórca i budowniczy powiedział, że „…pożyczyliśmy pieniądze na dwie Gdynie, a stoi tylko jedna”.
Ryszard Surmacz
@Imć Waszeć A..., jeżeli tak, to oczywiście. Takim przykładem są choćby grupy rekonstrukcyjne, poszczególne redakcje i ich tematyka książkowa itd. Jak najbardziej, z tym jednak zastrzeżeniem, że nie mogą one budować V kolumny, czy być wylęgarnią głupoty. Ja matematyki nie dyskryminuje, w rodzinie mam ich kilku. Ale podkreślałem, że swój wektor życiowy można oprzeć nie tylko na matematyce, ale również na historii, na literaturze, religii itd - byle nie na instynkcie i głupocie. Każdy z przedstawicieli tych kierunków ma swoją metodologię i swoje racje, które gdzieś się zawsze spotykają i uzupełniają.  Warunek - musi je łączyć jeden wspólny cel. Dziś w dobie pleniącej się zarazy, jest to szczególnie potrzebne. Co do przekroczenia limitu abonamentowego jestem innego zdania. Dostęp do kultury, jeżeli ma się rozwijać, musi być bezpłatny. Zrobiłem film i na jego przykładzie przetestowałem absurdalność przepisów dotyczących praw autorskich. To diabelski pomysł i kaganiec rozwoju.  Wielu ludzi kultury swoje życie poświęca dla niej i żyje na bardzo niskim poziomie ekonomicznym. Jeżeli zaczniemy się limitować, udusimy ją, a przy okazji zabijemy tego ducha, bez którego nie będzie swobodnie żyła. Enklawy powinny mieć niezależne finansowanie z zasobów rządowych, a więc ze wspólnej kasy - oczywiście z wyłączeniem dewiacji. Pytanie, jak wyłaniać talenty? Talenty widać jak na dłoni - są po prostu ciekawe i nie budzą niesmaku. Pobudzają, interesują, coś wnoszą . Jeżeli przekraczają konwenans, to w sposób estetyczny i do przyjęcia. Ale dziś, w świecie beztalencia, dyskusja na ten temat nie ma sensu, bo natychmiast przerodzi się w protest stada wróbli. Ogólnie, enklawy to ciekawa rzecz. Niebezpieczeństwo tkwi w indywidualizmie Polaków. Coś takiego proponował kiedyś Zybertowicz, ale ucichło. Enklawy mają sens wówczas, gdy istnieje pomiędzy nimi jakaś komunikacja. Ja odwołam się do końcowego okresu zaborów, kiedy wszystkie trzy dzielnice (enklawy), demoralizowane przez pięć pokoleń, doszły do wniosku, że skoro wywodzimy się z jednego pnia, rozmawiamy tym samym językiem i mam wspólną kulturę, to razem musimy budować swoją przyszłość. Banki w Warszawie finansowały ruch organicznikowski w Poznańskiem, a Wielkopolska budowała nową alternatywę. Gdy przyszła niepodległość, administrację zasilili "galileusze" i wszyscy ten egzamin zdali. I to było coś za co - bez żadnych warunków. Pozdrawiam