|
|
Tomaszek Czyja rodzina ? |
|
|
Pani Anna Pamietam ze studiów, że był taki moment, że chciałam się zapisać do NZS, ale coś mi się nie doddawało. Były to czasy, kiedy wszyscy mieliśmy jeszcze w pamięci tragiczną śmierć Przemyka i księdza Popiełuszki, a tu siedziała przede mną wydziałowa przewodnicząca i z założoną nogą na nogę opowiadała, jak to była przesłuchiwana na milicji i kpt zapytał ją czemu nie znajdzie sobie męża i nie urodzi dzieci zamiast bawić się w opozycję... Taka przyjacielska pogawędka. Inny kolega, o którym cały akademik wiedział, że "działa w podziemiu" został kiedyś zatrzymany ponoć za rozrzucenie ulotek na 24h i jego najstraszniejszym wspomnieniem było to, że nie pozwolili mu się przez 2h wysikać... Wtedy jeszcze tak tego nie analizowałam, byłam zajęta innymi sprawami, ale dzisiaj na to wspomnienie ogarnia mnie pusty śmiech. |
|
|
Dark Regis Tu nie ma nad czym się zastanawiać. Mój sąsiad starszy o rok prezesował na KUL-u. Po "obaleniu" miał radio w Lublinie. Zresztą to już banał, bo wszyscy mieli radia i inne Eski, a niektórzy nawet firmy jak Palikot. Ciekawostką była jednak przeszłość jego rodziców, taka jakaś z czarnym podniebieniem, jak mówił pan Michalkiewicz. Innym razem spotkałem działacza, który chwalił się przemycaniem ulotek. Jak poznałem jego ojca, to zrozumiałem trochę więcej. Przybył z LWP. To było takie skracanie dystansu, mimikra, przyklejanie się na płask, żeby tylko komuś z Polaków nic nie odbiło z tej werbalnej "wolności". Tacy tam byli ludzie ;) |
|
|
Dark Regis @SilentiumUniversi
Pamiętam ze studiów na Polibudzie, że coś zawsze było nie tak z tym NZS-em. Pierwsza obserwacja dotyczyła tego, że należeli do niego różni dziwni ludzie, na przykład dzieci dziekanów. Jeden z moich znajomych z akademika chyba z miesiąc chodził i się zastanawiał do kogo się zapisać, czyli kto organizuje lepsze wycieczki: ZSP czy NZS. Co ciekawsze nawet się targował z obiema "wrogimi" organizacjami. Ja w tym czasie nigdzie nie zamierzałem się zapisywać z braku czasu - albo siedziałem w książkach na Śniadeckich (biblioteka PAN), albo biegałem na treningi z japońszczyzną. Druga sprawa to bezproblemowe przydziały pieniędzy z czerwonej kasy politechniki nawet na wycieczki zagraniczne. Na jednej z wycieczek do Turcji (NATO od 1952!) podczas autostopu ktoś zadźgał syna jednego z wykładowców i stąd tej sprawy nie dało się już utrzymać w ciszy. Wreszcie trzecia i najważniejsza, pomimo posiadania w pokojach sprzętu po zomowcach, nie widziałem, żeby jakieś naloty czy tajne służby kręciły się po akademikach. Pamiętam za to niemal nabożny ton ludzi ze starszych roczników, kiedy jeszcze raz w pokojach przeżywali zajęcia z wojska. Podobało im się wszystko włącznie z "przeciekami" o bombach jądrowych mających spaść tu i tam. W ogóle wszystko, ta cała "walka" z komunami wyglądała w końcówce lat 80-tych tak jakoś siermiężnie, że trudno było się oprzeć wrażeniu, że to jakiś plan komunistów. Pamiętam, że na początku jak jeszcze trwał "stan wojenny" i godzina milicyjna, to większe problemy były, gdy patrol złapał kogoś na wyprawie po wódkę na metę (o dziwo w okolicy "zatoki czerwonych świń"), niż gdy był grupowy wypad do Klubu Medyków na Kaczmarskiego z Gintrowskim. Przecież Meller też działał w NZS aż furczało, a ja mam jeszcze zapisy brydżowe z tego okresu i kilku partyjek Skata, którego nauczył nas Niemiec z Enerdówka. A jak po latach natknąłem się na film pt. "Pokolenie 89", to aż mnie zatkało jak mogłem tego wszystkiego nie pamiętać ;)))
filmpolski.pl |
|
|
Jabe Rodzina miała się znacznie lepiej, zanim zaczęto jej pomagać. A od pomagania do destrukcji jeden krok, i to się właśnie dzieje. |
|
|
Jan1797 Wymazano z pamięci Lublin, Świdnik, strajk stu pięćdziesięciu zakładów; polska1918-89.pl.
W historii najnowszej tworzono natomiast mity byle przysłonić śląską czy poznańską rzeczywistość
i scenariusze groźniejsze niż po PGR-owskie.
Stąd pomysł urządzenia naszych na wyspach w glanc karierach, byle dalej.
A i tak przerżnęli narodzie mój w lipcowy, dwunastego. To jest spadek po Solidarności;
"tamto poczucie wolności, tamtą wzajemną życzliwość, dobre plany. Wreszcie czuliśmy się u siebie
czuliśmy, że przyszłość Polski od nas zależy, że Ona jest nasza."
Pozdrawiam.
PS
Z innej beczki; pociągów „z krańca w kraniec” jest zbyt mało. Z jednej strony Biała Góra, Wisełka
Świętouść, z drugiej Podkarpacie-cud miód.
|
|
|
Tomaszek I co jeszcze jełopie powiesz że jak dwie osoby pracują i żyją z dwóch wypłat to jest to samo jak np dwie osoby pracują i mają dwoje dzieci . Twoim zdaniem rodzina nie potrzebuje pomocy , ale twoja " rodzina" to tylko para albo dwa pedały np . To trochę inna mechanika polityczna , jak słodkie miłe życie . Pieprzysz farmazony o jakiejś protekcji urzędowej , a to normalna funkcja opiekuńcza państwa wynikająca z jego podstawowych obowiązków wobec obywateli . i ci bezdzietni i ci homo niewadomo też z tego w efekcie końcowym skorzystają . Tak połgłówie i ci co dzieci nie maja też bedą beneficjentami 500+. To się nazywa efekt długofalowy . I chcesz czy nie będzie działało . Podziękuj Prezesowi . |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski NZS to same cieniasy. Raczej spytałbym sie kto ich wspierał. |
|
|
Silentium Universi Ano, symbolem Solidarności mają być Wałęsa z Trzaskowskim, a gwiazdy NZS wyszczegolniłeś. Mają być, ale póki żyjemy nie są. |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski Polacy nie odzyskali własności i to jest cały problem
Po drugie nie rozliczyli komuchów.
Po trzecie dali się sprzedać. Pzdr |
|
|
Dark Regis No nie ma obawy, NZS jeszcze tak szybko nie wymrze ;)
Jeszcze chodzi po tym świecie kilku Halickich, Siemoniaków, Protasiewiczów, Thunów, czy Tusków. |
|
|
angela Solidarność, powinna być znów nadzwyczaj czujna, bo nie dość , że zniszczyli wasz ruch, Bolek skanalizowal oburzenie, a układ okraglostolowy pozbawił miejsc pracy, to teraz jeszcze ci sami chcą wam zawlaszczyc symbol, SOLIDARNOSC.
Czy ktoś zastrzegl ten symbol, jako znak bardzo ważny dla Polski, żeby byle kto, nie próbował go szargać. |
|
|
Jabe Szanse na rozwój nie biorą się z utrzymywania państwowego przemysłu, czego przykładem są właśnie kopalnie.
Podobnie rodzina nie potrzebuje pomocy zdrowego państwa, tylko zaprzestania ingerencji ze strony chorego. Jeśli zgodzimy się na dobrotliwą protekcję urzędniczą, godzimy się na to, że mechanizmy państwowe zostaną w przyszłości wykorzystane przeciw naszej kulturze. To zresztą się dzieje także obecnie, bo konserwatyzm rządzących jest w gruncie rzeczy pozorowany. |