Otrzymane komantarze

Do wpisu: Wzajemny klincz
Data Autor
Ryszard Surmacz
Panie Zygmuncie, definicję antysemityzmu trzeba potraktować poważnie i bardzo precyzyjnie ją zdefiniować. Ale nie mogą tego zrobić prawnicy, bo to spieprzą. Najpierw musi być debata humanistów, a dopiero na koniec to co zostanie uzgodnione, prawnicy powinni ująć w ramy prawne.Nie może być też tak, że w oparciu o mgławiczną definicję skazywani są ludzie - gdziekolwiek by nie mieszkali. że panowie naukowcy mogą dorabiać sobie pisząc ekspertyzy - oczywiście przeważnie tendencyjne, bo na drugi raz dadzą komu innemu. Znam ludzi, których doprowadzono nie tylko do nędzy, ale również niemal do śmierci. Obecnie nadarzyła się ku temu wyjątkowa okazja i z tej okazji musimy skorzystać. Jeżeli tego nie zrobimy zostaniemy durniami po wsze czasy.  Skręt kiszek to my mamy, ale w dużej mierze z własnej winy. Milczenie nie zawsze jest złotem. Pozdrawiam
Zygmunt Korus
Definicja? Proszę bardzo: Antysemitą jest ten, kogo wskaże ktokolwiek. Dawniej przynajmniej Semita. Teraz już niekoniecznie. A hucpa, którą łatwo rozpoznali niepiśmienni Majowie? Bo mają "mózg brzuszny" czyli słuchają się jelit (angielskie zakrzyknięcie "Guts!"), co po polsku lud kolokwialnie wyraża, że na czyjś widok mu się "bebechy wywracają". Ale już na kolejny żydowski wynalazek - hasbarę -  Majowie są głusi... Ale - gdy tylko dostaną darmowe smartfony - nim się pokapują, będą poddawani ogłupianiu, bo "skręt kiszek" na tym poziomie tak natychmiastowo nie ostrzega.
Ryszard Surmacz
Też trafiłem na tę informację. Ale antysemityzm trzeba najpierw zdefiniować, a potem brac się za łajanie lub karanie. To wymóg cywilizacyjny.  W wolnych chwilach słucham ambient.To działa! Pozdrawiam
Dark Regis
Wygląda na to, że antysemityzm nie istnieje, a dowodzi tego dziwne wydarzenie z 2014, w którym niedouczeni i być może nawet w dużej części niepiśmienni Majowie, wieśniacy z San Juan w Gwatemali, pogonili za swojej wsi 230 ortodoksyjnych żydów, pochodzących z Kanady, Izraela, Wielkiej Brytanii i Rosji. Oskarżono ich o narzucanie innym swojej religii, nie podobało się, że przybysze nie chcą integrować się z lokalną społecznością i płoszą turytów. Z całą pewnością nie wiedzieli oni dokładnie kim są żydzi, a jedynie wkurzył ich graniczący z chorobą psychiczną egotyzm Dąbczaków, czyli szybko poznali się na nich mimo ogromnych braków w edukacji. Może to forma antyhucpizmu?
Do wpisu: To jest zastanawiające
Data Autor
Ptr
Ja zauważam w sytuacji Polski podobieństwo do roku  1939, ale w takim sensie , że nie zmieniły się poodstawowe charaktery narodowe. Wszystkie figury stoją na tych samych pozycjach. Są jednak pewne zmiany - Ukraina i obecność USA.  Przypominam przemówienie Józefa Becka dziś aktualne, ale nieco inaczej, albo przypominające o co walczyli Polacy w 1939.
Ryszard Surmacz
Najgorsze jest to, że nie zdołaliśmy odwrócić tej selekcji negatywnej, którą wprowadzili komuniści po 1945 r. Rewolucja, na którą nie było nas stać, ale też nie mieliśmy możliwości, albo ewolucja i długotrwałe wyczyszczanie złogów. To dylemat każdego społeczeństwa odbudowującego swoją państwowość i swoją kulturę. Nie oznacza to oczywiście, że resortowe dzieci nie mają szans powrotu do właściwych źródeł. Taki nasz los, że musimy piec chleb z takiej maki, jaką mamy. 
Ptr
Ostatnie 27 lat. Na poczatku byliśmy tak cofnięci w rozwoju, że każdy bzdet był przyjmowany z entuzjazmem. Na przykład , że łaskawie zechce przyjechac do Polski jakiś artysta zachodni,  to był sukces. Każda sprzedana fabryka z utrzymanymi miejscami pracy, to był wielki sukces. Zniesienie kontroli na granicach , to był wielki sukces. A to dlatego , że było jeszcze tak dużo poradzieckiego ducha, strachu i zniewolenia od którego byle dalej, byle uciec, wyjechać , zapomnieć. Rozmontowanie komunizmu w dużej mierze nie polegało na usunięciu jego głębokich korzeni, ale na usunięciu jego atrybutów z otoczenia. Wymiana starych dekoracji na nowe. Psychologiczna terapia. Aby w oczach zachodu wyglądać inaczej. aby młodzież myślała ,że nie jest inaczej niż na zachodzie. Aby usunąć z oczu wspomnienia przeszłości. Były ciągle czasy wielkiego zamętu , mafii, nieuczciwości, durnoty. Pojawili się nowobogaccy i powiało prymitywizmem w kulturze. To utrzymuje się aż do dziś. Tylko doszedł jeszcze mało wcześniej znany nurt antypolski. Czyli podkreślanie wszelkich wad. Pedagogika wstydu. A później już tylko sami wyborcy wybrali swój i nieszczęśliwej Polski los głosując ustawicznie na zewnętrzne partie. Teraz mamy pokłosie tych doś powszechnych fascynacji klasą i inteligencją  Tuska. Jak stado baranów stali w kolejkach do urny , aby zagłosować na Tuska.
Do wpisu: Czy trudno zrozumieć?
Data Autor
Dark Regis
Co do chrześcijaństwa nie będę się kłócił, natomiast co do "inspiracji" Pisma, to mogę Panu na palcach pokazać, jak ja bym to zrobił, gdybym miał do dyspozycji te kilka marnych stuleci na badania, sumowanie liter i przepisywania zwojów. To jest względnie proste, zwłaszcza kiedy zna się algebrę i zajmowało kodowaniem, ale nawet tego nie potrzeba do skutecznego sklecenia "Pisma" mającego związki liczbowe, a bodaj jedynym współczesnym dowodem jest właśnie chyba tylko arytmetyczny zachwyt pewnego ruska nad takimi właśnie rachunkami. Z tym, że on nie dowiódł żadnej twardej symetrii, ale tylko faktu, że liczby pierwsze od 7 do bodaj 31 występują bardzo często. Dla mnie to nie nowina, bo w języku polskim przy średniej długości słowa N i średniej długości zdania M tez da się tak dobrać znaki i słowa, żeby liczb pierwszych (dzielników N i M) było najwięcej i pojawiały się w zaskakujący sposób. Nie zapominajmy, że to żydzi wymyślili numerologię oraz kabałę i do tego dopasowali swój alfabet. Powiedzmy sobie szczerze, że założenie o boskiej ingerencji lub nawet dyktowanie nie jest mi potrzebne do wykazania tezy. Jak już powiedziałem, czas i stałe poprawianie zrobi to lepiej. Dużo większą trudność stanowiłoby napisanie w tej formie jakiegoś traktatu naukowego, bo nie można by było lać wody i wypełniać luk w tekście naiwnymi dopowiedzeniami. Proszę zauważyć, że "autor" Tory nie znał nawet wartości liczby Pi, ani do czego służy, a czy zna ją Bóg? Nie musiał żydów uczyć arytmetyki, ale mógł ją zaszyć w takiej formie, żeby nie było żadnych wątpliwości. Tymczasem metoda liczenia Pi w Torze daje nawet gorszy wynik niż policzona wartość przez Babilończyków i Egipcjan wiele set lat wcześniej. Co ciekawsze przypomina ona pierwsze podejście Babilończyków.
Ptr
judeo-chrześcijanstwo : parafrazując , Św. Paweł stwierdza ,że Żyd jest ważniejszy od poganina , gdyż jest depozytariuszem "litery pisma", inaczej stróżem zasad religijnych i ich nośnikiem. I za takiego mógł uważać się Szaweł. I  miał rację. Natomiast nawrócony poganin , czy też Żyd, znajduje doskonalszą łączność z Panem Bogiem ( usprawiedliwienie) przez emocjonalny stan umysłu łączący go z ofiarą Chrystusa. I to jest chrześcijaństwo.  
Ryszard Surmacz
@Ptr Nie można zawężać perspektywy patrzenia do okresu powojennego, bo powstaje nieporozumienie. w przeszłości mamy wzór polskiej elity, który został zniszczony w PRL. Jeżeli od tego wzoru odstąpimy, zatracimy samych siebie i staniemy się bezdomni, bezprizorni i nieobecni. W świecie nie szanuje się ludzi niewidzialnych, albo niepoliczalnych, których można bezkarnie zgładzić i nikt o nich się nie upomni. Jeżeli nie ma elit, nie ma przeciwnika (podmiotu). Jeżeli chodzi o kapłanów, to wątpliwe jest aby zgadzali się lub fascynowali się kulturą żydowską - chodzi po prostu o szmal. I nic więcej. Pozdrawiam
Ryszard Surmacz
@Ptr Tak, tylko, że tego nie bardzo rozumie nasz Kościół, a przynajmniej na zewnątrz udaje, że nie rozumie wciągając w to swoich wiernych. Sytuacja, która powstała w Polsce (ustawa IPN) powinna wkrótce wyjaśnić ten problem. Stare się załamuje, idzie nowe. Ale co przyniesie, pokażą ludzkie serca i rozum. 
Ryszard Surmacz
@Imć Waszeć O!. to, co ja nazwałem boskością, Pan wytłumaczył w sposób techniczny. To niesamowite, ale mimo techniki, te boskość odczuwa się wyraźnie. To coś ponadludzkiego. Serią omega zaczytywałem się swojego czasu (w PRL), ciekawe wówczas było też "Forum". Tak wyobraźnia to podstawa. Słowem też można czynić cuda lecz autor musi zgrać w sobie trzy rzeczy razem: wyczucie, język i wyobraźnię.  Miałem też okres zderzania etosu kresowego z wielkopolskim. Tam też zderzałem się z problemem wyobraźni. Ale drogi Panie, nie mogę się dać wciągnąć (bo to rzeczy arcy wciągające) w nowy obszar, bo zawalę wiele swoich spraw. Poprzestaje na słuchaniu muzyki. Wielkie dzięki
Dark Regis
Prawdę mówiąc nie wiem nawet co to jest "Warszawska Jesień", gdyż generalnie słucham innego gatunku muzyki, ale z ciekawości tam zajrzę. Słyszałem kiedyś o polskiej muzycznej awangardzie, gdzie młodzi twórcy próbowali poszerzać horyzonty słuchaczy poprzez granie ambientu w formie rysowania gwoździem po blaszanym talerzu, łamania styropianu i plastików, tudzież miętolenia kartek papieru. Jest to oczywiście trend ogólnoświatowy koherentny z artystami grającymi w strojach małpy na beczkach po lepiku, przybijającymi się do góry nogami do krzyży, wekującymi własne ekskrementy, malującymi obrazy za pomocą rozwolnienia i stosującymi podobne techniki wyrazu artystycznego. Tak czy siak dziękuje za info ;) Tu jest kilka przykładów z postępowej Europy: 1) Christof Schläger – Koncert na 3 balony i 100 syren: youtube.com 2) Malowanie za pomocą "pędzla": youtube.com 3) Koncert na kije od miotły, beczki i klapy od śmietnika: youtube.com 4) Koncert zbiegów z więzienia w wiosce Smurfów: youtube.com 5) Dyskoteka w Edynburgu: youtube.com 6) Japońska wersja: youtube.com 7) Trio pianistów stopami: youtube.com
Ptr
Ja traktuję Stary Testament tak jak Kościół Katolicki. Uważam , że należy do kanonu. Oczywiście zgadzam się z tym, że są tam sprawy trudne do interpretacji. I Panu tego nie podejmuję się wyjaśniać.  Ta ostatnia kwestia tzw. judeo-chrześcijaństwa to temat wielkiej wagi. Wręcz światowego znaczenia. To fundamenty rozumienia KK, Judaizmu i stosunku do pogaństwa.  To temat dzielący i konfliktujący, ale może też być jednoczący. Z punktu widzenia naszej religii sprawa powinna być jasna. Religia jest jedna i powinna być określona zależność pomiędzy naszą religią , a innymi wyznaniami. Nie na zasadzie równości w różnorodności, ale jest określony porządek moralny - hierarchia poszczególnych religii lub określoność funkcji jaka sprawują w stosunku do całego świata. Czyli nie ma czegoś takiego jak równoważność , pluralizm różnych religii. Wg, chrześcijaństwa jest jakaś gradacja wartości moralnych i gdzieś jest droga w górę doskonałość może wyrażać jedna religia, ale Bóg nigdy nie zapomina żadnego człowieka żadnego wyznania  indywidualnie. A każdy jest grzeszny.  Zakończę na tym, temat jest zbyt ważki.
Surmaczowi wielbicielowi muzyki kosmicznej jak i waszeci co uwielbia muzykę matematyczną ....co za wynalazek gorąco polecam codzienne słuchanie wszystkich wykonań jakie były prezentowane od początku na Warszawskiej Jesieni .Od jutra i całymi dniami i na full a po tygodniu poznacie ordynatora swego !
Ptr
Nie byłem precyzyjny w tym moim spojrzeniu, ale już wyjaśniam co miałem na myśli. "Stare elity" to środowiska IIIRP , które odcinają się za wszelką cenę od środowisk zwanych narodowymi czy patriotycznymi jak PiS. Pomimo ,że członkowie tych starych elit sądzą ,że są różnorodnością i zajmują centrum, to jednak sytuują się w określonym miejscu co do sympatii zagranicznych , w usłużny sposób w każdym kierunku geograficznym.   Pozwoliłem sobie nazwać "nowymi elitami" po prostu PiS, który prowadzi pragmatyczną politykę z Izraelem. I moim zdaniem miał prawo taką politykę porozumienia prowadzić. Choć obecnie jest zgrzyt i rozczarowanie. Co do postawy kapłanów katolickich to mogę tylko przypuszczać , bo mogę się mylić co do wiekszości, że z racji kontaktów bezpośrednich wiele rzeczy w Izraelu im sie podoba, fascynuje, jest zbliżona mentalnie, zrozumiała kulturowo,  ale nie spodziewali się takiego stanowiska Izraela w stosunku do Narodu Polskiego.  
Dark Regis
To koniec. Aż z tego wszystkiego nabrałem ochoty, by popełnić znowu to jawne świętokradztwo ;))) Na przykład dopisać ciąg dalszy Liścia do tego utworu: youtube.com albo do tego youtube.com To tyle na dziś w ramach pozytywnego zakończenia. Pozdrawiam 8]
Dark Regis
Przeniosę się do wątku głównego, żeby nie trzeba było długo szukać. Wspomniał Pan o niesamowitej roli muzyki, a ja coś zasugerowałem w związku z jej wykorzystaniem w roli amplifikatora treści wyrażonej słowem. Mam nawet dowód na poparcie mojej tezy. Wiele lat temu napisałem tekst "do muzyki" (niejeden zresztą). Nie jakiś mniej lub bardziej udany tekst piosenki, ale kawałek prozą, który miał za zadania odmalować moje skojarzenia, odczucia, obrazy przywoływane w wyobraźni, które same mi się nasunęły w momencie słuchania muzyki. Czytelnik z kolei miał za zadanie przeczytać ten tekst przy tej samej muzyce i opowiedzieć, czy mnie dobrze zrozumiał. Czyli po prostu potwierdzić, czy udało mi się nadać na odległość nie tylko treść, ale jeszcze dodatkowo kontekst, w którym ta treść powstawała. Istotnie było to doświadczenie z nadawaniem wrażeń po łączu internetowym ;) Początkowo szło jak po grudzie, ponieważ typowym odruchem człowieka opowiadającego jakąś historię, jest zaczynanie od samego początku. Dopiero po odrzuceniu tej szkodliwej konwencji, gdy zacząłem opowiadanie od środka, pomysły zaczęły mi napływać z taką prędkością, że musiałem sam siebie okiełznywać, aby długość tekstu nie przekroczyła długości piosenki. Dlatego tekst należy czytać zgodnie z tempem narzuconym przez muzykę (no może odrobinę szybciej, bo ja zasadniczo szybko czytam;). Muzyką w tle był utwór Evy Cassidy "Songbird" (ptak śpiewający), zaś tekst zatytułowałem "Liść". Ja piszę po polsku, lecz tekst piosenki w języku angielskim również ma ogromne znaczenia dla opowiadanej historii. W pewnym sensie następuje tu przedziwny rodzaj dyfrakcji, dzięki której treść miesza się z tłem i nie sposób już jej rozdzielić. Piosenkę można znaleźć tu: youtube.com A oto mój "Liść"....
Dark Regis
Miasto, wraz ze wspomnieniami, zostało daleko z tyłu. Dalej droga biegła wśród wzgórz porośniętych lasem. W dolinach płynęły wartkie strumienie. Gdzieniegdzie, natrętnie rozdzielając wzgórza, zieleniły się łany zbóż, łakomą połyskliwością wystawiające się na promienie. Falowały lekko w rytm wiatru. Źdźbła i sosny niczym wiola i bas - muzyka natury. Przede mną, za mną i nade mną rozpościerało się jasne bezchmurne niebo. Oślepiło mnie słońce i przez chwilę wydawało mi się, że stoisz przy drodze z wyciągniętą ręką. Oddałbym wszystko, by teraz stało się to prawdą. W tej chwili. Zatrzymałbym się, i znów trzymając się za ręce przeglądalibyśmy się w naszych oczach i niebie, zanim nie nastałaby noc. Lecz to było tylko marzenie, a kolejna noc znów nie przyniosła ukojenia. Długo wpatrywałem się w pomięte zdjęcie próbując zasnąć. Wreszcie nie mogłem znieść nawet światła. Wyszedłem z oświetlonego motelu. Na zewnątrz, przy lampie bez końca wirowały chmary ciem, z niemym wyrzutem wpatrzone w zimne szkło. Żal. Starałem się stamtąd oddalić. W nieznane. Wzrok powoli przyzwyczajał się do ciemności, która zdawała się przyzywać. Wszystkimi zmysłami czułem noc, ciemną pustkę, mrok otulający wszystko wokół niczym szal. Czułem ciszę, jak czuje się ciepłą miękkość jedwabnej szaty. Gdy wreszcie gdzieś w pobliżu zaczęły wyłaniać się niejasne kontury drzew, a po chwili gałęzie z nadzieją sięgające ku czarnemu niebu i mgliste zarysy liści, ruszyłem wgłąb lasu, który trwał niewzruszenie. Miałem wrażenie niepowtarzalności tej chwili. Jednej z tych chwil, gdy ze smutkiem liczy się upływający czas i pragnie, by ta właśnie jedna chwila trwała wiecznie. Pragnąłem przede wszystkim być, resztę odkładając na nieokreślone kiedyś. Pragnąłem ukojenia. To był dom. Wracałem znów do domu bez Ciebie. Zamknąłem oczy i w wyobraźni zobaczyłem szary, mglisty ranek. Jak puch poruszany podmuchami wiatru opadałem powoli na łono zmęczonej Matki Ziemi, która pragnęła mnie wreszcie przytulić. Nie było przed tym ucieczki. Zapadałem się przepełniony milczącą zgodą. Gdybyś nadstawiła wtedy dłonie, opadłbym w nie i zniknął. Na zawsze...
Dark Regis
Album ze zdjęciami. Uwiecznione na zdjęciach chwile, zaklęte po wieczność w fotograficznym papierze. Wśród nich te z Tobą. Na jednym śmiejesz się, trzymając bukiet bzów, a majowe słońce rozjaśnia pasma długich włosów. Na innym pocałunek i uroniona przypadkiem, płynąca po policzku łza. Znów Ty, na górskim szlaku, stąpająca ostrożnie po kamieniach, a w tle białe, sięgające nieba szczyty. Kolejne obrazy przywołują coraz to nowe wspomnienia, rozdrapując świeże jeszcze rany. Bez końca. Próbując zdławić w sobie nieubłaganie narastające uczucie, które niczym kamień uciskało mi pierś, zacisnąłem palce gniotąc w dłoni zdjęcie i wyszedłem. Idąc ulicą, wreszcie w pełni uświadomiłem sobie moją stratę. Wszystko wokół w jednej chwili wykrzywiło się i zszarzało. Patrzyłem przed siebie, nie dostrzegając zrazu niczego, lecz w sercu tliła się widocznie jeszcze iskierka głupiej nadziei i ona właśnie wciąż kazała mi Cię szukać. W szybie pobliskiego domu, w przejeżdżającym autobusie, w tłumie ludzi przed kinem, na ławce w parku wciąż dostrzegałem Twą postać, lecz to nie byłaś Ty. Szedłem potem długo aleją, kopiąc małe kamyki, wpatrzony w czubki butów. Nie miałem już gdzie wracać. Liście naokoło szeptały jakąś monotonną starą opowieść, bajkę pełną powtórzeń - może o nas - zupełnie bez planu i bez pozytywnego zakończenia. I ja również nie miałem już przyszłości, ni imienia, ani żadnego lepszego pomysłu niż wsiąść w samochód i jechać przed siebie. Poczułem się jak niepotrzebny nikomu liść gnany po ulicy. Może była to tylko ucieczka. Szorstka szarość asfaltu, falujące powietrze, monotonny głos silnika. Bezczynność w tym momencie była torturą, którą łagodziła tylko muzyka. Była to ta sama piosenka, której kiedyś słuchaliśmy razem. Pamiętam ten moment. Gdy wypatrzyłem Cię w tłumie ludzi, reszta świata nagle przestała mieć znaczenie. Była we mnie jakaś nadludzka siła. Kiedy Cię straciłem, świat stał się nagle pusty. To chyba jest ból. Odtąd w moich obrazach nie ma ludzi. Nie ma już ich w moich snach. Odeszli - pewnie tak chcieli. Jest za to ten przydrożny pochylony klon, przytłoczony brzemieniem lat i zdarzeń, które nie szczędziły mu cierpienia. Jakże on do mnie podobny. Gdybyż mógł przemówić, opowiedzieć, wylać z siebie swój żal. Za mnie, za nas, za wszystkich. Mnie chyba jeszcze na to nie stać. Jeszcze nie.
Dark Regis
Ambient można odróżnić po tym, w jaki sposób wykorzystywany jest dźwięk instrumentów. Bardzo często słyszy się jakby kilka identycznych instrumentów grało podobny akord na kilku różnych oktawach. Wtedy pojawia się takie dziwne wrażenie, jakby to nasz mózg wybierał sobie z całej plejady dźwięków tę ścieżkę, która mu najbardziej pasuje. Podobny efekt następuje, gdy w utworze zaczynają zanikać pewne instrumenty, a w ich miejsce pojawiają się przejścia w szum lub coś podobnego. Wtedy umysł potrafi sobie uzupełniać utwór dźwiękami, które formalnie już nie istnieją. Fascynujące zjawisko. Inną cechą ambientu jest swobodne płynięcie muzyki w jakiejś gęstej rzece tonów, a nam wydaje się, jakby w międzyczasie zmieniały się w tle akordy. Malowanie wrażeń taką właśnie muzyczną plamą jest bodaj najwyższym kunsztem w muzyce. Poprzez odpowiednią modulację można domalować nawet rytm. Jeśli chodzi o matematykę i szeroko pojętą humanistykę, to ja raczej nie widzę sprzeczności. Zależność jest podobna, jak pomiędzy przepisem na danie, a opisem smaku dania. Oba się uzupełniają. Gdy odkryłem, że odpowiednio spreparowane słowa w odpowiednim kontekście, mogą powodować szybsze oswajanie się z jakąś konkretną dziedziną nauki (chodzi mi głównie o książki Noblistów i wielkich myślicieli z serii plus minus omega), wtedy rozpocząłem prowadzenie mojej pierwszej strony na ten temat. Rozpocząłem tam od futurologii, ale szybko pojawił się David Porush, Kompleks Nauki, Teoria Metafory, a nawet Bach. Dlatego zaręczam słowem, że muzyka, słowo i obraz (nawet nie wideo), potrafią czynić prawdziwe cuda. Żeby to jednak uczynić możliwym, trzeba czytelnika najpierw nauczyć marzyć i używać wyobraźni. Dla typowych ludzi ukształtowanych przez nauki brzmi to jak herezja, ale to działa. Ja jestem tego najlepszym przykładem ;) Nawiasem mówiąc zakodowana nazwa mojej strony znajduje się w opisie blogu.
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć W którymś ze swoich tekstów powoływałem się na prof. Wolniewicza, który mówił jasno, że cywilizacji judeochrześcijańskiej nie ma. Wszystko robią pieniądze. Jeżeli Kościół nie zrezygnuje z zasady - brać kto daje i nie pytać, bo chrześcijaństwo jest silniejsze, to może stać się tak, jak mówią przepowiednie. Ale trzeba dodać, że cywilizacja żydowska (Koneczny) weszła w obszar cywilizacji chrześcijańskiej dość głęboko. Przykłady Pan podał. Odkręcić coś, co się wpółbudowało, jest ciężko, tym bardziej, że odkręcanie jest niekorzystne dla Żydów.   
Ryszard Surmacz
@Ptr Ciekawe, to co pan pisze. Uzupełnia Pan moją myśl i za to bardzo dziękuję, lecz robi to Pan zbyt okrągło. Dziś, jak mleko się wylało, kontury trzeba zarysować zdecydowanie. Nie dlatego, że tak chcemy, lecz dlatego, że wymaga tego sytuacja. Po prostu, historia powiedziała "sprawdzam"! Są jednak momenty, z którymi trudno mi się zgodzić. 1. Co to są "stare elity"? I dlaczego były antynarodowe? Ja nie znam takich starych elit, chyba że ten termin rozumie się w sposób partyjny. Za "stare elity" rozumiem, te tradycyjne, ukształtowane na polskich wartościach. 2. "nieagresja elit", kryje w sobie nieprawdę, ponieważ, istotą była nie "nieagresja", lecz po prostu strach i wygoda oraz brak wyobraźni, którą miały elity tradycyjne (dlatego potrzebne to rozgraniczenie)... zgoda, możemy te zachowania nazwać "nieagrsją" wówczas, gdy elity, łącznie z kościelnymi zaczną się zachowywać inaczej.  Ale, przepraszam, inaczej chyba nie potrafią. Ich obroną jest agresja, powiedzmy najbardziej głupia, bo kierowana do tego, kto chce to zmienić - a więc na rodzącą się nową elitę. To bezsens. 3. Pozostała część bez zmian. Dodam może, że po "otwarciu się systemu" można było zobaczyć obraz dewastacji kultury polskiej. Głośniejsi okazali się ci "z PGR", a więc wychowani na rozwodnionym bolszewizmie, to oni "wyrywali tam wolność z korzeniami i chowali ją za pazuchę". Pędził ich polski "mit Zachodu" i wchłaniali mieszczańską moralność opartą na pieniądzu. Z czasem okazało się, że nie byli ani tu, ani tam. Mało tego, nie byli nawet pomiędzy. I to jest problem, który dopiero się urodzi.... Pozdrawiam  
Do wpisu: Wiadomo już prawie wszystko
Data Autor
Dark Regis
Ale Łukaszenka ma jaja, a nie jaski fasolki.
Ryszard Surmacz
Nie, no ma Pan rację. Tylko ja już od chyba roku słyszę, że potrzebują ludzi do MSZ, ale jak się ktoś zgłosi, to albo się nie nadaje, albo nie rozumie co to znaczy tam pracować. Stan umysłu Polaków nie pozwala na poważne sprawy. Mam nadzieję, ze to się zmieni przy okazji konfliktu żydowskiego. I chyba mam w tym względzie pewność. Ten sam mechanizm działa w przypadku cywilnych  służb specjalnych. To częściowo mieszanka Bonda z KGB (bo najskuteczniejsza). Pozdrawiam