Otrzymane komantarze

Do wpisu: Propozycja pokojowa
Data Autor
Dark Regis
Są rytmy i rytmy. Wszystko zależy od tego, do czego one służą i w jakim są kontekście. Durna muzyka ma rytm tylko do tego, żeby jakiś pajac mógł w dyskotece równo podskakiwać. Tu się z Panem i moim kolegą w pełni zgadzam. Jednak należy umieć rozróżniać te dwie skrajności. Przynajmniej spróbuję, więc dziś będzie trudniej. 1) Tajemnicze dźwięki Röyksopp, Ex Machina: youtube.com 2) Organic Dreamers - Ohha Shiva, deep state of melancholy: youtube.com 3) Uważam to za jeden z najbardziej niedocenionych kawałków. Nic dziwnego, gdyż temat rozwija się dopiero po półtorej minuty, zaś muzyczna plazma stabilizuje po trzech. Dopiero około piątej wiadomo o co w tym chodzi ;). Jak mawia nasz znajomy bloger "to przekaz tylko dla kumatych" :) Kalpataru Tree - Naked Soul Dub: youtube.com 4) Jeden z bardziej inspirujących remiksów Depeche Mode. Zarówno ten utwór jak i Organic Dreamer jest taką lekką reminiscencją industrialu. Wokal w trzeciej minucie wymiata: youtube.com 5) Gdybym miał dobrać dla powyższego kawałka parę, to bym postawił na Maceo Plex i Stay High Baby. Bawi się on dźwiękiem z taką łatwością jak kot myszą: youtube.com 6) Skoro już o industrialu, to mała próbka i uwaga, że tu rytm nie jest muzyką. Muzyka się wykluwa pod opieką rytmu i trzeba się w nią dopiero wsłuchać. Dla mnie ten styl kojarzy się zawsze z Second Life, zaś inne kawałki z Hitlerem w poszukiwaniu imprezy electro :) ale to już inna kwestia: youtube.com 7) To będzie trudniejsze ale i ciekawsze. Przed państwem jeszcze raz Brioni Faith. Wyjaśniłem już wyżej czego i gdzie słuchać ;), a wtedy ze zdziwieniem stwierdzimy, że jesteśmy zdolni słuchać nawet industrialu: youtube.com 8) Shpongle chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać. Mimo iż znam ich muzykę na wskroś, to za każdym razem siadam do niej jakbym robił to pierwszy raz. Oto jeden ze staroci, który rozpoczyna film pt. "Liquid Crystal Vision" traktujący o wymyśleniu szeregu stylów muzyki współczesnej, w tym techno trance i goa. Shpongle - A New Way To Say Hooray! youtube.com 9) Do tego parą może być to - Ott z płyty Skylon: youtube.com 10) To przeróbka Ery. Szumy jako dźwięki? Czemu nie, byle z sensem ;) Flaer Smin – Alone In The Dark: youtube.com 11) I para. To już kiedyś zapodawałem. Ethno Jazz, Egari - Gelino: youtube.com 12) Na koniec jeszcze raz Bahramji and Mashti "About God": youtube.com Proszę zauważyć jak różną rolę odgrywa tu rytm i jak muzyka wsiąka w tło lub się wyłania. To jest właśnie cecha zarówno ambientu, jak i paru innych sztuczek.
Ryszard Surmacz
No właśnie, ta dwubiegunowość jest mało wyczuwalna, ale ona jest. Na jednym biegunie są Chiny, na drugim USA. Wszystko wokół tego się kręci. Jeżeli chcemy uratować świat przed wojną, to tylko może to zrobić porozumienie amerykańsko-chińskie. Porozumienie rozbraja, brak porozumienia - uzbraja i prowadzi do wybuchu. Oczywiście, rozkręcony bąk jest tu dobrym porównaniem, ale jego ruch napędzany jest konfliktem dwóch biegunów. Jest jeszcze niższy poziom konfliktu globalnego. To słabość naszej cywilizacji. Słabość nakręca konflikt. Chińczycy znakomicie ją wykorzystują, Nasza cywilizacja nie potrafi się wyzwolić z własnych systemowych pęt i bezalternatywy własnej przyszłości. Gdzie rypnie i jak to pójdzie dalej, tego jeszcze nikt nie wie. Mój znajomy, który zajmuje się astrologią (mówi, że na serio), kiedyś całkiem poważnie powiedział coś takiego: jeżeli świat przetrwa do 2018 r., przeżyje, bo po tym czasie zmienia się niekorzystna konstelacja gwiazd. Wcześniejsze jego prognozy w miarę się sprawdzały, tym razem, nie mamy wyboru - czekamy. Zostało jeszcze kilka miesięcy. Tak czy siak, świat już skumulował w sobie taką ilość energii i tak szczelnie zamknął sobie perspektywę, że tylko uwolnienie może zburzyć ten sztucznie wybudowany mur i wyzwolić całą ludzkość. Ale ten mur może też zburzyć może porozumienie amerykańsko-chińskie, poprzez pokazania nowej perspektywy. To, co robią Chiny pobudza wyobraźnię. Natomiast jeżeli chodzi o muzykę, to ona dopiero od jakiegoś czasu dociera do mnie mocniej. Miałem ją zawsze w sobie, ale dotychczas moje ucho było wyczulone na inne konstelacje. Bardzo ładnie to Pan opisał. Dziś muzyka służy mi głównie do relaksu, odreagowania lub inspiracji. Nie bardzo wiem o co chodzi, ale pisząc o inspiracji myślę o elektronicznej - i tutaj rytm mi wyraźnie przeszkadza. Być może, że jestem na początkowym etapie. Zobaczymy?!
Dark Regis
Świat nie staje się dwubiegunowy, lecz niebezpieczny i zachowuje się jak rozkręcony bąk, który zmierza ku krawędzi stołu. Żydzi tworzą po wszelkich dzikich krajach enklawy przetrwania i szykują się na ostateczne rozstrzygnięcie. Wystarczy wpisać jakąkolwiek nazwę i słowo Chabad, żeby dostrzec dziwaczną "regularność". Nigeria, Colombia, Taiwan ... najlepiej użyć narzędzia "Chabad Locator" z prawej na marginesie: chabad.org Oni są już niemal wszędzie. Wygląda na to, że przeczuwają już koniec naszego świata. Tym razem nie pozostaną w jednym skupisku jak w ciemnej du... Wiadomo, że wieszczą to od wieków, lecz teraz już trudno rozpoznać na ile tylko czekają, a na ile inspirują. Przypadek ortodoksów pogonionych na kopach przez Majów z andyjskiej wioski pokazuje z jakim zapamiętaniem i rozmachem to czynią. Oczywiście ma to związek z planowanym zburzeniem meczetu Al-Aksa i odbudową Świątyni J., do której są już wszystkie szpargały i przeszkoleni koheni. To niechybnie rozpęta burzę na całym świecie, a islamiści rzucą się nam do gardeł. Tym razem to my Europejczycy mamy posłużyć jako obudowa syjonistycznego reaktora w miejsce spopielonych polskich żydów. A na osłodę porcja muzyki: Tchnie silnie niezapomnianym duchem muzyki Dead Can Dance: youtube.com Przypomina stylem trochę Jarre'a: youtube.com Dzień bez dub, to dzień stracony ;) youtube.com Tak mi się skojarzyło... Kiedyś jeden z moich znajomych skarżył się, że nie lubi słuchać rytmicznej muzyki. Tego całego ump, ump, ump. Wtedy odparłem mu, że po prostu jeszcze do tego nie dojrzał. Nie zauważył, gdzie w tym przypadku znajduje się właściwa muzyka. Ona egzystuje w tym miejscu, gdzie dźwięk już łączy się z tłem. Płynie niczym plama światła z latarki po tajemniczym ogrodzie. Łyska i meandruje tak jak ludzkie życie. Rytm jest tylko taką jakby podziałką na linijce, żebyśmy przypadkiem nie stracili kompletnie rachuby jak szybko ono płynie i jak nieubłaganie przybliża się koniec. Gdy jedziesz nocnym pociągiem i wsłuchujesz się w rytm i stukot kół, wtedy nie zastanawiasz się co jest, a co nie jest muzyką. Ona jest wszystkim, bo muzyka jest w tobie. Jeśli kochasz ją, to zawsze potrafisz ją w sobie odnaleźć; wtedy stukot staje się tym medium, które wyznacza podziałkę. Mierzysz nią prędkość przepływu plam świateł za oknami oraz własnych myśli. Meandrujesz. Czy wtedy skupiasz się na tym stukocie, czy on przesłania ci widok? Nie. Siedzisz w milczeniu, zadumie i wspominasz przeszłe zdarzenia, ludzi albo marzysz o przyszłości? Nagle ze zdziwieniem widzisz, że ciąg zdarzeń i wspomnienia stają się rytmem, a ty tą rozmazaną plamą. Nie zrozumiał, lecz podrapał się po głowie i przestał jojczyć, co pozwoliło mi w spokoju zanurzyć się ponownie w muzykę. Pozdrawiam.
Do wpisu: Cywilizacja in vitro
Data Autor
Dark Regis
Już Panu objaśniam o co chodzi w tym źle przetłumaczonym w translatorze zdaniu. Zasygnalizowałem ten problem przy relacjonowaniu rozmowy z Hiro. Jeżeli chcemy porozumiewać się pisemnie z Japończykiem, to często romaji wystarczy i Japończyk w końcu zorientuje się o co nam chodzi. Nie obędzie się to jednak bez pewnych problemów z porozumieniem. Ma to związek z zapisem japońskim z jednej strony, a tradycją mówienia z drugiej. Na przykład mówiąc "Donna benkyo demo kiso ga taisetsu desu" albo "Kono ie wa kiso ga shikkari shite imasu", przekażę mu "Podstawy są ważne w każdej nauce" i "Ten dom ma solidne fundamenty". Natomiast translator Google z uporem maniaka twierdzi, iż powiedziałem "Kasztan jest ważny nawet w Denwa" albo "Ten układ rozrodczy jest solidny." No ale na głupka nie ma sposobu ;) Gdybym chciał okazać się bardziej japoński, to dalej zastąpiłbym sylaby symbolami hiragany. I tu jest właśnie pies pogrzebany. Hiragana nie oddaje dokładnie treści wypowiedzianej w języku japońskim (romaji), gdyż wiele znaków i sekwencji kanji może mieć to samo czytanie. Widać to zresztą w podręcznikach do nauki japońskiego, gdzie małymi znaczkami hiragany ponad znakami kanji pokazuje się, jak należy to przeczytać. Ale znaki oprócz dźwięków określają jeszcze kontekst. W przypadku japońskiego, pierwsze zdanie mógłbym rozpocząć tak "Mój pies (swoim) ogonem macha". Po przerwie mógłbym kontynuować "Pies macha ogonem ze szczęścia", lecz to spowodowałoby już pewną nerwowość u Japończyka. Gdybym trzecie zdanie zaczął znów od psa, to bym go wkurzył. My nie widzimy w tym nic złego, u Anglików nawet nie dało by się pewnych rzeczy powiedzieć bez powtórzeń (gramatyka), ale Japończycy dodają zdania do utworzonego pierwszym zdaniem kontekstu i nie lubią się powtarzać. O tym warto pamiętać. Teraz proszę zwrócić uwagę na te pogrubione wyrazy powyżej. Tak właśnie rozbiera się na składowe zdania w języku japońskim. Każda taka partykuła "ga", "wa", "no", "ni", "o", "ka" itd. nadaje słowom znaczenie i do tego określa ich rolę gramatyczną. Pogrubione końcówki tych zdań są odpowiedzialne za przekazanie intencji i określają, czy zdanie w ostateczności jest pytaniem, przypuszczeniem, stwierdzeniem faktu, czy może wyrzutem. W tym ogonie też zawiera się informacja o tym, jakim szacunkiem obdarzamy rozmówcę. Inaczej będą wyglądały końcówki zdań kierowanych do obcej nam osoby, inaczej do przełożonego, a jeszcze inaczej w przypadku powiedzmy zalotów. Typowe końcówki to "...desu", kiedy stwierdzamy, że coś jest jakieś, "...desu ka" gdy pytamy, czy coś jest jakieś, "...imasu" - masz, "...imasu ka" - czy masz? i tak dalej. Takim przykładem końcówki o większym ładunku szacunku jest "shimashita".
Dark Regis
Proszę zauważyć (co nie jest specjalnie trudne do nauczenia), że w zdaniu tym ぼくのむすこはれごのてんさいだ。są same symbole hiragany. Nie ma żadnego znaku kanji, a więc znaczenie może zostać wypaczone w zależności od kontekstu, który zatraciliśmy. Koniec końców translator podaje nam właściwą formę dla tego zdania  僕の息子はれごの天才だ。, ale to oznacza już "Mój syn jest geniuszem". Mniej więcej tak właśnie rozumie Japończyk. Dlatego Japończyk zacznie od jakiegoś prostego zdania, w którym wprowadzi podmiot, do którego będzie się dalej odnosił i nacechuje wypowiedź emocjonalnie za pomocą odpowiedniej końcówki. Dopiero potem przejdzie do rzeczy. Za podmiot można uważać to coś, co występuje przed pierwszym znakiem "ga" (が), "ka" (か) lub "wa"/"ha" (は). Chociaż bardziej poprawnie należałoby mówić o całym zdaniu wprowadzającym podmiot. A teraz ciekawostka,  sam symbol "ha" ustawia nam już resztę zdania, bowiem też robi za coś w rodzaju "jest". W przypadku zdań formalnych, ugrzecznionych tak samo początek zdania będzie sygnalizował to, co nastąpi na końcu. W końcu jest to albo w nazwie podmiotu (rząd, prezes) albo w nazwie wydarzenia, które opisujemy (święto, rocznica). Pozostałe partykuły wskazują orzeczenie, mówią jaki jest stosunek podmiotu do drugiego rzeczownika (np. mój syn), a także do czynności, którą wykonuje, sposób, czas i miejsce. Najłatwiej jest rozpoznać znak "no" (の), który ma wiele znaczeń, ale głównie oznacza dopełniacz, "coś z czegoś", "część czegoś", "ktoś skądś", nawet czasem "coś w czymś" chociaż tu częściej występuje "ni". Zresztą nie trudno to zweryfikować: pl.wikibooks.org
Ryszard Surmacz
O rany... toż to opowieść. Całkiem fascynująca. Miałem kiedyś bardzo zdolnego młodszego kolegę, który miał dwie fascynacje: robienie dzieci (miał ich chyba sześcioro, czy siedmioro) i komputery. Kiedy on je robił,. nikt tego nie wie, on sam chyba też. Śmialiśmy się, że pomaga mu w tych sprawach laptop Gdy otwierał kompa, zapominał o bożym świecie, nie zauważał dnia i nocy, nie wyczuwał czasu. Z tego powodu zapominał odbierać dzieci z przedszkola. Pewnego razu przywieziono mu żonę z porodówki, a ten nic nie zauważył. Powstała konflikt, zona postawiła warunek: komputer, albo ja! Koleś z rozpaczy poszedł do wojska i tak to się wszystko skończyło. Ślad po nim zaginął i już nikt nie wie ile dziatek mu na koncie przybyło. Ale na swoim postawił.
Dark Regis
Potem rozmawialiśmy już na różne tematy w tej dziwnej trójce, ja coraz bardziej wkręcałem się w język znaczków i dziwną dla mnie kulturę, zaś młoda coraz bardziej się nudziła. W końcu minął miesiąc, siostra skończyła praktyki i wróciła do siebie, Hiro zajął się swoim biznesem, zaś jak zostałem sam z językiem japońskim jak Janek Himilsbach z angielskim. Nijak nie mogłem się od niego oderwać. Coś mnie w tę stronę ciągnęło. Któregoś dnia z nudów wpisałem w Google frazę "japanese language" i wtedy trafiłem na strony zawierające samouczki. Pierwszą była strona About.com, gdzie pewna Japonka objaśniała po swojemu wszystkie zagadnienia, włącznie z przyrządzaniem potraw z jakiegoś ślimaka i savoir vivre. Tej strony już chyba nie ma, ale to nieważne, bo podobnych są tysiące. To jednak było coś dziwnego, bo oto zacząłem uczyć się japońskiego za pośrednictwem angielskiego. Po jakimś czasie w księgarni internetowej kupiłem swój pierwszy słownik, potem dwa tomy gramatyki i kaligrafię. Później jeszcze znalazłem program Influent oraz całą masę japońskich gier na Steamie. W ten sposób poradziłem sobie z nauką sam i bez pośredników. Niestety, to było niemal 10 lat temu, a ponieważ nawał pracy nie pozwolił mi na pełne oddanie się nowej pasji, zostawiłem to w takim rozgrzebanym stanie. Dziś poradzę sobie z odszukaniem informacji na stronach japońskich, przeczytam to, ale ani nie umiem mówić (wymowa jest dość dziwna, np. nie ma tam dźwięku el), ani pisać po japońsku (potrzebna kaligrafia, a w komputerze specjalna klawiatura). Może jeszcze kiedyś się zmuszę do wysiłku, ale to wyłącznie w ramach prywatnego hobby ;) Ta strona najbardziej przypomina stary portal About.com: guidetojapanese.org Klawiatura: en.wikipedia.org freejapaneselessons.com A teraz przykład, dlaczego najlepiej samemu sobie radzić niż liczyć na translatory. Weźmy stronę translate.google.pl ustawmy tam z lewej język japoński, a z prawej polski. Fraza do przetłumaczenia to powiedzmy: X = ぼくのむすこはれごのてんさいだ。 Translator podaje znaczenie X jako "Mój syn jest świątynią.". Ale dodajmy jedynkę na początku, czyli "1"+X i dostaniemy "Mój syn jest kaczką." Podobnie "A"+X, "Mój syn to kaczka.". Jeżeli dodamy dwójkę "2"+X, to mamy "Mój syn jest wytrwały." Dla "R"+X mamy "Mój syn jest filarem." Bawić się można długo i namiętnie, tylko co to ma za związek z japońskim? Pewnie niewielu ludzi testuje najpierw sprzęt na którym chce podziałać, nieprawdaż? Panowie inżynierowie z Googla mieli chyba jakąś wódczaną wizję ;))))
Dark Regis
Hiro był poważnym biznesmenem, który prowadził sklep ze strojami i gadżetami w japońskiej dzielnicy. Zwrócił kiedyś uwagę na dziwną gejszę pedałującą na małym rowerku po deptaku i coś zagadał. Niby nic, ale siostra koniecznie uparła się dowiedzieć o co chodziło. Cofnąłem się więc w historii czata do tego momentu i jej przetłumaczyłem. Oczywiście były to same uszczypliwe uwagi na temat profanacji kultury japońskiej lecz na końcu była propozycja odwiedzin u jego przyjaciół z Japonii, żeby sobie obejrzała jak to powinno wyglądać. Następnego dnia przyjęliśmy zaproszenie i okazało się, że Hiro ma w SL naprawdę całą masę przyjaciół z Japonii. Pokazał nam japoński bar, teatr, dom mody, a nawet zaciągnął na tę Okinawę, co wspominałem wyżej. W barze obsługiwały dwie gejsze, o których Hiro powiedział, że są w rzeczywistości studentkami, które w ten sposób dorabiają sobie do kieszonkowego w SL - normalna praktyka w SL, bo przecież krążyły tam rzeczywiste pieniądze, a więc i praca mogła być trochę jakby rzeczywista. W trakcie rozmów nie zabrakło akcentów związanych z dziwnym językiem, którego przykłady widoczne były w każdym miejscu, które odwiedzaliśmy. Co się wtedy zwykle mówi? No oczywiście, że japońskiego, to człowiek by się nigdy w życiu nie nauczył i jeszcze tych tysięcy liter. Wtedy żywiołowo zaoponował Hiro i rzekł, że wcale nie trzeba na początku uczyć się znaczków, tylko samej wymowy, dźwięków odpowiadających znaczkom, czyli zapisu zwanego romanizacją, a po japońsku romaji. Reszta przychodzi z czasem. Bzdura stwierdziłem i na dowód wkleiłem jakiś losowy znaczek kanji. Dla mnie przedstawiał on kilka krzaczków na krzyż i tyle. To jest kwiat - 花 hana, powiedział Hiro. To już mnie kompletnie powaliło. Gdzie on widział takie kolczaste kwiaty? Wtedy on wskazał ten znaczek z prawej dolnej części i powiedział taberu, które zmienia znaczenie, a ten znaczek z lewej oznacza człowieka. Swoją cząstkę dorzuca też ta górna część. W sumie daje to kwiat. No to już było dla mnie zbyt wiele. Nie dość, że znaczki składają się z innych znaczków, zmieniają znaczenie w zależności od zajmowanej pozycji, w zależności od pozycji zmieniają kształt i się upraszczają - inaczej wyglądają leżąc, a inaczej stojąc - to jeszcze czyta je się różnie w zależności od okoliczności! Do następnej rozmowy podszedłem bardziej przygotowany i zapytałem wprost, który z elementów znaczka jest radykałem. Miałem na myśli główny rdzeń, wokół którego buduje się cały symbol kanji i który wybiera grupę znaczeń dla tego symbolu. Wtedy Hiro zdegustowany zapytał, czy ja jestem radykałem, co u nich znaczy mniej więcej tyle, co u nas faszysta. Mówię mu, że nie, ale gdzieś takie informacje wyczytałem. Roześmiał się i wtedy zaczęliśmy rozmawiać o innych sprawach. Okazało się, że Hiro jest inżynierem oprogramowania i ma komputer oraz łącze tak szybkie, że aż mnie ogarnęła zazdrość. Restart trwał koło minuty.
Dark Regis
Pewnego dnia, błąkając się w dzielnicy z niszowymi sklepami, zawierającymi akcesoria dla zabaw w RPG, czyli miecze, zbroje i te sprawy. Była tam jeden sklep szczególny, nastawiony tylko i wyłącznie na akcesoria japońskie, czyli zbroje samurajów, miecze katana, skrypty systemu walki japońskimi mieczami, kata oraz adekwatne animacje. Pewnie nie zwróciłbym na to specjalnej uwagi, gdyby akuratnie mieszkała u nas moja wścibska siostra cioteczna, odbywająca praktykę wakacyjną po ukończeniu szkoły. To ona zwróciła uwagę na ten sklep i do tego koniecznie chciała przymierzyć jakiś strój. Widocznie za dużo jej naopowiadałem o SL, rozbudziłem wyobraźnię i sam sprowadziłem na siebie ten kłopot. Już wcześniej próbowała naciągnąć mnie na kupienie tego i owego, więc jako wykup dałem jej na własność stos starych gazet, które zalegały na strychu, z modą, soczystymi plotami o gwiazdach, przepisami na bezy i nawet z Elvisem! Nie pomogło. Chwila nieuwagi wystarczyła, żeby kliknęła złośliwie w jakąś opcję menu, a ponieważ konto było podpięte pod kartę VISA z jakimiś drobnymi środkami pieniężnymi, więc transakcja została zawarta, a zwrotów nie uwzględniono. Wściekłem się nie na żarty, bo w ten oto głupi sposób zostałem oszołomionym właścicielem awatara filigranowej gejszy w białym kimonie w czarne trupie czaszki, z czarnymi włosami upiętymi w kitki na dwóch piszczelach. Wszystko to kosztowało bodajże około 1000 Lindenów! (o ile pamiętam przelicznik USD/LD był 1:10, a dolar po 5 zeta). Po prostu masakra. No cóż, stało się. Zablokowałem dostęp do karty, siostra dostała opierpapier i szkolenie i od tego momentu pozwalałem jej czasem pograć tą jej gejszą. Muszę jeszcze wyjaśnić, że postać awatara w SL zmienia się podobnie jak garnitur, w dowolnym momencie; można być wilkołakiem, ogrem, gejszą, a za moment Michaelem Jacksonem. Nic trudnego. Jednak wraz ze zmianą postaci awatara, zmienia się także cały zestaw skryptów i animacji tak, żeby wilkołak poruszał się normalnie jak wilkołak, Michael tańczył i śpiewał, zaś gejsza miała japońskie miecze i do tego umiała nimi walczyć. Od tego momentu moje życie w SL uległo całkowitej zmianie. Gdy jednego dnia kończyłem zabawę na sandboxie jako normalny poważny awatar programisty w męskim stroju wizytowym, to już następnego znajdowałem go porzuconego przez siostrę na jakiejś dyskotece techno z zainstalowanym na plecach ustrojstwem steampunkowym do puszczania kolorowych baniek i czułkami na głowie. Gdy wieczorem wyłączyłem SL z awatarem siedzącym w hallu giełdy, to nazajutrz odbierałem go rozciągniętego na plaży na wirtualnej Okinawie. W którymś momencie ta dziwna wirtualna cyfrowa schizofrenia zaczęła mnie po prostu bawić. Na całe szczęście siostra nie znała dobrze angielskiego, więc kompletna kompromitacja chyba nie była możliwa. Pozwoliłem nieść się temu potokowi zdarzeń i gdy ona poznawała kogoś interesującego służyłem za tłumacza i suflera. W ten sposób poznałem Hiro.
Dark Regis
Zaskoczę Pana. Nigdy nie byłem w Japonii, nie mam żadnych związków z Japonią, nawet się oficjalnie u nikogo nie uczyłem japońskiego, w sensie, że na studiach, czy może prywatnie za kasę. Jakieś 10 może 12 lat temu, gdy zacząłem interesować się taką społecznością internetową zwaną Second Life, spotkałem tam po prostu pewnych ciekawych ludzi. A było to tak... W SL zainteresował mnie motyw wirtualnego świata, którego obiekty można dla własnych potrzeb modyfikować, zmieniać ich cechy i do tego je oprogramować tak, żeby reagowały na zdarzenia, np. dotknięcie ręką lub tylko pojawienie się w pobliżu. Zająłem się wiec tworzeniem skryptów w miejscowym języku programowania LSL (Linden Script Language). Jest to taki dziwny język, który bazuje na zdarzeniach i stanach, czyli np. akcjach użytkownika i funkcjach uruchamianych, gdy obiekt przechodzi w jakiś nowy stan. Gdy obiekt wchodzi w stan początkowy, czyli jest uwalniany z Inventory użytkownika na zewnątrz, to mówimy że jest "rezowany" (ang. rezing), wchodzi w stan, który jest związany z funkcją on_rez() i to w niej piszemy nasz kod. Podobnie dotykany obiekt wywołuje funkcję touch_start(...), którą możemy zmodyfikować i np. kazać obiektowi krzyknąć llSay(0, "Łapki przy sobie!");. Na tym etapie nie jest to specjalnie skomplikowane i bawią się w to nawet dzieci. Drugi poziom wtajemniczenia polega na umiejętności dostawania się do zmiennych i obiektów środowiskowych, jak powiedzmy ustawienia serwera, czy nadane w danej symulacji uprawnienia dla awatara i jego obiektów. To pozwala np. napisać sobie skrypt latania w powietrzu albo teleportacji przez ścianę i włożyć np. w pierścionek lub bransoletkę, którą awatar nosi na ręku. Oczywiście na tym etapie zaczynają się też działania w świecie SL nielegalne, które są domeną miejscowych hakerów zwanych grieferami. Przeciwko nim firmy ochroniarskie tworzą skrypty, które chronią nieruchomości i obiekty podczas jakichś większych imprez. Np. giełdę akcji miejscowych firm przed demonstracjami lewaków - portier ma przycisk, który uruchamia skrypt, który wykopuje wskazane awatary poza serwer. Ja dotarłem do etapu, gdzie łączy się i synchronizuje akcje pomiędzy różnymi oprogramowanymi obiektami, a więc mogłem już projektować różne użyteczne systemy - np. krzesła dla nowicjuszy, które służą do ich zwabiania na przykład do sklepów w ten sposób, że płacą powiedzmy 1 Linden dolar za 5 minut siedzenia. W ten sposób wszedłem w środowisko właścicieli sklepów, nieruchomości i projektantów w SL. Miałem własną nieruchomość i firmę, a nawet grałem akcjami na giełdzie. Byłem takim miejscowym burżujem ;) Czas spędzałem w ten sposób, że wchodziłem na sandbox, czyli taki serwer z odblokowaną większością możliwości tworzenie obiektów i uruchamiania skryptów i tam testowałem różne rzeczy, a gdy się zmęczyłem, to włóczyłem się po gridzie (grid = sieć serwerów SL) w poszukiwaniu wrażeń. Odwiedzałem też sklepy.
Ryszard Surmacz
Ciekawe jest to, co Pan tu podaje, ale ten zapis dla mnie to "loki i puloki", ciekawostka, z której niewiele mogę skorzystać. Ciekawy jestem, gdzie i jak Pan się nauczył tej japońszczyzny? Korzysta Pan z tej umiejętności? W Japonii jest Pan zapewne częstym gościem? 
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć "Ja uważam, że jest dokładnie na odwrót i że ludzka ciekawość jest wpisana w Plan. Wręcz, że jest naszym obowiązkiem. Dekalog zaś jest bezpiecznikiem, żebyśmy w zapamiętaniu i fałszywym poczuciu mocy nie zniszczyli drzewa życia, na którego gałęzi siedzimy". I niech tak zostanie. 
Ryszard Surmacz
Do Administratora! proszę skasować ten martwy wpis. Dziękuje.
Ryszard Surmacz
Myślę, że nie ma co wchodzić zbyt głęboko, bo zagadamy sens, który chciałem przekazać.
Dark Regis
Rzuciłem okiem na Bronisława Piłsudskiego (ブロニスワフ・ピウスツキ - katakana, w odróżnieniu od hiragany służy do pisania słów obcych) i widzę, że temat jest wielce ciekawy. Właśnie o nim napisała Niezależna, ale pominięty został wątek japoński: niezalezna.pl Te informacje podaje Wikipedia, ale też w formie sygnału: pl.wikipedia.org Tu znalazłem więcej: hokkaido-poland.com src-h.slav.hokudai.ac.jp town.biratori.hokkaido.jp icrap.org eprints.lib.hokudai.ac.jp instytut-polski.org takenakadouki.com Nawet są blogi na ten temat: ameblo.jp blog.goo.ne.jp Można używać translatora, ale uwaga, wychodzą kompletne bzdury :)) i trzeba zarezerwować sobie z godzinkę, żeby poprawić tekst ręcznie. Co ciekawe są tu inne informacje niż w Wiki: ピウスツキ(Piłsudski) ポーランドの文化人類学者のピウスツキと結婚した樺太のチュフサンマの姓。息子は木村助造(1903年2月14日 - 1971年6月5日)。娘は大谷キヨ(旧姓:木村、1905年12月8日 - 1984年1月4日)。 Piłsudski (Piłsudski) nazwisko Chufusanma Sachalin żonaty Piłsudskiemu polskiego antropologa kulturowego. Syn Kimura Jozo (14 lutego 1903 - 5 czerwca 1971). Córka Otani Kiyo (nazwisko panieńskie: Kimura, 1905 08 grudnia 2009 - 04 stycznia 1984).
Dark Regis
Proszę zauważyć, że mówienie o Biblii jednym tchem ze Starym Testamentem fałszuje obraz wiary. Gdy popatrzymy na rok zerowy jako na cezurę czasową, to wyznawcy Biblii spisanej do tego momentu uważają, iż Bóg przestał mówić. Powiedział już co miał do powiedzenia i teraz można tylko interpretować. Ci, zaś którzy przyjęli chrześcijaństwo oparte głównie na nowej Biblii twierdzą, że Bóg przemawia dalej, choćby poprzez Świętych i pastuszków. Ten drobny zaniedbany szczegół dzieli nawet protestantów. Ponadto, czy sądzi Pan w istocie, że Wszechmogący i Wszechwiedzący może mieć humory oraz chciejstwa i zmieniać zdanie co marne kilka tysięcy lat? Może jeszcze ma jakiegoś konika lub hobby? Na przykład kolekcjonowanie różnych odmian religii i wtedy zapala się prawdziwym entuzjazmem?
Dark Regis
Tak, tak, proszę tylko się tak nie zapędzać w generalizacji pojęcia Biblii, bo już sam nie wiem, czy traktować podstawowy podręcznik z topologii algebraicznej jako jej integralna część, czy może jako herezję. Bo widzi mi się, że według biblistów trzecich opcji nie ma. Wieża Babel była zwykłą wieżą (piramidą), do momentu, aż znaczenie nadali jej żydzi i odmienne babilończycy. Majowie nie wyginęli, bo niedawno udało im się popędzić żydowskich ortodoksów z wioski w Gwatemali, którzy próbowali ich zmusić do uznania Starego Testamentu za słowo boże. Wyginęła co najwyżej zdegenerowana inteligencja - odpadł trzeci lub czwarty człon rakiety, a reszta leci dalej. Plemię Izrael dziś samo nie wie czym jest i co ma głosić. Są jeszcze bardziej pomieszani niż Polacy po setkach lat wojen i niewoli. Oni przetrwali w takim samym stopniu jak wieśniacy z dumnego narodu Majów. No ale buńczuczna propaganda jest zawsze czynnikiem sklejającym skołatane przez czas i dzieje nacje. Na te kanwie powstał właśnie Stary Testament - jest opisem z natury wychodzenia narodu ze stanu skołatania. Widać to tam wyraźnie, gdy niektórzy zostają zakwalifikowani do następnego etapu (przez samych siebie, Jakub i Rebeka), zaś pozostali potraktowani jak silniki wspomagające start i dlatego lecą w dół (Izaak i Ezaw).
Dark Regis
To właśnie dzięki "chapaczom" nie możemy się ruszyć ani w przód ani w tył. Zostaliśmy ubezwłasnowolnieni pokracznym poglądem, że ludzki rozum, pomysłowość oraz inteligencja bluźni Bogu i jest na bakier z Jego planem. Chciałby Pan powrotu do czasów kabały w miejsce logiki? Do czasów, gdy trzech "rabinów chrześcijańskich" będzie miało inne zdanie, ale każdy miał świętą rację? Że aniołowie pływają, fruwają, a nawet ich nie ma? Ja uważam, że jest dokładnie na odwrót i że ludzka ciekawość jest wpisana w Plan. Wręcz, że jest naszym obowiązkiem. Dekalog zaś jest bezpiecznikiem, żebyśmy w zapamiętaniu i fałszywym poczuciu mocy nie zniszczyli drzewa życia, na którego gałęzi siedzimy. To nie są poglądy gnostyczne, czyli masońskie, bo tamci uważają podobnie jak żydzi, że Bóg skąpi nam wiedzy i ją celowo zataja, ale że Boga można ograć (budując np. Świątynię, jak żydzi), a nawet stać się równym Jemu (masoni). O dziwo, to samo co ja mówią kabaliści, jak powiedzmy ci z Chabad Lubawicz. Proszę zauważyć, że z czasem, w procesie utrwalania się elitarności danego środowiska, praktycznie zawsze następują niepokojące przemiany w kierunku odrzucenia pierwotnego koszyka cech, zalet i wyznacznika, tych wszystkich materialnych detali wskazujących na przynależność do arystokracji, na rzecz samych związków krwi, samego posiadania, czy tylko mimikry. Zostaje zatracony rdzeń, wokół którego elitarność się formowała. Gdyby jednym z kanonów stała się saga o Wiedźminie pióra Sapkowskiego, to elitarność polegałaby na recytowaniu na wyścigi z pamięci dzieła i szukaniu w nim wskazówek moralnych, a także odczytywaniu przyszłości świata. Gdyby w tym samym miejscu umieścić podręczniki z logiki, fizyki lub matematyki, to degeneracja byłaby bardzo trudna, zaś tezy "mesjaszy" łatwe do sprawdzenia i obalenia. Uważam, że jeszcze w tym stuleciu osiągniemy taki poziom techniki i nauki, że wszystko, co dotąd wiedzieliśmy o Wszechświecie okaże się śmieszne. Mam takie przeczucie ;). O ile oczywiście nie dopuścimy do głosu barbarzyńców z furczącymi zwojami bzdetów w ręku, głoszących potrzebę "pokory" (wobec nich), "poddania się woli" (oczywiście ich), bezmyślności i powrotu do zezwierzęcenia w szatach prostoty (oczywiście tylko elita nie będzie wtedy prosta; będzie zakręcona, bo zawsze się degeneruje przy sposobności). To już było i ten motyw powtarza się w kółko pod różnymi szerokościami geograficznymi. Jak nie w Indiach, gdzie najlepsiejsze klany najbielszych Hindusów pokonują Króla Małp z czarnymi (Bhagawadgita), to jakiś ród Nasi-ne-Wasi z Kioto pokonuje ród pochodzący od Oni i ustanawia tysiącletnią dynastię Słońca, w Chinach powstaje Zakazane Miasto, a w Europie Luter uważa Papieża za Diabła i to nie bez wzajemności. Dopiero globalne spojrzenie uświadamia nam, jak wielka trwa paranoja i jak bardzo kapłani globalnego bajzlu (scjentolodzy? masoni?) obawiają się czytelnych i niepodważalnych za pomocą bełkotu kryteriów elitarności.
Ryszard Surmacz
Dzięki
Ryszard Surmacz
@ Oli (15,59) No tak, może innymi słowami, ale napisałem właściwie to samo. Ale warto zauważyć, że słowo "Bóg" jeszcze "działa" w Polsce. Na zachodzie odpowiedzią jest milczenie, albo atak. Nie wiem czy Kościół zaniedbał nauczania Biblii, czy też nie miał siły na taka naukę. Nie może jednak uciec od swojej powinności, bo ta będzie go obowiązywała do końca tego świata. Wśród naszych biskupów nie ma też świadomości, że najbardziej w tej wojnie światów jest zagrożony Watykan. Wróg znakomicie wie gdzie ma uderzyć. Co potem? Moim zdaniem Kościół powinien wrócić do szpitali, do zakładania spółdzielni, do ludzi pracy i ludzi myśli, ale nie w sposób arbitralny i nie pod baldachimem, lecz w taki sposób, który współuczestniczy w życiu z ludźmi. Powinien zająć się humanistyką, wydawać prasę i książki na wysokim poziomie, szanując przez to ludzi. Potrzebny jest nowy zakon, który dostosuje Kościół do nowego życia i znajdzie wspólny język z wiernymi - nie w oparciu o Kościół ludowy, który zamyka, lecz na wyższym poziomie, który otwiera. Bierność Kościoła jest, niestety, forma eutanazji. I to jest bardzo poważna sprawa. 
OLI
Biblia, święta księga, nie jest przewodnikiem po starożytnych zabytkach ani naukową pomocą dla archeologów. Biblia jest zapisem tych wydarzeń, które mają znaczenie w historii relacji wzajemnych Boga i ludzi, oraz tych treści, które Bóg uznał za konieczne przekazać ludziom. W tej samej księdze znajduje się również wyjaśnienie - po co to uczynił. Czymkolwiek zatem była wieża Babel i gdziekolwiek została wzniesiona - w jej historii ważna jest ta warstwa biblijnej opowieści, która dzieje się w sferze ducha i w sferze relacji z Bogiem. Bóg - jako istota potężna nie mógł się przestraszyć budowli wzniesionej przez ludzi, można się domyślać, że był w stanie wznieść o wiele potężniejszą, gdyby to miało jakikolwiek sens. Interwencja Boga nastąpiła z powodu pychy budowniczych, którzy odwrócili się od Stwórcy. Człowiek, stworzony na obraz i podobieństwo Boże - miał powracać do swego Stwórcy, ale uniesiony pychą - poszedł drogą upadłych aniołów. W tym momencie nastąpiła korekta, Bóg powiedział: "Nie pozwalam, byście szli tą drogą". Tylko rzeczywistość duchowa ma znaczenie w tej opowieści, i jest sprawą drugorzędną położenie wieży oraz to, czy była zbudowana z kamienia, czy z cegieł suszonych na słońcu, które się porozłaziły gdy nadeszła "epoka gwałtownych opadów". "(...)Oczywiście można za żydami utożsamiać Marduka z Szatanem, bo składano mu ofiary z ludzi.(...)"(cyt.). Trop jak najbardziej słuszny. Różne plemiona zamieszkujące ziemię aż do czasów najnowszych otwierały się na rzeczywistość duchową, co nie powinno dziwić zważywszy, że początkiem i właściwym celem każdego człowieka jest duchowy Bóg. Tylko, że nie znając właściwej drogi, zagubionej jeszcze przez jakichś pradawnych przodków - zamiast Bogu prawdziwemu oddawano cześć krwiożerczym demonom. Plemiona uprawiające plugawe, krwiożercze i fałszywe kulty szły pod miecz - na kartach Biblii mamy wiele tego przykładów. Bóg nie pozwalał złożyć sobie w ofierze ani bydła, zdobytego na tych plemionach, ani nawet złotego kruszcu. Z powodu obrzydzenia. W czasach nam bliższych - wyginęły plemiona Ameryki Południowej, które uprawiały krwawe kulty składając ofiary z ludzi. Przypadek? "(...) Pogański król Cyrus został nazwany pomazańcem Jahwe oraz pasterzem Jahwe. Król Cyrus mówi o sobie, iż JHWH - Bóg nieba dał mu wszystkie królestwa ziemi.(...)". I nie ma w tym nic dziwnego. Bóg używa takich narzędzi, jakie są mu użyteczne. Na kartach Biblii takim narzędziem jest np. król Nabuchodonozor, który też nie był prawowiernym żydem. Każdy z nich dostał władzę na chwilę, nie do końca świata, odgrywał swoją rolę i stawał się historią, a plemię Izraela trwało. Na planszy tego świata Bóg grał cały czas jednym pionkiem, wszystkie inne się zmieniały.  
Ryszard Surmacz
Wydaje mi się, że ważne jest to, aby kanon pozostał rdzeniem absolutnie odpornym na pieniądze i manipulację, jak metr w Sevres. Mimo to, na naszym chrzesćijańskim świecie jakiś interpretator być musi. Inaczej rozpięcioraczymy się jak protestanci. Dotychczas był to Kościół, teraz dobrze byłoby aby nim nadal pozostał - ma doświadczenie. Czy jest do tej roli przygotowany, pokaże czas. Wierzy Pan w ludzkość, czyli w ludzką inteligencję? Człowiek jest jednak zakładnikiem swojego świata, który sam stworzył. Mimo posiadania niesamowitej inteligencji, postawiony został w miejscu, którego nie rozumie, nie zna odpowiedzi - po co i nie zna kierunku, w którym ma podążać. Jest ślepy, idzie więc "w ciemno". Mądrzy ludzie nie mają ani przebicia, ani siły aby przeciwstawić się "chapaczom". 
Dark Regis
Dobrze dobrze, tylko opierajmy się na potwierdzonych faktach, a nie na tym co żydzi nakłamali, tupiąc przy tym sparciałymi sandałami na najeźdźców, plując na ich posągi i władców. Co to jest wieża Babel? Chodzi o ziggurat Etemenanki, potężną schodkową piramidę w Babilonie. Budowla ta, potocznie zwana również "wieżą Babel" służyła jako świątynia Marduka, najwyższego boga w panteonie babilońskim. Nie służyła zaś temu, co konfabulowali żydzi. Inskrypcja z wizerunkiem Nabuchodonozora i "wieży Babel" znajduje się wśród zbioru 107 dokumentów klinowych z kolekcji Martina Schøyena, norweskiego biznesmena i kolekcjonera antyków. Wieża Etemenanki częściowo uległa zniszczeniu w czasach perskich. Aleksander Wielki rozkazał rozebrać ruiny i zamierzał ją odbudować, ale śmierć przerwała jego plany. Resztę cegieł wykorzystano do budowy odległego o 85 km Bagdadu. Oczywiście można za żydami utożsamiać Marduka z Szatanem, bo składano mu ofiary z ludzi. Jednakowoż jeden z żydowskich władców postawił sobie w Świątyni w Jerozolimie kilkanaście ołtarzy Marduka i nawet spalił mu w ofierze własne dziecko, co potwierdzają pisma (wygrzebał to dr Krajski). Ponadto, czy Bóg JHWH mówił żydom, by odbudowali świątynię? Nie, świadczy o tym dekret Cyrusa, króla Persji, na który powołują się żydzi. To Cyrusowi nakazał odbudowę, a Cyrus właśnie ogłosił się czcicielem Marduka dla zaskarbienia sobie przychylności Babilończyków. Czyli w świecie starożytnym te dwie istoty nadprzyrodzone mogły być początkowo traktowane jakby stanowiły jedność. Pogański król Cyrus został nazwany pomazańcem Jahwe oraz pasterzem Jahwe. Król Cyrus mówi o sobie, iż JHWH - Bóg nieba dał mu wszystkie królestwa ziemi. Podobnie jak nowy król Dawid, czyli Mesjasz: pwtw.pl . Jednakże w świecie naukowym panuje przekonanie, że żydzi już tyle nakłamali w swoich pismach, że należy przez palce patrzeć także na dekret Cyrusa. Nie no oczywiście, że Jahwe to nie żaden Marduk, ale o tym dowiadujemy się już od żydów i jakoś parę wieków później.
Obserwator
Zapraszam na stronę poświęconą odbudowie tego, co niszczymy (tu:)...
Dark Regis
Zastanawiałem się nad tymi samymi pytaniami i z moich przemyśleń wynika niezbicie, że oto w naszej kulturze wystąpił przerost formy nad treścią, obrazu, czy może super dokładnej mapy nad rzeczywistością. Stworzyliśmy tak dokładne odwzorowania naszych pragnień i oczekiwań, że w momencie zakwestionowania nawet małego ich fragmentu, zaczyna się sypać całe Imperium. Imperium ułudy. Spójrzmy na podstawę naszej wiary. Przykładamy dziesiątki razy wyższą wagę do Pisma niż do Autora. W ten sposób Autor staje się zbędnym i szkodliwym dodatkiem do naszego rozumienia Jego dzieła. Niezręcznie byłoby powiedzieć to w oczy Autorowi, więc robi się unik kłując w oczy tłumowi Pismem, wrzeszcząc przy tym, by uwierzył w To bez zbędnej zwłoki. Przyjął za pewnik, iż jest to jedyna i słuszna reminiscencja intelektu samego Autora, innej nie ma i już nigdy nie będzie. Po wielowiekowych zabiegach i dłubaniu w osnowie, Autor szczęśliwie dla Pisma zmarł towarzysko. Pozostali Interpretatorzy, dziesiątki ich wręcz tłumy, i to oni przejęli pełnię władzy nad wymową słów i symboli. W drugim planie dzieją się jeszcze większe cuda. Oczywiście nikt dotąd nie ustalił jeszcze autorstwa, zwłaszcza że w piśmie roi się od żenujących błędów, przekłamań, a nawet zmyśleń, lecz od zawsze zakłada się prawdziwość wszystkiego jako dogmat. Nie może przecież być tak, żeby Piramidy wzniósł Człowiek, żeby Człowiek tworzył sam kulturę, tak jak Człowiek nie może mówić, a zwłaszcza napisać nic mądrego. Musi za tym stać Autor, a za Autorem oczywiście Ministerstwo Interpretacji, dział ustalania Prawdy. Jasne jest, że to podłoga, niczym Autor, stoi za tym, by dawać oparcie mi oraz dla biurka, które z kolei daje oparcie łokciowi i papierom, lecz czy to podłoga dyktuje mi treść pisma? Autor mógłby się wypowiedzieć w celu zażegnania chaosowi i bałaganom, lecz dziś to Ministerstwa zakazują Autorom pisać, zaś ludziom słuchać Autorów. Autorzy już się wypowiedzieli, dawno temu, mieli pięć minut i lud słuchaczy, a teraz im wara od ludu. Pozostało tylko to, co należy do uznanego Kanonu - ze wszystkimi błędami i nieodłącznym dysonansem poznawczym, no i z judaizmem na pokładzie -  i to jest nasze nieszczęście. Oderwać się nie możemy bez zrujnowania struktury, nosić tego dłużej też nie, bo to nas ewidentnie przygniata i ściąga w mroczne czasy ołtarzy do składania ofiar z ludzi. To jest przekleństwo "trzeciej świątyni"... Ludzie jednak są kreatywni i nie dadzą się wiecznie ogłupiać tym samym manipulatorom, a ja wierzę w ludzkość. youtube.com wired.co.uk youtube.com youtube.com youtube.com youtube.com