Otrzymane komantarze

Do wpisu: Jeżeli sukces, to co dalej?
Data Autor
Ryszard Surmacz
Nie wiem dlaczego ocenił Pan, że wyróżniłem w sposób szczególny Trójmorze. Jest ono jednym z przykładów w naczyniu połączonym. Owszem, bardzo ważnym, bo dającym duże dochody jako przyszły obszar kolonialny. W artykule nie poruszałem kwestii cywilizacyjnych. Owszem, bardzo chciałbym, aby tak było, jak Pan pisze. I tu się całkowicie z Panem zgadzam, tylko pytanie, skąd brać ludzi do tego? Polonia amerykańska jest niezwykle ważna, ale jest jeszcze dalej, niż Błękitna Armia. Kiedyś mieliśmy Brzezińskiego i co z tego wyszło? Rolę Polonii widzę, jako pomocniczą, dla miejscowych kadr dyplomatycznych i intelektualnych. Nie sposób sterować statkiem zza oceanu. Podczas zaborów Polacy wykonali ogromną pracę, była zachowana ciągłość elit i myśli, po 1945 r. nic takiego nie ma. Trzecia RP jest jedna wielka dziurą. Chodakiewicza bardzo cenię, ale gdyby się przeniósł do Polski, mógłby odegrać ważną rolę. Ale tego nie zrobi. I to jest problem. Z muzyką myślałem, że da się przeskoczyć jakiś etap, ale tu, jak wszędzie, sprawa idzie swoim torem. Nie mniej proces się toczy. Pozdrawiam   
Ryszard Surmacz
Nie spodziewam się żadnej zmiany poglądów, ani kierunku działania. Chyba z mojego tekstu wyraźnie przebija się ta informacja. Przytoczona przez Pana wypowiedź miała starą datę. Natura tego świata jest taka, że wszystko w konsekwencji rozgrywa się na jakimś polu bitwy... Kiedyś jakiś facet w pociągu wyraził ciekawą sentencję: nie chcieliśmy muzułmanów, będziemy mieli Żydów. Coś w tym jest.  
Dark Regis
Muszę poprawić szanownego @Autora. Międzymorze to nie jest najistotniejszy element polityki rządu Mateusza Morawieckiego, dlatego, że jeśli poszukamy jakiegoś potencjalnego spoiwa dla projektu, to na pewno nie będzie to redystrybucja amerykańskiego gazu, a tym bardziej ocieplanie stosunków z Izraelami. Jeśli już, to będzie to czysta opozycja, reakcja na klęskę zachodniego projektu multi-kulti plus obrona resztek cywilizacji europejskiej. Ojców tego ciekawego pomysłu należy poszukiwać raczej wśród Polonii amerykańskiej, a nie bankierów unijnych. Oto wykład prof. Chodakiewicza sprzed roku: youtube.com Powinniśmy zacząć o sobie myśleć jako o cywilizacji, a nie tylko narodzie. Taka jest natura imperium.
Jan1797
Szanowny autorze, chce pan powiedzieć, każde stworzenie ma prawo do zmiany poglądów? Być może, lecz nie wierzę, to tylko chwilowa dekoniunktura na wciskanie uchodźców zastąpiona antyamerykańską retoryką. Proszę przyjrzeć się brukselskim blogom i opiniom. Nawet tam wiedzą że kręcona antypolska nagonka w finale miała "wrześniowe klimaty". Pozdrawiam serdecznie. pbs.twimg.com
Ryszard Surmacz
No dobrze, ale wydaje mi się, że to stara wypowiedź Tuska i nie ma związku z ostatnimi uzgodnieniami UE.
Ryszard Surmacz
No, coś z tymi "polskimi obozami" trzeba było zrobić. Kółko niebezpiecznie się zamykało. Zrobiono rzecz najbardziej prostą, o której mówiło się od lat. Ale wbrew pozorom groźba kary zadziałała. Potem było już coraz gorzej.  Myślę jednak, że ogólnie Polska na tym źle nie wyszła: nasze elity rządowe dostały w czoło i mam nadzieję, że wiele zrozumiały, tylko pytanie, czy na przyszłość starczy im charakteru? Natomiast co do "pedagogiki wstydu", to problem jest gł. wewnętrzny. Zaczyna ona sama umierać śmiercią naturalną (może poza Śląskiem). Młodzi dostrzegają zasadę, że kto się nie szanuje, tego nie szanują. I teraz pytanie, co w tych zapasach zwycięży - nabyte flejostwo, czy refleksja, która zmusza do zmiany podejścia do życia? Ile potrwa proces zmiany? Elity. Nowe elity muszą się same wyedukować, zejść na ziemię, wyselekcjonować, sprecyzować, zorganizować i wykreować. Położenie mamy piastowskie i tu nie ma zmiłuj się - albo wyciągniemy wnioski, albo skończymy, jak Piastowie, zwłaszcza śląscy. Kazimierz był wielki, ale i tak podsuwano mu, a ten się godził na, bezpłodne żony. Nasza dzisiejsza polityka, miedzy Niemcami a Rosja, musi być twórcza i pozbawiona czynnika "a może". Nie mamy sojuszników. Pogróżki Turcji nie są ściemą. Jak podniosą szlabany, to stu Sobieskich nie zahamuje tego tsunami. W takiej sytuacji lepiej być biednym, zjednoczonym i silnym moralnie. Ale Panie Zygmuncie muszę zapytać, kiedyś demonstrował Pan niechęć do narodowców - skąd ta zmiana? Problemem narodowców jest ich rozdrobnienie, podejrzliwość, gwiazdorstwo itd. Mają wiele racji, jak w II RP, ale, poza teorią, nic z tego nigdy nie wynikało. Pozostał im partyjny uraz do wszystkich nienarodowców i wszystkiego co nie narodowe. Ponadto inaczej trzeba gadać i działać jak się jest przy władzy. Sprawa sporu i ustawę IPN pokazała, że ważne jest to, co dzieje się w kraju, ale jeszcze ważniejsze to, co dzieje się poza nim. Polska polityką zagraniczna stoi. To wiemy od czasu zaborów. Tak więc dość łatwo narzekać, ale sam Pan z własnego doświadczenia wie, że gdy stanie się oko w oko z silniejszym przeciwnikiem, obraz bitwy i jej narzędzia zmieniają się diametralnie. Inaczej ta sama bitwa wygląda od środka, inaczej z zewnątrz. Od około 300 lat trzyma nas ta sama polityczna zmowa. Przetestowaliśmy już niemal wszystko, łącznie z Polskim Państwem Podziemnym. Czas inaczej spojrzeć na problem. A narodowcy niech się wreszcie zorganizują w jedną silna organizację, to wówczas dostana głos i nikt ich nie będzie sekował. Pozdrawiam
Jan1797
"Konkluzje szczytu ws.uchodźców są sukcesem krajów wyszehradzkich". Ten sam topowy politolog stwierdza jednak że w przypadku Polski to porażka. Taki salonowo, N.Blogowy, bon mot, top blamaż.:)))) youtube.com  
Zygmunt Korus
Dobre pytanie w tytule. Gdy Polska się w kwestii obrony godności zapędziła w kozi róg. Narobiła pasożydom apetytu. Nie wróżę żadnych sukcesów - mam na myśli powstrzymanie używania narzędzia "pedagogiki wstydu" na drodze prowadzącej do egzekucji/łupienia nadwiślańskich gojów podług zamysłu 447. A co do kolejnego zagadnienia... wędrówki ludów. Chaos migracyjny służy zewnętrznym, rozmaitym wrogom Polski. "Bolesny kompromis z pozostającymi podziałami w ramach Unii" (parafrazuję premiera MM) oraz szybka pogróżka Turcji, że zerwie umowę pomocową w tej kwestii, jeśli jej obywatele nie dostaną wstępu do Europy bez wiz, to kolejna odsłona tego, co możemy także uznać za propagandową ściemę. A obozy dla szukających lepszego życia? Mają powstać w każdym kraju, do którego wjechali z zewnątrz przybysze. Taki to ten bolesny kompromis. Pieniądze na to? Własne, ale fundusz celowy, merytorycznie rozliczany: trzeba skutecznie przekonać nachodźcę, że dany kraj z obrzeża jest tak samo atrakcyjny jak prawdziwy, bogaty Zachód. Czyli efekt relokacyjny innymi drzwiami został osiągnięty. Włosi trochę odetchnęli: mają być także budowane obozy poza Europą. Polacy na razie trwają w gapiostwie, które im swoją "złotoustą narracją" funduje władza. Krok po kroku jesteśmy zawodzeni w realizacji wyborczych obietnic - zmienia się co nieco po to, by się nic nie zmieniło (Lampeduza). Proszę pogadać z Winnickim i Bosakiem o ilości ludzi przybywających do Polski (oraz rozdawanych paszportach w Izraelu), a także o rodzimych gangach trudniących się "pierwszym wjazdem" do Unii przez nasz kraj (czyli od teraz już NASZYCH). Poza tak nielubianymi narodowcami (pytam wciąż: z jakiego powodu, do licha; bo PiS ich wypycha z polityki?) nikt o tym, co już jest i się święci, w eterze cisza. Natomiast trąbi się: same sukcesy! Aż w uszach dzwoni. Rezonatorów rządowych nie brak. A dzwonów ostrzegawczych jak na lekarstwo.
Do wpisu: Ks. prof. Zygmunt Zieliński
Data Autor
Anonymous
Też nie widzę powodu do działań gwałtownych, ale do kroków racjonalnych, bo subtelności" autorytetów" intelektualnych kończą się zawsze skokiem na kasę (delikatnie, w rękawiczkach) i ideologicznym "no pasaran". Problem delikatności wynika z trudności oceny gdy brak widocznych bezpośrednich efektów. Nie tylko studentowi trudno jest dokonać wyboru kierunku i uczelni - tym bardziej nie można go wyręczać. Autorytety futurologiczne zlikwidowały szkolnictwo zawodowe, a maszynopisarstwo z elementami poprawności politycznej podniosły do rangi szkolnictwa wyższego. Nauczyciele szkolni i akademiccy nie protestowali. Marksizm ma się dobrze, tylko zmienił sojusze. Kontroluje sytuację. Kontroluje uczelnie i media. Efektem jest nie nazywanie rzeczy po imieniu, co jest czerwone, co białe. Kontroluje sądy. Efektem jest martwy zakaz głoszenia tego antyludzkiego totalitaryzmu. Kontroluje politykę, również PiS, by utrzymać kontrolę nad finansowaniem, by student nie decydował, ani nie miał potrzeby - skoro za darmo to w zęby nie zagląda.
RinoCeronte
Sprawa jest bardziej delikatna niż się wydaje. Mądry Rektor i wartościowi doradcy mogą być kluczem do sukcesu, ale diabeł siedzi w szczegółach, a mądrości nie da się kupić. Tego marksizmu tak bym się nie bał, bo stary i własnie odchodzi na emeryturę. Jakie jest społeczeństwo takie będą uniwersytety. Jest jeszcze kwestia finansowania. Ja w projekcie ustawy widzę pewną powierzchowność w tej kluczowej sprawie... Boże chroń Polskę przed rewolucjami!
Anonymous
Ta krytyka reformy nie do końca mnie przekonuje pod względem argumentacji. W umocnieniu władzy rektorów nie widziałbym niczego złego gdyby nie brak kadr. Kto niby ma zostać samowładnym rektorem, skoro nie było dekomunizacji i deubekizacji (w sensie wszystkich służb PRL i III RP, a nie byłej SB). Same osoby krytykantów reformy budzą moją niechęć taką samą jak poszczący rezydenci do spółki z ministrami zdrowia. Wart Pac pałaca a pałac Paca - z tych samych powodów co rektorzy. Brak w tej dyskusji pytań co chcemy osiągnąć, jakich użyć narzędzi. Nikogo nie obchodzi skąd wziąć pieniądze, a wszyscy chcą je wydawać. Jak może być autonomia uczelni skoro uczelnia nie ma własnych środków. Widać kolejnych chętnych do skoku na kasę i autonomii od odpowiedzialności pod pretekstem szczytnych celów. Skąd my znamy ten rodzaj wolności? Z rzekomoliberalnej formy marksizmu. Podstawą reformy musi być zastosowanie w praktyce zakazu propagowania totalitaryzmu marksistowskiego i bez tego żadna reforma nie zrobi niczego. To łatwo sprawdzić po dorobku "naukowym", po grantach, po tematyce wykładów. Jeżeli za cel uczelni uznamy badania naukowe czysto teoretyczne, praktyczne zastosowanie nauki dla celów rynkowych i dydaktykę to źródła finansowania wskazują się same: państwo, przemysł i kształcący się. Kto płaci ten ma władzę decydowania. Władzom uczelni pozostaje zarządzanie.
Do wpisu: P r o g r a m R e w i t a l i z a c j i k u l t u r o w ej
Data Autor
Dark Regis
No i jak? Miałem rację i właściwie odczytałem znaki czasu oraz wyczułem nosem (uchem) trendy (j.w), czy może znów sobie dla kurażu poprawniacko poplujemy na tą obrzydliwą polską ciemnotę i jej chamską "kulture", to całe parazytyczne discopolo? :))) niezalezna.pl youtube.com youtube.com youtube.com Mamy potencjał, tylko za dużo łajdaków nas świadomie blokuje. Jedni z głupoty, drudzy z pobudek ideologicznych, inni politycznych, a reszta z narodowościowych i plemiennych. Chrzanić ich i robić swoje... X=)
foros
1. Muzeum ok., IPN ok, wojsko ok, ale dlaczego program nie uwzględnia uniwersytetów? W Lublinie jest ich dwa: KUL i UMCS i to na tych uniwersytetach pracować będzie czołówka intelektualna regionu, jak i ludzie z największą o nim wiedzą jak i wiedzą o kresach. Plus biblioteka Łopacińskiego z bogatymi zbiorami, często jest w niej to czego nie ma na bibliotekach uniwersyteckich i w archiwach. 2. Do kogo ten program jest adresowany? Jeśli do  Polaków, to pod Muzeum powinny być bezpośrednio podłączone licea, nie tylko te najlepsze lubelskie ale i powiatowe, ogólnopolskie. Jeśli głównie do Polonii wschodniej albo do mieszkańców Ukrainy i Białorusi to jakimi kanałami ma być realizowany program? 3. Pisze Pan o podregionach dzisiejszej ziemi lubelskiej (Puławy, Zamość, Podlasie) nie uwzględniając jednak ziemi chełmskiej/krasnostawskiej - ongiś części województwa ruskiego, de facto odrębnego województwa z własnym podwojewodzim urzędami etc. z biskupstwem katolickim i prawosławnym, siedziby i kolebki wielu rodów magnackich m.in. Żółkiewskich, w dodatku rozciągającej się obecnie na terytoria PL i UKR. Dziś tak dużo się zmieniło? Poza tym w chełmszczyźnie żyje najwięcej (może poza Pomorzem) nienapływowych Ukraińców. W sumie to ona najbardziej chyba w obecnej PL jest symbolem łączności 3 narodów: PL UKR i Litwy czyli idei jagiellońskiej.  4.Mianownik Biała Podlaska, dopełniacz Białej Podlaskiej  (miejscowość Biała znajdująca się w regionie Podlasie)
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć Uff... Waszmość, napisałeś dokładnie to, czego oczekiwałem od muzyki mówiąc, że niesie w sobie tajemnice. Tej tajemnicy nie można ani okłamać, ani skalać - jest jak dziewica. I właśnie to jest najcenniejsze. Ale wiem, że to dopiero płycizny tego, co można osiągnąć. Jeszcze mi bardzo daleko do tego, co już osiągnąłeś. Oczywiście, wchodzenie pomiedzy ludzi i do ludzi procentuje i owocuje. Życie jest wśród ludzi. Ja doszedłem do tych samych wniosków podczas prac reportażowych. Wartość tego, co się rozumie, widać po zelówkach, a w muzyce zapewne po plątowisku "zerwanych strun". Oczywiście, polska kultura, kiedy była wielka - wchłaniała i przetwarzała. Przez ładnych kilka lat (a to ciągnie się do dziś) bardzo intensywnie poznawałem Śląsk. Często zastanawiałem się skąd bierze się siła Ślązaków. Ano właśnie z własnej kultury regionalnej. I wiele problemów pogranicza podlaskiego przypomina, pogranicze (dziś już socjologiczne) na Śląsku. Na Podlasiu Rosja, na Śląsku - Niemcy. Jednak to, co się liczy na zewnątrz, należy do kultury wyższej. Pisze Pan bardzo ważne rzeczy, które i ja od lat próbuje tłumaczyć, ale dla większości Polaków ten fałszywy koralik wciąż jest jeszcze bardziej atrakcyjny, niż babcina perła . Na dole przetrwamy, ale na górze pozbawiono nas przewodników kulturowych, zanieczyszczono nam kod i zbełtano myśli w głowach. Który to już raz musimy odbudowywać to, co dla nas najważniejsze w polityce, w historii, w walce o przetrwanie. Ile razy jeszcze będziemy musieli podążać tą sama drogą, po której z trudem szli nasi najwybitniejsi? Ile razy jeszcze będziemy musieli sięgać do korzeni, nie po to, aby się rozwijać, lecz po to, aby przetrwać? Oczywiście, doktryna kulturowa jest potrzebna nie tylko Polsce, ale całej Europie. To warunek przetrwania, I myślę, że Polacy powinni zrozumieć, że JPII był twórcą własnej szkoły, którą na wzór świecki trzeba kontynuować. Jak to zwykle bywa, nie pozostawił po sobie uczniów, którzy dostosowaliby ją do warunków dnia dzisiejszego. Ważne, że to właśnie on zobaczył świat w najwyższego pułapu. I ważne, że to tylko jego postać jest ogólnie akceptowalna, nie tylko w Polsce, ale również na całym świecie. JPII jest naszym paszportem w świat. Muzyka jest łącznikiem towarzyszącym, ale elitarnym.
Dark Regis
Doszedłem do przekonania, że tylko wychodzenie do ludzi, otwieranie się na ich kulturę poprzez dostosowywanie własnej, przyniesie jakiś użyteczny efekt. Pozwoli zacząć mozolny proces sklejania tego, co bezkresny "kochający" nas "panslawizm" moskiewski rujnował od trzech wieków. Pojąłem, że aby zbudować Wielką Polskę, trzeba uczynić z polskości ideę ekspansywną, wchłaniającą, a nie wypluwającą wszelką inność i kulącą się w sobie ze strachu przed obcością. To nie wymaga żadnych karabinów, a jednak przynosi efekty. Gdy spojrzy się w lustro, to za sobą zobaczy się te same przedmioty i niemal identyczny świat, ale odbity, skręcony w przeciwną stronę. Właśnie to opisywałem wyżej na przykładzie działań Rosji i obecnie Ukrainy. Gdyby posłużyć się metaforą, to oni kręcą się żywotnie wokół tych spraw jak nie przymierzając robaki, zaś my z własnej woli odgrywamy tu rolę martwego połcia mięsa do zeżarcia. Tak właśnie nas programowano. Też o tym dawniej na NB pisałem i wykazywałem na konieczność stworzenia doktryny politycznej, posługując się przy tym wydzielinami intelektu pierwszego ideologa Wielkiej Rosji pana Dugina (tamże przejmowanie idei panslawizmu). Tak, niechybnie potrzeba nam także doktryny kulturowej. W linkach muzycznych poniżej podałem przykłady utworów z pogranicza, a w zasadzie powinniśmy mówić, że z terenu dawnej Polski. Powinniśmy to wchłaniać, a nie odrzucać, pozwalając wchłaniać wszystko Rosji i nacjonalistom ukraińskim, czy białoruskim. To jest warunek naszego dalszego istnienia. Tak samo jak Ukraińcy sparzyli się na Donbasie, tak samo Białorusini już dziś przekonują się czym jest dusząca miłość Rosji do Słowian i jak bardzo Rosja chce ich "ucywilizować" i pozbawić tożsamości, choć przez dziesięciolecia zarzucała to kłamliwie "Panom" i Polakom. Sądzę, że za jakieś 50 może 70 lat (dwa pokolenia) Białorusini będą gotowi do wzięcia tematu na klatę. Tylko czy my będziemy do tego gotowi? Aby nie przeciągać, posłużę się dużo mówiącym przykładem. Proszę zobaczyć komentarze pod tym utworem: youtube.com SlavicUltraNationalist: Amazing stuff, Chwała Polska from Serbia! Gosia Biedronczyk: Ja mieskom w górach i tom pieśn śpiewomy Tomasz Sprężyna: Takie piosenki to powód dlaczego zostałem w Polsce. Chce żeby moje dzieci nauczyły się właśnie takiej Polskości. yaro: Prawie 3 tys. łapki w dół??????Pewnie PONowocześni antypolacy. Flying Eagle TV: Somehow, the Detroit Tigers found this song and used for their firework show at their polish night. etlrduce: I love this!! Greetings from Croatia <3 Umit Abi GT: Greetings Poland from Turkey That Crazy Dude: love from Romania SASHA DE CREIL: i am russian and polish i love my origine !!! <3 Vulcan 14: Over 100 years ago my Polish ancestors left their home for America, I’m going back. I’m a stranger here.
Dark Regis
W zasadzie dałem właściwą odpowiedź na pytanie "jak" w tekstach poniżej, ale spróbuje ją jeszcze doprecyzować. Może nie będzie to stricte o obronie terytorialnej, ale ja uważam, że to pozostaje w nurcie. Jak mówiłem, kiedyś żyłem w pewnym rozdarciu, gdyż wmówiono mi, jak i innym Polakom, że kulturę polska trzeba obcinać i ociosywać, "oczyszczać z elementów", żeby była "czysta" i "polska". Dotyczyło to między innymi muzyki. Jak popatrzy się na repertuar Mazowsza, to jest ten motyw wyraźnie widoczny. Ja nazwałem to roboczo "kolbergizacją". Już kiedyś na tym forum (bodaj u pani Izabeli) pisałem o kłamliwym poszukiwaniu "prawdziwy Polaków" i czym się skończy odrzucanie każdego, którego rodzic lub dziadek choćby w jednej czwartej był "nie nasz". Czyli się "zanieczyścił". Pisałem o tym bodaj w kontekście żydów, ale dotyczy to ogólnego trendu, narzucanego nam poprzez niegdysiejszych "narodowców" przez Ochranę oraz Łubiankę. Tymczasem słyszałem od dziadków, że gdzieś tam za lasem jest "inna" kultura, którą oni się zachwycali. Były oczepiny i zaręczyny, gdy pod dom panny przychodzili młodzi ludzie i na trzy głosy śpiewali ludowe piosenki. Była też cerkiew. To miało stać się dla "Polaków" dziczą. Mieli się na to rzucić i zostawić kolejny krwawiący kawałek słowiańszczyzny Rosji. Łatwo zrozumieć intencje Rosjan, ale dlaczego dla nas to stawało się dziczą? Po prostu nie pojmuję jak nas łatwo robiono w ciula. Otóż odpowiedzi udzieliły mi wczesne lata 90-te, gdy rozpoczęła się ekspansja kultury "ruskiej" na imprezy typu noc Kupały lub festiwale transgraniczne. Na tamtych terenach aktywny był też niejaki Miron Sycz (proszę sobie poczytać w Wiki). Ubijano tam w głowach młodzieży tezę, że ta muzyka i kultura nie jest w żaden sposób związana z Polską, że jest obca, ruska, czyli "tutejsza". Że ta młodzież też nie jest związana z Polską, jest tutejsza i przed polskością winna się bronić. Polacy w tej narracji mieli stać się, tak jak przez wieki ustawiał nas do bicia oraz rozgrywał carat a potem bolszewizm, najeźdźcami i obcymi. Panami, szlachtą, czyli wszystkim najgorszym dla kultury zakorzenionej we wsiach. Na tych imprezach potem pojawiali się jacyś dziwni Ukraińcy i wciskali oczywiście swoje narracje, częstując wódeczką. Wypierali polskość, aż wszędzie zaczął panować język chachłacki jako mniej obciachowy. Tego było już dla mnie za wiele. Nie wiedziałem jeszcze jak, ale czułem że muszę coś z tym zrobić. Muszę to w siebie wchłonąć, przetrawić i wyprodukować przeciwciała. Nie będę powtarzał tu całej treści poniższych postów i wszystkiego tego, co już napisałem na forum w innych miejscach, a jedynie wskażę pewien ciekawy wątek. Kiedyś rozmawiając ze znajomym o muzyce góralskiej i zjawisku Golec Orkiestra zasugerowałem, że gdy zmienią nieco instrumentarium, uwspółcześnią aranżacje i instrumentarium, to osiągną cel podobny, jak Irlandczycy ze swoją muzyką. Nie pomyliłem się.
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć Rozumiem Pana i popieram, ale mnie na muzykę cerkiewna Pan nie namówi. Kiedyś jechałem do Truskawca w autobusie z samymi Ukrainkami (podpitymi). Gdy zaczęły śpiewać swoje castuszki, jedna z nich przerwała i powiedziała, że tu jedzie "polski pan", który nie lubi ukraińskiej muzyki. Rzeczywiście za castuszkami nie przepadam, ale oznajmiłem im, że skoro są u siebie w domu, to ja mogę być tylko słuchaczem. I tak im się to podobało, że swoje przepony pootwierały do maximum. I wówczas, było to wręcz piękne. Gdy wysiadałem w Truskawcu, wszystkie wyszły na zewnątrz, aby mnie pożegnać ze śpiewem. Ale na muzykę cerkiewną nie namówi mnie Pan tak samo, jak na skrajnie odmienny styl - disco polo... Wrócę do tematu, bo żona oznajmiła mi że jest niedziela i wobec tego plan dnia zmienia się radykalnie. Musze wyjść. 
Ryszard Surmacz
@ Zygmunt Korus Panie Zygmuncie napisał Pan tak, że nie do końca rozumiem, co chciał Pan powiedzieć. Wyczuwając intencję mogę jedynie dodać, że znaleźliśmy się w podobnej sytuacji gospodarczej, jak na zachodzie - brak rąk do pracy. Czyli wpadliśmy w pułapkę - młodzież, która powinna zostać w kraju, wyjechała za chlebem. I właśnie tę sytuację wykorzystuje rosyjska polityka, jak zwykle. Co do Ukrainy. Jest ona w dalszym ciągu na rozdrożu - może się cofnąć i porozumieć z Rosją, a wówczas Ukraińcy będący na naszym terytorium okażą się mniejszością. A skoro mniejszością, to Rosjanie będą mieli sam punkt zaczepienia w Polsce, jak  dziś w Ługańsku na Ukrainie, gdzie bronią swojej mniejszości. Co z tego wynika? Wynika problem mniejszości, o jakim się nam nie śniło. Gdyby natomiast nawet, jakimś cudem, Ukraina została przyjęta do UE, to mamy ten sam problem, ale w wersji niemieckiej.  Tak czy siak, jak g...  wyłazi fasadowość (tekturowe) podejście polskich elit, ale też i samego polskiego społeczeństwa, do rzeczywistości. Jeżeli wystąpienie Winnickiego zatkało wszystkim gębę w Sejmie, to jest to bardzo zły prognostyk. To dowód na to, że polskich elit nie ma i że elity wykuwają się one wyłącznie w walce.
Ryszard Surmacz
@ Imć Waszeć No dobrze, ale my nie musimy sięgać do innych, obcych, wzorców. Mamy swoje - oczywiście przedwojenne. A czyż był "Sokół", Strzelec, harcerstwo  (tak znakomicie funkcjonujące w czasie II wojny jako Szare Szeregi), Drużyny Bartoszowe, i wszystkie inne paramilitarne organizacje - oczywiście stosownie do czasów. Nazwa "terytorialsi" dziś statystycznemu Polakowi sugeruje jakieś obce pochodzenie Wojsk Obrony Terytorialnej. Pytaniem istotnym jest co dziś robi Antoni Macierewicz? Dlaczego nie stoi na czele tej formacji? Więcej, gdy go odsunięto, okazało się, ze to właśnie on narzucał standardy. Po jego odejściu chyba we wszystkich strukturach prezydenckich nagle poczuto już taki luz, że laudacje i kampania wyborcza stały się ich programem sztandarowym. A ja jako obywatel i wyborcza, zamiast czuć dumę, a przynajmniej satysfakcję ze zmiany władzy, ogarnia mnie coraz większy niesmak. Po raz kolejny ktoś chce zrobić ze mnie kretyna. Wracając do meritum, WOT jest racjonalną częścią formacji obronnej, bez obecności której armia nie ma bezpośredniego kontaktu ze społeczeństwem, którego ma bronić. Wojsko bez takiego kontaktu jest wojskiem najemnym. Ogólnie ma Pan rację. Niemiecka myśl polityczna i wojskowa jest zupełnie inna niż polska. Istotą niemieckiej jest ekspansja zewnętrzna (Drang nach Osten), polskiej obrona własnego terytorium bez ekspansji zewnętrznej (gonimy wroga do granicy własnej). Proszę zauważyć, że jak Jan Zamoyski szedł na Wielkie Łuki, to szlachta nie chciała uchwalić podatków bo to ekspansja. Właśnie przez tego typu doktrynę sami sobie zaszkodziliśmy. Po śmierci Iwana Groźnego rodzące się państwo moskiewskie można było uspokoić i ukształtować na własna modłę. Stało się inaczej i później zapłaciliśmy rozbiorami. Dziś musimy odwojowywać (rusycyzm) to, co napsuło PO i dodatkowo formować własna strategię. Ale niemiecki rewizjonizm sięga czasów zwycięstwa Prus na Francją w 1871 r. i wielkiej dystrybucji, jaką dostali od Francji. W tamtym czasie przewróciło im się w głowie. Znany jest list intelektualistów do króla, w którym pisano, że Niemcy są rasa panów i powinni panować nad światem. Potem był okres rodzenia się geopolityki i równocześnie idei mniejszości niemieckiej NSDAP, SA, SS itd. Tak, w czasie II wojny, gdy Niemcy wchodzili nie tylko do Polski, ale również do Norwegii, to juz wcześniej mieli przygotowany grunt. Ani Polacy, ani Norwegowie nie zorientowali się, że totalnie szpiegowani. Całkiem, jak dziś w Polsce - przecież partia niemiecka w Polsce jest bardzo tak silna. Na tę siłę procowały dwa niemieckie pokolenia i przynajmniej jedno polskie (większość nieświadomie). Znane są programy niemieckie, zwłaszcza dotyczące ziem odzyskanych, których celem było wyłapywanie zdolnej polskiej młodzieży z cechami przywódczymi (!) i zapraszanie jej od Niemiec na odpowiednia formację i po pieniądze, ale także fundowanie ukierunkowanych grantów, tekturowe pojednanie, itd.
Dark Regis
Gdy się dziś zastanawiam, co właściwie mnie w tej muzyce aż tak uwiodło, to odpowiedzi należy poszukać w podobieństwie do muzyki ludowej właśnie Lubelszczyzny i okolic. Znalazłem kiedyś na Youtube kapelę Rokiczanka i wtedy zdałem sobie sprawę z tej całej manipulacji i tego Matrixa, którego celem było zostawienie nas ze szczątkami naszej pierwotnej kultury. Przykładów nie trzeba szukać daleko i warto dobrze przy tym obwąchać intencje Oskara Kolberga. To jest muzyka polska wbrew wszelkim pozorom! Rokiczanka - W moim ogródecku: youtube.com Rokiczanka - To i hola: youtube.com Inny przykład muzyki pogranicza - Karczmarze "Pogranicze" - Karczmareczka.: youtube.com Rosja kilka wieków manipulowała kulturą polską i etnografami w taki sposób, żeby pozbawić nas oficjalnie elementów folkloru rusińskiego, kresowego, czyli tego wszystkiego, co mieszkańcy wsi i tak słyszą nawet dziś na polskich weselach. Myślę, że nie tylko Rosja. Ale to da się skleić, tak czuję... Mogło się skleić we mnie mimo traumatycznych doświadczeń, to sklei się też w narodzie. Przejdźmy jednak do współczesności. Kiedyś w swoich poszukiwaniach trafiłem na muzykę z festiwalu KaZantip, który odbywał się niegdyś na Krymie. W zasadzie od tego powinienem dzisiejszy tekst zacząć, do tego zmierzałem, lecz nie byłoby wtedy tego całego otoczenia, tła w którym taka muzyka powstaje i ma związek z zagajonym tematem. Tematu niestety nie uda mi się skończyć w jeden dzień, więc w tym miejscu przerwę i podam tylko kilka kawałków luzem na koniec: Arrival And Fonarev Feat. Lika Star - Kazantip: youtube.com Sergey Sirotin & Golden Light – Spellbound Dj Kot Remix: youtube.com Zetandel, czyli Jewgienij Likarenko i Andain w zniewalającym vocal transowym utworze "Much Too Much": youtube.com Duet T.A.T.U: youtube.com Rosyjski deep house: youtube.com  
Dark Regis
PS. Jak zwykle trochę o muzyce. Do Rosjan można mieć wiele zastrzeżeń, ale jeśli chodzi o muzykę, to są po prostu genialni. Dlaczego tak jest, nie wiem. Nawiasem mówiąc wielu z nich to po prostu zruszczeni Polacy, więc może po prostu przejdźmy do rzeczy. Muzyka poważna kompozytorów rosyjskich (nie sowieckich) jest stałym elementem mojego koszyka muzycznego od początku lat 90-tych. Kiedyś kupowałem na CD masowo sonaty, symfonie i rozmaite składanki. Słuchałem tego na okrągło. Rimski-Korsakow, Szostakowicz, Czajkowski. To są rzeczy powszechnie znane, a ja tutaj chcę się skupić na tych aspektach, które mało przebijają się do powszechnej świadomości. Piję do tego, co było przedmiotem fascynacji w naszym kraju przez co najmniej dwie trzy dekady. Nazwano to kiedyś korzeniami słowiańskimi w muzyce, chociaż ja raczej widzę w tym odkłamywanie polskiej kultury, która została wzięta na widelec przez zaborców, a potem przez żydów i celowo zniekształcona, by nas otumanić i wynarodowić. Wcale nie chodzi mi o szerzenie jakiejś ideologii panslawizmu, lecz o czystą muzykę. O czyste doznania estetyczne. Rzucę od razu pierwszy przykład grupy, która swoją drogę wgłąb słowiańskiej duszy rozpoczęła od wymyślenia sztucznego języka. Noc Kupały już tuż tuż, a ja brałem w nich udział przez wiele lat właśnie na wschodzie Polski. Może jeszcze raz Bóg da mi możliwość uczestniczenia w tym wydarzeniu. To zostaje w duszy niczym ostry cierń, który mimo wszystko ocieka miodem. Ponadto to jest dobry kawałek z pogranicza ethnojazzu: Dikanda - Piriwiejsa: youtube.com Dikanda - Staro Nevestinsko: youtube.com Słyszał Pan kiedyś muzykę cerkiewną? Ja nie tylko słyszałem, ja tam byłem, a nawet stałem oko w oko z bat'ką Sawą (Hrycuniak). To jest właśnie muzyka, choć mocno zniekształcona, mojego pogranicza i stron z mojego dzieciństwa. Kiedyś leżałem w szpitalu obok pewnego człowieka spod samej granicy, którego odwiedzała rodzina i cała rozmowa odbywała się w podobnym języku, dlatego nabrałem do tego dystansu. Już mnie to nie przeraża, a wręcz przeciwnie - świetnie rozumiałem jak zrobić to mityczne Międzymorze. Moja wiara w sukces projektu wzmocniła się, gdy poznałem i porozmawiałem ze Słowakami (Zdiar) i Czechami. Ten kawałek trochę bardziej jednak przypomina muzykę ukraińską: youtube.com Linkowana muzyka przypomina mi trochę Milę Jovovich. Proszę zresztą porównać. To jest takie luźne skojarzenie. Milla Jovovich - Clock:  youtube.com Dużo bardziej rozpoznawalny będzie ten utwór - Milla Jovovich - In A Glade: youtube.com Mila Jovovich stała się dla mnie ważna, gdy przypadkiem napisałem kilka tekstów pod jej muzykę. Coś w rodzaju małych form, między innymi do tego utworu: youtube.com
Zygmunt Korus
Ukraińskie zagrożenie na zaproszenie... Oto odnośnik - jak sobie po PiS-ie pojechał narodowiec niezrzeszony Robert Winnicki. Oj prawda w oczy niedługo zakole wszystkich polskich dupków, co bulgają swe durnoty o nacjonalistach nad Wisłą. Brawo Panie Robercie - lapidarnie, ale jakże prawdziwie. Zatkało gęby wszystkim w Sejmie. bibula.com
Dark Regis
Witam. Właśnie z ciekawością i pewnym zaskoczeniem przeczytałem artykuł o armii terytorialnej jako idei zrealizowanej w różnych krajach. W Wikipedii są dwa ciekawe artykuły na ten temat. Pierwszy dotyczy brytyjskiej "armii rezerwistów", a drugi analogicznego projektu stworzonego jeszcze przez Brytyjczyków w Indiach. Army Reserve (United Kingdom): en.wikipedia.org Territorial Army (India): en.wikipedia.org Auxiliary Force (India): en.wikipedia.org Armię terytorialsów ma nawet Indonezja - Rejimen Askar Wataniah: en.wikipedia.org Etiopia: en.wikipedia.org A także Niemcy, ponownie od 1969 roku: dtic.mil Trudno tę ciekawostkę zauważyć, a raczej łatwo przeoczyć, i prawdopodobnie stąd bierze się krytyka polskiego rozwiązania przez niemieckie media i niemieckie partie. Gdy Putin zagarnął Krym, komentatorzy zwracali uwagę na to, że dokonały tego specjalne oddziały terytorialsów rosyjskich, tak więc nie lekceważyłbym żachnięcia niemieckiego. Bundeswehra oficjalnie jest obrazem nędzy i rozpaczy, ale co my tak naprawdę wiemy o garnizonach wojsk terytorialnych Niemiec? U Niemców tego rodzaju koncepcja formacji zbrojnej istnieje od drugiej połowy dziewiętnastego wieku, tak więc zdążyła się dobrze zakorzenić w świadomości społeczeństwa i w strukturze administracyjnej. To dzięki tym rozwiązaniom Niemcy w 1939 roku szli jak burza - gdzie miejsce zwalniał Wehrmacht, tam zaraz wkraczały garnizony. Warto o tym pamiętać, że tego rodzaju formacje były również tworzone w ramach NATO: globalsecurity.org Heer w czasach drugiej wojny: feldgrau.com Zapewne więcej jest w tej oto książce - "Clausewitz and Escalation: Classical Perspective on Nuclear Strategy" Stephen J. Cimbala.
Do wpisu: Czym się różnimy?
Data Autor
Ryszard Surmacz
Zawiódł się Pan na "S". Trzeba zdefiniować pojecie "mieć lepiej". jak ma być to tylko żołądek i lusterko, to lepiej nie będzie nigdy, ani Panu, ani Pańskim dzieciom, a nawet wnukom.  Ale ogólnie może i ma Pan rację, bo najpierw musi się naczynie dopełnić i przelać, by szumowiny wyleciały, potem to już czysta selekcja naturalna. Ale Pan może mieć wpływ na jej przebieg. Ale do niczego nie namawiam.
Ryszard Surmacz
Tak uprawiana filozofia, rzeczywiście nie ma nic wspólnego z nauką. Słyszałem o tym już na początku lat 90.