|
|
Ryszard Surmacz Jeżeli dal się Pan namówić na pisanie książki, to chciałbym dorzucić jeszcze jedną postać, trochę na tej zasadzie, że jak mamy się leczyć ziołami, to rodzimymi, bo pochodzą z tej samej flory bakteryjnej. Co oczywiście nic nie oznacza. Tą postacią jest Wańkowicz - ogólnie. Bardzo pomaga i że tak powiem "uziemia".
Kiedyś miałem sporo kawałków z muzyką elektroniczną . Trzymałem je na kilku płytkach. Były bardzo pomocne w różnych chwilach, owszem pomagały też w czasie czytania. Ale płytki szlak trafił i wróciłem do muzyki klasycznej.
Cieszę się, że udało mi się Pana namówić i proszę włożyć w to serce. Pozdrawiam |
|
|
Dark Regis Nie zmieściły się powyżej linki. Oto kilka propozycji muzyki "dla pisarzy/czytelników", coś jak wybrane pasmo częstotliwości, na którym nawiązują połączenie nadajnik z odbiornikiem :]
Vibrasphere - Breathing Place: youtube.com - Jak już powiedziałem wyżej współczesny świat gnije i trzeba siły rzeki, żeby go z plugastwa oczyścić. Przykładem niech będzie określenie tego, co widzę oczami wyobraźni przy słuchaniu tego utworu. To złoty deszcz, tylko dwa słowa, a jaka kolosalna różnica w rozumieniu treści i pojmowaniu jej wartości dla przekazu :p)) Jednak ten utwór (końcówka) silnie kojarzy mi się z innym, którego słuchałem podczas rozmowy z Galadrielą. Niestety, zgubiłem go gdzieś w mrokach Internetu i dotąd nie mogę odnaleźć.
Tony Anderson - Eyes Wide Open: youtube.com
Oryginalnie podkładem był utwór Ich Troje "Powiedz", choć autora nie trawię wizualnie i w paru innych aspektach też :/ youtube.com
A to było inspiracją dla Śpiewu Deszczu. Piotr Rubik "Psalm dla Ciebie": youtube.com
Na koniec zadam pytanie muzyczne. Zapewne już zdążył się Pan zapoznać przynajmniej z jednym utworem w stylu nu jazz. Zresztą coś takiego linkowałem dawno temu przy poruszaniu tematu muzyki. Jednak czy Pan wie, czy zna taki styl jak triphop? To swoiste połączenie stylu hip hop z trance i downtempo. Nie ma jednak w nim tego wkurzającego szczekania takich małych szarych braciszków wielkich czarnych braci, czyli murzynów. Poza tym jest to bardzo szeroki styl, który graniczy z nu jazzem, funkiem i muzyką w stylu acid albo DnB (drum& bass).
Kawałek bliżej hip hopu. JIM - People in love: youtube.com
Kawałek bliżej nu jazzu: Sic Blue - Rain: youtube.com
Dla porządku coś z new jazzu - wyraźnie zaznaczona sekcja perkusyjna, groovie, choć wokal jest wyraźnie transowy. A bit? Toż to niemal deep house ;)
Parov Stelar - Song For The Crickets: youtube.com
Pozdrawiam.
|
|
|
Dark Regis W szkole średniej trafiłem w bibliotece na arcyciekawą, przynajmniej dla mnie, pozycję. Był to zbiór opowiadań Erskine'a Caldwella. Nie wszystkie przypadły mi do gustu, jednak przynajmniej dwa pamiętam do dziś. Choć stał się swego czasu w naszej strefie politycznej, czyli po tej stronie "żelaznej kurtyny", symbolem "walki z imperializmem", ja uważam tego rodzaju zaklasyfikowania za zbędny balast. Żaden poruszany w literaturze temat nie może być z góry przydzielany do jakiegoś bieżącego politycznego nurtu czy ideologii - no, może po jakichś 100 latach, nie wcześniej - bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie jutro. Wyjątek stanowią "twórcy" ewidentnej propagandy, lecz na takich ja czniam i ich rutynowo lekceważę. Caldwell był wielki, lecz jego czasy były małe. Tak więc w ogólniaku zapragnąłem pisać jak on, choć nawet z wypracowaniami szło mi pod górkę. Nie wiem co mnie wtedy podkusiło do, w sumie beznadziejnego i bezowocnego na ów czas zajęcia, zbierania i notowania wycinków i cytatów z literatury. Dopiero po prawie dwudziestu latach uparcie kiełkująca w mojej głowie myśl, pętlące się niczym bluszcz na fasadzie domu pragnienie, by pisać jak Caldwell, zaczęła się konstytuować w postaci coraz dłuższych form.
Tak, teraz już chyba pójdzie z górki. Muszę Panu podziękować za odbudowanie we mnie tej iskierki pewności siebie, która sprawia, że ludzie mówią, piszą, coś komponują i jakoś irracjonalnie nie wstydzą się tego wszystkiego. W sumie nie ma znaczenia w jakiej formie książka powstaje, gdyż współcześnie nawet książki bez żadnej treści, typu poradniki komputerowe albo inne tytuły z serii "Grafomania dla opornych" mogą zawierać jedną lub więcej płyt DVD. Web daje jednocześnie coś, czego na kartkach książki nigdy nie znajdziemy - hipertekst i dzieła o wielu początkach oraz wielu zakończeniach. Produkcje interaktywne, które wyewoluowały z gier fabularnych. Jest to zupełnie rozwalający duszę na atomy świat nowej literatury. Jeśli życzy Pan sobie, to mogę napisać więcej o tym fenomenie wypływającym z ludyczności i o przyszłości podobnych form. Wspomniane rozmowy na czacie, to były takie właśnie gry słowne z otoczeniem, ze środowiskiem aktywnym, taki zapis pojedynczego przejścia, jednego wątku rozgrywki. Proszę jeszcze raz wrócić do tych małych form i przeczytać je z muzyką. Nie wiem dokładnie jaką, gdyż to zależy tylko od Pańskiej wrażliwości i specyficznych rytmów. Chodzi o wczucie się w pewną atmosferę, która teoretycznie mogła towarzyszyć autorowi przy pisaniu tych słów. Wiem, że to ja byłem autorem ;), ale to Pan jest czytelnikiem i to Pan powinien odebrać ten przekaz. Chciałbym aby Pan dostrzegł niebagatelną rolę muzyki przy tworzeniu i odbiorze tekstu pisanego. Książki też można czytać przy muzyce i zapewniam, że ujawnią takie ukryte światy i takie meandry świadomości, o jakich się zwykłym czytelnikom nie śniło. To jest właśnie świat multimediów.
Erskine Caldwell" pl.wikipedia.org
|
|
|
Ryszard Surmacz Tak, tak to jest. Tylko gdzieś tu nie mamy styku. Pan myśli kategoriami strony czy portalu, ja książką. Być może Pan ma rację, ale książka zostaje. Co za kilka lat będzie z przekazem internetowym - trudno powiedzieć. Każdy boi się archiwum. Trochę też chodzi o to, aby wrócił nawyk czytania książek. Bo książka porządkuje. Polecam Dary losu Pawełczyńskiej. Ona zrobiła coś fantastycznego. To taki zbiór przypadkowych zdarzeń w dokumentach budujący całość dotyczących jej całego życia plus opis (reportaż). Proszę, gdzieś w bibliotece, rzucić okiem na te dwie książki (druga, B. Urbankowski, Józef Piłsudski) i będzie miał Pan obraz. Może Pan publikację wydać w dwóch formach: internetowej i książkowej.
Stajnię Augiasza ktoś musi przeczyścić. Ale najpierw trzeba zacząć od Zachodu. Gdybyśmy coś takiego zrobić w Polsce, to wszystkie GWna wypuszczą na nas, tak samo jak niemieckie ścieki na polską stronę granicy na ziemiach zachodnich. Zresztą, na Zachodzie czyszczenie już się zaczęło. Pozdrawiam |
|
|
Dark Regis Ależ tam był wypełniacz w formie tekstów piosenek, a w tle była muzyka. Zdjęcia to zdecydowanie dobry pomysł, choć ja na stronie ich nie miałem, bo w tamtym czasie portal to były zaledwie jednocyfrowe megabajty. Oszczędzałem na miejscu kosztem formy jak się tylko dało. Bawiłem się przy tym grafiką komputerową, tworząc różne abstrakcyjne nonsensy będące pożywką dla oczu. Co do młodzieży, albo szerzej innych ludzi, to ja również konsultowałem szeroko projekt przed wydaniem, więc wiedziałem już wtedy, że to chwyci. Zresztą wspominałem o tym, iż na życzenie moich rozmówców wysyłałem im CD z całością. Problemem jest tylko ten archaiczny JS, gdyż powoduje on, że strona u nich obecnie nie chodzi. Dlatego ją teraz poprawiam. To, co Pan pisze w drugim akapicie, poznałem organoleptycznie, widziałem na własne oczy to zniszczenie. Widziałem też, jak samą swoją obecnością naprawiałem skrzywione kręgosłupy. Po prostu, że tak się wyrażę, poszedłem pochodzić wśród ludzi ;) Myśli Pan zapewne, że muzykę techno poznałem ot tak z ciekawości. Błąd. Ja po prostu obracałem się wśród tych nieszczęsnych rozbitych i zniszczonych przez używki rodzin z Podlasia, tych Belgijców i zobaczyłem w pełnej krasie istotę tego liberalnego raka. Są nim ci ludzie o dwóch twardych półdupkach, którymi siedzą w dwóch różnych systemach politycznych, ale zawsze (albo raczej aby zawsze) na urzędach. Tu się zaczęło psucie narodu w latach 90-tych i trwa do dziś. To są ludzie stanowiący "państwo" rodem z "Chłopaków nie płaczą". Państwo nam kompletnie na brzegach zgniło i nie trzeba było żadnych sztuczek Sherlocków, żeby to zobaczyć, ani nie będzie potrzeba, kiedy nam je wreszcie zabiorą obcy, bo ludzie w Polsce mają już go dość. To jest celowe działanie. Sceny takie jak dwaj miejscowi policjanci robiący za ochroniarzy miejscowego "gangstera", wokół prawie jawny dil i poróbstwo, szef kryminalnej chlejący wódę z małoletnią kuzynką, która innym razem oskarża chłopaków z biednych rodzin o gwałt i rozpoczyna się mielenie przez sądy, a wujek policjant podpowiada jak i pomaga zgnoić kolesi w rzeczywistości za to, że gromada dzieciaków wracająca samochodem z dyskoteki wysadziła ją pijaną gdzieś na drodze w lesie na jej kategoryczne życzenie i pojechała dalej. W samochodzie zapodział się telefon, ale przecież rodzina policjanta nie będzie się awanturować o takie drobne GWno. Dyskoteki, święta kartofla, odwiedzanie kolejno ludzi z Belgii lub Szwecji na "wakacjach" przebudowujących chlewy na warsztaty samochodowe. Ostatni zajazd na Litwie, albo raczej na Szlachcie, gdzie ktoś musiał stanąć, oczywiście sam w obronie pewnego dzieciaka, być może złodziejaszka, na przeciwko dwóch samochodów zapakowanych na czarno gnojami z bejzbolami. Tak to wygląda na ulicy i nikt dziś nie przekona mnie, że to państwo nie jest GWnem. Jest i dlatego potrzeba nowego Herkulesa, żeby przepuścił przez nie ożywczą wodę, najlepiej wzburzoną falę ze Styksu, która poniesie te wszystkie stwardniałe GWna z powrotem do Hadesu. |
|
|
Ryszard Surmacz Waszmość, to są dobre rzeczy. Gdyby Pan, przestrzenie pomiędzy, wypełnił reportażem i w odpowiednich miejscach zamieścił wiersze, których ma zapewne Pan sporo, to mogłoby wyjść co niezwykłego!!!! Ba, coś, na co młodzież, pozbawiona autorytetu i mająca podobne doświadczenia, jak Pan, czeka. Czeka - n a p r a w d ę! Jest strasznie zagubiona i jej jedyną obroną jest wtopienie się w nową strukturę, w nową rzeczywistość i to bezwarunkowo. Waszmość, to straszne!
Nikt nie podaje jej ręki, nie chcą obalać systemu, który ją dusi i odbiera radość życia. Nic nie mówią, ale boja się. Radości życia szukają w dopalaczach, narkotykach i alkoholu. Dopóki żyją rodzice, mają jakąś kasę i krótką perspektywę, gdy oni umrą, ta krótka perspektywa teżumiera. Umieją się realizować w internecie, a więc w sztucznym świecie, ale i ten chce się im zabrać. Nieustanne siedzenie przed ekranem wygina im kręgosłupy, osadza we flejostwie, wyobcowuje z życia. Namawiam, niech Pan pisze. Teksty, które Pan zamieścił muszą przejść przez korektę (literówka, drobne poprawki). Pozdrawiam.
|
|
|
Dark Regis To nie były czasy PRL-u, gdyż w wtedy jeszcze nie było w Polsce Internetu. To była druga połowa, a raczej końcówka lat 90-tych, gdy strony WWW były jeszcze nowością, nie było książek do HTML-a, nie uczono tego w szkołach, zaś tworzeniem stron zajmowali się amatorzy zapaleńcy. Miałem już stałe łącze w firmie, gdzie pracowałem, gdy jednocześnie większość ludzi albo nie miała dostępu do sieci, albo kisiła się na modemach. Mimo przeszkód byłem wtedy jeszcze dalej niż proste tworzenie stron - ja je programowałem w języku JavaScript. To jest właśnie główny problem, albowiem moje strony są oprogramowane w takim archaicznym slangu JavaScriptu, który dziś nie działa poprawnie w żadnej przeglądarce. Najlepiej zrobię, kiedy po prostu rozbiorę to na części i poskładam na nowo we współczesnej technologii. Jest tam taki skrypt budujący stałe elementy strony po kliknięciu linku do niej (nie było wtedy PHP, a do CGI providerzy nie dawali dostępu), zamiast typowego dziś linku do kolejnego pełnego dokumentu. Kolejne skrypty to fruwające menu oraz dwie gry, no i oczywiście tekst pisany tęczą kolorów oraz inny który za pomocą kolorowania liter wyświetla na tekście obrazy. Taki mój mały wkład w ASCII art ;)
Właśnie niedawno, głównie dzięki Pańskiemu entuzjazmowi, wróciłem do Genesis (tak się ta strona kiedyś nazywała) i mam już zarys planu jak to naprawić. Oprócz starych treści zebrało się też setki postów z różnych blogów i portali. To też są takie małe formy, o których wcześniej wspominałem. Jako przykład może podam kawałek tekstu z 2003 roku, żeby mógł Pan sobie to wyobrazić. Nie będę już tego poprawiał i zostawię jak jest, bo to są takie skamieniałe wrażenia w jednej chwili unieruchomione słowami. Tu widać całe spektrum, od zadumy nad życiem, przez (auto)ironię, po sarkazm:
Zamiast wstępu
"Nie po to zjawiasz się na świecie, abyś sam dla siebie kwiaty rwał"
Możecie mi wierzyć, że prawdziwą męką jest posiadanie wielu talentów. Nie ma czasu na to, by zrealizować się do końca. Choćby się człowiek rozerwał, podzielił, sklonował. Staczam więcej bitew i ponoszę więcej porażek - do tego można się przyzwyczaić. Nie lubię ogranych haseł i spłowiałych sztandarów, za którymi nie stoi już prawdziwa cnota. Wiem też, że nie należy głosić sloganów, że czyni się coś dla ludzi, lecz po prostu to robić. Wizualna kultura niszczy w nas ducha. Tworzy wrażenie, że to co dobre ktoś nam kiedyś pokaże, przyniesie. To błąd, dobro nigdy nie miało wysokich notowań w mediach - to sprawa indywidualna, wymaga pracy i nie przynosi wymiernych korzyści. Szklany ekran nie nakarmi waszych dusz. Jesteście skazani na głód, którego uczycie się nie dostrzegać. Przyjmijcie te słowa dosłownie, bez zbędnych analiz, gdyż nic się za nimi nie kryje. Otwórzcie się i postarajcie w to, po prostu, uwierzyć. |
|
|
Dark Regis (...) Zanim jednak nastąpi ten szczęśliwy moment, jeszcze zdążę narozrabiać. Zdążę nazwać rzeczy ich właściwym imieniem. Wywlec co się da na światło dzienne i dokonać obrzydliwej sekcji. To nic, że uwalam sobie ręce. Zostawię po sobie myśl czystą jak kryształ. Nie ważcie się jej skalać!
*****
Tak to właśnie wyglądało :))) Teraz ma Pan już więcej danych, żeby moje wypociny jakoś ocenić. Nie jest to może Lapidarium, ale przecież nie o to mi chodziło. Miała to być strona o ludziach dla ludzi, o rozmowach i poszukiwaniu Człowieka, jak się sprawy mają widziane moimi oczami, przefiltrowane przez moją wrażliwość, lecz nie koniecznie o mnie. Przy okazji podaje definicję: pl.wikipedia.org
Muzyka... Oczywiście nie wszyscy muszą czuć się dobrze z szybką muzyką. Dla tych pozostałych stworzono specjalny styl zwany downtempo. Jest to domena chilloutu. Przykładów dobrej muzyki w tym segmencie jest tak dużo, że nawet nie staram się jej szeregować. Będzie coś ze smaczkiem lub z pazurem, żeby nie nudziło:
Vibrasphere - Breathing Place: youtube.com
TLOM - Lucid Dreams: youtube.com
ABAKUS - California Sunshine: youtube.com
To jest niebezpieczna muzyka ;) Kiedyś miałem taki kaprys, żeby w grach podmieniać oryginalną muzykę, na muzykę, którą lubiłem wtedy słuchać. W tamtych czasach popularne było coś w rodzaju Enigmy oraz w stylu Above & Beyond, więc któregoś dnia nafaszerowałem tym grę "The Elder Scrolls III: Morrowind". Czarnoksięskie sztuczki okazały się nad wyraz skuteczne, bo gra okazała się tak atrakcyjna i uzależniająca, że człowiek błąkał się w niej godzinami tylko po to, żeby słuchać tej składanki i oglądać kwiatki. Szybko zablokowałem moją wersję gry, gdy którego dnia dobrały się do niej młode, a oczy im nagle zabłysły, zaświeciły tak, jakby ujrzały niebo i raj w jednym pakiecie. Zasada nr 1: dla młodych gra musi być uciążliwa, nudna i nieatrakcyjna, bo gdy zakosztują miodu, to potem nie odkuje ich Pan od klawiatury.
Przykład jak toto wygląda w środku: youtube.com
Zauważyłem, że wielu współczesnych twórców gier również stosuje ten sam chwyt z tkliwą albo modną muzyką, żeby przykuwać uwagę młodych. Przykładem są serie GTA, Saint's Row, czy znane The Sims. Pewien znajomy z Wurm Online powiedział, że Simsy zawsze miały zbyt dobrą muzykę jak na grę, po czym programiści spróbowali tego samego dokonać w Wurmie. Ich preferencje muzyczne trochę się różniły od moich. Lecz skutkiem tego jest w Wurmie coś a la deep house i parę takich tam celtyckich słodkości, zaś ja zacząłem poznawać dub.
Familiar Lands - Wurm: youtube.com
Why You Dive - Wurm: youtube.com |
|
|
Dark Regis (...) Pamiętam ich wszystkich i to, co mi opowiedzieli, co inni zapewne uznają za śmieci, stało się częścią moich przeżyć. To długi i trudny temat - nie będę go tu rozwijał. Powiem tylko, że w ten sposób dobrze przyjrzałem się zagadnieniom buntu i przystosowania.
Żyjemy w systemach, które stwarzają nam iluzję stabilizacji. Przyjmujemy ich optykę i bronimy zawzięcie, bez zastanowienia, ich prawd. Nie wszystkie one są neutralne wobec zagadnienia człowieczeństwa - to banał. Jednak, obok tych ewidentnie wrogich, istnieją pozornie przyjazne, które, gdy się zestarzeją, mają w sobie mnogość jam i wykrotów, w których zwykły drzemać pospolite świnie, opluwające świat naokoło. Jest to forma wrogości.
Pytacie, kto tworzy te systemy? Zwykle ci którzy starają się w nich bezkolizyjnie przeżyć. Każdy system tkwi w ludziach i tylko oni wspólnym wysiłkiem władni są go zmieniać. Problem stanowi to, czy chcą i czy potrafią. Ale to już inna kwestia...
Czat
Czat... Wszyscy, którzy odwiedzili moją stronę wiedzą jak było. Dla przypomnienia powiem, że jesiennie, choć w pełni lata.
Potem mijały dni i nic już mnie nie cieszyło jak dawniej. Zdałem sobie wreszcie sprawę, że w te dni byłem tam tylko dla niej. Nadeszła wreszcie jesień wraz z innym deszczem i melancholią, lecz latem przygodnie spotkany, mój Deszcz, od tamtej pory nie pojawił się na czacie. Pozostały mi jedynie wspomnienia tych chwil, które spędziliśmy razem. To już przeszłość.
Pojawiam się teraz rzadziej, ale za to wtedy, kiedy trzeba. Trudno jest znosić własne nastroje, ale jeszcze trudniej nastrój dostosowywać do gustów innych. Być gaszonym przez tych, którzy zamiast zrobić użytek z gadki i ustami tłustymi od golonki, ziejąc piwem, bajerować puszyste kelnerki w motelowym barze, trawią czas na powtarzanie wciąż tych samych kilku zdań na czacie - to czasami mnie przerasta.
Tak oto, w minorowym nastroju, rozpoczynam drugą edycję swojej strony. Trzecią wielką podróż w nieznane. Nie wiem co to będzie, podobnie jak nie wiedziałem poprzednim razem. Byt, który w efekcie się narodził, czerpał inspirację z czata, fantazji i osobowości ludzi, z którymi dane mi było rozmawiać. Dziękuję wam za to wspólne dzieło.
Gdyby nie kropla szaleństwa, znudzilibyśmy się sobą.
Śmierć dla idei
Jeśli kiedyś piękno będzie leżało na śmietniku, sięgnę po nie bez wahania. Oczywiście, jeśli zdążę. Czuję, że umieram i nie jest to jedynie czcza figura retoryczna. Ten świat - wasz świat, zabija mnie każdego dnia po kawałku. Myślę jednak, że to dobrze... dobrze jest zamienić się choćby w roślinę, by nie widzieć tego wszystkiego, co mnie otacza. Chcę być daleko, z tą chwilą, gdy wszystko w około stanie się szambem, w którym radośnie podrygują jedynie białe robaki. (...) |
|
|
Dark Regis Wokół misia
Lubię filmy zrealizowane w latach peerelu. Zaszyte są w nich subtelne aluzje, których wkrótce nikt nie będzie rozumiał. Przykładem może być komedia "Niebo i piekło":
W trzech kotłach na wolnym ogniu smażą się najwięksi zbrodniarze w dziejach. Z pierwszego, dużego kotła, dochodzi głos buńczucznego przemówienia w języku niemieckim. W przypadku drugiego, mniejszego, sprawa jest podobna, tyle że po włosku. Pozostaje trzeci kocioł - największy. Milczenie. Jak myślicie, kto w nim się znajduje?
Teraz porównajcie sobie kino tamtego okresu z brutalną dosłownością filmów współczesnych.
Innym przykładem, zresztą docenionym przez wielu, jest dorobek Stanisława Barei.
Śpiewana przez Ewę Bem na zakończenie filmu "Miś" kolęda, w połączeniu z poetyckim wyjaśnieniem znaczenia słowa tradycja, jest, według mnie, małym arcydziełem. Można w tej scenie dopatrywać się treści uniwersalnych, jednak prawdziwe znaczenie ma ona dla nas, Polaków.
Pamiętajcie, co stało się z misiem.
Gdy w swoich prześmiewczych filmach, Bareja ukazywał oblicze peerelowskiej rzeczywistości, absurdalnej, wulgarnej i cynicznej, czynił to w nadziei, że może coś w przyszłości się zmieni. Jakże się pomylił. Taniec chochoła trwa, a tradycją stały się zachowania godne kanałowego szczura, wyuczone w tamtym okresie. Nadal przeciętny Polak załatwia, kombinuje, kręci, stosując ograne chwyty, a istniejące prawo i nowy obyczaj przychodzi mu w sukurs.
Modlę się, by doczekać narodzin nowego Barei i... chyba zawsze już będę myślał różewiczowsko.
Wróg w nas
Tego, co jest w ludziach ludzkie, nie powinno się skazywać na zapomnienie. To musi przetrwać, aby przyszłe pokolenia nie otrzymały po nas w spadku jedynie zmanipulowanych statystyk. Ze wszystkich epok znamy jedynie igrzyska, nie znamy zaś smaku chleba.
Z mojego dzieciństwa pamiętam stale przewijający się motyw: manipulacje tych, których zwą nauczycielami i - zawsze, niezmiennie - bunt, który te działania wywoływały we mnie. Stąd, po latach, pozostała mi nauka, że nie ma bezinteresowności w manipulacji i nieskazitelnych buntów. Prawda i cnota mogą stać się udziałem obu stron konfliktu. Wojna nic nie zmienia, tylko przesuwa problem w czasie. Tymi metodami niewiele można zdziałać, dopóki nie zmieni się samego siebie. Wszystko czym żyjemy, żyje w nas.
Z drugiej jednak strony, wiem, że każda propozycja typu, "zacznij od siebie" jest właśnie manipulacją - ma na celu wywołanie poczucia winy. Wiadomo bowiem, że prawie każdy, pozostawiony samotnie w swojej walce, ma ogromną szansę doznać porażki. Ludziom złamanym ciężko jest się podnieść.
Miałem w życiu wiele rozmów z ludźmi, którzy koniecznie chcieli podzielić się ze mną swymi przeżyciami. Nie pomylili się. Jestem zwierciadłem czasów, w których żyję. (...) |
|
|
Dark Regis Psy
Ty chcesz mnie oceniać? Ty, dla którego wszystko ma swoją wartość wyrażoną pewną ilością brzęczących monet. Jeśli zasiadam powyżej ciebie przybiegasz skulony jak pies, lizać mi rękę. Odwracasz się ode mnie z pogardą, gdy układ ten - zresztą przyjęty dobrowolnie przez ciebie - z racji pewnych przetasowań się kończy. Dobrze, możesz zająć moje miejsce. Możesz zając każde miejsce, które chcesz, lecz jesteś psem. Nie dziw się więc, gdy ktoś będzie tobą pomiatał. Zgodnie z newtonowską zasadą.
Zresztą, co ja ci tłumaczę - to twój świat...
Rodzimy się z umiejętnością sprawowania władzy, a odchodzimy w pogardzie. Dobrem naszym jest polityka, orężem szyderstwo, na ołtarze wynosimy oszustwo i nikczemność. Nie ma złych środków, które prowadzą do celu. Tylko czym jest ten cel? Nieważne. I tak pewnie jest zbyt daleko, by się teraz trudzić myśleniem.
Praca nam szkodzi, więc wykonujemy ją źle, lekko wdychając opary nieufności. Ten, kto pracuje lepiej, zapewne jest naszym wrogiem. Bezczelnie czerpie z tego jakieś korzyści. Niszczymy go.
Wierzymy, że gdzieś jest inny świat, w którym warto żyć. Stale, od nowa staramy się upewnić, że w tym, który tworzymy, możliwa jest jedynie wegetacja. Świat zaś pędzi do przodu i nie zaczeka, aż poradzimy sobie z naszymi fobiami.
Nigdy nie czekał...
Największymi ludźmi zwykle nie bywają ci, na piedestale, lecz zwykli, szarzy, przytłoczeni bagażem zmartwień niepoprawni optymiści.
Dylemat innego
Ludzie przystosowani, ułożeni, gładcy... Radosna wiara w schemat czyni z nich automaty - tyleż skuteczne, co zimne. Bez tej protezy rozumu są nadzy i żałośni, ale nie bezbronni. Mają algorytm, który pozwala każdą rzecz objąć którymś ze znanych wzorów. Mówią przy tym dużo i mocno pracują rękami. Bez obawy, nie zamienią się w skrzydła.
Jakże czasem mnie śmieszy ich skłonność do otaczania się frazesami... Subtelnie różnią się od tostera jedynie ledwie zauważalnym skrzypnięciem, którym od czasu do czasu manifestuje się w nich obecność czegoś więcej niż aparatura. To coś zwykle śpi.
Szczęką przegarniają rzeczywistość jak buldożer. Pozwalają zawładnąć sobą otaczającym szumom. Toną w nich i są bezpieczni. Cenią to co zwykłe.
A inne?
Nie dostrzegają pereł, które są gdzieniegdzie ukryte. Najgorsze, że zagrzebują je przed innymi, zupełnie na odwrót niż truflowa świnia. Żyją, ze zdeptanym zmysłem piękna - i to jak żyją...
Ale każda wegetacja ma swój kres. Gdy wszystko w nich zaczyna więdnąć, odpadają przyklejone uśmiechy. Rozpoczynają ucieczkę przed nieuchronnym, broniąc się dosłownym nazywaniem rzeczy. Zwą to doświadczeniem - wolno im.
Cóż, po latach zbijania bąków i tak lepiej prezentuje się martwa natura z nocnikiem.
A świat? Gdzieś się toczy....
*** Te teksty powstały dzięki ludziom, których miałem wątpliwą przyjemność poznać w życiu *** |
|
|
Ryszard Surmacz @ Imć Waszeć (odpowiedzi lokują się tam, gdzie chcą)
Dopiero przed chwilą przeczytałem Pański komentarze nt. własnych doświadczeń oraz muzyki z poprzedniego mojego wpisu. Przepraszam, ale tak żyję.
To, co Pan napisał w części wspomnieniowej jest nieprawdopodobnie fantastyczne. Mnie, aczkolwiek w życiu spotykałem przeróżnych "wariatów", coś takiego nie było dane. Proszę wziąć biografie Piłsudskiego napisaną przez Bohdana Urbankowskiego i przeczytać pierwszych kilkanaście stron. Zobaczy Pan w jakich warunkach wychowywał się Marszałek. Tamto doświadczenie na ziemiach zachodnich powtarzało się po II wojnie. Ale, jak widzę Warszawa należała już do innego świata. Na zachodzie Polski wykuwało się coś, co ma wymiar ciągłościowy. Natomiast w Warszawie, nowa rzeczywistość - niezwykle dynamiczna i nie mająca granic w przestrzeni. Proszą Pana, gdyby znalazł Pan czas i opisał to środowisko (zapewne jeszcze peerelowskie), dostarczyłby Pan nie tylko polskiej literaturze cennego dzieła, ale również byłby to chyba najbardziej płodny czyn pedagogiczny. Proszę się zastanowić i puścić wodze, resztę popłynie samo - samo! Gorąco namawiam. Pański plastyczny język znakomicie da sobie radę z tym tematem. Pisząc, przeżyje też Pan wspaniałą przygodę. Ujmuje Pan obszar, który nas tworzy i wypływa z samych korzeni, choć do końca nie rozumiemy dlaczego tak się dzieje. To tajemnica. Proszę ją opisać.
Muzyka, jak wszystko, wymaga czasu, poświęcenia i mozołu. Nie wiem ile mi jeszcze zostało tej lotnej chmury, tego Liścia, która jest w stanie przenosić nie tylko deszcz, ale również burze i pioruny; na ile może zmęczyć swoim brakiem, a na ile ochłodzić swoim cieniem. Obraz ujawnia się po czasie. Potem albo zniechęca, albo porywa. Decyduje prawda.
Obiecuję, że zrobię sobie kilka dni wolności i, bez reszty, zagłębię się w muzykę. To kiedyś nastąpi. Ale już teraz zaczynam jej słuchać inaczej, czyli z ciekawością. A to duża zmiana w odbiorze. Jeszcze nie mogę o niej rozmawiać, mogę tylko słuchać. Zacząłem czytać książkę o teorii muzyki i stylach, którą sobie kupiłem, ale doszedłem do momentu, że ktoś pewne rzeczy musi mi pokazać i nastroić moja wyobraźnię.
Serdecznie pozdrawiam i namawiam do pisania. |
|
|
rolnik z mazur Waldek Bargłowski Zychowicz ją tylko dobrze sprzedał. Teza pochodzi raczej od prof. Pawła Wieczorkiewicza. Angole nas w tą wojnę wmanewrowali objecując gruszki na wierzbie - i tyle w temacie. Można śmiało powiedzieć, że ją przegraliśmy na wszystkich frontach. Pzdr |
|
|
wielkopolskizdzichu "Mała Chorwacja wygrywa z Ruskimi właśnie"
Bardzo ładnie wyglądała loża honorowa |
|
|
Ryszard Surmacz Projekt chiński 16+1 projektowany był z myślą o Polsce, jako liderze Europy Środkowo-Wschodniej. W 2012 Chińczycy założono swoje Biuro w Warszawie i cisza; potem Orban przyjeżdżał do Polski i wołał, że jesteśmy liderami w regionie. Niewiele pomogło. Potem było, jak Pan pisze, ale Chiny nadal nie potrafią rozmawiać z taką ilością państw na tak małym terytorium. Być może dlatego do dziś niewiele tu zainwestowały i być może, że w odpowiednim czasie nie dogadały się z Polską. Duda, będąc w Chinach podbijał bębenka Chińczykom współpracą z Japonią. Orban czuje politykę, nad Wisłą, niestety - nie. |
|
|
Ryszard Surmacz To jest teza Zychowicza. Jutro muszę rano wstać, tekst mojej polemiki prześlę Panu przy okazji. Ale to absurd, który byłby bardzo niebezpieczny w skutkach - szczególnie dzisiaj. Znam typ Pańskiej argumentacji i nie będę już wchodził w żadną dyskusję. To naprawdę nie ma sensu. Mam duży margines tolerancji, ale trudno mi zaakceptować politykę wstydu - bo do tego się w gruncie rzeczy to sprowadza. Od dziecka jestem słuchaczem, potem uczestnikiem, dyskusji narodowców w piłsudczykami. Ci ludzie myślą podobnie, ale mówią innym językiem i na siłę szukają różnic. I właśnie słowa czasami potrafią tak podzielić, że potem sami nie chcą w to uwierzyć. Ludzie, dla których Polska jest ważna, znajdują się wbrew sobie po obu stronach barykady. Próbowałem to przełamać, ale materia okazała się mocniejsza. Chorwacja wygrała!! Pozdrawiam |
|
|
Ryszard Surmacz Tak może być, ale wszystko zależy od poziomu elit. |
|
|
Ryszard Surmacz Nie, to nie tyle ubecja, co geopolityka. Dopóki nie zorganizujemy świadomego społeczeństwa, dopóty będziemy płacić frycowe. Co do przejęcia szpiegów, tak, to stara zasada, aby przejmować ludzi z określoną kompetencją. Po II wojnie Amerykanie skaptowali wielu SS-manów, facetów od rakiet. To samo zrobili Ruscy, Argentyńczycy, ale ostatni nie potrafili ich umiejętności wykorzystać. Dziś robią to Anglicy.
Wielu "opiekunów" działaczy "S" z biletem w jedna stroną było oddelegowanych ze starych polskich służb. I tam do dziś robią zamęt. Prawdopodobnie działaczy "S" przyjmowano pod warunkiem zorganizowania im patronatu. Ponadto wielu z nich urządziło się na Zachodzie i tam pozostaną dyspozycyjni w następnym pokoleniu. Nie ma co liczyć na zrozumienie kogokolwiek. I z tego musimy wyprowadzić jakiś logiczny wniosek. Ale to tego potrzebne jest inne myślenie. |
|
|
Anonymous P.S. Mają lepsze kontakty z Chinami skoro...
"W maju br. (2017) Chiny podniosły relacje z Węgrami do rangi wszechstronnego partnerstwa strategicznego. Węgierskie zaangażowanie w chińską inicjatywę Pasa i Szlaku jest częścią koncepcji polityki zagranicznej rządu Viktora Orbána.
Ponadto Bank of China ulokował w 2014 r. w Budapeszcie swoje centrum regionalne. W tym samym roku utworzono na budapeszteńskim Uniwersytecie im. Loránda Eötvösa ośrodek szkoleniowy Instytutu Konfucjusza dla nauczycieli języka chińskiego w Europie Środkowej i Wschodniej. W siedzibie Węgierskiej Akademii Nauk w kwietniu br. z kolei powstał pierwszy w Europie instytut Chińskiej Akademii Nauk Społecznych (CASS)."
pism.pl
Orban lepiej odcina kupony z lokalizacji. |
|
|
Anonymous Właśnie tak odebrałem delegację Gowina. Trójmorze? Centrum zlokalizowało się na Węgrzech. Bo Orban gra w karty. I dlatego, że krzyżują się tu interesy Niemiec, USA, Rosji po zmarginalizowaniu roli Polski. A to dzięki polityce PiSDudy. Nie bez udziału PONowoczesnej.
Proponował Pan Unię Polsko-Węgierską - od personalnej czas zacząć. |