Otrzymane komantarze

Do wpisu: KRAKSA ROKU
Data Autor
Tym razem Baterowicz daje się nam poznać również jako ekspert nie tylko od katastrof lotniczych (przesądził już dawno o  "smoleńskim zamachu", o którym wie każde dziecko w Polsce) - przesądził autorytatywnie o winie kierowcy seicento uczestniczącym w wypadku premier Szydło, a nadto kilkakrotnie zasugerował, że to miał być zamach. Koniecznie powinien więc znaleźć się w gronie tzw. ekspertów w komisji Macierewicza.  A co nam Baterowicz powie o wypadku tego ministra sztuki wojennej? Czekamy z niecierpliwością! "P.S. Komentarze na blogach są najczęściej pożyteczne, lecz majaki pewnych hejterów ( jak „sakramencki Pedro” – określenie dał domasuł ) wywołują już salwy śmiechu i są niczym bzykanie komara gdzieś na orbicie Jowisza! Tym hejterom wydaje się, że są w stanie wyprowadzić w pole inteligentnych czytelników." U inteligentnych czytelników salwy śmiechy wywołują  z upodobaniem nadużywane przezwiska i niby dowcipne określenia zachowań znanych publicznie osób, albo przekręcanie nicków, którymi posługują się tutaj komentatorzy spoza kręgu TWA - i to jest dopiero bulgot. Starczy bulgot,  może w wyniku starczego zdziecinnienia - taka zabawa na podwórku w przezwiska. A sam autor tych pomysłów  posługuje się na tym blogu  nie swoim prawdziwym nazwiskiem ,a tylko pseudonimem literackim.  
Czesław2
forsal.pl Być może to była kraksa roku.
Do wpisu: SZAMBO BULGOCZE
Data Autor
Dark Regis
No i co ja mam na taką gadkę odpowiedzieć? Nawet przyganiał kocioł garnkowi tu nie pasuje. Może niebawem pojawi się w kioskach w Warsiawie zestaw podręczników do nauki języka madagaskarskiego, to waść zajmiesz się wreszcie czymś pożytecznym w życiu, zamiast po ciężkiej i wytężonej pracy w resorcie, trollować nocami na prawicowych blogach. Taki podręcznik, dialogi, ćwiczenia, fiszki oraz kajet do kaligrafii, wreszcie plastikowy globus Madagaskaru do samodzielnego sklejenia, to byłoby zajęcie w sam raz na długi czas. Gdyby zestaw pojawił się już dzisiaj, to do zestawu dorzucono by jeszcze po pączku. Smacznego: Tuptuś na drogę youtube.com
Jeszcze jeden przykro doświadczony za swoje sprawki i wściekły, że dał się złapać, rzyga wymyślonymi bajkami o działalności organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości - takich właśnie typów pełne są więzienia całego świata. Żenada, mocium Imć Waszeci, żenada!
Dark Regis
Drogi autorze, oni mają dużo więcej za uszami niż tylko kradzież tych nieszczęsnych pendrive'ów, kawałka wiertarki i pół pęta kiełbasy. Kiedyś na prowincji do różnych prywatnych firm, sklepów i księgarni, wchodziły podejrzane łyse typy bez karków, które grzecznie prosiły właścicieli o wspomożenie finansowe na zbożne cele. Czy cele mogą być zbożne, czy nie, to już zmartwienie speców od więziennictwa. Jednak w środowiskach, gdzie każdy zawsze dobrze wiedział kto z kim, co, kiedy i po co, niemożliwość złapania bandytów za rękę wydawała się jakimś kuriozum. Gdy doniosło się o wszystkim miejscowemu panu prokuratorowi, wzruszał tylko ramionami i informował, że jak ktoś jest naiwny, to pieniądze w kapitalizmie mogą znienacka zmienić właściciela. Ukradli ci samochód, pan prokurator poucza, że kradzieże się zdarzają; tysiące samochodów ginie w POlsce bezpowrotnie i nikt nie robi z tego afery. Pobili cię na ulicy, pan prokurator doradza, żeby nie szwędać się bez potrzeby po podejrzanych miejscach; tym bardziej nie prowokować bójek, bo można iść siedzieć. Paranoja? I to jaka. Na skalę ogólnokrajową. Pan prokurator robi tu tylko za figurę retoryczną, bo to samo dotyczy sędziów, policjantów, a nawet adwokatów. Zbiorowa zawodowa lub raczej resortowa ślepota, amnezja i letarg. Nic nie wiemy, nic nie możemy, nic nie umiemy i nic nie mamy zamiaru z tym zrobić. Minęły dzikie lata 90-te, początek dwutysięcznych, wreszcie za PO nastał moment, że system już prawie się domknął. Lecz stare nawyki i miłości pozostały. Jak POtworzyły się dipole, tak tkwią w systemie po dziś dzień. Jeden kradnie, drugi pilnuje, żeby go nikt nie łapał. Jeden diluje, drugi filuje na podsłuchu, żeby przypadkiem nie wpadł w jakiejś przypadkowej akcji. Jeden mandatami ściga klientów dziewczynek po lasach, drugi dba, by wygodnie dotarły do hotelu, bo przecież ten pierwszy musi się po pracy wyluzować. Myśli Pan, że jak PIS doszedł do władzy, to coś się w układzie dipoli załamało, zacięło, zwarło? Nic podobnego. One trwają, przyczaiły się tylko bardziej, i czekają czasów, kiedy już PIS będzie wyskakiwał przez okna. Na to liczą. Dlatego mam smutną wiadomość dla wszelkich miłośników ekumenizmu i narodowej zgody. Za późno, mleko się rozlało. Teraz albo My albo Oni. Kiedyś śledziłem ten wątek bardzo uważnie, bo zbulwersowało mnie wielce to, co opisują doprowadzeni do ostateczności ludzie tutaj: aferyprawa.eu . Ale teraz wrzuciłem sobie na luz, bo to już nie jest zagadnienie lokalne. W międzyczasie część dipoli porobiła sobie znajomości i plecy w służbach zachodniej Europy, m.in. przez szkolenia Europolu i wymiany. Z tego powodu jest tak jak w wyjaśnieniu Einsteina czym jest radio. Tarmosisz sędziego w Pipidówie, a ryczy łeb w Palermo, albo w Croydon. Wszystko dlatego, że "nasza" elita uwierzyła, że w zjednoczonej Europie Polski już nigdy nie będzie. youtube.com
Ręce i szczęka opadają czytając teksty  Baterowicza, z których ten ostatni to już Himalaje nienawiści, pogardy i manipulacji. Czy to starcza zgorzkniałość i pretensje do losu za nieudany żywot, który kiedyś może dobiec kresu gdzieś na Antypodach zamiast w ojczyźnie? W takim razie należałoby autorowi współczuć, zwłaszcza iż marnuje on swój literacki dorobek i  - jakby się mogło wydawać -  dość wysoki potencjał inteligencji. Autor chyba dużo czasu poświęca na wymyślanie chwytliwych tytułów swoich enuncjacji, a ten właśnie pasuje jak ulał do treści niniejszego tekścidła. Pola do polemiki z autorem w takim stanie rzeczy tu nie ma. Na zakończenie może tylko warto zwrócić uwagę autora,że ustawiczne opluwanie  sędziów jako szajki szumowin, przestępców, złodziei  przynoszących straty Państwu, bredzenie o szambie bulgoczącym w krtani prof.Rzeplińskiego - to już bardzo poważny sygnał, że coś się dzieje (i bardzo szybko postępuje) z psychiką lub umysłem autora. To już przestało być śmieszne i pozostało tylko żałosne. Panie Baterowicz, weź się w garść, nie wstydź się zasięgnąć porady specjalisty - mówię to bez złośliwości narażając się jedynie na obrzucenie mnie przez pana niewybrednymi inwektywami.
Do wpisu: "Demokracja" Schetyny i Petru, a demokracja w Australii
Data Autor
Zabolało? Miało zaboleć, bo prawda (w tym przypadku trafne porównanie) czasami boli. Baterowicza tak bardzo,że zamilkł, natomiast jego konfratrzy ujadają, jak nie przymierzając imperialistyczne psy gończe albo zaplute karły reakcji (niepotrzebne skreślić).
Ula Ujejska
No popatrz Pan, jak on dobrze pamięta cytaty z programu swojej starej partii i próbuje przepytywać innych? Ciekawe czy Manifest Lipcowy potrafi także zacytować z pamięci? Pewnie tak, bo inaczej nie kupili by mu kompa do trolowania w sieci :)
gorylisko
no patrz pan...uderz w stół a nożyce się odezwą...ale oczywiście nic przeciw partii nic poza partią...program narodu programem partii a w ogóle to pokojowego nobla dla petru, schetyny i andrzejka warszawki...
gorylisko
znaczy się co ? to może od razu Duda złoży dymisję przeprosi rzeplińskiego że zajął jego miejsce Szydło zaś na piechotę do brukseli do tuska bram w pokutnym worku posypawszy głowę popiołem... a potem wszyscy posłowie PiS będą gremialnie całować cztery litery niesioła...
Długo tym razem trwało, zanim nasz bloger przejrzał, a następnie wybrał odpowiednie fragmenty ze swoich poprzednio zamieszczonych tu tekstów. Ale warto zauważyć ten oto fragmencik dzisiejszego wpisu: "w Australii Bill Shorten - lider Labour Party - przedstawił rzeczowo program swojej partii, przemawiając ( 31 stycznia) w National Press Club w Canberra, a następnie przemawiał aktualny premier Malcom Turnbull ( Liberal Party) referując propozycje rządu. Wzajemna kurtuazja." Słowem: Wersal, Francja, elegancja. I oczywiście autor miał przez to wskazać na różnice w relacjach rząd-opozycja w Australii i w Polsce. No bo różnice są i to gigantyczne: w Polsce rząd wraz ze swoim prezydentem uważa opozycję za gorszy sort obywateli, który przeszkadza w rządzeniu, bo jest antypolski i potrafi tylko jazgotać (pan prezydent dixit), będąc w zasadzie na usługach zewnętrznych i wewnętrznych wrogów. Idący z góry przekaz podchwytuje skwapliwie ciemny lud, który wszystko kupi (Jacek Kurski dixit) i w swoich atakach na oponentów PiS używa jedynie inwektyw, obelg i wyzwisk - exemplum: troglodyci, jaskiniowce, hultaje i t.p. Na koniec pytanie do autora: kto wypowiadał takie stwierdzenia i opinie: "Kto dzisiaj występuje przeciwko naszej partii i krytykuje nasz rząd, ustawia się w szeregu wrogów naszego narodu.", a także: "Rząd rządzi, ale to partia kieruje - program partii programem narodu" ?
smieciu
A skąd pan nie wie że nie jest? :P Nasz świat jest dziwniejszy niż się z pozoru wydaje. Przynajmniej ja doszedłem z czasem do takich wniosków. Tak czy siak system dwupartyjny gdzie rządy danej partii nie wiele różnią się od rządów drugiej partii, gdzie grzecznie się zwraca uwagę na jakieś detale to przecież rządy jednopartyjne. Kiedy do głosu dochodzi np. lewe albo prawe skrzydło. Jak np. w PRL gdzie przecież rządy takiego Gierka różniły się od rządów Gomułki pewnie bardziej niż rządy w Australii. A partia jedna była. Tak więc jaki spisek? Skoro nie ma w sumie wyraźnych różnic. Zresztą już ktoś tu pisał. Rządzenie polega po prostu na spiskowaniu. Na zawieraniu różnych układów, dogadywaniu się w gabinetach itd. Tylko drobna część jest jawna. Przykładowo co my wiemy o układzie między USA a rządem PiS? Znamy jedynie jakieś ogólniki podane dla prasy. Wszystko opiera się na „spiskach”. Wałęsa był spiskiem. Solidarność i Okrągły Stół był spiskiem. Cała III RP była spiskiem. Jak pan chce bez spisków opisać historię? Co by z niej zostało? Spisek jest najnaturalniejszą rzeczą na świecie. To wiara w demokrację i jawność jest dziwna i naiwna.
smieciu
No piękna demokracja i kurtuazja. Pewnie się tam razem spotykają na jakimś golf party. Przy szklaneczce wina uzgadniają co powie premier a co szef opozycji i z poczuciem dobrze wykonanego wykonanego obowiązku biorą się za grę w golfa. Nie wracając np. do roku 1975. Kiedy demokratyczny premier został zdymisjonowany przez królową angielską za pomocą gubernatora. Dzięki czemu sympatyczne partyjne golf party znów są takie ... kurtuazyjne. Wciąż pod ojcowskim wzrokiem gubernatora Australii wyznaczanego przez królową angielską.
Jabe
Jak w Australii jest rozwiązany problem obstrukcji parlamentarnej?
Do wpisu: AUTORYTET Z LISTY AGENTOW?
Data Autor
Misiu, piszesz do autora "ex-Polacy", a za chwilę będziesz się kmiotku krakowski domagał od innych kultury w odpowiedziach? No cóż, tak cie wychowano, na ideach takich jak Bauman i inni, których przywieziono do Polski na ruskich czołgach. Oni nie rozumieli tego tak jak ty, że Polakiem jest się nawet wtedy, kiedy ma się obcy paszport. Ta socjalistyczna skaza zawsze was demaskuje i wasze intencje. O polskości świadczą całkiem inne rzeczy niż te, które ty tu próbujesz forsować do autora. "Posowieckie plemniki" nigdy tego nie ogarną - żeby to zrozumieć trzeba być POLAKIEM.
Do wpisu: TROGLODYCI W AKCJI
Data Autor
Wystąpienia marszałka były na żywo. Nie wiadomo o jakich dziennikarzach "chcących zmian" mówił marszałek, bo na tym spotkaniu z dziennikarzami zorganizowanym przez marszałka nikt nie był za zmianami.
A gdzie dokładnie (na jakim programie TV lub internecie) zmontowano takie oświadczenie Karczewskiego? I jacy to dziennikarze z mediów "narodowych" chcieli takich zmian,zamiast powrotu do starych zasad?
A bo to pierwszy raz nie dotrzymała władza danego słowa?!
I jeśli można jeszcze jedna uwaga. Dziennikarze mieli wrócić do pracy na starych zasadach. Wczoraj okazało się, że zostały jednak wprowadzone pewne ograniczenia. Przykre, że PiS nie potrafiło dotrzymać słowa.
Gdyby nie protesty opozycji nie byłoby dziennikarzy na galerii sejmowej/ w budynku Sejmu. Odsyłam Pana blogera do konferencji marszałka Karczewskiego na której przekonywał on, że dziennikarze chcą zmian i że będą zadowoleni z pomieszczeń socjalnych.
Kolejny dowód na to,że zaczadzeni PiS-em nie potrafią inaczej polemizować, jak za pomocą inwektyw i obelg. No, cóż -przykład idzie z góry.
Kolejny dowód na to,że zaczadzeni PiS-em nie potrafią inaczej polemizować, jak za pomocą inwektyw i obelg. No, cóż -przykład idzie z góry.
Widać, że autor komentarza na chwilę oczu nie oderwał od czerwonego paska w swojej ulubionej telewizji. Z chamstwem - a chamstwem nazywam trąbienie do uszu, obrzucanie obelgami, popychanie i blokowanie przejazdu - nie rozmawia się na argumenty, rozmawia się za pomocą środków prawnych. Policja publikując wizerunki osób poszukiwanych w związku z łamaniem prawa 16 grudnia (jak śmiesz użyć w tym kontekście zwrotu 'wydarzenia grudniowe'?!) robi dokładnie to, co robi w przypadku innych łamiących prawo, choćby złodziei złapanych w kamerach przemysłowych. Nagle to, co było normą, staje się metodami stalinowskimi? Diagnoza: za dużo GW i TVNu. Gdyby były jakieś szanse na powrót rozumu, zaleciłabym wyrzucić odbiornik przez okno, wyjść na spacer i więcej informacji czerpać u źródła. Na przykład taki Nitras sam sobie wystawia świadectwo, nagrań z burd pod Sejmem też nie brak na yt. Ale mam wrażenie, że to kolejny beznadziejny przypadek.
@Domasuł A skąd się biorą tacy nawiedzeńcy jak Domasuł, którzy uważają, że dyskusja na blogu ma polegać na wzajemnym sobie przytakiwaniu i stosowaniu wszelkich zasad TWA? Czy słyszeli oni o czymś takim jak rzeczowa, merytoryczna argumentacja nie zastępowana inwektywami i propozycjami opuszczenia blogu?
Ci, którzy nie na Antypodach znają najlepiej polską rzeczywistość, ale w Kraju ojczystym nad Wisłą żyją, przyznają się lub nie do oglądania kolejnych odcinków "Ucha prezesa". Przyznał się do tego nawet sam prezes - główny bohater tego satyrycznego serialu. A jak mu się podobało, jak się cieszył z tej ciętej niezwykle satyry! Pokazuje bowiem ona nad wyraz blisko rzeczywistości, że prezes otoczony jest zgrają niedouczonych, przygłupiastych lizusów i wazeliniarzy, którzy drżą o swoje stołki. A są to przeważnie politycy zajmujący najpoważniejsze stanowiska w Państwie Polskim, zwłaszcza szefowie najważniejszych resortów. W krzywym (chociaż nie za bardzo) zwierciadle satyrycznym oglądamy obraz dzisiejszej Polski w rejonach wielkiej (często jakże małostkowej) polityki: wszechwładny prezes manipulujący, żeby nie rzec: poniewierający swoimi akolitami osiąga wszystkie cele, jakie sobie stawia. I jak tu prezes ma się nie cieszyć z tak przedstawianej areny politycznej? Czekamy na dalsze odcinki - i oby nam się one czkawką nie odbiły...