Przejdź do treści
Menu
menu-top1
Blogerzy
Komentarze
User account menu
Moje wpisy
Zaloguj
Primary tabs
Widok
Moje wpisy
Moje komentarze
Otrzymane komentarze
Otrzymane komantarze
Do wpisu:
Pobożne życzenia - moje refleksje nad edukacją religijną
Data
Autor
29.04 [14:05]
NASZ_HENRY
Metafizyka i fizyka w szkole są jednakowo traktowane ;-)
Do wpisu:
Rozmowy z Cieniem: Dlaczego Bóg?
Data
Autor
28.04 [13:38]
Jeszcze tylko jedno dwa ostatnie zdania. Wydaje mi się, choć mogę się oczywiście mylić, że sprawy związane z ich lojalnością, czyli Pirxa i Browna - Pirx uważał za mało istotne. Pirx wyczuwał, że w ostatecznym rozrachunku nie chodzi o lojalność, lecz o jego własną skórę i wydaje się, że dalszy ciąg wydarzeń potwierdził to jego przeczucie. Chodziło o test, test Pirxa kosztem, a reszta to tylko maskirowka. A to ilu procentowo jest szeregowych Ateistów to też rzecz mało istotna, można przyjąć 80, 70%, w każdym bądź razie jest ich przytłaczająca większość i mało który pamięta o powiedzeniu "wiem, że nic nie wiem".
28.04 [10:49]
tsole
Lem miał swoistą obsesję na punkcie sztucznej inteligencji i zapewne wierzył, że może ona być równoważna ludzkiej – tu wyraża (ustami Pirxa) przeświadczenie, że robot może wierzyć w Boga, gdzie indziej (Młot) prezentuje komputer pokładowy, który zakochał się miłością platoniczną w pilocie statku międzygwiezdnego. Skoro już mówimy o Lemie w kontekście wiary w Boga, to warto przytoczyć tu kawałek jego korespondencji z ks. Stanisławem Obirkiem który zadał mu mailowo przewrotne pytanie: "W co wierzy ten, kto nie wierzy?". Lem na początku zanegował sensowność pytania, ale potem rozmowa się rozwinęła. Po paru mailach S.O. napisał, że pojawiła się u niego "natrętna pokusa niewiary". Na to Lem odpisał: "Szanowny Księże Redaktorze, Nie wyobraża sobie Ksiądz, jak list z pierwszego lutego zmartwił mnie, ponieważ ostatnia rola, do jakiej bym aspirował, jest advocatus diaboli. Rzecz oczywista, byłoby z mojej strony kiepską humoreską, gdybym próbował zaplombować wyrządzoną Księdzu szkodę. (...) Nasz elektroniczny dialog napomniał mnie jeszcze raz o prostej rzeczy, że ten, kto nadwątla wiarę, nawet jeśli jej nie gasi, odbiera drugiemu człowiekowi cenność, której niczym nie potrafi zastąpić. Z wiedzy o tym, że tak jest, doprawdy niechętnie wdaję się w dyskursy rzeczonego rodzaju i nie pytającym, lecz sobie mam za złe odpowiedzi, jakich udzielam, ponieważ nie mając wiary, mam sumienie, i dlatego nie mogę kłamać. W nadziei, że nie skrzywdziłem Księdza nieuleczalnie, pozostaję z wyrazami poważania i szacunku." Myślę, że warto obudzić w sobie pokorę, którą miał nawet tak wybitny umysł, jak Stanisław Lem. Chyba jest sporo prawdy w twierdzeniu, że im więcej się wie, tym większą ułomność się w sobie widzi, a tym samym tym pokorniej podchodzi się do zdania innych oraz do innych wartości.
28.04 [10:48]
tsole
„Szeregowy Ateista natomiast, a takich jest 99,9%, nie wdaje się w zbyt wyrafinowane rozważania, i bez „prawdopodobnie” twierdzi „Boga nie ma”.” Rzeczywiście, przytłaczająca część ateistów twierdzi to apodyktycznie, przeświadczona, że jest to element wiedzy a nie wiary. To po prostu jest niedouczenie. Nie czuje się kompetentny do rozsądzania jaki to jest odsetek, lecz 99,9% uważam za przesadzone. Poza tym jest jeszcze niuans: agnostycy. Ja ich uważam za ateistów w sensie postawy życiowe, bo w sensie epistemologicznym wszyscy przecież jesteśmy agnostykami. Co do sprawy Lema, Browna i Pirxa – wydaje mi się, że za głęboko drążysz ten wątek. Moim zdaniem Brown za wszelką cenę nie chciał dopuścić do jakichkolwiek podejrzeń Mc Guirra co do swojej lojalności – i jego zachowanie jest psychologicznie zrozumiałe, zwłaszcza wobec faktu, że on już podjął decyzję, że się Pirxowi ujawni (na złodzieju czapka gore). Robił nawet wszystko, żeby Mc Guirr odniósł wrażenie że sugeruje Pirxowi iż jest robotem: „Dlatego mogę powiedzieć tylko tyle: nauczono mnie podejścia probabilistycznego. Obliczam szansę i na tej podstawie działam. A w tym wypadku — dziewięćdziesiąt dziewięć procent, że „nie”, a może nawet dziewięćdziesiąt dziewięć i osiem dziesiątych, ale jedna setna szansy, że tak.” I robi to na tyle skutecznie, by Mc Guirr mógł potem powiedzieć Pirxowi: „Pan nas nie doceniał, komandorze…”. Lem miał swoistą obsesję na punkcie sztucznej inteligencji i zapewne wierzył, że może ona być równoważna ludzkiej – tu wyraża (ustami Pirxa) przeświadczenie, że robot może wierzyć w Boga, gdzie indziej (Młot) prezentuje komputer pokładowy, który zakochał się miłością platoniczną w pilocie statku międzygwiezdnego.
28.04 [08:47]
Ciąg dalszy Świadczy o tym następujący fragment ich rozmowy: „Pirx rzeczywiście nie darował Brownowi sprawy Pana Boga i umyślnie zatelefonował do niego następnego dnia; w UNESCO podano mu numer telefonu, dzięki któremu mógł osiągnąć swego „nieliniowego pilota”. Poznał nawet jego głos, gdy nakręcił ów numer. — Czekałem na pana — powiedział Brown. — No i jak się pan zdecydował? — spytał Pirx. Było mu przy tym dziwnie ciężko na sercu; znacznie lepiej czuł się, kiedy podpisywał papiery Mc Guirrowi. Wydawało mu się wówczas, że da temu radę. Teraz nie był już taki pewny siebie. — Miałem mało czasu — rzekł Brown swym równym, miłym głosem. — Dlatego mogę powiedzieć tylko tyle: nauczono mnie podejścia probabilistycznego. Obliczam szansę i na tej podstawie działam. A w tym wypadku — dziewięćdziesiąt dziewięć procent, że „nie”, a może nawet dziewięćdziesiąt dziewięć i osiem dziesiątych, ale jedna setna szansy, że tak. — Że jest? — Tak. — Dobrze. Może się pan zgłosić z innymi. Do zobaczenia”. Tak więc Guru, Brown i Nietsche nie mają nic szczególnie wspólnego z szeregowym Ateistą, natomiast Pirx miał,............ lecz ciężki orzech do zgryzienia (Brown – kto to taki: Ateista?, Wierzący?, asekurant czyli Nie Wykluczający Istnienia Boga?).
28.04 [08:44]
Guru Dawkins rzeczywiście mówi „prawdopodobnie nie ma Boga” – ale mówi tak tylko dlatego bo jest Guru i dziwnym byłoby gdyby Guru, przywódca, pierwszy wśród równych, walił z grubej rury „Boga nie ma”. Szeregowy Ateista natomiast, a takich jest 99,9%, nie wdaje się w zbyt wyrafinowane rozważania, i bez „prawdopodobnie” twierdzi „Boga nie ma”. Pogląd szeregowego Ateisty niekoniecznie musi być przy tym poglądem człowieka niemyślącego, boć przecież tak samo twierdził Nietsche w którymś ze swoich dzieł. I nie jest przy tym szczególnie ważne w jakim sensie Nietsche mówi „Gott ist tot”, ważnym jest jak tę wypowiedź ludzie zrozumieją. Nie wiem też czy to prawda czy to tylko anegdota, lecz podobno Nietsche przybił do drzwi kościoła tablicę z napisem: Bóg umarł Nietsche Gdy Nietsche umarł na tych samych drzwiach pojawiła się tablica z napisem: Nietsche umarł Bóg Tak więc z tym myślącym, czy niemyślącym Ateistą to sprawa dwuznaczna jest. A co do Brown”a ? Rzeczywiście w czasie lotu Brown deklaruje się otwarcie i bez wątpliwości jako człowiek wierzący. Przed lotem natomiast, a co ważne w czasie gdy Pirx podejmował decyzję, było jednak inaczej, bo wówczas Brown deklarował się jako zasadniczo niewierzący, nie wykluczający wszakże istnienia Boga. A i to dopiero na powtórne naleganie Pirxa i pod groźbą nie włączenia do składu załogi zmienił zdanie, prawdopodobnie z pierwotnego „Boga nie ma” na „nie wykluczam istnienia Boga”.. cdn
27.04 [22:07]
tsole
... piszę o tym szerzej w szkicu "Ateizm w świetle antropologicznej empirii. Stąd też masz rację - jeśli tak twierdzi, to stawia się sam na miejscu Wszystkowiedzącego. Ale myślący ateista tego nie powie, zauważ, Dawkins mówi "Prawdopodobnie nie ma Boga". Co do casusu Pirxa (opowiadanie nosi tytuł "Rozprawa" i bardzo je lubię) - Lemowi tam chodziło o to, że pilot Brown, kóry, jak się potem okazało, był człowiekiem, nie chciał na pytanie czy wierzy w Boga odpowiedzieć, bo uważał że zdradzi w ten sposób że jest człowiekiem a to miał zakazane. Pirx "zażywa" go potem pytając a co, myśli Pan, że robot nie może wierzyć w Boga? Oto fragment tego dialogu: Zaraz — przerwał mu Pirx. — A dlaczego odpowiedział mi pan na pytanie o Bogu, że zajmowanie się tą kwestią „nie jest pana obowiązkiem”? Brown poprawił się ha krześle, poruszył nogą i patrząc w czubek bucika, którym rysował podłogę, powiedział cicho: — Bo ja właściwie już wtedy byłem zdecydowany wszystko panu powiedzieć i — pan wie, jak to jest: na złodzieju czapka gore. Bałem się, żeby Mc Guirr nie wyczuł jakoś mojej decyzji. Więc kiedy pan mnie spytał, odpowiedziałem w taki sposób, żeby jemu wydało się, że mam zamiar zachować solennie tajemnicę i na pewno nie pomogę panu zorientować się w tym, kim naprawdę jestem. — Więc umyślnie odpowiedział pan w taki sposób ze względu na obecność Mc Guirra? — Tak. — A wierzy pan w Boga? — Wierzę. — I myślał pan, że robot nie powinien wierzyć? — No tak. — I że gdyby pan powiedział „wierzę”, można by się łatwiej domyślić tego, kim pan jest? — Tak. Tak właśnie było. — Ale przecież i robot może wierzyć w Boga — powiedział Pirx po sekundzie, tonem lekkim, jakby mimochodem, aż tamten oczy szerzej otworzył. — Co pan mówi? — Uważa pan, że to niemożliwe? — Nigdy nie przyszłoby mi to do głowy… Pozdrawiam!
27.04 [21:37]
Myślę, że każdy Ateista twierdząc "Boga nie ma" przeczy sam sobie. Aby bowiem tak twierdzić z całkowitą pewnością trzeba po prostu wiedzieć wszystko, czyli być wszechwiedzącym. Czyli być kim?............bo przecież być wszechwiedzącym to cecha boska. Przypomina mi się rozmowa pilota Pirxa z kandydatem na członka załogi statku kosmicznego. Po usłyszeniu odpowiedzi, że "Boga nie ma" Pirx skreślił tego kandydata, a wyraził zgodę nazajutrz po usłyszeniu kolejnej wypowiedzi, że kandydat ten "nie wyklucza istnienia Boga". Lem i Pirx nie wyjaśniają wprawdzie dlaczego kandydydat twierdzący "Boga nie ma" nie został zaakceptowany. Ja myślę, choć pewności nie mam, że dowódca Pirx musiał rozstrzygnąć czy kandydat wie wszystko i wykazuje przez to cechy boskie, czy też tylko mniema, że wie wszystko. I co jest bardziej prawdopodobne? Myślę że ostatecznie Pirx doszedł do wniosku, iż kandydat mniema tylko, że wie wszystko - czyli rzecz sprowadza się tylko do ostrego przypadku megalomanii, a jest to cecha częsta i dopuszczalna wprawdzie dla np. polityka, ale nie dla członka załogi statku kosmicznego, którego soma i psyche muszą być bez zarzutu. A nawiązując do ostatniego zdania Twojego artykułu powiem to tylko, że również nie wykluczam istnienia Boga - lub ogólniej Istoty Metafizycznej. A nauka, fizyka cóż.......każde odkrycie poszerza wprawdzie obszar naszej wiedzy, ale w większym jeszcze stopniu poszerza i uzmysławia nam coraz większy obszar naszej niewiedzy.
27.04 [20:31]
tsole
...no kto by przypuszczał? Może zbieg okoliczności, a może coś więcej? My poznajemy świat rozumem, ale nikt nie powiedział, że to jedyna droga... Pozdrawiam!
27.04 [19:19]
WCZORAJ NIE CZYTALEM DRUGIEJ CZESCI' DWUCH WIEZ NA ZGLISZCZACH'.Dzis pomalenku zapoznalem sie z cudami fizyki, nawet niektore hipotezy w miare watlej wiedzy zrozumialem , w czesci oczywiscie.Najbardziej mnie jednak uderzyla reprodukcja artstycznej wizji--"kwantowy wszechswiat'.Cosik mi to przypominalo.Dopiero po jakims czasie doszlo do mnie,iz to bardzo podobna grafika do niektorych obrazow sztuki aborygenow.Ogladalem takowe obrazy w bibliotece na bielanach, przy ul.Staffa , jakies 3 lata temu.Bylem zdumiony tymi kolorami,geometrycznymi plamami ich wzajemnym ukladem.Aborygeni i taki oglad swiata.Szok bladej mozgownicy.Uzmyslowili mi jakim jestem profanem , przy nich --- 'dzieciach natury'.
Do wpisu:
Wyrwane z kontekstu: Pobożnośc w zastępstwie
Data
Autor
28.04 [13:10]
tsole
Też pozdrawiam Józefie!
28.04 [13:09]
tsole
Pozdrawiam!
28.04 [13:00]
xena2012
jesteśmy jak niedzielni kieowcy słabi ,niedouczeni i jak oni od święta.
28.04 [12:50]
"I odpuść nam nasze winy, jako i MY ODPUSZCZAMY naszym winowajcom" Pozdrawiam.
Do wpisu:
Dwie wieże na zgliszczach - o fizyce XX wieku (2)
Data
Autor
26.04 [22:02]
tsole
...gdy piszesz, że "Każdy to wie i czuje, że to JA to byt realnie istniejący, choć niematerialny." - i z tego własnie powodu świadomośc nie jest przedmiotem badań fizyki. Niemniej uważamy, że siedliskiem świadomości jest mózg, a ten jako taki może być badany, bo jest materialny. Choc nie jesteśmy w stanie udowodnic, że na pewno jest tym siedliskiem - taki np, lemowski prof. Corcoran zbudował maszynerię - elektroniczny odpowiednik mózgu i umieścił ją w skrzyni, dostarczając nagrane w świecie rzeczywistym bodźce tak, że skrzyni wydawało się, że jest zakochanym młodzieńcem odbywającym romantyczną randkę przy pełni księżyca i trylach słowika. I nie możemy mieć ABSOLUTNEJ pewności, że nie jestesmy takimi skrzyniami jakkolwiek wydaje się nam to być absurdalne (sama absurdalność nie jest żadnym dowodem). Dlatego solipsyści mogą sobie bezkarnie twierdzić, że istnieje tylko moje JA, reszta jest złudzeniem przez to JA produkowanym - korzystając z bardzo słusznej Twojej uwagi "Możemy wątpić we wszystko, w istnienie czegokowiek, ale w istnienie mojego, naszego JA nie wątpimy" (więcej pisałem o tym w szkicu Ateizm w świetle antropologicznej empirii). Ale to już jest filozofia, nie fizyka. Pozdrawiam!
26.04 [18:46]
Przyjmuję Twoje wyjaśnienia, choć wydaje mi się, że łukiem ominąłeś to co nazywamy JA. Spróbuj się mimo wszystko nad tym zastanowić i podjąć próbę wyjaśnienia, boć przecież, moim zdaniem, nie jest to problem mało ważny. Każdy to wie i czuje, że to JA to byt realnie istniejący, choć niematerialny. Możemy wątpić we wszystko, w istnienie czegokowiek, ale w istnienie mojego, naszego JA nie wątpimy, choć nie jest to ręka czy noga, czy też jakakolwiek inna część naszego ciała.
26.04 [12:07]
tsole
Wydaje mi się, że to o czym myśli Penrose dotyczy świadomości w rozumieniu encyklopedycznym tego terminu (jest to podstawowy i fundamentalny stan psychiczny, w którym jednostka zdaje sobie sprawę ze zjawisk wewnętrznych, takich jak własne procesy myślowe, oraz zjawisk zachodzących w środowisku zewnętrznym). Oczywiście, dotyczy to wymiaru indywidualnego, bo przecież funkcjonują takie pojęcia jak świadomość historyczna, narodowa, społeczna etc. Co do samoświadomości - przypominam sobie zdanie Teilharda de Chardin który powiedział że człowiek jest jedyną istotą żywą, która nie tylko wie, lecz ponadto wie, że wie. I tak rozumiałbym samoświadomość. Natomiast nie zaryzykowałbym stwierdzenia, że świadomość jest tożsama z duszą. Ale to temat rzeka. czas i odległość w erze Plancka. No, z tym to jest problem. Fizycy mówią, że (cofając sie wstecz w kierunku BB) po przekroczeniu granicy Plancka znane nam prawa fizyki nie obowiązują (ściślej współczesna znajomość praw fizyki nie wystarcza do ich opisu). Skoro tak, to nie obowiązują również te modele geometryczne, które w opisie "normalnego" świata mają znaczenie fundamentalne: czas i przestrzeń. Powszechnie uważa się, że są one nieciągłe (skwantowane), a ich wartości dyskretne to właśnie parametry określające granicę ery Plancka, stąd też uważa się że ta era jest aczasowa i aprzestrzenna. Tak więc moment, od którego z grubsza wiemy co się wydarzyło jest "murem", za którym kryje się wielka niewiadoma tego co było przed nim - zwłaszcza że pojęcie "przed" jest pojęciem czasowym i nie ma sensu w strefie aczasowej. Pewne nadzieje na opis stanu przed erą Plancka daje wykorzystanie geometrii nieprzemiennej - piszę o tym w podrozdziale "Kwantowa grawitacja w modelu nieprzemiennym". Jedn z autorów tej koncepcji ks. Michał Heller uważa jednak, że w erze Plancka fizyka spotyka się z filozofią. Tylko co to ma oznaczać dla nas? Pozdrawiam!
26.04 [11:04]
Zdania "Zdaniem wybitnego fizyka Rogera Penrose’a, do wyjaśnienia zjawiska świadomości konieczne jest odwołanie się do zjawisk występujących na poziomie kwantowym w mózgu" - dotyczy moja pierwsza uwaga. Otóż pojęcie świadomości byłoby wskazanym zastąpić pojęciem samoświadomości, czyli czymś co dotyczy istnienia tego czegoś co określamy pojęciem JA. Bo czymże jest to JA, którego istnienia nikt nie kwestionuje choć nikt tego JA nie widział ani nie potwierdził jego istniennia dostępnymi metodami empirycznymi, nawet chirurdzy za życia i po śmierci. I każdy nadto wie że moje JA jest podobne do każdego innego JA, chociaż z żadnym nie jest tożsame. W chwili obecnej naturalnym wyjaśnieniem byłoby, że to po prostu dusza. Natomiast świadomość to, zdaniem moim, raczej coś na kształt swego rodzaju zwierciadła w którym odbija sie obraz otaczającego nas świata, i co dzięki tej właściwości naszego JA możemy odbierać, przyswajać i wykorzystywać. Uwaga druga dotyczy tego fragmentu artykułu, który mówi o odległości w czasie ery Plancka i krótkim czasie trwania tych pierwszych faz istnienia świata. A może jest tak, że w tych pierwszych fazach trwania świata był zupełnie inny fizyczny charakter czasu jako takiego. Może te pierwsze fazy, w ówczesnych warunkach np. temperatury, trwały relatywnie znacznie dłużej niż obecne miliardy lat w temperaturach bliskich zera absolutnego.I tylko dzięki temu naszemu antropocentryzmowi nie potrafimy pojąć możliwości istnienia innego charakteru czasu, tak jak nie potrafimy pojąć możliwości istnienia piątego i kolejnego wymiaru, czasu i przestrzeni. Człowiek przecież, w ujęciu kosmicznym, to łątka jednodniówka, a przecież żyje tak długo, że niektórzy są setnie tym życiem znudzeni.
26.04 [10:35]
tsole
Skoro tak, to ich masa też rośnie, co nie znaczy że wartość :) Wspomniany przeze mnie pod koniec prof. Marian Grabowski napisał książkę "Istotne i nieistotne w nauce" traktującą o banale naukowym. Pouczająca lektura... Pozdrawiam!
26.04 [09:53]
NASZ_HENRY
Od kiedy każda z tych niefalsyfikowanych (nie mających nic wspólnego z eksperymentem) teorii matematycznych gwarantuje grant lub etat w instytucie lub na uczelni dla autora, ich ilość rośnie z prędkością światła ;-)
Do wpisu:
Dwie wieże na zgliszczach - o fizyce XX wieku (1)
Data
Autor
25.04 [19:03]
sam ongis,jeno po min. litrze, mialem takowe w technikolorze....
25.04 [17:35]
tsole
niektórzy po pół litra widzą nawet w 10 wymiarach... :)
25.04 [16:48]
tsole
4 lipca 2012 ogłoszone zostało odkrycie bozonu Higgsa, a w marcu br. to potwierdzono. Ale diabeł tkwi w szczegółach: "przed nami jednak wciąż długa droga, aby poznać jakiego rodzaju bozon Higgsa odkryliśmy, bo jest ich wiele" – powiedział rzecznik prasowy eksperymentu. Tak czy owak istnienie bozonu Higgsa potwierdza założenia Modelu Standardowego, co może cieszyć ale też martwić jednocześnie - bo jeśli ten model jest prawdziwy, to nie wiadomo jak rozwikłać zagadkę ciemnej materii i ciemnej energii, ktorej nie jesteśmy w stanie zaobserwować, a która stanowi ok. 95% całej materii Wszechświata. W najbliższej przyszłości zamierzam zamieścić oddzielny szkic dotyczący tego problemu. Pozdrawiam!
25.04 [13:59]
Na Wydziale Fizyki UW krążyła legenda o człowieku który dobrze widział sześć wymiarów,a siódmy i ósmy-jak przez mgłę..
25.04 [13:09]
No niby coś w zakresie energii bozonu Higgsa znaleziono w CERN-ie.To nie on? Ponadto-któryś ze znanych fizyków współczesnych powiedział że "czegoś jeszcze brakuje" by móc skleić to wszystko w jedną całość.Może to coś takiego? geopathfinder.com Nie mam bladego pojęcia jakie pole mogłoby generować takie wzory.Podobne są na rysunkach naskalnych sprzed tysięcy lat.
Stronicowanie
Pierwsza strona
Poprzednia strona
…
Wszyscy
66
Wszyscy
67
Wszyscy
68
…
Następna strona
Ostatnia strona