|
|
Adam Ciszewski Sprawdzać, eliminować, porządku pilnować! |
|
|
Pani Anna Żyjąc już jakiś czas w Niemczech powiem, że myli się Pan. Mając juz serdecznie dosyć tego żarcia, bo jedzeniem trudno to nazwać, nafaszerowanego chemią, kiedy nawet z mąki kupionej tutaj nie można samemu upiec chleba, który by smakował jak CHLEB, a nie trociny, przynajmniej raz w tygodniu jadę do polskiego sklepu, żeby poczuć smak prawdziwego jedzenia. Nawet sok Tymbark ma tutaj zupełnie inny smak i przestałam kupować soki niemieckie... Z tym, że problem polega na kontroli jakości, jaką te produkty muszą przejść przed dopuszczeniem do sprzedaży w Niemczech. Do sprzedaży w Polsce są przeznaczone niby TE same produkty, ale nie TAKIE same, najlepiej to widać na przykładzie chemii gospodarczej. Po prostu "Europa dwóch prędkości", trudno o lepsze określenie. |
|
|
haczyk Był czas żeby przywyknąć do ochłapów. Zdecydowanie wybieram produkt pochodzenia niemieckiego tj. słodycze czy produkty chemiczne, kosmetyczne, aniżeli nasze polskie. Są dużo lepszej jakości w mojej ocenie. |
|
|
Kacper Głowacki Pocieszające sa wyniki kontroli jakości paliw. Co do żywności to, przynajmniej dla mnie, niedopuszczalne jest kupowanie przetworzonego jedzenia. Towary :gorszego sortu: są odrzucane. Warto poświęcić 5 -10 minut więcej na zakupy i poczytać etykietki niż potem chorować |
|
|
Mateusz Ratajczak Pogląd KE, że wszyscy jesteśmy równi to mit, nigdy tak nie było i nie będzie a takie państwa jak Polska zawsze będą kopane w cztery litery. Nasze zdrowe i bez chemii produkty eksportowane są na zachód a my mamy zadowolić się chipsami drugiego gatunku. |
|
|
Monopoli Można uznać, że Polska to żywieniowy śmietnik Europy. Niestety do Polski trafiają gorsze i droższe produkty niż te zagraniczne. Pytanie, czemu Państwo nic z tym nie zrobi?
Co na to KE: "Kwestia podwójnych standardów jakości stała się elementem dyskusji opinii publicznej, a sama Komisja Europejska poinformowała 26 września, że przyjęto nowe wytyczne dla państw członkowskich UE właśnie w tym obszarze."
Jednak producenci zgodnie twierdzą, że prawa nie łamią. I mają rację, bo nie o prawo tu chodzi, a o praktyki. Wytyczne dla państw członkowskich w tej kwestii przygotowali przedstawiciele KE.
Znalazłem informację z września br. - Parlament Europejski zaproponował rozwinięcie współpracy między krajami i wymianę danych o produktach, proponuje też wspólne europejskie atesty i stworzenie bazy danych o towarach. Miałoby się stać jeszcze w tym roku. |
|
|
Marcin W takim razie może czas najwyższy pójść krok dalej i nakładać kary na producentów, którzy pogarszają skład swoich produktów, w ten sposób ukazując, że istnieją dwa rodzaje klientów. Ci co otrzymują standardowy skład, są lepsi, a ci co otrzymują gorszy jakościowo, oczywiście gorsi. Skoro należymy do UE, obowiązuje nas jedno prawo handlowe, to czy na tej podstawie nie można nałożyć międzynarodowych kar? Może wystarczyłoby sprawdzać składy tych samych produktów sprzedawanych na zachodzie i za każdym razem, gdy znajdzie się uchybienia, nakładać kary? Aż do skutku. Aż producentowi przestanie się opłacać produkować gorszej jakości produkty na rynek wschodni i jednocześnie płacić kary za jej obniżanie. |
|
|
Andrzej Radomski Cieszymy się że paliwa nie są chrzczone , duży plus dla inspekcji kontroli . Nasze silniki w samochodach mogą pracować na czystym paliwie . A co do kontroli innych towarów spożywczych wiemy doskonale że ich oryginalność odbiega od rzeczywistości . Zawierają wiele innych składników , przypominających oryginał . Po to jest Inspekcja Kontroli aby sprawdzała jakość towaru . |
|
|
Jan Sobolewski Od dawna wiadomo ze jest unia dwóch predkosci tak jak i dwóch jakosci. Szkoda że my jesteśmy w ogonie. Szumne zapewnienia komisji europejskiej że wszyscy są równi, jakoś mnie nie przekonują. Nie dość że zarabiamy połowę tego co Niemcy, kawę mamy w tej samej cenie co oni to jeszcze z mniejsza zawartością kofeiny.
a idź pan! |
|
|
Teutonick Sprzed ponad dekady pamiętam te same produkty spożywcze sprzedawane na półkach jednej, mającej swoją centralę za Odrą, sieci w jej oddziałach sklepowych u nas i w Zjednoczonym Królestwie. Nie wnikając w różnice ich jakości (było to już parę lat po naszej akcesji w struktury UE), przede wszystkim różniły je ceny (na naszą niekorzyść, rzecz jasna, czyt. ceny na terenie Polski były wyższe).
Była to dla mnie w owym czasie wielce tajemnicza sprawa skoro producent musiał wioząc je na Wyspy przejechać kilka krajów Europy, przetransportować je jakimś sposobem przez kanał (tak tunel, jak i promy nie przepuszczały za friko) i jeszcze rozdystrybuować po sklepach, w których musiał zatrudniać naówczas personel, którego gaża była wyznaczana co najmniej obowiązującą każdego brytola - niemałą przecież - płacą minimalną, podczas gdy u nas wystarczyło przerzucić te same produkty przez granicę (wszystkie one należały do kategorii made in germany), zaś sama sieć cieszyła się naówczas tutaj z tego co pamiętam rozlicznymi zwolnieniami i udogodnieniami podatkowymi jako ze wszech miar pożądany pracodawca, zatrudniający za psi grosz tutejszą biedotę. Po prostu byliśmy i jesteśmy traktowani jako rynek zbytu dla towarów pośledniej jakości oraz rezerwuar taniej siły roboczej, a prócz tego narzuca nam się ceny z kosmosu bo przecież celem pozyskania upragnionych paciorków jesteśmy w stanie sami się zastawić aby się tylko móc postawić |