|
|
Czekajcie a doczekacie się. I sprawdziło się to w przypadku p. dr KP:
Yes! Yes! Yes! Wreszcie mam pieniądze! Nadszedł wyczekiwany przelew!
[...]
Muszę przyznać, że szarpnęli się panowie i nigdy bym ich nie posądził o taką rozrzutność.
* Przypominam, że wedle stawu grobla.
No ale było nie było prof. Jan Woleński, wzorem prezesów mega-spółek zgarnął niedawno odprawę za całokształt „polskim naukowym Noblem” nazywaną (200 000,00 zł do rączki) [...],
* P. dr KP, odkrył, że prezesi mega-spółek dostają odprawy za całokształt nazywane "polskim naukowym Noblem". Wyjątkowa orientacja w sprawach businessu i nauki. Nawiasem mówiąc, wysokość owej odprawy (dla mnie) wynosiła 200 tys. - 30% podatku, o czym p. dr KP został poinformowany. Kolejne zaburzenie pamięci?
[...] [Panowie Bielski i Iwaszkiewicz sami odpowiedzą, jeśli zechcą].
Zaraz wyciągam samochód z garażu i jadę na zakupy. Mam tylko mały problem, bo będzie mi chyba trudno wyjąć otrzymaną sumkę z bankomatu.
* Przypuszczam, że rozwiązanie tego problemu przekracza możliwości intelektualne p. dr KWP.
JW |
|
|
Warto to rozszerzyć:
Do rozpoznania zaburzenia muszą być spełnione co najmniej trzy poniższe kryteria:
teatralność
* U p. dr KP raczej sztuczna,
sugestywność
* Podobnie jak w przypadku teatralności,
płytka uczuciowość
* za to namolnie opowiadana
poszukiwanie docenienia (bycie w centrum)
* rezultaty ograniczone, by nie powiedzieć - zerowe
niestosowna uwodzicielskość
* w gruncie rzeczy stosowna relatywnie do niewielkich możliwości,
koncentracja na atrakcyjności fizycznej
* przebrzmiałej, acz ciągle nadrabianej fotkami z przeszłości,
Kryteria diagnostyczne
brak poczucia komfortu w sytuacjach, w których nie jest się w centrum uwagi
* widoczny dyskomfort w takiej sytuacji, wręcz cierpienie,
interakcje z innymi charakteryzujące się często niestosownym kuszeniem erotycznym lub zachowaniami prowokacyjnymi
* u p. dr KP przejawia się to erotycznym natręctwem werbalnym w mowie i piśmie (patrz opisy podrywania)
przejawianie szybko się zmieniających i płytkich emocji
* oczywista oczywistość,
konsekwentne wykorzystywanie wyglądu fizycznego do zwracania na siebie uwagi innych
* dokładniej mówiąc, fotografii z przeszłości,
styl wypowiedzi nadmiernie impresjonistyczny i pozbawiony szczegółów
* zwłaszcza ubarwianie przeszłości,
samokreowanie się, teatralność, wyolbrzymianie ekspresji emocji
* czynione tandetnie,
podatność na sugestie, czyli łatwe uleganie wpływom innych lub okoliczności
* patrz, dywagacje o współmyśleniu z innymi o wyższym statusie społecznym
uważanie związków za bardziej intymne, niż są one w rzeczywistości
* typowa przypadłość p.dr KP.
Tak, pasuje w 100%
I jeszcze cytat:
"Poszukiwanie uwagi otoczenia i potrzeba bycia ośrodkiem zainteresowania łączy z kolei osobowości histrioniczną i narcystyczną. Jednakże, jak już wspominaliśmy, choć histrionicy i narcyzi na równi łakną uznania i podziwu otoczenia, narcyz jest przy tym przekonany, iż podziw mu się należy. Natomiast histrionik może mieć poczucie, że cokolwiek uczyni, nigdy nie zostanie naprawdę doceniony, nie zdobędzie pełnej aprobaty ze strony innych i nie udowodni własnej wartości."
* P. dr KP udatnie łączy zaburzenie histrioniczne z narcystycznym.
JW |
|
|
Konkurs na Kaszalota? No, no, pogratulować odwagi, i tym się zachwycił bezzębny krakowski recenzent znany z „ na bazie i po linii”? Jak widać, piep... niejedno ma imię. |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @K.W.
Ma Pani / Pan rację. A o tym erotomanie gawędziarzu jeden z krakowskich krytyków literackich pan Wacław Krupiński tak pisał, cytuję:
"Ależ miał ten facet fantazję, ależ przemyślne sposoby na panienki, i jakie kulturalne (na Schulza lub Dostojewskiego), a ten poranek w czasie juwenaliów z blondyneczką w domku łabędzi w Parku Krakowskim, a te spotkania w specjalnie urządzonej owczarni, w której oddawał się terapii, nazwanej „samozachowawczą rozpustą globalną”. A ten konkurs na Krakowskiego Kaszalota, połączony z balem w Grocie Wiechowskiej.
I rzecz nie w tym, że się autor ma czym chwalić i czyni to z samczą próżnością, ale i z taktem, rzecz w tym, że robi to tak wdzięcznie, tak uroczo bezwstydnie, z takim smakiem doprawiając każdą z opowieści ingrediencjami świetnego języka, ładnego stylu, zgrabnej puenty. Czytając miałem chwilami skojarzenia z klimatem eposu „Gargantua i Pantagruel”, a o wiele zdań mógłby się i sam Jerzy Pilch poczuć zazdrosny. A może i o niektóre kobiety?...", koniec cytatu.
Więcej czytaj: ksiazka.net.pl
Serdecznie pozdrawiam,
erotoman gawędziarz |
|
|
I słusznie, bo za jej czasów było chyba 35 uniwersytetów na całym ówczesnym świecie, a więc Krakowski zajmował miejsce w pierwsze czterdziestce.
JW |
|
|
Waadzy i jej pupilom nie wytykasz,andziu, ciężkich milionów, a kiedy w końcu chcą się podzielić z pracującym za frico panem Autorem 10 groszami, to masz za złe; i to nie im, ale p.KP! Wiesz już teraz dlaczego dzieci na Podkarpaciu są głodne? |
|
|
Też pozdrawiam i zamiast sąsiadki polecam np.to: gb.pl
bankier.pl
tmf-group.com
facebook.com |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @krystal
A tam! Rycząca trzydziestka!
Pozdro |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @K.W.
"Czy zamierza Pan zmienić nick na "Erotoman Gawędziarz"?
-----------------
A kto pisze? Chłopak, czy dziewczyna? |
|
|
do całonocnych ani temu podobnych w ogóle nie chodzę. Więc uwazaj waszmość.!!!!!!! |
|
|
Informacje na dziś: "W Obwodzie Kaliningradzkim, wzdłuż granicy z Polską, Rosjanie rozmieścili rakiety balistyczne typu Iskander-M, które zdolne są również do przenoszenia ładunków nuklearnych. Nie musielibyśmy się tym specjalnie martwić, gdyby na terytorium naszego kraju istniał system obrony przeciwrakietowej. Problem w tym, że politycy Platformy Obywatelskiej przez 8 lat rządów nie zrobili praktycznie nic, aby taki system powstał. Obecnie nie jesteśmy chronieni w ogóle przed rakietowym atakiem z powietrza, który w ciągu 10 - 20 minut może zniszczyć większość polskich baz wojskowych, fabryk produkujących broń, kluczowych elektrowni czy lotnisk"- cytat z sieci |
|
|
Pan dr KP w swojej notce podaje ogólne kryteria przyznawania Nagród Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej. Jako osoba o wyjątkowym braku kompetencji w sprawach akademickich nie wie, że nagrody przyznaje się za konkretne osiągnięcia. W moim przypadku uzasadnienie było następujące:
"Prof. Jan Woleński otrzymał Nagrodę Fundacji na rzecz Nauki Polskiej w 2013 r. w obszarze nauk humanistycznych i społecznych za wszechstronną analizę prac szkoły lwowsko-warszawskiej i wprowadzenie jej dokonań do międzynarodowego dyskursu współczesnej filozofii."
Pan dr KP oznajmił ludzkości (Salon 24, komentarze do tej samej notki, co znajduje się wyżej, g. 10:50)
"moim zdaniem brakuje jeszcze drobnej wzmianki o umiejętności zawłaszczania na własny rachunek cudzego dorobku".
Zacytowane zdanie pana dr KP jest niewątpliwie wyjątkowo cenne. Skomentuje je tak: nawet gdybym chciał zawłaszczyć dorobek pana dr KP na własny rachunek (proszę zwrócić uwagę na uroczą składnię oryginału w stylu "samochód wjechał w rów, który uległ skrzywieniu"), byłoby to arcytrudne z uwagi na szczątkowy charakter dokonań naukowych pana dr KP. Trudno byłoby to uczynić nawet, gdyby pan dr KP zajmował się filozofią z takim powodzeniem, jak to miało miejsce w przypadku jego usiłowań zrobienia czegoś w geologii.
JW
PS. Jeśli pan dr KP nie otrzyma przelewu w najbliższych dniach, proszę o informację. Chętnie prześlę mu darowiznę po raz drugi, nawet z należnymi odsetkami. |
|
|
Czy zamierza Pan zmienić nick na
"Erotoman Gawędziarz"?
...
A jednak się potwierdza
Kto to jest "Centuś"?
To Szkot wyrzucony ze Szkocji za nieprzyzwoicie nadmierne skąpstwo. |
|
|
Rzekłbym, że nie do "rwania", ale do zastawiania zmyślnych, acz nieudanych pułapek, nie mówiąc już o tym, że wapniaki z UJ (i przypuszczam, że także ze "Szkła kontaktowego") nie gustują w p. dr KP. Najprościej powiedzieć, że wZrost nie ten, co trzeba.
JW |
|
|
Tak, jeśli czytuje blogi p. dr KP.
JW |
|
|
Niekoniecznie, ale p. dr KP gustuje w niewiastach z długim stażem.
JW |
|
|
1. Trudno zrozumieć o co biega nauczycielowi akademickiemu. Początek w miarę zborny, bo rzecz dotyczy niejakiego zeba, o którym w książce Filipa Michała (przypuszczam, że Filipa Musiała, ale pewności nie mam.). Wszelako im dalej w tekst nauczyciela akademickiego, tym ciemniej. Kto jest poważnym badaczem i nie emerytem, otrzymującym polskiego Nobla? Filip Michał (vel Musiał) czy zeb? Do kogo stosuje się passus o tym, że nie ma znaczenia, kto wręczał polskiego Nobla, czy do Filipa Michała (vel Musiała)czy do zeba czy wreszcie do krzepkiego emeryta [otrzymującemu] polskiego Nobla za jakieś tam wiekopomne odkrycia? Czy opinia o jakichś tam wiekopomnych odkryciach pochodzi od nauczyciela akademickiego czy od kogoś innego, np. Filipa Michała (vel Musiała)? Kto jest wszechmocny i wszechmogący (nawiasem mówiąc dystynkcja pomiędzy byciem wszechmocnym i byciem wszechmogącym, nie jest zbyt wyraźna)? Fili Michał (vel Musiał, zeb czy krzepki sekundant?
2. W samej rzeczy, nie ma żadnego znaczenia, kto wręcza nagrodę, bo jest to kwestia ceremonialna, ale jeśli ktoś relacjonuje fakt wręczenia i wymienia nazwisko wręczającego, nie powinien podawać nieprawdziwych wiadomości;
3. Jeśli nauczyciel akademicki chciałby poważnie podyskutować o sprawach poruszanych przez siebie, sugeruję podanie bliższych szczegółów o sobie. Chedtnie spotkam się. Adres mailowy można z łatwością znaleźć w Internecie lub zapytać p. dr KP.
JW |
|
|
Waż pani słowa. Dość już tego. |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz Panie Leszku, również gorąco pozdrawiam i życzę sukcesów platformy crowdfundingowej "Polak Potrafi"
Serdeczności,
Krzysztof Pasierbiewicz |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz Odcinek 3
Owczarnia prosperowała z wielkim powodzeniem, niestety tylko do czasu gdy poznałem Grażkę, moją pierwszą żonę.
I tak, pewnego razu, zwabiłem do owczarni długonogą pannę, jak się miało okazać późniejszą małżonkę. Niestety sielanka szybko się skończyła, gdy jakaś życzliwa wyjawiła Grażce w jakiej dziupli bywa.
Do dziś mi serce wali na wspomnienie tego, co się później stało, gdy Grażka wpadła do domu jak tajfun i z jadowitą furią w jej błękitnych oczach zasyczała jak żmija: - JAAA CI DAM MAGICZNĄ SKRZYNECZKĘ!!!.
Po czym nie dacie wiary, gołymi rękami wyrwała z boazerii przedmiot mojej dumy. W efekcie, powstałe tu i ówdzie zwarcia elektryczne rozświetliły alkowę blaskiem stogu iskier, a rozjuszona Grażka, nie bacząc na skutki zrywała z podłogi resztki kabli pod napięciem.
Aż się zaplątała w goły drut pod prądem i nagle zaczęła jarzyć strzelając iskrami, jak w słynnej scenie wskrzeszania Frankensztaina wpisanej na trwałe do historii kina.
Jarzyła tak dosyć długo, bo bezpieczniki zwarte metodą „na gwoździa” nie chciały się spalić. I nie wiem, czym by się to wszystko mogło wówczas skończyć gdyby nie wywaliło stopek na klatce schodowej.
W ten efektowny sposób zakończyłem cudowne kawalerskie czasy.
Wyjawię Panu jednak, że w tajemnicy przed Grażką, udało mi się uratować magiczną skrzyneczkę, którą do dnia dzisiejszego, jak cenną relikwię, przechowuję w mojej Sekretnej Izbie Pamięci, jaką sobie później pięknie urządziłem w komórce pod stryszkiem.
Koniec opowieści |
|
|
"Nie udało się z Lasami Państwowymi, ale prawdopodobnie uda się z ziemią rolną. Władza nie zamierza renegocjować z Brukselą daty i warunków, na których cudzoziemcy będą mogli bez ograniczeń kupować polską ziemię (w tym momencie jest to pod ścisłą kontrolą i mocno ograniczone). To oznacza, że od 1 maja 2016 roku głównie Niemcy wykupią całkiem spory kawałek Polski. Obecny kryzys w branży może nie być przypadkowy. Polscy rolnicy mają zbiednieć na tyle mocno, aby za kilkanaście miesięcy sami zaczęli składali oferty cudzoziemcom dotyczące sprzedaży swojej ziemi za pół ceny" |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz Odcinek 2
Wówczas przechodziłem do kolejnej fazy mojej zmyślnej akcji, czyli pozostania sam na sam z partnerką. W tym kluczowym momencie strącałem nogą z materaca rozmarzone zwierzę, które jednak za cholerę nie chciało odstąpić od boskiej pieszczoty. Gorzej, ten przygłup ustawiał wtedy słupa i patrząc nam prosto w oczy przeraźliwie skamlał, żeby go z powrotem wpuścić na materac.
Bacząc by panienka nie ostygła, musiałem się jakoś pozbyć tego upierdliwca. Wtenczas wpadłem na pomysł z suszarką do włosów, której to maszyny Facet bał się jak ognia. W stosownym momencie włączałem ów sprzęt awaryjny, wspomnianym przed chwilą pstryczkiem o funkcji specjalnej. Na dźwięk warczącej suszarki, Facet jak oparzony dawał nogę do kuchni, gdzie się zaszywał za ciężką kotarą.
A ja jak pająk krzyżak, już bez żadnych przeszkód, mogłem do reszty rozmiękczyć ofiarę.
Goszczone panienki lubiły się często pokładać na leżącym na podłodze miękkim futrzaku nie mając pojęcia, na jakie niebezpieczeństwo były narażone. Albowiem pod spodem kłębiła się plątanina gołych kabli pod napięciem, które łączyły magiczną skrzyneczkę z osprzętem owczarni. Ten zawiły splot drutów łączonych na okrętkę starą izolacją mógł w każdej chwili sprowadzić nieszczęście, bo choć byłem już wtedy młodym inżynierem to jednak geologiem, a nie elektrykiem. |
|
|
Tak, tak, czasy i informacje się zmieniaja, np. jedna z dzisiejszych informacji: "Podczas głosowania w ankiecie organizowanej przez TVP Info doszło nagle do niesamowitego przyspieszenia wśród głosujących na jeszcze urzędującego prezydenta. Do godziny 15:00 Bronisław Komorowski zdobył 18 proc. głosów, w ciągu 30 minut sytuacja jednak diametralnie się zmieniła i prezydentowi przybywało 1000 głosów na sekundę". |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz „i co , i co? co było dalej ? prosze uchylic rąbka tajemnicy, czekamy ;)
----------------------
Ponieważ na NB komentarze mają ograniczoną objętość będę opowiadał w odcinkach.
Odcinek 1
W mojej pakamerze, przy materacu, wisiał na boazerii przedmiot mojej dumy, który nazywałem „magiczną skrzyneczką”. Jak na tamte czasy był to unikatowy wytwór nowej technologii skonstruowany tak zmyślnie, iż przy pomocy stosownych przycisków, gałek i pokręteł mogłem w każdej chwili, nie wstając z materaca, sterować przebogatym osprzętem alkowy.
Były tedy pokrętła do dyskretnego ściemniania jarzących się tu i ówdzie lampek i kinkietów. Innymi modulowałem tony dyskretnie sączącej się muzyczki. Potem szedł rząd przycisków, którymi zależnie od fazy prowadzonej akcji włączałem, bądź wygaszałem szpulowy magnetofon, fornirowany szafkowy telewizor „Tosca Lux” z szybką przed ekranem, która zamieniała obraz czarno-biały na świat widziany w kolorach, podświetlany barek, grzejnik elektryczny z dmuchawą i ogromny wiatrak. Przyznacie, że jak na tamte czasy ful wypas i totalny odlot.
W tym wypasionym kokpicie znajdował się również pstryczek o funkcji specjalnej, służący do wypłaszania z alkowy w stosownym momencie mojego spaniela o imieniu Facet. Już śpieszę z wyjaśnieniem.
Otóż w fazie gry wstępnej, Facet odgrywał rolę nie do przecenienia. Jako pies towarzyski łasił się bezrozumnie do każdej bez wyjątku zaproszonej pani, która zwykle nie wiedząc, co zrobić z rękami głaskała ochoczo miłego pieseczka, a ja w międzyczasie opowiadałem zmyśloną bajeczkę jak kiedyś zabrałem z azylu to nieszczęsne zwierzę, zyskując już na wejściu sympatię partnerki.
Pieszczony na cztery ręce Facet rozwalał wtedy do góry łapami i przewracając ślepiami przyjaźnie pomrukiwał, co stwarzało nastrój ciepłego zbliżenia.
cdn. |
|
|
Fragment książki p. dr KP "Podaj hasło", wydanej w 2008, s. 109, reprodukowany w Salonie 24, dzisiaj, 00:25:
"Bolo [prof. w AGH] mi pokazał, że równie ważnym, jeśli nie ważniejszym jest: - by miał osobowość, która skutecznie wpływa na innych, poprawia im samopoczucie, wzmaga temperament, poszerza wyobraźnię, i co najważniejsze budzi ochotę do życia i działania. Do tego musi mieć jeszcze polot, wrodzony instynkt aktorski, odrobinę malarskiej fantazji i morze dobroduszności. Ale to jeszcze nie wszystko. Prawdziwy profesor musi się jeszcze umieć bawić tym, co robi.
A dzisiejsi profesorowie? No nóż, jak napisałem w notce upierdliwe mejle piszą i od rana do wieczora czatują na cudzych blogach."
* Ostatnie zdanie dodane dzisiaj. W oryginale po "tym, co robi":
"Vide: Profesor Woleński, który balangę nie tylko, że lubił, ale potrafił o nie wygłaszać ciekawe wykłady [...] nie muszę dodawać, że były to wykłady nie tylko dowcipne, lecz także mądrzejsze niż się może zdawać."
Tak, tak, czasy zmieniają się i opinie wraz z nimi. Wygląda na to, że p. dr KP urządził zasadzkę na mnie, przewidując, że po 7 latach będę pisał "upierdliwe mejle [...] i od rana do wieczora [czatował] na cudzych blogach". Jedno wszelako jest constans, mianowicie błędy składniowe w tekstach p. dr KP.
JW |