|
|
Panie Pasierbiewicz,
Co do fotki pod linkiem: niepoprawni.pl... , to chyba Pan niewiele natrudził się z jej znalezieniem, ponieważ pochodzi ona z promocyjnej imprezy w Jastarni, która Pan współorganizował. Ba, nawet zamieścił Pan ją w sprawozdaniu z tego wydarzenia jako świadectwo, jakie to osoby w nim uczestniczyły. I znowu pamięć Panu nie dopisała.
Jan Woleński |
|
|
Uzupełnienie:
Nie musiał Pan zbyt natrudzić się w związku ze znalezieniem fotki o linku vide: niepoprawni.pl... , ponieważ została wykonana na promocji jednej z Pańskich książek i została zamieszczona w sprawozdaniu z tejże imprezy. Czyżby Pan nie zdołał zapamietać nawet tak prostej rzeczy?
JW. |
|
|
Panie Pasierbiewicz,
To czy Pan opuszcza tytuł przy moim nazwisku czy nie, nie ma najmniejszego znaczenia w środowisku naukowym, podobnie jak to, co o mnie napisał dr Gontarczyk. To jaką mam opinię może jako naukowiec może Pan łatwo sprawdzić w Internecie i w materiałach, jakie Pan otrzymał ode mnie. Jak Pan taki rzetelny bloger, może Pan przedstawi.
Zdanie, ze jestem skończony po komentarzu, jaki Pan zacytował, jest efektem Pańskiej fantazji. Zresztą wieszczy Pan to już od dwu lat i jakoś nie sprawdza się. Jedyne, co Panu pozostało to wierzyć sobie, Gontarczykowi i plotkom. To ostatnie jest zresztą Pańską specjalnością od lat. Też nieudolnie wykonywaną, jak zresztą wszystko, czego Pan imał się w swoim życiu. Nawiasem mówiąc, to nie Bronisław Komorowski wręczył mi wspomnianą nagrodę. Ta pomyłka dowodnie świadczy o Pańskiej ignorancji w sprawach, o którym łatwo można dowiedzieć się z Internetu.
JW
PS. I niech Pan skorzysta z jakiegoś poradnika gramatyki, aby nauczyć się, gdzie stawia się przecinki (nier "Gontarczyk pisze cytuje", ale "Gontarczyk pisze, cytuję"). Nadto dr Gontarczyk jest profesorem w takim samym sensie jak Pan, tj. nie jest nim. |
|
|
Panie Pasierbiewicz,
Tak się składa, że na temat mnie jako naukowca negatywnie wypowiadaj a się tylko Pan i dr Gontarczyk (obaj nie jesteście zbyt kompetentni do oceny mojej dziedziny), natomiast sporo osób czyni to pozytywnie. Z drugiej strony, na temat Pańskich osiągnięć w zakresie geologii nikt nie wypowiada się ani pozytywnie ani negatywnie, od co najmniej ćwierć wieku. Powód jest bardzo prosty, mianowicie ten, że Pan w nauce po prostu nie istnieje. Kiedyś przyszedł do mnie ktoś z Pańskiego dawnego instytutu na konsultacje w sprawie metodologicznych aspektów metody datowania przy pomocy C14. Z ciekawości zapytałem o Pana jako geologa.Odrzekł, że nie zna takowego.
JW |
|
|
Panie Pasierbiewicz,
Jest rzeczą całkowcie bez znaczenia, czy Pan to dzieło o mnie Pan skreślił skreślił czy aprobuje Pan jego treść. Za pierwszą alternatywą przemawia przede wszystkim to, że na końcu jest odesłanie do jednego z Pańskich wystukań a, jak powszechnie wiadomo, jedyną osobą, która Pana obecnie cytuje jest Pan sam. Co do skojarzeń, to żołnierz, o którym Pan wspomina w stosownym kawale chodził do spowiedzi a nie do psychiatry, a więc nie potrafi Pan nawet powtórzyć prościutkiego żartu. Co do świra na Pańskim punkcie, to znowu pomylił Pan mnie ze swoim największym przyjacielem, czyli lustrem. I na to rzeczywiście nic Pan nie poradzi. Jest to zresztą jedyna odwzajemniona miłość w Pańskim przypadku, mimo, że jest Pan genderowo heteroseksualny. Lub raczej kiedyś Pan był, bo teraz, jak przypuszczam jest Pan całkowicie aseksualny.
JW |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @janhenryk (Jan Woleński)
Pan jest naukową "ciotą" Panie Woleński, co dowiódł pan prof. Piotr Gontarczyk z IPN-u w tekście zatytułowanym „"Słoma stercząca z butów Kadafiego. Rzecz o pożytkach z lektury lustracyjnych opusów prof. Jana Woleńskiego" (GLAUKOPIS Nr 28, a.d. 2013).
Krzysztof Pasierbiewicz |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @janhenryk (Jan Woleński)
Panie Woleński! (celowo opuściłem Pański tytuł naukowy)
Skoro się Pan wreszcie przedstawił imieniem i nazwiskiem zacznę od tego, że jest Pan profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, a zarazem laureatem najbardziej prestiżowej nagrody naukowej w Polsce nazywanej „Naukowym Noblem” i już same te dwa fakty powinny Pana zobowiązywać do wypowiadania się na poziomie stosownym do rangi etosu profesora uniwersyteckiego i prestiżu nagrody, którą Panu wręczył Bronisław Komorowski, było nie było Prezydent RP.
Tymczasem powyższy komentarz jest niezaprzeczalnym dowodem tego, że zniżył się pan do poziomu magla i wylazła Panu z butów słoma i sterczy.
Myślałem, że pan profesor Piotr Gontarczyk z IPN mimo wszystko przesadził w recenzji Pańskiego koronnego dzieła „Lustracja jako zwierciadło” druzgocącej Pana, jako przedstawiciela świata nauki, recenzji, którą zatytułował „"Słoma stercząca z butów Kadafiego. Rzecz o pożytkach z lektury lustracyjnych opusów prof. Jana Woleńskiego" (GLAUKOPIS Nr 28, a.d. 2013), gdzie Gontarczyk pisze cytuję:
„Sięganie po insynuacje i pomówienia – tak pod adresem poszczególnych osób, jak i całych zbiorowości – jest immanentną częścią „toków argumentacji” profesora Woleńskiego (…) „Lustracja jako zwierciadło” autorstwa prof. Woleńskiego to objaw wyraźnej „degradacji statusu profesora uniwersyteckiego”…”, koniec cytatu.
No i wyszło szydło z worka, ponieważ każdy z czytelników mojego blogu może się przekonać, że Pański powyższy komentarz zaświadcza niezbicie, iż prof. Gontarczyk miał rację kończąc recenzję Pańskiej książki słowami, cytuję:
„Z jakimi niewyszukanymi pobudkami i wątpliwymi metodami mamy do czynienia w przypadku pisarstwa Jana Woleńskiego świadczy fakt, że wspomniany sięgnął po insynuacje nawet w sprawie tak trzeciorzędnej jak polemika ze mną…”, koniec cytatu.
Po tym komentarzu jest Pan skończony, Panie Woleński!
I chyba są prawdziwe plotki, że Pan jednak nie jest Żydem za jakiego się podaje. Dlaczego? Bo Żydzi są mądrzy. |
|
|
II.
P. KP został zatrudniony w AGH jako asystent. Jak sam przyznaje stało się to za protekcją sekretarza KU PZPR w AGH. Inaczej być nie mogło, bo żaden szanujący się kierownik zakładu nie zatrudniłby jegomościa, który nie wykazywał jakichkolwiek zainteresowań naukowych, np. uczestnicząc w pracach koła naukowego. To, że p. KP miał jakiekolwiek moralne dylematy w związku z trybem jego zatrudnienia jest jego własnym mitem. Doktorat zrobił po 9 latach i, w gruncie rzeczy, powinien zostać zwolniony z powodu nie zrobienia habilitacji. To, że mimo wszystko przedłużono mu zatrudnienie, aby mógł bronić doktoratu, było wynikiem może tej samej protekcji, dzięki której został pracownikiem naukowym. Musiał cieszyć się pełnym zaufaniem władz stanu wojennego, skoro przedłużono mu zatrudnienie i dano nagrodę za doktorat w 1982 r. Osiągnięcia zawodowe p. KP są dość przeciętne (opieram się na zdaniu znajomych geologów), aczkolwiek byłoby niesprawiedliwością powiedzieć, że żadne. Nie będę jednak tego wątku rozwijał poza uwagą, iż najzwyczajniej zmyśla, że nie został profesorem, bo nie chciał. Jeden z profesorów geologii powiedział mi, że od początku było wiadome, że p. KP nie pójdzie tą (naukowa) drogą. I nie poszedł.
Nie jest wykluczone, że p. KP brał udział w strajku w AGH po wprowadzeniu stanu wojennego, ale też nikt tego nie potwierdza. Nie ma też świadków jego potyczek z ZOMO w stanie wojennym (tak składa się, że rzekomi świadkowie już nie żyją). Nic nie jest wiadomo o działalności opozycyjnej p. KP w stanie wojennym, np. o jego udziale w podziemnych strukturach „Solidarności”, działalności wydawniczej lub kolportażowej. Natomiast z lubością obrzuca tych, którzy wtedy byli aktywni.
P. KP ożył politycznie dopiero po 1989 r. i stał się zwolennikiem prawicy. Powody tej zmiany nie są znane. Być może stało się to pod wpływem otoczenia w AGH. Fałszem jest, że spotkał go jakikolwiek towarzyski ostracyzm ze strony środowiska, do którego wcześniej należał, bo nikt mu miał złe tego, że deklarował prawicowe poglądy. Dowodem na to jest treść książki „Podaj hasło”, wydanej w 2008 r. w której entuzjastycznie wypowiada się o tych (także o mnie), których obecnie odsądza od czci i wiary. Chodził na imprezy towarzyskie w dotychczasowym gronie i sam zapraszał do siebie swoich dawnych znajomych. |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @janhenryk (Jan Woleński)
"Trudno przypuścić, aby ktokolwiek inny poza p. KP wpadł na pomysł zacytowana tej wybitnej produkcji..."
-----------------
Komu trudno, temu trudno.
"Niezależnie od tego, kto jest autorem informacji o mnie, p. KP najwyraźniej identyfikuje się z jej treścią..."
-------------------
Myślę, że specjaliści bez trudu mogą stwierdzić, kto jest autorem tej informacji. A jeśli autorstwo tej informacji ze mną się Panu kojarzy, to najwyższa pora panie Woleński udać się do psychiatry, do którego chodził ten przysłowiowy żołnierz, któremu wszystko z jednym się kojarzyło. Sorry, ale Pan ma świra na moim punkcie, a na to już nic nie poradzę. A jeśli się Pan we mnie zakochał, to nic z tego, bo jestem heteroseksualny. A poza tym znalazłem Pańską fotkę w Internecie - vide: niepoprawni.pl , więc chyba Pan rozumie, że szans u mnie mieć nie może.
KP |
|
|
Ponieważ p. KP informuje o mojej biografii, postanowiłem napisać coś o nim.
Znam p. KP od przeszło 40 lat. Na początku lat 1970tych zaczął obracać się w dość szerokim środowisku, w którym było sporo pracowników UJ. P. KP kumplował się ze wszystkimi bez względu na ich przynależność partyjną. Jeśli rzecz dotyczy jego poglądów politycznych, światopoglądowych czy zainteresowań intelektualnych, najlepiej to określić jako człowieka bez właściwości (tytuł powieści Musila). Nie przypominam sobie jakiejkolwiek dyskusji z p. KP na tematy polityczne, społeczne, historyczne itp. Ci, którzy go znają jeszcze dłużej powiadają, że był, jak to powiada się, „nieczytany” w zakresie literatury pięknej. Próbowała to zmienić jego dziewczyna z czasów studenckich i nawet odniosła pewne sukcesy. Jak p. KP opisuje w swoim kiczu, pardon arcydziele, „Magia namiętności”, zakochał się był na pokładzie transatlantyku „Stefan Barory” w drodze do USA. Pozostała w Polsce dziewczyna opiekowała się jego chorą matką, współorganizowała jej pogrzeb oraz, co nie było łatwe w tych czasach, zabezpieczyła mieszkanie p. KP. O tym, ze jej narzeczony zakochał się na zabój powzięła wiadomość po prawie dwóch latach. Wyjechała po p. KP do Gdyni i w pociągu dowiedziała się, że jest passe. Rzecz nie w tym, że p. KP zakochał się w innej, bo każdemu może zdarzyć się taka przypadłość. Wszelako sposób zakończenia znajomości dobrze odsłania osobowość p. KP. Jego znajomi powiadają, że sam jest swoim najlepszym przyjacielem; inaczej mówiąc jego głównym druhem jest lustro.
Niewątpliwą zaletą p. KP w tym czasie było to, ze nawet nie próbował się przedstawiać tym, kim nie był. Bardzo mu zależało na pokazywaniu się w towarzystwie osób znanych. Był też tolerowany a nawet lubiany w towarzystwie, bo nie było powodu dla odmiennego stanowiska. Nadto podobał się niejednej niewieście. Przechwalał się swoimi sukcesami damsko-męskimi, ale to nie robiło większego wrażenia, niezależnie od tego, że było wiadome, iż sporo zmyśla. Był użyteczny, bo miał tzw. chatę, w której mogli przebywać ludzie, nie mający się gdzie podziać. Np. w związku ze swoimi romansami. Taki znajomy był w owych czasach wprost bezcenny. Summa summarum, p. KP był postrzegany w tym czasie jako w miarę atrakcyjny fircyk i przeciętniak pod względem umysłowym. Nikomu to nie przeszkadzało.
|
|
|
Pan KP poleca zapoznanie się z tekstem yelita/wolenski etc. zawierającym informacje na mówi temat. Wiele wskazuje na to, że p. KP sam ułożył ten tekst. Po pierwsze, informacja ta jest opatrzona nie moim zdjęciem, tylko Leszka Kołakowskiego. Można to uznać za typowy przejaw zmyślności p. KP. Po drugie, tekst zawiera verbatim powtórzone uwagi p. KP na mój temat. Po trzecie, i może najistotniejsze, na końcu podana jest bibliografia zawierająca dwie pozycje, z których pierwsza to utwór p. KP "Dlaczego Wildstein spuścił z tonu przy Woleńskim?". Trudno przypuścić, aby ktokolwiek inny poza p. KP wpadł na pomysł zacytowana tej wybitnej produkcji. Wprawdzie, o ile mam rację, kto jest autorem, rzeczonego tego tekstu, p. KP zastosował zmyłkę, godną jego legendarnej przemyślności, wstawiając zdjęcie Kołakowskiego, ale chęć lansowania własnej osoby okazała się przemożniejsza. Niezależnie od tego, kto jest autorem informacji o mnie, p. KP najwyraźniej identyfikuje się z jej treścią. Nie wchodząc w polemikę, zwrócę jedynie uwagę na antyżydowską obsesję p. KP, dobrze znaną z jego innych dzieł.
Jan Woleński |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @felicjan
"No i co z tego? Co to ma do rzeczy? Jak to się ma do Pana działalności blogerskiej, o którą nam tu chodzi?..."
-----------------
Nieuważnie Pan czyta. Proszę kliknąć na link pod załączoną laurką, a wejdzie Pan na mój blog - vide: yelita.pl |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @andzia
Wielce Szanowna Pani Andziu!
Dziękuję za link. Ale mam jeszcze lepszą relację filmową z Jastarni - vide: youtube.com
No i co? Zwisła Pani warga? |
|
|
JJC No i co z tego? Co to ma do rzeczy? Jak to się ma do Pana działalności blogerskiej, o którą nam tu chodzi?
A nawiasem mówiąc rozmawiałem kiedyś z prof. Woleńskim via e-mail na Pana temat i powinien Pan się cieszyć, bo był bardziej niż ja wyrozumiały. |
|
|
JJC "Pan się ośmiesza Panie Felicjanie, więc proszę mnie nie namawiać do poważnej rozmowy"
......................
A gdzie Pan wyczytał, że ja Pana zapraszam do poważnej rozmowy?
To imaginacja, całkowicie bezpodstawne myślenie życzeniowe. Tak zresztą jak i pierwsza część zacytowanego wyżej zdania.
Panu się zdaje, że jak Pan coś napisze, to tak jest? Równie dobrze mógłby Pan sobie wyobrazić, Panie Krzysiu, że jest Napoleonem. |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @felicjan
"W kwestii poglądów politycznych mam co prawda zupełnie inne niż Profesor zdanie, ale trzeba oddać mu sprawiedliwość, iż niezwykle celnie, dowcipnie i ze swadą komentował tu kiedyś panakrzysiową bl(a)gerską wy-twórczość. Czytało się to z przyjemnością..."
--------------------
To z pewnością zainteresuje Pana ten materiał, który krąży w Internecie - vide: yelita.pl |
|
|
Krzysztof Pasierbiewicz @felicjan
"Drogi Panie, powiem Panu kilka słów poważnie..."
---------------
Sęk w tym Panie Felicjanie, że z Panem nie da się poważnie rozmawiać.
Przecież wszyscy czytelnicy mojego blogu już dawno zauważyli, że niezależnie od tego, co napiszę Pan dodaje komentarz, w znakomitej ilości przypadków nie na temat, którego jedynym celem jest oplucie i wyszydzenie autora blogu.
Pan się ośmiesza Panie Felicjanie, więc proszę mnie nie namawiać do poważnej rozmowy. Mówili to już Panu wielokrotnie Goście mojego blogu, upominał Pana Admin, a Pan swoje. Czy na prawdę Pan nie rozumie, że na te Pańskie komentarze nikt już nie zwraca uwagi? Po Krakowie już krążą legendy o maniaku buszującym na moim blogu.
Weź się Pan w garść Panie Felicjanie i przestań Pan z siebie pośmiewiska robić.
Bez pozdrowień,
Krzysztof Pasierbiewicz |
|
|
wakacje tuż, tuż i niedługo pasierbiewicz będzie bawił na Helu. Mały obrazeczek bunga-bunga pasierbiewicza na tymże półwyspie hehehehe youtube.com |
|
|
JJC I jeszcze słowo.
W moich komentarzach chętnie używam w stosunku do autora tego blogu określeń: bl(a)ger (i pochodne) oraz Bloger Nowego Millennium. Gwoli ścisłości wyjaśniam, że nie ja jestem autorem tych określeń, czego zresztą żałuję, ale prof. Woleński.
W kwestii poglądów politycznych mam co prawda zupełnie inne niż Profesor zdanie, ale trzeba oddać mu sprawiedliwość, iż niezwykle celnie, dowcipnie i ze swadą komentował tu kiedyś panakrzysiową bl(a)gerską wy-twórczość. Czytało się to z przyjemnością. |
|
|
mada A co pan myśli o objawieniowej metodzie naukowej światowej sławy historyka prof.Grossa i o postnaukowej i posthistorycznej metodzie naukowej majora prof.Baumana? |