Strony walczące o władzę jeszcze mocniej się radykalizują. Słowo „zamach stanu” nie jest już wyłączną własnością opozycji – pojawia się też, choć rzadziej i w innym tonie, wśród zwolenników rządu. Premier Tusk i jego otoczenie mówią o przywracaniu rządów prawa po latach „bezprawia” PiS. Prezydent Karol Nawrocki, prezes Bogdan Święczkowski i PiS mówią o „ przejęciu” i „państwie policyjnym”. W mediach społecznościowych temperatura rośnie, język się zaostrza, a część elektoratu – zwłaszcza umiarkowanego – milczy. Przewaga w opiniach medialnych jest po stronie zwolenników prezydenta Nawrockiego.
Tymczasem świat – Stany Zjednoczone i Europa – nie przyjmuje polskiej nomenklatury. Nie ma powszechnej oceny, że doszło do zamachu stanu. Zainteresowanie jest umiarkowane, czasem wręcz słabe. Dominuje pozycja obserwatora.
Amerykańskie media (CNN, New York Times, Reuters, Associated Press) relacjonowały wydarzenia z 30–31 października przede wszystkim jako kolejną odsłonę długiego sporu o sądownictwo. Podkreślały reformy PiS z lat 2015–2023, orzeczenia TSUE i ETPC kwestionujące niezależność Trybunału oraz próbę rządu Tuska odwrócenia tych zmian. Ambasador USA Tom Rose na X napisał, że sytuacja jest „bardzo poważna” i wezwał do deeskalacji – bez jednoznacznego potępienia którejkolwiek strony. Biały Dom nie wydał ostrego oświadczenia. W tonie konserwatywnym pojawiały się głosy krytyczne wobec Tuska, ale mainstream traktował sprawę jako wewnętrzny kryzys instytucjonalny sojusznika z NATO, a nie jako atak na demokrację wymagający międzynarodowej interwencji.
Podobnie wygląda to w Europie. BBC, POLITICO Europe, DW, Financial Times czy The Irish Times opisują eskalację sporu między rządem proeuropejskim a Trybunałem i prezydentem związanymi z PiS. Relacjonują obie narracje – „przywracanie rządów prawa” kontra „zamach” – i przypominają wcześniejsze orzeczenia sądów europejskich. Komisja Europejska oświadczyła, że monitoruje wydarzenia i że mianowanie sędziów TK należy do kompetencji Sejmu. Ostre potępienie rządu pochodzi głównie ze skrajnej prawicy. W mainstreamie nie ma powszechnego uznania, że doszło do zamachu na demokrację. Jest opis sporu, złych optyk i wezwania do rozwiązania sytuacji.
Niemieckie gazety (FAZ, Süddeutsche Zeitung, Die Welt, tagesschau, Spiegel) mówią o eskalacji długotrwałego konfliktu. Relacjonują wejście policji na teren Trybunału, próbę wejścia Święczkowskiego oraz wejście prezydenta Nawrockiego. Cytują oskarżenia PiS ale równolegle przytaczają argumentację Tuska o „przywracaniu rządów prawa po latach bezprawia”. Nie ma jednoznacznego potępienia rządu – raczej kolejny etap konfliktu.
Francuska prasa (Le Monde, Le Figaro) pisze o „crise politique” i „bras de fer”. Podkreśla, że policja zablokowała dostęp do Trybunału, a prezydent Nawrocki przerwał lot do Senegalu. Jednocześnie przypomina, że sędziowie TK byli nominowani przez PiS, że UE ich nie uznaje. Le Figaro mocniej eksponuje oskarżenia o zamach stanu, Le Monde bardziej kontekst europejski i blokadę nominacji przez prezydenta. To relacja o eskalacji, nie o międzynarodowym potępieniu.
Hiszpańskie media (ABC, El Mundo, El Correo) skupiają się na „enfrentamiento” między Tusk i Nawrocki oraz na obecności policji wokół Trybunału. Opisują suspendowanie Święczkowskiego, protesty, powrót prezydenta Nawrockiego i jego oskarżenia o „violación del orden constitucional”. Ogólny ton jest podobny: kryzys instytucjonalny, dwie narracje, brak oceny, że „to jest zamach stanu, który należy potępić”.
Logika jest prosta: zamach stanu zwykle robi opozycja albo siła zewnętrzna przeciwko legalnie wybranemu rządowi. Tutaj premier sprawujący władzę z mandatu wyborczego podejmuje działania wobec instytucji, której status i tak był od lat kwestionowany przez sądy europejskie. Dla zewnętrznych obserwatorów nie wygląda to jak klasyczny zamach, tylko na kolejny, brudny etap sporu o kontrolę nad Trybunałem. Stąd brak potępienia w stylu, którego oczekuje polska prawica, i stąd umiarkowane zainteresowanie.
Polska się radykalizuje. Obie strony zaostrzają język i utwardzają pozycje. Świat – Stany, Niemcy, Francja, Hiszpania i reszta Europy – pozostaje na pozycji obserwatora, który widzi spór wewnętrzny sojusznika, a nie przełom ustrojowy. To nie jest obojętność absolutna, ale też nie jest to moralny alarm, którego część polskiej sceny politycznej chciałaby usłyszeć.
Jarosław Banaś
Świat może patrzy z dystansem. Unia Europejska nie. Jest stroną we własnej sprawie i poparła walkę rządu o "praworzadność".
Dodać należy stanowisko Rosji wyrażone wpisem Dymitra Miedwiediewa w mediach społecznościowych:
"Liberałowie Tuska, protegowanego Brukseli, uciskają konserwatystów z PiS. Najwyraźniej częściowo z powodu nienawiści tych ostatnich do banderowców"
polsatnews.pl
Rosja ma z tej zwięzłej wypowiedzi 5 korzyści:
1.Poparcie dla sojusznika swojego sojusznika po drugim Katyniu.
2.Krytykę Brukseli.
3.Promocję swojej pryncypialności na użytek wewnętrzny i zewnętrzny.
4.Rozgrywanie polityki polsko-ukraińskiej.
5.Krytykę banderyzmu.
Nie przeglądałem SU, ale fakt. Dzieki.
Zapomniałem o jeszcze jednym aspekcie, nie ostatnim: Pocałunek śmierci dla PiS.
Tusk coś mówił niepochlebnego o symetrystach ⚫️