W poznańskiej Auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza trwa 17. Międzynarodowy Konkurs Skrzypcowy im. Henryka Wieniawskiego. Prowadzący przesłuchania ograniczają się do podawania wyłącznie numeru oraz nazwiska wykonawcy – z głośników pada jedynie krótka zapowiedź, np. „Numer 17, Xiang Han”. Z oficjalnych programów, harmonogramów internetowych oraz bezpośrednio ze sceny po cichu usunięto flagi państwowe oraz informacje o narodowości i kraju pochodzenia artystów. Rezygnacja z symboli narodowych nastąpiła bez publicznych komunikatów – jeszcze w 2011 roku kraje widniały przy nazwiskach, lecz z czasem zaczęto je ograniczać, aż w materiałach z lat 2022 i 2026 dane o narodowości całkowicie zniknęły.
Wymazanie tożsamości państwowej stało się osią głębokiego sporu światopoglądowego i ideologicznego. Zwolennicy bieżącego kursu widzą w nim postęp oraz realizację idei muzyki jako uniwersalnego języka, w którym artysta reprezentuje jedynie samego siebie, a nie państwo. Z kolei krytycy wskazują na celowe unikanie myślenia w kategoriach narodowych oraz rozmywanie polskich ram wydarzenia finansowanego z publicznych pieniędzy pod patronatem Prezydenta RP. Wątek ten wpisuje się w szerszą debatę, przypominającą niedawne kontrowersje wokół Konkursu Chopinowskiego, gdzie zrezygnowano z odegrania hymnu oraz z biało-czerwonych akcentów na scenie, co skłoniło muzyka Piotra Iwickiego do pytania, czy polska kultura wstydzi się własnych symboli.
Decyzja ta tworzy osobliwy paradoks w zestawieniu z biografią samego patrona. Henryk Wieniawski był Polakiem urodzonym w Lublinie w rodzinie o korzeniach żydowskich – jego dziadek Herszek Mejer Helman był cyrulikiem na przedmieściu Wieniawa, a ojciec Wolf zmienił imię na Tadeusz i walczył w powstaniu listopadowym. Przez dziesięciolecia żydowskie pochodzenie kompozytora starannie przemilczano, by wykreować go na postać „czysto polską”. Dziś ukrywa się z kolei narodowości uczestników, by nikt nie musiał wyróżniać się pochodzeniem. Jest to tym bardziej wymowne, że w czasach zaborów kultura tworzona przez Chopina, Mickiewicza czy Wieniawskiego była z dumą manifestowana za granicą jako narzędzie przetrwania narodu, podczas gdy obecnie – w niepodległym państwie – polskość na konkursie jego imienia bywa wyciszana.
Na tle innych prestiżowych turniejów – takich jak konkursy w Indianapolis, Lipsku, Bonn czy Konkurs Królowej Elżbiety w Brukseli, gdzie narodowości są jawne – Poznań wyróżnia się radykalną neutralnością. Mimo braku oficjalnych wykazów, z biogramów około 48 uczestników wynika jasna dominacja skrzypków z Azji Wschodniej (ok. 16–18 osób z Korei Południowej, 9 z Chin, 3 z Japonii, 1 z Tajwanu) przy udziale ośmiorga Polaków. Choć impreza nosi imię polskiego twórcy, koncert inaugurujący otworzyła południowokoreańska wiolonczelistka Tae-Yeon Kim utworami Saint-Saënsa, Szałowskiego i Bacewicz – bez ani jednego utworu Wieniawskiego i bez skrzypiec solo. Jednocześnie od wydarzenia konsekwentnie stroni klasa polityczna, chętniej promująca się w szatniach piłkarskich i na trybunach sportowych.
Rozmycie narodowości i symboli stawia fundamentalne pytanie o granice nowoczesnego uniwersalizmu. Czy skuteczne promowanie polskiego kompozytora na świecie naprawdę wymaga wstydliwego chowania własnej flagi i udawania, że tożsamość nie ma żadnego znaczenia?
Jarosław Banaś
Wieniawski, Paderewski, Chopin.
Wielcy Polacy. Dzięki którym bycie Polakiem, to zaszczyt.
Jestem Polakiem.
Pozdrawiam z mickiewiczowskiego zadupia
Jurek Ciruk
antybANDEROWIEC