Wzrost cen, zwłaszcza paliw, natychmiast przełożył się na wzrost inflacji.
Ceny towarów i usług konsumpcyjnych wg tzw. szybkiego szacunku w GUS w sierpniu br. wzrosły o 3,4% w porównaniu z sierpniem ub. roku, a w porównaniu z lipcem – podskoczyły w górę o 0,4%. W ten sposób powróciły do wysokości znanej z lata ub. roku.
Co ciekawe, największy wzrost cen rok do roku w sierpniu br. dotyczył według GUS paliw w prywatnych środkach transportu (o 24,2%; i o 5,2% w stosunku do lipca br.). W znacznie mniejszym stopniu (wzrost rok do roku o 4,1%) dotyczyło to cen energii elektrycznej, gazu i innych paliw. Jak widać wznowiony przez rząd program tzw. CPN („ceny paliw niżej”), obowiązujący jednak tylko przez dwa ostatnie tygodnie sierpnia nie miał wpływu na ostateczny rezultat poziomu inflacji, bowiem GUS skończył zbierać dane do jego określenia w chwili, gdy program ten zaczął ponownie - od połowy miesiąca - obowiązywać – nie miał on więc wpływu na ostateczne dane GUS.
W niepublikowanym wywiadzie dla naszego portalu filarybiznesu.pl, Janusz Szewczak, analityk gospodarczy, zaznaczył, że „tylko w ciągu 1 dnia od porzucenia CPN przyrost cen paliw za litr wyniósł nawet 1-1,2 zł, oznacza dla polskich kierowców ogromny skok w górę. I żadne przyczyny geopolityczne i ekonomiczne nie uzasadniają aż takiego wzrostu cen w Polsce”.
Według eksperta, po porzuceniu przez rząd „CPN” „powstają ogromne marże dla firm paliwowych, a jednocześnie zwiększa się łupienie klientów. Gdyby nie to, że prezydent Nawrocki skierował ustawę „od ponadnormatywnych zysków firm energetycznych, tzw. windfull tax” do Trybunału Konstytucyjnego, to obecnie ceny paliw na polskich stacjach benzynowych byłyby jeszcze wyższe. Przypomnijmy, że są one dziś na poziomie ok. 8 zł/l (benzyny) i prawie 9 zł/l w przypadku Diesla”.
Szewczak przewiduje, że po odejściu od „CPN” poziom inflacji przekroczy poziom 4% - „już wrzesień przyniesie taki jej wynik. Bo ceny ewidentnie się nie zatrzymują. A wyższe ceny paliw przekładają się na wyższe ceny wszystkiego: transportu, usług, produkcji”.
- Również spodziewam się w związku z tym wzrostu cen żywności – dodał ekspert.
Z kolei eksperci z Banku PKO BP zauważają, że inflacja CPI w sierpniu wzrosła „powyżej oczekiwań”. Ich zdaniem „głównym źródłem przyśpieszenia były paliwa, które zdrożały o 5,2% m/m i 24,2% r/r, m.in. w efekcie eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie i niedoborów produkcji”. Zaś „w przeciwnym kierunku oddziaływały ceny żywności, które spadły o 0,7% m/m i 0,9% r/r”.
Ekonomiści PKO BP szacują, że „inflacja bazowa lekko wzrosła do ok. 3,2% r/r”. Przy czym „już we wrześniu inflacja przekroczy wg naszej prognozy 3,5%, a do końca 2026 może osiągnąć 4% r/r. (…)Nie obserwujemy przy tym nasilenia efektów inflacyjnej drugiej rundy w gospodarce ogółem, w szczególności nie wskazują na to wskaźniki oczekiwań inflacyjnych przedsiębiorstw.
„Do końca roku inflacja powinna wzrosnąć do nieco powyżej 4% r/r – przy założeniu braku eskalacji na Bliskim Wschodzie”. Przy czym w 1 półroczu 2027 r. „inflacja ma znajdować się jeszcze powyżej górnej granicy odchyleń od celu (3,5%), ale w dalszej części roku spadnie do celu”.
„Przewiduję, że po odejściu od „CPN” [inflacja] przekroczy poziom 4% - już wrzesień przyniesie taki jej wynik. Bo ceny ewidentnie się nie zatrzymują. A wyższe ceny paliw przekładają się na wyższe ceny wszystkiego: transportu, usług, produkcji. Również spodziewam się w związku z tym wzrostu cen żywności” - uważa Janusz Szewczak.
Z kolei w opinii ekspertów Pekao SA „niepokoi jednak wzrost inflacji bazowej. (...)dane jeszcze bardziej zamykają okno do obniżek stóp procentowych. (…)GUS nie „zobaczył” w danych efektu programu CPN, który został wznowiony nietypowo na ostatnie dwa tygodnia sierpnia - już po zakończeniu zbierania obserwacji cenowych. Ograniczy to również zamieszanie w prezentowaniu danych za wrzesień, kiedy program CPN nie będzie już obowiązywał”.
Wobec tego „inflacja CPI ma jeszcze potencjał do przyspieszenia i pod koniec roku może zbliżyć się nawet do 4% r/r, osiągając wtedy swój lokalny szczyt” - uważają eksperci Pekao SA.
"CPN przyrost cen paliw za litr wyniósł nawet 1-1,2 zł, oznacza dla polskich kierowców ogromny skok w górę. I żadne przyczyny geopolityczne i ekonomiczne nie uzasadniają aż takiego wzrostu cen w Polsce”."
Może nie słyszał o wojnie w zatoce Perskiej.
Przydałoby się policzyć ile za tuskowy CPN w odniesieniu do dzisiejszej ceny litra benzyny zapłacą Polacy za 2 pokolenia. Rolowane długi od tej dotacji da się przeliczyć.