Nie tak dawno pisałem tu o problemie otwartości tekstów w publikacjach internetowych i pytałem, czy karmi się nimi sztuczną inteligencję. Dziś pora na próbkę odpowiedzi – w formule subiektywnego przeglądu tygodnia. Bo jeśli sztuczna inteligencja czymś się karmi, to właśnie takimi głosami: nieprzetrawionymi, niecenzurowanymi i niedopasowanymi do jednej linii. Na Naszych Blogach nie znajdziecie recyklingu agencyjnych depesz ani bezpiecznych, wygładzonych komentarzy. Tu publikują ludzie, którzy nie proszą o zgodę na własną opinię. I właśnie ta bezkompromisowa otwartość – wraz z całą jej szorstkością i niedoskonałością – stanowi o wyjątkowości tego miejsca.
Wśród tekstów pojawił się krótki, uderzająco cichy wpis Zbyszka: „Dzieci jest połowę. Ostatni zgasi światło?”. Dwie linie na wykresie: zielona – dzietności, niebieska – urodzeń. I dwa pytania: kto za to odpowiada i czy da się jeszcze cokolwiek zrobić? Odpowiedź brzmi jak bezradne westchnienie: może nikt, może nic. W tym samym czasie Sekator w „Demokracji w obronie Trybunału Konstytucyjnego” opisywał, jak polityczny rwetes wokół TK przechodzi z fazy werbalnej w fizyczną, a Mika w tekście „Druk 3003: Euro-stalinizm” pokazywała, jak pod płaszczykiem unijnych dyrektyw buduje się system natychmiastowej śmierci ekonomicznej na podstawie samego „prawdopodobieństwa”.
Obok tego dr Marek Sikorski w „Cywilizacji śmierci...” pytał, czy żyjemy w rzeczywistości, w której śmierć stała się po prostu gałęzią gospodarki. Z kolei Izabela Brodacka-Falzmann w felietonie „Notre Dame na celowniku” pokazywała, jak historyczne grisaille ustępują miejsca współczesnym witrażom – pozbawionym i ducha, i sacrum. To ten sam długi marsz przez instytucje, tylko w innej scenografii.
Grzegorz GPS Świderski w tekście „Nasze wady, to w istocie zalety” postawił sprawę bez ogródek: polska nieufność, podejrzliwość i przywiązanie do lokalności – uchodzące na Zachodzie za zacofanie – w praktyce utrudniają bezkrwawe przejęcie kraju. Z kolei piszący te słowa w artykule „Hurtownia kultury: system działa w każdych warunkach” wskazywał na zanikanie mechanizmów kontroli finansowania kultury. Duże imprezy drenują budżety samorządów oraz programów ministerialnych, napędzają ruch turystyczny, a jednocześnie bezwzględnie wypierają miejscowe środowisko twórcze. Ten mechanizm funkcjonuje bez względu na to, kto akurat rządzi – i właśnie w tym tkwi jego największe niebezpieczeństwo.
W całym tym zgiełku łatwo byłoby przeoczyć głos Macieja Pawlaka: „Muzykoterapia potrzebuje jasnych zasad”. To potrzebne zaproszenie do pochylenia się nad problemem z pogranicza medycyny i sztuki – zawodem, który w Polsce wciąż nie doczekał się jednoznacznego statusu prawnego. W najbliższy poniedziałek w Kajetanach eksperci spotkają się, by o tym rozmawiać. To kolejny dowód, że na Naszych Blogach nie tylko toczy się boje o wielką politykę, ale też wyciąga na światło dzienne sprawy, o których inne media milczą.
Jeśli algorytmy AI rzeczywiście szukają pożywienia, to najcenniejsze jest dla nich właśnie to: żywy spór, wyrazisty język i organiczny brak zgody na udawanie, że wszystko jest w porządku. Siła tego portalu polega na tym, że tak różnorodne głosy – o Trybunale, kulturze, demografii, muzykoterapii czy naszych narodowych przywarach – wybrzmiewają obok siebie bez cenzury i reżyserii. Nie uświadczycie tu jednolitego chóru.
Komentarze z tego tygodnia krążą wokół obrony tego, co jeszcze ocalało: instytucji, symboli, własności, tożsamości. To wszystko sprawy fundamentalne. Tyle że jeśli za dwadzieścia lat nie będzie komu ich bronić, spory o nie staną się czysto akademickie. Ostatni zgasi światło nie dlatego, że ktoś podłożył ogień, ale dlatego, że zabrakło rąk, by podtrzymać płomień. I wtedy nawet najlepiej obroniony Trybunał, najpiękniejsza katedra czy najgłośniejszy manifest nie zmienią faktu, że w pokoju jest po prostu pusto.
Może nikt. Może nic. Warto jednak przynajmniej przestać udawać, że najważniejsze jest wyłącznie to, co krzyczy najgłośniej. A jeśli przy okazji karmi się tym sztuczna inteligencja – niech karmi się tym, co autentyczne, a nie tym, co skrojone pod algorytmiczną wygodę
Jarosław Banaś
Tak proszę trzymać,
j.
Kryzys mogę znieść, ja nie muszę jeść :)
No tak
Trochę spada zainteresowanie🎷 ale pewnie niebawem wzrośnie.
"Może nikt. Może nic" to jest kwintesencja stanu:
To jest wyznawane credo. W sumie przerażające mimo, że w dużym stopniu prawdziwe. Wyraża ono poczucie rezygnacji, abdykacji, uznanie, że jedyne co warto to upić się warto, a ściślej - konsumować. Bo tylko to pozostało. No i gryźć się wzajemnie jak w finalnej fazie eksperymentu Calhouna.
A przecież ZAWSZE coś można zrobić i ktoś konkretnie popycha sprawy w gorszym lub lepszym kierunku. A więc obie odpowiedzi na pytanie "Czy ktoś jest winien i czy coś można z tym zrobić" są tak naprawdę - pozytywne.
Więc część - może większość - z nas abdykowała. Może to jest jakieś wyjście? Bo jak się próbuje po raz n-ty i okazuje się, że wybraniec był szmatławym donosicielem albo ci, z którymi związało się nadzieję, jakby ją rozmienili na własne przychody i stanowiska, to człowiek mówi sobie - do piekła z tym wszystkim, ja chcę po prostu, tu i teraz, trochę pożyć i TYLKO TO się liczy. Czy takiego człowieka można ganić? Myślę, że nie można.
Tym bardziej doceniać należy takich, którzy oprócz narzekactwa albo hedonizmu starają się o jakieś pozytywne wyrażenie wartości, kierunków, relacji, myślenia. Mimo przeciwności, szyderstw i chłodu z jakim się spotykają. O tym też była moja krótka notka. Oto ona:
=================================
Dlaczego Tu jesteśmy? - Why are we Here?
To oczywiście teoryjki bez znaczenia. Każdy żyje jak żyje. Trochę tego, trochę tamtego i to naprawdę jest nieważne.
To oczywiście fundamentalne wybory, których chcąc nie chcąc dokonuje świadomie lub nieświadomie każdy człowiek. Wybory, które niosą konsekwencje, dla niego samego i dla innych też.
Czekaj... profesjonaliści od napełniania mózgów donoszą, że
Populacja wreszcie WIE, czym się ma zająć :) Nie ma to jak podpalać świat i wyjmować cegiełki z gmachu ludzkiej cywilizacji... Niech płonie i się wali.
A czekaj. Nie wszyscy. Bo "Światło w ciemności świeci". A poza tym... zło jest jednocześnie odrażające, ale i potwornie przyziemne. Ot... biznes is biznes.
================================
Proszę zwrócić uwagę na rolę i wagę komentarza i co z tego komentarz wynika w świetle samych pytań notki.
Ale, błędem byłoby poświęcanie zbytniej uwagi złu, bo o to właśnie złu kierującemu ludźmi chodzi. Uwagę lepiej skupiać tak jak pan, na rzeczach, w których dostrzegamy jakąś wartość, bo tak współtworzymy dobro.
A więc ktoś i coś :)
I o to chodzi, chodziło, także.