Polskie życie polityczne dawno przestało być działalnością skierowaną na zewnątrz. Przekształciło się w maszynę kręcącą się wokół własnej osi. Urządzenie to nie wytwarza niczego nowego, lecz jedynie przetwarza to, czym żyją partie: rozlicza konkurencję, koryguje własne procedury i mobilizuje elektorat przeciwko elektoratowi. Przypomina korporację, która po osiągnięciu masy krytycznej sama siebie zatrudnia, sama zwalnia i sama uznaje wyznaczone sobie problemy za rozwiązane. W tym spektaklu państwo występuje już tylko jako tło i źródło stanowisk, a partyjny taniec całkowicie absorbuje społeczną uwagę.
Taki stan niesie podwójną szkodę. Po pierwsze, zamknięty obieg partyjny nie produkuje wartości ideowych, rozwojowych ani rzetelnego opisu rzeczywistości. Polska przestaje działać jako autonomiczny podmiot, który coś proponuje światu, i staje się protezą procesów rozgrywających się między większymi potęgami. Partie spierają się głównie o to, która z nich lepiej obsłuży ramy narzucone z zewnątrz, rezygnując z pracy nad własnym porządkiem.
Po drugie, społeczeństwo ulega iluzji uczestnictwa. Obywatele, śledząc kolejne wypowiedzi i oburzając się na nie, są przekonani, że decydują o sprawach państwowych, podczas gdy w praktyce biorą udział jedynie w walce ugrupowań o przetrwanie i słupki poparcia. Prawdziwe problemy z przychodni, szkół i domów prawie nie docierają do partyjnej machiny. Gdy samorządy przyznały nauczycielom podwyżki, zabrakło ogólnokrajowej rozmowy o tym, jak obciążającym i stresującym obowiązkiem stało się wychowawstwo. Podobnie niezauważona przeszła fala debat po wizycie papieża we Francji, bo temat nie mieścił się w kalendarzu bieżących rozliczeń.
Mechanizm ten utrwalają media, goniące za klikalnością i wskaźnikami oglądalności. Z błahych pomyłek językowych, min i niefortunnych zdań robi się wielodniowe problemy ogólnokrajowe. Kiedyś w domu inteligenckim stukanie łyżeczką o spodek podczas mieszania herbaty załatwiano krótką uwagą przy stole i sprawa gasła. Dziś potknięcie polityka analizuje się bez końca, choć fatalnie wypowiedziane słowo nie zmienia ani gospodarki, ani służby zdrowia, ani obronności.
Partie same stwarzają problemy, przykrywają je kolejnymi i razem z mediami wmawiają odbiorcom, że właśnie to jest treść życia publicznego. Wyłom w tym kręgu mogą zrobić niezależni autorzy i blogerzy, jeśli odważą się pisać o sprawach istotnych dla państwa i dobrostanu obywateli, a nie o tym, czym żyją partie. Pokusa ścigania się o statystyki i zasięgi dotyczy również ich: tekst niepopularny łatwo zostaje nieprzeczytany, podczas gdy relacja z głupiego zdania polityka idzie sama. Mimo to niezbędna jest autorefleksja i wprost wypowiedziana krytyka partyjnej autodestrukcji. Inaczej zostaje tylko życzenie, żeby wreszcie zająć się Polską, a nie Polską Samowystarczalną Machiną.
Jarosław Banaś
Samo sedno.
Nie usprawiedliwią się, bo musieliby przyznać, że są tylko agenturą do realizacji w Polsce zadań polityki obcej, a magiel jest odwróceniem uwagi od problemów rzeczywistych.
Jeszcze może wiatr zawieje i może nie wszyscy połamali skrzydła...
@Jarosław Banaś.....Może pan spojrzy bliżej choćby wczoraj i nie czeka na wiatr. Polacy żyją swoją zabawką -rozmówkami z AI prowadząc napuszone rozmowy,oddalając się od polskich spraw, poruszając nieistotne na obecną chwilę problemy.Czy to nie PSM? Może jednak nie wszyscy te skrzydła połamali,ale dla takich macie tylko takie określenia jak debil i idiota. Jednak nie zgadzam się na wpychanie do jednego worka wszystkich partii i wszystkich polityków,to wielkie nadużycie i puszczanie oczka do Koalicji.Przyłożymy jednym patrząc czy wszyscy widzą jacy jesteśmy odważni,ale szybciutko symetrycznie piszemy o partii przeciwnej,która coś tam wprawdzie ma za uszami,ale to drobiazgi i jest uzbrojona w aparat niesprawiedliwości. Nie potrafimy ocenić która z partii myśli o kraju i udajemy że nie widzimy błędów tej drugiej.
"Podobnie niezauważona przeszła fala debat po wizycie papieża we Francji, bo temat nie mieścił się w kalendarzu bieżących rozliczeń."
To nie było transmisji w TVP w fałszywej likwidacji? Może dlatego, że rządzą tam postkomuniści? A tak na marginesie, to bieżąca władza okroiła liczbę godzin katechezy bez stosowania się nie tylko do konkordatu, ale i konstytucji. Jak w Misiu, nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi? :)
Wydaje mi się, że próbuje Pan przekonać "kibica" do obiektywnego spojrzenia na drużynę przeciwną. Wydaje mi się, że nie ma szans, ale próbować można a nawet trzeba.