Na końcu poprzedniego odcinka (co-tak-naprawde-oznacza-ze-gielda-w-ogole-ma-bitcoiny-swoich-klientow) obiecałem, że wejdziemy wreszcie w sprawę BitBay i Zondacrypto — i w historię 4503 bitcoinów, do których giełda rzekomo utraciła dostęp. Muszę tę obietnicę odroczyć o jeden odcinek, bo została jeszcze jedna kwestia ogólna.
Zdanie: „giełda nie ma kluczy prywatnych do własnego portfela" brzmi dramatycznie, ale samo w sobie jest nieinterpretowalne. Żeby ocenić, co ono naprawdę znaczy dla klienta, trzeba najpierw wiedzieć, czy ten portfel w ogóle miał zawierać pieniądze klientów, a to zależy od modelu biznesowego firmy. Bez tego rozróżnienia cała afera rozpływa się w emocjach.
Uporządkujmy więc, czego dotyczyły poszczególne części.
✅ Część pierwsza opowiadała o tym, skąd w ogóle bierze się ryzyko instytucji, która obiecuje wypłatę większej ilości środków, niż ma w posiadaniu: naszeblogi.pl/77551-run-na-zondacrypto
✅ Część druga opowiadała, jak współczesna firma kryptowalutowa technicznie trzyma klucze: multipodpis, HSM, wielostronne obliczenia, podział na portfel gorący i zimny magazyn, dowód rezerw i dowód zobowiązań: naszeblogi.pl/77560-co-tak-naprawde-oznacza-ze-gielda-w-ogole-ma-bitcoiny-swoich-klientow
W tej trzeciej części wyjaśnię, jakie mamy modele biznesowe firm kryptowalutowych.
🔘 Dwie osie
Firmy obsługujące klientów na rynku kryptowalut zwykle wrzuca się do jednego worka i szereguje od „giełdy" po „kantor". To mylące, bo mieszają się tu dwa całkowicie niezależne wymiary.
➡️ Oś pierwsza — powiernictwo. Kto po zakończeniu transakcji potrafi wytworzyć dane spełniające warunek wydania monet, czyli podpisać transakcję: firma czy Ty?
➡️ Oś druga — rola w transakcji. Czy firma sprzedaje Ci z własnego zapasu, czyli jest stroną transakcji, czy tylko szuka dla Ciebie kontrahenta, czyli jest agentem, czy prowadzi księgę zleceń, na której klienci handlują między sobą, czyli jest platformą kojarzącą?
Te osie się nie pokrywają. Istnieją brokerzy powierniczy i brokerzy bezpowierniczy. Istnieją platformy P2P, które przez chwilę trzymają środki, i takie, które nie trzymają ich nigdy. Dla bezpieczeństwa klienta decydująca jest przede wszystkim oś pierwsza i to jej poświęcę najwięcej miejsca. Oś drugą wymieniam po to, żebyś nie dał się zwieść nazwie handlowej: „broker", która sama w sobie nie mówi nic o tym, kto ma klucze.
1⃣ . Model powierniczy — firma trzyma bitcoiny klienta
Model powierniczy (ang. custodial, od custody, czyli piecza lub opieka) to taki, w którym firma sprawuje faktyczną kontrolę nad środkami klienta.
Kiedy zakładasz konto na giełdzie i wpłacasz tam złotówki lub kryptowaluty, firma prowadzi własne portfele i to ona potrafi podpisać transakcję wydającą te środki. Na ekranie widzisz „Saldo: 2 BTC", ale w sieci Bitcoin nie istnieje nic, co byłoby oznaczone Twoim nazwiskiem. Istnieją niewydane wyjścia transakcji z określonymi warunkami wydania — i te warunki potrafi spełnić giełda, nie Ty. To, co masz, to zapis w bazie danych firmy: „Jan Kowalski ma u nas dwa bitcoiny".
Firma ma tysiące klientów i trzyma należne im środki w wielkich, wspólnych portfelach, tak zwanych portfelach zbiorczych (ang. omnibus). Blockchain nie rozróżnia, że dwa bitcoiny są Twoje, a pięć kolegi. W efekcie masz wobec firmy roszczenie: obietnicę, że wyda Ci kryptowaluty, kiedy tego zażądasz. To ekonomiczny odpowiednik kwitu od bankiera z części pierwszej.
Ten model ma kilka odmian:
➡️ Giełda powiernicza (ang. custodial exchange — scentralizowana platforma, na której portfele ze środkami użytkowników kontroluje operator). Klienci handlują między sobą, a giełda kojarzy zlecenia i aktualizuje zapisy we własnej bazie. W samym blockchainie nie dzieje się przy tym nic — prawdziwy transfer następuje dopiero przy wypłacie na zewnętrzny portfel.
➡️ Pośrednik powierniczy (ang. custodial broker — firma narzucająca własne ceny kupna i sprzedaży, przechowująca następnie zakupione aktywa). Nie ma tu klasycznego rynku ani innych graczy, ale skutek jest identyczny: po transakcji nadal nie masz kluczy.
➡️ Portfel powierniczy (ang. custodial wallet — usługa polegająca głównie na przechowywaniu kryptowalut przez zewnętrzną firmę). Firmy nazywają to często „skarbcem" (ang. vault), ale uwaga na pomyłkę: to nazwa produktu, a nie to samo co zimny magazyn z części drugiej. Zimny magazyn to technika zabezpieczenia, którą operator może stosować albo nie. Skarbiec w ofercie handlowej nie mówi o niej nic.
🔘 Dlaczego ten model w ogóle istnieje
Model powierniczy ma realne przewagi, które tłumaczą jego dominację. Transakcja między dwoma klientami tej samej giełdy nie wymaga zapisu w blockchainie, więc jest natychmiastowa i wolna od opłat sieciowych. Można handlować dowolnie małymi ułamkami. Klient nie musi umieć zarządzać kluczami, a to jest umiejętność, której brak kosztował ludzkość szacunkowo od dwóch do czterech milionów trwale utraconych bitcoinów. Wreszcie płynność księgi zleceń wymaga skupienia środków w jednym miejscu.
Model powierniczy nie jest więc patologią. Patologią jest model powierniczy bez wystarczającego pokrycia albo taki, w którym firma wykorzystuje środki klientów w sposób sprzeczny z umową.
🔘 Kluczowe pytanie: pokrycie
We wszystkich odmianach sprowadza się to do jednego: ile kryptowalut firma jest winna klientom, a iloma faktycznie potrafi zadysponować? Jeśli w bazie widnieje 100 tys. BTC i tyle samo firma kontroluje własnymi kluczami — jest pełne pokrycie. Co jednak, gdy potrafi podpisać transakcję jedynie dla 70 tys. BTC?
Ważne jest przy tym rozróżnienie:
➡️ Brak płynności. Aktywa istnieją, ale nie w postaci natychmiast dostępnej. Zostały pożyczone na termin, zablokowane w umowie albo ulokowane w czymś, czego nie da się szybko upłynnić. Firma może mieć majątek wystarczający do pokrycia zobowiązań, tylko nie może wypłacić wszystkiego dzisiaj.
➡️ Niewypłacalność. Wartość aktywów jest niższa od zobowiązań. Firma nie ma wystarczającego majątku, aby spłacić wszystkich wierzycieli, i sam upływ czasu tego problemu nie rozwiąże.
Z ekranu aplikacji klienta oba stany wyglądają identycznie — widzisz swoje saldo. Konsekwencje są jednak zupełnie inne.
🔘 Tu kończy się analogia z bankiem
Bankowa rezerwa cząstkowa działa w zupełnie innych ramach prawnych i instytucjonalnych.
✅ Po pierwsze, ekonomicznie rachunek bankowy działa podobnie do depozytu nieprawidłowego: klient jest wierzycielem banku, a bank ma ustawowe prawo obracać czasowo wolnymi środkami znajdującymi się na rachunkach.
✅ Po drugie, brakującym rezerwom odpowiadają aktywa po drugiej stronie bilansu — udzielone kredyty, obligacje i inne należności. Bank mający dziesięcioprocentową rezerwę nie musi być niewypłacalny. Jego model polega między innymi na transformacji płynności i terminów — zobowiązuje się wobec klientów do określonych wypłat, a część aktywów lokuje w należnościach o dłuższym terminie.
✅ Po trzecie, istnieją bank centralny jako pożyczkodawca ostatniej instancji, system nadzoru oraz system gwarantowania depozytów.
W czystym modelu powierniczym firma kryptowalutowa ma przechowywać aktywa klienta, a nie traktować je jako własny kapitał. Dziś unijne rozporządzenie MiCA wymaga od dostawców usług przechowywania odpowiedniego oddzielenia aktywów klientów od aktywów własnych. Historycznie jednak zakres praw operatora do używania powierzonych środków zależał przede wszystkim od regulaminu, umowy i właściwego prawa.
I to jest jedyne miejsce w całej tej historii, w którym możesz coś sprawdzić samodzielnie, zanim jeszcze cokolwiek się wydarzy. Regulamin swojego operatora masz dostępny publicznie. Poszukaj w nim zapisów o tym, czy firma może używać powierzonych aktywów, pożyczać je, zastawiać albo łączyć z majątkiem własnym, oraz czy deklaruje ich wyodrębnienie. Bywały regulaminy skonstruowane tak, by takie użycie dopuszczać, a klient zgadzał się na to jednym kliknięciem, nigdy tego nie czytając.
Jeżeli firma używa aktywów klientów bez odpowiedniej podstawy umownej, właściwe słowa mogą brzmieć: rehipotekacja, niedopasowanie aktywów i zobowiązań, naruszenie umowy, a w skrajnym przypadku sprzeniewierzenie.
Różnica nie jest akademicka. Bankowość z rezerwą cząstkową jest jawnie skonstruowanym i uregulowanym modelem biznesowym. W przypadku giełdy kryptowalutowej trzeba najpierw ustalić, co dokładnie firma obiecała klientowi i do czego regulamin upoważniał ją w zakresie jego środków.
Zapamiętaj tę granicę, bo w kolejnym odcinku porównanie do rezerwy cząstkowej przestanie być użyteczne.
🔘 Czym jest roszczenie klienta, gdy firma upada?
Tu zaczyna się problem prawny znacznie bardziej skomplikowany niż samo pytanie o liczbę bitcoinów w portfelach.
Jeżeli aktywa klienta były prawnie jego własnością, zostały odpowiednio wyodrębnione i można je zidentyfikować, klient może mieć podstawę do żądania ich wyłączenia z masy upadłości zamiast występować jedynie jako zwykły wierzyciel.
Jeżeli natomiast zgodnie z umową własność środków przeszła na firmę, a klientowi pozostało jedynie roszczenie o zwrot takiej samej ilości aktywów, jego pozycja jest znacznie gorsza: staje się jednym z wierzycieli upadłej spółki i odzyskuje tyle, ile pozwala majątek pozostały po przeprowadzeniu postępowania.
Dlatego segregacja aktywów klientów od majątku własnego firmy jest tak ważna. Ma ograniczyć sytuacje, w których przy upadłości nie wiadomo już, co należało do firmy, a co miało być przechowywane dla klientów.
Jeżeli operatorem giełdy jest spółka z innego państwa Unii Europejskiej, główne postępowanie upadłościowe co do zasady otwiera się w państwie, w którym znajduje się centrum podstawowej działalności spółki, określane skrótem COMI. Skutki takiego postępowania zasadniczo podlegają prawu państwa, w którym zostało ono otwarte, choć unijne przepisy przewidują od tej zasady wyjątki.
2⃣ . Model bezpowierniczy — klucze trzyma klient
Model bezpowierniczy (ang. non-custodial) jest prostszy i przypomina zwykły kantor walutowy. Ty masz własny portfel i własny klucz, a firma pomaga Ci tylko kupić lub sprzedać. Podajesz swój adres, firma wysyła tam środki, koniec transakcji. Nie prowadzi Ci salda kryptowalut, bo po rozliczeniu monety są u Ciebie.
Odmiany:
➡️ Kantor kryptowalutowy (ang. dealer — firma będąca stroną transakcji, sprzedająca z własnego zapasu). Zarabia na różnicy kursów.
➡️ Pośrednik (ang. broker — agent, który szuka na rynku sprzedawcy). Krypto ląduje bezpośrednio na Twoim portfelu.
➡️ Rynek między użytkownikami (ang. peer-to-peer, P2P). Tu potrzebne jest zastrzeżenie: wiele platform P2P używa rachunku powierniczego (ang. escrow), na którym sprzedający deponuje monety na czas transakcji. Przez ten czas operator przejmuje pewien zakres kontroli nad aktywami — po prostu bardzo krótko. Istnieją również rozwiązania oparte na multipodpisie dwa z trzech, gdzie platforma może być arbitrem, a nie samodzielnym posiadaczem środków.
➡️ Bitomat (ang. Bitcoin ATM, w branży często BTM). Wkładasz gotówkę, skanujesz kod portfela, urządzenie wysyła monety. Bez trwałego konta i bez salda przechowywanego przez operatora.
🔘 Czego ten model nie eliminuje
Skoro firma po rozliczeniu wysyła bitcoiny do Twojego portfela, nie może później nimi obracać. To prawda po zakończeniu transakcji, ale niekoniecznie wcześniej.
Między momentem, w którym wysyłasz złotówki, a momentem, w którym otrzymujesz monety, masz ekspozycję na firmę. To okno bywa kilkuminutowe, ale może trwać dłużej, jeśli włączy się weryfikacja, kontrola płatności albo blokada transakcji. Kantor może upaść, mając już Twój przelew, a przed wysłaniem BTC.
Poza tym samodzielne przechowywanie nie usuwa ryzyka, tylko je przenosi. Ryzyko kontrahenta zastępujesz ryzykiem operacyjnym po swojej stronie: utrata klucza, kradzież, przymus fizyczny, brak procedury sukcesji czy nieodwracalność pomyłki. Pisałem na końcu części drugiej, że samodzielna kontrola również jest zawodna, jeśli nie rozumie się mechanizmu.
3⃣ . Model mieszany — współdzielona kontrola
W poprzednim odcinku pisałem, że multipodpis, HSM i wielostronne obliczenia są standardem poważnej infrastruktury. Za chwilę wyjaśnię, że współdzielona kontrola z klientem jest na rynku detalicznym rzadkością.
🔘 Multipodpis wewnętrzny operatora
Giełda generuje pięć kluczy i wymaga trzech do przelewu, rozdzielając je między ludzi i lokalizacje. To jest temat części drugiej.
Zwróć jednak uwagę, że wszystkie te klucze pozostają pod kontrolą firmy lub osób działających w jej strukturze. Z punktu widzenia klienta model pozostaje w pełni powierniczy. Zmienia się odporność na kradzież przez jednego pracownika, pojedynczego hakera czy utratę jednego nośnika, ale klient nie uzyskuje przez to współkontroli nad swoimi bitcoinami. Giełda chwaląca się schematem „trzy z pięciu" nie daje Ci przez to żadnego własnego klucza.
🔘 Multipodpis współdzielony z klientem (ang. collaborative custody)
Dopiero to jest model naprawdę mieszany.
Ty masz jeden klucz, firma drugi i do przelewu potrzebne są oba — albo istnieją trzy klucze, z których wymagane są dwa, a trzeci przechowuje niezależny podmiot na wypadek utraty dostępu. To jest sejf na dwa klucze: jeden właściciela, drugi firmy ochroniarskiej. W niektórych konstrukcjach ani Ty sam, ani firma sama nie możecie wydać środków.
Przy okazji sprostuję definicję, którą często się spotyka: multipodpis oznacza wymaganie określonej liczby podpisów spośród określonej liczby kluczy, na przykład dwóch z trzech. Nie oznacza automatycznie, że klucze należą do różnych osób. Jedna osoba lub jedna firma może kontrolować wszystkie i używać multipodpisu wyłącznie jako zabezpieczenia przed utratą pojedynczego klucza.
Nowszym wariantem podobnej idei są wielostronne obliczenia, gdzie pełny klucz nie musi powstać nigdzie w całości, a poszczególne strony wspólnie tworzą podpis.
Współdzielona kontrola świetnie sprawdza się przy dużych majątkach, zabezpieczeniu firmowych skarbców i odzyskiwaniu dostępu, natomiast na masowym rynku detalicznym pozostała rzadkością. Warto ją zapamiętać, bo za chwilę zobaczymy, co się dzieje, gdy zawodzi nie tylko współdzielenie kontroli z klientem, lecz samo rozproszenie kontroli wewnątrz firmy.
🔘 Powrót do dwóch osi
Skoro mamy już obie osie, można na nie nałożyć wszystkie opisane modele:
➡️ Giełda powiernicza — platforma kojarząca, z powiernictwem.
➡️ Pośrednik powierniczy — strona transakcji lub agent, z powiernictwem.
➡️ Portfel powierniczy — brak funkcji transakcyjnej, samo powiernictwo.
➡️ Kantor kryptowalutowy — strona transakcji, bez powiernictwa.
➡️ Pośrednik bezpowierniczy — agent, bez powiernictwa.
➡️ Rynek P2P — platforma kojarząca, bez powiernictwa poza oknem rachunku escrow.
➡️ Bitomat — strona transakcji, bez powiernictwa.
Zwróć uwagę, jak to działa w praktyce. Nazwa handlowa firmy opisuje niemal zawsze oś drugą, czyli sposób zawierania transakcji. Ryzyko, o którym mówi cała ta seria, siedzi wyłącznie na osi pierwszej. Dwie firmy nazywające się tak samo mogą leżeć po przeciwnych stronach tej osi. Dlatego zamiast pytać: czy to giełda, czy kantor, pytaj: gdzie będą moje monety piętnaście minut po zakończeniu transakcji.
🔘 Fundamentalna różnica
Z zewnątrz obie sytuacje wyglądają podobnie, bo w obu mówisz: kupiłem bitcoiny. Ekonomicznie i prawnie są to jednak dwa różne światy.
W modelu powierniczym warunek wydania potrafi spełnić firma, a Ty masz zapis w jej bazie danych. Bankier mówi: mam twoje złoto, tu masz kwitek. Twoje realne bezpieczeństwo zależy od cudzej uczciwości, cudzej wypłacalności i cudzej architektury bezpieczeństwa — a żadnej z tych trzech rzeczy nie widzisz bezpośrednio.
W modelu bezpowierniczym warunek wydania potrafisz spełnić Ty. Kantor mówi: Tu jest twoje euro, zabierz je. Ryzyko przenosi się na Ciebie, ale przynajmniej sam kontrolujesz aktywa.
Dlatego stara zasada „nie masz swoich kluczy, nie masz swoich monet" (ang. Not your keys, not your coins) nie jest hasłem fanatyków technologii. To skrótowy opis bardzo konkretnego ryzyka ekonomicznego i bardzo konkretnej różnicy w kontroli nad aktywem.
🔘 Czego z tego nie da się sprawdzić — i dlaczego to jest most do kolejnej części
Zostaje pytanie, które zamyka trzy dotychczasowe odcinki w całość.
Cała imponująca technologia z części drugiej — rozdzielone klucze, moduły sprzętowe, zimny magazyn, procedury wielu osób — jest dla zwykłego klienta z zewnątrz w ogromnej części nieweryfikowalna. Nie sprawdzisz bez dodatkowych dowodów liczby kluczy, sposobu ich rozproszenia ani tego, czy deklarowany zimny magazyn rzeczywiście działa tak, jak opisuje firma. Dostajesz komunikat operatora i widzisz saldo w aplikacji.
Firma, która faktycznie przechowuje wszystkie monety w dobrze zabezpieczonym systemie, i firma, która częścią środków obraca gdzie indziej, mogą wyświetlać klientowi dokładnie ten sam ekran.
Najczystszym publicznym dowodem kontroli konkretnego adresu jest podpis kryptograficzny wykonany odpowiednim kluczem albo kontrolowana transakcja wychodząca z tych środków. Ale nawet taki dowód odpowiada tylko na pytanie: czy firma kontroluje te monety? Nie odpowiada na pytanie: ile firma jest winna klientom? Dlatego prawdziwy dowód rezerw musi zostać zestawiony z wiarygodnym dowodem zobowiązań. Jedno bez drugiego może tworzyć bardzo mylący obraz.
🔘 I tu dochodzimy do sedna!
W kwietniu 2026 roku prezes Zondacrypto publicznie podał adres z około 4503 bitcoinami jako argument mający pokazywać majątek związany z giełdą, a jednocześnie przyznał, że spółka nie posiada kluczy prywatnych pozwalających tymi bitcoinami dysponować, ponieważ miał je Sylwester Suszek — zaginiony od marca 2022 roku założyciel BitBay.
W języku, którym posługujemy się od początku serii, znaczy to rzecz zupełnie jednoznaczną: spółka nie potrafi spełnić warunku wydania tych monet. Nie można ich więc traktować jako dostępnej rezerwy służącej do realizowania wypłat klientów.
Może oczywiście istnieć jakaś wierzytelność, roszczenie prawne albo twierdzenie, że aktywa powinny należeć do spółki. Zwróć jednak uwagę, czym dokładnie taki dokument jest.
To jest kwit!
Dokładnie taki sam kwit, jaki złotnik z części pierwszej wypisywał swoim klientom, i dokładnie taki sam, jaki giełda wypisuje dziś Tobie, pokazując saldo w aplikacji. Papier, na którym napisano, że gdzieś istnieje majątek, którego okaziciel nie potrafi wydać.
Innymi słowy: wobec tych 4503 bitcoinów spółka znalazła się w dokładnie tej samej pozycji, w jakiej jej klienci są wobec spółki. Ma dokument i nie ma klucza. Giełda stała się własnym klientem.
Cała ta historia zatoczyła więc jeszcze jedno koło, o jedno więcej, niż zapowiadałem w części pierwszej. W następnym odcinku przejdziemy do tego, jak do tego doszło.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS
PS. Źródła tego plagiatu:
- "Afera Zondacrypto nie trzyma się kupy": x.com/gps65/status/2095221004398399867
- "Na czym polega afera Zondacrypto": x.com/gps65/status/2095134665736667557
- "Run na Zondacrypto": x.com/gps65/status/2095432542035820809
- "Co tak naprawdę oznacza, że giełda w ogóle ma Bitcoiny swoich klientów?": x.com/gps65/status/2095564018136072689
- "Czyje to właściwie klucze, czyli dwa różne światy pod nazwą giełda": x.com/gps65/status/2095858969063424068
Odpowiedź Trybu AI na: czyli wniosek jest jeden, cały ten system
oparty na wirtualnej czyli zmyślonej wartości, opartej na
zaufaniu, który w obecnych czasach jest pojęciem abstrakcyjnym,
jest "szemrany", do czego może służyć ? do ukrycia własnych
zasobów pieniężnych przed fiskusem, wierzycielami etc. oraz do
przeprowadzenia niejasnych interesów, mówiąc wprost - nielegalnych.
Twoje wnioski dotykają *największych kontrowersji* wokół kryptowalut i
trafnie wskazują obszary, które od lat budzą niepokój rządów, policji
oraz instytucji finansowych.
Anonimowość (lub pseudonimowość) oraz brak centralnego nadzoru
sprawiają, że system ten rzeczywiście stał się idealnym narzędziem do
celów, o których piszesz.
Z perspektywy krytyków i organów ścigania, system ten służy przede
wszystkim do:
🔎 Ciemna strona: Do czego służą kryptowaluty w nielegalnych celach?
* *Pranie brudnych pieniędzy i omijanie sankcji:* Organizacje
przestępcze mogą transferować miliony dolarów między kontynentami w
kilka minut, omijając bankowy system antyterrorystyczny (AML).
* *Rozliczenia w "czarnym rynku":* W tak zwanej ciemnej sieci
(Darknet) kryptowaluty są jedyną walutą akceptowaną przy handlu
nielegalnymi substancjami, bronią czy złośliwym oprogramowaniem (np.
ataki /ransomware/, gdzie hakerzy żądają okupu w Bitcoinach za
odblokowanie komputerów szpitali czy firm).
* *Ukrywanie majątku (Fiskus i windykacja):* Ponieważ portfel
kryptowalutowy nie jest przypisany do numeru PESEL ani dowodu
osobistego, dłużnicy mogą ukryć tam środki przed komornikiem, a
osoby majętne próbują w ten sposób unikać podatków.
------------------------------------------------------------------------
💡 Druga perspektywa: "Zmyślona wartość" a tradycyjny pieniądz
Masz całkowitą rację, że wartość kryptowalut opiera się wyłącznie na
*zaufaniu i umowie społecznej* – jeśli jutro wszyscy uznają, że Bitcoin
jest wart zero, to tyle będzie wynosił jego kurs.
to tylko wycinek tego samego "wszystkowiedzącego".
Te wszystkie wymienione cechy to są zalety kryptowalut.
Czy finansowa ułuda - kryptowaluty - może mieć jakąś zaletę? Chyba tylko dla tych co uruchamiają taki interes i mają realne pieniądze (nawet te bez pokrycia w złocie) od naiwnych "inwestorów".
Hehehe...
Wymienione zalety kryptowalut można rozwinąć na inne dziedziny życia. Na przykład: zaletą kradzieży jest posiadanie bez wkładania pracy w zakup. Zaletą korzystania z prostytutki jest szybkie posiadanie jej ciała bez zbędnego kłapania jęzorem i długotrwałego noszenia drogich bukietów.
Podchodźmy twórczo.
Błąd gramatyczny: "z takimi firmami nie należy robić interesy" !!!!!
Poprawnie po polsku jest "z takimi firmami nie należy robić interesów"!!!!