Serwis JustDone i wiele innych tego typu ma detektor plagiatów. Jak temu detektorowi wklejam dowolny tekst z jakiegoś mojego bloga, to go uznaje za plagiat, bo go znajduje w Sieci (na moim blogu).
Ma też detektor sprawdzający, czy dany tekst jest napisany przez AI. Wszystkie moje teksty blogowe z 2015 roku uznaje za napisane w 90% przez AI, bo LLMy uczyły się na moich tekstach.
Dodatkowo mają usługę, pozwalającą zmieć sformułowania (nazywa się to humanizator AI i parafrazator AI), tak by pozostawić sens tekstu, ale by nie był plagiatem, ani tekstem wygenerowanym przez AI. Co znaczy, że to jest serwis dla debili.
Co ciekawe kluczowe instytucje w USA — w tym NIST (National Institute of Standards and Technology), amerykański Departament Edukacji (Office of Educational Technology) oraz czołowe ośrodki akademickie (np. Stanford, MIT) — wydały raporty i rekomendacje odradzające poleganie na detektorach tekstu AI oraz tekstowych znakach wodnych (watermarking).
Główna argumentacja tych instytucji sprowadza się do czterech zasadniczych problemów:
1⃣. Zabawa w kotka i myszkę niszczy styl
Wykrywacze szukają schematów i powtarzalnych słów. Żeby je przechytrzyć, programy humanizujące specjalnie wstawiają rzadkie wyrazy, psują gramatykę i rozbijają zdania. Efekt? Zamiast prostego, logicznego tekstu powstaje sztucznie napompowany potworek, który trudno się czyta.
2⃣. Znaków wodnych w tekście nie da się utrzymać
W obrazku lub muzyce da się ukryć niewidoczne dla oka piksele czy dla ucha niesłyszalne dźwięki (cyfrowy znak wodny). W tekście to nie działa — każde słowo ma swoje konkretne znaczenie. Wystarczy wrzucić tekst do innego bota z prośbą: „przepisz to własnymi słowami”, przetłumaczyć go na niemiecki i z powrotem na polski albo samemu zmienić trzy wyrazy, a cały ukryty „znak wodny” znika.
3⃣. Wykrywacze strzelają na oślep i krzywdzą niewinnych
Te programy mylą się na potęgę. Badania wykazały, że gdy uczeń pisze w obcym dla siebie języku (np. po angielsku) i używa prostych, poprawnych zdań, wykrywacz często bezpodstawnie oskarża go o oszustwo. To samo jest, gdy człowiek stara się pisać bardzo poprawnie i zrozumiale. Nawet samo OpenAI (twórcy ChatGPT) skasowało swój własny program do wykrywania AI, bo działał zaledwie w 26% przypadków.
4⃣. Szkoła musi zmienić zasady gry, a nie bawić się w policjanta
Amerykańscy eksperci mówią wprost: polowanie na to, czy ktoś użył AI, jest ślepą uliczką. Sztuczną inteligencję należy traktować jak kalkulator do pisania. Zamiast sprawdzać sam gotowy tekst, nauczyciele powinni patrzeć na historię pisania dokumentu, pytać ucznia na żywo z tego, co napisał, i oceniać, czy naprawdę rozumie temat i potrafi krytycznie myśleć.
Grzegorz GPS Świderski
Twitter.com/gps65
t.me/KanalBlogeraGPS
W sensie potocznym dla debili, ale z poziomem inteligencji u inteligencji nie ma to nic wspólnego. Problem jest w interpretacji rzeczywistości, ale z kolei nie w sensie psychotycznym. To zagadnienie z dziedziny zachowania jednostki w tłumie, o jakim traktuje np. wpis "Dwugłowe cielę pożarło dojarkę"
naszeblogi.pl
To nie ma związku z działaniem stadnym. Taki debil całkowicie w samotności wchodzi na jakąś notkę blogową, kopiuje z niej tekst, wkleja do JustDone, ten mu pisze, że to w 78% plagiat i on głosi, że znalazł plagiat. Jak swoje teksty wklei, też mu wyjdzie, że to plagiat.
Ta sama osoba w innym środowisku ludzkim działałaby odmiennie. Zakładając uprzejmie, że nie jest zadaniowana.