Okej. Zawodnicy obu drużyn... nie, nie drużyn, obu reprezentacji, są rewelacyjni, błyskotliwi, fenomenalni. Wybiegli na stadion, by w towarzyskiej atmosferze letniej ligi piłkarskiej, pokazać niektóre ze swoich umiejętności. Były bramki nie było meczu. Panowie są ponadto. Było już to widać po sposobie "śpiewania' hymnu przez legię cudzoziemską Francji. Międzynarodowa reprezentacja Anglii też znajdowała się na boisku. Padały bramki. Zwyciężył Mbape, bo zostanie królem strzelców mundialu - kpiny, bo bramki w meczach pokazowych nie powinny liczyć się do statystyki mundialu. Zwyciężył też Saka, bo ma hatricka czyli 3 bramki w jednym meczu.
W różnych dyscyplinach i zawodach sportowych są kary za pozorowanie walki. Przydałyby się takie w piłce nożnej. Po prostu, jak nie chcesz walczyć, to nie. NBA wyjeżdża czasem na inne kontynenty, by prowadzić mecze pokazowe. Ma także swoją "Ligę letnią", gdzie grają te same drużyny, co w sezonie zasadniczym albo w playoff, nawet czasem ci sami zawodnicy, ale tam jest luz. Podobny charakter ma All Star, a więc gra najlepszych. To jest pokaz. Dokładnie to zrobiły międzynarodowe reprezentacje Francji i Anglii. Fifa powinna anulować wynik i bramki, bo to nie był mecz mistrzostw świata. No ale... już zostanie.
Na tym tle ciekawie wyglądają ci, którzy przeszli do finału, którzy odprawili - mające nieskończone pretensje i aspiracje - Francję i Anglię. Przede wszystkim, o dziwo, zarówno Hiszpania jak i Argentyna są bardzo mało międzynarodowe. Co szkodzi zobaczyć i oglądać reprezentację Japonii złożoną z 4 Afrykanów, 3 Arabów, 2 Latynosów, Hindusa i Japończyka? I takie pytanie... czy jesteś może rasistą?
Poza tym Argentyna i Hiszpania są zespołami i drużynami. Są organizmami i mechanizmami. Są całościami, a nie zbiorem świetnych, ale nie będących częściami jednej spójnej całości, zawodników. Poza tym Argentyna i Hiszpania chce wygrywać i umie cierpieć. Ta umiejętność cierpienia jest bardzo niedoceniana w hollywodzkiej kulturze Zachodu. Liczy się "co czujesz, gdy zwyciężasz". Nie, w życiu liczy się co czujesz i jak reagujesz, gdy przeciwnik, życie, wyciera tobą podłogę. Gdy wszystko się rozlatuje, gdy przegrywasz. To właśnie w trudnych chwilach, które - to warto dodać - nie zawsze kończą się dobrze, przejawia się wielkość człowieka, wielkość ludzi. Przejawia się w "umiejętności cierpienia". W szczególności ma to Argentyna.
Więc Argentyna i Hiszpania są po prostu spójne. To drużyny ze starego świata. Nowy świat to inkluzywność, "różnorodność" i odrzucenie "my" na rzecz zbioru wyzwolonych "ja". Argentyna to stek wołowy. Hiszpania to wytrawne wino. Francja i Anglia w sensie piłkarskim, to miska dobrze wymieszanych kawałków makaronu, ślimaków, szynki, trufli i sera pleśniowego, wszystko rozpuszczone w pysznym szampanie. O kurcze...
A więc liczy się całość, liczy się "my". Liczy się duch walki, którego nie ma bez "my". Liczy się zdolność do cierpienia. Oczywiście bez umiejętności indywidualnych czy nawet zespołowych, to nie wystarczy, ale bez tych pierwszych walorów, najwyższe umiejętności opłacane milionami Euro, to będzie zawsze za mało. Bo nie istniejemy wyłącznie indywidualnie. Bo człowiek rozkwita i pokazuje pełnię swojego człowieczeństwa dopiero w "my". Mówi o tym kultura, mówią o tym religie. A pieprzony świat, robi wszystko by owo "my" rozbijać, rozdwajać, przeciwstawiać, ośmieszać, deprecjonować. To wszystko w imię dominacji wyzwolonego "ja", które zgodnie z przesłaniem prorokini Tokarczuk "Nadyma się i pochłania świat". Ale to dęty balon, zestawiony z normalnością ludzkiego istnienia i działania - pęka. Bo jego wielkość jest wyłącznie na kolorowych ekranikach. I na meczach pokazowych. Prawdziwe sukcesy wymagają - okazuje się niełatwej - normalności. Odrobiny więcej - normalności.
Czarni Angole i czarni żabojady zagrali w gumy zgromadzonym na stadionie też o wszystkich kolorach.
Tylko ci na trybunach zaplacili w tysiącach $$$ a ,tamci na boisku zarobili z 3 miejsce 30 milionów $$$
a za drugie 29 $$$.
Mecze o 3 miejsce są be sensu...ale TV i inne media płacą..no to zabawa na trawie.
Ale ty się nagadałeś...dwie strony kancelaryjnego papieru...NIE NA TEMAT!
Ale wam płacą od słowa...@zbyszek,@gps,@ mjk...na wszystkich portalach istniejecie.
Wygrali Afroamerykanie.
Zobazymy kto dziś.