Niemcy i kraje nordyckie budują swoją potęgę dzięki wysokiej produktywności i technologii. Polska w ostatnich latach napędzała gospodarkę głównie konsumpcją. Aby dogonić liderów, musimy zainwestować w edukację techniczną, energetykę, cyfryzację i nowoczesny przemysł. Tylko w ten sposób unikniemy pułapki bycia „bogatym na kredyt”.
Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego powinny być dla nas wszystkich sygnałem alarmowym. Deficyt sektora publicznego w 2025 roku ma sięgnąć 7,3 proc. PKB, a dług publiczny zbliży się do granicy 60 proc. PKB. To nie jest jedynie drobna niedogodność – to obecnie najgorszy wynik wśród dużych gospodarek Unii Europejskiej i najszybsze tempo zadłużania się na całym kontynencie. Dla porównania, jeszcze rok temu sytuacja wyglądała znacznie lepiej, a prognozy na 2026 rok zapowiadają dalszy wzrost zadłużenia o setki miliardów złotych.
Jeśli chcemy aspirować do poziomu życia naszych zachodnich i północnych sąsiadów, musimy spojrzeć na ich fundamenty. Niemcy utrzymują deficyt na poziomie 2,7 proc., Szwecja zaledwie 1,2 proc., a Dania 1,5 proc. Ich sukces nie wynika wyłącznie z historycznego bogactwa, ale z żelaznej dyscypliny systemowej. Kraje te po prostu nie pozwalają sobie na wydawanie pieniędzy, których nie mają, podczas gdy Polska od lat finansuje konsumpcję długiem, ryzykując stabilność przyszłych pokoleń.
Aby polska gospodarka mogła realnie upodobnić się do modelu niemieckiego czy skandynawskiego, konieczne jest wdrożenie czterech kluczowych reform:
**Po pierwsze: Twarda dyscyplina finansowa.**
Niemcy posiadają „hamulec długu” wpisany bezpośrednio do konstytucji. Skandynawowie wiedzą, że deficyt przekraczający 3 proc. to bomba z opóźnionym zapłonem, która skutkuje wyższymi odsetkami, słabszą walutą i droższymi kredytami dla obywateli. Polska musi przestać traktować unijne reguły fiskalne jako opcjonalne wytyczne i wprowadzić własne, restrykcyjne ograniczenia wydatków, które będą egzekwowane w praktyce, a nie tylko na papierze.
**Po drugie: Zmiana priorytetów budżetowych.**
W Skandynawii wysokie podatki są inwestowane mądrze – w nowoczesną edukację, służbę zdrowia i infrastrukturę. Niemcy stawiają na rozwój przemysłu i eksportu. W Polsce ogromne kwoty płyną na bieżące transfery socjalne, które dają natychmiastowy efekt polityczny, ale nie budują długofalowego wzrostu. Każda nowa ustawa powinna być poprzedzona pytaniem: „Czy ten wydatek realnie zwiększy nasze PKB za 10 lat?”.
**Po trzecie: Ponadpartyjny konsensus.**
W dojrzałych demokracjach finanse publiczne są traktowane jako fundament państwa, a nie narzędzie walki wyborczej. Niezależnie od opcji politycznej, panuje tam zgoda co do ochrony stabilności budżetu. W Polsce musimy wypracować „pakt fiskalny”, który zakończy cykl zwiększania wydatków przez każdy kolejny rząd chcący „odkręcić” decyzje poprzedników. Stabilność finansowa musi stać się wartością nadrzędną.
**Po czwarte: Wzrost oparty na innowacjach, a nie na długu.**
Niemcy i kraje nordyckie budują swoją potęgę dzięki wysokiej produktywności i technologii. Polska w ostatnich latach napędzała gospodarkę głównie konsumpcją. Aby dogonić liderów, musimy zainwestować w edukację techniczną, energetykę, cyfryzację i nowoczesny przemysł. Tylko w ten sposób unikniemy pułapki bycia „bogatym na kredyt”.
Przykład Czech, które utrzymały deficyt na poziomie 2,1 proc., pokazuje, że taka transformacja jest możliwa nawet w naszym regionie. **Niemcy i Skandynawowie nie są bogatsi od nas dzięki szczęściu – są bogatsi, bo od pokoleń lepiej zarządzają publicznymi pieniędzmi.** Pora, aby Polska dorosła do tej odpowiedzialności. Musimy przestać traktować rekordowy deficyt jako inwestycję, bo w rzeczywistości jest to rachunek, który z nawiązką będą musiały spłacić nasze dzieci.
Tu jest podcast omawiający tekst - oprócz tego proszę subskrybować kanał pocztamorska
Jarosław Banaś
Niemcy i kraje nordyckie budują swoją potęgę nie tylko dzięki wysokiej produktywności i technologii,ale i dzieki rozsądnej polityce międzynarodowej. Pragmatyk Merz dzięki pachołowi Tuskowi i państwu Applebaum z Chobielina sprytnie przejął miejsce kluczowego sojusznika Stanów Zjednoczonych w regionie. Efekt Tuska-chamstwo,wywiady atakujące NATO i USA,głupkowate gesty i kłamliwe oskarżenia wobec prezydenta USA spowodowały,że dobre relacje z Białym Domem które udało się zbudować rządowi PiS, prezydentowi Dudzie i prezydentowi Nawrockiemu uległy usztywnieniu i ochłodzeniu a dzięki pragmatycznej polityce Merza miejsc modelowego sojusznika USA zajmują już Niemcy. To Niemcy będą budować swoją potęgę jako strategiczny sojusznik USA,a Polska będzie się poddawać tylko rozkazom.Co z tego,że będziemy dużo i mądrze mówić o potrzebie technologicznego rozwoju i możliwościach jak nie potrafimy wyjść spoza roli podrzędnego lokaja Niemców za przyczyną jednego złego człowieka?
Ale ktoś tego typa w kółko wybiera do rządzenia, więc za mądry to ten naród nie może być.
Na jakiej podstawie pada stwierdzenie, że "nie potrafimy wyjść spoza roli podrzędnego lokaja Niemców za przyczyną jednego złego człowieka"?
Nie Gdańsk a Danzig pada z ust Tuska na spotkaniu z prezydentem Macronem.Mówi to panu coś?
To bardzo słuszne, a nawet banalne cztery postulaty. Nie dawałbym tylko Niemców i Skandynawów za wzór. Z faktu, że jesteśmy x lat za nimi nie znaczy, że oni funkcjonują dobrze.
Szwecja od lat przejadała zyski z ciężkiej pracy gdy eksportowano stal i z niej wyroby podczas wojen.
"Od lat 30. władzę sprawowali głównie socjaldemokraci z partii SAP. Ich rządy przyniosły liczne reformy socjalne, przeprowadzone w duchu progresywizmu. W latach 50.–70. nastąpiła rozbudowa państwa opiekuńczego, związana z szybkim rozwojem gospodarczym."
pl.wikipedia.org
Jest się tym świadkiem historii a doświadczenie uczy, że w demokracji gdy "źli ludzie" zarobią pieniądze to "dobrzy ludzie" chętnie je wydadzą.
W Niemczech sytuację opisał Sutton w "Wall Street i Hitler". Dojście do władzy Hitlera zbiegło się z transferem amerykańskiej technologii i finansów poza udziałem struktur państwa amerykańskiego oraz z wymianą kapitałową na poziomie korporacji - przedstawia dowody. Stąd "cud gospodarczy" Hitlera i później analogiczny Adenauera. GM, Ford już tam były przed wojną.
Podobnie American IG od IG Farben z technologiami syntetycznej benzyny, kauczuku i smarów do celów wojskowych mimo oficjalnych zakazów.
en.wikipedia.org
Z innych AEG
pl.wikipedia.org
Nie bez powodu czas dojścia do władzy i zgonu Hitlera i Rosevelta oraz programy polityczno-gospodarcze są zbieżne. Nie przypadkowo też BIS
pl.wikipedia.org
obsługiwał III Rzeszę aż po ostatni przelew dla Niemiec w dniu 28 IV 1945r.( Wojna o pieniądz Hong Bing).
Cud Adenauera też był równie cudowny, więc nie przesadzajmy z tym "Deutsche Wirtschaft".
Czasy współczesne to cud regulacji unijnych oraz cen rosyjskiej ropy i gazu pod Niemcy. Cudowne różnice między stoczniami w Szczecinie i Rostoku pamiętamy. Podobnie cudowny szlaban Morawieckiego na rosyjski węgiel i otwarty rurociąg Przyjaźń dla rosyjskiej ropy dla rafinerii Schwedt. I tak na każdym kroku.
Pan Marek to od Mentzena, Brunatnego, czy to autorski projekt?
Powtórzą jeszcze raz. Rozbudowa państwa opiekuńczego w latach 50–70 nie była błędem, była efektem bardzo szybkiego wzrostu gospodarczego. Kraje takie jak Szwecja czy Niemcy najpierw znacząco zwiększyły swoją produktywność i dochody, a dopiero potem zaczęły szerzej dzielić owoce wzrostu. Problem nie polega więc na samej konsumpcji czy wydatkach publicznych, tylko na ich finansowaniu. Jeśli wynikają z rosnącej gospodarki, to wzmacniają ją. Jeśli są finansowane długiem bez wzrostu produktywności, to prowadzą do problemów. Ot cała tajemnica. Dlatego celem nie powinno być „zaciskanie pasa”, tylko stworzenie takiego modelu, w którym wzrost i poprawa poziomu życia idą razem, tak jak to miało miejsce w Europie Zachodniej w jej najlepszym okresie.
Proszę się nie gniewać Panie Banaś, ale pański tekst, to taka współczesna wersja dla chłopów folwarcznych, czyli: "módl się i pracuj a garb ci sam wyrośnie". Podobne można znaleźć u zwolenników Mentzena i Brunatnego: "zapierdalamy na śmieciówkach aby za 50 lat żyć w dostatku. Ale ad rem.
Teza o konieczności „zaciskania pasa” w praktyce nie jest motywująca społecznie. Doświadczenie krajów takich jak Dania czy Szwecja pokazuje coś zupełnie innego: wysoki poziom życia i konsumpcji może iść w parze z odpowiedzialnymi finansami publicznymi i szybkim rozwojem gospodarczym. To nie polega na ograniczaniu wydatków jako takich, lecz na zmianie ich struktury i źródeł finansowania. Po pierwsze, konsumpcja nie jest problemem - jest naturalnym efektem wzrostu. Problem zaczyna się wtedy, gdy opiera się głównie na długu, zamiast na rosnącej produktywności i dochodach. Dlatego celem nie powinno być „wydawać mniej”, tylko stworzyć warunki, w których gospodarka zarabia więcej!!!
Po drugie, zamiast przeciwstawiać konsumpcję inwestycjom, warto je połączyć. Kraje takie jak Niemcy budowały swoją siłę, inwestując w przemysł, technologie i edukację, ale jednocześnie zapewniając ludziom wysoki poziom życia. To właśnie ten balans sprawia, że ich model jest stabilny i społecznie akceptowalny.
Po trzecie, dyscyplina fiskalna nie musi oznaczać cięć. Może oznaczać: większy nacisk na inwestycje zwiększające produktywność (energia, cyfryzacja, przemysł). Stabilne i przewidywalne otoczenie dla biznesu i ograniczenie wydatków, które nie budują długofalowego wzrostu.
Rozwój gospodarczy musi być odczuwalny „tu i teraz”. Trudno oczekiwać społecznego poparcia dla strategii opartej wyłącznie na wyrzeczeniach. Ludzie są bardziej skłonni wspierać reformy, jeśli widzą poprawę jakości życia już w trakcie ich wdrażania, a nie dopiero po wielu latach. Dlatego realną alternatywą dla „zaciskania pasa” jest model:
Inwestować mądrze - zwiększać produktywność - podnosić dochody - pozwalać na wyższą konsumpcję!!!
A nie ograniczać wydatki i liczyć na to, że wzrost sam się pojawi.