W lutym 2026 roku odpowiedź na fundamentalne pytanie polskiej geopolityki – czy większym zagrożeniem są Niemcy, czy Rosja – nie pozostawia miejsca na wątpliwości: Rosja stanowi realne, egzystencjalne zagrożenie militarne, a Niemcy pozostają jedynie trudnym partnerem w ramach struktur sojuszniczych.
Rosja prowadzi już piąty rok otwartą wojnę na pełną skalę bezpośrednio przy wschodniej granicy Polski. Kreml nie zrezygnował z celów strategicznych obejmujących podporządkowanie Ukrainy, a tym samym stworzenie trwałego zagrożenia dla całej wschodniej flanki NATO. Rosyjska armia nsadal dysponuje żołnierzami a produkcja wojenna pracuje na wojennych obrotach, zaś arsenał rakietowy (Iskander, Kinżał, Oriesznik) obejmuje terytorium Polski. Do tego dochodzą intensywne działania hybrydowe: sabotaże, cyberataki, broń migracyjna i dezinformacja skierowana również przeciwko nam. To nie jest echo historii – to bieżąca, twarda rzeczywistość militarna.
Niemcy w 2026 roku to partner w NATO i Unii Europejskiej – partner skomplikowany, niekiedy arogancki i opieszały, ale nie wróg. Nie posiada imperialnych ambicji terytorialnych wobec Polski, nie koncentruje wojsk na naszej granicy, nie kieruje w naszym kierunku systemów ofensywnych. Najpoważniejsze problemy wynikają z opóźnionego tempa zbrojeń Bundeswehry, historycznej blokady reparacji wojennych oraz prób dominacji regulacyjnej i gospodarczej w ramach UE.
Ostatnie wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza, w których stwierdził, że wojna na Ukrainie „trwa już dłużej niż II wojna światowa” – mimo że od lutego 2022 minęło zaledwie około czterech lat – stanowią klasyczny przykład zakłamywania historii w duchu dawnej sowieckiej narracji. Tego typu manipulacja sugeruje, że wojna rozpoczęła się dopiero atakiem na ZSRR w czerwcu 1941 roku, pomijając agresję na Polskę 1 września 1939 roku oraz pełne sześć lat i osiem miesięcy okupacji i zbrodni (do 8/9 maja 1945). Minimalizuje to skalę niemieckich zbrodni popełnionych na Polakach i innych narodach Europy Środkowo-Wschodniej od pierwszego dnia konfliktu, co obiektywnie osłabia polskie argumenty reparacyjne i podważa pełną odpowiedzialność historyczną Niemiec.
Polityka wobec Niemiec powinna zatem opierać się na twardej, konsekwentnej linii, która łączy kilka równoległych działań.
Po pierwsze – publiczne i natychmiastowe prostowanie każdej podobnej manipulacji historycznej na najwyższym szczeblu (Ministerstwo Spraw Zagranicznych, Kancelaria Premiera, Sejm, Prezydent RP), z precyzyjnym powołaniem się na fakty: wojna trwała od 1 września 1939 do 8/9 maja 1945 roku.
Po drugie – wykorzystywanie takich incydentów jako dowodu na to, że Niemcy wciąż nie dokonały pełnego rozliczenia z własną przeszłością, co uzasadnia dalsze podnoszenie kwestii reparacji wojennych, restytucji dóbr kultury oraz symbolicznego zadośćuczynienia.
Po trzecie – utrzymywanie pragmatycznej współpracy obronnej i gospodarczej w ramach NATO i UE, w tym wspólnych projektów takich jak format E5 (Polska–Niemcy–Francja–Włochy–Wielka Brytania) czy dwustronnych porozumień z lat 2025–2026, ponieważ Niemcy pozostają istotnym elementem odstraszania Rosji.
Po czwarte – równoległe budowanie silnej koalicji regionalnej z krajami bałtyckimi, nordyckimi, Rumunią, Trójmorzem i Wielką Brytanią, aby zmniejszać zależność od Berlina zarówno w sferze bezpieczeństwa, jak i narracji historycznej.
Oczywiście Stany Zjednoczone pozostają najsilniejszym pojedynczym filarem polskiego bezpieczeństwa – z około 10 tysiącami stacjonujących żołnierzy, stałym V Korpusem w Poznaniu, największymi zakupami uzbrojenia (F-35, HIMARS, Abrams, Apache, Patriot) oraz gwarancjami odstraszania nuklearnego. Jednak teza, że „USA to jedyny sojusznik”, jest niebezpieczna.
Bezpieczeństwo Polski opiera się dziś na kilku równoległych filarach: strategicznym partnerstwie z Wielką Brytanią (traktat z 2025 roku), rosnącej współpracy z krajami nordyckimi i bałtyckimi (NB8+Polska – najsilniejsza percepcja rosyjskiego zagrożenia w Sojuszu), projektach infrastrukturalno-energetycznych z Rumunią i Trójmorzem, a nawet ograniczonym, lecz realnym zaangażowaniu Niemiec i Francji we wschodnią flankę NATO.
Im więcej tych filarów uda się realnie wzmocnić, tym mniejsze ryzyko, że Polska znajdzie się w izolacji w momencie zmiany priorytetów politycznych w Waszyngtonie.
W skrócie: Rosję należy traktować jako realne i pilne zagrożenie egzystencjalne. Niemców – pilnować, prostować ich historyczne zakłamania i równoważyć ich wpływy – ale nie postrzegać jako wroga. Stany Zjednoczone pozostają najmocniejszym sojusznikiem – lecz nie jedynym i nie wiecznym. Prawdziwa siła Polski tkwi w wielowektorowym systemie bezpieczeństwa, w którym amerykański filar jest najważniejszy, ale nie jedyny.
Jarosław Banaś
Rosja jest rzeczywiście w tej chwili głównym wrogiem. Nie wynika z tego, że Niemcy nie są wrogiem numer dwa, tylko potencjalnym zagrożeniem,
Niemcy prowadzą z nami wojnę tu i teraz. Jest nią wojna gospodarcza poprzez Unię Europejską. Tak jak w latach 1925-1934 prowadziły wojnę celną, tak teraz prowadzą ją poprzez regulacje nakładane wewnątrz unijnej granicy celnej. Zresztą nakładali je na nas już w latach 90tych, co nazywano okresem dostosowawczym (nie było wówczas internetu, więc nikt dzisiaj nie pamięta np. zaporowych ceł na samochody z Japonii i USA, ani regulacji wykluczających z transportu w UE polskie lokomotywy).
Niemcy wojnę hybrydową z Polską prowadzą też na poziomie prawno-administracyjnym wdrażając dysfunkcyjne zasady rękami zindoktrynowanych kadr. Zindoktrynowanych w szkołach i na uczelniach, gdzie komuna transformowała się na unijczyków. Nie potrzeba dzisiaj w Polsce politruków, bo politruka w głowie ma każdy we władzach i na urzędzie.
Kolejny front to front ideologiczny, który dzieli i demoralizuje społeczeństwo, a także przekupuje za kolaborację grantami, ulgami i dotacjami, jak trzeba to zastrasza, kiedy indziej napuszcza na kułaka.
Wspólnie z Rosją Niemcy wojnę hybrydowa prowadzą korzystając z ideologii marksizmu-migrantyzmu. Przestępcy nielegalnie przekraczający granicę są traktowani jak święte krowy pod pretekstem domniemania uchodźctwa i zamiast karani, są nagradzani, co potęguje napływ kadr do udziału w organizowanej przez Rosję i Niemcy dywersji, już wcześniej przetestowanej przez Niemcy na samych sobie podczas rządów Merkel. Jak widać, jest to nie tylko sprawa naturalnych interesów geopolitycznych, lecz przeplata się z antyeuropejską rewolucją międzynarodówki.
Niemcy zawsze będą naturalnym sojusznikiem Rosji i dlatego NATO i UE w obecnym kształcie nie mają sensu dla polskiej racji stanu. Korzystaliśmy z okresu dobrej pogody politycznej, którą przespaliśmy oraz amerykańskiej okupacji Niemiec, która trwa. Reszta to propaganda. USA najpierw zawarły poprzez NATO formalny sojusz z Rosją w 1997r., a dopiero potem ubezwłasnowolniły nas dla celów własnej polityki deklaracjami bez pokrycia, Bez pokrycia, bo ani za bombę atomową zrzuconą na Poznań nie zrzucą bomby na podobne miasto rosyjskie, ani nie są w stanie (nawet wraz z resztą NATO) dość szybko przerzucać wojska w razie ataku Rosji z Białorusi, ani nie zamierzają umierać na froncie wschodnim (nie mają baz na Litwie, Łotwie i w Estonii), ani nie udostępnili technologii do produkcji broni w Polsce na użytek frontu wschodniego.
Gwarancje NATOwskie i amerykańskie okazały się papierowe 10 IV 2010r., gdy nie doszło do żadnego alarmu. Kto więc nami rządzi?
Dość już tej politycznej poprawności w ocenach. Rosja nie jest „problemem do zarządzania”, tylko agresywnym państwem, które rozumie wyłącznie język siły. I największym błędem Zachodu – w tym części polskich elit – było wmawianie społeczeństwom, że handel, dialog i „reset” zmienią mentalność Kremla. Nie zmieniły. Zmieniły tylko skalę zależności.
Niemcy przez lata budowały biznesowy most z Moskwą, ignorując ostrzeżenia z naszej części Europy. To nie był błąd z braku wiedzy, tylko świadomy wybór – tani gaz był ważniejszy niż bezpieczeństwo regionu. Dziś słyszymy o „przebudzeniu”, ale skutki tamtej polityki wciąż ponosimy wszyscy. Partnerstwo tak – ale bez złudzeń i bez moralizowania wobec tych, którzy mieli rację wcześniej.
A u nas? Zbyt długo część sceny politycznej traktowała zagrożenie rosyjskie jako element kampanii wyborczej, a nie realny problem strategiczny. Jedni straszyli, drudzy wyśmiewali. Tymczasem bezpieczeństwo państwa nie jest ani prawicowe, ani lewicowe – jest egzystencjalne.
USA nie są jedynym sojusznikiem, ale są gwarantem, którego nikt w Europie dziś nie zastąpi. Opowieści o „strategicznej autonomii” brzmią dobrze na konferencjach, tylko że autonomii nie buduje się deklaracjami, lecz armią, przemysłem i wolą polityczną. Bez tego to slogan.
I jeszcze jedno: wiara w szybki upadek Rosji to wygodna bajka dla tych, którzy nie chcą inwestować w obronność. Rosja „upada” od stu lat, a mimo to potrafi destabilizować pół kontynentu. Państwo może być strukturalnie słabe i jednocześnie bardzo niebezpieczne. Historia aż za dobrze to pokazuje.
Realizm zamiast życzeniowego myślenia. Siła zamiast złudzeń. Tylko tyle – i aż tyle.
"bezpieczeństwo państwa nie jest ani prawicowe, ani lewicowe – jest egzystencjalne."
Skoro jest egzystencjalne, skoro jest sprawą realną a nie ideologiczną, to jest prawicowe.
Samo określenie racja stanu oznacza postępowanie rozumowe, a nie stawianie bezpieczeństwa na głowie, czyli wyzbywanie się suwerenności we wszystkich dziedzinach.
Panie Marku,
odpowiada Pan na moje zdanie, ale zmienia jego sens. Napisałem, że bezpieczeństwo jest egzystencjalne, czyli dotyczy przetrwania państwa. Z tego nie wynika, że jest „prawicowe”, tylko że powinno być poza bieżącą ideologiczną licytacją.
Jeżeli uznamy, że bezpieczeństwo = prawica, to w praktyce oznacza to, że druga strona sporu z definicji jest mniej odpowiedzialna za państwo. To właśnie jest upolitycznianie czegoś, co powinno być fundamentem wspólnym.
Racja stanu nie oznacza monopolu jednej formacji na rozum. Oznacza zdolność do myślenia kategoriami interesu państwowego niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Bezpieczeństwo nie staje się bardziej realne tylko dlatego, że przypiszemy je jednej stronie sceny politycznej.
Suwerenność również nie polega na odrzucaniu współzależności, tylko na zdolności świadomego wyboru w tych współzależnościach. W świecie sojuszy i powiązań gospodarczych absolutna izolacja nie jest przejawem siły, lecz słabości.
Moja teza była prosta: bezpieczeństwo to fundament państwa, a nie element ideologicznej tożsamości. I właśnie dlatego powinno łączyć, a nie być zawłaszczane.
Dokładnie o to mi chodzi, że prawica to normalność, a lewica to nienormalność.
Żyjemy w czasach pomieszania pojęć z nowomową, ze zwalczaniem Boga, wolności osobistej i suwerenności państwowej, za zwalczaniem prawdy, etyki, logiki, a nawet piękna.
To program lewicy.
I dlatego skala tego zagrożenia jest tak trudna do zauważenia dla dużej części społeczeństwa polskiego.
Niemcy nigdy nie wyrzekły się imperialnych ambicji pomimo klęski w dwóch wojnach światowych.
Po II WŚ zastąpiły realizację imperialnych ambicji metodami militarnymi, na metody ekonomiczno polityczne a narzędziem do tego była i jest idea zjednoczonej Europy.
Ta idea jest realizowana metodą tzw. "efektu gotującej żaby", w którym postęp osiągania celów imperialnych przebiega na tyle powoli, aby np. Polska nie zrezygnowała z "gotowania" i tak jak ta "żaba gotowana" powoli, nie wyskoczyła z garnka(tu Polska z tej podstępnej niemieckiej UE.
Swe imperialne cele Niemcy widzą w stworzeniu wraz z Rosją, przestrzeni współpracy i bezpieczeństwa od Władywostoku po Lizbonę, czyli niemiecko rosyjską EURAZJĘ, z podziałem na strefy wpływów na linii Wisły, czyli na lini zbliżonej do tej z paktu Ribbentrop - Mołotow.
Niemcy widziały w EURAZJI narzędzie do uzyskania przez nie pozycji globalnego gracza i członka RB ONZ i jako narzędzie dla Niemiec do konfrontacji z USA i Chinami.
Otwarcie o tym mówił były kanclerz Niemiec Gerhard
"Konkurentem Europy nie jest Rosja, lecz Ameryka i Azja. Warunkiem sukcesu Unii Europejskiej w globalnej konkurencji jest sojusz z Moskwą."
wiadomosci.dziennik.pl
pl.wikiquote.org
Polityka resetu z Rosją w latach 2009 - 2013 była kolejną próbą podejścia do osiągnięcia celów przyświecających paktowi Ribbentrop - Mołotow, z podobnym do tamtego, terytorialnym podziałem stref wpływów, czego wynikiem był dokument:
"Planu Użycia Sił Zbrojnych w ramach samodzielnej operacji obronnej WARTA-00101" z 2011 roku:
m.salon24.pl
i konsekwentna realizacja przez rząd PO-PSL z D. Tuskiem jako premierem, likwidacji polskich jednostek wojskowych na wschód o Wisły a także tworzenie takich instytucji jak "Trójkąt Kaliningradzki" i utworzenie strefy bezwizowego ruchu z Obwodem Królewieckim, sięgającej do granicy III Rzeszą z 1937 roku , obejmującej część Prus Wschodnich włączonych do Polski po II WŚ i z obszarem Wolnego Miasta Gdańska(słynny "korytarz" do Prus Wsch., którego żądał od II RP Hitler).
m.salon24.pl
Aby powstała tak duża strefa, musiano zmienić unijną dyrektywę dotyczącą takich stref w UE.
Obecne działania Niemiec są realizacją tych imperialnych zamierzeń Niemiec, które mają włączyć III RP do europejskiego scentralizowanego państwa pod niemiecką kontrolą(pozbawienie Polski suwerenności zniszczenia naszej gospodarki i obronności).
USA nie jest żadnym zagrożeniem dla Polski.Jest tylko celem wytypowanym przez Niemcy do atakowania przez zaprzęgniętych do tej misji Tuska i Sikorskiego z ferajną. Do zwiększenia ,,siły rażenia'' w antytrumpowskich działaniach sięgnięto po jurnego Stefana z jego arsenałem bluzgów.No cóż jak na razie nie jesteśmy w stanie wydać wojnę USA więc pozostaje obszczekiwanie.