Anonimowość to najstarszy trik ludzkości. Zanim powstały książki, zanim wymyślono podpisy pod obrazami, ludzie bazgrali po murach. W Pompejach do dziś można przeczytać: „Gajusz kocha Primę”, „Sekstus jest idiotą” albo „Kto tu narobił w amforę?”. W starożytnym Egipcie robotnicy w piramidach dopisywali komunikaty na kamieniach, choć faraon nie sprawdzał każdego hieroglifu. To nie była wysoka literatura, ale działało: można było powiedzieć, co się myśli, i nie stracić głowy.
Walka obelgami jest dokładnie tak samo stara jak pierwsze litery. Grecy rzucali się inwektywami w wierszach, Rzymianie w epigramach, średniowieczni mnisi w pamfletach pisanych „ręką nieznanego brata”. Dziś to samo, tylko szybciej i taniej: „Twój film to gówno, a ty debil” – podpis: @Kutas42069. Technologia poszła do przodu, a my emocjonalnie stoimy w tym samym miejscu co neandertalczyk, który rzucał kośćmi w jaskiniowego konkurenta.
W Europie anonimowe pisanie rozkwitło naprawdę w XVI–XVIII wieku. Reformacja, wojny religijne, rewolucja francuska – wszędzie anonimowe ulotki, paszkwile, plotki, oskarżenia. Dlaczego? Bo podpisać się pod tekstem „Król to debil” to był gwarantowany bilet na szafot. Dziś podpisujemy się „Anonim” albo „xX_DarkLord69_Xx” i hejtujemy AI, bo „kradnie sztukę”, „zabierze pracę”, „to szatan w kodzie”.
Pytam zatem samą IA, opisując przypuszczalne szkody z jej użycia: czy da się tego zakazać? To śmieszne, pisze algorytm połączony w z botem. To jak próbować zakazać wiatru wiejącego w twarz. Lepiej po prostu przestać reagować. Hejt żyje z uwagi – zabierz uwagę, a umrze z głodu.
A teraz spójrzmy na naturę, bo ona ma tu sporo do powiedzenia. Ryby mają linię naboczną – superwrażliwy radar, który pozwala całej ławicy skręcać w tę samą sekundę. Ptaki w chmurze robią to samo: każdy patrzy na sąsiada i kopiuje ruch. To ewolucyjny mechanizm naśladowczy – naśladuj albo zginiesz.
Internetowa nagonka działa identycznie. Jeden tweet, jeden screen, jeden „wszyscy wiedzą, że on jest toksyczny” – i nagle tysiące ludzi naśladuje oburzenie, nie pytając nawet, o co chodzi. To nie jest świadoma decyzja. To ławica. Płyniemy razem, bo tak bezpieczniej.
René Girard (1923–2015) wybitny francuski historyk, badacz literatury, antropolog kultury oraz filozof społeczny, zwany przez fanów „Albertem Einsteinem współczesnych nauk o człowieku” nazwał zjawisko o którym próbuje tu pisać, mechanizmem kozła ofiarnego. Kiedy w grupie rośnie napięcie, zazdrość, frustracja, rywalizacja o lajki, uwagę, kasę, wszyscy zaczynają na siebie warczeć. W końcu ktoś mówi: „To przez Niego!”.
I to nie musi być winny a wręcz powinien być zupełnie niewinny. Wystarczy, że jest inny, za głośny, za cichy, za bogaty, za biedny, za stary, za młody, za mądry, za … AI. Cała grupa jednoczy się w nienawiści, wylewa frustrację, canceluje, blokuje, dożyna w komentarzach – i nagle spokój. Wszyscy znowu kumple. Mechanizm zadziałał.
Girard twierdził, że to fundament większości kultur i mitów. Ofiara musi być uznana za winną – inaczej nie scala. Dopiero Ewangelie robią coś rewolucyjnego: pokazują kozła, który jest niewinny. Jezus nie „zasłużył” na krzyż. To demaskuje cały schemat. Od dwóch tysięcy lat próbujemy budować nowe kozły, ale mechanizm trochę kuleje, gdy ktoś przypomina: „może to my mamy problem?”.
Czy nie jest żałosne, że dajemy się tak łatwo kupować? Reklamy, trendy, nawoływania, challenge’y, „wszyscy tak robią”. Kupujemy buty, których nie potrzebujemy, scrollujemy hasztagi, których nie rozumiemy, hejtujemy ludzi, których nie znamy. Etycznie to słabe, bo tracimy siebie.
Jezus mówił prosto: „Niech wasze «tak» będzie tak, a «nie» – nie”. Zero relatywizmu. Zero „no, może w tej sytuacji…”. Albo stoisz po stronie prawdy, albo płyniesz z ławicą.
A relatywizm? To najgorszy wróg człowieczeństwa. Wszystko staje się względne: „twoja prawda, moja prawda”, „hejtem też można wyrażać siebie”, „każdy ma prawo do swojej narracji”. W efekcie prawda przestaje istnieć, a zostaje tylko siła – kto głośniej krzyknie, ten ma rację. Platon ostrzegał przed sofistami, Orwell pokazał, do czego prowadzi „2+2=5, jeśli Partia tak mówi”. Dziś mamy to samo, tylko w 280 znakach.
Konkluzja? Relatywizm i masowe naśladowanie zabijają to, co w nas najbardziej ludzkie: zdolność do samodzielnego myślenia i trwania przy „tak” albo „nie”. Bez tego stajemy się tylko lepszymi rybami – ładnie skręcamy w unisonie, ale donikąd. Może czas przestać być kozłem, przestać być ławicą i po prostu powiedzieć: „nie, dziękuję”. Bo inaczej zostaniemy tylko anonimowymi bazgrołami na murze historii – zabawnymi, ale kompletnie bez znaczenia.
Tak, tak. Nie, nie. Reszta to tylko szum w sieci.
Jarosław Banaś
Hejt żyje z uwagi – zabierz uwagę, a umrze z głodu."
"A relatywizm to najgorszy wróg człowieczeństwa."
Vide Einstein
i1.memy.pl
Wiem, że ciężko, ale trzeba próbować.
Na tym portalu te mechanizmy widać dość jaskrawie. Tu prym wiodą anonimowe chamy i im są bardziej prymitywne i wulgarne, to większą uwagę dostają. Wszyscy chętnie się z nimi w głupkowate awantury wdają. To takie przedszkole dla emerytów bez przedszkolanki, gdzie mogą swą prymitywną naturą i brakiem wychowania epatować. Tu ten problem opisałem: Systemowy problem portalu - jak toksyczni użytkownicy niszczą całą wspólnotę
Czytam, tych których lubię, reszta jest milczeniem.
Od czasu do czasu próbuję czytać tych, których twórczość mi się nie podoba. W razie czego mogę tego czytania nie kończyć
Próbuję brać przykład z Edeldredy, która w każdym potrafi znaleźć coś dobrego
No. Ok. Więcej piszących niż czytających. Ale zgoda.
Trochę mnie zdziwiło,że egipscy robotnicy budujący piramidy czy inne budowle w starożytnosci umieli pisać.
No sa ślady tych działań.
sprawdziłem - ekipy robotników podpisywały się na pamiątkę swojej pracy, więc raczej byli w części piśmienni. Ale faktycznie to ciekawe, dzięki za uwagę.
Na ile pamiętam, istniały różne typy "pism", bodajże trzy i znajomość jednego, nie gwarantowała rozumienia pozostałych. Tu najlepszym przykładem jest kamień z Rosetty, przetłumaczony przez Champolliona, dzięki czemu znamy i rozumiemy staroegipskie pismo.
Jak autor rozumie to ,,nie dziękuję''? Lepiej z poczuciem wyższości udawać ,że hejtu nie ma? Że nas to nie dotyczy ,bo mamy szczęście i nikt nas nie obrzucił wyzwiskami a sami też nie mamy zamiaru tak się bawić? To zjawisko nie jest już marginesowe ani zabawne,jest groźne i czego autor nie zauważa narastające. Przecież widzimy to na co dzień i chyba nawet nie przeczuwamy ,że może stać się przyczyną nieszczęścia. To już nie tylko wysmiewanie ale groźby o czym autor nie wspomina w swoim ogólnikowym tekście. Nikogo już nie dziwi chamski język stosowany przez nasze patoelity. Uważamy w swej pokorze,że im wolno. Co powiemy jeśli publiczne groźby posłanki z Lewicy i nie tylko jej wobec prezydenta jego żony i dzieci jakiś szaleniec, albo wynajęty morderca spełni? Czy zdajemy sobie sprawę ,że na to patrzą nasze dzieci i uczą się podobnych zachowań? Ci co najbardziej ordynarnie hejtują nie są nawet ludźmi z marginesu.To dziennikarze, artyści, kadra naukowa,czynni politycy. A jednak w kłamliwym prymitywnym stylu ubliżają żonie prezydenta jako kobiecie,jako żonie ,jako matce. Pewno dlatego nic nie powiemy ,ani nie wykażemy dezaprobaty -,,bo nic się przecież nie stało''.Do czego jeszcze musi dojść byśmy nie odwracali głowy?
Bolesna obserwacja, prawdziwa. A jednak mam nadzieję.
Dobry tekst. Uwagi:
Bardzo dziękuję, celne uwagi.
"hejtujemy ludzi, których nie znamy"
Osoby pełniące funkcje publiczne muszą liczyć się z krytyką. Ale krytyka to nie hejt. Hejtowaniem nie było na przykład ciągłe pokazywanie Tuska w TVP przed wyborami w 2023 w niekorzystnych dla niego wystąpieniach. Było to powtarzane do znudzenia i ludzie mogli odebrać to jako hejt. A na pewno odebrano to jako propagandę. Jak włączam TVN to tam też leje się taka antypolska propaganda, wręcz hejt. Wielu ludzi nie wytrzymuje takiej polaryzacji i wpadają w łapki Grzegorza Brauna, który twierdzi "PiS PO jedno zło". Tyle że działania Grzegorza Brauna są na rękę Tuskowi, nie Kaczyńskiemu. No i nadal nie wiem jaki ma program oprócz odzyskania korony polskiej i zostania królem. Same pijarowe zagrania, choćby bardzo medialne i nawet słuszne, nie przekonują mnie do głosowania na ugrupowanie Grzegorza Brauna.
PS. Sam hejt, czyli nienawidzenie oznacza, że ktoś nie chce kogoś widzieć. Ma wobec niego swoje negatywne emocje do przekazania. W sumie bardziej sam sobie szkodzi hejtujący, niż hejtujacy szkodzi hejtowanemu.
Może łatwiej przychodzi anonimowo.
ODWAŻNY SŁOWAK ZGRUZOWAŁ VON DER LEYEN I LEWlC0WYCH OSZOŁOMÓW NA OCZACH CAŁEGO ŚWIATA!
Widziałem.
Może faktycznie Prezydent Karol Nawrocki nie powinien wspominać o synu Fułka i wnukach
To ja nie wiem. Ale dzięki.