Polska od zawsze była krajem surowców - przede wszystkim węgla, który przez dekady stanowił fundament naszej gospodarki, energetyki i przemysłu. Jeszcze niedawno wiele osób patrzyło na ten surowiec z nostalgią albo, w najlepszym wypadku, z myślą: „to relikt przeszłości, który nie ma szans konkurować z Chinami czy Niemcami”. A jednak dziś pojawia się zupełnie inna perspektywa - Polska może węgiel zamienić z problemu w trampolinę do nowoczesności. I nie mówimy tu o zwykłym spalaniu go w elektrowniach, ale o pełnym, strategicznym przetwarzaniu i łączeniu go z technologiami przyszłości.
Węgiel jako surowiec strategiczny.
Węgiel w Polsce to nie tylko energia. To potencjał do tworzenia wartości dodanej w postaci chemikaliów, materiałów zaawansowanych, wodoru czy katalizatorów. Wyobraźmy sobie węgiel nie jako czarny surowiec, który spala się w kotłach, ale jako bazę dla innowacyjnych produktów przemysłowych, które świat kupuje za wysokie ceny.
- Węgiel chemiczny może stać się grafenem - materiałem przyszłości, który znajduje zastosowanie w elektronice, medycynie i energetyce.
- Może być źródłem wodoru dla przemysłu i transportu, stając się paliwem przyszłości.
- Może posłużyć do produkcji katalizatorów i komponentów dla zielonej chemii i technologii energetycznych.
To właśnie jest pierwsza cegiełka w budowie Polski jako hubu węglowo-innowacyjnego - miejsca, w którym tradycja łączy się z przyszłością.
Energia i konkurencyjność przemysłu.
Sam węgiel to jednak za mało. Trzeba go połączyć z nowoczesną energetyką - OZE, magazynami energii, elektrowniami hybrydowymi, inteligentnymi sieciami. Tanie i stabilne źródło energii to fundament konkurencyjnej produkcji przemysłowej.
Jeśli Polska potrafi wytwarzać energię efektywnie i ekologicznie, przemysł naturalnie wraca i rozwija się, a kapitał inwestycyjny sam podąża tam, gdzie koszty produkcji są niższe, a ryzyko minimalne. Wyobraźmy sobie fabryki chemiczne korzystające z lokalnych surowców, magazynujące energię z odnawialnych źródeł, produkujące nowoczesne katalizatory i ogniwa wodorowe - wszystko w kraju, który łączy tradycję z innowacją.
Technologie przyszłości i innowacje.
Energia i węgiel to dopiero początek. Polska ma szansę stać się regionalnym centrum dla technologii strategicznych:
- półprzewodniki, które są fundamentem dla AI i elektroniki,
- sztuczna inteligencja i automatyzacja przemysłowa,
- elektromobilność i wodór,
- recykling baterii i metali krytycznych.
Strategiczne wsparcie tych sektorów - poprzez granty, ulgi podatkowe, inkubatory technologiczne i partnerstwa publiczno-prywatne - pozwala stworzyć efekt domina: lepsze technologie, to większa wartość dodana, to więcej inwestycji i silniejsza gospodarka. Nie trzeba subsydiować całego rynku, wystarczy strategicznie wzmocnić wybrane obszary.
Efekt domina.
Mechanizm jest prosty, ale potężny. Strategiczne wsparcie kilku sektorów powoduje efekt domina:
- Konkurencyjne ceny energii i surowców przyciągają przemysł, redukują koszty produkcji.
- Rozwój nowych technologii zwiększa wartość dodaną, wiedzę i know-how.
- Kapitał i inwestycje naturalnie kierują się w stronę Polski, tworząc miejsca pracy i innowacyjne centra.
- Eksport wysokiej wartości i Polska staje się partnerem strategicznym w regionie i w Europie.
Każdy element wzmacnia drugi. To strategia „od węgla do innowacji”, w której tradycja napędza przyszłość.
Dlaczego możemy i powinniśmy to zrobić.
Polska już dziś ma atuty, które wiele krajów mogłoby tylko pozazdrościć:
- ogromne zasoby węgla i innych surowców strategicznych,
- wykwalifikowaną i kreatywną kadrę,
- położenie w centrum Europy i dostęp do rynków UE,
- możliwość przyciągania kapitału poprzez strategiczne inwestycje i innowacje.
Nie trzeba czekać na cud. Nie trzeba kopiować całego modelu Chin. Wystarczy odwaga w strategicznym planowaniu, współpraca rządu, przemysłu i nauki oraz konsekwencja w wybranych sektorach.
Dlaczego tego nie ma w programach politycznych?
A jednak w polskiej polityce tego nie ma w żadnym programie partii ani ugrupowania. Nikt nie mówi o tym głośno, nikt nie stawia tego w centrum strategii państwa. Dlaczego?
Może dlatego, że myślenie strategiczne wymaga cierpliwości i wizji dekad, a polityka w Polsce, jak w wielu krajach demokratycznych, żyje w rytmie wyborów co 4 lata.
Może dlatego, że innowacje i długofalowe planowanie są mniej medialne niż bieżące spory, populistyczne obietnice i natychmiastowe efekty.
Może dlatego, że nikt jeszcze nie zrozumiał, iż połączenie zasobów naturalnych, przemysłu i technologii przyszłości daje szansę na prawdziwą zmianę pozycji Polski w świecie.
A przecież węgiel może stać się trampoliną do nowoczesności, a nie ciężarem przeszłości, jeśli tylko ktoś odważy się spojrzeć dalej niż na najbliższe wybory.
Polska przyszłości.
Wyobraźmy sobie Polskę za 20 lat: kraj, w którym węgiel stał się bazą dla nowoczesnych technologii, przemysł kwitnie dzięki taniej energii, a innowacje przyciągają inwestorów z całego świata. Polska pokazuje, że tradycja i innowacja mogą iść w parze, a mądra strategia pozwala zdobyć przewagę w globalnej gospodarce.
To nie jest wizja utopijna, to plan strategiczny, który może uczynić Polskę liderem innowacji w regionie. Węgiel przestaje być reliktem przeszłości, staje się trampoliną do przyszłości, a Polska pokazuje światu, że nawet w obliczu globalnej konkurencji można wygrywać mądrze, konsekwentnie i z odwagą.
Pytanie brzmi: czy ktoś odważy się tę szansę wykorzystać, czy znów zostaniemy jedynie obserwatorami cudzych sukcesów?
Oczywiście że jest to utopia.
By takową nie była to na początku trzeba wyrzucić z kompleksu wydobywczo energetycznego związkowców i zarządy, dlatego że obie struktury nie są zainteresowane zmianą strategii polegającej na uniezależnieniu małego konsumenta od decyzji na wysokim szczeblu.
Ani związki zawodowe ani zarządy nie poprą zmian w wyniku których przeciętny obywatel RP nie będzie płacić za ogrzewanie powietrza przesyłem energii.
Oni są zainteresowani robieniem z węgla fetyszu, a z innych źródeł pozyskiwania prądu podszeptów diabła. Rezultaty tego widać na NB.
Żeby coś się ruszyło w tej materii to na początku trzeba by było zrobić to co Żelazna Dama w UK i Generał w Chile tylko nie wiem czy ta banda związkowo zarządowa na to zezwoli.
Wiadomo że nie zezwoli, wyjdą na ulicę z obrazkami Maryji Zawsze Dziewicy w klapach garniaków i styliskami od kilofów w łapach, Rydzyk dołoży i rząd się zesra zamiast pogonić ich pałami.
Podam przykład USA.
Jeszcze w latach 80' w krajobrazie rolniczym Stanów dominatą były kolumny wypełnione szczynami i gównem zwierząt. Dawało to metan który spalano i pozyskiwano w ten sposób ciepło a w bardziej zaawansowanych gospodarstwach nawet energię elektryczną. Uzyskiwano też w ten sposób nawóz.
Obecnie energia jest pozornie tania, pochodząca głównie z elektrowni atomowych, nie opłaca się wykorzystywać biomasy. Gówno i szczyny wylewane są do otwartych zbiorników a na pola zamiast naturalnego nawozu sypie się w gigantycznych ilościach nawozy sztuczne do których wyprodukowania potrzebna jest energia elektryczna.
W Europie pomysł by raz na parę lat przerwać monokulturę zbożową i wysiać np. lucernę lub roszponkę po czym w stanie zielonym ją zaorać przedstawiane jest przez debili z PiS jako tragedia. Tak się składa że ten zabieg powoduje polepszenie struktury gleby, zapewnia w długim czasie w wyniku rozkłady masy zielonej dostęp do mikro i makro elementów oraz przerywa ciąg rozwojowy patogenów związanych z monokulturą.
Można się zapytać skoro są z tego korzyści to dlaczego w Polsce, ale nie tylko, się przeciw temu protestuje.
Odpowiedź jest prosta dookoła rolnictwa jak i dookoła odbiorców energii elektrycznej jest łańcuch konsorcjów nie zainteresowanych nowoczesnością i racjonalnym podejściem bo to ogranicza ich zyski i zmniejsza uzależnienie.
W dodatku społeczeństwo jest tak ogłupione że wierzy w to iż interes gostka żyjącego z dotacji UE czyli rolnika jeżdżącego na strajki ciągnikiem droższym niż nowy Mercedes i Polski czyli górnika który bez wkładu z budżetu dostawałby głodową pensję, jest tożsamy z interesem ogółu.
Czasami nawet potrafisz coś mądrego napisać Zdzisek. Poruszyłeś bardzo ważną kwestię, która często jest pomijana w dyskusjach o strategii gospodarczej: nie wystarczy mieć pomysł technologiczny czy surowcowy - trzeba jeszcze mieć zdolność instytucjonalną do jego wdrożenia.
I tu rzeczywiście pojawia się problem, który nie dotyczy wyłącznie Polski ani wyłącznie górnictwa.
W wielu sektorach, energetyce, rolnictwie, surowcach, przez dekady wytworzyły się układy interesów: zarządy, związki zawodowe, dostawcy, pośrednicy, regulatorzy. Te struktury są racjonalne z punktu widzenia własnego przetrwania, ale często nie są zainteresowane zmianą modelu, jeśli ta zmiana zmniejsza ich rolę, wpływy a szczególnie strumień pieniędzy. To nie jest kwestia „złej woli”, tylko klasyczny mechanizm opisany w ekonomii instytucjonalnej:
system broni swojej obecnej formy, nawet jeśli jest ona mniej efektywna dla całości gospodarki. Dlatego transformacje energetyczne czy rolnicze nie są w pierwszej kolejności problemem technologicznym, lecz problemem zarządczym i instytucjonalnym. Przykłady, które podajesz z biogazem w USA czy z rolnictwem regeneratywnym w Europie, dobrze pokazują, że często bardziej opłaca się utrzymywać istniejący łańcuch zależności niż wprowadzać rozwiązania racjonalniejsze z punktu widzenia systemu jako całości.
I właśnie dlatego w tekcie pojawia się pytanie, dlaczego takie podejście nie znajduje się w programach politycznych. Bo ono wymagałoby nie tylko inwestycji, ale naruszenia istniejących układów interesów, a to jest politycznie trudniejsze niż budowa nowych elektrowni czy dopłaty. Nie chodzi więc o to, że wizja połączenia węgla z nowoczesnymi technologiami jest utopią techniczną. Problemem jest to, że jest ona rewolucją organizacyjną, a nie technologiczną. A takie rewolucje są najtrudniejsze.
Dlatego kluczowe pytanie nie brzmi: „czy się da?”, tylko: czy istnieje wola i zdolność instytucjonalna, żeby to przeprowadzić. I to jest dziś największe wyzwanie - nie brak surowców, nie brak wiedzy, ale brak mechanizmu, który pozwoliłby wyjść poza obecny układ interesów.
Innowacje i długofalowe planowanie medialne czy niemedialne wymaga uwzględnienia punktu odniesienia jakim jest realna polityka.Trudno przewidzieć jakie będą warunki do wprowadzenia tych zmian.Pan z uporem pomija fakt pogarszania się sytuacji politycznej i pisze o ,,szansie na prawdziwą zmianę pozycji Polski w świecie'' Tylko czy to będzie jeszcze Polska?Jakie szanse na wybicie się mamy w sytuacji przymusowego podporządkowywania się i zadłużenia?Rząd realizuje wyłacznie polecenia obcych więc nie będzie dbał o innowacyjność czy rozumne wykorzystanie polskich zasobów i złóż a myślenie odchodzi w przeszłość.