Niedawno napisałem notkę: https://naszeblogi.pl/75274-pieniadz-z-powietrza-i-handel-czasem - w niej tłumaczę jak dla licealisty, na czym polega waluta fiducjarna i jej kreacja poprzez kredyt. Dziecko to zrozumie, ale niestety problem jest w tym, że nie rozumieją tego ludzie wykształceni ponad miarę swoich zdolności intelektualnych. Zdobyta wiedza pamięciowa utrudnia im myślenie. Więc podejmuję się drugiej próby wyjaśnień.
W dyskusjach dotyczących kreacji waluty fiducjarnej „z powietrza” przeciwnicy tego sformułowania bardzo często odwołują się nie do logicznego wywodu, lecz do własnego lub cudzego autorytetu – zwykle związanego z praktyką księgową lub bankową. Jednak mało kto jest w stanie zrozumieć istotę rzeczy.
Skoro jednak rozmowa i tak sprowadzana jest do autorytetów, warto przywołać ten najbardziej oczywisty. Oto oficjalny dokument Bank of England (Working Paper No. 529): www.bankofengland.co.uk/-/media/boe/files/working-paper/2015/banks-are-not-intermediaries-of-loanable-funds-and-why-this-matters.pdf
W nim wprost jest napisane w cytacie z byłego szefa UK FSA:
"Banks do not, as many textbooks still suggest, take deposits of existing money from savers and lend it out to borrowers: they create credit and money ex nihilo — extending a loan to the borrower and simultaneously crediting the borrower's money account."
I w dokumencie również są referencje do Standard and Poor's, które mówią, że kredyt jest tworzony "literally out of thin air (or with the stroke of a keyboard)".
Jednak zanim zaczniemy rozbijać to na tabelki, zapisy księgowe i technikalia rachunkowości, spróbujmy zrozumieć istotę zjawiska.
Gospodarka w danym kraju, operująca daną walutą fiducjarną, ma zawsze jakąś łączną siłę nabywczą. Jeżeli nie istnieją banki ani kredyt, ta siła nabywcza jest równa po prostu wolumenowi gotówki w obiegu – nazwijmy go X. To znaczy: wszyscy ludzie i firmy razem wzięci mogą kupić dobra i usługi o łącznej cenie X. Można za to zbudować kosmodrom, elektrownię albo cokolwiek innego – ale warte nie więcej niż X, w cenach na daną chwilę.
Teraz dokładamy współczesny system bankowy. Jeżeli banki udzielą łącznie kredytów na kwotę Y, łączna siła nabywcza gospodarki wzrasta do X + Y. Od tej chwili można kupić więcej realnych dóbr niż wcześniej. Można zbudować większy kosmodrom. Warunek jest jeden: musi to być inwestycja, która w przyszłości wygeneruje zyski pozwalające ten kredyt spłacić.
Gdy wszystkie kredyty zostaną spłacone, łączna siła nabywcza wraca do poziomu X. Dług Y zostaje spłacony z dochodów wygenerowanych przez tę inwestycję – z dóbr i usług, które wcześniej nie istniały, a zostały wytworzone dzięki temu, że kredyt umożliwił ich powstanie.
W tym miejscu ujawnia się istota mechanizmu!
Nie ma znaczenia, jak to nazwiemy: „z niczego”, „z powietrza”, „ex nihilo” czy po prostu „kredyt bankowy”. Faktem jest, że w momencie udzielenia kredytu łączna siła nabywcza gospodarki wzrasta o Y. Ten wzrost nie pochodzi z istniejącej wcześniej gotówki ani z uprzednich oszczędności, lecz z oczekiwanych przyszłych strumieni dochodu, które w chwili kreacji kredytu jeszcze nie istnieją.
To „nic”, to „powietrze”, to „nihilo” oznacza właśnie przyszłość: prognozy, oczekiwania, wiarę w powodzenie inwestycji. Te zyski dopiero mają powstać – albo nie powstaną, jeśli inwestycja się nie uda. Tworzony jest nowy pieniądz, którego realnym pokryciem są przyszłe dobra i usługi – jeszcze nieistniejące, ale oczekiwane. Ich jeszcze nie ma, więc jest "nic", "powietrze". W istocie to "nic" to próżnia w kosmosie, a "powietrze" dlatego, że ono jest wszędzie na Ziemi (sprawdzić, czy matka nie siedzi z tyłu i nie jest fizykiem, bo się czepnie, że próżnia doskonała nie istnieje).
To nie jest problem księgowy, lecz problem czasu. To jest rzeczywistość ekonomiczna. Tabelki, bilanse i zapisy rachunkowe są wyłącznie narzędziami opisu tego mechanizmu – pozwalają go uchwycić, zrozumieć, zaplanować i policzyć, tak aby to, co dziś istnieje jedynie jako przyszłe oczekiwanie, rzeczywiście się zmaterializowało, a nie pozostało czystą fikcją.
Problem zaczyna się w momencie, gdy ten mechanizm trafia w ręce polityków. Kredyt – czyli kreacja siły nabywczej z przyszłości – wymaga dyscypliny czasowej, odpowiedzialności i akceptacji ryzyka porażki. Polityka działa odwrotnie: skraca horyzont, przenosi koszty w przyszłość i nagradza fikcję sukcesu tu i teraz. W efekcie waluta jest kreowana „z powietrza”, ale to powietrze nie materializuje się w realnych dobrach, lecz w długu publicznym. A nawet gdy materializacja następuje, bywa później niszczona decyzjami politycznymi, regulacyjnymi lub militarnymi.
Państwo na kredyt generuje maszyny do niszczenia, a nie do budowania, czołgi, a nie koparki, armaty, a nie parowozy, karabiny, a nie chleb. Tymi maszynami po prostu likwiduje tych, którzy by domagali się zwrotu długu.
Grzegorz GPS Świderski
https://t.me/KanalBlogeraGPS
https://Twitter.com/gps65
https://www.youtube.com/@GPSiPrzyjaciele
Tagi: gps65, waluta fiat, system bankowy, polityka, rezerwa cząstkowa, bank centralny, finanse.
Bez wątpienia, tylko @grześ jest tu najmądrzejszy, tylko ten co ma 6 palców, (jego fotka tego dowodzi), ten 6 palec od samego Zeusa pochodzi.
Zaraz tego dowiedzie "ciętą i ostrą jak brzytwa ripostą."
Dziękuję.