Aby uczcić jakoś rozpoczynający się czas wypoczynku, chciałabym polecić Państwu na lato pewną niewielką książeczkę (59 stron).
Autorem książczyny jest O. Józef Maria Bocheński i nosi ona tytuł: Sto zabobonów.
W ramach zachęty przedstawiam poniżej cytat z przedmowy oraz trzy wybrane hasła.
Przedmowa do pierwszego wydania
Starożytni Egipcjanie nazywali coś, co odpowiada naszemu zmartwychwstaniu, “wychodzeniem na światło”.
Otóż tak książeczka jest poświęcona właśnie takiemu wychodzeniu na światło, intelektualnemu zmartwychwstaniu - i to dwojako. Najpierw jako rodzaj rachunku sumienia autora, który hołdował ongiś wielu spośród opisanych tutaj zabobonów a dziś, Bogu dzięki uwolnił się od nich, wyszedł z ciemności na światło. Jest następnie wydana w nadziei, że pomoże temu czy innemu Czytelnikowi w jego walce o wolność od błędów. Chciałaby także odegrać, choć raczej ubocznie, rolę małego wstępu do filozofii takiej, jak ją pojmuje autor. W tytule książeczki jest parę wyrażeń, które wymagają komentarza. Mowa jest więc najpierw o zabobonach. Nie jestem pewny, czy słowo zostało wybrane trafnie - może byłoby poprawniej mówić o przesądach, a nawet o błędach. Bo wyrażenie “zabobon” ma jakby posmak czegoś magicznego: nazywa się przecież “zabobonnym” człowieka, który jest przekonany, że może coś uzyskać przez wypowiadanie tajemniczych słów, albo przez kłucie igłą lalki woskowej. Chodzi zatem zwykle o coś praktycznego, o rodzaj absurdalnej techniki. Natomiast wiele omówionych tutaj mniemań może nawet większość - ma charakter teoretyczny, nie praktyczny, a więc i nie magiczny. Jeśli mimo to używam tej nazwy, to dlatego, że ona oznacza czasem w naszym języku także teoretyczne błędy a poza tym dlatego, że jest mocniejsza, że daje pełniejszy wyraz mojej postawie wobec głupstw, jakimi są zabobony. W każdym razie definiuję “zabobon” w następujący sposób: wierzenie, które jest (1) oczywiście w wysokim stopniu fałszywe, a mimo to (2) uważane za na pewno prawdziwe. Tak np. astrologia jest zabobonem w moim znaczeniu słowa, bo jest oczywiście i skrajnie fałszywa, a mimo to jest uważana za zbiór pewników. Powie mi ktoś, że używając tej raczej obelżywej nazwy, obrażam czcigodne zasady wytwornej przyzwoitości koleżeńskiej. Bo w świecie filozofów przyjęto obchodzić się elegancko z najgorszymi nawet idiotyzmami.
Kiedy jeden mędrek powiada, że świata nie ma, albo że istnieje tylko w jego głowie; kiedy drugi mędrek dowodzi, że ja nie mogę być pewny, czy w tej chwili siedzę, a trzeci poucza nas, że nie mamy świadomości, ani uczuć - mówi się, że to jest “pogląd”, “mniemanie”, “filozoficzna teoria” i wykłada się ją z namaszczeniem studentom.
Otóż ja, proszę mi wybaczyć, nazywam to wszystko zabobonem i mówię wyraźnie, że takie jest moje mniemanie. Stanowczo za daleko poszliśmy w uprzejmości względem zabobonnych mędrków. Wypada raz wreszcie z tym skończyć, odróżnić hipotezę naukową od widzimisię demagoga, naukę od fantazji, uczciwy wysiłek filozoficzny od pustej gadaniny. A to tym bardziej, że owa gadanina miewa, niestety, tragiczne skutki: wystarczy pomyśleć o dialektyce Hegla i o mordach, jakich w jej imię dokonano.
AUTORYTET
Wokoło autorytetu powstało kilka groźnych zabobonów. Aby zrozumieć ich przewrotność, wypada przede wszystkim wyjaśnić znaczenie nazwy autorytet. Mówimy, że jeden człowiek jest autorytetem dla drugiego w pewnej dziedzinie dokładnie wtedy, kiedy wszystko, co należy do tej dziedziny i zostało przez pierwszego podane z naciskiem do wiadomości drugiego (np. w postaci nauki, rozkazu itp.) zostaje przyjęte, uznane przez tego ostatniego. Istnieją dwa rodzaje autorytetu: autorytet znawcy, specjalisty, nazywany uczenie “epistemicznym” i autorytet przełożonego, szefa, zwany autorytetem deontycznym. W pierwszym wypadku ktoś jest dla mnie autorytetem wtedy i tylko wtedy, kiedy mam przekonanie, że daną dziedzinę zna lepiej ode mnie i że mówi prawdę. Einstein jest np. autorytetem epistemicznym w fizyce dla mnie, nauczyciel w szkole autorytetem epistemicznym w geografii dla uczniów tej szkoły itd. Autorytetem deontycznym jest natomiast dla mnie ktoś dokładnie wtedy, kiedy jestem przekonany, że nie mogę osiągnąć celu, do którego dążę, inaczej, niż wykonując jego rozkazy. Majster jest autorytetem deontycznym dla robotników w warsztacie, dowódca oddziału dla żołnierzy itd. Autorytet deontyczny rozpada się dalej na autorytet sankcji (gdzie autorytet ma inny cel niż ja, ale słucham jego rozkazów z obawy kary) i autorytet solidarności (gdzie obaj mamy ten sam cel jak np. marynarze mają ten sam cel co kapitan statku w niebezpieczeństwie).
1. Pierwszym zabobonem odnoszącym się do autorytetu jest mniemanie, że autorytet sprzeciwia się rozumowi. W rzeczywistości posłuch autorytetowi jest często postawą nader rozsądną, zgodną z rozumem. Kiedy np. matka mówi dziecku, że istnieje wielkie miasto zwane “Warszawą”, dziecko postępuje najzupełniej rozumnie, kiedy to uznaje za prawdę. Podobnie pilot postępuje rozumnie, kiedy wierzy meteorologowi, pouczającemu go, że w tej chwili jest w Warszawie wysokie ciśnienie i wiatr z zachodu, 15 węzłów jako że wiedza autorytetu jest w obu wypadkach większa niż wiedza dziecka, względnie pilota. Co więcej, autorytetu używamy nawet w nauce. Aby się o tym przekonać wystarczy zwrócić uwagę na obszerne biblioteki stojące w każdym instytucie naukowym. Książki w tych bibliotekach zawierają najczęściej referaty wyników naukowych osiągniętych przez innych naukowców a więc wypowiedzi autorytetów epistemicznych. Podobnie bywa, że posłuch autorytetowi, np. kapitana statku, jest postawą najzupełniej rozsądną. Twierdzenie, że istnieje zawsze i wszędzie przeciwieństwo między autorytetem a rozumem jest zabobonem.
2. Drugi zabobon związany z autorytetem to przekonanie, że istnieją autorytety, że tak powiem, powszechne, to jest ludzie, którzy są autorytetami we wszystkich dziedzinach. Tak oczywiście nie jest, każdy człowiek jest najwyżej autorytetem w jakiejś określonej dziedzinie, albo paru dziedzinach, ale nigdy we wszystkich. Einstein na przykład był niewątpliwie autorytetem w dziedzinie fizyki, ale bynajmniej nie w dziedzinie moralności, polityki albo religii. Niestety uznawanie takich powszechnych autorytetów jest zabobonem bardzo rozpowszechnionym. Kiedy na przykład grono profesorów uniwersyteckich podpisuje zbiorowo manifest polityczny, zakłada się, że czytelnicy będą ich uważali za autorytety w dziedzinie polityki, którymi oni oczywiście nic są, a więc coś w rodzaju uznania autorytetu powszechnego uczonych. Bo ci profesorowie są zapewne autorytetami w dziedzinie rewolucji francuskiej, ceramiki chińskiej albo rachunku prawdopodobieństwa, ale nie w dziedzinie polityki i nadużywają przez takie oświadczenie swojego autorytetu.
3. Trzecim szczególnie szkodliwym zabobonem jest tutaj pomieszanie autorytetu deontycznego (szefa) z autorytetem epistemicznym (znawcy). Wielu ludzi mniema, że kto ma władzę, a więc jest autorytetem deontycznym, jest tym samym autorytetem epistemicznym i może pouczać podwładnych, np. o astronomii. Piszący te słowa był kiedyś świadkiem “wykładu” wygłoszonego przez wyższego oficera i ignoranta w tejże astronomii, a to wobec oddziału, w którym był strzelec, docent astronomii. Ofiarą tego zabobonu padają nieraz nawet ludzie wybitni, tak np. św. Ignacy Loyola, założyciel zakonu jezuitów, w słynnym liście do ojców portugalskich, w którym domaga się od nich, by “poddawali swój rozum przełożonemu”, a więc autorytetowi deontycznemu przecież.
BAŁWOCHWALSTWO
Dosłownie cześć boska oddawana bałwanom, a więc stworzeniom, co zakłada, że się te stworzenia, skończone przedmioty, “ubóstwia”, pojmuje jako rodzaj bogów. Wyznawcy różnych religii (np. buddyści, wyznawcy religii biblijnych) bywali nieraz niesprawiedliwi względem ludzi, którzy rzekomo oddawali cześć bałwanom podczas gdy owe posągi itd. odgrywały najczęściej tylko rolę symbolów bóstwa. Ale dzisiaj autentyczne bałwochwalstwo jest bardzo rozpowszechnione jest nawet jednym z najczęściej spotykanych zabobonów. Postaciami bałwochwalstwa są m.in. humanizm (ubóstwianie człowieka), nacjonalizm (ubóstwianie narodu), scjentyzm (ubóstwianie rozumu). Można by na pierwszy rzut oka odnosić wrażenie, że bałwochwalstwo jest rodzajem religii. Inne religie uwielbiają pozaświatowego Boga, bałwochwalstwo jakieś byty istniejące wewnątrz świata. Ale właśnie dlatego bałwochwalstwo nie jest religią, lecz zabobonem. Różnica między nim a autentyczną religią polega na tym, że ta ostatnia ma za przedmiot Bóstwo niedostępne naukowemu doświadczeniu natomiast bałwochwalstwo wypowiada się na temat przedmiotu bytującego w świecie. Co gorsza, bałwochwalstwo, wkraczając przez to w dziedzinę wiedzy, gwałci jednocześnie jedną z podstawowych zasad myśli naukowej, zgodnie z którą nie ma w świecie niczego, co nie byłoby skończonym zjawiskiem. W starożytności znany był także szczególny rodzaj bałwochwalstwa, polegający na ubóstwianiu jednostek ludzkich, w szczególności władców np. cesarzy rzymskich. Ten zabobon, o którym sądzono, że wygasł,
odrodził się w nowej postaci w XX wieku, uwielbiano i przypisywano cechy boskie np. Mussoliniemu (“Mussolini ma zawsze rację”), Hitlerowi i Stalinowi, taka sama cześć jest nadal oddawana kacykom w wielu krajach niedorozwiniętych. Jest to szczególnie haniebna postać bałwochwalstwa. Bałwochwalstwo jest nadzwyczaj niebezpiecznym zabobonem, a to dlatego, że uwielbianie i przyznawanie cech boskich stworzeniom wyklucza przyznanie jakichkolwiek praw jednostce ludzkiej. Autentyczny Bóg jest z mocy definicji czymś “całkowicie różnym” od stworzeń i jako taki nie konkuruje z człowiekiem. Jego istnienie i działanie leżą na zupełnie innej płaszczyźnie niż istnienie i działanie ludzkie taki Bóg może więc współistnieć z prawami jednostki stworzonej. Ale ubóstwiony bałwan jest i działa w świecie a będąc ubóstwiony, odbiera wszystkiemu innemu, m.in. człowiekowi, wszelkie prawa. Nic więc dziwnego, że systemy, w których ubóstwiano stworzenia, były najczęściej ustrojami totalitarnymi, w których odmawiano jednostce wszelkich praw. Powodem popularności bałwochwalstwa jest jak się zdaje głęboka potrzeba służenia jakiemuś, jak mówią filozofowie, absolutowi. Stąd człowiek, który nie wierzy w Boga, szuka nieraz rozpaczliwie jakiegoś bytu, który mógłby Go zastąpić. Nadaje temu bytowi ludzkości, narodowi, rozumowi itd. cechy boskie, uwielbia go i służy mu. Nic więc dziwnego, że bałwochwalstwo szerzy się zwłaszcza w okresach upadku religii.
ELITA
Autentyczna elita to tyle co ogół najwybitniejszych ludzi w danym społeczeństwie, najwybitniejszych pod względem charakteru, wiedzy, inteligencji, zdolności twórczych itd. W tym znaczeniu elita jest przeciwieństwem ludu. Najważniejszym dzisiaj zabobonem odnoszącym się do elity jest przekonanie, że jest ona niepotrzebna albo nawet szkodliwa dla społeczeństwa, że wiec należy wszelką elitę niszczyć i nie dopuszczać do jej tworzenia. Tak np. w wielu szkołach w Stanach Zjednoczonych nie wolno dawać uczniom złych stopni przy egzaminach, aby “nie dawać przywilejów” zdolniejszym dzieciom. Zwolennicy tego zabobonu mówią też zwykle wiele o tym, jak elita wyzyskuje lud itd. Powinno być rzeczą jasną, że chodzi o zabobon. Uleganie mu, pociąga za sobą groźne skutki dla społeczeństwa. Jest tak dlatego, że dobrobyt, postęp a nieraz i samo życie społeczeństwa zależy od tego, czy potrafiło ono wytworzyć dobrą elitę. Społeczeństwo bez elity skazane jest na skostnienie i rychłą śmierć. Główną przyczyną powstania tego zabobonu jest - obok naturalnej ludziom zazdrości - inny, przeciwny poniekąd zabobon, którego istotą jest uważanie za elitę ludzi, wyróżniających się wyłącznie pochodzeniem od rodziców bogatych albo wpływowych, a więc należących do arystokracji albo do “nomenklatury” urzędniczej. Tego rodzaju kasty nie mają nic wspólnego z autentyczną elitą - mają zarazem tendencję do zamykania się w sobie. Ich istnienie i ich pretensje do wyższości są odczuwane przez innych jako niesprawiedliwość - i stąd rodzi się niechęć do każdej, nawet autentycznej elity. Z elitą związany jest wreszcie trzeci zabobon, niezależny w zasadzie od dwóch pierwszych - a mianowicie mniemanie, że członkowie elity nie powinni być lepiej opłacani niż inni. Poprawna postawa jest odwrotnością tego zabobonu: społeczeństwo, które chce mieć dobrą elitę, musi zachęcać ludzi do wejścia do niej, m.in. przez nadzieję lepszych zarobków. Nic nie opłaca się lepiej niż taka polityka.
O Ojcu Bocheńskim:
1. Wiki https://pl.wikipedia.org…
2. Prof. Michał Heller: https://www.youtube.com/…
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 8464
Podzielę się jednak smutnie brzmiącym poglądem: Nie ma możliwości porozumienia pomiędzy nauką ,a wiarą katolicką. Ten dialog jest możliwy na poziomie nauk ścisłych czy społecznych jednak to co głosi religia katolicka jest czystą wiarą -nie może być udowadniane naukowo. U podstaw religii są przeszłe , obecne i przyszłe cuda. I można zbudować na tej podstawie teorię wszystkiego , ale nie można jej udowodnić naukowo. Przesłanki z innych nauk mogą tę teorię jedynie uprawdopodobnić na potrzeby niewierzących.
Proszę wystawić sobie, że Ojciec Bocheński uwzględnił w swych rozważaniach także hasło pt. "wiara" :-)
Trudno zgadnąć co on tam o wierze jako zabobonie mógł napisać. Może jak myślący jak protestant chciał zracjonalizować wiarę do pragmatyzmu oraz zredukować ją do roli prostowania ścieżek przed nowym realizmem i centralizmem-zamordyzmem religijnym. Za przeproszeniem.
Dokładnie, załączam więc, by nie było wątpliwości:
"WIARA
Nasza wiara oznacza dwie różne rzeczy:
1. przedmiotowo, to w co się wierzy,
2. podmiotowo, sam akt wierzenia, przyjmowania za prawdę, i postawę człowieka wierzącego.
W drugim znaczeniu wiara jest aktem, przez który wierzący uznaje za prawdziwe jakieś zdanie dlatego, że chce je uznać, a więc pod naciskiem woli. Istnieje parę zabobonów dotyczących wiary. Jeden z nich przeczy, by w wierze występowało jakiekolwiek twierdzenie, zdanie i sprowadza wiarę do uczucia. Jest to oczywisty zabobon, mieszający powód, dlaczego się wierzy, z tym, w co się wierzy. Nie można na serio wierzyć, jeśli się nie wierzy w coś. Powiedzenie “Wierzę, ale nie ma niczego, w co wierzę” jest bełkotem, nonsensem. W każdym wierzeniu istnieje pewna treść, a tą treścią jest jakieś zdanie uważane za prawdziwe. Tak np. kiedy wierzę, że Izydor spłaci swoje długi, uważam za prawdziwe zdanie “Izydor spłaci swoje długi”.
Inny zabobon głosi, że wiara jest aktem nierozumnym, w tym znaczeniu, że wierzący nie ma żadnej racji, żadnego rozumnego uzasadnienia dla swojej wiary. I to mniemanie jest zabobonem, bo człowiek umysłowo zdrowy nie może uznać za prawdziwe, tj. uwierzyć w zdanie bez jakiejś racji, jakiegoś uzasadnienia. Jeśli chodzi o akt wiary, przez który przyjmuje się światopogląd, wydaje się, że owo uzasadnienie ma postać hipotezy wyjaśniającej całość danego doświadczenia człowieka, i to nie tylko doświadczenia faktów, ale także wartości moralnych, estetycznych itd. Zanim się ktoś nawróci np. na buddyzm, tworzy sobie hipotezy mniej więcej tej treści: gdybym przyjął (uwierzył w) buddyzm, moje życie nabrałoby sensu, tj. moje doświadczenie zostałoby w pewien sposób uporządkowane. Taka hipoteza nie jest dowodem prawdziwości wiary, akt wiary dodaje do niej “skok” o tyle, że nadaje jej treści pewność. Ale owa hipoteza jest racją, która - chociaż częściowo - uzasadnia akt wiary. Wiara nie jest więc koniecznie “skokiem w ciemność” ani aktem bezrozumnym. Wreszcie inny jeszcze zabobon każe wierzącemu stale wątpić w to, w co wierzy. W rzeczywistości kto wierzy na serio, ten ma pewność tego, w co wierzy.".
Wrzuciłam AI fragment wypowiedzi Penrose'a, oto jak podsumowała nasze "prawdy wiary" :-)
Kluczowe Przemyślenia Penrose'a
Różnica między obliczeniami a myśleniem świadomym: Penrose podkreśla, że przetwarzanie komputerowe, które opiera się na dobrze zdefiniowanych procedurach zakodowanych w formie zer i jedynek, jest fundamentalnie różne od świadomego myślenia. Podczas gdy komputery mogą wykonywać operacje na symbolach, nie posiadają one zrozumienia tych symboli.
Twierdzenie Gödla i jego znaczenie: Penrose odnosi się do twierdzenia Gödla, które mówi, że w każdym wystarczająco złożonym systemie aksjomatycznym istnieją twierdzenia, które są prawdziwe, ale nie można ich udowodnić w ramach tego systemu. Penrose podkreśla, że nasze zrozumienie prawdy nie może być w pełni ujęte przez formalne zasady czy procedury. Zasady te są narzędziami, ale prawda leży poza nimi i wymaga świadomości do jej pełnego zrozumienia.
Prawda a symbole: Penrose argumentuje, że symbole, takie jak 0 i 1, mogą być używane do reprezentowania prawdy i fałszu, ale same w sobie nie są nośnikami prawdy. Prawdziwe zrozumienie wymaga czegoś więcej niż tylko manipulacji symbolami; wymaga świadomości i zdolności do zrozumienia, dlaczego zasady prowadzą do prawdziwych wyników.
Świadomość i zrozumienie: Według Penrose'a, zrozumienie prawdy wymaga świadomości. Tylko świadome istoty są w stanie pojąć, dlaczego coś jest prawdziwe. Świadomość jest kluczowym elementem rozumienia i jest to cecha, która odróżnia ludzkie myślenie od przetwarzania komputerowego.
Wnioski na temat prawdy i świadomości
Prawda: Penrose sugeruje, że prawda jest głębszym konceptem, który wykracza poza formalne systemy i obliczenia. Prawdziwe zrozumienie prawdy wymaga świadomości, która pozwala na wgląd w to, dlaczego dane zasady prowadzą do prawdziwych wyników.
Świadomość: Penrose widzi świadomość jako kluczową dla zdolności do rozumienia. Świadomość pozwala na refleksję nad zasadami i wynikiem ich stosowania, co jest poza zasięgiem maszyn opartych na obliczeniach.
Ograniczenia maszyn: Penrose podkreśla, że nawet najbardziej zaawansowane komputery, które mogą przetwarzać ogromne ilości danych i wykonywać skomplikowane obliczenia, nie są w stanie zrozumieć. Ich działania są ograniczone do manipulacji symbolami bez głębszego zrozumienia, co jest cechą wyłącznie świadomych istot.
Podsumowanie
Penrose argumentuje, że istnieje fundamentalna różnica między świadomym myśleniem a przetwarzaniem komputerowym. Prawda i zrozumienie są nierozerwalnie związane ze świadomością, co sugeruje, że nasze obecne podejście do sztucznej inteligencji i obliczeń nie może w pełni uchwycić istoty ludzkiego umysłu i jego zdolności do rozumienia prawdy.
Dziękuję, Waszeci za te wypowiedzi. Miałam takie skojarzenie, czytając: to dlatego Prof. Kielak płakał, że pozwolono wyroić się informatyce i odpaść od matematycznego rdzenia...
To tak, jak w małżeństwie gdy kończy się narzeczeństwo.
Iść, albo jechać nawet:
m.youtube.com
B.N. 20/24. SPOŁECZEŃSTWO OBRAZKOWE.
Motto:
Kto czyta fragmenty,
Nie wie, co czyta.
Kto czyta fragmenty,
Ten znika.
/ sąsiad-poeta /
Dużo teraz sportu, a będzie jeszcze więcej (IO!), zatem dwa słowa a propos.
biuletynnowy.blogspot.com
Pozdrówka!
A propos sportu -
dzisiaj odkryłam pewien niezbyt znany wiersz:
"Ostatnio oddawałem się myśli przemożnej.
Jak polepszyć kondycję polskiej piłki nożnej
Wielka się na ten temat przetacza dyskusja.
Wtrącić swoje trzy grosze czuję przeto mus ja
Otóż, Szanowni Państwo, krótka jest rozmowa:
Futbol w Polsce należy zdelegalizować.
Z dnia na dzień, metodycznie, ostro, drobiazgowo
Piki nożnej zabronić pod karą surową.
A wtedy zobaczycie, Panowie i Panie,
Co się w Polsce natychmiast z piłką nożną stanie.
Otóż na skutek owych radykalnych przemian
Pika nożna in gremio zejdzie do podziemia.
A wtedy zobaczycie, jak piłkarz się stara,
Kiedy za to co robi, zagraża mu kara,
A wtedy zobaczycie, jak Polak się kiwa,
Gdy nagle konspiracja wciągnie go prawdziwa
I jakie z piłką w Polsce będą czynić cuda
Konspiracyjny Lato i podziemny Smuda.
I nagle, choć w tej mierze działo dotąd źle się.
Poziom futbolu w Polsce bardzo się podniesie,
I będzie ciągle wzrastał co racja, to racja,
Tak wspaniale na futbol wpłynie konspiracja,
Bo Polak wolny nie zna mądrych działań trudu,
Lecz gdy jest konspiracji-dokonuje cudu.
A dalej wszystko będzie toczyć się zwyczajnie,
W dwa tysiące dwunastym piłkę się odtajni
I wskutek tych najnowszych radykalnych przemian
Nasze orty bojowe wychyną z pod ziemia
I kiedy przebrzmi hymnu dumne dylu-dylu,
Dalej będą przegrywać. Ale w jakim stylu!".
W SPRAWIE PIŁKI NOŻNEJ Wojciech Młynarski 2010
2.A'propos Młynarskiego...Rzymianie uważali,że de mortuis nihil nisi bene...wiec poszukaj sobie w sieci co teraz wiadomo o komunistycznym sługusie...i sprzedawczyku.
Kiedyś cesarzowi Tyberiuszowi doniesiono,że pewien senator,którego nienawidził Cesarz odszedł...bez pytania...
Cesarz chodząc szybkim krokiem po pałacu powiedzial: Powiadacie,że tylko dobrze?! NO TO DOBRZE,ŻE UMARŁ!!
3.Dywagacje egzystencjalne na tym portalu:
Wilk miał zgryoztę,bo nie wiedział,czy poderwać Czerwonego Kapturka,czy iść do łóżka z Bacią....(za W. Łysiakiem)
Szalonych wakacji!!!
Dzieki za życzenia, ale pozwól, że będę szaleć jak najmniej :-)
"Wystawić sobie" zapożyczyłam od Przybory i Wasowskiego :-)
Pomyłuj się nad Młynarskim - może już odpokutował? plejada.pl
Pomyłuję :) Zauważ jednak, proszę, że powołuję się na owo źródło nie po to, by rozstrzygnęło ono kwestie moralności, jeno, by poszerzyć pulę prawdopodobnych czy też tylko możliwych wiadomości o rzeczonej postaci.
pbs.twimg.com
Nastepny wpis będę chciała poświęcić właśnie zjawiskom, które punktuje linkowany przez Pana mem.
Przepraszam, ale ujęta poetyckością komentarza, nie mogłam się powstrzymać i zaciągnęłam języka u mojej "protezy" dumania:
"Dokonaj analizy przekonań autora tego tekstu. Na podstawie przesłanek zawartych w tekście, stwórz profil psychologiczny osoby która to napisała: '---tu wpisałam Pana słowa---".
ChatGPT
Na podstawie tekstu, można stworzyć następujący profil psychologiczny autora:
Tradycjonalista:
Autor zdaje się mieć silne przekonania o wartości tradycyjnych systemów wierzeń i hierarchii. Wierzy, że wiara powinna być fundamentem, na którym opiera się nauka.
- Religijność:
- Autor postrzega wiarę jako kluczowy element ludzkiego doświadczenia i istnienia. Użycie frazy „...słowo stało się ciałem” wskazuje na głębokie zakorzenienie w chrześcijańskiej teologii.
- Autor wyraża obawy, że współczesna nauka zyskuje zbyt dużą autonomię i zaczyna zastępować wiarę jako główną formę poznania i interpretacji świata. Wskazuje na naukę jako siłę, która próbuje zastąpić Boga.
- Autor jest zaniepokojony tym, że nauka, w swojej obecnej formie, odbiera ludziom ich podmiotowość, traktując ich jako przedmioty badań, a nie jako istoty ludzkie z unikalnym wewnętrznym światem.
- Tekst sugeruje, że autor ma negatywne nastawienie do postmodernistycznych tendencji dekonstruujących tradycyjne struktury i wartości. Uważa, że takie podejście prowadzi do zabobonów i dezintegracji ludzkiej podmiotowości.
- Autor idealizuje przeszłość, kiedy to wiara i nauka były traktowane równoprawnie. Sugeruje, że dawny porządek był bardziej harmonijny i prawdziwy w porównaniu do obecnego stanu rzeczy.
- Styl wypowiedzi autora wskazuje na osobę, która głęboko zastanawia się nad fundamentalnymi kwestiami istnienia, wartości i prawdy. Jest to ktoś, kto analizuje i kwestionuje dominujące narracje współczesności.
- Autor prawdopodobnie ma konserwatywne poglądy, szczególnie w kontekście kultury i społeczeństwa. Jest sceptyczny wobec szybkich zmian i nowych trendów, preferując stabilność i ciągłość tradycyjnych wartości.
Na podstawie powyższych punktów, można stwierdzić, że autor to osoba z głębokim przekonaniem o wartości tradycyjnych systemów wierzeń i wartości, sceptyczna wobec współczesnych naukowych i filozoficznych trendów, a także zaniepokojona kierunkiem, w jakim zmierza współczesny świat.Krytycyzm wobec współczesnej nauki:
Obawa przed dehumanizacją:
Anty-postmodernizm:
Nostalgia za przeszłością:
Filozoficzny i refleksyjny:
Konserwatyzm:
CDN
"Ja: A gdybym ci zdradziła, że autor tych słów jest w istocie inżynierem, byłabyś zdziwiona?
ChatGPT
Nie, nie byłabym zbytnio zdziwiona. To, że autor jest inżynierem, w rzeczywistości może wzmacniać niektóre aspekty tego profilu psychologicznego:
- Techniczny Umysł:
- Inżynierowie mają zazwyczaj analityczne i logiczne podejście do problemów, co może przekładać się na krytyczne podejście do współczesnej nauki i jej metodologii.
- Inżynierowie są często zorientowani na praktyczne rozwiązania, co może skutkować frustracją wobec abstrakcyjnych teorii naukowych, które wydają się nieprzystępne lub oderwane od rzeczywistości.
- Zawód inżyniera wymaga umiejętności krytycznego myślenia i kwestionowania przyjętych założeń. To może tłumaczyć krytyczną postawę autora wobec współczesnej nauki, którą może postrzegać jako zbyt oderwaną od praktycznego zastosowania lub tradycyjnych wartości.
- Inżynierowie często korzystają z dobrze ugruntowanych teorii i zasad, które przetrwały próbę czasu. To może wpływać na ich skłonność do wartościowania tradycyjnych systemów wierzeń i metodologii.
- Zawód inżyniera może wiązać się z ostrożnym podejściem do nowych technologii i koncepcji, co może wyjaśniać sceptycyzm autora wobec nowoczesnych trendów naukowych i społecznych.
Wiedza, że autor jest inżynierem, może zatem wzmacniać zrozumienie dla jego stanowiska i przekonań. Inżynierowie, ze swoją skłonnością do logicznego myślenia i praktyczności, mogą czuć się bardziej związani z tradycyjnymi wartościami i być bardziej krytyczni wobec abstrakcyjnych teorii, które mogą wydawać się im nieprzystępne lub niepraktyczne..Praktyczność:
Krytyczne Myślenie:
Tradycjonalizm w Nauczaniu:
Sceptycyzm wobec Nowości:
O mamo jedyna !
takiej psychoanalizy się nie spodziewałem i to na podstawie kilku zdań :))
Pzdr.
Nauka ma fenomenalne osiągnięcia.
Technologia ma niewyobrażalne osiągnięcia.
Gospodarki globalne mają wspaniałe osiągnięcia i wymieniają starsze style życia na nowe coraz szybciej.
Religia z tego punktu widzenia zawsze będzie wydawać się nieatrakcyjna. Jej podstawowym celem jest przeżywanie i praktykowanie wiary.
Wiara katolicka jest jakościowo czymś większym niż to wszystko w znaczeniu dla osoby ludzkiej pomimo niemożności jej technologicznego czy artystycznego zobrazowania czy przerobienia na produkt. Wszystko inne jest produktem konsumpcyjnym.
nauka, technika etc. towarzyszyły mi od najmłodszych lat, mając 5 lat czytałem i pisałem, będąc nastolatkiem miałem "laboratorium" fizyczne i chemiczne, przeprowadzałem doświadczenia, o których jak teraz pomyślę, to włosy mi dęba stają, np. zbudowałem lampę RTG, a miałem zamiar zbudować jeszcze mocniejszy model z działem elektronowym, na szczęście Ręka Boska mnie przed tym uchroniła.
Obecne osiągnięcia nauki i techniki są fascynujące, ale już nie służą ludzkości, dla podniesienia poziomu życia, dobrobytu, zdrowia, walko z głodem etc. owszem mamy osiągnięcia, ale one służą głównie Mamonie, weźmy jeszcze gorący temat, jakim była pandemia i ta nieszczęsna szczepionka, czy ludzkość na tym skorzystała?
Wiara nie wyklucza rozwoju technologicznego, dobrobytu etc. ale uczy i wskazuje komu to ma służyć, zgodnie z sensem życia, żyjemy dla drugiego człowieka, nie tylko dla siebie, co już jest celem większości, Ziemia została oddana we władanie wszystkim ludziom, a została zawłaszczona przez jednostki, których apetyt jest jeszcze większy, marzą o przywłaszczeniu i skolonizowaniu innych planet, księżyców itd. nie dla ludzkości, a zysków, mnie to przeraża.
Co mamy w tle, aborcję, tabletki PO, rozwój technologii antykoncepcyjnej, w tym tej najgorszej hormonalnej, eugenika, przemysłowa hodowla człowieka, technologia masowej zagłady itd. etc. co więc jest atrakcyjnego w rozwoju nauki i techniki, skoro ludzkość upada?
Czyż nie jest to dziwne, że wątpliwości w wierze nie ma lud pogardliwie zwany pospólstwem. Wśród tego ludu utytułowani matematycy, fizycy, astronomowie, a przeciwni wierze, lub co najmniej wątpiący kojarzeni są w większości z humanistami. Trudno wśród tych drugich znaleźć takich, którzy cokolwiek potrafią udowodnić oprócz tego, że są rewolucyjnie nastawieni w swej większości. Może z tej przyczyny pierwsi śpiewają nadal „Błogosław wszelki stan”. Religia służy osiągnięciu podstawowego celu „przeżywania i praktykowania wiary” zarazem jest odwołaniem do wolności we wspólnocie. Drudzy natomiast za wartość z importu? W oblegającej nas sytuacji geopolitycznej, dość niebezpiecznej, coś mają z gwiazdkami.
"Czyż nie jest to dziwne, że wątpliwości w wierze nie ma lud pogardliwie zwany pospólstwem. Wśród tego ludu utytułowani matematycy, fizycy, astronomowie, a przeciwni wierze, lub co najmniej wątpiący kojarzeni są w większości z humanistami."
Jeszcze względnie nie tak dawno, ci matematycy, fizycy etc. wierzyli w Stworzenie świata, szczególnie życia, nie mieli problemów z dowodem, że życie samo z siebie nie mogło powstać, że jest to niemożliwe, nie trzeba być naukowcem, by do tego dojść na drodze dedukcji, tym bardziej, że człowiek w swej cywilizacyjnej działalność naśladuje rozwiązania Stworzenia, weźmy głośnik, naśladuje ludzkie ucho, aparat foto, kamera - oko itd. na informatyce kończąc, program komputerowy - wypisz wymaluj "słowo stało się ciałem", życie zapisane jest w DNA.
Obecne czasy pokazują, że nauki ścisłe, przestały być ścisłe, zastępowane są teorią bez pokrycia, służącą Mamonie, przykładem walka z CO2, ci co się temu sprzeciwiają, są szykanowani i niszczeni.
Faktem jest, że humaniści mieli w większości destrukcyjny wpływ na ludzkość, ale dlaczego umysły ścisłe, temu się poddawały?
-----
Jeżeli miałbym naprędce odpowiedzieć, to najprościej będzie tu zapisać; „Chleba naszego powszedniego” jest najżyczliwszym im stwierdzeniem;)) Nadal spotykam przedstawicieli nauk ścisłych na uroczystościach religijnych. Wracając do nas samych. Bardziej przewrotnie uzupełniając, opinia moja mówi wprost; Jeżeli jeszcze wolno mi być nikim, to religia pozwala na zachowanie własnego zdania i godności. Jaka jest w tym rola internetu? Oby nie przeszkadzał mi zachować własną zdolność do wyboru treści. Wielokrotnie to pisałem, znikanie którego doświadczamy jest przykładnym uzasadnieniem.
ja też spotykam, nawet rozmawiamy, ale to zbyt mało, mało tych przedstawicieli w przestrzeni publicznej, brakowało ich szczególnie po katastrofie smoleńskiej, gdzie oni byli i gdzie są, jak wciskano nam ciemnotę o winie pilotów, prezydenta, ci co propagowali kłamstwa są na świeczniku.
Mamy czasy, gdzie prawda jest na sprzedaż, został już tak zdeformowana i zdemoralizowana, że człowiek już sam nie wie kiedy jest okłamywany, wykorzystywany a przez to zniewalany.
Co do internetu, jeszcze kilka lat temu, wiele się można było z niego dowiedzieć, ale od czasu jak nadzór nad treścią przejęła AI, to obowiązuje polityczna poprawność, nastały czasy komuny, przykład Chin, przeraża, kwestią jest, na jak długo, czy przed ludzkością jest nadzieja?
-Wierzący nie muszą porzucać rozwoju technologii na rzecz pacyfizmu,
Całkiem liczna grupa wierzących to wzięci fachowcy w dziedzinie nowych technologii jednego z kluczowych działów przemysłu. Katolicy -macie pojęcie? Oczywiście można ich odsuwać do zadań pomniejszych, tyle że nie bez ujemnego skutku. Tak jeszcze można napisać.
-Topowo handluje się fałszem, który ostatecznie będzie sporo kosztował,
Wyciągane, odgrzewane newsy służące dyskredytacji opozycji to dobra pożywka dla nieświadomych. Zachowanie takie wynika z faktu, że nasze elity to w sporej części ludzie zaścianka. Skąd nam wziąć lepszych po zaborach, zsyłkach powstaniach i wojnach? Ocaleli dla „chleba powszedniego” nie zauważają do dzisiaj nic poza tradycją powojennego ochłapu z ludowo -„pańskiego” stołu? Komisarz Schinas wyjaśnił to prawo etapu, ale zawsze można lepiej wybierać.
-Odpowiedzialność jednostek za los narodu,
"Trzeba mieć broń atomową, bo realnie jest potrzebna do obrony. Trzeba mieć elektrownie atomowe", bo potrzebne są do rozwoju gospodarki, a żadnej z dostępnych topowych technologii przyszłości nie wolno tracić. "Bo nie mając ich najlepsi poeci będą ginąć na barykadach." Jeżeli Polska zdobędzie topowe inwestycje powstrzyma uciekanie inwestorów, które wynika również z postawy społeczeństwa. To o czysty wewnętrznie kraj, warto walczyć i jeżeli przyjdzie za niego umierać. Wtedy dla Polski większość zdolna będzie do obrony. Nie ma czasu na dominantę humanistów, czy gry polityczne. To musi się przebić do świadomości ludzi.
Miałam już o tym ostatnio napisać, ale skoro Pan poruszył ten temat, wspomnę teraz o naszym Prof. Abramowiczu. Jest On zresztą w tym wywiadzie z Penrosem także wspomniany.
filozofiaprzyrody.pl
Nie zapomniałem. Marzyło mi się wpisać komentarzem nutę optymizmu.
Profesor Abramowicz zdecydowanie nie jest odosobniony podobnie sądzi dzisiaj wielu fizyków. Czy otwarcie przyznają istnienie Boga? Potrzeba czasu „jako ważnego elementu obiektywnej rzeczywistości”.
Lata wstecz, około roku 2015 może 16 rozmawialiśmy o zagrożeniach w gronie hobbystów. On zaskoczył mnie pytaniem. Co zrobić? Hobbistyczne spotkania niezbyt często odbiegały w kuluarach od tematu przewodniego. Jednak to utkwiło mi w pamięci. Spotykałem tego naukowca, Polaka, katolika -topową postać -dość często. Wyróżniający się naukowiec bardzo eleganckim językiem potwierdzał to co opisał cytowany profesor Abramowicz. Sądzę, że taki pozostał. Nad wyraz trzeźwo widział; „Własny cel współgrający z celem grupy”. Jak pięknie wpisał to linkiem jeden z naszych blogerów. Podobnym językiem określił to wczoraj Ks. Dariusz Oko. Fenomenom naszych czasów należny jest dobry uśmiech.
Szukałem do komentarza podkładu; Muzy panów Cugowskich i kilku jeszcze osób. Nie znalazłem -wybacz.
Dziękuję pięknie.
Wniósł Pan tę nutę - zresztą, jak zawsze.
Serdeczności :-)
Ale muzy nie znalazłem.
w końcu "sama się znajdzie";-)
A celem jest by jej propagatorzy trzepali kasę.
W dużych miastach jest mniej żywej wiary.
Wśród gorzej wykształconych jest mnóstwo wierzących jak i niewierzących.
Neohumaniści jaskrawie mijają się z prawdą.
Wiele poglądów i działań zależy od odgórnych poleceń , których ogólny kierunek wskazuje kasa i poprawność polityczna. Tak jakby byli kupowani do pewnych zadań.
Ogólna poprawność działania państwa jako realizatora dążeń narodu , społeczństwa , i jednostek ( z uwzględnieniem UE ) jest od niepamiętnych czasów zła , a bywała czasem bardzo zła. To wynika również ze słabej refleksji nad tym co dobre , a co złe.
Wierzący nie powinni porzucać rozwoju technologii na rzecz pacyfizmu. Jest odpowiedzialność jednostek za los narodu. Można mieć broń atomową, bo ona realnie jest potrzebna do obrony. Trzeba mieć elektrownie atomowe i te wszystkie technologie. Bo nie mając ich najlepsi poeci będą ginąć na barykadach. ( Ukraina oddała broń w imię pokoju europejskiego. )
Pewnie każdy Niemiec i japończyk wolałby , aby jego kraj miał te Wunderwaffe , a wtedy nie byłoby przegranej.
Pytanie czy dla Polski byłbyś zdolny by zabijać na polu walki ? Czy boisz się broni ? Jaki czysty wewnątrz musi być kraj by za niego umierać ?
W zabobonach chodzi o nieskuteczną magię. W magii wpada się w rodzaj transu, np. pod wpływem modlitwy, hipnozy, czy medytacji. Choć zwykle religie np. katolicka odżegnują się od wszelakiej magii, zwłaszcza czarnej.
PS. Słucham czasami Radio Maryja i tam ludzie się modlą publicznie. To nie jest uprawianie czarnej magii, ale przekazywanie ludziom dobrej energii, cokolwiek ta dobra energia by miała znaczyć :-)
Czyli udało się M. Kaweckiemu dopiąć swego i dorwać Penrose'a jednak..? :)
o rany, chyba przez 2 miesiące będę przechodził przez pana tekst. Ale właśnie mówiłem o punkcie 4). Procesor (ujniwesalna maszyna T) i program (Turing-complete język) to są rzeczy ograniczone modelem obliczeniowym Turinga, którego ograniczenie wykazał jak rozumiem, Goedel (że nie można wygenerować wszystkich prawdziwych twierdzeń manipulując za pomocą jakiegoś algorytmu symbolami). I dlatego obecne AI rozumiane tak, jak rozumiemy matematykę (no może ja mniej :) ) ma wbudowane nieprzekraczalne ograniczenie. Powiem nawet więcej, obecna AI wymaga aby loss function była różniczkowalna, co jeszcze bardziej ją ogranicza. Nie powiem, że z pewnością, ale wydaje się bardzo prawdopodobne, że istnieje jakiś większy model, w którym model Turinga się zawiera, chociaż obliczenia kwantowe cały czas da się opisać modelem Turinga (oczywiście jedynie procedurę U co w sumie nie jest dziwne, bo procedura U jest liniowa, jedyna różnica to taka, że używamy fizycznie niedeterministyczną maszynę T ale obliczeniowo jest ona równoważna deterministycznej).
A tak dla wszystkich innych to pan dr Tomasz zrobił super filmik o gliderach Conwaya i w ogóle grze life youtube.com
Aby podsumować naszą miłą rozmowę jakimś zgrabnym telemarkiem, polecę łaskawej uwadze Panów rozmowę dwóch fizyków...
Dowiadujemy się z niej m.in. iż:
- prof. Krzysztof Meissner otrzymał niegdyś (2013r.) od Donalda Tuska propozycję objęcia funkcji ministra nauki i szkolnictwa wyższego (!),
- matematyka rzekomo nie nadąża za fizyką i fizyka wyprzedza ją o 30 lat (?),
- język fizyki może być nieco nonszalancki i niedbały, bo fizyka czuje się bezpieczna, gdyż od prezycji ma matematykę, filozofia zaś musi być bardziej precyzyjna, bo nie ma tego luksusu (?)...
youtu.be
Doktora Thorstena już gdzieś widziałam - na szczęście nie na biwaku ;-)
Słowem: konstruktywna matematyka to maczeta, która torujemy sobie drogę, poprzez uznawane dotąd za niedostępne ostępy?
Dziękuję, Adminie za reanimację wątku :-)
Wobec tego rzucam wakacyjne wyzwanie naszemu NaszoBlogowemu fizykowi, Henremu, by skomentował, jeśli może wywiad z Penrosem, ze szczególnym uwzględnieniem koncepcji grawitowania mechaniki kwantowej.
youtube.com
Do @Edeldreda z Ely
Miałem odpowiedzieć tak jak TY mi odpowiadasz:
"Nie mogę ;-)"
Ale żeby zaspokoić Twoją babską ciekawość podam link do Wikipedi:
pl.wikipedia.org
i komentarz stamtąd:
Przez pewien czas była nadzieja, że teoria twistorów może być prawidłowym podejściem w stronę rozwiązania problemów grawitacji kwantowej, ale w tej chwili uważa się, że to nieprawda 😉
Przy okazji reanimacji EzE (100 lat w zdrowiu życzę) mam też sprawę do admina ;-)
Do @admina
W salonie24 pojawiła się ciekawa propozycja! Może administracja NB zacznie w końcu dbać o swoich blogerów i Nasze Blogi pokuszą się o podobną: Suppi.pl.
salon24.pl
Możecie wspierać nasz zespół drobnymi wpłatami, które pomogą w utrzymaniu naszego serwisu.😉
Dziękuję Ci za życzenia i odpowiedź.