Prigogine to nazwisko rzadkie i rzucające się w oczy. Dziś na szczycie popularności jest Jewgienin Prigogine. Znacznie mniejszą popularność miał Ilya Prigogine - belgijski fizykochemik, rosyjski arystokrata, laureat Nagrody Nobla (1977) w dziedzinie chemii za pracę na temat termodynamiki układów działających w warunkach nierównowagowych. Wykazał on (matematycznie, nie empirycznie), że układy dalekie od równowagi, z dużym przepływem energii, mogą produkować wyższy stopień porządku. Oznacza to, że we Wszechświecie mamy do czynienia ze wzrostem komplikacji struktur materii.
Tymczasem Jewgienin Prigogine wykazał coś wręcz przeciwnego - i to empirycznie nie matematycznie! - że układy dalekie od równowagi, z dużym przepływem energii (np. wybuchająca bomba), produkują wyższy stopień chaosu.
Coś w stylu dr Jekyll i Mr. Hyde...
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 10536
Prigogine to nazwisko rodowe noszone w szczególności przez:
Alexandre Prigogine (en) (1913-1991), belgijski ornitolog pochodzenia rosyjskiego, brat Ilyi Prigogine;
Jewgienij Prigojine (1961-), rosyjski biznesmen;
Ilya Prigogine (1917-2003), belgijski fizyk rosyjskiego pochodzenia, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie chemii .
Jednak o ile pokrewieństwo Aleksandra i ilya nie budzi wątpliwości, o tyle Jewgienin niekoniecznie musi do tej żydowsko-rosyjskiej rodziny należeć (nawet inaczej piszą jego nazwisko: Prigojine)
Tymczasem Jewgienin Prigogine wykazał coś wręcz przeciwnego - i to empirycznie nie matematycznie! - że układy dalekie od równowagi, z dużym przepływem energii (np. wybuchająca bomba), produkują wyższy stopień chaosu."
Wg mnie, logicznie rzecz biorąc, Jewgienin Prigogine ma rację, z matematycznymi dowodami jest tak, że wszystko mogą dowieść, szczególnie ta metoda obecnie przewodzi w nauce, astrofizyka w tym przewodzi.
Thom to zdobywca Medalu Fieldsa, ale zarządzania poprzez sprowadzanie katastrof nie polecam, to jest zarządzanie typu mafijnego. Wrogie przejęcia, likwidacja całych gałęzi przemysłu, prywatyzacja wszystkiego jak leci, zwłaszcza strategicznych spółek, które są tzw. kurami znoszącymi złote jajka. Katastrofy nie biorą się z niczego. Zaryzykuję tezę, że często z celowo złego zarządzania.
Tutaj zapolemizuję, gołym okiem nie widać tego co widzą teleskopy na orbicie typu Hubble czy Webb. Nawet w tzw. gwiaździstą noc widać to co widać, zdjęcia z satelity uwieczniają dużo więcej niż ludzkie oko.
A skąd autor wie ? Badał autor kamień i smartfon ? Kiedyś wróżki korzystały ze szklanej kuli i widziały tam rzeczy o których się filozofom nie śniło. A wydawałoby się, że szklana kula to nic nadzwyczajnego, taka sobie przezroczysta materia. :-) (*)
(*) emotikon na końcu wskazuje, że mogę trochę żartować.
PS. Rozłupanie kamienia może zniszczyć zawartą informację, więc może jednak lepiej prześwietlić i dojść jak działa skrytka ?
To tak z przymrużeniem oka. A na poważnie pozostaję przy twierdzeniu, że ewolucja występuje na każdym poziomie organizacji materii – od kwantowego po kosmiczny i na każdym szczeblu rozwoju jest procesem prowadzącym do powstania wyżej zorganizowanych form materii.
Jest różnica, kamień można rozłupać, ale złożyć go niepodobna. Smartfon można rozebrać i złożyć ponownie.
Co do ewolucji na ZIemi to trwa tak od 500 milionów lat. Właśnie czytam książkę Stefano Mancuso i Alessandro Violi pt. Błyskotliwa zieleń. Autorzy porównują jednokomórkowców z pogranicza świata zwierzęcego i roślinnego czyli znanego z lekcji biologii Pantofelka i Euglenę Zieloną. Stopień skomplikowania tych jednokomórkowców poraża. Ale widać, że te organizmy wyewoluowały miliony lat temu, aby dostosować się do warunków panujących na Ziemi. Oba mogą się poruszać, pantofelek dzięki rzęskom, euglena dzięki wici. Zdobywają pożywienie z otoczenia. Euglena ma tą przewagę, że wykorzystuje fotosyntezę. W skali mikro organizmy roślinne przeważąją, w skali makro to zwięrzęta pożerają rośliny, które jednak mają mechanizmy obronne przed zwierzętami.
Tu się nie zgodzę, choć nie udowodnię, nie słyszałem o przyrządzie który by to umożliwił, teleskopy tego nie dowodzą, tylko pokazują stan nam obecny (nie faktyczny).
Wszechświat jak powstał, to już miał swoje prawa, jakie ma, nic nie przybyło ani ubyło, tylko my tego nie wiemy, a jednie nieudolnie się domyślamy, raczej zmyślamy.
Jakby wszechświat w jakiś sposób ewoluował, komplikował się, to każdy dzień byłby inny, a to nie sprzyja istnieniu. Podobnie jest z człowiekiem, już są dowody, choć jeszcze nieliczne, że człowiek nie powstał na drodze ewolucji, najstarsze znalezione szczątki sprzed kilkuset tysięcy lat odpowiadają podobnej budowie kośćca współczesnego człowieka, ewolucja z punktu widzenia matematyki jest niemożliwa.
Jeżeli mówimy, że wszechświat i wszystko z nim związane to matematyka, to dowodzi, że samo nie mogło powstać, tak jak sam nie powstanie najbardziej złożony wzór matematyczny, chemiczny etc. do tego potrzebna jest inteligencja. :)
A kto tak mówi? Owszem funkcjonuje taki pogląd, że Wszechświat jest matematyczny, czyli prawa w nim funkcjonujące dają się opisać równaniami matematycznymi, ale to nie to nie znaczy że Wszechświat i matematyka to jedno i to samo.
"do tego potrzebna jest inteligencja."
Zapraszam do lektury mojego wpisu naszeblogi.pl
Inteligencja – Wikipedia, wolna encyklopedia
Inteligencja (od łac. intelligentia – zdolność pojmowania, rozum) – zdolność do postrzegania, analizy i adaptacji do zmian otoczenia.
Biorąc pod uwagę teorię ID (intelligent design) to jest rozwinięcie teorii ND (naturalny dobór/design) Darwina. Przeżywają organizmy, które potrafią się dostosować do środowiska zewnętrznego, ale i wewnętrznego. Rośliny nie posiadają mózgu, a posiadają inteligencję, czyli reagują na bodźce z otoczenia i potrafią się do otoczenia przystosować.
Równania matematyczne nie oddają charakteru świata, są raczej próbą wtłoczenia świata w ramy równań. Co prawda systemy matematyczne działają w rzeczywistym świecie z powodzeniem. Vide : transakcje on-line. Ale to już twórczość człowieka, wykorzystującego siły natury.
"A kto tak mówi? Owszem funkcjonuje taki pogląd, że Wszechświat jest matematyczny,"
Mówi o tym np. Stary Testament, który wie sprawa opisuje cyframi, liczbami, jak choćby opis stworzenia Wszechświata, czy ilość dni Zmartwychwstania Jezusa. Owszem jest to opis symboliczny, inny byłby niezrozumiały dla człowieka tamtych czasów, ale mimo wszystko, symbolika liczbowa nadaje porządek i sens przekazu.
Liczbowy opis wszechświata został już dawno odkryty przez starożytnych, dowodem na to są ich budowle, dokładnie opisane matematycznie, do tego względem gwiazd, które są odniesieniem.
Odkrywamy wiele zjawisk i praw, które są podporządkowane liczbom, jak np. falowa natura energii, jej częstotliwość jest charakterystyczna, niepowtarzalna dla specyficznego rodzaju fali energii, np, w spektroskopii, dzięki której potrafimy zidentyfikować składowe widma, ale to tylko "wierzchołek" tej wiedzy.
Znamienne słowa "1 Na początku było Słowo1, a Słowo było u Boga i Bogiem było Słowo.
2 Ono było na początku u Boga. 3 Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało."
Słowo stało się ciałem (ciało jest symbolem całej materii, jaka nas otacza, a materia to energia, jest tożsama, równoznaczna, kto ma władzę nad słowem, tym samym nad energią, włada materią, jest nim ten, kto wypowiedział pierwsze słowo "Niech się stanie",
Nad energią ma władzę Bóg, Jezus, Szatan, a także święci, czyniący cuda, jak np. św.o,Pio i nie tylko on.
Jak długo człowiek będzie odrzucał i negował Stworzenie Świata, tak długo będzie błądził, marnował czas, podobnie jakby latami badał czy 2x2=4, czemu nie 5.
Przyjęcie prawdy o Stworzeniu, uwalnia nas od marnowania czasu, otwiera nam drogę do poznania praw, które możemy spożytkować dla ludzkości.
Jest jeden problem, przeszkoda, są ludzie którzy odrzucając Stworzenie, czyli nadrzędnej siły sprawczej, sprowadzają życie ludzkie do poziomu bakterii, "która żyje by jeść", nic poza tym nie istnieje, odbierając tym samym człowiekowi duszę, na zasadzie " hulaj dusza Piekła nie ma", a o której wie ludzkość od samego początku swojego istnienia.
Te jej negowanie skutkuje złem, jaki człowiek człowiekowi czyni.
PS. Nie tak dawno był poświęcony film,dok. z badań fenomenu "życia po życiu", dotyczył zjawisk, jakie doświadczają pacjenci w chwili śmierci klinicznej, czy śpiączki, badanie przeprowadzał międzynarodowy zespół lekarzy klinicznych z z wielu klinik całego świata.
Pomijając badania, istotny jest wniosek, stwierdzono, że świadomość (dusza), nie podlega znanym nam prawom fizyki, nie pochodzi z tego świata.
facebook.com
Przecież ty ciągle pomstujesz na chazarków mawe-ryczku, i życzysz ciągle im śmierci. Widać śmierć tobie miła :-)
Oto jak Teilhard uzasadnia swoje koncepcje:
Ekstrapolując od niższych stadiów ewolucji można wyodrębnić rysy charakterystyczne naukowo określonego ogniska ludzkiej konwergencji. Aby uświadomić sobie zróżnicowaną jedność, która zachowa to, co już zostało osiągnięte, mianowicie osobowość ludzką, duchowość i indywidualność, wynosząc jednocześnie człowieka na wyższy szczebel jedności, trzeba przyjąć, że nowe ognisko musi: być osobowe, gdyż ludzkość nie może zjednoczyć się wokół jakiegoś bezosobowego punktu. By pociągać istoty duchowe, ognisko musi być samo duchowe, i aby pociągnąć ludzi posiadających niezniszczalną wolę życia, ognisko to musi być wieczne. Musi działać wewnątrz człowieka; musi być immanentne. Jednocześnie musi być ponadosobowe i pozaosobowe; musi być przeto transcendentne. Jedynym czynnikiem, który odpowiada tym wszystkim wymaganiom, jest osobowa, wieczna, duchowa, immanentna, transcendentna Miłość.Jest ona jedyną siłą, która może zjednoczyć ludzi w trwałym związku zdolnym do udoskonalenia ich niepełnych osobowości, przy jednoczesnym zachowaniu tego, co jest nieprzekazywalne w tych osobowościach.] Teilhard nadaje temu naukowo określonemu ognisku miano „Punktu Omega”, z jawnym odniesieniem do Chrystusa, Alfy i Omegi Apokalipsy.
Mam świadomość, że w świetle tego, co się na świecie dzieje, takie rozumowanie wydaje się być surrealistyczne. Nie bez kozery nazywano de Chardina niepoprawnym a nierzadko tragicznym optymistą. Jego myślenie było obce zarówno teologom, jak i przyrodnikom, którzy nigdy nie traktowali jego pomysłów serio, umieszczając je w getcie mistyki.
Odsyłam do jednego z moich tekstów, który traktuje o tym szerzej: naszeblogi.pl
Główna zasada nauki: nigdy na kolanach przed autorytetami.
To jasne, że musiał być błąd w założeniach tego udowodnionego twierdzenia.
Przy założeniu, że świat podlega regułom matematycznym o czym się cały czas przekonujemy, że dowód został poprawnie przeprowadzony, bo robili to wytrawni matematycy - a mimo to wynik twierdzenia nie zgadza się z doświadczeniem - z tego wynika jasno, że założenia nie były prawdziwe, nie odzwierciadlały świata rzeczywistego, były za bardzo pewno idealizowane, oderwane od rzeczywistości.
Przypomina mi się w tej chwili podobny problem. Pewne twierdzenie było udowodnione dla przestrzeni każdowymiarowej ,prócz 3-wymiarowej. Teraz słyszałem, że wreszcie po trudach się udało się go udowodnić dla 3 wymiarów. Ale to pociąga za sobą konieczność istnienia Wszechświata o nieskończonej liczbie wymiarów. To bodajże twierdzenie Pincarego. Bo jeżeli nasza przestrzeń jest sferą przestrzeni 4-wymiarowej to nie wynika z tego, że istnieje przestrzeń 4-wymiarowa?
Jakoś tak to sobie teraz przypomniałem aż jestem zdziwiony, że coś tam jeszcze działa.
Teraz zrobię naprawdę ważną rzecz - idę z psem na spacer.
tsole może wiesz coś więcej na ten temat?, ciekawy jestem.
z tymi matematycznymi dowodami jest pewien problem, nasza wiedza o wszechświecie można powiedzieć jest na poziomie "tabliczki mnożenia", nasza matematyka nie dary złożonym procesom, np. w przewidywaniu pogody, ledwo czasami się daje trafić, jaka będzie, mimo posiadania najmocniejszych komputerów.
Kiedyś czytałem ciekawostkę, że gdzieś tam w Japonii zrezygnowano z podawania pogody rolnikom, bo oni "na nos" potrafili dość dokładnie ją przewidzieć, nie mając do dyspozycji satelity, komputerów, tys. punktów pomiarów etc., wyjdzie o świcie z chałupy, spoglądnie na niebo, chmury, poczuje wiatr itp. i już wie czy ma iść w pole, czy zabezpieczać zbiory przed deszczem. :)
w komitecie noblowskim zasiadają eksperci?
Komitet nie analizuje jakiegokolwiek odkrycia, oni jedynie rozpatrują zgłoszoną nominacje do nagrody, a jak są oceniane, to czasami doznajemy szoku.
Nagroda noblowska już straciła prestiż, podobnie jak Oskar, wystarczy poparcie danego środowiska, nagroda prawie pewna.
Obama, Wałęsa ......zapomniałem Szymborska, ostatnio Tokarczuk, no, no.
Komitet Noblowski dysponuje ekspertami w każdej z dyscyplin, które są nagradzane. Oto zasady nominowania (za Wikipedią)
Ostateczny termin zgłaszania nominacji upływa 31 stycznia. Automatycznie dyskwalifikowane są nominacje własnej osoby oraz nominacje osób zmarłych.
W odróżnieniu od innych nagród Komitety Noblowskie informują o stosowanych przez siebie kryteriach dopiero po 50 latach od wyboru laureatów[5].
Po upłynięciu terminu Komitet zbiera i selekcjonuje około 200 kandydatów. Lista jest wysyłana do wybranych ekspertów z dziedzin nominowanych, po czym wyłania się 15 osób.
PS. Im bardziej ludzie walczą o pokój na świecie, tym bliżej do wojny światowej, która jest nieunikniona. Lepiej wydawać groźne pomruki i zbroić się na potęgę, choć w rzeczywistości być dobrym miłym misiem, ale niech no ktoś tylko spróbuje wkurzyć misia :-)
Tylko patrzeć, jak Szatana ogłoszą bogiem.