Odmawiana w coraz większej ilości kościołów modlitwa do Świętego Michała Archanioła powstała w pewnych ciekawych okolicznościach. Ułożył ją w 1886 roku papież Leon XIII, po tym jak podczas celebracji mszy świętej, zobaczył w wizji gromadzące się nad Wiecznym Miastem demony. Demony, jak to demony nie miały przyjaznych zamiarów. Według osób zebranych wtedy w pobliżu papieża, Leon XIII z malującym się na twarzy przerażeniem udał się niezwłocznie do swoich komnat, skąd wyszedł po pół godzinie z zapisaną kartką papieru. Kartka zawierała znaną nam obecnie inwokację/egzorcyzm do św. Michała Archanioła. Ojciec święty polecił rozesłać ją do wszystkich ordynariuszy świata z zaleceniem odmawiania po każdej tzw. cichej mszy świętej.
Co tak przeraziło papieża? Odrażający wygląd biesów? Ich liczba? A może fakt, że oprócz biesów szkaradnych nad Rzymem unosiły się także demony mniej oczywiste - ponętne farbowane lisy..?
Dramat humanizmu na tym polega, że rehabilitując człowieka nie ocaliliśmy Boga. W jaki sposób udało nam się dokonać czegoś podobnego?
Dwa główne warianty preferencji, co do wzajemnego stosunku wspomnianych w tytule władz duszy, stawiają nas w jednej z dwóch wielkich tradycji zachodniej myśli etycznej.
Jedną współtworzą takie nazwiska, jak Sokrates, św. Tomasz z Akwinu oraz Kant. Drugą wyznacza wkład m..in. św. Augustyna, św. Anzelma oraz Dunsa Szkota.
Pierwszą jest rozpowszechniona od czasów Kanta i supremacji jego racjonalizmu droga tzw. intelektualizmu etycznego. Pogląd ten wiąże wolę z naszą zdolnością myślenia, zakłada, że rozum jest w stanie pobudzać wolę do działania w zakresie powinności (czyli także w zakresie moralnym).
Odmiennie utrzymują etyczni woluntaryści – zapewniają oni, że ośrodkiem pragnień i działań człowieka jest jego wolna wola, rozum zaś kapituluje w sprawie naszych chceń - może jedynie wtórnie wspomagać wolę na drodze realizacji tego, co ta pierwotnie sobie założyła.
Według chrześcijańskiej antropologii mamy w istocie ludzkiej datowany od wydarzeń w Edenie dualizm. Obok dobra, na skutek grzechu pierworodnego w naszej naturze obecna jest tzw. konkupiscencja – nieuporządkowana pożądliwość. Czasami po prostu czynimy, jak wyznał o sobie święty Augustyn, niegodziwości – i to tylko dlatego, że tak nam się podoba.
To nasza wola jest nadrzędnym ośrodkiem decyzyjnym, a świadomość, że z powodu tkwiącej w nas nikczemności możemy dla kaprysu postąpić nieludzko; otwiera nas na pokorne szukanie ratunku u wyższej Instancji, otwiera nas na łaskę.
Intelektualizm etyczny widzi w momencie decyzji miejsce dla interwencji rozumu. Przeświadczenie to prowadzić nas może do przecenianie swoich kompetencji, poczucia samowystarczalności, co nieuchronnie wiąże Bogu ręce i redukuje możliwość działania łaski w naszych sercach.
Pomysł na ten tekst narodził się w odpowiedzi na krytykę jednej z wypowiedzi księdza Piotra Glasa. Ksiądz Glas wyznał kiedyś, że zdarzyło mu się swojego czasu egzorcyzmować duchownego, wykładowcę teologii, u którego demon był zakonspirowany i głęboko ukryty, a okazał się być… demonem intelektualizmu. Słowa egzorcysty zostały przez komentującego zinterpretowane jako kwestionowanie przez osoby duchowne przydatności rozumu i rozwoju, jako niewygodnych dla Kościoła Katolickiego, którego priorytetem od zawsze jest przecież utrzymywanie wiernych w ciemnocie.
Jednak wobec tego, co napisałam powyżej śmiem twierdzić, że wśród demonów, które dostrzegł nad Rzymem Leon XIII znajdował się także duch wynaturzonego intelektualizmu… Był olśniewający i śpiewał piękną, syrenią pieśń - mamił ludzkość boskimi prerogatywami, kultem mocy i niezależnością.
Filozofia merytoryczna, to nie antykwariat ze zdeponowanym zbiorem poglądów filozofów – to nie arkadia, jak mawiał profesor Wolniewicz.
To pole bitwy…
A gdzie w tym wszystkim Bóg?
Bóg, jak widzimy obserwując świat - jest jak Pan Kleks Brzechwy – każdego dnia stopniowo traci moc i maleje…
Potem stanie się artefaktem, by na końcu, w finale objawić się w mocy… Jako Autor swojego dzieła.
- Zaloguj lub zarejestruj się aby dodawać komentarze
- Odsłony: 18198
youtu.be
a taki możliwy finał
youtu.be
a co Pan powie o pierwszym filmiku? Z punktu widzenia ziemskiego naukowca. Pytam, bo parę godzin temu wyliczał Pan liczby z niebotyczną ilością zer. I to po przecinku. Jak wielkim jesteśmy (wszyscy siedzący na kruszynce Ziemi) zerem, i ile funtów kłaków są warte te Wasze teorionauki?
Bez przesady, rzeczywiście za wiele nie stworzyłem w swojej dotychczasowej drodze inżynierskiej, ale też za dużo nie spieprzyłem. A zgodnie prawem Murphy`ego inżynier usuwa drobne usterki na drodze do wielkiej katastrofy :-)
PS. Poza tym skrót mgr inż. deszyfruje się może guzić robić i nieźle żarobić :-)
"Wy się teraz niczym nie różnicie od siwulca Dugina, Miedwiediewa machającego krzyżem i Putina w roli proroka. Ja wiem dlaczego tak się dzieje..."
=========
Ja się Pana pytam poważnie o wartość Waszej nauki, a Pan mi wyskakuje z Putinem. I doskonale Pan wie, że nie chodzi mi o Wasze wynalazki czy patenty ale o SENS tych teorii i niczemu nie służących obliczeń.
A czołgi i papiaki kupujemy w Korei, bo oni mają praktykę a my teorie.
Dzień dobry. Obejrzałam filmik o Perelmanie i skoro Pan pytał, to się wypowiem. Wypowiedź świadomie nastąpi przed odczytaniem Pana komentarza na temat ww. filmiku. Celem takiego zabiegu jest oczywiście świeżość spojrzenia (co w przypadku laików jest mocnym atutem) i uniemożliwienie swojej spodziewanej kapitulacji przed wiedzą autorytetu :-)
Hipoteza H. Poincare'a jest wg mnie chyba dosyć dzisiaj oczywista - jeśli założymy, że świat nie jest wieczny, a wyłonił się z punktu i zaczął rozszerzać się sprawiedliwie we wszystkich kierunkach, to kształt kuli jest tym, co się narzuca. Z jednym zastrzeżeniem - wg mojej prywatnej skali rankingu geniuszy bardzo wysoko znajduje się Kepler ze swoją rezygnacją z przymusu wiary w doskonałą kulistość we wszechświecie. Więc zawsze trzeba zostawić sobie pewną możliwość błędu, to sprawia, że fiksacja na dotychczasowych osiągnięciach jest mniej przemożna.
Może jestem misiem o bardzo małym rozumku, ale nie kupuję trochę wizualizacji z rakietą i liną i coś mi w niej nie gra. Po pierwsze - czy rakieta wróci do punktu wyjścia, jeśli wiemy, że wszechświat stale się rozszerza (przesunięcie widma galaktyk ku czerwieni)? Po drugie, czy kula stale się rozszerzająca nadal wpisuje się po pierwsze w definicję bryły w ogóle, po drugie w definicję szczególnego kształtu - kuli? Dalej - bryłę coś ogranicza i jest to jej powierzchnia, czy można mówić o powierzchni wszechświata skoro ośrodek, z którym się styka na swojej granicy wszechświat wymyka się definicjom.
Jeśli chodzi o wykluczenie wszechświata w wariancie amerykańskiego donata z dziurką wydaje mi się być to przedwczesne - gdyby nasza rakieta z liną napotkała na swej drodze czarną dziurę, to według założeń szlag by trafił jej kulistą trajektorię i późniejszą linię prostą z naciągnięcia liny. Według prof. Marka Abramowicza geometria czarnej dziury jest tak osobliwa, jak ona sama. Profesor mówi (obrazując) o konieczności wpisania w część płaszczyzny dysku obszaru (powierzchni) o większej ilości wymiarów, o dowolnie dużej powierzchni... - ciekawe jak tam zachowałaby się nasza rakieta z przytroczoną liną - jaką zakreśliłaby drogę? Oczywiście nie mówiąc już o tym, że by nie powróciła do punktu wyjścia, więc w przypadku czarnych dziur, mogą one być dziurami w naszym amerykańskim donacie i zakłócać powrót rakiety - czyli otrzymanie informacji nawet nie tylko lokalnie, ale i na odległość - wpływając na nasze eksperymenty myślowe...
A cytat ten jest ulubiony, bo mając żywą wyobraźnię przed jej oczyma widzę człowieka, który to pisał - w desperacji, z wyrwanymi już dawno z głowy wszystkimi włosami... podjął ostatnią, heroiczną próbę, by do młodzieży przemówić...
Dobry wieczór, chciałabym w ramach miłego swojego zobowiązania przedstawić Panu fantazyjny efekt moich przemyśleć do co Pana Augustyńskich wyznań.
Pomysły moje są dwa i nie wykluczają się wzajemnie. Oba uwzględniają antycypowany walor wewnętrznej inspiracji do Pana dalszej pracy. Pomysł nr 1 to wizja utworzenia przez Pana na swoim wydziale (bo zakładam, że Pan wykłada) czegoś na kształt Stowarzyszenia Umarłych Matematyków (tyle, że bez tragicznego końca, bo film, do którego nawiązuję to film-przestroga i można oglądając wyciągnąć wnioski, co do optymalnego know-how). Może zresztą już Pan prowadzi podobne przedsięwzięcia, jeśli tak, to pomysły, które podam mogą posłużyć do urozmaicenia formuły zajęć.
Zajęcia byłyby nieodpłatne, dla chętnych studentów z różnych roczników, program dowolnie przez Pana dobierany, na bieżąco, w interakcji z talentami i wiedzą młodzieży. Obwieszczenie tej nowej inicjatywy (jeśli jeszcze nie ma podobnego towarzystwa) mogłabym napisać ja – wg młodszej o wiele lat przyjaciółki – mam młodzieńczy flow 😉 Spotkania odbywałyby się na przykład co dwa tygodnie, a co miesiąc, dwa na zajęciach byłby quiz zakończony nagrodami dla najlepszych. Pan moderowałby świadomie tak pytania, by każdy w którymś czasie mógł wygrać (lub ewentualnie dla intelektualnych maruderów można by wprowadzić nagrody pocieszenia). Nagrody studenci by losowali z kapeluszy (kapeluszy byłoby tyle samo, co studentów – co byłoby naszą słodką tajemnicą) i każdy losowałby ze „swojego” pokątnie wyjętego kapelusza spośród np. 10 jednakowych losów, tak, by była pewność, że wylosuje nagrodę dla siebie jedyną i najkorzystniejszą, co Pan wcześniej w swojej mądrości oceni i zawczasu ustali. Na osobę losującą proponowałabym zatrudnić jakąś najpiękniejszą, najodważniejszą i najpopularniejszą studentkę (kogoś na kształt wodzianki u Wojewódzkiego), która za drobnym wynagrodzeniem założyłaby wystrzałowe ciuchy i dokonała losowania. Wśród nagród dostosowanych do przeróżnych osobowości i deficytów mentalno-charakterologicznych, przewiduję na przykład: Puszkę piwa z podpisami wszystkich wykładowców z wydziału, kawę w wydziałowej kawiarni z najpiękniejszą doktorantką/ doktorantem, kawę w studenckiej kawiarni z dziekanem (jeśliby się zechciał włączyć) plus talon na opowiedzenie Mu 5 dowcipów i wysłuchanie 5 dowcipów dziekana, kolację z Panem indywidualną bądź z Panem i 3 losowo wybranymi uczestnikami. Cdn.
Gdyby w ww. pomysł zechcieli się włączyć dla dobra młodzieży NB blogerzy, listę nagród można byłoby uatrakcyjnić – i tak, na przykład mogłoby Nią być lekcja statystyki z Panią Izabelą Brodacką-Falzmann (dla kogoś, komu nieobojętna jest historia najnowsza), jam session z Panem Lechem Makowieckim (dla grających czy śpiewających) czy też przepłynięcie kajakiem przez przekop na Mierzei Wiślanej z pewnym Marynarzem (dla amatora sportów wodnych) 😊 Można by raz na jakiś czas zorganizować jakąś mini-zrzutkę na sponsorowanie tych nagród – myślę, że wiele osób na NB z wdzięczności za Pana dotychczasowy bezinteresowny wkład w naszą matematyczno-logiczną edukację chciałoby anonimowo wystąpić w charakterze Tajemniczych Opiekunów (jak w książce Jean Webster) i wziąć symboliczny finansowy udział w takim zachęcaniu młodych do nauki.
Pomysł numer 2 jest taki (nie znam oczywiście sytuacji, ale zdaję mi się, że czas po temu jest, jeśli jeszcze Pan nie realizuje tej opcji) ażeby Pan został mentorem w tandemie i mentorował jakiemuś geniuszowi na kształt przyjacielskiej relacji Russell-Wittgenstein, Bohr-Heisenberg czy Wolniewicz-Okołowski. Będzie ryzyko, że mentorowanie przerodzi się w męki Tantala, gdy okaże się, że podopieczny jest zdolniejszy i bardziej utalentowany, ale to będzie Pana dzieło, Pana depozyt, Pana dziedzictwo i Pana satysfakcja. Wystarczy nadmienić, że prawdopodobnie, gdyby nie Russell Wittgenstein strzeliłby sobie w łeb i nie powstałby Traktat, Wolniewicz nie miałby czego tłumaczyć i Kim się naukowo zajmować, etc. etc.
Powiedz małemu, że Einstein był geniuszem, ale z matematyki był akurat słaby. Śmieli się z niego. Dlaczego? Bo nie ma geniuszy wszechstronnie uniwersalnych, a ci, co się śmieli to durnie.
Bardzo zdolni są, przykłady Margulis, Perelman. Nie muszą żebrać w Polsce :-)
PS. W dodatku Perelman odmówił przyjęcia miliona USD, wskazał na innego autora rozwiązania, czyli uczciwy.
Z tego co pamiętam to mieszkał bardzo skromnie razem z matką. A jednak wolał pozostać uczciwym. Co teraz z nim się dzieje to nie śledzę jego losów, w sumie jest wojna a on kacap :-)
PS. Była bardzo zażarta dyskusja o nim na pewnym innym forum internetowym, kiedy odmówił przyjęcia tego miliona :-)
Bez przesady, gazowe uzależnienie się od Rosji Niemiec oraz likwidacja elektrowni atomowych to skrajna głupota, a wojna Rosji z Ukrainą to samobójstwo :-)
PS. W Polsce w końcu są pieniądze na wszystkie strategiczne i taktyczne cele. CPK, elektrownie atomowe, na wszystko jest kasa, pomimo plandemii i wojny. A przecież zgodnie z wizjami Mariana Węcławka jeszcze nas zaatakują pazerni Niemcy :-)
Cieszę się, że widzę tu nadal Pańską aktywność.
Bo chciałbym zadać jedno mocno nurtujące pytanie. Oczywiście rozmyślam filozoficznie, lecz byłbym wdzięczny, gdyby pan mógł to jakoś matematycznie wyjaśnić: - co Pan sądzi i czy da się to powiedzieć, o enigmatycznej stałej alfa, będącej w przybliżeniu równej 1/137 [tu nie ma nic! Żadnej jednostki od najprostszych - s, kg, J, m,do tych wiekszych kgxv,, kgx(mxs)^2]
Co Pan na to?
Dziękuję. Lecz jeszcze później do tego wrócę. Bo urodziło się następne pytanie. Czu sądzi Pan, że byłby zdolny - samemu, lub z zespołem, opracować taki cyfrowy system wyborczy, który byłby nie do złamania.
A tu odnalazłem coś o tym 1/137 youtu.be Jakiś komentarz?
Dla Panów na dobranoc - Witkacy pięknie napisał, Grechuta pięknie zaśpiewał:
"Nad zrębem planety,
Pośród gwiezdnej nocy,
Szereg alefów w nieskończoność pełznie.
I nieskończoność, unieskończoniona
Zamiera w sobie, przez siebie zdradzona.
Kłęby Tytanów i rogate widma
Sypią gwiazd roje
W wydarte otchłanie.
Myśl w własne wątpia zapuściła szpony
I gryzie siebie w swej własnej otchłani
Lecz myśl ta czyja? Samo się nie myśli
Tak jak grzmi samo i samo się błyska.
Punkt się rozprzężył w n-wymiarów przestrzeń
I przestrzeń klapła
Jak przekłuty balon.
Dech wyszedł cały. Tak nicość dyszy
Sama własną pustką
I każde coś gnębi w czasie, który stanął".
Dziękuję pięknie.
I jeszcze do Pana Janusza - w ramach ordynowanej dzisiaj konwencji hartowania - proszę czuć się swobodnie i do woli pod "moim" wpisem nie odnosić się bynajmniej swoimi komentarzami do jego treści 🙃
Witam naszą Czarownicę mieszającą w kotle umysłów i przekonań. A to zazwyczaj kończy się dobrą ucztą. A tego nam bardzo trzeba.
"Dramat humanizmu na tym polega, że rehabilitując człowieka..."
Humanizm to piękna idea. Więc też jestem jej wyznawcą. Czy Panu Bogu coś tutaj nie wyszło? Bo wielu narzeka: - a to na ból, cierpienie, choroby, a to na przeważającą głupotę. Narzekają bo nie ogarniają całości projektu. Nie mówiąc już o tym że Wielki Kreator jest jednocześnie humanistą, naukowcem, inżynierem i filozofem. Oraz oczywiście pasterzem i nauczycielem.
No dobrze... czy kiedyś pełen humanizm był praktykowany (nie jestem pewien - może w Grecji)? Bo dzisiaj ja widzę czarny antyhumanizm. Człowiek to pasożyt i szkodnik. Wybryk, który nie jest częścią Natury. On jej szkodzi przemysłem, CO2, farmami zwierzęcymi, śmieciami i niszczeniem przyrody. Taka dzisiaj jest wykładnia wyimaginowanych nieszczęść, przez które tak cierpimy. A propos - kto cierpi? Więc dalej! Natychmiast Zielony Ład! Natychmiast Fit for 55. Odebrać im te paskudne domy, chałupy i mieszkania. Zlikwidować idiotyzm spożywania mięsa. Po co to? A jakie szkody dają hodowle?! Nie pamiętam z historii okresu tak antyludzkiego podejścia w stosunku do całego świata.
Humanizm, naturalizm, komunizm... izm... Ile kretyństwo ideologii tworzonych przez wyszczekanych i forsiatych debili i psychopatów uczyniło wszystkim?
Tu poprzestanę, choć bym chętnie podyskutował na przeciwstawianie św. Augustyna, św. Tomaszowi, itd.
IMĆ WASZEĆ PĘKŁ!
Czy to dużo czasu upłynęło od 24 lutego 22, gdy zęby i pazury pokazał Kremlowski Szczur? No tak, ale przedtem, od marca 2020 rządziła panika COVID19. W naszym niedużym środowisku NB, pierwszy padł, i to tragicznie, gdyż zakończyło się to śmiercią, fantastyczny człowiek, śp. Zygmunt Korus. Parę tygodni temu oznaki kryzysu zaczął wykazywać nie byle kto - myśliciel i mój wielogodzinny rozmówca - Ryszard Surmacz (Daj Boże, by mu przeszło). A teraz tutaj zaczyna pękać gość, naukowiec, matematyk @Imć Waszeć (nazwisko i imię nieznane), darzony na portalu (w życiu pewnie też) wielką estymą i poważaniem. Cholera - ja domorosły lekarz i szarlatan, od dawna ostrzegałem, że długotrwały stres i frustracja są w stanie złamać wielu ludzi. No i się dzieje. Moja obserwacja - w większości to pesymiści, a nawet czarnowidze. A na dodatek bez silnego imperatywu: - trzeba działać. Trzeba coś z tym zrobić! Oczywiście, powtarzają to często. Ale pasywnie, bez woli własnego zaangażowania. Czy poszliby na barykady? Czy tylko by zagrzewali do pójścia?
Przykra wiadomość...
LOL
Halloween ? :-)
Dlaczego LOL?
Takie życie jest. A się zdziwisz jakie dopiero będzie. Już powinniśmy się hartować.
Nie pękam. Pisanie na przeróżne, niezwiązane z bieżącą sytuacją sprawy, to higiena. Dla mnie i dla Was. Tak jak po czterech mądrych i dobrych filmach, oglądam sobie jakąś gangsterską strzelaninę (spostrzeżenie - jest ogromny deficyt dobrych komedii).
Moja wewnętrzna emigracja??? Jak wiecie, ja już dziaders jestem. Lecz jak trzeba, przysięgam, że stanę na barykadzie. I to po właściwej, polskiej stronie. Kogo jeszcze widzisz, kto też pójdzie? Widzę niewielu.
A któż z nas nie jest ? Polecam ziółka ajne miszung, np. szałwia, pokrzywa, lipa, mięta. 3-4 razy dziennie :-)
No i należy stosować maksymę o. Rydzyka : Allelluja i do przodu :-)
Oj pamiętam, tuż przed śmiercią nadawał na Dobrą Zmianę bez pardonu. Bezpodstawnie nadawał.
Faktycznie nie napisałem kiedy był fantastyczny. Ale pod koniec łyknął jeszcze paskudniejszego wirusa, jakim był fanatyczny antykowidowizm. Pogarszało mu się tak, że zaczął pluć na przyjaciół. Rozumiałem i mu wybaczałem.
Fakt, to była plandemia, zgodnie z wzorcem 4 jeźdźców Apokalipsy. Tyle, że Dobra Zmiana nie była winna plandemii, a zachowywała się nad wyraz racjonalnie wbrew twierdzeniom obecnych putinofilów, którzy oskarżają Dobrą Zmianę o zabicie 200 tysięcy Polaków (żydzi Grabowski, Gross również oskarżają Polaków o zamordowanie 200 tysięcy żydów podczas wojny). Proszę zauważyć, ża fanatyczni antykowidowcy to en masse fanatyczni putinofile, czyli wrogowie suwerennej Polski.
Natomiast jest coś, co zrobić może w tej sytuacji, we własnym zakresie niemalże każdy i co jest bardzo istotne, a o czym mowa jest w jednej z moich ulubionych polskich reklam: m.youtube.com
Przywołany tekst jest tylko prawdziwy, gdy mówiąc matematycznie, dynamiczny układ jest stabilny. Wtedy we know, bo można przewidzieć cokolwiek wg. osi czasu. Niestety, stan świata jest dziś wyjątkowo niestabilny i trzeba sie mocno natrudzić, by z jakimś porządnym prawdopodobieństwem powiedzieć jak to pójdzie.
Pan Tomasz Wróblewski, którego cenię stwierdził, że kończy się era rozpasania typowa dla upadków cywilizacji, czy pamiętnego Fin de siècle, a dzisiaj pada i LGBT+...Z i Zielony Ład, a zaczyna się era budowy bezpieczeństwa i konieczny militaryzm.
Ps. Reklama przednia. Nie znałem
Tylko wiemy, że nie wiemy.
Pozdrawiam
Brzmi logicznie, trzy wymiary przechodzą w trzy wymiary. Kiedy studiowałem na PW nie miałem tam topologii, ale rozbawiło mnie zasadnicze twierdzenie topologii, które brzmiało banalnie prosto : krzywa domknięta, nie przecinająca się, dzieli płaszczynę na dwa rozłączne obszary :-)
PS. Nawet gdyby Perelman przyjął ten milion USD to zapewne ukradli by mu go w Rosji. Tak postąpili ze słynnym Borysem Spasskim, który zarobił podobną kwotę w pokazowym meczu z Bobby Fischerem. Borysa umieścili w psychuszce, potem wyszedł, ale już bez kasy. Rosja to zdegenerowany raj krat, którym rządzą degeneraci typu Putler.
No nie oglądam Ziemka od czasu, jak Warzecha zaczął tam rządzić. Wolę red. Janeckiego, który miał styczkę z red. Warzechą w saloniku Ziemka.
PS. Rzekomi "prawicowcy" jak Braun, Mikke, nawet Mentzen, to nie jest polska tradycja, tylko niemiecko-żydowska. Trzeba się od nich trzymać z daleka, to niemiecko-kacapska agentur, którą do Polski czerwone licho przyniosło.
przytomnie nabrał wody w usta
stoi bezradny jak bileter
który już nie ma kogo wpuszczać..."
z wiersza Jerzego Gizelli "Film"
Dziękuję...
Fragment ten dowodzi, że polska poezja stoi wyżej niż piłka nożna... Tylko kibiców niedużo...