Do niedawna użycie tautologii fakt autentyczny uchodziło wśród estetów lingwistycznych za wyjątkowo żenujący obciach. Bo wprawdzie każde masło maślane zachwaszcza tekst, ale niektóre, typu kobieta płci żeńskiej czy zielona murawa, bardziej. Żarty na bok. Niegdyś istotnie takie zbitki raziły, wszak dzisiaj murawa przybiera rozmaite kolory, a płci podobno jest kilkadziesiąt. Ba, niektóre tautologie przedzierzgają się w oksymorony, vide uczciwy prawnik czy prawdomówny polityk, zaś fakty nieautentyczne noszą nazwę fejkniusów.
Tyle tylko, że niemal każdy fakt trudny do zweryfikowania w domenie publicznej, staje się zwłaszcza w mediach, bytem dwubiegunowym, prawdą, lub fejkiem, zależy gdzie ucho i oko przyłożyć. W takim kontekście zupełnie innego znaczenia nabiera określenie kojarzone z nomenklaturą sportową, czysta gra. Bo w nowej wersji nie chodzi o fair play, lecz jedynie o regulaminowy czas meczu, do którego nie wlicza się wszelkich przerw, na przykład z powodu bijatyki hokeistów czy wycierania z parkietu plam potu koszykarzy.
Taka schizofrenia poznawcza ma jednak dobre strony. W natłoku informacji, komentarzy i interpretacji, każdy znajdzie potwierdzenie swoich przypuszczeń i oczekiwań. A co z prawdą, która wyzwala? Igrając słowami mógłbym zakpić, że niekoniecznie nas, ale w nas, buzujące emocje na całej skali doznań.
Wręcz modelową egzemplifikacją takiego zjawiska jest afera Zondacrypto. Reżymowi Katoni i cyngle wolnych mediów, niczym Szczerba, wróć, szczerbaty na suchary, rzucili się na macherów od krypto walut, przez których kilkadziesiąt tysięcy naiwnych licząc na łatwy pokaźny zysk, straciło zainwestowany szmal.
Tymczasem po założycielu giełdy tej waluty(?), jak gdyby przeflancowanej do realu z gry planszowej, Sylwestrze Suszku, zaginął w 2022 roku wszelki ślad. Pośród plotek na ten temat niektóre mrożą krew. A to, że został poszatkowany przez kuter, taką maszynę masarską do mielenia mięsa wraz z kościami. A to, że zalano go w jakimś dole gaszonym wapnem…
I tu kończy się powinność dziennikarzy śledczych, a zaczyna polowanie cyngli, prokuratury i kilku nieposzlagowanych(czyli nigdy jeszcze nie trafionych przez szlag) mecenasów, na pisowską mafię garściami czerpiącą profity z forsy ukradzionej inwestorom. A plan tej piramidy finansowej, jak słusznie zauważył sam premier, pisany był cyrlicą. Dość bowiem wspomnieć, że rolę oficera łącznikowego między obecnym szefem złodziejskiego geszeftu, Przemysławem Kralem, a szefostwem gangu z Nowogrodzkiej, pełnił niejaki Moskal.
Przepraszam za banał, ale dla porządku dodam, że w istocie celem numer jeden tej wściekłej kanonady jest prezydent Karol Nawrocki. Huk kapiszonów odpalanych od momentu rozpoczęcia gry o tron przez prezesa IPN, nie cichnie nawet na chwilę. I jak było na początku, teraz i zawsze i… Może nie na wieki wieków, lecz zapewne nie umilknie przez dwie kadencje prezydentury obecnej głowy państwa.
Z takiego obrotu sprawy cieszą się najbardziej psychoterapeuci. Bo do ich gabinetów ustawia się coraz dłuższa kolejka zawziętych tępicieli prezydenta, których trafia szlag z powodu bezsilności ich plugawych oszczerstw. Mnie zaś zdumiewa bezkrytyczna akceptacja bywalców progresywnej bańki traktowania elyt 3 RP jak niedorozwiniętych szympansów.
Ostatnio propagandowi prestidigitatorzy wzięli pod but spotkanie w Juracie prezydenta z młodzieżą od lat 18 do 26, uznając je za klapę z elementami demoralizacji, gdyż w części artystycznej kilkudniowego mitingu wystąpił bardzo popularny wśród młodych, wokalista Skolim, mający w swym repertuarze także piosenki śmiałe erotycznie, niekiedy wręcz obsceniczne, choć tych akurat w Juracie nie śpiewał. To, że jego aktywność nie ogranicza się tylko do takiej oferty estradowej, lecz obejmuje również działalność charytatywną, stróże moralności przemilczeli.
Podobno teraz, niczym Oskar Kolberg, wędrują po kraju tworząc rejestr niemoralnych przyśpiewek ludowych, zwłaszcza weselnych, w rodzaju: „ożenił się Jura, nie wiedział, gdzie dziura…” czy hardcorowego dialogu panny młodej ze swym papciem: „- Ojciec, ojciec, miej sumienie, on ma końskie przyrodzenie! – Nic nie szkodzi, nic nie szkodzi, on ci tylko tym dogodzi!”
I dopiero na takim szemranym tle w całej krasie mogła zalśnić apoteoza Kampusu Polska, dorocznego zgromadzenia platformerskiej młodzieży w Olsztynie, na zew Rafała Trzaskowskiego, które zaszczycili swą obecnością między innymi premier i marszałek sejmu. W Juracie sprośne piosenki, w Olsztynie poważna debata o Polsce.
A wracając do afery z krypto walutami. Kral zadekowany gdzieś w emiratach za namową Romana Giertycha, postanowił zeznawać jako świadek koronny. Pani sędzia Barbara Piwnik nie pozostawiła w wywiadzie, bodaj dla Republiki, suchej nitki na tej instytucji. Bo w praktyce taki, wiarołomny, wróć, wiarygodny, świadek chroniąc własny tyłek, a może i głowę, zezna wszystko, czego oczekują odeń śledczy. Ba, wesprze swą wiarygodność taśmami prawdy. Sztuczna inteligencja potrafi wygenerować nie takie numery. Ostatnio widziałem w Internecie żywego Leppera!
O prawicowej ripoście na odlew, której próbkę naszkicowałem w poprzednim akapicie, demistyfikującej tę mizerną, wróć, misterną, intrygę, nie będę się nadmiernie rozwodził, żeby nie wyjść na tendencyjnego do sześcianu. Stąd pointując okoliczności związane z aferą zondacrypto, jedynie raz jeszcze nawiążę do wstępnej refleksji na temat faktów autentycznych.
Otóż pośród licznych powieści, filmów i utworów scenicznych miksujących fikcję z rzeczywistością, jest spora grupa takich, w których narracja dokumentalna udaje fabularną i odwrotnie. Elementy takiego melanżu pojawiają się w rozmaitym natężeniu i w „Weselu” Wyspiańskiego i w „Karierze Nikodema Dyzmy” Tadeusza Dołęgi-Mostowicza i w „Policji” Sławomira Mrożka i w „Królu”” Szczepana Twardocha i w „Czerwonym pająku” Katarzyny Bondy i w filmie „Służby specjalne” Wiktora Wegi i w całej twórczości Stanisława Barei i w mediach, od gazetek ściennych, po telewizję i Internet.
Co więcej, często imaginacja twórcza autorów wydaje się bardziej realna od skrzeczącej pospolitości politycznej. Niegdyś w takiej sytuacji mawiano, że Mrożek by tego nie wymyślił, potem zastąpił go Bareja. Teraz, bo ja wiem? Rozpasanie koalicji 13 grudnia, wróć, samodzierżawia Donalda Tuska i jego podręcznych, można skwitować eufemizmem: to się w pale nie mieści. A do wyborów jeszcze ponad rok.
Sekator
Ps.
– Czy wiesz – pyta mój komputer – że Radosław Piesiewicz został Radosławem P.?
– Widocznie całe nazwisko nie mieściło mu się na wizytówce – odpowiadam roztargniony.
Fragment piosenki Sanah i Vito Bambino: "Słychać szum, Ja gaśnicy czuję chłód, Moje oczy łzawią już, Ja łagodnie uśmiechnięta". 😉
PiS się Skolimem który śpiewa o kolorowym łobuzie 😉
"Chciałaś mieć łobuza jak twoje koleżanki. Podejdę teraz bliżej, ja zerwę z ciebie majtki" specjalnie nie popisał.
Mogliby Sekatora razem z Eustachym na doradców zatrudnić.😉😉
No właśnie.interesuje nas Sanah,a zapomnieliśmy o walce w TV Republika o być albo nie być wolnym głosem. Szkoda,że na Polaków liczyć się nie da sądząc z komentarzy jak zwykle dalekich i nie myślących o przyszłosci. NB to rzeczywiście zadziwiające miejsce,dęte komentarze o diecie pana Zbyszka i brak informacji o tym ,że wolności słowa już nie będzie. Faktycznie takim ludziom jak wy wolność do niczego nie jest potrzebna. Skąd chcecie czerpać wiadomości? Od kłamcy ?