Paniki jeszcze nie ma. Gigantofony liberyjnych demokratów nie brzmią jeszcze jak Dzwon Zygmunta, na trwogę. Ale modernistom już zaczynają trząść się portki. Parlamentarne wybory w poenerdowskim landzie Saksonii-Anhalt z miażdżącą przewagą wygrała faszyzująca Alternatywa dla Niemiec. Czyżby światu groziła powtórka z historii? Bo w 1931 roku, w podobnym anturażu, zwyciężając w wyborach do Landtagu w sąsiedniej Turyngii, NSDAP Hitlera podpaliła lont pożogi na niewyobrażalną skalę. Wkrótce zatem 3 RP może stracić za Odrą wpływowych przyjaciół, a zyskać wrogów. Poniżej wyjaśnię, czemu w tym kontekście użyłem kojarzącego się pozytywnie określenia: zyskać.
Głowę podniosą ziomkostwa żądające powrotu do Rajchu, wróć, do Bundes Republik Pomorza Zachodniego, Mazur i Śląska. A berliński Alexander Platz zmieni nazwę na Adolf Hitler Platz! Jednak gwoli ścisłości wspomnę, że sentencja o historii, która lubi się powtarzać, jest tylko jedną z wielu , często sprzecznych ze sobą, opinii o roli dziejów. Mnie najbardziej odpowiada klasyczna maksyma: historia magistra vita będąca wprawdzie także argumentem za stosowaniem feminatywów, ale osadzonych w kulturze języka.
I po tej historiozoficznej dygresji, wracam do oceny zysków i strat wynikających z możliwej w umiarkowanym stopniu, zmiany kursu polityki niemieckiej w ciągu najbliższych lat, czyli jak zagłaskać kota na śmierć.
„Panie, broń mnie przed przyjaciółmi, bo przed wrogami obronię się sam", prosił kardynał Richelieu, świadom, że wrogowie zwykle bywają prawdziwi, a fałszywych przyjaciół często trudno zidentyfikować, nim wbiją nam sztylet w plecy. Taki los spotkał na przykład Cezara, gdy wyszeptał konając: „et te, Brute, contra me”. Jego przeznaczenie, z zachowaniem wszelkich proporcji, podzielił zajączek z bajki Krasickiego. „Gdy już wszystkie sposoby ratunku upadły, wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły.”
I jedynie w rzadkich przypadkach, polecam balladę Krzysztofa Krawczyka, pokrętna lojalność każe wybaczyć zdrajcy, pod warunkiem wszak, że zdradzony przeżyje. „Mój przyjacielu, byłeś mi naprawdę bliski, mój przyjacielu byłeś mi jak brat. Dałem ci wiarę, dałem ci spokój, dałem gitarę, dałem samochód, żony nie dałem, żonę wziąłeś sobie sam… Teraz chciałbyś się rozpłynąć, uciec gdzie się da, proszę, zostań na noc, przyjaźń swoje prawa ma.”
Cóż jednak znaczy melodramat w skali mikro, przy niszczącej całe państwa obłudzie w stosunkach międzynarodowych? Niechaj memento stanowią skutki naszej wiecznej przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. Jak na takie więzy, podarowany nam przez Stalina pałac Kultury to chyba nieco za mało.
I pointa: strzeżcie się Greków przynoszących dary. A Konia Trojańskiego w prezencie od AFD, z przyczyn oczywistych, na pewno nie dostaniemy. No i jawnie zdystansowane do Polski nowe elity zza Odry zminimalizują w kraju tendencje do ulegania protekcjonalizmowi Berlina, z trudnym(?) do oszacowania bilansem korzyści i strat.
Na koniec, odchodząc od geopolityki, ale pozostając w wirze historii, jest coraz bardziej oczywiste, że sytuacja w nadwiślańskim landzie pęcznieje od analogii z niechlubnymi, taki eufemizm, wydarzeniami z przeszłości naszej ojczyzny. A gra toczy się nie o zwycięstwo w przyszłorocznych wyborach, lecz o utrzymanie władzy bez względu na ich wynik. Strach się bać. Chyba będę powtarzał tę mantrę co tydzień.
Sekator
Ps.
- Podobno nie istnieje żaden przepis zezwalający prezydentowi na nie zaprzysiężenie sędziów wybranych przez Sejm do Trybunału Konstytucyjnego? - pyta mój komputer.
- Ale istnieje norma nadrzędna - wyjaśniam Eustachemu. - I każdy, w tym na przykład żołnierz, może odmówić wykonania czynności, rozkazu, lub zadania, jeśli są niezgodne z prawem.