Już kiedyś wspominałem, że nie przepadam za pejoratywnym określeniem bicie piany. Sama piana istotnie może wzbudzać negatywne skojarzenia, na przykład toczona z pyska, ale bita wiedzie kubki smakowe ku bezom i koglowi-moglowi, a morska, pobudzając nieco inne neutrony, ku ponętnej Wenus z obrazu Botticellego. Wolę używać idiomu trzepanie zbuków, jako czynności bezproduktywnej i w dodatku smrodliwej.
Przyznaję wszak, że owo trzepanie ma jedną zaletę, zwłaszcza dla ludzi usiłujących kształtować poglądy populacji na każdy temat., bo pozwala bez ograniczeń pleść w koło Macieju co komu ślina, lub jad, na język przyniesie. Tak powstaje kakofonia skrzeczącej pospolitości.
Ostatnio kto żyw mantruje w rozmaitych tonacjach hasztag Zondacrypto. Mantruje to elegancki eufemizm, gdyż większość zondacryptologów wali na odlew w przeciwników politycznych, nazywając ich aferzystami i przestępcami, budowniczymi tej piramidy finansowej.
Siłą rzeczy, czyli dzięki biegunce śledczej reżymowej prokuratury dowodzonej przez ministra Waldemara Żurka i oberprokuratora, mecenasa Romana Giertycha, przewagę perswazyjno-manipulacyjną utrzymują na razie gigantofony reżymowe. Bo państwo prokuratorstwo przesłuchują wytrwale i sumiennie kogo popadnie. Zatrzymują w areszcie kogo się da. Obiecują status świadka koronnego komu trzeba, najpierw, zgodnie ze sztuką, wypracowaną chyba jeszcze w akademii Duracza, głównemu złoczyńcy, nęcąc publiczność ujawnieniem taśm prawdy. A jednocześnie łączą się w niechęci do powołania w sprawie afery Zondacrypto sejmowej, lub szerzej, obywatelskiej, komisji śledczej, z falangą koalicji 13 grudnia i cynglami wolnych mediów.
Na marginesie, taśmy prawdy to istna gorzka sól krajowej polityki. A jeśli się nie mylę, frapujący serial zainaugurowała rozmowa braci Wałęsów w Arłamowie, gdzie Lech był internowany, a Stanisław go odwiedził. Wówczas zwolennicy wodza orzekli, że nagranie to fałszywka esbecji, zaś przeciwnicy dołożyli taśmę do dokumentów w teczce o kryptonimie Bolek. Nie pamiętam już na czym stanęło, ale jeśli przed laty taka fałszywka mogła wydawać się prawdopodobna, to dziś, w dobie sztucznej inteligencji wygenerowanie tego typu perełki audio-wizualnej jest pestką nawet dla średnio rozgarniętego szympansa.
Jednak prawica nie powinna zbytnio spieszyć się z ripostą. Przecież nie chodzi o to, by złapać króliczka, ale by gonić go. No, chyba, że władza liczy na błyskawiczne procesy i sprawiedliwe, a jakże, wyroki tuż przed wyborami,, gdyż sędziów gotowych służyć pomagdalenkowej 3 RP, raczej nie zabraknie. I wtedy nie pomogą prezydenckie ułaskawienia.
Bowiem w tej walce o lepszą Polskę liczy się także timing. Lecz o rytm długoterminowej rywalizacji niechaj się troszczą stratedzy z prawicowych sztabów. Niestety, w tej materii wciąż obowiązuje, ba, pęcznieje, liczba mnoga. W dodatku wielu polityków tej strony sceny politycznej, folgując małostkowym resentymentom, zapomina, że wprawdzie mowa jest srebrem, ale milczenie złotem. Czasami niektóre wypowiedzi tak mnie wkurzają, że wyobrażam sobie autorów tych sentencji jako facetów z rysunku Andrzeja Mleczki, dobierających się do żyrafy. Autor uzupełnił ten obrazek apelem: obywatelu, nie pieprz bez sensu!
Co tam jednak prawicowe zagryziaki. Premier czyni to notorycznie. Ostatnio w sejmie dał brawurowy popis elokwencji insynuacyjnej. Otóż zacytował fragment zeznań Przemysława Krala oskarżającego Zbigniewa Ziobrę o wzięcie prawie pół milionowej łapówki, a otoczenie prezydenta o obietnicę ułaskawień aferzystów, też naturalnie za łapówkę. Otrzymane z prokuratury wyznania geszefciarza drżącego nie tyle przed wymiarem sprawiedliwości, ile przed dintojrę prawdziwych bossów kryptowalutowego bajzlu Tusk potraktował jak prawdę objawioną. Zapewne pojawią się w tej sprawie jakieś dokumenty, nagrania i tuzin świadków. Ale protokoły mędrców Syjonu, mistyfikacja carskiej Ochrany, również uchodziły za autentyczne. Tak czy inaczej zanosi się na pełną zwrotów akcji weryfikację rewelacji Krala.
Natomiast przygody emerytowanego esbeka Batona Betona i jego psa, chyba wabił się Perszing, prezentowane w radiowej Trójce,, gdy jeszcze nadawała się do słuchania, w świetnej interpretacji Andrzeja Zaorskiego, nie budzą podejrzeń o falsyfikat. Dlatego ucieszyłem się, słysząc przez okno od sąsiadów telewizyjną rozmowę Aleksandry Zagrodzkiej z Betonem Batonem. Ta bezkompromisowa dziennikarka TVP Info była w świetnej formie. Beton też. Ze swadą rozprawiał, jak wodził za nos esbecję.
Nagle coś mnie tchnęło. Beton wodzący za nos esbecję? Nastawiłem uszu. No jasne, to nie był Beton, lecz Lech Wałęsa. Ale też miał gadane, że hej.
Sekator
Ps.
– No to po ptokach – wzdycha mój komputer. – Marionetki Tuska wybrały Berka do TK.
– Nie marionetki – prostuję zgryźliwość Eustachego, tylko sejmowa emanacja narodu.
.................................................................................
Po komentarzach stwierdzę czy trafiłem tego gościa, tfu guźca: ;-)
dakowski.pl
"obywatelu, nie pieprz bez sensu!"
Było również tfurcze rozwinięcie tego słynnego aforyzmu Mleczki: Jak pie*rzyć, to z sensem!
PS. U premiera Tuska widać ten sens. Tak jak się powoływał na autorytet Jacka Murańki, który na powitanie wali z bańki, tak teraz powołuje się na autorytet p. Krala, którego wcześniej oskarżył o udział w ruskiej mafii. Premier Tusk oskarżył również Prezydenta Trumpa o bycie ruskim agentem i jak zwykle zaklinał się na wszelkie świętości, że to najprawdziwsza prawda, ustalona ponad wszelkie wątpliwości, przez samych Amerykanów :)
Kto brał słusznie a kto niesłusznie i to główny temat uczonych rozpraw. Jak widać, chyba, brali wszyscy. Bezczelność i pogarda dla szaraczków poraża.